ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Four.

Chloe rozpłynęła się w powietrzu. Od przyjazdu Enzo do Toronto minęło kilka lat, aż dwanaście. Szukał jej po całym mieście, zmieniając co chwila miejsca zamieszkania i dzielnice — mogłoby się wydawać, że dziewczyna rozpłynęła się w powietrzu. 4474 dni. Dokładnie tyle czasu spędził na poszukiwaniu jedynego reliktu przeszłości, który wiązał go ze sprawą morderstwa pewnego mężczyzny. Uparcie dążył do odnalezienia jej, bo szczerze wierzył, że jeśli uda mu się z nią porozmawiać i opowiedzieć swoją wersję wydarzeń, pozbędzie się wyrzutów sumienia. Wielokrotnie wyobrażał sobie chwilę, w której spotyka Chloe. Zastanawiał się nad tym późnymi nocami, gdy leżał na łóżku, patrząc w sufit, licząc na nim pęknięcia. Ta sprawa nie dawała mu spokoju. Obracał się z boku na bok, próbując wyciszyć pędzące myśli. W dzień wyjazdu była nastolatką. Miała czternaście lat, gdy została dotknięta tą rodzinną tragedią. Pewien mężczyzna z kompleksem Boga postanowił ukarać nie tego człowieka, co powinien. Enzo lubił tę dziewczynę. Poznali się, gdy przyjechała na rok akademicki. Zupełnym przypadkiem stała się częścią historii, w której nie powinna uczestniczyć. A jego to wkurwiało. Wkurwiało go to tak bardzo, że wielokrotnie chciał pozbyć się własnego ojca. Wkurwiało go to, bo była tylko nastolatką, a on studentem starszym od niej o sześć lat, który nie zdążył uratować jej ojca. A przecież już wtedy studiował analitykę. Wystarczyły mu dwa tygodnie, by udowodnić, że Wilson był niewinnym człowiekiem. To nie on zdradził wtedy ojca — ale Fedrico nie słuchał. Miał własną wersję wydarzeń. Tę samą, która została przekazana do wiadomości publicznej. Napad z bronią w ręku. Ani słowa o tym, że tamtego dnia za spust pociągał przyjaciel włoskiego handlarza nieruchomościami. Wyrzuty sumienia towarzyszyły Lorenzo przez ostatnie dwanaście lat. Chciał się ich pozbyć, wymazać z pamięci ten moment i pozbyć się wrażenia, że Chloe mu nie wybaczy.
A on właśnie tego od niej potrzebował.
Obiecał sobie, że jeśli tylko ją znajdzie, zmusi ją do rozmowy. Jeśli nie będzie chciała rozmawiać, znajdzie sposób, by go wysłuchała. I nie zamierzał odpuścić. Obsesja na tym punkcie rozwijała się stopniowo przez ostatnie lata. Rosła, jak kłębek kurzu leżący gdzieś pod łóżkiem. Ile razy śledził jej profil na social mediach, próbując ją namierzyć? Jak długo miał czekać na to spotkanie? Ile lat miał żyć z wkurwieniem i nienawiścią do samego siebie? Męczyło go to i drażniło. Dlatego chciał zamknąć tę sprawę raz na zawsze. Wiedział, że dopóki nie odnajdzie córki Wilsona, nie będzie w stanie normalnie funkcjonować. Ukończył studia w Toronto i to właśnie tutaj znalazł pracę, wynajął mieszkanie, było go stać na życie i w teorii powinien być szczęśliwy. Praktyka wyglądała zgoła inaczej. Nie mógł zasnąć bez tabletek nasennych, a ciągłe rozdrażnienie, z którym borykał się w zaciszu czterech ścian, doprowadzało go do granicy cierpliwości. Gdyby mógł cofnąć czas, zacząłby działać od razu. Nie czekałby na ojca, nie bałby się go. Zrobiłby wszystko po swojemu. A jednak... Nie miał wyboru. I to właśnie przez bezsilność znalazł się w tym miejscu. Został stalkerem przeglądającym nałogowo social media dziewczyny, której zniszczył życie. Chloe wyrosła na atrakcyjną kobietę. Widząc ją na tych wszystkich zdjęciach, zastanawiał się, czy jeśli wszystko potoczyłoby się inaczej... Byłby z nią na tych fotografiach. Może udałoby im się w przeciągu kilka lat zejść, może przelotna znajomość przerodziłaby się w coś więcej niż koleżeństwo? Może... Było mnóstwo niewiadomych w tym równaniu. I nie potrafił podstawić pod nie żadnej liczby ani znaku.
