Too old for this shit
: wt kwie 14, 2026 2:03 am
Córka była jedynym powodem do dumy, który miał w swoim życiu. Zrobił w nim wiele naprawdę okropnych rzeczy i nie sądził, że ta karma jest wyrównana, ale gdyby miał położyć swoje serce na szali Anubisa to właśnie Mel byłaby dla niego jedyną przeciwwagą. Niestety jego radość zawsze była tłumiona przez jego przeszłość. Kochał ją nad życie i zrobiłby dla niej wszystko. Poniekąd zrobił. Zniknięcie z jej życia było najlepszym, co mógł dla niej zrobić. Gdyby pozostał zawsze byłaby w niebezpieczeństwie. Jego praca, nawet jeśli ją już porzucił, mogła zawsze wrócić za nim do domu, a na to nie mógł pozwolić. Przez wiele lat nienawidziła go za to. Dopiero rok czy dwa temu udało im się odbyć kilka rozmów, które nieco polepszyły ich stosunki. Niemniej widywali się raz czy dwa razy do roku. Musiał trzymać ją na dystans. Jego obecność była zbyt niebezpieczna.
Dzisiaj może sam sobie zaprzeczył. Jego obecność prawdopodobnie uratowała jej dzisiaj życie. Nie wątpił, że potrafiła o siebie zadbać. W normalnych warunkach pewnie by sobie poradziła. Intruz nie był najwyższych lotów jeśli nawet Magnus na emeryturze wyszedł z tej walki bez większego szwanku. Dzisiaj jednak była ranna, osłabiona. Jej szanse były znikome.
Doskonale rozumiał dualizm ich sytuacji. Wiedział, jak mogła się czuć w jego towarzystwie. Był dla niej zagrożeniem. Widziała już do czego był zdolny. Nawet jeśli oboje nie mieli swoich broni miał przewagę wagi, wzrostu i również doświadczenia. Do tego ciężko zaufać mordercy. Jest to właściwie niemożliwe. Ktoś, kto zabija nie ma żadnych skrupułów. On zdecydowanie zbyt wielu nie miał. Jego kodeks był bardzo elastyczny.
Wiedział jakie mogą nią szarpać emocje. W swojej karierze miał jeden epizod z inną kobietą w ich fachu. Też ze sobą sypiali, czasami nawet spędzali czas. Przez cały ten czas jednak go zwodziła. Próbowała się do niego zbliżyć ponieważ miała na niego kontrakt. Nie miała szans w bezpośrednim starciu, ale będąc wystarczająco blisko... Dostała swoją szansę, a on nosił po niej pamiątkę na swojej skórze po dziś dzień.
Jaką miał gwarancję, że Sierra nie robi tego samego? Żadnej. A jednak... Miała ku temu wiele okazji. Nie zrobiła tego. Gdy ostatnim razem się żegnali to nie był tylko seks. Kiedy zabrakło jej w jego łóżku naprawdę za nią zatęsknił. Nawet kilka razy do niej napisał, czego zazwyczaj nie robił. Zaczęła obracać jego głowę. Zaprzątać jego myśli.
Mógł wyjść w każdym momencie. Został. Chciał się nią zaopiekować. Posprzątać jej dom i warować pod jej sypialnią jak lojalny pies stróż. Nie potrafił jej tak po prostu zostawić z tym wszystkim. Coś ich łączyło. Nawet jeśli był to już tylko czas przeszły. Był jej to winien za cały ten czas, który ze sobą spędzili.
Zauważył jak walczyła ze sobą by przełamać dzielącą ich barierę, lecz ona była silniejsza. Postąpiła słusznie. Jest niebezpieczny i kroczy za nim śmierć. To nie mogło skończyć się dobrze.
Odprowadził ją wzrokiem do korytarza. Nie obawiał się, że ktoś więcej na nią czyha. Nie teraz. Gdy zniknęła już w swojej sypialni zrobił obchód po całej posiadłości. Zabrał swoją własną broń z samochodu oraz bukiet kwiatów, który miał dla niej przygotowany, a nie zdążył go wcześniej wnieść. Znalazł wazon, zalał go wodą i włożył tam bukiet zostawiając go na stole w jadalni.
Nie zamierzając iść dzisiaj spać wziął się za przygotowanie dla niej tej kolacji, po którą właściwie tutaj przyszedł. Znał ją na tyle by wiedzieć, że pewnie zamówiłaby sobie coś średnio pożywnego, a biorąc pod uwagę jej stan przyda jej się coś z dużą ilością białka. Na szczęście większość zakupów przeżyła. Miał cały czas, którego potrzebował więc przygotował jej dziczyznę duszoną z warzywami na bulionie i winie. Danie, które do perfekcji opanowała jego mama. I takie, które łatwo można było odgrzać. Wierzył, że będzie jej smakować.
Resztę nocy spędził warując przy jej łóżku. Robił obchody po domu w różnych odstępach czasowych, lecz resztę nocy spędził w jej sypialni, lecz z daleka od jej łóżka. Widział jej obrażenia, wiedział, że mogła dostać krwawienia wewnętrznego. Wolał się upewnić, że to się nie zdarzy.
Zazwyczaj to ona budziła się pierwsza i uciekała z jego łóżka. Tym razem to on miał okazję popatrzeć jak śpi. Pomimo swoich ran wyglądała tak młodo, spokojnie. Nie posądziłby jej o taki wybór kariery, ale cóż... Można to było powiedzieć po ich obojgu.
Nie chciał jej budzić nawet gdy wstało słońce. Czekał aż sama się obudzi. Poznał już to jak oddycha, kiedy śpi. Wiedział więc kiedy zaczynała się budzić. Nie mówił niczego, nie chciał jej przestraszyć. Siedział oparty o framugę czekając aż otworzy oczy.
