we saw brilliance when the world was asleep
: śr kwie 22, 2026 7:03 am
Nie dało się nazwać ich inaczej. Ta piosenka dosłownie wieńczyła ich przyjaźń. Byli nie tylko partners in crime, ale właśnie dirtbags. Uciekanie z lekcji w ciągu dnia, bo nie chciało im się oglądać mordy pani Karstown? Deal. Nie trzeba było namawiać. Mieli ochotę w nocy zaatakować wycieraczkę sąsiadki, która ganiała ich ze swoim psem? Deal. Kara za niesprzątanie po swoim pupilu. August potrzebowała osoby towarzyszącej na bal dla rodziny z okazji kolejnej rocznicy świętowania armii? Alex był tam. Wycieczki wakacyjne z rodziną? Rycząca August, przytulająca i całująca przeogromne buciory ojca, błagająca, że Alex musi przecież jechać z nimi na kamping. Bo jak to tak? Bez niego? Done. Byli jak yin i yang. Dopełniali się w tej cholernie nudnej codzienności, a sam fakt, że dom dziecka, w którym znajdował się Alex, był w tej samej okolicy co jej dom na przedmieściach, sprawiał, że gwiazdki uśmiechnęły się do nich i wrzuciły ich prosto na siebie. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Był jej prawą ręką, rozumem, którego jej brakowało przy najgłupszych pomysłach, najwygodniejszą poduszką, w którą potrzebowała się wypłakać, gdy grupa popularnych dziewczyn nazwała ją weird.
Siedząc i wpatrując się w niego, wybuchnęła śmiechem. - Damn, no troszeczkę Piotrusia mi tutaj przypomniałeś, ale to warknięcie to już Aslan... - zbliżyła się do niego, mrużąc oczy. - Gdzie się tego nauczyłeś? To było nawet hot, Alex. - Zaczęła wachlować się dla pokazu, o, no, aktoreczka z Broadwayu po prostu. Z każdym kolejnym słowem przytakiwała mu i uśmiechała się coraz mocniej. - Takkk! Ale nie zapomnij punktu, gdzie Kevin przylazł nawalony i zaczął kraść ci cheetosy, krzycząc... - Odkaszlnęła. - Ekhm... my precioussss... - Spróbowała udawać Golluma, ale wybuchnęła śmiechem, o mało się nie osmarkując, aż chrumknęła. - To było piękne... - Zaśmiała się jeszcze i uniosła wzrok, wpatrując się w niego. - Wiesz... w sumie moglibyśmy zrobić jeszcze taką bazę. Nie raz spałeś u mnie w pokoju... może zrobimy taki fort u mnie? Ukradniemy pościel od Kevina, co ty na to? - Zrobiła smutną, podkówkową minkę. - Plis, plis, priti plis? - Po kilku dłuższych chwilach, kiedy już wiedziała, ze dotarło do Alexa, o czym mówiła, tylko przewróciła oczami. - Goddamit, Hall! Nie wiem, czy tu będę jeszcze okej! Nie wiem, czy wrócę... - Chwyciła jego buzię w obie dłonie i spojrzała na niego poważniej. - Więc będziesz wrażliwy i będziesz rozrywany, Ducky. I skończ z tym nie, nie, nie. - Wystawiła język. - Słuchaj mnie, jestem starsza! - O tak, ta karta. I UNO. Uśmiechnęła się zawadiacko. - I’m a delulu to your solulu. - Pokiwała główką, zadowolona z siebie. No tak, jak już Winters coś sobie wymyśli, to tak musi być...
