Strona 2 z 3

009. dirty money, quiet secrets

: pn kwie 27, 2026 5:43 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Oczywiście, że wbił w nią spojrzenie, kiedy zsunęła z ramienia ramiączko stanika, a na to pytanie czy nie może tak iść do klubu, wywrócił oczami. Znowu.
- Jeśli to jakaś twoja kolejna fantazja Pilarrr, to mogę dzisiaj kazać zamknąć wcześniej i wtedy mogłabyś tak stanąć za barem... Dla mnie. A później wiesz... rundka do podziemia i jakieś wygibasy na rurce, dawno nie byłem na żadnym pokazie - i on też posłał jej jakiś bezczelny uśmieszek. Prędzej by wyjebał wszystkich gości z lokalu, niż ją tak wpuścił za bar, przy ludziach, ale przecież doskonale zdawała sobie z tego sprawę, że Madox był o nią zazdrosny. Chorobliwie czasem...
I pewnie każdy normalny człowiek uznałby, że to toksyczne... Ale taki był Noriega. Czasem naprawdę jebnięty.
Chociaż zaraz wyciągał spod łóżka pudełko ckliwych pamiątek, które chyba trochę do niego nie pasowało? A może właśnie to też się składało na całego Madoxa, że jednak był odrobinę sentymentalny?
Uniósł jedną brew, kiedy powiedziała, że powinni to zdjęcie przypiąć na lodówkę.
- A jak będzie trzeba uciekać, to będę latał po mieszkaniu i to zbierał? Nie, zostaje tu - oczywiście, że wyciągnął zdjęcie z jej palców chowając je na samym dnie pudełka. Bo akurat je chciał zabrać ze sobą w razie ewakuacji. Kiedy podniosła majtki w górę, na wysokość jego oczu, to się szarpnął, żeby złapać je w zęby, ale mu się nie udało, więc wylądowały z powrotem w pudełku - to tak na wszelki, gdybym musiał uciekać jednak sam - właściwie to włożył je tu zaraz po Medellin, kiedy nie podejrzewał jeszcze, nawet przez chwilę, że on się zdecyduje, żeby się jej oświadczyć, i pokazać... to wszystko.
Zaraz jednak chował pudełko z powrotem pod łóżko. A już po chwili zniknął w salonie, a potem w łazience. Poszło mu sprawnie. Chociaż jeszcze musiał ułożyć włosy, wypsikać się perfumami, a kiedy Pilar wchodziła do łazienki to zakładał na siebie swoje świecidełka, bo jak to, tak do klubu bez błyskotek? Kilka pierścieni, kilka łańcuszków i księżniczka była gotowa.
- Ładna koszula... gdzieś ją już widziałem - mruknął podsuwając się do niej bliżej, kiedy opuszki jej palców przesunęły się po jego wytatuowanym torsie. Zajrzał w jej dekolt i zaraz zaczepił palcami o ten odkryty kawałek skóry, między jego koszulą, a jeansem. Oczy odrobinę mu pociemniały, bo kiedy uderzył go zapach jej perfum... a głowa już liczyła ile guzików musiałby rozpiąć, żeby nie niszczyć koszuli, to... musiał się od niej zdystansować. Zerknął jeszcze raz w lusterko odgarniając do tyłu ciemne włosy.
- Może być Furia, chociaż... - i jeszcze znowu przechylił na bok głowę, żeby na nią spojrzeć. Zamierzał BMW. I znowu fiksował się na tym, że po klubie mogliby, na tylnej kanapie...
- Dobra, Furią - stwierdził w końcu. A kiedy już pozakładali buty, to Madox jeszcze zostawił Sombrze kość i obiecał, że jak wróci to pójdą na długi spacer, na suczki, czy coś. Jeszcze go poklepał po brzuchu, kiedy wywalił się do góry kołami, i w końcu mogli iść.
Chociaż Madox zatrzymał się na schodach, kiedy Pilar zapytała go o ten telefon. W pół kroku za jej plecami.
- Ciekawi... Ale, nie chcę do niej dzwonić - dogonił ją tak, że kiedy chciała się do niego odwrócić, to zatrzymała się na jego klatce piersiowej - ty byś mogła... - zaczął. Ale w sumie... z jakiej racji ona?
Zeszli już na parking, i wsiadali do czerwonego Jaguara, który stał obok równie ładnego BMW Noriegi.
- Bo ona... - westchnął ciężko, kiedy siedzieli już w samochodzie, na tej czerwonej skórze - jak ja tam zadzwonię, to ona zaraz będzie chciała we mnie wzbudzić litość, wiesz jaka to jest manipulatorka - taka jak jej syn. W końcu Madox po kimś to miał. Ten talent do aktorstwa... ale też do grania na ludzkich uczuciach. I nerwach.
Zapiął pas jeszcze zanim Pilar kazała mu to zrobić.
- Co o tym myślisz? - zapytał, kiedy już wyjechała z parkingu, kiedy promienie słońca, które rzeczywiście świeciło dzisiaj ładnie, zagrały na ich twarzach i na tej błyszczącej, czerwonej masce.
- Poza tym... Nie chcę z nią gadać, po tym co odpierdoliła z Maddie - i teraz to już jej powiedział prosto z mostu, bez owijania w bawełnę, to co mu leżało na wątrobie - musiałem ją zwolnić. Ruscy są na mnie wkurwieni, bo są za Maddie, nie stosują się do moich poleceń. A ona mi cały czas wysyła zdjęcia tego jej dzieciaka, co jest moim chrześniakiem, musiałem ją zablokować - znowu... się jej kurwa zwierzał. A miał tego nie robić. Nie obarczać jej własnymi problemami, jakby tego co się działo mieli jeszcze za mało. Ale z drugiej strony... skoro jechali do klubu, to i tak by widziała, jakie podejście mają do niego ruscy. Już nie byli druz'ya.
Madoxowi też chodziło po głowie to, że będzie musiał ich zwolnić. Swoich najlepszych ochroniarzy, którzy kiedyś równo z Maddie stali za nim murem. Z którymi przecież chodził na sparingi.

