ODPOWIEDZ
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

3.


Obrazek


Mój pra-pradziadek zbudował ten kościół. – Anthony mruknął na powitanie zachrypniętym półszeptem, gdy drewniana ławka cichutko skrzypnęła, uginając się pod ciężarem kobiecego ciała. Choć siedział z głową zadartą ku górze i nie zerknął w jej stronę, wiedział, że to Love. Poznał ją po zapachu perfum i rytmie, który wygrywała, stukając obcasami po kamiennej posadzce. Stawiane przez nią kroki niosły się soczystym echem po pustej świątyni, a panujący w niej półmrok nadawał im wręcz filmowego charakteru. Bellore był z tej inscenizacji bardzo dumny. – Z zawodu był kamieniarzem, ale Włochów zatrudniali wtedy tylko na budowach albo w rzeźniach, więc… Mieszał zaprawę, jeździł taczką, kładł posadzki, wstawiał okna i tak dalej. W starym kraju czasem zaciągał się na pomocnika, tutaj po dwóch tygodniach zrobili go kierownikiem całej budowy. A on dopiero zaczynał mówić po angielsku – snuł dalej, nadal ze skupieniem wodząc spojrzeniem po sklepieniu z piaskowca. Podświetlone jedynie namiastką wpadającego przez witraże światła ulicznych lamp nie prezentowało się teraz w całej okazałości, ale spowite cieniem nabrało tajemniczej aury i przykuwało uwagę. Fascynowało. Anthony za rzadko tu przychodził.
Zwykle bywał tu bowiem jedynie, kiedy wpadał w jakieś tarapaty. Nie dlatego, że był kolejnym wyznawcą powiedzonka „jak trwoga, to do Boga”, ale ponieważ czuł się tu… Bezpiecznie. Oficjalnie – ze względu na rodzinne więzi i poczucie rzekomej „bliskości”; w praktyce – bo znał się z proboszczem i mógł zawsze liczyć na jego wsparcie, radę czy dyskrecję, a także domowy makaron i szklankę wina. Zgarniając z talerza tłusty sos pomidorowy, za każdym razem czuł się trochę jak młody Michael Corleone kilka godzin po zamachu na Vito. Podejmował właśnie decyzję, o którą (tak sobie wyobrażał) nikt go nie podejrzewał, a za którą miały iść wielkie rzeczy i jeszcze większe konsekwencje, w pełni przekonany o tym, że to jedyne wyjście. Potrzebował tylko kogoś, kto podłoży rewolwer w Louie’s.
(I prawdopodobnie dlatego ktoś wreszcie powinien się zainteresować jego głową.)
Przyszłaś. – Powiedział i wreszcie obrzucił ją spojrzeniem. Na jej miejscu mniej więcej w tym momencie zacząłby się irytować tymi półsłówkami, enigmatyczną gadką i tak dalej, ale Love miała znacznie większe pokłady cierpliwości. Zwłaszcza do niego. – Oglądasz czasem telewizję? – Zapytał niby przewrotnie, ale to było wręcz oczywiste, do czego pił. Wbrew pozorom jednak – wcale nie czerpał z tego satysfakcji. – Ja tak, bo moja żona ogląda. Ma jedną ulubioną prezenterkę z CBC, ale coraz rzadziej widuje ją w wieczornych programach. Zadała sobie trud i zaczęła liczyć. Jak myślisz, na piętnaście ostatnich, w ilu wystąpiła? – Urwał. Jeszcze przez chwilę przyglądał się jej twarzy, a potem znów odwrócił wzrok. Mimo wszystko – nie chciał jej stawiać pod ścianą. Przynajmniej nie w tych okolicznościach. On też wolałby przeżywać w samotności. Choć zachowanie pozorów, że miał przewagę, na pewno nie mogło mu zaszkodzić.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Dwie wiadomości od Bellore w bardzo krótkim czasie… nie zdawała sobie sprawy ile może zmienić jedno spotkanie w windzie. Przez chwilę wpatrywała się w wiadomość z lokalizacją, ale nie była pewna, czy to dobry pomysł. Szczerze mówiąc była rozdarta. Bo z jednej strony wiedziała, że nie powinni tego ciągnąć niezależnie od kierunku, w którym to zmierzało, a z drugiej była ciekawa. Cholernie ciekawa.
