Stifler Dance off in American Wedding Entire Scene Good Quality Better than others
: czw kwie 30, 2026 9:27 am
Karrion prychnął cicho pod nosem, kiedy wróciła do tematu ciosu.
- No właśnie dlatego to było takie zaskakujące - rzucił z lekkim rozbawieniem i uniósł brew. - To był moment, kiedy wszystko się już rozjechało. Ja się odwróciłem, on kończył ruch… i zamiast gdzieś w bok, poszło centralnie tam, gdzie nie powinno - wzruszył ramionami. - Bardziej wypadek przy pracy niż faktyczne łamanie zasad - dokończył.
Sięgnął po kebaba, odgryzł kolejny kawałek i przez chwilę jadł w milczeniu, słuchając jej dalej. Na wzmiankę o rezydencji tylko lekko się uśmiechnął.
- Brzmi lepiej niż wygląda w praktyce - przyznał. - Więcej mnie tam nie ma, niż jestem - dodał z cichym westchnieniem, bo faktycznie rozważał przeniesienie się tam na stałe, jednak miał za dużo biznesów w Ameryce Północnej, by móc sobie pozwolić na europowanie, o ile tak można nazwać mieszkanie w Europie.
Kiedy powiedziała skąd pochodzi, pokiwał głową.
- Nie kojarzę - przyznał bez problemu. Nie był jakimś lokalnym patriotą, dlatego też nie odwiedził wielu miejsc, które teoretycznie były w jego zasięgu, gdy tu mieszkał.
Zerknął na nią kątem oka.
- Toronto trochę zmienia perspektywę, co? Zakładam, że skoro tu zostałaś, to lepiej ci tutaj niż tam? - dopytał, będąc ciekaw, jak wygląda jej perspektywa mieszkania w wielkiej metropolii po wychowaniu się w mniejszym mieście.
Na jej komentarz o dzieciach zaśmiał się krótko, odstawiając na moment jedzenie.
- Nie, spokojnie - pokręcił głową. - Nie mam dzieci... a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo - w jego głosie było rozbawienie, ale też jakaś szczerość, która sugerowała, że jednak pilnował takich spraw lepiej niż część jego kolegów po fachu. Nie mógł jednak wykluczyć, że w trakcie swojej kariery nie zaliczył wpadki z jakąś dziewczyną, wszak tych trochę się przewinęło w jego życiu.
- Staram się nie komplikować sobie życia bardziej niż trzeba - dodał po chwili, sięgając po colę.
Kiedy nazwała go typem, który potrzebuje celu, przytaknął bez większego zastanowienia.
- Coś w tym jest - przyznał. - Odkąd tylko pamiętam, zawsze miałem jakiś cel. Wiele razy pomogło mi to w karierze i po jej zakończeniu. Wielu z moich kolegów nie umiało planować i teraz przepierdalają kasę w nocnych klubach. Dwa, trzy lata i zaraz będą dzwonić, czy nie szukam może wspólników - wzruszył ramionami.
Zerknął na nią, kiedy wspomniała o efektach treningów, i uśmiechnął się lekko ale dalej z pewną dozą pewności siebie.
- Czyli jednak to wszystko nie idzie na marne - nie umiał przyjmować komplementów, dlatego nawet za niego nie podziękował. Niemniej jednak doceniał to, że Attwood wyraziła się pochlebnie o jego sylwetce.
Na moment jego spojrzenie znów zatrzymało się na niej odrobinę dłużej. Spoglądał na nią z pewnym zainteresowaniem i być może nawet był to zalążek wzrokowego flirtu. Kiedy zeszli na temat jedzenia, odchylił się lekko na krześle, jakby naprawdę musiał się nad tym zastanowić.
- Wbrew pozorom jestem dość prosty w obsłudze - odpowiedział. - Jem praktycznie wszystko - dodał, co nie było też wcale takie dziwne, bo przecież przez lata jeździł po świecie, więc trochę w życiu popróbował różnych kuchni.
Uniósł lekko ramiona.
- Nie przepadam tylko za jakimiś ekstremalnymi wynalazkami w stylu pizzy z czekoladą, smażonych tarantuli czy innych hinduskich streetfoodów - kącik jego ust drgnął w rozbawieniu. - Dobre mięso, odpowiednie przyprawy i będę zadowolony - nachylił się lekko w jej stronę. - W skrócie: nie zabieraj mnie do miejsca, gdzie porcja ma wielkość znaczka pocztowego, a na talerzu jest więcej dekoracji niż jedzenia - uśmiechnął się lekko i wyprostował. - Jestem ciekaw, co wybierzesz - poruszył wymownie brwiami i znów sięgnął po kebaba, nabijając na widelec kolejny kawałek. Przez cały ten czas nie spuszczał z niej wzroku.
- Co robisz, kiedy nie ratujesz klubu przed chaosem i nie organizujesz imprez dla innych? - spytał, chcąc wejść na kolejny etap znajomości i tym razem poznać jej zainteresowania czy hobby. To było zawsze bezpieczne pytanie, bo nie dość, że potrafiło powiedzieć dużo o człowieku, to jeszcze większość osób nie miała nigdy problemu z odpowiedzeniem na to. - Poza podrywaniem bokserów na ogórki kiszone oczywiście - dodał z rozbawieniem, choć sugestia tego, że jej działanie było celowe, była... intencjonalna z jego strony. Może faktycznie nie był to zwykły obiad z nową znajomą a wstępna wersja randki?
