You became my obsession
: śr wrz 23, 2026 10:39 pm
Jeszcze niedawno dawała mu dość jasno do zrozumienia, że jego obecność była ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę, a teraz sama proponowała mu kolejnego drinka. Cóż, alkohol faktycznie potrafił robić z ludźmi interesujące rzeczy. Albo po prostu Chloe zaczynała się przyzwyczajać do jego obecności, czego oczywiście nie zamierzał komentować na głos. Jeszcze by uciekła.
— Zaczynasz mnie rozpieszczać — skwitował krótko, przesuwając pustą szklankę w jej stronę. Nie miał zamiaru odmawiać. Skoro już siedział przy barze, równie dobrze mógł zostać jeszcze chwilę. Tym bardziej że rozmowa, ku jego własnemu zaskoczeniu, nie była tak nieprzyjemna, jak początkowo zakładał. Nadal czuł między nimi dystans. Cholernie wyraźny dystans. Wystarczyło jedno wspomnienie o przeszłości, żeby przypomniał sobie, dlaczego właściwie znajdowali się w tym dziwnym punkcie swojego życia.
Przyglądał się jej przez moment, kiedy przygotowywała kolejnego drinka. Zastanawiał się, czy właśnie tego chciała. Nie rozmowy, nie wyjaśnienia, lecz zapomnienia o tym, co sprawiało jej ból. Ale czy potrafił tak po prostu, bez zbędnego komentowania, przemilczeć całą sprawę i dać jej to, czego pragnęła? Czasami ludzie potrzebowali najpierw przestać patrzeć na siebie jak na wrogów, żeby w ogóle móc normalnie porozmawiać. Znał wersję wydarzeń, którą przedstawiono Chloe — jego własna wyglądała zgoła inaczej. Każde z nich miało własne racje i zarówno Chloe, jak i Enzo, mieli do nich prawo. Zabawne, że wystarczyłoby porozmawiać i pozwolić sobie nawzajem dojść do głosu, by znaleźć kompromis i być może zażegnać spór rozpoczęty przez ojca Lorenzo.
— Jeśli zrobisz mocniejszego, nie będę narzekał — odstawił pustą szklankę na blat i oparł się wygodniej o stołek. Nie zamierzał jej poganiać ani tym bardziej sugerować, że skoro już zaproponowała, to teraz musi faktycznie przygotować mu kolejnego. Jego spojrzenie na moment powędrowało w stronę parkietu. Tłum gęstniał, muzyka robiła się coraz głośniejsza, a klubowe powietrze zaczynało przypominać mieszankę alkoholu, perfum i wszystkiego, co tylko człowiek mógł w siebie wcisnąć podczas jednego wieczoru. Enzo nie przepadał za przebywaniem w takich miejscach dłużej, niż było to konieczne, choć paradoksalnie właśnie tutaj można było dowiedzieć się o ludziach więcej niż podczas niejednej oficjalnej rozmowy. Wystarczyło siedzieć, słuchać i udawać, że człowieka nic nie interesuje. Zerknął ponownie na Chloe. Tym razem jego wzrok zatrzymał się na niej nieco dłużej. Może właśnie dlatego, że przez ostatnie kilka minut udało im się nie wrócić do tego, co wydarzyło się przed dwunastoma laty. I chyba obojgu wyszło to na dobre.
— A jeśli masz przerwę, możemy wyjść na papierosa, jak już wypije drinka... O ile go faktycznie zrobisz — wzruszył lekko ramionami, jakby była to zupełnie luźna propozycja, a nie próba ponownego zbliżenia się do niej, żeby po części ją odzyskać. Wkurwiało go niemiłosiernie to, że była taka oporna. Oczywiście nie był naiwny i nie spodziewał się, że dziewczyna po tylu latach rzuci mu się w ramiona — przykre, bo w tym momencie byli sobie zupełnie obcy. Pamiętał ją jako nastolatkę, teraz niosła za sobą bagaż jakichś doświadczeń i Enzo nie znał tej nowej Chloe. Dlatego zapytał o papierosa. Nie chciał zakładać, że rzuci pracę tylko dlatego, że on miał ochotę zapalić. Zresztą sam pamiętał, jak bardzo zależało jej na niezależności. Nie zamierzał jej tego utrudniać, nawet jeśli jego obecność już sama w sobie była wystarczającym utrudnieniem.