Nic więc dziwnego, że na miejscu pojawiła się kilkanaście minut później niż powinna, bo do samego końca myślała nad zignorowaniem tego spotkania, wykreśleniem jego numeru telefonu i powrotem do rzeczywistości, w której Anthony Bellore był po prostu jednym z wielu kanadyjskich polityków, których miała okazję spotkać w swojej pracy. Nie było nic, co czyniłoby go specjalnym… nic poza tym jednym spotkaniem, gdy przekroczyli wszystkie możliwe granice. I teraz już nie było odwrotu, musieli ponosić tego konsekwencje. Ona musiała ponosić tego konsekwencje. Może wszechświat się na niej za to wszystko mścił? A może to klimat tego nieszczęsnego kościoła sprawiał, że zaczynała myśleć o jakiejś sile wyższej.
I dlatego do cholery spotykał się z nią w pieprzonym kościele? Oh. Kościele wybudowanym przez jego prą-pradziadka. Nie skomentowała tego. Nie prychnęła. Właściwie nawet jakoś bardzo mocno nie rozglądała się po wnętrzu świątyni… zerknęła krótko na Anthony’ego, a zaraz po tym przeniosła wzrok przed siebie. Prosto na ołtarz. Wybacz Panie, bo zgrzeszyłam. Szlag.
Nieprzyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa z dwóch powodów. Po pierwsze wspomnienie Kimberly stało się problematyczne od momentu, w którym ją poznała. Po drugie… mówił o niej, o jej pracy, o tej cholernej ławce rezerwowej, na którą została usadzona, chociaż nie wiedziała, co było tego powodem. Na ułamek sekundy zacisnęła wargi w cienką linię, ale nie spojrzała na niego. Nie od razu. Potrzebowała sekundy albo dwóch…
- Sześciu. - odpowiedziała starając się zabrzmieć beznamiętnie jakby nie robiło to na niej większego wrażenia. Mniej niż połowa… to bardzo, bardzo uderzało w jej dumę oraz ego. Zabawne, bo Bellore był jedną z niewielu osób na świecie, które wiedziały jak bardzo. Znał ją i znał jej ambicje - I dlatego tutaj jesteśmy? Chcesz coś z tym zrobić? Dla swojej żony? - wreszcie odwróciła głowę w jego stronę, odnalazła męskie spojrzenie i wwiercała się w niego intensywnie. Wzrok szybko przyzwyczaił się do panującego w środku półmroku i doskonale widziała jego twarz. Miał plan, a ona była jego częścią… nie wiedziała tylko jak ważna.
I co chciał w ten sposób osiągnąć. Bo na pewno nie chodziło o Kimberly.
A już na pewno nie chodziło o nią.


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor


Dlaczego do cholery spotykał się z nią w pieprzonym kościele?
To akurat bardzo proste. Diabeł ubrał się w ornat i zadzwonił ogonem na mszę.
Anthony Bellore wybrał się na klasyczny ego-trip, a Love Roderick miała mu w nim towarzyszyć. Odbudowę imperium trzeba było kiedyś zacząć, a skoro jego fundamentem była krucha, męska pewność siebie, to taki żenujący pokaz siły wydawał się być odpowiednim posunięciem. Nie było w tym nic osobistego (albo przynajmniej nic, do czego chciałby się przyznać), ot - raczej chłodna kalkulacja z minimalizacją ryzyka i maksymalizacja zysków w tle, ale to przecież oczywiste, że gdyby (nomen omen) nic osobistego ich w przeszłości nie łączyło, to nigdy nie wysłałby jej tej pinezki. Diabeł w ornacie potrzebował diabła, którego już dobrze znał.
Redaktor Roderick bowiem wcale się nie myliła. Tony miał plan, do którego wykonania jej potrzebował, a potrzebował jej dlatego, bo odznaczała bardzo dużo punktów z listy cech kandydata idealnego. Była, tak mu się zdawało, w potrzebie, miała dużo większe ambicje, niż życzyliby sobie tego jej przełożeni albo koledzy po fachu, chciała im wszystkim coś udowodnić, a na dodatek miała pretensje do mniej więcej tych samych facetów, którym głowy planował ściąć on. I co najważniejsze – w jej łazience wisiało lustro, w którym robiła sobie całkiem ładne zdjęcia ufał jej. Może nie ślepo i całym swoim życiem, bo w ten sposób nie patrzył nawet na własną żonę, ale jej dojrzała postawa wystarczała mu, żeby to właśnie jej podał dłoń i zaprosił do rozmowy o interesach.
