Strona 2 z 3

006. divorce papers have arrived, bitches

: pt kwie 24, 2026 11:28 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Pilar jako policjantka może i była po serii kursów z pierwszej pomocy, może wiedziała jak się zachować w wielu sytuacjach, jednak na żadnym z tych szkoleń nie mówiono co zrobić, kiedy ktoś dostanie z korka w czoło i popierdoli mu się w mózgu. Z pewnością był to case jeszcze nie do końca rozpracowany przez lekarzy, więc jakim prawem oni mogli wiedzieć co robić? Nie mogli i nie wiedzieli.
Szyli na bieżąco.
A przynajmniej ona, kiedy zaczęła Noriedze nawijać o tym, jak to powinno się przywołać jakieś silne wspomnienia związane z ich duetem, przy okazji wyskakując z pocałunkiem. Chociaż osobiście nie chciała tego oglądać, tak akurat mogłoby to rozjaśnić naprawdę wiele, bo nawet gdyby William tylko udawał i chciał ich nastraszyć, sam by się obrzydził i od razu byłoby wiadomo co i jak. Tego jednak nie było im dane sprawdzić, bo pierwszy obrzydził się Madox.
Co fu?! To twój mąż — czy ona naprawdę użyła tego zdania i to w dodatku bez podłoża sarkastycznego? Na to wyglądało. Aż sama się zdziwiła, chociaż jednak bardziej niż na własne słowa, to na te, które wypowiedział do niej Noriega. — Ja mam go całować? Teraz to ciebie pojebało — nie było nawet takiej opcji. Chociaż gdyby ktoś jej powiedział, że to jedyny sposób, by uratować jego życie, pewnie by to zrobiła, ale w każdych innych okolicznościach wolała od tego stronić.
Zerwała się po lód w momencie, gdy Noriega doskoczył do swojego przyjaciela męża i zaczął mu nawijać o tym wszystkim, co się stało oraz dopytywać czy pamiętał gdzie i kim był. Pilar miała szczerą nadzieje, że będzie, bo kurwa, jeszcze tego im brakowały w tym całym stosie problemów — prawnik z jebaną amnezją. Przerzuciła kilka kostek do ścierki i doskoczyła do Billiego.
Nie wyglądało to dobrze.
Wcześniej w jej głowie wciąż kręcił się scenariusz, że Patel mógł robić sobie z nich jaja, jednak patrząc na to jak źle wyglądał i chwiał się na boki, faktycznie mógł dostać jakiegoś wstrząsu mózgu, a co za tym szło i amnezji częściowej. W takim wypadku pewnie powinni…
Musimy zabrać go do szpitala — wtrąciła gdzieś pomiędzy tym, że pamiętał swoją mamę i zapach jakiś chwastów. Stewart nigdy nie była z nim blisko, nawet się nie kolegowali, więc nie miała pojęcia, czy te zapaszki dzwoniły w odpowiednim kościele. Na to akurat musiał zareagować Madox, jak i pewnie na pytanie o muzykę, chociaż gdy padło to czy na czymś grał, nie mogła się powstrzymać.
Profesjonalnie na nerwach — rzuciła, przyglądając mu się z odpowiedniej odległości. Może jak mu trochę pociśnie, to też coś sobie przypomni? Troche łudziła się, że tak, chociaż kiedy z jego ust padło pytanie o to, czy Stewart była jego żoną, oboje z Noriegą popatrzyli po sobie z szeroko otwartymi oczami.
Vale, es realmente malo Dobra, naprawdę z nim źle, rzuciła bo Hiszpańsku, żeby nie straszyć Patela. — Puede tener una conmoción cerebralmoże mieć wstrząs mózgu, dodała z pełną powagą, bo jak za niedługo mu nie przejdzie, to naprawdę powinni zadzwonić po pogotowie. Odwróciła się z stronę adwokata, malując na ustach ciepły uśmiech i już miała mu oznajmić, że wcale nie była jego kobietą, kiedy on znowu zachwiał się na hokerze, worek z lodem to w ogóle przykładając sobie obok guza, jakby nawet jego ręka miała zeza.
Nie no kurwa, czekaj — pokręciła głową, zrywając się z miejsca i podchodząc do wyspy. Jak tak dalej pójdzie, to im William wywinie kolejnego orła i wtedy to już albo się przekręci albo na stałe straci pamięć. — Weźmy go na kanapę — poinstruowała Madoxa, sama chwytając Patela za jedną dłoń, a kiedy jego adwokacki tyłek zasiadł ciężko na poduszkach, Pilar przysiadła się tuż obok, chyba coraz bardziej zdając sobie sprawę, że to wcale nie była żadna błahostka.
Trzeba sprawdzić źrenice — nachyliła się w jego kierunku, chyba bliżej niż kiedykolwiek byli, żeby obejrzeć jego oczy z bliska, nagle przypominając sobie podstawy oględzin w przypadku stwierdzenia krwawienia w mózgu. — Pokaż no — dłońmi ujęła jego policzki, żeby mieć lepsze panowanie nad głową i zaczęła się mu przyglądać. Uważnie, oczywiście wywalając przy tym język na bok, żeby nie wyglądać zbyt normalnie, podczas gdy jej oddech osadzał się na lekko zarośniętych policzkach. — Nie no, nie widzę dużej różnicy. Chyba jest git — pewnie powinna jeszcze sprawdzić, jak reaguje na światło, ale może nie było takiej konieczności? Może zaraz dojdzie do siebie? A może nie, biorąc pod uwagę jak znowu pokracznie trzymał worek z lodem, gdzieś na uchu. — Dawaj to — wyszarpała mu zimną ścierkę jedynym, zwinnym ruchem, a następnie delikatnie przystawiła do miejsca, w którym robił się guz wielkości piłeczki do ping-ponga. — A widzisz dobrze? Nic ci się nie rozmazuje? — dopytała faktycznie przejęta, kompletnie odkładając na bok ich odwieczny spór. Pokłócą się jeszcze nie raz, jak już William wydobrzeje. No chyba, że to nie stanie się już nigdy. A, no i chyba dalej nie powiedzieli mu, że Pilar wcale nie była jego żoną.