Mrugnęła kilkukrotnie oczami i spojrzała na niego, przykrywając usta. Przez moment tkwiła tak w bezruchu, po czym wyrzuciła z siebie, - Nie... - Parsknęła pod nosem. - Czy ty właśnie rzuciłeś dad joke!? - Kliknęła językiem o podniebienie, wydobywając z siebie, - Tsk, tsk, tsk... Ducky... dwa lata mnie nie było, a twoje poczucie humoru spadło tak nisko jak moje gacie, gdy siadam rano na kibelku? - Zaśmiała się jeszcze kilka razy, a po chwili pacnęła go mocno w ramię za tę zniewagę wobec jej zajebistego pomysłu. Phi. Rozkminiając kwestię gumek, ku jej zdziwieniu, on już miał jedną przy sobie. Podekscytowanie i dziwne uczucie gorąca przeszło przez jej ciało. - Już masz jedną? - Kaszęlnęła, stukając się kilka razy w klatkę. Pierwszy raz chyba nie wiedziała, co powiedzieć. No bo co powiedzieć na coś, o czym myślała, że ma wszystko poukładane w głowie? - Um... to znaczy dobrze. To znaczy... - Zerknęła na niebo na moment, zanim znowu zwróciła spojrzenie na niego. - Cool. That’s rad. - Kiwnęła głową z respektem. No dobra, ale zawstydzenie zawstydzeniem. Najważniejsze, że się, do jasnej petronelki, zgodził. Like hallelujah. Buziaki latały, a jego cera wydawała się jej ustom cholernie miękka. Przyjemna. Hm. Weird. Anyways... - Ah, weź, mówię prawdę, wiesz, że nie kłamię, Hall. - Rzuciła, puszczając przelotnego buziaczka w jego kierunku, zanim ruszyła w stronę dachu, by chwilę później nie odwalić kolejnej maniany, prawie nie spierdalając z niego. Dosłownie jakiś epizod Jackassa. No ale hey ho, żyła, miała się dobrze i była ze swoim najlepszym przyjacielem. Nie wiedziała, że coś mogło się nagle zmienić, no nie? Welp... żyła w b ł ę d z i e.
Wróciła grzecznie z powrotem do niego, no bo o co to wielkie halo? Położyła głowę na jego udach i wzięła głęboki wdech, po czym zmrużyła oczy i rzuciła, - Prędzej cię do niego zaciągnę, Ducky... - Wysunęła język, dumna ze swojej błyskotliwej odpowiedzi. Leżąc teraz na plecach i wpatrując się w jego brązowe tęczówki, w których mogłaby przysiąc odbijał się księżyc, ciepły, delikatny uśmiech spowijał jej twarz, a ona mogłaby też przysiąc, że policzki zaczynają się czerwienić. - Powiem ci, jaką będę miała sukienkę. - Uśmiechnęła się do niego. - Potrzebujesz garnituru? Kevin zostawił dla ciebie... w razie czego... - Wiedziała, że nie miał przecież pieniędzy, a tak naprawdę walczył o przetrwanie każdego dnia, kiedy tam mieszkał. Jak tylko mogła, chciała mu pomóc, chociaż wiedziała, że w teorii mogła poprosić rodziców, żeby go adoptowali... ale samolubnie nie chciała, by był jej bratem. Czuła wyrzuty sumienia, a w pewnych momentach myślała, że może los ukarał ją właśnie tym za to, że odbierała Alexowi szczęście i poczucie prawdziwej rodziny.
