Strona 2 z 2

everyday, you lose the trail

: pt cze 19, 2026 11:09 pm
autor: Jude Iverson
Wydawał się nieobecny - zupełnie, jakby deszcz słów cicho spływał osuwając się po krawędzi jego świadomości, zupełnie, jakby zgaszone węgle jego źrenic stopiły się z niewyraźną, mętną akwarelą wieczoru, zupełnie, jakby nie czuł potrzeby, aby w tej chwili mówić, mimo, że presja całej, dziejącej się sytuacji próbowała wywołać go do złożenia niezbędnej odpowiedzi. Milczał jak oskarżony który nie próbuje się przyznać do wykroczenia ani jemu zaprzeczyć, milczał, tak jak osoba której na niczym teraz naprawdę nie zależy. Nigdy nie czuł potrzeby, że miałby kogoś nawrócić. Nie skrywał w sobie tęsknoty, by ktokolwiek podzielał jego sposób patrzenia w jakim umieszczał świat. Jej przekaz bez przerwy tlił się, atakując go żarem swoich głosek. Poczuł, jak go parzyły. Co teraz? Napięcie niemal bez przerwy szurało po jego gardle. Co teraz? Co miałby jej odpowiedzieć?
- Heh. Gadanie - parsknął jedynie, patrząc na swoje ręce, na łuk przyciętych paznokci. Był dużo prędzej z m ę c z o n y tym wszystkim niż poirytowany. Nie gniewał się na kobietę, choć wiedział, że nie ma najmniejszego zamiaru wdawać się z nią w dyskusję. Powiedziała, co myśli, a on z kolei nie czuł w sobie takiego obowiązku. Nie wiedział, co mogła odczuć osoba w momencie, gdy umierała. Nikt nie mógł tego określić.
- Myślałem, że rozmawiamy o czymś zupełnie innym - ośmielił się później wytknąć. Tak, doskonale wiedział, wszystko zależało od roli, od osoby, od czasu i od różnych wydarzeń. Kątem spojrzenia znów uchwycił jej twarz. Znajdowała się bliżej, przekraczając dzielącą ich odległość. Dystans był bardzo miękki i wydawał się w tym momencie być iluzją. W nocy, takiej jak ta, nic nie wydawało się przeszkadzać, nawet fantazje dotyczące zadanych, ziejących boleścią ran. Nie - nieznajoma pod tym określonym względem nie była wynaturzeniem. Miała w sobie coś znacznie bardziej niespotykanego - była szczera, nie bojąc się mówić tego co bardzo często ukrywało się w głowach innych ludzi. Otwartość, z jaką to okazała, była
fascynująca.
- Idąc tym tropem, będziesz w stanie nadać wszystkiemu jakąś wartość - nawet śmieciowi na chodniku, dopowiedział złośliwie w swoich myślach. Zrozumiał nagle, jak wszystko jest ulotne i zależne. Czuł, że utknęli jako ludzie w więzieniu wyjątkowości, w przeświadczeniu, że wszystko ma swoją głębię, że wszystko ma mnogość znaczeń. Sam został wytresowany do tego stopnia że niczego już teraz nie podważał. Nie umiał nawet zrozumieć, jaką odgrywał rolę, rozumiał tylko, że mógł być bliżej niż inni, bliżej człowieczeństwa w tej prostej, surowej formie.
- Pozostaje pytanie - kontur jego warg zadrżał, rozniecając kolejny, zwinny, przekorny grymas - co tak naprawdę ma znaczenie? - jego głos przebijał się zdecydowanie wyraźniej niż poprzednio. Jej piękne słowa pozostały słowami, ale on potrzebował czegoś więcej. Potrzebował wartości. Powiedz mi ostatecznie co z tego jednak wynika. Powiedz mi znacznie więcej.
- Plama krwi? Czyjaś radość? Żałoba? Jesteśmy - odczekał - niezwykle samolubni - twierdząc, że to, co czujemy, może mieć jakiś wpływ. Satysfakcja mordercy, przykrość lekarza czy smutek osób bliskich. Wszechświat w tej jednej chwili
nawet się nie zająknął.

Isobel Cameron