Strona 2 z 2

lost but found

: pn maja 11, 2026 9:50 am
autor: Matheo Bachmann
Theo po prostu rozumiał jak to jest czuć się samotnie w tłumie ludzi, nie rozumiejących ani trochę o co chodzi. Nie pamiętał tak do końca, ale dość spory fragment z jego własnego życia poszedł w niepamięć podczas depresyjnego epizodu, podczas którego właściwie nie ruszał się z własnego łóżka, a jego najbliżsi (w tym starszy brat Caspiana) musieli go zmuszać do rzeczy tak podstawowych jak jedzenie czy prysznic. Pamiętał też inny, mniej... przytłaczający epizod, w którym względnie żył, nawet jeśli desperacko starał się zatopić to swoje życie w natłoku zajęć, które dla siebie wynajdował i, gdyby miał się na dłużej zastanowić, nadal to robił. Tak, był w stanie spędzić odrobinę dłużej sam ze sobą albo w ciszy, ale w gruncie rzeczy nadal posiadał swoje demony, które wyraźnie nigdzie się nie wybierały i wydawały się najbardziej lubić rozrabiać w ciszy i samotności. Znał wagę rozmowy, ba, czasami nawet fakt, że ktoś wyrażał chęć takiej rozmowy, czy dawał w ten czy inny sposób znać, że był, że widział, że starał się rozumieć; linia życia, której mógł się złapać. Theo w gruncie rzeczy był dobry w pomaganiu innym, średnio nadawał się do pomaganiu własnemu sobie, więc hey, nawet jeśli sam trochę tonął, w razie wypadku był w tym całkiem niezły. Jak w udawaniu, że wszystko miał pod kontrolą, w tym też był naprawdę dobry. Pozwolił tematowi tak czy siak naturalnie zsunąć się dalej, nie drążąc dalej.
- Hey, podobno w każdym ambulansie jest "ten silny" i "ten mądry", więc.. - wzruszył ramionami, w gruncie rzeczy wcale nie żartując. Może to był bullshit, ale słyszał taką plotkę i za każdym razem, kiedy zwracał uwagę na pasażerów karetek, rzeczywiście mógłby to nawet widzieć. Niby każde z nich przechodziło przez te same testy, wymagana była od nich ta sama sprawność i wiedza, ale wiadome było, że każde miało jakieś swoje upodobani. Jedni fizyczne, inni byli mądrzy. Machnął lekko ręką, dając mu do zrozumienia, że w gruncie rzeczy to był tylko głupi żart i mógł go zignorować. Obydwoje wiedzieli, że Caspian nie mógłby dołączyć do zespołu z laską, zawód wymagał sprawności fizycznej.
- Mnie nie musisz tłumaczyć, z ilością razy, w których usłyszałem, że jestem "zbyt intensywny".. - wzruszył lekko ramionami, posyłając mu lekki uśmiech, nawet jeśli nie miał nic wspólnego z humorem. Zbyt poważny, zbyt intensywny, zbyt sztywny, zbyt zabiegany, generalnie "za bardzo" był często, najczęściej kiedy pozwolił sobie mówić więcej przy obcych osobach. Nigdy nie uważała tego za coś złego właściwie, nawet jeśli nie przynosiło grona znajomych i nie prowadziło do jakiegoś specjalnie porywającego życia... Na żadnej z tych rzeczy jakoś specjalnie mu nie zależało.

Roześmiał się całkiem szczerze, kiedy Marshall wytknął mu dobór słów i może nawet obronnie rzuciłby czymś na temat norweskiego będącego jego pierwszym językiem, ale.. Nah, w sumie wyszło na to, że był bardziej sprytny w swoim języku, niż był w rzeczywistości. I bardziej zabawny, nawet jeśli w ten ciemny sposób, więc nawet jeszcze lepiej! - Nie mówimy o mnie. - przypomniał, kiedy marnie spróbował odwrócić kota ogonem, pytając o jego pogonie, a on... Nie miał jakoś specjalnie ochoty o sobie rozmawiać. W sumie nigdy, ale tego konkretnego dnia jeszcze bardziej, poirytowany własną pracą i chyba życiem generalnie. "Nienawidzę, kiedy brzmisz sensownie." i na to naprawdę nie mógł się nie roześmiać. - Jakimś cudem, każdy Marshall mi to mówi. - wydawało mu się, że za każdym razem, gdy spotykał Charliego, słyszał dokładnie ten sam tekst. Nie mogliby zaprzeczyć pokrewieństwu, nawet gdyby bardzo chcieli, hm?
A kiedy zaczął się pocić nad wiadomością, Theo bardziej skupił się na swoim jedzeniu, dając mu przestrzeń i na jego zaczepki odpowiadając jedynie rozbawionym spojrzeniem, może sporadycznymi mruknięciami z pełnymi ustami. Dawał mu przestrzeń, ale też to naprawdę nie była jego sprawa w gruncie rzeczy i był chyba ostatnią osobą, która zaglądałaby komuś przez ramię, czy dyktowała romantyczne pierdolety. Ni chuja nie znał się na romantycznym pierdoleniu. - Srodności. - prychnął między jednym, a drugim gryzem, nie przejmując się pełną gębą. i.. Uniósł brwi, gdy odpowiedź przyszła prędko, nie mogąc powstrzymać własnego idiotycznego uśmiechu, krzyczącego wręcz "a nie mówiłem?". W jego spojrzeniu, oprócz rozbawienia, czaiła się nawet odrobina samozadowolenia, że popchnął młodszego faceta do POGONI, skoro już się pośmiali w temacie doboru słówka.
- Braciszku kochany, ja rozumiem naprawdę, że jesteś weteranem i w ogóle, ale.. "instynkt samozachowawczy"? Naprawdę? To kobieta, nie niedźwiedź. - dobra, wiedział o czym mówił, ale i tak postanowił się z nim trochę podroczyć i.. Poszturchać przysłowiowego niedźwiedzia kijkiem. Baba nie niedźwiedź, ręki mu nie odgryzie, tak czy siak, prawda? Posłał mu lekki, ciepły uśmiech, kiedy ni z gruchy ni z pietruchy postanowił podziękować za.. najprostsze na świecie spotkanie i nie ojojanie nad nim? Zamiast odpowiadać, po prostu skinął głową, zakładając, że w gruncie rzeczy Caspian wiedział; niczego innego nie mógł się po Theo spodziewać. Nie miał filtra, nie potrafił ojojać i najmniejsze skrzypce świata zostawiał dla zwierząt w schronisku, w którym czasami pomagał w ramach wolontariatu. - Anytime. - i tylko tyle, nic więcej, zanim lekko się wyszczerzył, kiwając głową.
- Yep. Idziesz. Ale nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, żeby ci w tej kwestii doradzać, nie znam się ani trochę na randkowaniu. Kolacja ze śniadaniem to jedyne, co przychodzi mi do głowy. - rozłożył lekko ramiona w geście kapitulacji, nie mając absolutnie nic na swoją obronę. Jakkolwiek kobieta, która miałaby tą średnią przyjemność próby nawiązania z nim relacji, musiałaby się liczyć z tym, że potrzebował... Sugestii? Prostego zakomunikowania czego by chciała, bo właściwie nie miałby problemu z żadnym wyjściem, gdyby tylko wiedział o zamyśle, nie? W jego bardzo prostej, męskiej głowie? Kolacja, seks, śniadanie brzmiało jak dobry plan.

caspian marshall