jeden Noriega drugi Noriega

006. divorce papers have arrived, bitches

: sob kwie 25, 2026 1:56 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox trochę się wystraszył, kiedy William powiedział to bardzo boli, bo po pierwsze wyglądało to źle, jakby mu tam w czaszce coś siedziało i chciało się z niej wyrwać, guz pulsował i robił się jakiś sino-czerwony. Aż Madoxa autentycznie w pewnym momencie zemdliło i odwrócił się do Pilar, żeby na to nie patrzeć. Ale zaraz sięgnął do tego ręką, bo to jest tak obleśne, ale z jednej strony jakoś tak przyciągało go do siebie. Tylko, że William krzyczy to nie ruszaj, więc Madox cofnął rękę i znowu się obejrzał na swoją narzeczoną.
- Nigdy nie będę całował się z facetem, nawet z własnym mężem... Zaraz się porzygam - i rzeczywiście taki miał odruch wymiotny, tylko nie do końca wiadomo, czy na całowanie z facetami, czy na to ohydne czoło Patela, na kolejne słowa Pilar aż pokręcił głową - nie no, nie całuj, to też by było pojebane jakbyś całowała mojego najlepszego przyjaciela - znając życie i Madoxa, to jak oni by to zrobili, to on by się pewnie obraził, trzasnął drzwiami i sobie poszedł.
Ale nie poszedł, tylko zaraz sadzali Willa na tym wysokim stołku, a Madox mu nawijał wypytując co pamięta. I kiedy Patel powtórzył jego imię i do tego to, że pamięta, to Noriega odetchnął z ulgą. Bo... przecież on był najważniejszą osobą w jego życiu praktycznie, to skoro jego pamiętał, to już dużo.
- Zaraz, poczekaj... - rzucił do Pilar, kiedy powiedziała o tym szpitalu. No pewnie najwłaściwiej byłoby tam odstawić Patela, ale Madox musiał jeszcze spróbować. Więc zaraz zadaje mu te kolejne pytania. Z tym korkiem to też zajebiście, że nie pamiętał, kolejny raz fart i Madox odetchnął z ulgą - nie no ja tu mieszkam, ty piętro wyżej, z Peach - powiedział o niej specjalnie, bo może ją też pamięta? A jak tak, to już są w domu, bo w zasadzie kto Williamowi jest jeszcze do szczęście potrzebny?
No może w sumie... mama. Akurat Panią Patel Madox bardzo szanował, więc znowu pokiwał głową.
- Tak Will, twoja mama, ona bardzo cię kocha - aż sięgnął do niego, żeby go pac pac po główce, ale William wtedy, że ała boli i Madox się odsunął. Na ten zapach to zmarszczył brwi... Bo w zasadzie to nie za wiele mu to mówiło, ale zaraz się obejrzał na Stewart.
- Myślisz, że to jest zapach śmierci? Może on ma udar? - i znowu spojrzał na Patela, a potem znowu na Pilar, ale William już mówi o tej muzyce. To może jednak nie miał ataku? - Tak, tak, grasz na gitarze, czasem razem graliśmy pamiętasz? - jak jeszcze mniej imprezowali po klubach, tylko na przykład jarali na chacie to robili sobie takie jam session, ale kiedy to było? Chyba jak się poznali, kupę lat wstecz, Madox miał długie, blond włosy, a Wiliam był opierdolony na łyso. Znowu się spojrzał na Pilar, kiedy dodała to, że Patel gra na nerwach, bo to też. Oni właściwie nawzajem sobie grali. Na to pytanie czy Pilar jest żoną Williama, to Madox zmarszczył brwi i już miał coś powiedzieć, ale Stewart odezwała się po hiszpańsku, wiec zaraz wbił w nią spojrzenie.
- Llevémoslo a urgencias, ni siquiera recuerda que le disparé... - Zawieźmy go na pogotowie, nawet nie pamięta, że to ja w niego strzeliłem..., jakby to było ważne, ale dla Madoxa może było - pero primero tienes que decirle que no eres su esposa, ¿qué clase de idea es esa? - tylko najpierw trzeba mu powiedzieć, że nie jesteś jego żoną, co to kurwa za pomysł, kolejna ważna rzecz.
Na szczęście zaraz Pilar zadecydowała, żeby posadzić Willa na kanapie i Madox go dźwignął za bety, a potem już usadzali go miedzy poduszkami. Stanął nad nimi, kiedy Stewart sprawdzała mu źrenice, i kiedy powiedziała to, że jest git, to Noriega znowu odetchnął, ale zaraz podłapał jej słowa i pokazywał Williamowi faka.
- Ile widzisz palców? - potem mu pokazał dwa, żeby nie było, i na koniec wszystkie pięć. Kucnął przy Patelu, i on też mu zajrzał w oczy, a zaraz na Pilar - no jak nie ma różnicy? Zobacz jakie ma wypierdolone te oczy... Jakby się naćpał. William naćpałeś się zanim tu przyszedłeś? - szturchnął go za kolano, bo Madox to się tego po Willu akurat spodziewał. A gorzej, że sam mu załatwiał towar - jak go weźmiemy na pogotowie jak jest naćpany? A może mu się to od prochów zrobiło? Może pójdę po taki test do apteki? - świetny pomysł.