Chloe Wilson
— Zaczynasz mnie rozpieszczać — skwitował krótko, przesuwając pustą szklankę w jej stronę. Nie miał zamiaru odmawiać. Skoro już siedział przy barze, równie dobrze mógł zostać jeszcze chwilę. Tym bardziej że rozmowa, ku jego własnemu zaskoczeniu, nie była tak nieprzyjemna, jak początkowo zakładał. Nadal czuł między nimi dystans. Cholernie wyraźny dystans. Wystarczyło jedno wspomnienie o przeszłości, żeby przypomniał sobie, dlaczego właściwie znajdowali się w tym dziwnym punkcie swojego życia.
Przyglądał się jej przez moment, kiedy przygotowywała kolejnego drinka. Zastanawiał się, czy właśnie tego chciała. Nie rozmowy, nie wyjaśnienia, lecz zapomnienia o tym, co sprawiało jej ból. Ale czy potrafił tak po prostu, bez zbędnego komentowania, przemilczeć całą sprawę i dać jej to, czego pragnęła? Czasami ludzie potrzebowali najpierw przestać patrzeć na siebie jak na wrogów, żeby w ogóle móc normalnie porozmawiać. Znał wersję wydarzeń, którą przedstawiono Chloe — jego własna wyglądała zgoła inaczej. Każde z nich miało własne racje i zarówno Chloe, jak i Enzo, mieli do nich prawo. Zabawne, że wystarczyłoby porozmawiać i pozwolić sobie nawzajem dojść do głosu, by znaleźć kompromis i być może zażegnać spór rozpoczęty przez ojca Lorenzo.
— Jeśli zrobisz mocniejszego, nie będę narzekał — odstawił pustą szklankę na blat i oparł się wygodniej o stołek. Nie zamierzał jej poganiać ani tym bardziej sugerować, że skoro już zaproponowała, to teraz musi faktycznie przygotować mu kolejnego. Jego spojrzenie na moment powędrowało w stronę parkietu. Tłum gęstniał, muzyka robiła się coraz głośniejsza, a klubowe powietrze zaczynało przypominać mieszankę alkoholu, perfum i wszystkiego, co tylko człowiek mógł w siebie wcisnąć podczas jednego wieczoru. Enzo nie przepadał za przebywaniem w takich miejscach dłużej, niż było to konieczne, choć paradoksalnie właśnie tutaj można było dowiedzieć się o ludziach więcej niż podczas niejednej oficjalnej rozmowy. Wystarczyło siedzieć, słuchać i udawać, że człowieka nic nie interesuje. Zerknął ponownie na Chloe. Tym razem jego wzrok zatrzymał się na niej nieco dłużej. Może właśnie dlatego, że przez ostatnie kilka minut udało im się nie wrócić do tego, co wydarzyło się przed dwunastoma laty. I chyba obojgu wyszło to na dobre.
— A jeśli masz przerwę, możemy wyjść na papierosa, jak już wypije drinka... O ile go faktycznie zrobisz — wzruszył lekko ramionami, jakby była to zupełnie luźna propozycja, a nie próba ponownego zbliżenia się do niej, żeby po części ją odzyskać. Wkurwiało go niemiłosiernie to, że była taka oporna. Oczywiście nie był naiwny i nie spodziewał się, że dziewczyna po tylu latach rzuci mu się w ramiona — przykre, bo w tym momencie byli sobie zupełnie obcy. Pamiętał ją jako nastolatkę, teraz niosła za sobą bagaż jakichś doświadczeń i Enzo nie znał tej nowej Chloe. Dlatego zapytał o papierosa. Nie chciał zakładać, że rzuci pracę tylko dlatego, że on miał ochotę zapalić. Zresztą sam pamiętał, jak bardzo zależało jej na niezależności. Nie zamierzał jej tego utrudniać, nawet jeśli jego obecność już sama w sobie była wystarczającym utrudnieniem.
Chloe Wilson