Strona 2 z 2

006. divorce papers have arrived, bitches

: pt kwie 24, 2026 11:28 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Pilar jako policjantka może i była po serii kursów z pierwszej pomocy, może wiedziała jak się zachować w wielu sytuacjach, jednak na żadnym z tych szkoleń nie mówiono co zrobić, kiedy ktoś dostanie z korka w czoło i popierdoli mu się w mózgu. Z pewnością był to case jeszcze nie do końca rozpracowany przez lekarzy, więc jakim prawem oni mogli wiedzieć co robić? Nie mogli i nie wiedzieli.
Szyli na bieżąco.
A przynajmniej ona, kiedy zaczęła Noriedze nawijać o tym, jak to powinno się przywołać jakieś silne wspomnienia związane z ich duetem, przy okazji wyskakując z pocałunkiem. Chociaż osobiście nie chciała tego oglądać, tak akurat mogłoby to rozjaśnić naprawdę wiele, bo nawet gdyby William tylko udawał i chciał ich nastraszyć, sam by się obrzydził i od razu byłoby wiadomo co i jak. Tego jednak nie było im dane sprawdzić, bo pierwszy obrzydził się Madox.
Co fu?! To twój mąż — czy ona naprawdę użyła tego zdania i to w dodatku bez podłoża sarkastycznego? Na to wyglądało. Aż sama się zdziwiła, chociaż jednak bardziej niż na własne słowa, to na te, które wypowiedział do niej Noriega. — Ja mam go całować? Teraz to ciebie pojebało — nie było nawet takiej opcji. Chociaż gdyby ktoś jej powiedział, że to jedyny sposób, by uratować jego życie, pewnie by to zrobiła, ale w każdych innych okolicznościach wolała od tego stronić.
Zerwała się po lód w momencie, gdy Noriega doskoczył do swojego przyjaciela męża i zaczął mu nawijać o tym wszystkim, co się stało oraz dopytywać czy pamiętał gdzie i kim był. Pilar miała szczerą nadzieje, że będzie, bo kurwa, jeszcze tego im brakowały w tym całym stosie problemów — prawnik z jebaną amnezją. Przerzuciła kilka kostek do ścierki i doskoczyła do Billiego.
Nie wyglądało to dobrze.
Wcześniej w jej głowie wciąż kręcił się scenariusz, że Patel mógł robić sobie z nich jaja, jednak patrząc na to jak źle wyglądał i chwiał się na boki, faktycznie mógł dostać jakiegoś wstrząsu mózgu, a co za tym szło i amnezji częściowej. W takim wypadku pewnie powinni…
Musimy zabrać go do szpitala — wtrąciła gdzieś pomiędzy tym, że pamiętał swoją mamę i zapach jakiś chwastów. Stewart nigdy nie była z nim blisko, nawet się nie kolegowali, więc nie miała pojęcia, czy te zapaszki dzwoniły w odpowiednim kościele. Na to akurat musiał zareagować Madox, jak i pewnie na pytanie o muzykę, chociaż gdy padło to czy na czymś grał, nie mogła się powstrzymać.