Przejechała wierzchem dłoni po kąciku oka, bo nagle zrobiło się jakoś wilgotno, po czym uśmiechnęła się i odpowiedziała... - Auto stoi u nas w garażu. Gdybyśmy chcieli je zwinąć, ojciec i tak jest na wyjeździe, więc nikt go nie używa, a Kevin już w Stanach. - W sumie nie miała jeszcze zaplanowanego, gdzie mogliby to zrobić. Pewnie dopiero wymyśliłaby coś kilka dni wcześniej, na szybko, bo lubiła spontaniczne, naturalne decyzje, a ta wymagała planu. Ważąc na ich status... Zmrużyła oczy, gdy poczuła, jak jego palec musnął jej nos. Zerknęła na niego po chwili. Słysząc to co leżało mu na serduchu, podniosła się, siadając obok niego. Nie mogła pozwolić, żeby tak myślał... więc zrobiła coś o wiele głupszego. - Nic nie spierdolisz, Hall. - Spojrzała mu prosto w oczy. - Mogę ci obiecać na wszystko, że się w tobie nie zakocham, okej? - Wysunęła dłoń w kierunku jego policzka. Przełknęła ślinę i bardzo powoli zbliżyła swoją twarz do jego, upewniając się, czy się nie wycofa. Będąc już wystarczająco blisko, przechyliła delikatnie głowę i złożyła na jego ustach długi, powolny... czuły pocałunek. Ciepło, którego jeszcze wcześniej nie doświadczyła, przeszło przez jej klatkę piersiową, powodując, że serce zaczęło bić mocniej. Musnęła jeszcze kilkukrotnie krótko jego usta i odsunęła się od niego, czując, jak jej twarz zaczyna czerwienieć. Podobało jej się to. Za bardzo. Przełknęła znowu ślinę i wymusiła szeroki uśmiech. - Widzisz? Jest zupełnie tak samo, Ducky. - Wstała i odwróciła się szybko, podchodząc na dachu po swój telefon. Musiała się rozkojarzyć, zrobić coś, by już nie myśleć o tym, jak przyjemnie smakowały jego usta. Mogłaby nawet przysiąc, że poczuła delikatnie te pieprzone ciasteczka, które będą jej śmiercią.
Gdyby tylko Alex wiedział, że cały czas miałam skrzyżowane palce za plecami. Mówiła to do siebie w myślach, szukając piosenki, którą puściła na tyle głośno, żeby słyszeli tylko oni, ale nie na tyle, żeby przeszkadzać ludziom. Odwróciła się do niego, robiąc jakiś dziwny improptu taniec, mając nadzieję, że przypomni sobie tę piosenkę, którą kiedyś śpiewała z głośnikami podpierdolonymi bratu po drugiej stronie okien, gdzie Alex kiblował za pobicie się z innym śmierdzielem, który właśnie obrażał August i mówił, że podkochiwała się w Alexie, co ona mocno wypierała... no ale Alex jak to Alex, nie pozwolił, by się z niej naśmiewali, więc bah - grubas wylądował ze śliwą. Więc co zrobiła Winters? Stanęła za oknem, napierdalając z blasta Patti Smith, Because the Night, śpiewając jakże romantyczną piosenkę z dedykacją dla Alexa... a potem? Wylądowała na dywaniku i kiblowała z nim do końca tygodnia. - Can’t hurt you nowww... because the night belongs to loverssss... - Otwierała buzię, robiąc jakże wybitny lipsync, wykonując figury tanecznopodobne z pamięci. W końcu byli tu na dachu w cholerę wiele razy, więc była pewna, że będzie pamiętała cały układ. Zaczęła powoli podchodzić w kierunku Alexa, a potem chciała się teatralnie odwrócić i wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że... no... te jebane ciastka. Zapomniała o ciastkach. Chrupnęło pod jej nogą, łamiąc się i powodując, że omsknęła jej się noga. Poleciała na plecy, zjeżdżając w dół dachu. - Ahhh...!!!! - Krzyknęła, chwytając go za kostkę i ciągnąc go w dół za sobą, ale jak się zorientowała, co robi, to puściła go i sama zsunęła się jescze niżej, a po chwili trzymała się dłońmi krawędzi dachu, zwisając z niego. A co najlepsze? Zamiast krzyczeć o pomoc, wiedziała, że on zaraz jej pomoże, chyba, nie? Więc tylko starała się tak bardzo nie zaśmiać, bo that was some Lion King type shit. - Hall... - wydusiła. - Tylko nie bądź Skazą...
It was only a kiss...
It was only a kiss... 𝓶𝔂 𝓯𝓲𝓻𝓼𝓽