Sześć z piętnastu. – Prychnął. – Ingram trafia sześć z piętnastu i dziesięć minut po meczu dzieciaki z tiktoka każą mu spieprzać do Chin. – Wyolbrzymiał, to więcej niż oczywiste, zresztą sensu w tej alegorii też zbyt wiele nie było, ale hej – póki co zależało mu jedynie na podrażnieniu jej ambicji. Na fakty i logikę jeszcze przyjdzie czas. – A ty nie chcesz? – Ożywił się. Ha! Wystawiła mu na pustą czy tak dobrze ją znał? A może jedno i drugie? W każdym razie – drzwi się uchyliły, a on postawił nogę w progu. – Jeśli nie chcesz, to… – Wzruszył ramionami. Jeszcze przez chwilę przyglądał się jej twarzy, a potem znów zadarł głowę i wbił wzrok w sklepienie. Szczerze? Dopuszczał do siebie, że Love po prostu wstanie i sobie pójdzie, dlatego odliczając w myślach kolejne sekundy, czuł stresik i dopiero po piątym czy szóstym mississippi, które przesiedziała w bezruchu, uznał, że się udało.
Dla ciebie też chcę. – Powiedział krótko, odrobinę zażenowany wagą aż tak daleko idącego wyznania i dopiero wtedy opuścił na nią wzrok. Nie powinien już lubić tego profilu. – Wyłącz telefon – polecił szorstko, obniżając ton głosu. – I zapasowy dyktafon też.
Miał do niej za duży respekt, żeby lekceważyć jej warsztat, dziennikarski nos czy spryt. Nagrywanie, tym razem, nie wchodziło w grę. Cała trójka, która miała wysłuchać tej rozmowy, była już na miejscu.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Siedząc z nim w tym kościele i dyskutując o tym w ilu wieczornych programach ostatnio wystąpiła zdała sobie sprawę, że… jest źle. Bardzo źle. Bo zaczynali widzieć to ludzie, którzy wcale w branży nie siedzieli i to na pewno nie pomoże jej w karierze. Teraz zauważali, że jej nie ma, ale później zapomną o jej istnieniu i w rezultacie jej gwiazda zapaliła się jasno, ale bardzo szybko zgasła. Zacisnęła mocniej dłoń na krawędzi kościelnej ławki i obiecała sobie, że do tego nie dopuści. Nie zamierzała się poddać. Nie zamierzała rezygnować z kariery, o którą tak bardzo walczyła.
Podświadomie zgodziła się na plan Bellore jeszcze zanim go poznała.
Czy mu ufała? I tak, i nie… koniec końców miał do stracenia jeszcze więcej niż ona, bo nie tylko karierę ale także rodzinę. Więc z jednej strony czuła, że gdyby zaczęło się sypać i zrobiłoby się niebezpiecznie - rzuciłby ją na pożarcie rekinom, walczył o własną reputację i zrobił z niej tą najgorszą, a w to opinia publiczna bardzo chętnie by uwierzyła. Opinia publiczna kocha nienawidzić młode i ambitne kobiety. Ale on musiał czuć, że pociągnęłaby go ze sobą na dno. Nie miałaby skrupułów, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Musieli sobie zaufać. Czy tego chcieli, czy nie.
Ona chciała.
Przymknęła na krótką chwilę powieki, a jego słowa przez moment rozbijały się z tyłu jej świadomości. Dla niej też tego chciał. Coś w jego głosie i w sposobie jaki to powiedział sprawiało, że była skłonna mu uwierzyć. Powoli odwróciła głowę w stronę Tony’ego i ich spojrzenia wreszcie miały okazję się spotkać. Dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa. Tak jak on nie powinen lubić jej profilu, tak ona nie powinna lubić tej twarzy, tego spojrzenia. Jego.