prometida por elección marido por accidente

006. divorce papers have arrived, bitches

: ndz kwie 26, 2026 5:00 pm
autor: William N. Patel
Patrzę na nich jak się między sobą kłócą kto ma mnie całować, a kto nie i jak dla mnie to obydwoje mogą, ale jak tylko otwieram usta żeby im to powiedzieć, to znowu czuję pulsujący ból w głowie, więc zamiast mówić cokolwiek tylko znowu jęczę, że ała i że boli. Odbieram lód i przykładem go sobie gdzieś do czoła, ale bardziej do skroni niż tego guza, który z sekundy na sekundę robi się coraz większy, już świeci jak latarnia dosłownie, myślę, że jakbym stanął na brzegu jeziora to skutecznie mógłbym nim przywołać do siebie jakiś zaginiony statek - Ja mieszkam z Peach? - dziwię się - A ona nie ma z piętnaście lat? - bo ostatnie wspomnienie jakie mam z Peach to jak rzyga w kiblu w jakimś klubie i wszyscy się zastanawiamy co z nią zrobić, żeby nie było przypału. Marszczę mocniej brwi, jakbym się chciał skupić bardziej i faktycznie, pojawia się kolejne, jak siedzimy najebani w jakiejś loży dla VIPów i ona się chwali, że wyjeżdża na Bali - A ona nie jest na Bali teraz? - kiedy wróciła? I dlaczego my niby mielibyśmy razem mieszkać? Przecież to nie miało sensu. W ogóle. Ale jak Madox mi mówi, że moja mama bardzo mnie kocha to się znowu uśmiecham lekko - No, ja ją też - chyba najbardziej na świecie, nawet jak wciąż jestem taki oszołomiony, że ten worek z lodem to sobie przykładam teraz do ucha. Patrzę gdzieś w bok, znowu się zawieszając kompletnie i może i dobrze, bo przynajmniej nie dociera do mnie ich wymiana zdań a propos śmierci i udaru. Za to powracam spojrzeniem do dziewczyny, kiedy mi mówi, że na nerwach gram - A co to jest nerwach? - pytam głupkowato, chociaż całkiem poważnie, bo mi się wydaje, że ona też o jakiś instrumentach gada, w ogóle nie czaję, że może jej chodzić o coś innego - Noooo, w sumie to tak, pamiętam - pamiętam jak mój mąż miał jeszcze długie blond włosy i graliśmy razem w jakiś podrzędnych barach, gdzie była taka buchara, że nawet nie trzeba było palić, żeby być najaranym. To są akurat fajne wspomnienia, bardzo miłe, tylko jakoś nie mogę ich w żaden sposób umiejscowić na osi czasu swojego życia, zupełnie jakby to wszystko działo się wczoraj, albo może jednak dziesięć lat temu? Rozglądam się znowu dookoła, cały czas po prostu nieprzytomnie i już otwieram usta, żeby znowu zapytać co to za miejsce, tylko mi się nagle przypomina, że już przecież o to pytałem, już mi Madox mówił, że to jego mieszkanie, a ja mam lokum piętro wyżej - A czemu ja nie mieszkam z wami? - rzucam, kiedy oni znowu coś rozprawiają w języku dla mnie niezrozumiałym. Potem mnie jednak przenoszą na kanapę, więc opadam ciężko między poduchy i kiedy moja żona się tak nade mną pochyla zaglądając mi prosto w oczy to ja również wbijam w nią spojrzenie. Słodka jest, bo mi nawet w międzyczasie poprawia worek z lodem, żebym go jednak trzymał przy rosnącym guzie, a nie gdzieś w okolicach policzka - Eeeee - czy widzę dobrze? W sumie dobre pytanie - Chyba tak, chociaż trochę mnie razi - przyznaję, bo strasznie tu było jasno, tylko ciężko stwierdzić czy to od promieni słońca wpadających do środka przez wielkie okna czy jednak faktycznie coś było nie tak - Dwa, a teraz pięć? - pytam się Madoxa, kiedy mi pokazuje te palce po kolei, że najpierw środkowy, potem dwa, a potem całą dłoń - Nie wiem, nie pamiętam - za to mi się przypomina, że rzeczywiście piguły łykam jak cukierki, a blanty palę jak papierosy. Tylko teraz nie wiem czy faktycznie mógłbym przyjść tutaj porobiony? Właściwie to nie mam zielonego pojęcia po co ja tu w ogóle przylazłem, akurat z dzisiejszego dnia nie mam żadnych wspomnień, zero, null, jakbym się obudził dopiero teraz, już z tym guzem na czole. W ogóle zauważyłem, że najpierw wracają do mnie strzępki wspomnień sprzed lat, te bardziej aktualne ciężko przywołać. Znowu wracam spojrzeniem do dziewczyny, my musieliśmy się poznać niedawno skoro była moją żoną, a w ogóle nie mogłem skojarzyć jej twarzy, nie pamiętałem nawet imienia. Niemniej jak tak się wciąż nade mną pochyla to moja ręka jakoś automatycznie ląduje na jej talii, później plecach i wreszcie ją obejmuję, przyciągając do siebie - Ale miękka jesteś, milusia - teraz to już się w ogóle w nią wtulam, opierając głowę na jej dekolcie.

