27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
napomnienie o nowotworze, hospitalizacja
6 lipca 2016

Minął jakiś miesiąc, odkąd August wróciła z dwuletniej obserwacji i leczenia w szpitalu. Uderzenie diagnozą można by powiedzieć, że wstrząsnęło niesamowicie nie tylko jej rodziną, ale i nią samą. Bo ile osób w wieku szesnastu lat może powiedzieć, że usłyszało, iż zmaga się z choróbskiem, którego imienia nawet nie chciała wypowiadać? No bo co, żeby dać mu satysfakcję? O nie. Z kolei, gdy tak o tym myślała, fakt, że jej znak zodiaku całkiem nieźle pasował do tego, co roznosiło się po jej kościach, był wręcz zabawny. Taki paradoks, ya know? Walczyła i na ten moment wydawało się, że wygrała. Poza tym, że miała usuniętą część kości, odbudowaną sporą ilością metalu, śrub od uda aż po kolano i biodro, ale hej - chodziła. Nie mogła się tylko nadwyrężać, takie były zalecenia lekarza prowadzącego. Ah, kiss my ass. Anyways, koniec smętów, bo za 3... 2... 1...

00:00, 7 lipca. Osiemnaste urodziny August.

Sięgnęła po telefon, uchachana, i wykręciła numer do swojego najlepszego przyjaciela, Alexa. Nie miała z nim kontaktu przez ostatnie dwa lata, bo nie chciała zawracać mu głowy sobą. I tak musiał zmagać się z innym towarzystwem w bidulu i o wiele poważniejszymi rzeczami, więc po co miała dolewać oliwy do ognia? Czekała. Czekała. Sygnał leciał... ale nie odbierał. Zmarszczyła nos, wzruszyła ramionami, podeszła do okna i otworzyła je na oścież. Wsunęła sobie telefon do buzi, wychyliła się przez okno, chwyciła dłońmi gałęzie i zielsko, które jej mama hodowała z boku domu. Pnącza sobie pięknie rosły w kierunku dachu, więc nie narzekała… i wspięła się na górę, aż na dach. Było dzisiaj przepięknie. Wszystkie gwiazdy było widać na niebie i było mega gorąco. Położyła się na dachu i znowu wykręciła numer, by po raz kolejny nie odebrał. W końcu włączyła się poczta głosowa. - Te, Ducky, no jak tak można?! - Westchnęła głośno, teatralnie przysuwając wierzch dłoni do czoła, żeby było bardziej dramatycznie. - Twoja ulubiona i JEDYNA przyjaciółka ma urodziny, a ciebie tu jeszcze nie ma?! - Prychnęła pod nosem. - Oh, by the way, wróciłam, więc lepiej zbierz swój zgrabniutki tyłeczek i chodź tutaj - dodała po chwili. - Oh, i przynieś jakieś chipsy, mam ziółko... - Zerknęła w niebo. - Ahhhh, zaraz spadnę... o nieeeeeee, spiesz sięeeeeee! - Wyrzuciła z siebie to, udając, że spada z dachu, po czym się rozłączyła. Lubiła nazywać go Ducky. Swoją drogą spędzili wiele czasu razem, dokarmiając kaczki w parku albo będąc gonionymi przez jakieś psycholskie gęsi, no ale... zawsze było warto. A August nie mogła się doczekać, aż znowu zobaczy swojego przyjaciela.

ducky
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ducky.

Tylko ona miała prawo go tak nazywać. Przez dwa lata myślał, że go olewała, bo znalazła sobie lepsze towarzystwo, a tu proszę, wróciła i dalej uważała, że miał zgrabny tyłek. Siedział na parapecie w swoim ciasnym, dusznym pokoju w bidulu i odsłuchał wiadomość, jaką Dustie zostawiła na jego poczcie głosowej. Cudownie było usłyszeć jej głos, jeszcze cudowniej było otrzymać takie wyjątkowe zaproszenie. Aż żałował, że nie odebrał telefonu szybciej, ale miał trening, dobra? Szło mu coraz lepiej na ringu i był najlepszy w grupie. Co prawda, jakiś większy od niego typ podbił mu oko, ale ostatecznie walkę wygrał Alex, więc nie było tego złego? Poza tym każdy ból przestał mieć znaczenie, gdy skończył odsłuchiwać wiadomość od Audustie. Nie dbał o to, że było już po północy, ani że za ucieczkę znowu wyląduje na dywaniku albo w kozie - zostały mu trzy tygodnie w tej budzie - dlatego włożył bluzę, zmienił buty i zeskoczył z parapetu na pierwszym piętrze na śmietnik, a potem przeturlał się na trawnik i sruuuu, już go nie było.

Gdy dotarł pod jej dom, przez chwilę po prostu stał w cieniu drzew, próbując uspokoić oddech po szaleńczym biegu, bo autobus mu spierdolił. Dustie siedziała na dachu, jak zwykle szalona i nieprzewidywalna... No ale dalej była dokładnie taka, jaką ją uwielbiał i zapamiętał, zupełnie jakby widzieli się wczoraj, a nie dwa lata temu. Dopiero niedawno dowiedział się wszystkich szczegółów o jej chorobie i doszedł do wniosku, że stracił niesamowitą okazję do wożenia jej wózkiem na speedzie po oddziale, ale zawsze mogli ukraść wózek sklepowy i zrobić to samo na jakimś pustym parkingu, więc nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło, nie? Cicho, tak samo jak ona wcześniej, zaczął wspinać się po pnączach, które rosły na ścianie domu. Paczka chipsów i ciastka z czekoladą szeleściły w jego kangurce (zwinął je z bidulskiej kuchni, jakby ktoś pytał), ale nie odpuszczał i już po kilku sekundach znalazł się obok niej. - No i proszę, osiemnastka na karku, a w głowie dalej przeciąg - prychnął zamiast "Cześć, jak się masz?", rzucając w nią paczką chipsów. - Dwa lata cię nie było, a jak już się odzywasz, to udajesz, że giniesz? Nie fair, Dustie - dodał, ale w kąciku jego ust zaczął czaić się słodki półuśmiech. Kurwa, cieszył się, że do niego zadzwoniła, bo za nią kurewsko tęsknił. Te dwa lata spędzone bez niej były w chuj monotonne. Westchnął. Nie był typem, który rzucał się na szyję z radości, ale to była Dustie. Przybliżył się i bez słowa przyciągnął ją do siebie, zagarniając ją w mocny, niemal miażdżący uścisk. Była chudsza, była bledsza, ale była też jego najlepszą przyjaciółką, mimo że nie odzywała się do niego przez 1/9 ich życia. - Nigdy więcej tak nie rób, bez ciebie kaczki zrobiły się agresywne - rzucił pod nosem, nie przerywając uścisku, bo nie. Chciał też złożyć jej życzenia, wręczyć drobniutki prezencik, zajarać blanta i wpierdolić chipsy, ale najpierw chciał się nacieszyć, że w ogóle była obok. Po kolei.

dustie
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Już nawet nie pamiętała w jakim momencie zaczęli się przyjaźnić. Czy było to wtedy, gdy mieli po jedenaście lat, a ona dostała swój pierwszy okres na lekcji WF-u i, zdezorientowana śmieszkami ludzi wokół, poczuła tylko, jak Ducky owija swoją bluzę wokół jej pasa i prowadzi ją do szatni, pilnując drzwi, by nikt nie wszedł, gdy August ogarniała się w łazience? Swoją drogą powinna czuć się cholernie zawstydzona tym faktem, ale on nawet się nie zaśmiał. Zamiast tego ominęli ostatnią lekcję i spędzili resztę dnia w parku, dzieląc się jej lunchem. Nie zawsze przynosił ze sobą jedzenie, z wiadomych powodów, więc od tamtego dnia zawsze upewniała się, że mama przygotowuje dwa lunchboxy, a nie jeden. A może zaczęło się to w momencie, gdy dupek Karrick popchnął Alexandra przed szkołą i śmiał się z tego, że nie miał na sobie nowych ubrań? Widząc to, August pamiętała tylko czerwień. Stanęła przed nim i zamachnęła się tak mocno nogą, że mogłaby przysiąc, iż jego jaja wywinęły koziołka i już nigdy nie wróciły na swoje miejsce. Nie pamiętała. Ale to nie miało znaczenia. Znaczenie miało to, że byli nierozłączni - dosłownie do momentu, gdy została zdiagnozowana. Z dnia na dzień wyprowadziła się z Kanady, by móc kontynuować leczenie, a kontakt po prostu się urwał. Wysyłała mu listy, ale nie była pewna, czy kiedykolwiek do niego dotarły, bo nigdy nie dostała odpowiedzi.

