Strona 2 z 2

Pancakes over problems

: wt maja 12, 2026 3:13 pm
autor: Wendy Gardner
Oparła się łokciami o blat, a jej twarz spoczęła na dłoniach w efekcie czego jej policzki zgniotły się zabawnie, a ona przypominała teraz trochę chomika konsumującego resztę pancakea. Słuchała uważnie jak Matthew z pełną powagą analizuję dietę małych wydr porównując je do kociaków u swoich dziadków, a ona nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu, który cisnął się jej teraz na twarz. Była najedzona i miała fantastycznego kompana do rozkmin o życiu zwierząt, nie mogła być chyba szczęśliwsza!
Melduję posłusznie, że wydra to najprawdziwszy ssak! — odparła prostując się, bo ileż można przypominać chomika. — Poza tym nie będziemy wciskać smaczków maluchom skoro faktycznie będą piły mleko aaaaaale kto nam zabroni znaleźć jakąś dorosłą i charakterną wyderkę, by ją dokarmić huh? — stwierdziła poruszając zabawnie brwiami. — WIEM, znajdziemy mamasitę małych wyderek i ją dokarmimy, żeby melka jej nie zabrakło — o! I tak właśnie powstają genialne pomysły.
W chwili, gdy pogroził jej zapchaniem jedzeniem uśmiechnęła się szeroko, bo taka groźba to nie groźba. Nic dziwnego, że nagle przestała czuć jakikolwiek opór, bo Matty dał jej to poczucie spokoju, że tutaj naprawdę może paplać o wszystkim i o niczym. Teraz jednak nie gadała, a obserwowała go i zachichotała lekko widząc jak jego stopa ląduje właśnie w cieście, które skapnęło mu na podłogę. W tym momencie był prawie tak uroczo niezdarny jak ona sama, a przyjemne ciepło rozpłynęło się po jej wnętrzu.
Najedzona sięgnęła właśnie po resztkę kawy, bo musiała przepić słodycz pankejków oraz niesmak z ostatniej rowerowej wywrotki, którą mu zaprezentowała na filmiku. I co? i jasne, że prawie się tą kawa opluła jak Matthew dał popis swojej kreatywności i wspomniał o piance pływackiej. — Pianka pływacka?! — zapytała śmiejąc się pod nosem. — Przecież ja w tym będę wyglądać jak foka, która uciekła z cyrku na rowerze. Totalne combo! Narysujmy mi jeszcze czarny nosek i wąsy, a będę robić za atrakcję i kto wie, może jeszcze nam zapłacą za tą jazdę przez miasto na rowerze? — żartowała ale trzeba przyznać, że główka pracuje. — Cyrk na dwóch kółkach, heh — jakieś urocze ochraniacze pewnie by się jej przydały, ale grunt, że miała kask.
Aaaa tych małych kółek bym się nie powstydziła, byłabym Królową Szosy! — przyznała bez cienia żenady. — Choć myślę, że bez też sobie poradzę i no wiesz… dreszczyk ryzyka to też taka fajna sprawa, co nie? — no wypadałoby się nauczyć jeździć porządnie na rowerze w jej wieku, prawda? Czy bez dodatkowych kółek dojadą do zoo przed jego zamknięciem? To się okaże, ale mieli przed sobą cały dzień!
Z ręką na sercu uważała, że ten poranek był bardzo udany, ale jego finał przeszedł jej najśmielsze oczekiwania. Miała przed sobą najprawdziwszego prezentera telewizyjnego, zaklaskała więc radośnie stając przy stole. Kiedy na stole wylądowały Dunkaroos, jej oczy rozbłysły jak u dziecka.
NO JA NIE MOGĘ! Dunkaroos?! — niemal krzyknęła, chwytając pudełko z taką czcią, jakby to był jakiś święty graal. — To jest bilet powrotny do podstawówki! Ja zawsze byłam tym dzieckiem, które z zazdrością zerkało, jak inni maczają te ciasteczka w kremie, a ty mi tu serwujesz cały zestaw? Jesteś niemożliwy! — zapiszczała radośnie, aż się wachlowała dłońmi bo widziała, że nadchodzi kolejna niespodzianka, więc musiała się opanować.
Kiedy do deserowej ekipy dorzucił Cheezies i Wagon Wheels Wendy odegrała chwilowe omdlenie, by koniec końców się wyprostować i uśmiechnąć niczym najszczęśliwsze dziecko szczęścia! Serio Matty sprawił, że poczuła się, jakby znów miała osiem lat i właśnie dostała najlepszy prezent pod choinkę. To było zaproszenie do najlepszej cukrowej śpiączki ever! — Oficjalnie ogłaszam: to jest najbardziej nostalgiczne i najbardziej slay śniadanie, jakie kiedykolwiek jadłam — oznajmiła i szhybko do niego doskoczyła obejmując go radośnie i składając mu słodkiego (słodszego niż te wszystkie słodkie artefakty) całusa w policzek. — Ej, wiesz co? Byłbyś świetnym prezenterem w telewizji — zaznaczyła po tym przedstawieniu cykając szybko zdjęcie jego nostalgicznych zdobyczy, po czym sięgnęła po Dunkaroos, by sprawdzić czy wciąż smakują tak legendarnie jak kiedyś i podsunęła też jemu pod nos, bo przecież nie zje tego sama. Poza tym jej Błyskawica po tym wszystkim chyba by jej nie dźwignęła.
To co? Szybkie sprzątanko i… rowery? — zapytała spoglądając na niego tak, jakby chciała się upewnić czy na pewno jest na to gotowy. Wyderki czekały! I wielki królewski poród żyrafy, co nie?