Pilar Stewart Madox A. Noriega

006. divorce papers have arrived, bitches

: pn kwie 27, 2026 4:39 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Ilość pytań, jakie na sekundę zadawał jej Madox była przytłaczająca.
Skąd ona miała wiedzieć jaki był kurwa zapach śmierci? Może jakieś robaki? Zgnilizna? Raczej mało prawdopodobne, że coś tak nieprzyjmenego pachniało jak bez czy wanilia, o których wspominał William. Chociaż z drugiej strony często mówiło się przecież, że ktoś wącha teraz kwiatki od spodu, to może jednak właśnie tak pachniała? Nie miała zielonego pojęcia.
Tak samo, jak nie wiedziała, co zrobić z wypierdolonymi oczami Patela. Jechać na pogotowie? Nie jechać? Dzwonić po zakład pogrzebowy? A może po jakiegoś szamana od guzów, żeby odprawił modły nad tą nawiedzoną kulką, która z każdą sekundą rosła i rosła na czoła adwokata. Nie miała zielonego pojęcia. Dlatego z uwagą kręciła głową z jednego na drugiego, gdy Noriega pokazywał mu po kolei swoje palce, a William zgadywał.
Nie no, chyba jest git — postawiła w końcu diagnozę, drapiąc się po głowie. Sama nie była pewna, ale skoro dobrze widział, umiał liczyć (przynajmniej do pięciu) i wiedział też, kim był Madox, to nie mogło być z nim tragicznie. Podniosła spojrzenie na Noriegę. — Weź przynieś więcej lodu, bo ten tutaj już się powoli roztapia — poprosiła, wskazując wolną dłonią na lodówkę, bo przecież drugą wciąż trzymała ścierkę i przykładała ją ostrożnie do czoła Patela.
Musiała przyznać, że w tej wersji był nawet znośny.
Nie dość, że miły, nie rzucał na lewo i prawo zaczepnych złośliwości, to jeszcze siedział grzecznie na tyłku i słuchał się każdego, najmniejszego polecenia, jakie mu wydawali. Nawet twarz miał jakąś potulniejszą, taką nieskalaną rozumem, co na swój sposób było nawet rozczulające. Wiedział, że kochał swoją mamę i gra na gitarze… może mógłby już taki zostać? Posłała mu delikatny uśmiech, gdy tak się w nią wpatrywał i przy okazji zajrzała pod ścierkę.
Ale będziesz mieć bongo — kurwa kto by się spodziewał, że jeden korek potrafił zrobić tyle spustoszenia? Ona na pewno nie. — Normalnie możnaby tym grać w p… pingla chciała powiedzieć, ale wtedy poczuła, jak dłoń Patela nagle osadza się pewnie na jej talii. W pierwszej chwili myślała, że chciał się tylko podeprzeć i poprawić na kanapie, ale gdy powoli zaczął sunąć nią na plecy Stewart i ciągnąć w swoją stronę, kompletnie zgłupiała. A nim zdążyła jakkolwiek zareagować, on już tulił ją mocno do siebie, głowę umieszczając na jej piersiach. I to by było na tyle z chwalenia tej wersji Williama.
¿Qué coño estás haciendo?nie no, co ty kurwa odpierdalasz? rzuciła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem, akurat kiedy Madox zatrzasnął drzwi lodówki i ruszył w ich kierunku. — Hej, William, posłuchaj no — w pierwszej kolejności to trzeba mu było powiedzieć, że ona wcale nie była jego żoną, ale za nic nie mogła się skupić, kiedy on tak mocno dociskał ją do siebie, ładując ten obrzydliwy, twardy guz pomiędzy jej piersi, dlatego chciała się od niego odkleić, a przez to, że musiała włożyć w to jeszcze więcej siły, zachwiała się do tyłu i zamiast ich od siebie odkleić, to ona poleciała plecami na poduszki, a on prosto na nią. I teraz już nie tylko miał głowę w jej piersiach, ale i kolano między jej nogami, a do tego przyciskał ją całym ciężarem swojego ciała. No wyglądało to co najmniej dwuznacznie.
I kiedy człowiek mógł pomyśleć, że gorzej już być nie mogło, wtedy guz Williama dotknął jej ust, a Stewart tak się obruszyła i striggerowała, że momentalnie podskoczyła pod nim. A potem już wszystko poszło jak domino: William się zachwiał, prawie spadł z kanapy, Pilar chciała go przytrzymać, przez co zrobili kolejny obrót i wspólnie runęli na ziemię, a Stewart wyjebała głową prosto w kant stolika kawowego. Aż ją kurwa zamroczyło.
Double shot, bitches.