Leżąc i wpatrując się w gwiazdy, usłyszała ten znajomy dźwięk - szelest gałęzi i liści. Automatycznie od razu podsunęła kolana do klatki piersiowej, uśmiechając się szeroko, by chwilę później ujrzeć jego ręce, a zaraz potem całą resztę. Czuła ścisk i podekscytowanie w klatce piersiowej. Bardzo za nim tęskniła. Słysząc jego pierwsze słowa, uniosła brew i wybuchnęła śmiechem. Wsunęła dłoń pod brodę i zrobiła z niej coś w rodzaju łódeczki, uśmiechając się słodko. - A jaka cute osiemnastka - prychnęła. Jednak chwilę później poczuła, jak ją chwycił i pociągnął do siebie, zupełnie ignorując fakt, że przecież znajdowali się na dachu… halo?! Rozszerzyła oczy momentalnie, by chwilę później zderzyć się policzkiem z jego klatką piersiową. Przymknęła oczy i objęła go dłońmi, tuląc mocno. Swoją drogą czuła, że coś było nie tak, bo przecież kiedy widziała go dwa lata temu, był o wieeeele niższy. Ale nie przeszkadzało jej to. Mogła się przyzwyczaić do tej różnicy pięter. Uniósłszy buzię ku górze, spojrzała na niego. - Po prostu nie wiesz, jak do nich zagadać, Ducky, ehhhh. Poza tym... pamiętasz, że lubią tylko kukurydzę i płatki owsiane? - uniosła brew.- Pewnie rzucasz im coś, czym gardzą, tsk tsk tsk - pokiwała głową z niesmakiem, ale dalej obejmowała go. Po chwili wysunęła jedną dłoń, przyłożyła ją sobie do głowy, a następnie wyciągnęła bardzo wysoko, żeby sięgnąć jego.- Wyrosłeś, Hall. Narobię się przez ciebie zakwasów - zaśmiała się. Chwyciła jego dłoń i pociągnęła go w dół, żeby usiedli, a potem położyli się na plecach. Przesunęła głowę w prawo, by na niego spojrzeć. - Jak minęły ci te dwa lata, Ducky? - uśmiechnęła się delikatnie. Naprawdę za nim tęskniła. A po chwili przemknęła jej przez głowę pewna nikczemna, gremlińska myśl. - Będę musiała mieć do ciebie ogromną prośbę… - wpatrywała się w jego oczy. - Tylko nie wiem, czy się na to zgodzisz…

ducky𐦖
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzielenie się kanapkami było ich codziennym rytuałem, którego Alex nie komentował - z wiadomego powodu - ale bardzo doceniał. Sama świadomość, że komuś zależało konkretnie na nim, była dla niego w chuj ważna. Pewnie dlatego doceniał każdą sekundę spędzoną z August. Uwielbiał wspólne zrywanie się z lekcji, wspinanie się na drzewa, rozmowy przy świetle księżyca prowadzone na plaży przy Ontario... A zazwyczaj spędzał na dworze jak najwięcej czasu, od rana do wieczora, bo nienawidził wracać do bidula. Każdy wieczór w tych czterech ścianach przypominał mu o tym, czego nie posiadał, a co bardzo chciał posiadać. Wspaniale wspominał również moment, w którym posłała jaja Karricka na orbitę, bo w tamtej chwili August dostała od niego +1000 do respektu na zawsze. Przynajmniej dopóki nie zniknęła na dwa lata, wtedy do statystyk wpadło -20, bo nie dostał żadnej wiadomości, listu ani niczego.

Ala jaka cute osiemnastka. Przekręcił oczami. No, owszem, wyglądała słodko i uroczo, ale nie zamierzał jej tego mówić, tak? Byli przyjaciółmi, a przyjaciele musieli sobie dopierdalać czy coś tam. W sensie, gdyby August się teraz przewróciła, to pewnie najpierw zacząłby się z niej przeraźliwie śmiać, a dopiero później podałby jej pomocną dłoń. - Skromność nigdy nie była twoją mocną stroną - zaśmiał się w odpowiedzi, chwilę przed tym, jak porwał ją w objęcia. Naprawdę minęły tylko dwa lata? Bardzo się zmieniła, ale na szczęście tylko zewnętrznie. Nie pamiętał, żeby między nimi była aż tak duża różnica wzrostu. No, anyway, głupie gadanie jej nie opuszczało, a umówmy się, Alex kochał to gadanie, dlatego przyjaźnili się od pierwszego okresu i od pierwszego kopnięcia Karricka w jaja, za które Dustie wylądowała w kozie, a Alex razem z nią. - Może i nie wiem, ale przynajmniej się staram, okej? One są po prostu niewdzięczne - zmarszczył brwi. Nie potrafił rozgryźć tych kaczek bez Winters. Odsunął ją od siebie na odległość ramion i spojrzał na nią z góry. Dzieliło ich prawie dwadzieścia centymetrów, sporawo, nie? - To nie ja wyrosłem, to ty po prostu zostałaś w miejscu, Winters - odpowiedział i wzruszył ramionami, a uśmiech nie znikał z jego twarzy. Już zapomniał, że nie mieli kontaktu przez dwa lata. Dwa jebane lata. Pozwolił ściągnąć się w dół i wyciągnął się obok niej. Leżał na plecach i czuł chłód dachówek i bijące od August ciepło, którego brakowało mu przez ostatnie siedemset dni. Jak minęły ci te dwa lata, Ducky? Jak miał jej streścić setki nocy spędzonych na gapieniu się w sufit bidula? Jak mógł opisać pustkę, którą zostawiła po swoim wyjeździe, i którą próbował zapełnić... yy... bójkami? Może lepiej nie powinien tego mówić. - Dłużyły się, Dustie. Dwa lata bez ucieczek na plażę i bez patrzenia, jak ustawiasz ludzi do pionu. Było... po prostu chujowo - przyznał szczerze, przesuwając głowę w lewo, żeby odwzajemnić spojrzenie. Uśmiech zszedł z jego twarzy dosłownie na momencik, bo ciężko mu się o tym mówiło, dlatego z ulgą przyjął zmianę tematu. Będę musiała mieć do ciebie ogromną prośbę… Tylko nie wiem, czy się na to zgodzisz… Oho, dopiero co wróciła, a już wpadała na jakieś szalone pomysły. Dustie i jej mózg to była mieszanka wybuchowa, a gremlińskie spojrzenie mogło oznaczać tylko jedno - kłopoty. A ALEX KŁOPOTOM NIE MÓWIŁ NIE :ohnoi: Uniósł do góry jedną brew i posłał jej podejrzliwe spojrzenie. - Co kombinujesz, gremlinie? - odpowiedział, już czując gromadzącą się w jego żyłach adrenalinkę. - Chcesz kogoś pobić, okraść czy mam ci pomóc uciec z Toronto? - zaśmiał się, wyliczając po kolei różne możliwości, bo był po prostu niecierpliwy i w chuj ciekawy.

