Kurwa.
To było dokładnie to, czego Caspian nienawidził i czego czasem potrzebował najbardziej. Zwyczajnej rozmowy.. rozumowania go. Matheo powiedział to tak zwyczajnie, jakby oferował mu zapasową bluzę albo podwózkę do domu.
''Masz mój numer. Wiesz, gdzie mnie znaleźć''. I może właśnie dlatego Caspianowi na moment ścisnęło się coś pod żebrami. Odwrócił wzrok, bębniąc palcami o szklankę.
- Wiem - mruknął cicho, trochę za szorstko, żeby zabrzmiało to wdzięcznie, ale wystarczająco miękko, żeby Theo mógł usłyszeć, że to nie było odtrącenie.
- I... doceniam. Serio. - Nie dodał nic więcej, bo gdyby zaczął, mogłoby się okazać, że wcale nie potrafi skończyć. Na szczęście temat zsunął się z powrotem w stronę Eleny, teatru i jego spektakularnej porażki towarzyskiej, a Caspian przyjął tę zmianę niemal z ulgą. Słuchał, jak Theo żartuje o ratownictwie medycznym i podnoszeniu czegoś albo kogoś za niego, po czym prychnął pod nosem.
- Jasne. Idealnie. Ty będziesz ratował ludzi, a ja będę stał obok i wyglądał dramatycznie z laską. Bardzo użyteczny podział obowiązków. - Kącik jego ust drgnął, ale uśmiech nie utrzymał się długo. Zwłaszcza kiedy Matheo powiedział, że może Elena nie uciekła przez niego. Że może miała problem ze sobą. Że jeśli jej nie przestraszył ani nie uraził, to nie wszystko musiało być jego winą. Caspian wpatrywał się w blat. To brzmiało zbyt rozsądnie. A on miał fatalną tendencję do komplikowania prostych rzeczy...-
Nie wiem, czy jej nie przestraszyłem - powiedział w końcu ciszej.
- Nie w taki sposób. Nie zrobiłem nic chorego. Nie byłem agresywny. Po prostu... byłem sobą. - Zaśmiał się krótko
- Co czasem wystarcza, żeby człowiek chciał ewakuować się najbliższym wyjściem awaryjnym. - Ale im dłużej myślał o Elenie, tym mniej potrafił udawać, że chodziło tylko o urażoną dumę. Gdyby chodziło, wyrzuciłby ją z głowy po pięciu minutach. A jednak jej imię nadal siedziało mu pod językiem. Jej twarz wracała w najmniej odpowiednich momentach. Ten taras. Jej spojrzenie. To idiotyczne uczucie, że coś go do niej ciągnęło.
Kiedy Matheo powiedział, że ktoś taki jest wart pogoni, Caspian parsknął.
- Pogoni - powtórzył, unosząc brew.
- Świetny dobór słów, Theo. Romantyczny i okrutny wobec kalek w jednym. Ktoś dla ciebie jest warty pogoni?? - rzucił, ale nie było w tym prawdziwej złości. Raczej obrona. Ostatnia próba schowania się za sarkazmem, zanim przyzna sam przed sobą, że naprawdę chce to zrobić. Kiedy Matheo machnął frytką w stronę jego telefonu i rzucił, żeby nie pierdolił, tylko do niej napisał, Caspian spojrzał na komórkę z kwaśną miną
- Nienawidzę, kiedy brzmisz sensownie - mruknął. Sięgnął po telefon, ale jeszcze go nie odblokował. Obracał go w palcach, czując ten idiotyczny ucisk w klatce piersiowej. Śmieszne. Przeżył tyle rzeczy, a jedna wiadomość do kobiety, która uciekła z kolacji, robiła z niego kompletnego debila.
- Jak napiszę coś żenującego, masz obowiązek mnie powstrzymać - rzucił, zerkając na Matheo spod brwi.
- Ale jeśli zaczniesz mi dyktować coś w stylu ''hej, myślałem o tobie'', to przysięgam, wbiję ci tę frytkę w oko.- Przez moment milczał, kciuk zawisł nad klawiaturą.
- Dobra - mruknął ciszej.
- Nie pierdolę. - I zaczął pisać. Napisał krótko. W swoim stylu. Coś pomiędzy zaczepką a próbą udawania, że wcale nie siedzi nad telefonem z sercem kołatającym w klatce piersiowej. Potem odłożył telefon ekranem do dołu.
- Zrobione. Gratulacje, Bachmann. Właśnie byłeś świadkiem upadku mojej godności.- A potem telefon zawibrował. Caspian zamarł. Najpierw spojrzał na Matheo. Potem na telefon. Potem znowu na Matheo.
- Nie patrz tak - rzucił, chociaż Theo jeszcze nic nie powiedział. Dopiero wtedy podniósł komórkę. Elena odpisała. Naprawdę odpisała. Po kilku chwilach. Nie następnego dnia. Nie po godzinie, kiedy mógłby już wmówić sobie, że miał to gdzieś.
- Okej - powiedział powoli.
- To jest... niespodziewanie szybkie. - Przeczytał wiadomość jeszcze raz, a potem uniósł wzrok na Matheo. Tym razem w jego twarzy było cos prawie bezbronnego.
- Czy ja powinienem... - urwał i skrzywił się na samego siebie.
- Czy powinienem zaprosić ją dzisiaj na randkę? - Zaraz prychnął, próbując ratować resztki godnosci
- I zanim zaczniesz się cieszyć jak idiota, nie, to nie znaczy, że wierzę w twoje nagłe objawienie romantycznej mądrości. Po prostu pytam, bo najwyraźniej chwilowo straciłem instynkt samozachowawczy. - Odłożył telefon na blat, tym razem ekranem do góry.
- A tak poza tym - odezwał się po chwili ciszej.
- Dzięki, że się ze mną spotkałeś. I że tak po prostu... pogadałeś. Bez robienia z tego wielkiej tragedii. Bez patrzenia na mnie, jakbym miał zaraz pęknąć na pół. - Kącik jego ust drgnął blado.
- Chyba brakowało mi czegoś takiego. - Sięgnął po frytkę, bardziej po to, żeby zająć czymś ręce, niż z głodu.
- Dobra - mruknął po chwili.
- To co… chyba idę na tę randkę, hm?
Matheo