Sradox Srilliam

006. divorce papers have arrived, bitches

: pn kwie 27, 2026 6:30 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox zrobił duże oczy, kiedy William powiedział to, że Peach ma piętnaście lat, bo według niego miała trochę więcej, ale z drugiej strony to ona chodziła tak zrobiona, że mogła mieć piętnaście, a po prostu się nosić jak jakaś trzydziestka, a on jej przecież nigdy o wiek nie pytał, z góry założył, że jest pełnoletnia. Tylko jeśli nie była, to mogli go zamknąć do kryminału, jak on czasem z nią też miał jakieś dziwne odpały. Ale najpierw to pewnie zamkną Wiliama, bo on z nią mieszkał.
- Nie no, nie jest już na Bali - może jednak Williama... delikatnie mówiąc popierdoliło?
Ale zaraz gadają o jego mamie i Madox się zamyślił, bo zjadłby ciasto Pani Patel, ale przecież w lodówce mają ciasto...
No dobra, wrócił myślami do Williama, kiedy ten głupio pyta co to jest nerwach, aż odwrócił się do Pilar, przystawił palec do czoła i nim zakręcił - un poco loco - mruknął. Nie jest dobrze.
- Bo z nami mieszka i tak w chuj ludzi - tak mu jeszcze wyjaśnił, kiedy Will zapytał, dlaczego on nie mieszka z nimi. A przecież mógł powiedzieć, że dlatego, że Pilar nie jest jego żoną. Powinien to powiedzieć. Ale zaraz pokazuje Williamowi te palce, no i akurat z tym testem poszło mu nie najgorzej, więc Madox znowu odetchnął z ulgą. A potem nawet skinął głową, że pójdzie po ten lód, skoro Stewart się tak ładnie opiekowała jego przyjacielem.
A kiedy stanął na przeciwko lodówki, to znowu mu się przypomniało, że oni mają tam ciasto, więc kiedy William tam się tulił do cycków Pilar, i jej tym guzem... Dobrze, że Madox tego nie widział, bo albo by się porzygał i miał jakąś traumę, albo zajebał Williama. Nic pomiędzy. Któraś z tych dwóch opcji.
Ale on akurat sobie siedział w lodówce i ściągał z ciasta śmietanę palcem, ale nagle słyszy za plecami jakieś łubudubu, więc się zerwał, chociaż całą brodę miał upierdoloną w śmietanie, ale złapał lód i już wraca do salonu, w momencie, w którym William wisi nad Pilar z tej kanapy, a ona na ziemi i trzyma się za głowę.
Może Madox nie był nigdy super inteligentny i domyślny, ale akurat jeszcze kątem oka widział, że ona uderzyła głową w ten stolik, wiec jeszcze wyrwało mu się.
- Kurwa... Ja pierdole... - ale zaraz to już kucał przy Stewart, chociaż jeszcze się odwrócił żeby spojrzeć groźnie na Patela - co wy kurwa odpierdalacie? - wyciągnął rękę do Pilar, żeby sięgnąć do jej czoła. Jak ona też straciła pamięć, to chyba on rzeczywiście wygrzebie jakiś młotek i pierdolnie się nim w łeb, żeby do nich dołączyć, albo stąd wyjdzie. Gorzej niż z dziećmi. Zostawić ich na minutę samych... A to nicy on z Willem mieli głupie pomysły.
Jej od razu przyłożył ten lód w odpowiednie miejsce, tam gdzie sama się złapała, gdzie się uderzyła, żeby guz jej nie urósł jak u Williama - Pilar wszystko okej? - zapytał, ale William coś zaczyna biadolić, że łojezu, że jego żona, że co teraz. A potem, że jego głowa, że jak boli, więc Madox pomógł Pilar wstać i posadził ją na kanapie, czy go pamiętała, czy nie?
A zaraz staje nad nimi jak taka wściekła matka.
- To po chuj się kurwa tarzacie po tej kanapie? - czyli kątem oka coś tam widział? Może wszystko? - co ty w ogóle chciałeś zrobić William? - i tu już tak ręce skrzyżował na piersi, a w tej żonobijce, z tymi dziarami to wyglądał groźnie... Tylko ta śmietana na brodzie trochę mu ujmowała, powagi.

un niño ˚.🎀༘⋆ segundo hijo ˚ ༘ 🦕𖦹⋆。˚

006. divorce papers have arrived, bitches

: śr kwie 29, 2026 7:19 pm
autor: William N. Patel
No w zasadzie to brzmiało dosyć logicznie, najwyraźniej liczba łóżek w stosunku do liczby mieszkańców to było 1:1, więc ja już bym się nie zmieścił. Chociaż nadal było to dla mnie trochę podejrzane, że żyjemy w jakimś dziwnym trójkącie, a ja muszę mieszkać z Peach. Niemniej lubię Peach, więc chyba ok? Może ona też była z nami w poliamorycznym związku i tak się podzieliliśmy? Oni tutaj, my ma górze i jazda. W sumie nie zdziwiłbym się za specjalnie. Tulę się mocno do dziewczyny, a ona znowu coś nawija w bliżej nieokreślonym języku, więc tylko unoszę lekko łeb, żeby spojrzeć w górę, na jej twarz, chociaż brodę wciąż wspieram na jej piersiach. I patrzę, tym wzrokiem za którym kryje się dosłownie nic. Jakby żadnej myśli tam faktycznie nie było. Później niby coś tam jeszcze mówi, tylko już jej nie słucham, znowu wciskając tego guza między jej cycki, a był kurwa gigantyczny. Jakiś ruch, obrót, zwód i unik i nie wiem jak to się dzieje, że teraz leży pode mną, a ja na niej, ręka mi się omsknęła i czuję jej usta na swoim czole, a potem kolejny mocny ruch i jeszcze jeden niebezpieczny upadek. Niebezpieczny bardziej dla niej tym razem, bo jak wyrżnęła głową w stolik, to aż ja poczułem. To znaczy przy tym upadku to i mnie znowu zaczęło bardziej boleć, jakby mózg mi się obijał w czaszce z każdym bardziej energicznym ruchem. Na domiar złego na to wszystko pojawia się Madox. Bardzo zły Madox. Ja jęczę, że boli, że ała. On już zbiera dziewczynę z podłogi, ja się zbieram sam i znowu obydwoje sru, prosto w poduchy. Strasznie mi się smutno robi bo ostatnią rzeczą, jaką chciałem zrobić to było skrzywdzenie mojej żony i faktycznie już zaczynam lamentować, że o Jezu i co teraz? O Jezu, czy wszystko okej? Nic ci nie jest? Żyjesz? Wiesz kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?... W dodatku z tego stresu to mnie faktycznie bania naparza jeszcze trzy razy bardziej niż przed chwilą i znowu czuję to pulsowanie neuronów, jakby próbowały pracować mocniej, ale coś im nie szło. Głaszczę dziewczynę po ramieniu, robiąc przy tym zmartwioną minę, a jak Madox zakłada ręce na pierś, patrząc na mnie groźnie to dosłownie mi się łzy zbierają w oczach - Ja nie chciałem, przepraszam, nie bądź zły - patrzę na niego wielkimi, szklistymi ślepiami, jak szczeniak, który właśnie nasrał komuś do buta i teraz bardzo tego żałuje. Bo ja też żałuję, chciałem się tylko przytulić i może żeby pocałowała w czółko, bo takie wspomnienia też mi się gdzieś obijały w dziurawej pamięci - że mama całuje w ranę i nagle magicznie przestaje boleć. Szkoda, że tym razem było inaczej.