Przeglądając obserwatorów, trafił na dziwne konto, któremu musiał przyjrzeć się bliżej. Koty. Pączki. Znowu koty. Ktoś próbował być anonimowy, lecz nie do końca mu się to udawało. Dziwnym zbiegiem okoliczności, po przeanalizowaniu danych internetowych, udało mu się powiązać konto z Chloe. Wpatrywał się wieczorem w ekran komputera, jakby był oczarowany, choć tak naprawdę po prostu nie dowierzał swoim oczom. Czyli pamiętała. Z jednej strony zrobiło mu się lepiej; nie zniknął z jej pamięci, choć prawdopodobnie wolałaby, żeby Enzo Lawrence pozostał martwy. Tak byłoby lepiej. Dla nich obojga. Wstrzymując oddech, wpatrywał się w monitor. Wiedział, gdzie pracowała. Wiedział, co robiła wieczorami. Przez ostatnie lata była tym ruchomym, czerwonym punkcikiem na mapie. Obserwował ją z drugiej strony, ale nie miał kiedy się z nią spotkać. Być może wolał, żeby została nieuchwytna. Być może specjalnie przeciągał w czasie to spotkanie. Dwanaście lat temu był bardziej ograniczony. Nie miał dostępu do bazy danych, technologia była nieco inna. Teraz programy hakerskie i szpiegowskie rozwinęły się na tyle, że wskazywały dokładną lokację.
Wszystko wskazywało na Emptiness — jeden z tutejszych klubów.
Wybrał się do niego wieczorem, gdy niebo zachodziło ciemnością, słońce chowało się za horyzontem, a księżyc wschodził na nieboskłon. Przyjechał do klubu swoim samochodem, bo nie zamierzał dużo pić. Głośna muzyka dudniła w uszach. Kolorowe lasery sunęły po podłodze i ścianach, nadając wnętrzu schizoidalnego wyglądu. Chyba pierwszy raz nie interesowały go drinki ani zerkające w jego kierunku atrakcyjne kobiety. Chciał znaleźć tylko Chloe. Przedzierając się przez tłum, czuł, jak serce podchodzi mu do gardła. Jak emocje buzują w żyłach, rozrywając je od środka. Jak mózg wyłącza wszystkie możliwe myśli, skupiając się tylko na celu — ciemnowłosej, ładnej dziewczynie stojącej za barem. Zatrzymał się w pół kroku.
Najpierw zobaczył tylko ruch. ciemne włosy przesuwające się w świetle neonów, dłoń sięgającą po szklankę, błysk szkła odbijający kolorowe lasery. Nic konkretnego. Fragment. Migawka. A potem jego wzrok się zatrzymał. Nie był w stanie powiedzieć, w którym dokładnie momencie ją rozpoznał. Czy to była linia szczęki, sposób, w jaki odgarnęła włosy za ucho, czy może coś zupełnie innego. Coś, co przez ostatnie lata siedziało głęboko zakorzenione w jego świadomości, ale nie potrafił teraz tego nazwać.
Dwanaście lat.
Tysiące godzin wyobrażeń, scenariuszy, rozmów, które nigdy się nie wydarzyły.
Była starsza. Oczywiście, miała już dwadzieścia sześć lat. Rysy jej twarzy nieco się wyostrzyły, stały się bardziej kobiece. Była wyższa. Ładniejsza. W tym momencie przestał na chwilę oddychać i stracił grunt pod nogami. Otrząsnął się po chwili, gdy jakaś kobieta szturchnęła go w bok ramieniem i kiwnęła zachęcająco w stronę baru. Proponowała mu drinka, ale on odmówił. Kiwnął przecząco głową, odzyskują świadomość. Podszedł do baru, ale sam. Bez dodatkowej obstawy, choć wiedział, że nieznajoma wodziła za nim wzrokiem. Zamiast niej, zaczepił barmankę. I był cholernie ciekaw, czy go pozna.
— Pewnie bywa tutaj ciężko, co? — zagaił mimochodem, owiewając spojrzeniem salę wypełnioną ludźmi.