Profesjonalnie na nerwach — rzuciła, przyglądając mu się z odpowiedniej odległości. Może jak mu trochę pociśnie, to też coś sobie przypomni? Troche łudziła się, że tak, chociaż kiedy z jego ust padło pytanie o to, czy Stewart była jego żoną, oboje z Noriegą popatrzyli po sobie z szeroko otwartymi oczami.
Vale, es realmente malo Dobra, naprawdę z nim źle, rzuciła bo Hiszpańsku, żeby nie straszyć Patela. — Puede tener una conmoción cerebralmoże mieć wstrząs mózgu, dodała z pełną powagą, bo jak za niedługo mu nie przejdzie, to naprawdę powinni zadzwonić po pogotowie. Odwróciła się z stronę adwokata, malując na ustach ciepły uśmiech i już miała mu oznajmić, że wcale nie była jego kobietą, kiedy on znowu zachwiał się na hokerze, worek z lodem to w ogóle przykładając sobie obok guza, jakby nawet jego ręka miała zeza.
Nie no kurwa, czekaj — pokręciła głową, zrywając się z miejsca i podchodząc do wyspy. Jak tak dalej pójdzie, to im William wywinie kolejnego orła i wtedy to już albo się przekręci albo na stałe straci pamięć. — Weźmy go na kanapę — poinstruowała Madoxa, sama chwytając Patela za jedną dłoń, a kiedy jego adwokacki tyłek zasiadł ciężko na poduszkach, Pilar przysiadła się tuż obok, chyba coraz bardziej zdając sobie sprawę, że to wcale nie była żadna błahostka.
Trzeba sprawdzić źrenice — nachyliła się w jego kierunku, chyba bliżej niż kiedykolwiek byli, żeby obejrzeć jego oczy z bliska, nagle przypominając sobie podstawy oględzin w przypadku stwierdzenia krwawienia w mózgu. — Pokaż no — dłońmi ujęła jego policzki, żeby mieć lepsze panowanie nad głową i zaczęła się mu przyglądać. Uważnie, oczywiście wywalając przy tym język na bok, żeby nie wyglądać zbyt normalnie, podczas gdy jej oddech osadzał się na lekko zarośniętych policzkach. — Nie no, nie widzę dużej różnicy. Chyba jest git — pewnie powinna jeszcze sprawdzić, jak reaguje na światło, ale może nie było takiej konieczności? Może zaraz dojdzie do siebie? A może nie, biorąc pod uwagę jak znowu pokracznie trzymał worek z lodem, gdzieś na uchu. — Dawaj to — wyszarpała mu zimną ścierkę jedynym, zwinnym ruchem, a następnie delikatnie przystawiła do miejsca, w którym robił się guz wielkości piłeczki do ping-ponga. — A widzisz dobrze? Nic ci się nie rozmazuje? — dopytała faktycznie przejęta, kompletnie odkładając na bok ich odwieczny spór. Pokłócą się jeszcze nie raz, jak już William wydobrzeje. No chyba, że to nie stanie się już nigdy. A, no i chyba dalej nie powiedzieli mu, że Pilar wcale nie była jego żoną.

