ODPOWIEDZ
34 y/o
Enjoy the simplest things
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mówię Peach, że idę tylko na moment do Madoxa i zaraz wracam, bo mam super ważną sprawę, która nie może czekać. Głównie dlatego, że już miałem dosyć tego pierdolenia Noriegi i trucia mi dupy trzy razy dziennie, żebym to ogarnął. Już zaczynało mi się śnić po nocach, że idę się wysrać, podnoszę deskę, a tam Madox wyskakuje z pytaniem czy ogarnąłem już rozwód. Niedobrze. W każdym razie zakładam na stopy klapeczki i zamykam za sobą drzwi, po czym ruszam w dół po schodach. Nawet mi się nie chce przebrać, więc mam na sobie swoją starą koszulkę z Nirvaną i krótkie gacie w hawajskie wzory, bo my na mieszkaniu mieliśmy dosłownie gorąco jak w piekle. Peach wiecznie było zimno, ale co się dziwić? Płynęła w niej gorąca hinduska krew, ja, Kanadyjczyk, nosiłem krótki rękaw przy dziesięciu stopniach na dworze, bo przecież to już wiosna. Tak czy inaczej gwiżdżę sobie pod nosem jakąś melodyjkę zasłyszaną w radio i macham wesoło teczką, w której mam przygotowane papiery rozwodowe. Teraz tylko podpisik mój i mojego męża, a potem do sądu i oczekiwanie na rozprawę. Generalnie chcieliśmy to załatwić polubownie, więc powinno pójść gładko, szybkie spotkanie na sali sądowej, albo nawet i nie, przyklepanie przez sędziego i po kolejnych trzydziestu jeden dniach znowu będziemy wolnymi ludźmi. Rozmyślam sobie o tym co zrobię jak zostanę rozwodnikiem, chyba się nawalę ze szczęścia, najlepiej razem z moim byłym już mężem. O, albo może zrobimy ogromną imprezę na dachu kamienicy, gdzie wraz ze wszystkimi znajomymi będziemy świętować odzyskanie wolności. Brzmi nieźle. Po drodze mijam kilku sąsiadów, z którymi się witam i nawet wchodzę w krótką gadkę pod tytułem ładna dziś pogoda, wreszcie trochę ciepełka, generalnie typowy small talk, ale tak to już było jak się znało wszystkich mieszkańców. Poza tym jakby nie patrząc żyliśmy pod jednym dachem, więc warto było zachować jakiekolwiek pozytywne relacje. Albo chociaż neutralne. Już mi wystarczyło to, że jeszcze do niedawna nie mogłem znieść dziewczyny z naprzeciwka, chociaż teraz właściwie chętnie bym do niej zaszedł zobaczyć co robi. Ale najpierw rozwód. Staję przed drzwiami do mieszkania Madoxa i tak jak zresztą zwykle nawet nie raczę zapukać tylko od razu ciągnę za klamkę i od progu się wydzieram - Halo! Mężuś, jesteś?!... - ale zamiast mojego mężusia to na korytarzu wpadam wprost na... Jego narzeczoną. Krzywię się, bo ostatnią osobą, którą chciałem tu spotkać była właśnie Stewart. Już bym wolał to stadko Latynosów, które melinowało u Noriegi po kątach, bo z nimi przynajmniej się normalnie dogadywałem, a z panią policjantką jakoś nie mogliśmy znaleźć wspólnego języka, odkąd wybroniłem typa, którego bardzo chciała władować za kratki. Mierzę ją spojrzeniem od góry do dołu i w drugą stronę, mrużąc przy tym złowrogo ślepia - Cześć, Pilar - syczę przez zęby - Jest Madox? Mam sprawę do niego - rzucam i zerkam jej ponad ramieniem wgłąb mieszkania. Wolałbym uniknąć jej obecności podczas spotkania rozwodowego, ale już chuj, przecież jej nie wyproszę z nieswojego lokum. Szczególnie, że właściwie była tu bardziej na miejscu niż ja, poniekąd. Przez myśl przechodzi mi pytanie czy ona wie, ale znając Madoxa to od razu z tym do niej poleciał, bo nawet jak proponowałem, że wcale nie musi się dowiedzieć, to Noriega od razu, że nie, nie, on Pilar mówi wszystko! Heh, ciekawe czy mu się za to oberwało.