𝖉𝖚𝖘𝖙𝖎𝖊 ✨
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Co jak co, ale skromność definitywnie nie należała do słownika August. Nawet jeśli czasem próbowała udawać, że jest inaczej. Po co marnować czas na zawstydzenie i jakieś głupie gierki, skoro można było po prostu mówić to, co się myśli? Dustie nigdy nie stroniła ani od komplementów rzucanych w stronę Ducky’ego, ani od docinek, które z boku mogłyby brzmieć jak obelgi, ale w jej wykonaniu były po prostu inną formą okazywania miłości. Parsknęła pod nosem, patrząc na niego. -Ups, tęskniłeś za tym? - rzuciła, machając ręką, zanim zderzyła się z jego klatką piersiową.
Przewróciła oczami dramatycznie, słuchając jego kaczkowej wymówki. - Dobra, zrobimy tak. Jutro załatwię nam jakieś dobre jedzonko dla nich, a pojutrze pójdziemy je nakarmić i pokażę ci prawdziwą technikę karmienia. Deal? - Zaśmiała się cicho, a kiedy wspomniał o wzroście, wzięła głęboki oddech, wypuszczając powietrze z wyraźnym niezadowoleniem, marszcząc nos. - Nieprawda. Byłam po prostu na side mission. Myślałam, że jak wbudują mi trochę metalicznego ścierwa, to przybędzie mi chociaż centymetr, a tu nic. Nada! - Jęknęła pod nosem, ale już chwilę później wpadła na zajebisty plan. Odsunęła się o krok, chwyciła za dresy i jednym płynnym ruchem opuściła je w dół, odsłaniając ogromną bliznę ciągnącą się od biodra do kolana po boku, tam, gdzie lekarze próbowali nie tylko usunąć kość, ale też jakoś poskładać jej nogę na nowo. Wciąż była na etapie oswajania się z myślą, że będzie z tym żyła do końca życia, ale zawsze próbowała znaleźć jakieś światełko w tunelu i właśnie teraz robiła dokładnie to samo. Poza tym, chyba go tym nie obrzydzi, no nie? Zignorujmy fakt, że miała na sobie zupełnie zawstydzające różowe gatki w kotki, oki? - Widzisz, jak cholernie się starałam, żeby urosnąć? A tu nic! - Skrzyżowała ręce i naburmuszyła się, czując przyjemny powiew chłodu na tyłku, po czym schyliła się i podciągnęła spodnie z powrotem do góry. - dobra, the show is over.

I bach. Chwilę później leżeli już na plecach na dachu, wpatrzeni w gwiazdy.

Uśmiechnęła się, patrząc na niego, na te zielono-niebiesko-brązowe tęczówki, za którymi tęskniła bardziej, niż chciała przyznać. W zależności od pory dnia jego oczy mieniły się zupełnie inaczej. Teraz były bardziej zielono-brązowe, ale była pewna, że gdyby stali akurat w promieniach słońca, miałyby w sobie więcej zieleni i niebieskiego, z tą charakterystyczną plamką brązu z boku. Sama nie wiedziała, jak wytrzymała te dwa lata bez niego. Może po prostu nie chciał odpisywać na jej listy? Zrozumiałaby to. Wyjechała bez słowa. Ojciec kazał jej się pakować jak najszybciej, bo udało mu się załatwić wizytę w szpitalu Hopkinsa już następnego dnia. Przyjęli ją od razu, a dopiero jakiś tydzień później zaczęła do niego pisać. Cztery listy miesięcznie. Każdy ze znaczkiem i pustą kopertą w środku, żeby nie musiał martwić się dodatkowymi kosztami odpowiedzi. Ułożyła usta w dziubek, słuchając go, po czym przysunęła się bliżej, usiadła po turecku, zamachnęła się i pacnęła go w ramię. - Co ty sobie myślałeś?! Nie wiesz, jak się używa długopisu, kaczorze? - Prychnęła, mrużąc brwi. - Wysyłałam ci cztery listy miesięcznie. Na żaden nie odpisałeś. Nawet jak przechodziłam przez kolejne zabiegi, nawet jak moje pismo było totalnie pogmatwane, to i tak ci pisałam, Alex. A ty ani razu mi nie odpisałeś. - Wzięła głęboki oddech, potem sięgnęła po paczkę chipsów, otworzyła ją i wsunęła dłoń do środka, zgarniając kilka. Wrzuciła je sobie do ust i mieliła zębami z wyraźną irytacją, po czym chwyciła jednego i rzuciła nim w niego. - Masz szczęście, że jesteś moją osobą. Inaczej miałabym z tobą beef do końca życia. - Dodała to, ale już chwilę później parsknęła śmiechem. Zaraz jednak spoważniała odrobinę i spojrzała na niego inaczej. Bo to, co chciała mu powiedzieć, knuła już od dobrych kilku miesięcy, tylko nie miała pojęcia, jak zareaguje.

Oczywiście, że to był żart. No, może pół żart, pół prawda. Ale i tak zamierzała rzucić mu to prosto w twarz jako małą zemstę. - Dobra, bo będę tutaj z tobą szczera, okej? - Spojrzała na niego poważniej.- Jestem tutaj na kilka tygodni, może miesięcy, Ducky. Potem prawdopodobnie będę musiała wrócić do Stanów, bo chcą tylko, żebym się zregenerowała. - Uśmiechnęła się do niego delikatnie.- Więc pomyślałam sobie, że kogo lepszego miałabym o to zapytać, jak nie ciebie… - Odchrząknęła teatralnie, po czym spojrzała na niego z tą swoją bezczelną miną. - Alexandrze Hall, czy zostaniesz moim pierwszym razem? - Pierwszy okres, karmienie kaczek, kopnięcie kogoś w jaja dla niego, nocne ucieczki, zrywanie się z lekcji, pierwsza kradzież... pierwszy raz? Ha. Pikuś.

𝒹𝓊𝒸𝓀𝓎 𐦖
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ups, tęskniłeś za tym? Uśmiechnął się pod nosem. Oczywiście, że tęsknił. Za wszystkim, co było z nią związane. Za jej śmiechem, odzywkami, brakiem skromności, spacerami, kąpielami w jeziorze, wycieczkami rowerowymi… Mimo że w środku aż go skręcało z radości, że do niego zadzwoniła i zaprosiła na posiadówę na dachu, to nie zamierzał urządzać tutaj żadnych emocjonalnych scen. Był już prawie-mężczyzną. Zresztą, nigdy nie należał do przesadnie wylewnych osób i August doskonale o tym wiedziała. - Mhm - mruknął, potwierdzając. Tak, tęsknił. Koniec tematu. Jedynie wesołe iskierki w jego oczach mogły zdradzić, że to spotkanie wcale nie było mu obojętne. Wysłuchał w milczeniu jej kaczkowego planu i pokiwał głową. - Deal - powiedział. Och, jak wyjątkowo byli dzisiaj zgodni - Alex pewnie dalej nie mógł otrząsnąć się z szoku, że August tak po prostu do niego wróciła. A na dodatek się rozbierała. Uniósł do góry jedną brew, gdy zsunęła spodnie i jego oczom ukazała się wielka, podłużna blizna. - Widzę - pokiwał głową, przyglądając się śladom na jej skórze. Uśmiechnął się pod nosem i przejechał palcem po jej bliźnie, bo nie takie rzeczy się robiło, a w sumie to był ciekawy, jaka była w dotyku. - Wygląda, jakbyś stoczyła walkę z rekinem w Australii. A może byłaś w Australii, hmm? I nie chciałaś mnie ze sobą zabrać. Widzisz, twój sekret się wydał - zażartował, kręcąc głową z udawanym rozczarowaniem. Jego uwadze nie umknęła również różowa bielizna w kotki - nie byłby sobą, gdyby tego nie skomentował. - Fajne gacie - zaśmiał się, ale August szybko podciągnęła portki z powrotem i kino się skończyło. Zresztą, nieraz widzieli się w samej bieliźnie, więc nawet się nie zawstydził. A bo to raz wskoczyli do wody po zdjęciu koszulek i spodenek?