jeden Noriega drugi Noriega

006. divorce papers have arrived, bitches

: sob kwie 25, 2026 1:56 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox trochę się wystraszył, kiedy William powiedział to bardzo boli, bo po pierwsze wyglądało to źle, jakby mu tam w czaszce coś siedziało i chciało się z niej wyrwać, guz pulsował i robił się jakiś sino-czerwony. Aż Madoxa autentycznie w pewnym momencie zemdliło i odwrócił się do Pilar, żeby na to nie patrzeć. Ale zaraz sięgnął do tego ręką, bo to jest tak obleśne, ale z jednej strony jakoś tak przyciągało go do siebie. Tylko, że William krzyczy to nie ruszaj, więc Madox cofnął rękę i znowu się obejrzał na swoją narzeczoną.
- Nigdy nie będę całował się z facetem, nawet z własnym mężem... Zaraz się porzygam - i rzeczywiście taki miał odruch wymiotny, tylko nie do końca wiadomo, czy na całowanie z facetami, czy na to ohydne czoło Patela, na kolejne słowa Pilar aż pokręcił głową - nie no, nie całuj, to też by było pojebane jakbyś całowała mojego najlepszego przyjaciela - znając życie i Madoxa, to jak oni by to zrobili, to on by się pewnie obraził, trzasnął drzwiami i sobie poszedł.
Ale nie poszedł, tylko zaraz sadzali Willa na tym wysokim stołku, a Madox mu nawijał wypytując co pamięta. I kiedy Patel powtórzył jego imię i do tego to, że pamięta, to Noriega odetchnął z ulgą. Bo... przecież on był najważniejszą osobą w jego życiu praktycznie, to skoro jego pamiętał, to już dużo.
- Zaraz, poczekaj... - rzucił do Pilar, kiedy powiedziała o tym szpitalu. No pewnie najwłaściwiej byłoby tam odstawić Patela, ale Madox musiał jeszcze spróbować. Więc zaraz zadaje mu te kolejne pytania. Z tym korkiem to też zajebiście, że nie pamiętał, kolejny raz fart i Madox odetchnął z ulgą - nie no ja tu mieszkam, ty piętro wyżej, z Peach - powiedział o niej specjalnie, bo może ją też pamięta? A jak tak, to już są w domu, bo w zasadzie kto Williamowi jest jeszcze do szczęście potrzebny?
No może w sumie... mama. Akurat Panią Patel Madox bardzo szanował, więc znowu pokiwał głową.
- Tak Will, twoja mama, ona bardzo cię kocha - aż sięgnął do niego, żeby go pac pac po główce, ale William wtedy, że ała boli i Madox się odsunął. Na ten zapach to zmarszczył brwi... Bo w zasadzie to nie za wiele mu to mówiło, ale zaraz się obejrzał na Stewart.
- Myślisz, że to jest zapach śmierci? Może on ma udar? - i znowu spojrzał na Patela, a potem znowu na Pilar, ale William już mówi o tej muzyce. To może jednak nie miał ataku? - Tak, tak, grasz na gitarze, czasem razem graliśmy pamiętasz? - jak jeszcze mniej imprezowali po klubach, tylko na przykład jarali na chacie to robili sobie takie jam session, ale kiedy to było? Chyba jak się poznali, kupę lat wstecz, Madox miał długie, blond włosy, a Wiliam był opierdolony na łyso. Znowu się spojrzał na Pilar, kiedy dodała to, że Patel gra na nerwach, bo to też. Oni właściwie nawzajem sobie grali. Na to pytanie czy Pilar jest żoną Williama, to Madox zmarszczył brwi i już miał coś powiedzieć, ale Stewart odezwała się po hiszpańsku, wiec zaraz wbił w nią spojrzenie.
- Llevémoslo a urgencias, ni siquiera recuerda que le disparé... - Zawieźmy go na pogotowie, nawet nie pamięta, że to ja w niego strzeliłem..., jakby to było ważne, ale dla Madoxa może było - pero primero tienes que decirle que no eres su esposa, ¿qué clase de idea es esa? - tylko najpierw trzeba mu powiedzieć, że nie jesteś jego żoną, co to kurwa za pomysł, kolejna ważna rzecz.
Na szczęście zaraz Pilar zadecydowała, żeby posadzić Willa na kanapie i Madox go dźwignął za bety, a potem już usadzali go miedzy poduszkami. Stanął nad nimi, kiedy Stewart sprawdzała mu źrenice, i kiedy powiedziała to, że jest git, to Noriega znowu odetchnął, ale zaraz podłapał jej słowa i pokazywał Williamowi faka.
- Ile widzisz palców? - potem mu pokazał dwa, żeby nie było, i na koniec wszystkie pięć. Kucnął przy Patelu, i on też mu zajrzał w oczy, a zaraz na Pilar - no jak nie ma różnicy? Zobacz jakie ma wypierdolone te oczy... Jakby się naćpał. William naćpałeś się zanim tu przyszedłeś? - szturchnął go za kolano, bo Madox to się tego po Willu akurat spodziewał. A gorzej, że sam mu załatwiał towar - jak go weźmiemy na pogotowie jak jest naćpany? A może mu się to od prochów zrobiło? Może pójdę po taki test do apteki? - świetny pomysł.