Madox A. Noriega Pilar Stewart
twoja stara
???
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


030.
just sign
the damn papers



Ostatnie dni były p o j e b a n e.
Praktycznie na każdej płaszczyźnie wszystko zdążyło się posypać, chociaż akurat oni jeszcze jakimś cudem trzymali się razem. Nie było łatwo. Nie po tym, co Noriega w końcu postanowił jej powiedzieć. Całe szczęście oboje byli ludźmi, którzy nie poddawali się po pierwszym potknięciu. Walczyli. I również w tym przypadku postanowili podjąć próbę walki. Spróbować urobić Eliota, a do tego przekonać półświatek, że nic ich nie łączyło. Może się uda, może nie. W najgorszym wypadku któreś z nich skończy z kulką w głowie.
Chociaż biorąc pod uwagę to, co właśnie robiła Pilar na samym środku kuchni, można śmiało powiedzieć, że była bliska władowania jej sobie prosto w skroń osobiście. Od bitych piętnastu minut męczyła się z mrożonymi malinami, którymi Riczi kazał jej ozdobić ciasto, bo sam musiał uciekać. Szkoda tylko, że nie powiedział jej jak te maliny odpowiednio odmrozić, bo pierwsze prawie się pocięła próbując je rozbić nożem, potem wysadziła mikrofalówkę próbując je podgrzać, a skończyło się na tym, że mieszała ze sobą te dwie techniki do tego stopnia, że kiedy do mieszkania wszedł nieproszony gość, Stewart wyszła go przywitać cała ubabrana na czerwono, z równie krwistym nożem w ręce, jakby właśnie kogoś poszatkowała. I akurat ś w i e t n i e się złożyło, bo owym gościem był nie kto inny jak William.
Mężusia nie ma — mruknęła bezczelnie, wbijając spojrzenie w jego brązowe oczy, przy okazji zaciskając mocniej palce na nożu. Chciała mu tym coś przekazać? Cóż, to już pozostawiła Patelkowi do domysłu. Szybko przeleciała po jego sylwetce spojrzeniem i chociaż na język cisnęło się jej kilka komentarzy na temat hawajskich gaci, które miał na sobie, tak teczka w jego dłoni o wiele bardziej zwróciła jej uwagę. Jeśli to papiery rozwodowe, to może faktycznie powinna go ładniej ugościć i jeszcze nie używać noża. — Zaraz wróci, wyszedł ze śmieciami — dodała, gestem ręki — ku własnemu zaskoczeniu — zapraszając go do środka, a dokładniej do salonu połączonego z kuchnią, gdzie na wielkim stole mógł zobaczyć roz-je-ba-ne owoce, a pośrodku tego wszystkiego ciasto.
Pijesz coś? — nawet jeśli William działał jej na nerwy, szanowała to, że był przyjacielem jej faceta, dlatego zaraz jak na dobra panią domu przystało otworzyła szafeczkę z alkoholem. Bo przecież nie będzie chyba pił wody? — Swoją drogą, nie wiedziałam, że aż tak kręcą ci faceci, Patel — opadła biodrem na brzeg lady, przyglądając mu się uważnie. — Mam kilku singli na komendzie, jakbyś chciał to mogę załatwić ci numery, jak już będziesz po rozwodzie. Tylko wcześniej musisz mi koniecznie dać znać, czy jesteś z tych aktywnych czy pasywnych, bo u facetów to chyba ma znaczenie, nie?

Madox A. Noriega William N. Patel-Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”