No i gdy tak sobie leżeli, wpatrzeni w gwiazdy, nastała chwilowa cisza, więc Alex wykorzystał tę okazję, żeby z głośnym plaskiem klepnąć Dustie w udo otwartą dłonią. Jak za starych, dobrych czasów. - Cieszę się, że jesteś, Dustie! - zakomunikował jej, parskając śmiechem, gdy Winters - zapewne - momentalnie spięła uderzone mięśnie i możliwe, że zajęczała z bólu albo zaskoczenia. A potem został pacnięty w ramię. Wysyłałam ci cztery listy miesięcznie. Na żaden nie odpisałeś. Mina mu zrzedła, gdy złapał w locie oskarżycielskie spojrzenie przyjaciółki. Pisała do niego? Przez ten cały czas? Chwila… - Czekaj, czekaj... o czym ty do jasnej cholery mówisz? - wypalił, trącając ręką paczkę z chipsami, przez co kilka się wysypało na brudne dachówki. - Jakie cztery listy, Dustie? Nie dostałem od ciebie ani jednej kartki - zmarszczył brwi i przejechał dłonią po włosach. Jezu, przez ten cały czas ona go potrzebowała, a on… myślał, że o nim zapomniała. Co się mogło stać z tymi listami? Przecież… Chyba nikt nie przejmował jego poczty? A może jednak…? - Och - wydusił z siebie w końcu i poczuł bardzo smutne ukłucie gdzieś w serduszku. Ktoś najwyraźniej zadał sobie tyle trudu, żeby nie dotarł do niego żaden list, którego tak bardzo potrzebował. - Wybacz, nie miałem pojęcia - powiedział ciszej. Smutek powoli zastępowała złość, miał ochotę spuścić wpierdol każdemu, komu się naraził. Ciekawe, czy te listy dalej gdzieś leżały? Czy mógłby je jakoś… odnaleźć? No i ta myśl dalej tkwiła mu gdzieś z tyłu głowy, gdy August zmieniła temat. Dobra, bo będę tutaj z tobą szczera, okej? Kiwnął głową i uśmiechnął się. - Wal śmiało - przytaknął, czekając na rewelacje. Zaczął słuchać jej słów, a na samo wspomnienie o powrocie do Stanów jęknął przeciągle. - Ale wrócisz? Czy znowu znikniesz na dwa lata? - mruknął pod nosem. Niechętnie mu się tego słuchało. Kilka tygodni albo miesięcy? To zdecydowanie zbyt krótko… Dopiero przyjechała, a już mówiła o wyjeździe. Nieznacznie przekręcił oczami i dalej słuchał, co miała do powiedzenia.

Więc pomyślałam sobie, że kogo lepszego miałabym o to zapytać, jak nie ciebie… Alexandrze Hall, czy zostaniesz moim pierwszym razem? Posłał Dustie pełne niedowierzania spojrzenie i aż usiadł z wrażenia. Ale jakim pierwszym razem? Dużo mieli już pierwszych razów. Na przykład kaczki! Karmili razem kaczki. Otworzył paczkę ciastek i wepchnął sobie jedno do mordy. A potem drugie. - Pierwszym razem czego? - spytał ją z buzią pełną ciastek, po czym zanim August w ogóle zdążyła mu odpowiedzieć, wcisnął ciastko również do jej buzi. Nie no, August, idziesz do domu, Alex w szoku, co zrobiłaś z chłopem. - Jeśli chodzi o włamanie się do gabinetu dyrektora albo kąpiel o północy w jeziorze, spóźniłaś się o dwa lata - dodał, a gdy skonsumowała ciasteczko, od razu włożył jej między zęby następne, żeby, broń Boże, nie zaczęła mówić. - Zobacz, jakie dobre ciastka, omnomnom - wymamrotał, zjadając dwa kolejne ciastka na raz. Wyglądało na to, że chciał zapchać im mordy, byle tylko nie usłyszeć odpowiedzi. - Masz, jedz, bo strasznie zbladłaś od tych kanadyjskich mrozów - dodał i nawet przewrócił oczami, na siłę dając jej TRZECIE CIASTECZKO. Straszne były te kanadyjskie mrozy w lipcu, bardzo się ich bał. - No nie patrz tak na mnie, jedz, bardzo schudłaś - parsknął i pokręcił głową, a potem… ojej, zakrztusił się swoimi ciastkami, które dalej miał w buzi, no i zaczął kaszleć, a nawet poczerwieniał na twarzy. Umierał. Umierał przez August Winters. Już widział gwiazdki przed oczami…

(bo była noc)

(taka z gwiazdami)

(Alex tańczył z gwiazdami, woo hooo)

Och, nie… Aaa… Żegnaj, świecie…

𝖉𝖚𝖘𝖙𝖎𝖊 ✨
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
wzmianki o nowotworze, hospitalizacji
Hey there, little honey, won’t you groove?
I’ve been trying all night to dance with you.


Lubiła ten uśmiech. Ba! Kogo ona oszukiwała? Uwielbiała go. To był ten rodzaj uśmieszku, który charakteryzował się uroczymi dołeczkami, tymi charakterystycznymi zmarszczkami koło oczu, gdy mrużył je przy szerokim uśmiechu. Przy delikatnym, prawie niewidocznym uśmiechu jeden kącik ust podsuwał się ku górze, również tworząc malutki krater w policzku. Wystarczyło jej to, by wiedzieć, że faktycznie za nią tęsknił. Odwzajemniła jego uśmiech tak szeroko, jak tylko mogła, uradowana, że znowu wznowią swoje kacze eskapady, przy tym albo uciekając, gdzie pieprz rośnie, przed jednym gęsiorem, któremu randomowo nie spodoba się, jak blisko wody są… albo przed jakimś staruszkiem, który niedowidzi ich pogoni. Hey! Różnie bywało, mkay?

Blizna zdecydowanie przysparzała jej kompleksów, których stwierdziła, że nie mogła ukrywać przed Duckym, co nie? Co, jeśli właśnie wyskoczą na randomową kąpiel w jeziorze albo stwierdzą, że opalanie się na opuszczonym parkingu na obrzeżach miasta to zajebisty pomysł? Albo jak będzie chciała z nim… no właśnie. Przyglądając się jego reakcji na jej bliznę, szybko wysunęła dłoń, by odrzucić jego rękę, gdy palcem przejeżdżał po jej skórze, jednak w ostatniej chwili się powstrzymała i pozwoliła mu to zrobić. Parsknęła śmiechem, słysząc, jak jego zdaniem mogła się jej nabawić. - Goddamit, czemu o tym nie pomyślałam?! - przesunęła dłonią po twarzy, przewracając na siebie oczami, no bo przecież to była najbardziej obvious historia, no nie?! - Ty to jednak genialny jesteś, Ducky. Będę tego używać jako mój pick-up line od teraz. - Parsknęła śmiechem, po czym tylko westchnęła głośno, podciągając spodnie i przewracając oczami. - Wiem, mam taką samą parę dla ciebie w sypialni, psfttt!

Ciepło rozchodzące się po jej ciele przepełniało jej duszyczkę. Czuła się tak cholernie szczęśliwa, że znowu była w jego towarzystwie. Już chciała powiedzieć mu coś miłego, gdy nagle poczuła ciepło przechodzące przez udo i usłyszała ten charakterystyczny dźwięk plaśnięcia, który dosłownie wybił ją z momentu. Przesunęła dłońmi po udzie i pisnęła głośno. - Dupek! - rzuciła, mrużąc na niego oczy i wysuwając język. Zanim Winters zdecydowała się powiedzieć mu o tych listach, usłyszała dźwięk otwierającego się okna, a po chwili kobiecy głos. - August, jesteś tam? - Odezwała się jej matka, Victoria. - Tak, mamo! - rzuciła August przeciągliwie. Like, why the hell are you interrupting me right now, eh?
- Jest tam ktoś z tobą?! - podniosła głos. - Nie! - prychnęła pod nosem. A jej mama niemal od razu rzuciła, - Cześć, Alex! Pościeliłam ci u Kevina, jakbyś chciał zostać na noc! - August przejechała dłońmi po twarzy. - Mamo, idź, zajęci jesteśmy! - Chwilę później było słychać ciche chichoty, a potem zamykające się okno. Żenada.