prometida por elección marido por accidente

006. divorce papers have arrived, bitches

: ndz kwie 26, 2026 5:00 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Patrzę na nich jak się między sobą kłócą kto ma mnie całować, a kto nie i jak dla mnie to obydwoje mogą, ale jak tylko otwieram usta żeby im to powiedzieć, to znowu czuję pulsujący ból w głowie, więc zamiast mówić cokolwiek tylko znowu jęczę, że ała i że boli. Odbieram lód i przykładem go sobie gdzieś do czoła, ale bardziej do skroni niż tego guza, który z sekundy na sekundę robi się coraz większy, już świeci jak latarnia dosłownie, myślę, że jakbym stanął na brzegu jeziora to skutecznie mógłbym nim przywołać do siebie jakiś zaginiony statek - Ja mieszkam z Peach? - dziwię się - A ona nie ma z piętnaście lat? - bo ostatnie wspomnienie jakie mam z Peach to jak rzyga w kiblu w jakimś klubie i wszyscy się zastanawiamy co z nią zrobić, żeby nie było przypału. Marszczę mocniej brwi, jakbym się chciał skupić bardziej i faktycznie, pojawia się kolejne, jak siedzimy najebani w jakiejś loży dla VIPów i ona się chwali, że wyjeżdża na Bali - A ona nie jest na Bali teraz? - kiedy wróciła? I dlaczego my niby mielibyśmy razem mieszkać? Przecież to nie miało sensu. W ogóle. Ale jak Madox mi mówi, że moja mama bardzo mnie kocha to się znowu uśmiecham lekko - No, ja ją też - chyba najbardziej na świecie, nawet jak wciąż jestem taki oszołomiony, że ten worek z lodem to sobie przykładam teraz do ucha. Patrzę gdzieś w bok, znowu się zawieszając kompletnie i może i dobrze, bo przynajmniej nie dociera do mnie ich wymiana zdań a propos śmierci i udaru. Za to powracam spojrzeniem do dziewczyny, kiedy mi mówi, że na nerwach gram - A co to jest nerwach? - pytam głupkowato, chociaż całkiem poważnie, bo mi się wydaje, że ona też o jakiś instrumentach gada, w ogóle nie czaję, że może jej chodzić o coś innego - Noooo, w sumie to tak, pamiętam - pamiętam jak mój mąż miał jeszcze długie blond włosy i graliśmy razem w jakiś podrzędnych barach, gdzie była taka buchara, że nawet nie trzeba było palić, żeby być najaranym. To są akurat fajne wspomnienia, bardzo miłe, tylko jakoś nie mogę ich w żaden sposób umiejscowić na osi czasu swojego życia, zupełnie jakby to wszystko działo się wczoraj, albo może jednak dziesięć lat temu? Rozglądam się znowu dookoła, cały czas po prostu nieprzytomnie i już otwieram usta, żeby znowu zapytać co to za miejsce, tylko mi się nagle przypomina, że już przecież o to pytałem, już mi Madox mówił, że to jego mieszkanie, a ja mam lokum piętro wyżej - A czemu ja nie mieszkam z wami? - rzucam, kiedy oni znowu coś rozprawiają w języku dla mnie niezrozumiałym. Potem mnie jednak przenoszą na kanapę, więc opadam ciężko między poduchy i kiedy moja żona się tak nade mną pochyla zaglądając mi prosto w oczy to ja również wbijam w nią spojrzenie. Słodka jest, bo mi nawet w międzyczasie poprawia worek z lodem, żebym go jednak trzymał przy rosnącym guzie, a nie gdzieś w okolicach policzka - Eeeee - czy widzę dobrze? W sumie dobre pytanie - Chyba tak, chociaż trochę mnie razi - przyznaję, bo strasznie tu było jasno, tylko ciężko stwierdzić czy to od promieni słońca wpadających do środka przez wielkie okna czy jednak faktycznie coś było nie tak - Dwa, a teraz pięć? - pytam się Madoxa, kiedy mi pokazuje te palce po kolei, że najpierw środkowy, potem dwa, a potem całą dłoń - Nie wiem, nie pamiętam - za to mi się przypomina, że rzeczywiście piguły łykam jak cukierki, a blanty palę jak papierosy. Tylko teraz nie wiem czy faktycznie mógłbym przyjść tutaj porobiony? Właściwie to nie mam zielonego pojęcia po co ja tu w ogóle przylazłem, akurat z dzisiejszego dnia nie mam żadnych wspomnień, zero, null, jakbym się obudził dopiero teraz, już z tym guzem na czole. W ogóle zauważyłem, że najpierw wracają do mnie strzępki wspomnień sprzed lat, te bardziej aktualne ciężko przywołać. Znowu wracam spojrzeniem do dziewczyny, my musieliśmy się poznać niedawno skoro była moją żoną, a w ogóle nie mogłem skojarzyć jej twarzy, nie pamiętałem nawet imienia. Niemniej jak tak się wciąż nade mną pochyla to moja ręka jakoś automatycznie ląduje na jej talii, później plecach i wreszcie ją obejmuję, przyciągając do siebie - Ale miękka jesteś, milusia - teraz to już się w ogóle w nią wtulam, opierając głowę na jej dekolcie.