- Spotkania w hotelu były wygodniejsze. Bez ubrań trudno kogoś podejrzewać o podsłuch. - rzuciła cicho, gdy wyjęła telefon z kieszeni płaszcza, wyłączyła go i położyła na ławeczce na widoku przed nimi - Nic więcej nie mam. Musisz w to uwierzyć. - wróciła do niego spojrzeniem, a brew lekko drgnęła jej do góry. Chciał z nią na ten temat dyskutować? Czy faktycznie uwierzy? Nie była przygotowana, nie wiedziała czego miało dotyczyć to spotkanie, nie pomyślała czego może się po nim spodziewać. Tym bardziej, że nawet nie miała pewności, czy do tego przeklętego kościoła wejdzie. Do ostatniej chwili sama sobie nie wierzyła. A teraz? Ani razu nie zwątpiła, że chce wziąć w tym udział… niezależnie od konsekwencji.
- Mój powrót do łask i na antenę to jego, ale kto podpadł tobie Bellore? - dla niej by nie ryzykował. Nie była pewna, czy zaryzykowałby dla własnej żony. Musiało chodzić o niego.


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Opinia publiczna pewnie kocha nienawidzić kobiety młode, ambitne i piękne, ale biali, heteroseksualni mężczyźni to cel równie łatwy; zwłaszcza ci z przeszłością w wojskowości i poglądami (przynajmniej tymi deklarowanymi publicznie) niekoniecznie wpisującymi się we współczesne trendy. Ba – biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, Anthony miał pewnie większy potencjał od redaktor Roderick na zostanie generacyjną piñatą dla całego kraju, ale wbrew pozorom wcale tak bardzo się tego nie obawiał. Na szali leżało bowiem znacznie więcej niż jakiś tam skandal obyczajowy, popsuta reputacja, złamany życiorys czy skrzywdzona rodzina.
Bellore prawdopodobnie nie miał prawa wciągać Love w tę swoją małą, prywatną vendettę i co więcej – chyba nawet zdawał sobie z tego sprawę. Z obiektywnego punktu widzenia dostrzegał, że ryzyko, jakie miałaby podjąć, było raczej nieadekwatne do nagrody, którą miała otrzymać. Powinęła jej się noga, to fakt, i wpadła w trochę gorszy okres swojej kariery, ale ciągle była bardzo młoda i nadal miała mnóstwo czasu, żeby najpierw wrócić na swoje miejsce, a potem zrealizować całą resztę swoich marzeń czy ambicji. Anthony – tak mu się zdawało – proponował najwyżej przyśpieszenie tego procesu, ale tylko pod warunkiem, że wszystko ułoży się dokładnie tak, jak sobie to wyobrażał. I chociaż liznął pola walki, a więc wiedział, że nawet najlepsze plany biorą w łeb po pierwszym pociągnięciu za spust, to czuł, że mimo wszystko należało to zrobić. Love nie zasługiwała na ławkę rezerwowych.
Bez ubrań byś tyle nie mówiła. – Anthony uśmiechnął się triumfalnie, ale ponieważ nieustannie obserwował ją kątem oka, to szybko dotarło do niego, że rzuciła to mimochodem i że przedwcześnie się tym zachłysnął; tym, czymkolwiek było to, co sobie dopowiedział, a czego sobie dopowiadać już nie powinien. – Nie muszę, ale wierzę – odparł krótko i z przekąsem, szukając przy tym wzrokiem jej spojrzenia, jakby to w tęczówkach miała mieć zapisane, czy mówiła prawdę, czy jednak powinien być bardziej czujny. Wyciągnął z kieszeni telefon, na jej oczach go wyłączył i jej wzorem odłożył go na ławkę przed nimi. – To nie będzie nam potrzebne. On słucha – dodał, kiwnąwszy głową ni to w stronę ołtarza, ni w górę, żeby niby podkreślić wagę tej rozmowy, choć czuł, jak bardzo absurdalnie musiało to wyglądać z jej perspektywy.
Ale co zrobić – przedstawienie musi trwać.