Pilar Stewart Madox A. Noriega

006. divorce papers have arrived, bitches

: czw kwie 30, 2026 4:32 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa i same złe rzeczy
W pierwszej chwili czuła tylko ból.
Przeszywające, pulsujące w czaszce kurewsko nieprzyjemne kłucie. Oczy zaszły ciemnością i przez moment nawet nic nie widziała. Pilar już nie raz była rzucana na różne przedmioty, a jej głowa wielokrotnie o coś uderzała podczas walki, jednak to z jakim impetem przyjebała w kant stołu, chyba pierwszy raz zrobiło na niej tak wielkie wrażenie. Ale to tak kurwa wielkie, że przez moment jeszcze leżała na podłodze, kuląc się w kłębek i wijąc z bólu, podczas gdy jej dłoń mocno ściskała miejsce zderzenia.
Co wy kurwa odpierdalacie?
Głos mężczyzny dochodził do niej jak przez mgłe. Jakby miała na sobie wygłuszające słuchawki, a ktoś wydzierał się jej nad głową. Czuła, jak łapał ją za rękę, ale bańka wciąż bolała ją zbyt mocno, żeby chociażby otworzyć oczy. Nie miała pojęcia gdzie była. Kompletnie straciła orientacje w terenie oraz wspomnienia tego, co się przed chwilą działo, chociaż na dźwięk swojego imienia, lekko skinęła głową.
No chyba okej, ale nie wiem w sumie — mruknęła jakoś niewyraźnie, pozwalając się pociągnąć na kanapę. Kojarzyła głos mężczyzny ale za nic nie mogła mu przypisać twarzy. Oczy też nie mogła na razie otworzyć, więc po prostu siedziała, z lodem z tyłu głowy i ciężko oddychała. Nienawidziała tego stanu bezużyteczności. Facet wydzierał się na kogoś jeszcze, chociaż kiedy oznajmił, że tarzała się po kanapie odetchnęła lekko. Czyli nie było najgorzej. Przynajmniej nie była na jakiejś misji.
Powoli uchyliła powieki, wciąż walcząc z rozpierdalającym czaszkę uczuciem. Kilka sekund zajęło jej ustawienie ostrości, a kiedy w końcu do się udało i tuż przed jej oczami okazał się nie kto inny jak Madox Noriega, aż zerwała się z kanapy.
Co jest, kurwa?! — i to był ogromny błąd. Błędnik odezwał się w ułamku sekundy, chwiejąc nią na boki, aż musiała się przytrzymać ściany. — Noriega? — ściągnęła brwi do siebie, intensywnie zastanawiając się, co do cholery robiła w jednym mieszkaniu z właścicielem Emptiness? A zaraz potem spojrzała w lewo, gdzie z wielkim guzem na czole, spoglądał na nią pieprzony… — Patel?! — serce zabiło jej mocniej, a wielka gula pojawiła się w gardle. Głowa momentalnie rozpoznała niebezpieczeństwo, produkując odpowiednią ilość adrenaliny na tyle, że Stewart szybko doskoczyła do stołu, gdzie rozjebany były jakieś mrożone maliny i chwyciła uwalony na różowo na nóż.
Co tu się kurwa dzieje? Czyje to mieszkanie? — popatrzyła na ich dwójkę, próbując ustać w miejscu. Pierwsze myśl, jaka pojawiła się w jej bolącej głowie, to że ją porwali. Pierdolony Patel, z którym miała kosę od ostatniej sprawy z gwałcicielem i Madox Noriega, który przecież z półświatkiem pijał herbatkę na porządku dziennym. Ten sam Madox, który pewnie ruszył w jej kierunku. — Nie podchodź, Noriega — wyciągnęła nóż do przodu. — Bo cię w klubie nie poznają — żartowała? Absolutnie nie. Pilar jako człowiek, który całe życie musiał walczyć o swoje i miał do czynienia z różnymi zwyrolami, potrafiła się bronić. I wcale nie miałaby problemu przed tym, żeby kolejnego gangusa powalić na ziemię.