Chloe Wilson
Blueberry
26 y/o
For good luck!
162 cm
barmanka Emptiness
Awatar użytkownika
Shots, shots, shots, shots, shots
Everybody!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

jeden

Mimo upływu lat Chloe pamiętała doskonale czas, który spędziła w Mediolanie. Niejednokrotnie zastanawiała się, co by było, gdyby jednak nie zdecydowała się na udział w wymianie szkolnej lub gdyby wybrała inne miejsce. A przez jedną osobę pragnęła wszystkie wspomnienia wymazać, wykreślić i przekreślić, no ale niestety mózg tak nie działał. Nie istniał żaden magiczny przycisk podpisany jako „reset”. No, chyba że straciłabym pamięć. a Wilson nie chciała jej tracić. Chciała jedynie zapomnieć Czy to tak wiele?
Tego dnia, miała na trzecią zmianę - tylko zamiast o 22 zaczynała o 21. Tak więc odespała sobie poprzedni dzień, wstała o tej, o której zadzwonił jej budzik, lecz nie wstała od razu, o nie, nie. Zaczęła od przeglądania social mediów, a konkretniej instagrama - bywało, że czasami spędzała za dużo czasu na przeglądaniu rolek, ale nie jej winą było, że potrafiły się pokazywać reelsy, które ją bawiły lub idealnie odzwierciedlały jej nastrój bądź pokazywane były sytuacje, które działy się w klubach tj. jedna laska nagrywała super filmiki, na których pokazywała pracę barmanki i Chloe lajkowała jej praktycznie każdy filmik, bo miała wrażenie, jakby oglądała siebie i swoje perypetie z ludźmi, którzy podchodzili do baru. Szczerze? Gdyby prowadziła pamiętnik, wiele stron byłoby zapełnionych historiami z życia wziętymi - a naprawdę przeróżni ludzie przychodzili do Emptiness. Poza tym podobało jej się to, że mogła tam szlifować swój hiszpański z tego względu, iż sporo Latynosów i Latynosek odwiedzało tenże klub. A czasami nawet mogła się pogibać w rytm muzyki, mieszając trunki - co jak co ale akurat muzykę uważała, że dj puszczał ŚWIETNĄ i czasami żałowała, że nie mogła tak po prostu pójść na parkiet Było zostać nauczycielką albo tłumaczką, to byś mogła na luzie chodzić na balety. taka prawda, a szczerze? Taki był pierwotnie plan i dlatego poszła na studia językowe. Niby je skończyła, więc ta jedna furtka wciąż była otwarta, lecz po prostu… jakoś sobie dawała radę w obecnym miejscu pracy. Oczywiście wiadomo,nie zawsze było kolorowo, ale przynajmniej mogła zaprezentować swoje barmańskie umiejętności - kursy barmańskie i filmiki na youtubie się przydały. Tak się poświęciła temu, by robić dobre drinki, że kupiła sobie specjalny zestaw barmański do domu - aktualnie znajdował się w jednej z szafek w kuchni, ale sięgała po niego, gdy nachodziła ją ochota, aby zwilżyć gardło.
Tego dnia w klubie działo się specjalne wydarzenie z okazji Światowego Dnia Bezdomnych Zwierząt i tuż przy drzwiach stało dwóch wolontariuszy, którzy zachęcali do adopcji i byli skłonni poodpowiadać na pytania związane z adopcją. Chloe wiedziała - bo sprawdziła wcześniej w necie - że poza tym świętem swoje święto miała także marchewka. A ona lubiła marchewkę. Dlatego zjadła ją na śniadanie - dokładniej, zjadła owsiankę marchewkową z cynamonem, ale to szkopuł.
Aktualnie stała sobie przy barze i przed chwilą skończyła przygotowywać drink dla pary, która podziękowała, zapłaciła (chłopak zapłacił) i poszła w kierunku parkietu albo palarni.
- A, wie Pan różnie… to zależy. Dzisiaj na przykład jest całkiem niezły… - przerwała, bo na początku nie rozpoznała głosu chłopaka. A kocioł był, bo wystarczyło się rozejrzeć. Przy samym barze stało całkiem sporo osób.
- kocioł. - dokończyła wolniej po dłuższej chwili, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Aż ją coś w zakuło w klatce piersiowej i położyła rękę w tymże miejscu, lecz to nic nie dało. Kłucie jeszcze trochę jej towarzyszyło. To jakiś nieśmieszny żart? pytała samą siebie, a wspomnienia jakby odżyły na nowo. Naprawdę nie chciała go widzieć; poza tym, jak mogłaby chcieć, skoro to przez niego pan Wilson nie żył - znaczy w takim przekonaniu żyła ona sama. Jasne, dawno się widzieli - nawet BARDZO dawno - ale…Chloe trochę obeszła system i wpadła na WSPANIAŁY pomysł założenia fake konta, aby go śledzić. Którejś nocy po wypiciu o jednego shota za dużo, wpadła na świetny pomysł, by jej fejkowe konto było tematyczne i dlatego wybrała… kotki. Tak, chciała o nim zapomnieć, lecz z drugiej strony jakby troszeczkę, tak tylko kapkę kapeńkę… tęskniła? Ale oczywiście nie zamierzała tego wyjawiać, a w dodatku sobie wmawiała, że NIE brakowało jej go. Że nie potrzebowała go.
- Co dla Pana? - spytała bez większego entuzjazmu, bo właśnie planowała wcielić w życie plan pt. “nie znam Cię”. choć znała. Dobrze znała.
- Dzisiejszy specjał to drink Traitor's Tears. Składa się on z mieszanki ciemnego rumu, ginu o smaku czerwonych pomarańczy, piwa imbirowego i limonki. - wyjaśniła bez większego zastanowienia tak, jakby miała tę formułkę wyuczoną na pamięć oraz posyłając Enzo sztuczny uśmiech, aczkolwiek zaczęła się zastanawiać, czy dobrze robi. Może lepiej by było poprosić Jake'a, by go obsłużył.
- A! I prosiłabym o szybką decyzję. - dodała, mając nadzieję, że po zamówieniu drinka da jej spokój. Nie musiała się przecież tłumaczyć ze swoich próśb.

Enzo Lawrence
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”