Ophelia Attwood
- No właśnie dlatego to było takie zaskakujące - rzucił z lekkim rozbawieniem i uniósł brew. - To był moment, kiedy wszystko się już rozjechało. Ja się odwróciłem, on kończył ruch… i zamiast gdzieś w bok, poszło centralnie tam, gdzie nie powinno - wzruszył ramionami. - Bardziej wypadek przy pracy niż faktyczne łamanie zasad - dokończył.
Sięgnął po kebaba, odgryzł kolejny kawałek i przez chwilę jadł w milczeniu, słuchając jej dalej. Na wzmiankę o rezydencji tylko lekko się uśmiechnął.
- Brzmi lepiej niż wygląda w praktyce - przyznał. - Więcej mnie tam nie ma, niż jestem - dodał z cichym westchnieniem, bo faktycznie rozważał przeniesienie się tam na stałe, jednak miał za dużo biznesów w Ameryce Północnej, by móc sobie pozwolić na europowanie, o ile tak można nazwać mieszkanie w Europie.
Kiedy powiedziała skąd pochodzi, pokiwał głową.
- Nie kojarzę - przyznał bez problemu. Nie był jakimś lokalnym patriotą, dlatego też nie odwiedził wielu miejsc, które teoretycznie były w jego zasięgu, gdy tu mieszkał.
Zerknął na nią kątem oka.
- Toronto trochę zmienia perspektywę, co? Zakładam, że skoro tu zostałaś, to lepiej ci tutaj niż tam? - dopytał, będąc ciekaw, jak wygląda jej perspektywa mieszkania w wielkiej metropolii po wychowaniu się w mniejszym mieście.
Na jej komentarz o dzieciach zaśmiał się krótko, odstawiając na moment jedzenie.
- Nie, spokojnie - pokręcił głową. - Nie mam dzieci... a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo - w jego głosie było rozbawienie, ale też jakaś szczerość, która sugerowała, że jednak pilnował takich spraw lepiej niż część jego kolegów po fachu. Nie mógł jednak wykluczyć, że w trakcie swojej kariery nie zaliczył wpadki z jakąś dziewczyną, wszak tych trochę się przewinęło w jego życiu.
- Staram się nie komplikować sobie życia bardziej niż trzeba - dodał po chwili, sięgając po colę.
Kiedy nazwała go typem, który potrzebuje celu, przytaknął bez większego zastanowienia.
- Coś w tym jest - przyznał. - Odkąd tylko pamiętam, zawsze miałem jakiś cel. Wiele razy pomogło mi to w karierze i po jej zakończeniu. Wielu z moich kolegów nie umiało planować i teraz przepierdalają kasę w nocnych klubach. Dwa, trzy lata i zaraz będą dzwonić, czy nie szukam może wspólników - wzruszył ramionami.
Zerknął na nią, kiedy wspomniała o efektach treningów, i uśmiechnął się lekko ale dalej z pewną dozą pewności siebie.
- Czyli jednak to wszystko nie idzie na marne - nie umiał przyjmować komplementów, dlatego nawet za niego nie podziękował. Niemniej jednak doceniał to, że Attwood wyraziła się pochlebnie o jego sylwetce.
Na moment jego spojrzenie znów zatrzymało się na niej odrobinę dłużej. Spoglądał na nią z pewnym zainteresowaniem i być może nawet był to zalążek wzrokowego flirtu. Kiedy zeszli na temat jedzenia, odchylił się lekko na krześle, jakby naprawdę musiał się nad tym zastanowić.
- Wbrew pozorom jestem dość prosty w obsłudze - odpowiedział. - Jem praktycznie wszystko - dodał, co nie było też wcale takie dziwne, bo przecież przez lata jeździł po świecie, więc trochę w życiu popróbował różnych kuchni.
Uniósł lekko ramiona.
- Nie przepadam tylko za jakimiś ekstremalnymi wynalazkami w stylu pizzy z czekoladą, smażonych tarantuli czy innych hinduskich streetfoodów - kącik jego ust drgnął w rozbawieniu. - Dobre mięso, odpowiednie przyprawy i będę zadowolony - nachylił się lekko w jej stronę. - W skrócie: nie zabieraj mnie do miejsca, gdzie porcja ma wielkość znaczka pocztowego, a na talerzu jest więcej dekoracji niż jedzenia - uśmiechnął się lekko i wyprostował. - Jestem ciekaw, co wybierzesz - poruszył wymownie brwiami i znów sięgnął po kebaba, nabijając na widelec kolejny kawałek. Przez cały ten czas nie spuszczał z niej wzroku.
- Co robisz, kiedy nie ratujesz klubu przed chaosem i nie organizujesz imprez dla innych? - spytał, chcąc wejść na kolejny etap znajomości i tym razem poznać jej zainteresowania czy hobby. To było zawsze bezpieczne pytanie, bo nie dość, że potrafiło powiedzieć dużo o człowieku, to jeszcze większość osób nie miała nigdy problemu z odpowiedzeniem na to. - Poza podrywaniem bokserów na ogórki kiszone oczywiście - dodał z rozbawieniem, choć sugestia tego, że jej działanie było celowe, była... intencjonalna z jego strony. Może faktycznie nie był to zwykły obiad z nową znajomą a wstępna wersja randki?
Ophelia Attwood