Nikt mi nie podpadł. Ja po prostu zasługuję na więcej – stwierdził sucho, jakby chodziło o najbardziej oczywistą oczywistość tego świata. Skłamałby jednak, gdyby powiedział, że to pytanie po nim spłynęło i że nie połechtała nim jego zakurzonego ego. Dobrze było być w pozycji, w której ktoś mógł mu podpaść. I w której mógł z tym kimś coś zrobić. Bo przecież o to jej chodziło? – Ale jeśli musisz wiedzieć, to nie pozwolę sobie zniszczyć kariery byle jakiemu chłystkowi. Ty też nie powinnaś – dodał. Był trochę bezczelny, wciąż wpatrując się w jej twarz, ale chciał w niej rozbudzić dawne zaufanie i tymczasowo miał do tego wyłącznie kontakt wzrokowy. Poza tym, o zgrozo, to nadal była cholernie ładna twarz. – Chodzi o szarą strefę, Love. Tak bardzo szarą, że prędzej czy później będziesz musiała odpowiedzieć na parę pytań agentom CSIS. W roli świadka, ale jednak, więc jeśli już teraz czujesz, że chcesz pójść do domu, to zrozumiem. – Tu urwał i dokładnie, zresztą, jak sobie zaplanował, odwrócił od niej wzrok, żeby mogła podjąć decyzję w przynajmniej namiastce samotności; bez wścibskiego i ponaglającego spojrzenia.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Biali, heteroseksualni mężczyźni o prawicowych poglądach mimo wątpliwej przeszłości i z zarzutami kryminalnymi potrafili być wybierani na prezydentów, więc może i po największym skandalu obyczajowym Anthony miałby szanse na ciepła posadkę w polityce. Ona w porywach po latach mogłaby napisać książkę o tym okresie w swoim życiu, ale i tak marne szanse, że przebiłaby się do mainstreamu, w opinii Love Roderick - wchodząc do tego kościoła o umówionej godzinie ryzykowała dużo bardziej. Ale może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i po prostu patrzyła na wszystko ze swojej perspektywy. Uparcie na przykład ignorowała (albo starała się ignorować) fakt istnienia Kimberly oraz tego, że w domu czekały na niego dzieci. Na boga… najstarsze z nich były niewiele młodsze od Love.
Dlaczego więc wspomnienie o spotkaniu w hotelu przyszło jej tak łatwo? Dlaczego jego komentarz o ty, że wtedy tak dużo by nie mówiła - skwitowała drżeniem kącika ust w kierunku uśmiechu. I tylko resztką zdrowego rozsądku powstrzymała się przed pociągnięciem tematu. Bo przecież nie musiała mówić, żeby wiedział, co w danej chwili czuła. Wtedy. Gdy spędzali noce w hotelach rezerwowanych na przypadkowe nazwiska, żeby nikt ich nie skojarzył. Szlag.
Doceniła, że również wyłączył telefon. Spojrzała na niego przez moment i uderzyła w nią ciekawość… ale może później. Teraz musiała się skupić na tym, co do niej mówił. Na czym miał polegać jego plan. Kontakt wzrokowy jej nie przeszkadzał, sama wpatrywała się w męską twarz intensywnie i bez grama skrępowania. Na to nie było już między nimi miejsca.
- Świetnie… w sprawie o szpiegostwo albo spisek jeszcze udziału nie brałam - rzuciła niby żartobliwie, ale jednak zachowała całkowitą powagę. Powieka jej nawet nie drgnęła, zagryzła jedynie na krótką chwilę wargę. Zawsze to robiła, gdy się nad czymś zastanawiała, zupełnie nieświadomie - Tym bardziej, że i tak raczej niewiele miałabym im do powiedzenia, prawda? Anonimowy informator. Nigdy się z nim nie spotkałam. Nigdy nic mnie z nim nie łączyło. - nadal nie wiedziała, czego miałaby dotyczyć ta sprawa i czego miałaby być świadkiem, ale zasady były zawsze takie same. Dlatego jej zaufał, prawda? Dlatego to tak długo dobrze funkcjonowało. Ich znajomość również znajdowała się w szarej strefie. Na moment przeniosła wzrok na swoje dłonie i milczała. Podejmowała decyzje, a cisza w kościele aż dzwoniła w uszach.
- Nie chcę iść do domu. - odpowiedziała w końcu, wracając spojrzeniem do oczu Anthony’ego - I więcej nie zabieraj mnie do kościoła skoro i tak skończymy w piekle, Bellore.