Dobra, teraz musiała mu powiedzieć o tych listach. Tylko że ta złość i poczucie porzucenia, które przez moment poczuła w stronę Alexa, szybko zmieniały się z każdą sekundą, gdy widziała jego reakcję. - Czekaj… nie mów mi, że te gnoje nie przekazały ci listów ode mnie. - Zmarszczyła nos i brwi. - Cholera, Alex, ja nie ręczę za siebie! Kończysz osiemnaście lat i wbijamy tam na pełnej, I promise, I’m gonna… aHHhhh. - Była taka zła. Tak cholernie zła. Ale nie chciała psuć atmosfery i jednak chciała nacieszyć się jego towarzystwem, więc naprawdę próbowała wyrzucić z siebie pomysł, który siedział w niej od kilku dłuuugich miesięcy. Wpatrywała się w jego oczy, starając się wyczytać jego reakcję. - Nie wiem, Ducky. - Wzruszyła ramionami. - W razie czego prosiłam mamę, żeby dała ci mój pamiętnik i album. Wykleiłam i wypisałam tam wszystko o nas. Dosłownie całą oś czasu naszej przyjaźni. - Uśmiechnęła się do niego ciepło. - Będziesz musiał go dokończyć. - Przytaknęła głową. - A teraz już ci dokładnie opowiem mój pommyssdfsdjfhsdu... - Nie zdążyła dokończyć swojego nikczemnego planu, bo…

Ciastko?

Zapychał jej buzię ciastkami. Dosłownie próbował ją uciszyć! Co zaaa… Przemknęło jej przez myśl, gdy zaczęła coraz szybciej chrupać, przewracając oczami na kolejne słowa wymemłane z jego ust, podczas gdy okruszki opadały na jego koszulkę. Już zjadła ostatnie, gdy kolejne ciastko poleciało w jej kierunku. A kuuukuuu, samolocik! No chyba nie. Chwyciła go za nadgarstek i jednym, szybkim ruchem przycisnęła do dachu, siadając na nim okrakiem. Odbiła się przy tym lekko, jakby miała w sobie więcej siły, niż powinna. Jakby naprawdę była jakimś tytanem… albo X-Menem. Albo czymkolwiek, w co akurat chciała wierzyć. Gdzieś obok usłyszała tylko dźwięk spadającego kartonu i wysypujących się ciastek. Ile do cholery ich tam było?! Ugh. - Alex - spojrzała na niego z uniesioną brwią, wciąż przygwożdżając jego nadgarstek do dachówek. Swoją drogą, gdyby chciał, wystarczyłby jeden ruch, żeby ją zrzucić, ale była gotowa zaryzykować. - Chcę stracić z tobą dziewictwo. - Rzuciła to tak, jakby pytała, czy ma jeszcze jedną gumę do żucia, a nie jakby właśnie proponowała seks. Westchnęła ciężko, przysiadając na nim swobodniej. - Możemy uznać to za takie… make a wish kind of thing? - uśmiechnęła się lekko. - Myślałam o tym już wcześniej i przy tych wszystkich zabiegach, leczeniu i możliwych operacjach… moje szanse na seks tylko maleją. A jeszcze bardziej, jak tam trafię. Nie chcę robić tego z kimś obcym. Rozumiesz, prawda? - Posłała mu lekko głupawy uśmieszek, wysuwając dłoń w kierunku jego ust i kciukiem strącając z nich te cholerne okruszki. - Jeśli się nie zgadzasz, po prostu mi powiedz. Nie będę zła. - Poluzowała uścisk na jego nadgarstku, po czym nachyliła się odrobinę bliżej i mruknęła,- Będzie mi trochę smutno, ale jakoś to przeżyję. - Uśmiechnęła się do niego szeroko. Poniekąd wiedziała doskonale, że Ducky niezbyt przepadał, gdy się smuciła, więc miała słodką nadzieję, że może tym jakoś go przekona. Chociaż rozumiałaby, gdyby odmówił. Nawet nie zapytała go, czy miał kogoś albo czy w ogóle miałby na to ochotę! Przecież mogła mu się w tym sensie fizycznie nie podobać. Jeszcze by mu nie stanął i co wtedy? No przypał na całego. Nie zapomniałaby tego do końca życia… chociaż… tego pierwszego razu też nie, gdyby się zgodził....

- To jak?


𝒹𝓊𝒸𝓀𝓎𐦖
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ty to jednak genialny jesteś, Ducky. Alex uśmiechnął się, dumny z siebie. Mogłaby mu tak słodzić do końca życia, nie? Nie miał dość tego dziwnego uczucia, że był dla kogoś ważną osobą - ba, cała relacja z August znaczyła dla niego więcej niż był w stanie przyznać. Matka zmarła, ojca nie znał. Nigdy nie miał nikogo, kto by na niego czekał albo kto by się nim przejmował tak po prostu. No i przede wszystkim nie był przyzwyczajony, że ktoś planował z nim cokolwiek - kaczki, plażing, shopping. To dlatego te dwa lata tak cholernie bolały. - Widzisz, od myślenia masz mnie - parsknął, szykując się na cios. No, tak to już było - on rzucał bezczelnym komentarzem, a ona stawiała go do pionu. Zwykle dość boleśnie. Wiem, mam taką samą parę dla ciebie w sypialni, psfttt! Uniósł do góry jedną brew. - Sexy, meow. Wyobrażasz mnie sobie w takich gatkach? - rzucił pod nosem i zmarszczył brwi, próbując sobie wyobrazić siebie samego w różowych gaciach w kotki, leżącego na łóżku Kevina, brata August. W sumie, mógłby założyć takie gacie, bo czemu nie? Przecież kolor różowy i kotki nie mówiły o męskości, każdy mógł nosić to, co chciał, elo.

Zaczął się do rozpuku śmiać, gdy dziewczyna pisnęła i zaczęła rozcierać jego uderzenie po udzie. Już się przymierzał, żeby zaatakował jej drugą nogę, kiedy usłyszał dźwięk otwieranego okna. Ups. August, jesteś tam? Zacisnął usta i posłał dziewczynie rozbawione spojrzenie. Upsi, busted. Zamilkł, czekając na rozwój sytuacji, no i… kurde, skąd mama August wiedziała, że też tu był?! Przecież starał się leżeć zupełnie nierozpoznawalnie. No trudno, skoro mu się nie udało, to się wyprostował i posłał jeden ze swoich najlepszych uśmiechów w stronę pani Winters, gdziekolwiek była. - Dzień dobry wieczór, pani Winters! Ładnie pani wygląda! - rzucił odrobinę głośniej, mimo że totalnie nie widział jej twarzy, no ale był czarującym przyjacielem jej córki, więc musiał sprawiać pozory grzecznego chłopca. - Dziękuję, pani Winters! Dobranoc, pani Winters! - dodał, dając August kuksańca w bok, bo jej reakcja była totalnie hilarious. Mamo, idź, zajęci jesteśmy! Spojrzał na przyjaciółkę, ale nic nie powiedział, bo już zmieniła temat.