tego nie znam tego też nie

006. divorce papers have arrived, bitches

: czw kwie 30, 2026 6:23 pm
autor: Madox A. Noriega
Kiedy Pilar mu powiedziała to, że chyba okej, ale nie wie w sumie, to trochę się zmartwił, a trochę też jednak odetchnął z ulga, że tej głowy sobie nie rozbiła. Bo wtedy to już pogotowie i tyle by było z ich pierwszej imprezy rozwodowej, z ciastem i szampanem. Posadził ją też na kanapie i zaraz zaczął się wydzierać na Williama, bo zawsze jak się coś dzieje, to jest wina Patela, nigdy nie Madoxa, no i przecież nie Pilar, bo on tu była poszkodowana.
Ale jak Will zaczął prawie płakać, oczy mu zabłyszczały niebezpiecznie, a do tego jeszcze rzucił to, że przeprasza, żeby nie był zły, to jak Madox miał się na niego dalej gniewać? Wywrócił oczami odchylając do tyłu głowę. Jakby to nie był jego najlepszy przyjaciel, to by mu na bank obił gębę za to, że on chciał się przytulać z Pilar.
No ale to był jego najlepszy kumpel, a do tego też z wielkim guzem między oczami.
- Dobra... - zaczął i chciał powiedzieć, że jadą na pogotowie, bo on nie będzie tutaj robił za ich niańkę, ale wtedy odpaliła się Pilar. Oczywiście, że jak się zachwiała, to Madox się do niej wyrwał, żeby ją przytrzymać, ale ona już się cofnęła na ścianę, więc on też stanął jakoś w pół kroku do niej. Noriega, okej kojarzyła go, nie musiał się jej przedstawiać, chociaż... kiedy chwyciła za ten nóż, to Madox za bardzo nie był taki pewny, czy jednak dobrze go pamiętała.
I co teraz powinien jej zrobić ten wykład o sercu? Które biło dla niego? Tylko gorzej, że Pilar była narwana i ten nóż to mu mogła wbić w udo, prosto w tętnice, gdyby chciał do niej podejść i ułożyć dłoń na jej piersi, na sercu. A wiedziała gdzie wbijać.
- Pilar, spokojnie, daj nóż - wyciągnął nawet do niej rękę, ale chyba nie miała zamiaru, więc Madox zaraz ją cofnął. Sam też zrobił krok do tyłu i aż przesunął palcami po twarzy. Co miał jej powiedzieć? - Pilar to jest nasze mieszkanie, twoje i moje - i już znowu robił krok w jej kierunku, bo może kurwa jednak spróbuje z tym sercem? Tylko ona machnęła nożem mówiąc mu, żeby nie podchodził, a Madox obejrzał się na Williama - też straciła pamięć? - przez moment szukał jakiegoś potwierdzenia u swojego kumpla, ale zaraz...
Powinien chyba jednak jej to wytłumaczyć na spokojnie. Może coś pogadać o tym, że była jego narzeczoną. Że zabrał ją do Medellin, gdzie jej wyznał miłość. A potem do Meksyku, gdzie się jej oświadczył. A ostatnio się do niego przeprowadziła i kupił jej czerwonego Jaguara, to może coś by odblokował, ale... Teraz postanowił chyba sprawdzić trochę inny sposób, który sama mu podsunęła zresztą.
Zrobił krok w jej kierunku, a ona zamachnęła się nożem, a Madox odskoczył, bo mogła go dziabnąć, no ale spodziewał się tego, i zaraz druga ręką sięgał już do jej dłoni, w której ściskała nóż, wytrącił go jej, zacisnął mocniej palce i szarpnął ja do siebie, a kiedy wylądowała w jego ramionach, to wpił się w jej usta w pocałunku. Bo jak Williama nie chciał całować... Nikt nie chciał.
To ją chciał.
Tylko teraz albo jej wrócą wspomnienia, albo mu jebnie. Nie wiadomo. Madox też nie wiedział, ale zaryzykował.

enamorado sin memoria ⋆.ೃ࿔*:・ sin memoria 。𖦹°‧

006. divorce papers have arrived, bitches

: pn maja 04, 2026 5:10 pm
autor: William N. Patel
Uśmiecham się szeroko do Madoxa kiedy daje sobie spokój z wydzieraniem się na nas, chociaż głównie to jednak na mnie, a potem wracam spojrzeniem do Pilar i nawet wyciągam rękę, żeby ją znowu pogłaskać, tym razem po głowie, ale zanim zdążę jej dotknąć to ona już się zrywa z miejsca i podnosi alarm. Cofam ręce, co więcej unoszę dłonie nad głowę, bo kiedy dziewczyna łapie za nóż to robi się trochę jakby niebezpiecznie. Jezus kurwa, przeżywam swoje życie na nowo od jakiś piętnastu minut i jeśli zawsze wyglądało w ten sposób, to ja nie mam więcej pytań - A to ja!... - wcinam się kiedy słyszę swoje nazwisko. Chyba? Ale milknę, bo oni znowu zaczynają się dochodzić między sobą, ja zaś wchodzę już na tą kanapę z butami (właściwie to z jednym, bo wciąż mam na stopie tylko jednego klapka), ręce ciągle w górze i patrzę, obserwuję co się zaraz wydarzy - A ja mieszkam na górze - dodaję, kiedy Madox mówi, że to ich mieszkanie, nawet wychylam się lekko żeby pomachać do Pilar, wciąż z tym samym debilnym wyrazem twarzy, nieskażonym żadną sensowną myślą. Wzruszam ramionami, jak się mój małżonek pyta czy też straciła pamięć? A co ja jestem lekarzem? Jakimś specjalistą w tej kwestii? Raczej nie. JEZU! Facet się do niej wyrywa, a ja już oczami wyobraźni widzę jak dostaje kosę pod żebro, albo jeszcze gorzej, gdzieś spomiędzy moich warg wyrywa się zduszony okrzyk, bo ledwie pamiętam jak się nazywam, a tu takie rzeczy. Zdecydowanie za dużo atrakcji jak na jedno popołudnie. Ostrze uderza o podłogę, zostawiając długi ślad na parkiecie, zaś Madox łapie Pilar, łącząc ich usta w romantycznym pocałunku. Aż z wrażenia się łapię za głowę, z wolna przesuwam dłońmi wzdłuż twarzy, na policzki i przez chwilę mam minę jak gość z tego bardzo znanego obrazu, tylko teraz ciężko mi sobie przypomnieć tytuł. Atmosfera w mieszkaniu robi się gęsta jak kisiel, można by łyżkę wsadzić i by się zawiesiła. Nie chcę ryzykować stwierdzenia, że możnaby ciąć ją nożem, bo zdecydowanie nie chciałbym oglądać jak się tu zaczynają chlastać. Po cichu mam nadzieję, że nie wydarzy się już nic bardziej zjebanego niż do tej pory. Z drugiej strony przyszedłem tylko z papierami rozwodowymi, to miało być krótkie spotkanie w jednym celu, a wyszło jak zwykle. O właśnie! Właśnie sobie przypominam ma chuj ja tu jestem w ogóle.