- Jak się czujesz? - zapytał gdy zaczęła już mrugać.
Sam zdecydowanie wyglądał na nieco zmęczonego. Dawno już nie zarywał nocek, tym bardziej w taki sposób. Na szczęście wszystko w jej domu wyglądało już jak nowe. Po wczorajszej bójce nie było ani śladu. Sam tego dopilnował patrząc sprzątającym na ręce kiedy gotował.
Sierra Valencia
Dzisiaj może sam sobie zaprzeczył. Jego obecność prawdopodobnie uratowała jej dzisiaj życie. Nie wątpił, że potrafiła o siebie zadbać. W normalnych warunkach pewnie by sobie poradziła. Intruz nie był najwyższych lotów jeśli nawet Magnus na emeryturze wyszedł z tej walki bez większego szwanku. Dzisiaj jednak była ranna, osłabiona. Jej szanse były znikome.
Doskonale rozumiał dualizm ich sytuacji. Wiedział, jak mogła się czuć w jego towarzystwie. Był dla niej zagrożeniem. Widziała już do czego był zdolny. Nawet jeśli oboje nie mieli swoich broni miał przewagę wagi, wzrostu i również doświadczenia. Do tego ciężko zaufać mordercy. Jest to właściwie niemożliwe. Ktoś, kto zabija nie ma żadnych skrupułów. On zdecydowanie zbyt wielu nie miał. Jego kodeks był bardzo elastyczny.
Wiedział jakie mogą nią szarpać emocje. W swojej karierze miał jeden epizod z inną kobietą w ich fachu. Też ze sobą sypiali, czasami nawet spędzali czas. Przez cały ten czas jednak go zwodziła. Próbowała się do niego zbliżyć ponieważ miała na niego kontrakt. Nie miała szans w bezpośrednim starciu, ale będąc wystarczająco blisko... Dostała swoją szansę, a on nosił po niej pamiątkę na swojej skórze po dziś dzień.
Jaką miał gwarancję, że Sierra nie robi tego samego? Żadnej. A jednak... Miała ku temu wiele okazji. Nie zrobiła tego. Gdy ostatnim razem się żegnali to nie był tylko seks. Kiedy zabrakło jej w jego łóżku naprawdę za nią zatęsknił. Nawet kilka razy do niej napisał, czego zazwyczaj nie robił. Zaczęła obracać jego głowę. Zaprzątać jego myśli.
Mógł wyjść w każdym momencie. Został. Chciał się nią zaopiekować. Posprzątać jej dom i warować pod jej sypialnią jak lojalny pies stróż. Nie potrafił jej tak po prostu zostawić z tym wszystkim. Coś ich łączyło. Nawet jeśli był to już tylko czas przeszły. Był jej to winien za cały ten czas, który ze sobą spędzili.
Zauważył jak walczyła ze sobą by przełamać dzielącą ich barierę, lecz ona była silniejsza. Postąpiła słusznie. Jest niebezpieczny i kroczy za nim śmierć. To nie mogło skończyć się dobrze.
Odprowadził ją wzrokiem do korytarza. Nie obawiał się, że ktoś więcej na nią czyha. Nie teraz. Gdy zniknęła już w swojej sypialni zrobił obchód po całej posiadłości. Zabrał swoją własną broń z samochodu oraz bukiet kwiatów, który miał dla niej przygotowany, a nie zdążył go wcześniej wnieść. Znalazł wazon, zalał go wodą i włożył tam bukiet zostawiając go na stole w jadalni.
Nie zamierzając iść dzisiaj spać wziął się za przygotowanie dla niej tej kolacji, po którą właściwie tutaj przyszedł. Znał ją na tyle by wiedzieć, że pewnie zamówiłaby sobie coś średnio pożywnego, a biorąc pod uwagę jej stan przyda jej się coś z dużą ilością białka. Na szczęście większość zakupów przeżyła. Miał cały czas, którego potrzebował więc przygotował jej dziczyznę duszoną z warzywami na bulionie i winie. Danie, które do perfekcji opanowała jego mama. I takie, które łatwo można było odgrzać. Wierzył, że będzie jej smakować.
Resztę nocy spędził warując przy jej łóżku. Robił obchody po domu w różnych odstępach czasowych, lecz resztę nocy spędził w jej sypialni, lecz z daleka od jej łóżka. Widział jej obrażenia, wiedział, że mogła dostać krwawienia wewnętrznego. Wolał się upewnić, że to się nie zdarzy.
Zazwyczaj to ona budziła się pierwsza i uciekała z jego łóżka. Tym razem to on miał okazję popatrzeć jak śpi. Pomimo swoich ran wyglądała tak młodo, spokojnie. Nie posądziłby jej o taki wybór kariery, ale cóż... Można to było powiedzieć po ich obojgu.
Nie chciał jej budzić nawet gdy wstało słońce. Czekał aż sama się obudzi. Poznał już to jak oddycha, kiedy śpi. Wiedział więc kiedy zaczynała się budzić. Nie mówił niczego, nie chciał jej przestraszyć. Siedział oparty o framugę czekając aż otworzy oczy.
- Jak się czujesz? - zapytał gdy zaczęła już mrugać.
Sam zdecydowanie wyglądał na nieco zmęczonego. Dawno już nie zarywał nocek, tym bardziej w taki sposób. Na szczęście wszystko w jej domu wyglądało już jak nowe. Po wczorajszej bójce nie było ani śladu. Sam tego dopilnował patrząc sprzątającym na ręce kiedy gotował.
Sierra Valencia