Westchnął w reakcji na jej słowa. Nie, nie dostał listów. Tak, był wkurwiony. Na nich, nie na August. Normalnie pewnie zszedłby z tego dachu i poszedł obmyślać jakąś obrzydliwą zemstę, ale… no dzisiaj był totalnie oszołomiony powrotem August do Toronto. Nie chciał tracić tego czasu na zemstę. To chyba oznaczało, że Dustie wyzwalała w nim jakieś dobre cechy? A może oznaczało nawet, że była dla niej real, real, real bestie, dla której chciał jak najlepiej? Awww. - Nie, nie przekazały - uciął krótko, zaciskając usta w cienką kreskę. - Będzie wpierdol. A za dwa tygodnie i tak mnie tam już nie będzie, nie zostanę tam ani chwili dłużej - oznajmił, obserwując niebo. Nie miał żadnych planów ani pomysłu na siebie. Nie wiedział też, czy dostanie mieszkanie socjalne. W sumie… pracy też nie miał, szkoły jeszcze nie skończył, może powinien się jednak zastanowić nad tematem? Dobra, chuj tam. Jakoś to będzie, to było jego motto. Uniósł brwi do góry na wieść o albumie i pamiętniku. Szanował sentyment August, ale musiał, no musiał przewrócić oczami. - Pamiętnik? Album? Winters, ty naprawdę miałaś tam za dużo czasu na rozmyślanie - parsknął. - Jaaa? Dokończyć? No weeeź, nie umiem, to dla bab, co ty mi tu proponujesz - dodał, kręcąc głową.

A potem zaczęli bardzo kulturalnie wpierdalać ciastka.

Przez chwilę jego szatański plan kryptonim Cookie Monster działał, przynajmniej dopóki nie zakrztusił się swoim ciastkiem i nie wypluł zawartości na dach państwa Winters. August nie dała mu nawet chwili na ogarnięcie się, bo niemal od razu po prostu na niego wlazła i usiadła na nim okrakiem, przygważdżając jego nadgarstek do powierzchni dachu. Dobrze, że nie miał już ciastek w ustach, bo zakrztusiłby się ponownie. No i przepraszam bardzo, gdzie współczucie dla umierającego Alexa? Nigdzie. Nic. Nada. Tej to tylko seks w głowie. - Przepraszam bardzo, co to za wrestling? I ciastka… tyle ciastek do kosza… - zrobił smutną minę, nawet nie próbując wyswobodzić się z jej uścisku. Odwaga po prostu go opuściła, bo już wiedział, co zaraz powie August Winters. SKUBANA AUGUST WINTERS. Chcę stracić z tobą dziewictwo. Jęknął przeciągle, jak jakiś miauczący w zaułku kot, którego rozjechało auto i konał w otoczeniu śmieci. No, musiała to powiedzieć na głos, prawda? Ahhh. - AUGUST WINTERS, twoja mama tam jest i mnie zaraz zrzuci z tego dachu na ulicę, jak cię usłyszy, mów, kurwa, ciszej - wyszeptał donośnie (XDD), czując na ustach jej palce zrzucające okruszki z okolic jej ust. Wewnętrznie odrobinę się przeraził, że chciała zrobić coś innego. Na szczęście, chodziło tylko o okruszki, ja pierdolę. Przekręcił oczami. - Dziewictwo sobie wymyśliła, nie wytrzymam - jęknął. - Make a birthday wish kind of thing? - powtórzył po niej, dodając jedno słówko. Wymyśliła sobie przyjacielski seks na prezent urodzinowy, no nie wierzył w nią. Ani w to. Zresztą, jego głowa była pełna pytań, no i nie zamierzał trzymać ich w sobie. - No ale jak ty to sobie wyobrażasz? Między jednym ciastkiem a drugim? - zaczął swój wywód, po czym gdy poluzowała uścisk na jego nadgarstku, zeżarł to ciastko, które trzymał w ręce. No i znowu zaczął mówić z pełną buzią jak potencjalny samobójca. - No i gdzie ty byś chciała to zrobić? Make a wish, trzymajcie mnie - przekręcił oczami. Zjadł ciastko i westchnął. Nie chodziło o to, że August była jakaś brzydka, bo nie była. Chodziło o to, że… no, była August. Bał się, że jak przekroczą magiczną granicę stanika i majtek, to… no… coś się zmieni. A potem ją straci. I znów zostanie bez przyjaciółki. Poza tym on też nie miał zielonego pojęcia o TECHNICZNEJ STRONIE TEGO ŻYCZENIA. Dobra, kilka razy podsłuchał przechwałek starszych chłopaków w bidulu, no ale na tym koniec. No i jeszcze ta perspektywa bycia pierwszym… na dodatek dla kogoś tak ważnego… kurwa mać, to była odpowiedzialność! No i nie chciał jej zawieść! Tyle pytań, tyle wątpliwości! Znów postawił na szczerość, mimo że wiedział, że te słowa ciężko przejdą mu przez gardło. - No bo.. no bo słuchaj… ja… tego… ten… nie… yyy… z nikim? Więc… no… yyy… jak? - wymamrotał, patrząc jej prosto w oczy, a policzki mu poczerwieniały.

Zaraz jednak mózg zaczął mu z powrotem działać i klocki wpadły w odpowiednie miejsca. Podparł się na łokciach, nie zrzucając jej z siebie, przez co ich twarze znalazły się niebezpiecznie blisko, po czym zmarszczył brwi. Oj, główka pracowała, pracowała. - No ale... jeśli ty nie wiesz, co robić... i ja nie mam zielonego pojęcia, co robić... - zaczął, mrużąc oczy. - To w sumie... to ma sens, nie? - dokończył. Matma się zgadzała.

Dwa minusy dawały plus. Joł.

𝖉𝖚𝖘𝖙𝖎𝖊 ✨
27 y/o
For good luck!
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dosłownie można było ich przyjaźń porównać do jakiegoś sketchu komediowego, w którym komik co chwilę się zapomina i mówi coś naprawdę dołującego albo emocjonalnego. Widownia wtedy zapiera dech w piersiach, zapada ta niezręczna cisza, a on musi szybko wybrnąć kolejnym żartem, żeby rozładować atmosferę, co tylko wypadało jeszcze bardziej komicznie. Właśnie tak to wyglądało. Spojrzała na niego i rzuciła lekko, - Będę miała albo koszmary, albo coś, z czego będę mogła się śmiać podczas kolejnych zabiegów - uśmiechnęła się do niego. Bo wszystko było łatwiej obrócić w żart, no nie? Chociaż wiedziała, że przy nim mogła być zupełnie sobą. I właśnie teraz naprawdę miała ochotę się poryczeć, wtulić w niego tak mocno, jak tylko mogła, i powiedzieć mu, że te ostatnie dwa lata bez niego były najgorsze, co mogło jej się przydarzyć. Że tyle razy mama oferowała, żeby go zaprosić, ale August się na to nie zgadzała. Bo ''nie chcę, żeby mnie taką zapamiętał'', ''nie wyglądam teraz za dobrze'', ''nie mam tyle siły na wygłupy''. No właśnie. Jej rodzina go uwielbiała. Sam fakt, że mama przygotowała dla niego łóżko, nawet nie konsultując tego z August wcześniej, pokazywał, jak bardzo go lubili.

In my head, I play supercuts of us, all the magic we gave off…

Zmarszczyła nos, słysząc, że jednak nie przekazali mu jej listów.- Hall, to będzie dosłowne retaliation. To będzie bitwa o Gondor. To będzie dosłownie some Game of Thrones shit. Obiecuję ci… - spojrzała na niego zdeterminowana.- Frodo… you have my bow- schyliła się, udając głęboki ukłon, po czym wybuchnęła śmiechem. Chwilę później wydała z siebie teatralne westchnienie, łapiąc się za klatkę piersiową. Nahhhh… nahhh… he didn’t say that. - Radzę ci wypluć te słowa teraz, dopóki masz szansę! - rzuciła. - Nauczę cię co i jak, potem w przyszłości inne dziewczyny będą mówiły, jaki jesteś wrażliwy i… o to to to, nie ty, oh ehhhh…- zaczęła słać buziaczki w powietrzu.- Będziesz rozrywany. Widzisz? Będę idealną wingwoman, nawet z zaświatów - odparła, kiwając głową. Nie chciała mu mówić takich rzeczy, ale chciała, żeby przyzwyczaił się do myśli, że taka możliwość istnieje. Przecież właśnie dlatego musiała wrócić... bo nic nie było pewne. Możliwe, że znowu będą musieli otwierać jej nogę i usuwać większą część kości. Możliwe, że całkowicie wymienią jej biodro. Nie była pewna, ale… no… chciała tym razem być z nim szczera. Dlatego cholernie zależało jej na tym, żeby go zapytać o tę dość nietypową zachciankę. Jednak Alex, jak to Alex… jej mały… tfu, teraz już wysoki drama king… musiał jak zwykle za bardzo histeryzować i mało co nie udusił ich okruszkami z tych pieprzonych ciasteczek!