Pilar Stewart Madox A. Noriega

006. divorce papers have arrived, bitches

: pn maja 04, 2026 9:06 pm
autor: Pilar Stewart
Pilar lubiła kontrolę.
Lubiła wiedzieć. 
Być przygotowana na każdy możliwy scenariusz. Wiedzieć na czym stała i znać wszelkie za i przeciw każdej sytuacji, w jakiej się znajdowała. Tutaj, w środku mieszkania w samym centrum Toronto nie wiedziała nic. Pierdolone nic. Za nic nie mogła sobie przypomnieć co tutaj robiła, ani jak tu trafiła. Ani co robiła wczoraj i dzień wcześniej. W głowie miała jedną, wielką czarną dziurę. Wspomnienia blendowały się ze sobą, łączyły i przeplatały, nie składając się w całość, nie wspominając już o głowie, która wciąż kurewsko nieprzyjemnie pulsowała. 
W naturalnym, obronnym geście złapała nóż i autentycznie była gotowa skrzywdzić Noriegę, gdyby tylko odważył się podejść bliżej. Szczególnie, że kazał jej być spokojną, a jak wiadomo, było to n a j g o r s z e możliwe połączenie słów, jakie można było powiedzieć kobiecie. Szczególnie takiej, która chwile temu jebła się w głowę i miała problemy z pamięcią. A miała je chyba ogromne, skoro z ust Madoxa Noriegi wyszły słowa po tytułem to nasze mieszkanie
Chyba cię popierdoliło, Noriega — może to on jednak upadł na głowę? Uderzył się? Ogłupiał? Pilar może i go znała, wiedziała, kim był, ale jakoś nie przypominała sobie, żeby byli kurwa razem chociażby gdziekolwiek indziej niż w jego kubie, do którego czasami przychodziła po informacje. Musiała jednak przyznać, że chociaż głowa walczyła na najwyższych obrotach, tak ciało mimowolnie jakoś do niego lgnęło. Serce waliło mocno w piersi, chociaż równie dobrze mogła być to kwestia nadmiernej adrenaliny. 
Ale jednak nie mogła. Bo widziała przecież, ze się na nią czaił. Że lada moment na nią skoczy. Mogła być na to przygotowana, nie takie rzeczy trenowała, uciec mu, a jednak w ostatniej chwili ciało bezczelnie odmówiło posłuszeństwa. Pozwoliło się złapać i szarpnąć, jakby co najmniej było już do tego przyzwyczajone. Do niego. I do ust, które po chwili i kompletnie znienacka ją pocałowały. Wpił się w nią argesywnie, bez najmniejszych hamulców, biorąc ją z zaskoczenia.
W pierwszej chwili nie wiedziała, jak się zachować.
Serce wyrwało się do przodu, skóra zamrowiła dziwnie przyjemnie, a Pilar… Pilar otrzymując resztki rozsądku, zamachnęła się mocno kolanem i wymierzyła mu uderzenie prosto w kroczę, żeby się kurwa odsunął. A potem jeszcze poprawiła z otwartej dłoni prosto w twarz. Mogła zrobić to pięścią, ale wtedy najprawdopodobniej złamałaby mu nos albo rozwaliła wargę, a przecież potrzebowała tylko przestrzeni. Żeby się od nie odsunął i dał je pomyśleć. 
Tylko problem w tym, że Pilar nie mogła myśleć. Nic nie mogła. Skupić się również nie, bo cała fiksowała się na tym jebanym pocałunku; na znajomym uczuciu palącego gorącą, na sposobie, w jaki jego wargi układały się na tych jej, na dzikości z jaką po prostu się na nią rzucił. To wszystko było tak kurwa znajome i właściwe, że kiedy znowu się na niego zamachnęła, to zamiast poprawić mu w drugi policzek, po prostu szarpnęła go za koszulę i tym razem to ona wpiła się w jego usta. Równie zachłannie. Równie nieobliczalnie, a cichy jęk wybrzmiał z jej gardła, gdy plecy zderzyły się z chłodną ścianą.
Pamiętała go?
Coś zaczynała pamiętać, chociaż serce wciąż waliło jak szalone. Dalsze wspomnienia zaczęły się pojawiać: Medellin, święta, dom dziecka i ubieranie choinki... a kiedy zarzucała mu nogi na biodra pamiętała nawet pierdolonego Daltona, chociaż akurat o nim wolałaby zapomnieć. Dziura powoli wypełniła się strzępkami wspomnień i wszystkimi powodami, dla których jednak nie powinna rzucać się na niego z nożem. Szkoda że na to było już za późno. Na kopniaka prosto w kroczę również i... odsunęła się od niego spoglądając na niego zaczerwieniony policzek.
Kurwa, lo siento, cariño — rzuciła już o wiele spokojniej, chociaż klatka piersiowa chodziła wciąż nerwowo, podczas gdy opuszki pałcy umieściła na ciepłej skórze pod okiem. — Będzie ślad — skrzywiła się i już miała go znowu przeprosić (ustami rzecz jasna). Ale wtedy ktoś na kanapie odchrząknął, a kiedy Stewart zobaczyła tam Williama, to aż jebła głową o ścianę za plecami. — A ten tutaj po co? — niby wróciła jej pamięć, a jednak nie pamiętała co Patel robił w ich mieszkaniu. Dziwnie się te wszystkie puzzle układały. Ciekawe czy pamiętała, że Madox i William byli oficjalnie małżeństwem.
Dom wariatów, kurwa.

Madox A. Noriega William N. Patel-Noriega