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Niestety – ten pociąg definitywnie odjechał mu, kiedy Macaulay Culkin odkrył kokainę i przestał być Kevinem, bo taki background faktycznie wymaga chociaż jednego względnie pozytywnego akcentu w życiorysie i na zagranie w tym filmie było już za późno. Ostatecznie jednak pewnie miała rację, że to Anthony’emu byłoby łatwiej spaść na cztery łapy. Nie ma bardziej konserwatywnej rzeczy od zdradzania swojej żony (bonusowe punkty za bycie przy nadziei), a że z panną niemal w wieku najstarszej córek? Cóż – no właśnie; przynajmniej z panną, a nie panem (choć może akurat tym się wyróżniał, rozkminka), i to z takim face-cardem, że jego hashtag z tiktoka mógłby nabrać nowego znaczenia. A jakby jeszcze wziąć tych parę odznaczeń i historii, które zasłyszał od bardziej doświadczonych żołnierzy, to w najgorszym układzie mógłby poprowadzić jakiś podcast dla najbardziej męskich samców alfa.
No, ale to nie wchodziło w grę. Po pierwsze dlatego, że – duh – Anthony Bellore w ogóle nie dopuszczał do siebie porażki, a po drugie, ponieważ gdyby do niej doszło, to znalezienie sobie nowego zajęcia byłoby najmniejszym z jego problemów. Wybierałby wszak najwyżej między leżeniem i siedzeniem na więziennym koju. Wizja, w której wszystko miałoby zażreć była zdecydowanie przyjemniejsza. Zarówno dla niego, jak i dla niej. I to niekoniecznie ze względu na wizyty w hotelach, jak za starych dobrych czasów.
Tymczasowo trudno było jednak o tym myśleć. Anthony nadal musiał sprzedać jej pomysł na rolę, którą miała odegrać w zaplanowanym przez niego przedstawieniu i choć był pewny, że ostatecznie mu się uda (to nic osobistego, on po prostu bywał delulu i za bardzo w siebie wierzył), to jednak zdawał sobie sprawę z tego, że czekała go trudna przeprawa. Love Roderick nie można było lekceważyć.
Od razu o szpiegostwo. – Żachnął się teatralnie. – Powinienem znowu zapytać, dlaczego tak źle o mnie myślisz? – Przekrzywiając głowę w jej stronę, obrzucił ją przelotnym spojrzeniem i blado uśmiechnął się pod nosem. – Nie będzie żadnego anonimowego informatora.Przynajmniej na razie, ale o tym jeszcze nie musiała wiedzieć. Jeśli smutni panowie faktycznie ją odwiedzą, to będzie brzmiała wiarygodniej, znając tylko swój kawałek prawdy; swoje kwestie. Anthony grał teraz kartą zaufania i liczył, że tym razem mu wystarczy, ale jednocześnie wiedział, że Love nie była byle naiwniaczką, że potrafiła czytać między wierszami i że lubiła wiedzieć więcej od innych. – Jest taki jeden, konkretny dokument, który ma szansę ujrzeć światło dzienne najwcześniej dopiero za sześć lat. I jakby to powiedzieć? To… Za długo. Nie warto tyle czekać – powiedział spokojnie, intensywnym spojrzeniem uważnie studiując jej twarz. Ta jego raczej nie zdradzała zbyt wielu emocji, ale jeśli pamiętała ten konkretny grymas, to musiała też kojarzyć, że to zwykle była cisza przed burzą.
Obawiam się, że nic lepszego nas nie czeka. – Uśmiechnął się gorzko, ale jednocześnie jakby z błyskiem, którym można było ten gnuśny wniosek odsunąć. – Nie rozumiem, jak mogli cię odsunąć dla tych bałwanów – wyznał trochę zbyt odważnie, czego szybko pożałował. – Nie, wcale nie powiedziałem tego dlatego, że próbuję cię namówić do popełnienia „prawie przestępstwa”. Po prostu zawsze lubiłem, jak mówisz – urwał, nadal wpatrując się w jej oczy, choć tym razem czuł się z tym… Dziwnie; dziwniej niż kiedyś. Nie powinien nawet myśleć w ten sposób. I ze względu na Kimberly, i ze względu na ten "plan".
Anthony złapał za niewielką, papierową torbę z jakiegoś fastfoodu (bardziej po frytkach i coli, niż dużym zestawie) i położył ją na ławce przed Love, tuż obok jej telefonu.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”