Siedziała na nim okrakiem, przyglądając mu się uważnie i unosząc brew raz po raz. Wciąż przyciskała jedną z jego dłoni do dachówki. Jesus Christ, czy on musiał aż tak dramatycznie reagować?! To był tylko seks, co nie? Przeskoczenie przez mityczną tęczę, gdzie spotkają jednorożce i tego typu elfy razem? O co mu, do jasnej petronelki, chodziło?! - Żaden z ciebie fun, Ducky! - prychnęła, robiąc naburmuszoną minę i mrużąc oczy. Wyglądała dosłownie jak obrażony kot. - Przecież to jest jedna z najlepszych myśli, jakie mam od dłuższego czasu, no nie?!

''No i gdzie ty byś chciała to zrobić?''

Na jej twarzy pojawił się szeroki, cwaniacki uśmiech. Typu... ''oj, serio tak o mnie myślisz? Jakbym nie miała żadnego planu?''. Bitch please. Już wszystko miała zorganizowane. - Alex, organizację zostaw mnie! Ty tylko gumki załatw…- Machnęła ręką.- Jak byłam dzisiaj rano w aptece na Dufferin Street, bo myślałam, że to wystarczająco daleko od domu, to zobaczyłam naszą nauczycielkę, panią Carson. - Przejechała wolną dłonią po twarzy. - Myślałam, że padnę ze wstydu, jak zapytała, co kupuję… Wybiegłam stamtąd! Prawie że ich nie okradłam! - Parsknęła śmiechem pod nosem, przypominając sobie przerażoną i zaciekawioną minę nauczycielki. Jeszcze przez chwilę na jej twarzy gościł ogromny uśmiech, ale po chwili zrozumiała, że może jednak to nie była rzecz do żartów ani coś do odhaczenia na swojej legendarnej bucket list. Spojrzała na niego poważniej, a na jej ustach pojawił się delikatny, cieplejszy uśmiech, gdy wzrokiem przejeżdżała po rysach jego twarzy... Hall był przystojnym chłopakiem. Wiedziała, że gdyby nie fakt, iż wszyscy w szkole wiedzieli, że jest z domu dziecka, miałby o wiele większe branie u dziewczyn z roku. Dzieciaki w szkole bywały debilami. A tak poza tym - ilekroć gdzieś jechali na jakąś wycieczkę po Toronto, widziała, jak inne dziewczyny na niego patrzą. Dla niej zawsze był tylko Ducky'm. Z pewnością jedno przespanie się ze sobą niczego nie zmieni… no nie?

Uniosła brew, próbując wychwycić, co miał do powiedzenia. Mrużyła oczy, starając się wyłapać najważniejsze informacje pomiędzy tym jego ''yyy… nooo… booo…''. Uchylila usta leciutko, gdy w końcu załapała. Żarówka się odpaliła i usłyszała głośne kaching z boku głowy. Czyli on też nie. No i zajebście... nie będzie się tak wstydziła, a gdy w końcu się zgodził… czekaj… zgodził się?! Jej twarz rozpromieniła się, wyrzuciła z siebie głośny pisk i zaczęła składać dziesiątki pocałunków na jego buzi. - AhhhH! Czy mówiłam ci już, że cię uwielbiam?! - wyrzuciła z siebie, opierając swoje czoło o jego.- Będziemy swoim pierwszym razem, Ducky… - dodała uradowana. Potem zerwała się z niego, zrobiła kilka kroków w stronę krawędzi dachu, wysunęła ręce wysoko w górę i krzyknęła na całe gardło, - AHHHH… I’M SO HAPPY!!!
- WINTERS! NIEKTÓRZY TU PRÓBUJĄ SPAĆ! - dobiegł z sąsiedniego domku zirytowany głos starego Jenkinsa. Wzdrygnęła się, prawie spadając z dachu, i machnęła ręką w jego kierunku.-Przepraszam, panie Jenkins! Dobranoc!- zawołała z głupkowatym uśmiechem. Wróciła uradowana, położyła się na plecach tak, żeby głowę mieć na kolanach Alexa, i spojrzała na niego z dołu. - Za miesiąc będzie bal licealny dla tych, co są do tyłu z wynikami… tak jak ja. Może chciałbyś być moim partnerem?- uśmiechnęła się delikatnie. - I wiesz… po… moglibyśmy to zrobić.

𝒹𝓊𝒸𝓀𝓎𐦖
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ride or die.


August Winters zdecydowanie była jego ride or die, mimo że ich przyjaźń o wiele częściej można było przyrównać do die of cringe. Jednak - jakby co - on się nie skarżył, on uwielbiał ten cringe. Wiedział, że gdyby nagle zgubił kąpielówki na środku basenu, to najpierw zaczęłaby śmiać się do rozpuku, a potem też zrzuciłaby kostium, żeby nie zostawić go samego w niedoli. No i właśnie dlatego ich przyjaźń przypominała die of cringe, ale przynajmniej wspólny cringe. I nie tylko cringe. Mogłaby wypłakać mu się w ramię, wykrzyczeć wszystkie emocje w jego koszulkę i wtulić się w niego tak mocno, że zapomnieliby jak się oddycha, no i to dalej byłoby okej, bo byli przyjaciółmi. Na dobre i na złe.


All I want is nothing more
To hear you knocking at my door


Hall, to będzie dosłowne retaliation. To będzie bitwa o Gondor. To będzie dosłownie some Game of Thrones shit. Roześmiał się. Uwielbiał, gdy taka była. No serio. Dajcie inną dziewczynę w ich wieku, która zamiast Legalnej Blondynki wolałaby oglądać Władcę Pierścieni albo Grę o Tron. - ZA NARNIĘĘĘ - kontynuował to wymienianie filmów i seriali, a nawet uniósł dłoń do góry, jakby był Piotrem Pevensie i pędził z mieczem w ręku na Złą Czarownicę. Naprawdę dobrze bawił się z August, bo wspomnienia znów odżyły, znów widział wszystkie ich wspólne momenty, znów wrócił do czasu sprzed dwóch lat, jakby nie rozstali się ani na chwilę, jakby znów były wakacje i znów mieli odwiedzić tamten biwak z ojcem August, gdy piekli pianki i jedli dzikie jagody, jakby znów mieli uczyć się na sprawdzian z matmy... Obiecuję ci... Frodo, you have my bow... Parsknął śmiechem na jej słowa i oczywiście, że dokończył słynną frazę. - AND MY AXE...! - również się jej ukłonił z dzikim uśmiechem na ustach, po czym wydał z siebie krótkie, nostalgiczne "AHHH". - A pamiętasz jak oglądaliśmy LOTR u ciebie w salonie? I twoja mama zamówiła nam pizzę, a my zbudowaliśmy bazę z koców i poduszek...? - spytał i uśmiechnął się nieco melancholijnie. Wiele by dał, żeby wrócić do tamtych dni. Śmieszne, że akurat teraz zebrało mu się na sentymenty, kiedy akurat próbowała go przekonać do wyklejania serduszek w albumie. Kurde, to dobre dla baaab, dlaczego tego nie rozumiała? Kazała mu wypluć te słowa, ale nie zamierzał opluwać ani siebie, ani jej, dlatego tym razem to on zaczął przypominać obrażonego kota. - August Winters, nie chcę być ani wrażliwy, ani rozrywany, to musi cholernie boleć, dobra? Poza tym nie szukam dziewczyny, więc mi się to totalnie nie przyda, delulowcu - odpowiedział jej, twardo obstawiając przy swoim. Nie zamierzał ustąpić. Koniec, kropka. Żadnych brokatów, serduszek, wyklejanek ani niczego babskiego, nope. Zgodził się na seks, to musiało jej wystarczyć, dobra?