Pilar Stewart Madox A. Noriega

006. divorce papers have arrived, bitches

: pn kwie 27, 2026 4:39 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Ilość pytań, jakie na sekundę zadawał jej Madox była przytłaczająca.
Skąd ona miała wiedzieć jaki był kurwa zapach śmierci? Może jakieś robaki? Zgnilizna? Raczej mało prawdopodobne, że coś tak nieprzyjmenego pachniało jak bez czy wanilia, o których wspominał William. Chociaż z drugiej strony często mówiło się przecież, że ktoś wącha teraz kwiatki od spodu, to może jednak właśnie tak pachniała? Nie miała zielonego pojęcia.
Tak samo, jak nie wiedziała, co zrobić z wypierdolonymi oczami Patela. Jechać na pogotowie? Nie jechać? Dzwonić po zakład pogrzebowy? A może po jakiegoś szamana od guzów, żeby odprawił modły nad tą nawiedzoną kulką, która z każdą sekundą rosła i rosła na czoła adwokata. Nie miała zielonego pojęcia. Dlatego z uwagą kręciła głową z jednego na drugiego, gdy Noriega pokazywał mu po kolei swoje palce, a William zgadywał.
Nie no, chyba jest git — postawiła w końcu diagnozę, drapiąc się po głowie. Sama nie była pewna, ale skoro dobrze widział, umiał liczyć (przynajmniej do pięciu) i wiedział też, kim był Madox, to nie mogło być z nim tragicznie. Podniosła spojrzenie na Noriegę. — Weź przynieś więcej lodu, bo ten tutaj już się powoli roztapia — poprosiła, wskazując wolną dłonią na lodówkę, bo przecież drugą wciąż trzymała ścierkę i przykładała ją ostrożnie do czoła Patela.
Musiała przyznać, że w tej wersji był nawet znośny.
Nie dość, że miły, nie rzucał na lewo i prawo zaczepnych złośliwości, to jeszcze siedział grzecznie na tyłku i słuchał się każdego, najmniejszego polecenia, jakie mu wydawali. Nawet twarz miał jakąś potulniejszą, taką nieskalaną rozumem, co na swój sposób było nawet rozczulające. Wiedział, że kochał swoją mamę i gra na gitarze… może mógłby już taki zostać? Posłała mu delikatny uśmiech, gdy tak się w nią wpatrywał i przy okazji zajrzała pod ścierkę.
Ale będziesz mieć bongo — kurwa kto by się spodziewał, że jeden korek potrafił zrobić tyle spustoszenia? Ona na pewno nie. — Normalnie możnaby tym grać w p… pingla chciała powiedzieć, ale wtedy poczuła, jak dłoń Patela nagle osadza się pewnie na jej talii. W pierwszej chwili myślała, że chciał się tylko podeprzeć i poprawić na kanapie, ale gdy powoli zaczął sunąć nią na plecy Stewart i ciągnąć w swoją stronę, kompletnie zgłupiała. A nim zdążyła jakkolwiek zareagować, on już tulił ją mocno do siebie, głowę umieszczając na jej piersiach. I to by było na tyle z chwalenia tej wersji Williama.
¿Qué coño estás haciendo?nie no, co ty kurwa odpierdalasz? rzuciła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem, akurat kiedy Madox zatrzasnął drzwi lodówki i ruszył w ich kierunku. — Hej, William, posłuchaj no — w pierwszej kolejności to trzeba mu było powiedzieć, że ona wcale nie była jego żoną, ale za nic nie mogła się skupić, kiedy on tak mocno dociskał ją do siebie, ładując ten obrzydliwy, twardy guz pomiędzy jej piersi, dlatego chciała się od niego odkleić, a przez to, że musiała włożyć w to jeszcze więcej siły, zachwiała się do tyłu i zamiast ich od siebie odkleić, to ona poleciała plecami na poduszki, a on prosto na nią. I teraz już nie tylko miał głowę w jej piersiach, ale i kolano między jej nogami, a do tego przyciskał ją całym ciężarem swojego ciała. No wyglądało to co najmniej dwuznacznie.
I kiedy człowiek mógł pomyśleć, że gorzej już być nie mogło, wtedy guz Williama dotknął jej ust, a Stewart tak się obruszyła i striggerowała, że momentalnie podskoczyła pod nim. A potem już wszystko poszło jak domino: William się zachwiał, prawie spadł z kanapy, Pilar chciała go przytrzymać, przez co zrobili kolejny obrót i wspólnie runęli na ziemię, a Stewart wyjebała głową prosto w kant stolika kawowego. Aż ją kurwa zamroczyło.
Double shot, bitches.