Panie prezenterze, You're the best! 📺🍭🥨🚲✨

Pancakes over problems

: ndz maja 24, 2026 8:17 pm
autor: Matthew Goodman
Mamasita wyderek skojarzyła się Matty’emu z piosenkami latino i oczywiście, że musiał wyobrazić sobie, jak taka dorosła wyderka, ubrana w latynoski strój z brzęczącymi dzwoneczkami na frędzlach (równie dobrze mógł w tym wyobrażeniu pomylić strój latynoski z hinduskim, nawet nie zdając sobie sprawy z własnej pomyłki) rusza biodrami w rytm piosenki “Hips don’t lie”. Parsknął śmiechem na tę myśl, jednak w tamtym momencie jakoś nie ogarnął, że mógłby podzielić się nią z Wendy, żeby i ona mogła się pośmiać z tego wyobrażenia. Kontekst jej historii, z jego wyobrażeniem i jego śmiechem mógł się nawet pokryć, więc… nie, nie było w tym żadnej istotniejszej konkluzji.
- No i idealnie! Odwieziemy fokę do zoo! - odbił piłeczkę z rozbawieniem, bo to też był w stanie sobie wyobrazić. Z takimi wąsami i uszami jak w musicalu “Koty”! - Ewentualne nauczymy cię żonglować podczas jazdy i możemy ruszać podbijać świat cyrkowymi akrobacjami! - dorzucił kolejną część snutej przez Wendy. Jakoś te głupie (a z drugiej strony mega fajne) pomysły wpadały mu do głowy w towarzystwie Gardner, kiedy mógł puścić swoje własne poczucie odpowiedzialności i trochę jak Piotruś Pan popłynąć w świat dziecięcych fantazji, na co nie mógł sobie pozwolić w codziennym funkcjonowaniu. A właśnie dzięki takiemu wentylowi bezpieczeństwa udawało mu się przetrwać w świecie bez popadnięcia w marazm i skręcenia w stronę szarości, w jakiej nijak się nie odnajdywał.
Przez chwilę zastanawiał się nawet, na ile Wendy jest taka, jak przy nim, w swoim codziennym życiu, ale szybko zszedł z tej ścieżki analizowania, bo były przecież ważniejsze rzeczy do roboty!
Nie ukrywał tego, że czuł dumę z siebie, kiedy Wendy tak entuzjastycznie zareagowała na jego śniadaniową niespodziankę deserową. Jak na chłopa człowieka przystało, lubił być doceniany, tak jak lubił robić niespodzianki ludziom, których lubił. Matthew był w gruncie rzeczy prostym człowiekiem i dużo do szczęścia nie potrzebował.
Trochę głupotek i radości, ot i cała filozofia!
- Osiągnęliśmy ten moment życia, kiedy smaki dzieciństwa mamy na wyciągnięcie ręki na półce, ale jesteśmy dorośli i już wiemy, że jednak rodzice mieli rację i lepiej zjeść brokuła niż kolejną paczkę ciastek - rzucił z rozbawieniem, po czym wsadził do buzi całe ciastko na raz. Tylko przez ułamek sekundy obawiał się, że próbując tego smaku w dorosłości, zepsuje sobie odczucia z dzieciństwa, ale były to obawy bezpodstawne. Wciąż smakowało tak samo słodko i tak samo chemicznie, jak pamiętał z podstawówki. Aż zacmokał z zadowoleniem i wytarł dłonie w spodnie.
Tak jak Wendy udawała omdlenie, z takim samym oddaniem Goodman udawał onieśmielenie jej komplementami, aż wreszcie dygnął jak Alicja z Krainy Czarów i skłonił się z czymś, co w jego głowie wyglądało jak gracja, a w rzeczywistości przypominało raczej rozentuzjazmowaną dumę pomieszaną z odrobiną zawstydzenia z komplementu.
- Dziękuję, dziękuję, jestem człowiekiem-orkiestrą, człowiekiem renesansu, nie tylko w gotowaniu i byciu świetnym prezenterem minąłem się z powołaniem - znów zafalował brwiami, choć czym innym było wygłupianie się w doborowym towarzystwie, a czym innym prezentowanie wiadomości przed całym krajem (albo chociaż stanem!). Zamiast jednak wyliczać szeroką listę swoich talentów, zabrał się za organizację dalszych planów na ten dzień, bo mega podjarała go wizja zobaczenia porodu żyrafy i wspólna jazda rowerem. Nawet jeśli przebiegnie dwa razy dłużej, niż zazwyczaj!
- To zapakuj torbę z przekąskami i wodę, ja tu na szybko ogarnę i możemy jechać! - zaproponował, wskazując Wendy, co i skąd ma wziąć, a sam zabrał się za sprzątanie kuchni.
Ogarnięcie na szybko oznaczało wrzucenie naczyń do zlewu, zalanie miski po cieście wodą, żeby odmakało, przetarcie przedramieniem blatu z okruszków i resztek mąki, żeby zrzucić to na podłogę i zamieść stopą pod brzeg szafki. Później będzie się martwić, co z tym zrobić. Teraz w planie były dużo ciekawsze i ważniejsze sprawy do załatwienia!
Najszybciej z przygotowaniem do wyjścia zeszło Mięczakowi, który stał w drzwiach i patrzył z politowaniem na człowieków, którzy w niezorganizowany i niezborny sposób próbowali doprowadzić się do stanu używalności poza czterema ścianami bezpiecznej przestrzeni.

Wendy Gardner

/zt