To miał być tylko seks, tak? Jednorożce, elfy, tęcze? Kurczę, jak wyobrażał sobie seks, to nie widział w tym niczego uroczego. No i reakcje Dustie niczego mu nie ułatwiały. Żaden z ciebie fun, Ducky! - To dobrze, bo nie chcę być wiatrakiem - prychnął, zastanawiając się, czy Dustie złapie w locie tę zacną grę słów, bo wiecie, że fun, że fan, że zabawa, ale wiatrak, nie? FUN FAN? Hehe? Śmieszne? Nie? Anyway, zmrużył oczy, gdy się naburmuszyła, no i mierzyli się tak spojrzeniem przez chwilę, a przez jego głowę przelatywało właśnie miliony myśli za i przeciw. Przecież to jest jedna z najlepszych myśli, jakie mam od dłuższego czasu, no nie?! - Miewałaś lepsze - przyznał otwarcie, nie owijając w bawełnę. Jakby dostał przez łeb to by się nie zdziwił, ahh, lubił brutalne kobiety. Albo tak sobie wmawiał.

Alex, organizację zostaw mnie! Ty tylko gumki załatw… Wysłuchał jej opowieści, tym razem nie w milczeniu, wręcz przeciwnie, wtrącał w odpowiednich momentach "Mhm", "No co ty" i "No, no, tak", dopóki nie dokończyła. Parsknął śmiechem - znowu! - po czym poklepał ją po udzie, tym razem o wiele lżej niż wcześniej. Pewnie i tak zarobiła już siniaka od wcześniejszego uderzenia. - Jezu, wyobrażam sobie twoją minę, nie wytrzymam, buahaha - nie przestawał się śmiać, aż go coś zakłuło w boku. - A co do gumek, to jedną mam nawet przy sobie, bo ciągle nam organizują zajęcia w bidulu o bezpiecznym seksie, żebyśmy się nie rozmnażali, wiesz? Dziś też były. No bo wiesz, wakacje, gorszy sort, ten tego - mruknął pod nosem, a jego czujnym oczom nie umknęło jej poważne spojrzenie, którym go obdarowała. O czym myślała? Może o tym, czy podjęła dobrą decyzję? Well. Alex dalej się zastanawiał, czy zgadzanie się na seks było dobrą decyzją, nawet gdy Dustie zaczęła wyznawać mu swoje uwielbienie. - Tak, wiele razy, ale wolałbym, żebyś nie wykrzykiwała na prawo i lewo, że będę twoim pierwszym razem, kurwa, Dustieee - no, załamał się chłopak. A gdy do podziękowań dorzuciła pocałunki? No kurwa, całowała go już wcześniej, ale nie miał wtedy wizji seksu z nią przed oczami jakby? No więc kiedy robiła to teraz, to strzelił buraka i zaczął unikać jej wzroku, mrucząc pod nosem coś w stylu "Hmhmpfff", ale August nagle zerwała się z niego jak ze smyczy i zaczęła tańczyć niebezpiecznie blisko krawędzi dachu... I'M SO HAPPY! No, kurwa, on też - powiedzmy - był happy, ale byłby bardziej happy, gdyby przestała krzyczeć na całe gardło w środku nocy, chodząc jak potłuczona. - Dustie, weź usią... - zaczął, ale przerwał mu głos sąsiada Wintersów, pana Jenkinsa. WINTERS! NIEKTÓRZY TU PRÓBUJĄ SPAĆ! Stary pan Jenkins był... no, starym prykiem. Kiedyś wrzucili mu zdechłą rybę przez lufcik do piwnicy, no i upadła jakoś tak niefortunnie między regały, że musiał wezwać ekipę dezynfekcyjną w celu ustalenia źródła brzydkiego zapachu. Tylko siedzieli w pokoju August z lornetką i patrzyli, co się dzieje na podwórku pana Jenkinsa, śmiechu było co nie miara, hihihi, dobrze to wspominał, ahhh.

No ale z rozmyślań wyrwała go August, bo zachwiała się i prawie spierdoliła się z dachu podczas przeprosin wykrzyczanych w stronę sąsiada. Alex od razu zerwał się na równe nogi, chcąc chwycić ją za nadgarstek, ale wyglądało na to, że August nie straciła dawnego refleksu, bo jakby nigdy nic wróciła do niego, poczekała, aż zszokowany Alex z powrotem posadzi swoje zacne cztery litery na dachówkach, po czym umiejscowiła głowę na jego kolanach. Kurwa, nawet nie zdążyłby jej złapać, gdyby faktycznie spadała. Jej matka by go zabiła. - Nie wytrzymam z tobą, Winters, wpędzisz mnie do grobu - przewrócił oczami, niemal automatycznie wplątując palce w jej włosy i zaczynając się nimi bawić. Były tak samo miękkie jak zapamiętał. No i ten dotyk cholernie go uspokajał, więc nie zamierzał przestawać, zwłaszcza po tym zastrzyku adrenalinowym, który mu zapewniła. Za miesiąc będzie bal licealny dla tych, co są do tyłu z wynikami… tak jak ja. Może chciałbyś być moim partnerem? - Ja... oczywiście, że będę twoim partnerem, po co głupio pytasz - odpowiedział, patrząc na nią z góry, podczas gdy ona patrzyła na niego z dołu. Widział odbijające się w jej oczach gwiazdy i jakoś tak... Poczuł... Yyy... Dziwne uczucie, okej? Przynależności. Nieważne, co się działo, zawsze mógł na nią liczyć. Po prostu była jego ride or die. Powiedzenie, że miał do niej cholerny sentyment, to zdecydowanie za mało. I wiesz… po… moglibyśmy to zrobić. - Okej, ale dalej mi nie odpowiedziałaś, gdzie chciałabyś to zrobić. U mnie odpada, u ciebie tym bardziej odpada - stwierdził, odgarniając z jej twarzy jakiś zbłąkany kosmyk. Westchnął ciężko. Skaranie boskie z tymi babami. Seksu jej się zachciało. - Może ukradnę auto i po prostu odjedziemy w siną dal, co ty na to? - rzucił pod nosem, dalej przyglądając się jej twarzy. Pierwszy raz w samochodzie? Not bad? Czy bad? Kurwa? - Zostaje jeszcze motel i namiot, ale na motel to nie mam forsy... - kontynuował, próbując ułożyć w głowie jakiś plan, mimo że Winters jasno i wyraźnie zakomunikowała mu, że on ma załatwić gumki, a resztę powinien zostawić jej.

No i pewnie plótłby tak dalej, snując plany, żeby zagłuszyć swoje wszystkie niepokojące myśli, ale... ale... To była August. Znała go jak własną kieszeń. Palcem musnął jej nos i odgarnął włosy z czoła, tym razem swojego. Musiał jej to powiedzieć, zanim prawda zacznie go gryźć od środka. Spoważniał i odetchnął głęboko. - Będę szczery, Winters, dobra? Boję się, że to spierdolę - mruknął cicho, znów wracając dłonią do jej włosów, które zaczął bezmyślnie nawijać sobie na palec. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że to robił. Naprawdę chciał ją uszczęśliwić, poza tym pierwszy raz z przyjaciółką brzmiał naprawdę cholernie dobrze, ale... cholernie nie chciał tej przyjaciółki tracić. Miał wrażenie, że jeden poważny pocałunek - a co dopiero seks - mógł to wszystko bezpowrotnie rozjebać.

𝖉𝖚𝖘𝖙𝖎𝖊 ✨
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”