Strona 2 z 2

3. pawn to d4

: ndz maja 03, 2026 9:13 pm
autor: anthony bellore
Bellore prychnął pod nosem.
Zazdrościł jej. Co prawda – tak naprawdę nie wiedział czego, bo Love – tak jak blefować czy robić sobie z niego żarty, równie dobrze mogła po prostu ciągle pozostawać idealistką i wierzyć w dobrą wolę podobnych jemu ludzi albo że zmieniała świat, ale… Zazdrościł jej. Zazdrościł jej możliwości wyboru, prawa do naiwności albo wiary w to, że napisze historię na nowo i zapału, a może nawet nieograniczonych możliwości, braku zobowiązań i czasu. Redaktor Roderick ciągle mogła bowiem zrobić ze swoim życiem absolutnie wszystko. Gdyby z dnia na dzień zdecydowała, że to odpowiednia pora, aby zacząć od nowa, to Toronto nie mogłoby jej przed tym powstrzymać. Anthony był już za to uwiązany. I właśnie dlatego musiał brnąć w tę hucpę ze sportowym telefonem i tej swojej groteskowej fantazji o byciu nowym wcieleniem młodego Mike’a Corleone.
Zawsze chciałem taki mieć. Ty nie? – Zapytał. Kiedy odwróciła głowę, był prawie pewien, że próbowała ukryć rozbawienie tą sytuacją (i to da mu do myślenia za parę minut), ale udało mu się przetrwać tę kompromitację i sam też ugryzł się w język. Innym razem zapyta, czy to naprawdę wyglądało aż tak głupio. Albo przynajmniej taką miał nadzieję. – Kilku podopiecznych fundacji zajmuje się ochroną. Również prywatności. – Bellore był świetnie przygotowany do rozmów o tego typu usługach ze względu na wątpliwą reputację żołnierzy, którzy trudnili się działalnością kontraktorską, natomiast Love była mu zbyt bliska, żeby mydlić jej oczy odwróconą psychologią i bzdurami tego typu. Machnął ręką. – W każdym razie… Może być "nienamierzalny", jeśli nie zaczniesz się podpisywać imieniem i nazwiskiem, używać domowego wifi i tak dalej, więc… Pilnuj BHP, okay? – Dokończył bardziej z troską niż protekcjonalnie; miękko. Nawet gdyby miała podjąć decyzję, z której nie byłby do końca zadowolony, to ten telefon miał sporą szansę się jej przydać w przyszłości. Ona też kiedyś się uwiąże i będzie musiała działać w cieniu.
Nie jest międzynarodowa. – Machnął ręką niemal zniesmaczony, wyraźnie krzywiąc się na twarzy. Możliwe, że od zawsze na tym polegał jej talent do owijania sobie go wokół palca, bo Anthony zrobił pauzę tylko po to, żeby popatrzeć jak zagryzała wargi posłać jej wymowne spojrzenie. – Po prostu trend z zagranicy dotarł do nas i my też szukamy kozła ofiarnego. Tylko tak, żeby nikomu nie zaszkodzić – Wzruszył ramionami. – Nie mogę ci pokazać wszystkich kart, dopóki nie obstawisz. Wiesz o tym – rzucił krótko i sugestywnie, jakby nie chciał jej pozostawić choć odrobiny miejsca na negocjacje. One nie istniały; przynajmniej nie w tym momencie. – Przecież ja się nie zbliżę do tego dokumentu. Zapomnij o tym. Do tego jest ten telefon. – Pokazał palcem na „wystawkę” z elektroniką i gorzko zaśmiał się pod nosem. – Jestem zdesperowany, ale nie aż tak – dokończył, posyłając jej porozumiewawczy uśmiech. Chyba nawet nieźle mu wychodziło to biznesowe podejście. Był z siebie dumny.
Był z siebie dumny również dlatego, że niczego nie zepsuł, kiedy Love postanowiła wyjść z kościoła. Poza tym bowiem, że obrzucił ją spojrzeniem, Anthony ani drgnął i pozwolił jej się oddalić. To mogło działać tylko w ten sposób – higienicznie, bez pola do nadinterpretacji, sucho. Love też zdawała się to rozumieć.
Tego nie mogę obiecać – odezwał się dopiero, odliczywszy siedem czy osiem stuknięć obcasa o marmurową posadzkę, a potem uśmiechnął się do siebie półgębkiem, kiedy zauważył, że kolejny postawiła z drobnym opóźnieniem; jakby się zawahała i przystanęła w miejscu, zanim zdecydowała, że jednak „wystarczy” i poszła dalej. Nic więcej nie musiała już robić ani dodawać. Jemu też wystarczało.

Love Roderick

/ztx2 i guess