Sradox Srilliam

006. divorce papers have arrived, bitches

: pn kwie 27, 2026 6:30 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox zrobił duże oczy, kiedy William powiedział to, że Peach ma piętnaście lat, bo według niego miała trochę więcej, ale z drugiej strony to ona chodziła tak zrobiona, że mogła mieć piętnaście, a po prostu się nosić jak jakaś trzydziestka, a on jej przecież nigdy o wiek nie pytał, z góry założył, że jest pełnoletnia. Tylko jeśli nie była, to mogli go zamknąć do kryminału, jak on czasem z nią też miał jakieś dziwne odpały. Ale najpierw to pewnie zamkną Wiliama, bo on z nią mieszkał.
- Nie no, nie jest już na Bali - może jednak Williama... delikatnie mówiąc popierdoliło?
Ale zaraz gadają o jego mamie i Madox się zamyślił, bo zjadłby ciasto Pani Patel, ale przecież w lodówce mają ciasto...
No dobra, wrócił myślami do Williama, kiedy ten głupio pyta co to jest nerwach, aż odwrócił się do Pilar, przystawił palec do czoła i nim zakręcił - un poco loco - mruknął. Nie jest dobrze.
- Bo z nami mieszka i tak w chuj ludzi - tak mu jeszcze wyjaśnił, kiedy Will zapytał, dlaczego on nie mieszka z nimi. A przecież mógł powiedzieć, że dlatego, że Pilar nie jest jego żoną. Powinien to powiedzieć. Ale zaraz pokazuje Williamowi te palce, no i akurat z tym testem poszło mu nie najgorzej, więc Madox znowu odetchnął z ulgą. A potem nawet skinął głową, że pójdzie po ten lód, skoro Stewart się tak ładnie opiekowała jego przyjacielem.
A kiedy stanął na przeciwko lodówki, to znowu mu się przypomniało, że oni mają tam ciasto, więc kiedy William tam się tulił do cycków Pilar, i jej tym guzem... Dobrze, że Madox tego nie widział, bo albo by się porzygał i miał jakąś traumę, albo zajebał Williama. Nic pomiędzy. Któraś z tych dwóch opcji.
Ale on akurat sobie siedział w lodówce i ściągał z ciasta śmietanę palcem, ale nagle słyszy za plecami jakieś łubudubu, więc się zerwał, chociaż całą brodę miał upierdoloną w śmietanie, ale złapał lód i już wraca do salonu, w momencie, w którym William wisi nad Pilar z tej kanapy, a ona na ziemi i trzyma się za głowę.
Może Madox nie był nigdy super inteligentny i domyślny, ale akurat jeszcze kątem oka widział, że ona uderzyła głową w ten stolik, wiec jeszcze wyrwało mu się.
- Kurwa... Ja pierdole... - ale zaraz to już kucał przy Stewart, chociaż jeszcze się odwrócił żeby spojrzeć groźnie na Patela - co wy kurwa odpierdalacie? - wyciągnął rękę do Pilar, żeby sięgnąć do jej czoła. Jak ona też straciła pamięć, to chyba on rzeczywiście wygrzebie jakiś młotek i pierdolnie się nim w łeb, żeby do nich dołączyć, albo stąd wyjdzie. Gorzej niż z dziećmi. Zostawić ich na minutę samych... A to nicy on z Willem mieli głupie pomysły.
Jej od razu przyłożył ten lód w odpowiednie miejsce, tam gdzie sama się złapała, gdzie się uderzyła, żeby guz jej nie urósł jak u Williama - Pilar wszystko okej? - zapytał, ale William coś zaczyna biadolić, że łojezu, że jego żona, że co teraz. A potem, że jego głowa, że jak boli, więc Madox pomógł Pilar wstać i posadził ją na kanapie, czy go pamiętała, czy nie?
A zaraz staje nad nimi jak taka wściekła matka.
- To po chuj się kurwa tarzacie po tej kanapie? - czyli kątem oka coś tam widział? Może wszystko? - co ty w ogóle chciałeś zrobić William? - i tu już tak ręce skrzyżował na piersi, a w tej żonobijce, z tymi dziarami to wyglądał groźnie... Tylko ta śmietana na brodzie trochę mu ujmowała, powagi.

un niño ˚.🎀༘⋆ segundo hijo ˚ ༘ 🦕𖦹⋆。˚