Estás en todas mis fantasías ‧˚꒰💋ྀིྀི ꒱༘‧

009. dirty money, quiet secrets

: pn kwie 27, 2026 7:08 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, dużo przekleństw
Różne miała fantazje.
Każda jedna z nich wliczała go do planu, ale też nie miała zamiaru mówić o nich na głos. Na razie. Bo przecież mieli wychodzić, tak? Tak. A gdyby zaczęłaby gadać, Noriega zdecydowanie chciałby zostać w mieszkaniu. Chociaż ten pomysł z prywatnym pokazem w piwnicy pod barem… nie brzmiał źle. Mogłaby mu pokazać kilka efektów systematycznego chodzenia na cholerny pilates. Może kiedy będzie okazja.
Na razie i tak skupieni byli na czymś zupełnie innym, bo przecież mieli jechać pooglądać skrytki w klubie, a nie zabawiać się z barem. Dlatego zaraz schodzili już na parking, chociaż jeszcze na schodach Pilar oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie zagadała o Esme. Wstrzymała powietrze, kiedy przy obrocie wpadła na jego klatkę piersiową. Dłonie automatycznie wysunęła przed siebie dla lepszej asekuracji i zostawiła je tam kilka chwile dłużej niż powinna, sunąć palcami wzdłuż ewidentnie zarysowanych mięśni.
Nie rozumiała, dlaczego Noriega nie chciał zadzwonić do własnej matki, żeby dowiedzieć się, czy chociażby dotarła bezpiecznie na drugi koniec świata podczas swojej wielkiej ucieczki. Jakoś nie chciała uwierzyć, że naprawdę go to nie interesowało.
Przecież nie musicie długo gadać, mógłbyś się rozłączyć w każdym momencie — wzruszyła ramionami, nim złapała jego dłoń i razem skierowali się do pięknego, czerwonego Jaguara, zaparkowanego na miejscu z numerkiem trzynaście. Spojrzała na niego przelotnie, przy okazji uśmiechając się pod nosem, widząc, że już bez gadania sam z siebie zapisał pasy. — Wydaje mi się, że lepiej byłoby jakbyś to ty zadzwonił, ale jeśli faktycznie nie chcesz, to ja mogę to zrobić — przekręciła głowę, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Pilar naprawdę chciała wiedzieć, co u nich słychać. Może i nie powinna, ale pomimo tego wszystkiego złego, co się stało, czuła się po części związana z ich historią i Aurą. Powiedzieć, że Esme niekiedy traktowała ją jak swoje dziecko może byłoby przesadą, ale Stewart momentami naprawdę się tak czuła. Może wynikało to z braku matki przez całe swoje życie, ale odczuła od niej pewnego rodzaju troskę. W tym samym czasie rozumiała, że Noriega miał do niej żal o to wszystko, co stało się z Maddie.
Przekręciła kluczyk w stacyjce i wyjechała z parkingu. Chociaż wzrok miała wbity w przednią szybę, a dłonie zarzucały na nos okulary przeciwsłoneczne, słuchała jego słów z należytą uwagą, nie do końca rozumiejąc wszystkie kwestie…
A próbowałeś z nią w ogóle usiąść i wysłuchać jej wersji? — spytała w końcu. Pilar sama nienawidziła Maddie i ta relacja ciągnęła się grubo przed Meksykiem, ale z drugiej strony wiedziała przecież jak ważną postacią była dla Madoxa i jeszcze to dziecko… — Nie powinieneś karać dzieciaka za to, że pospinałeś się z jejo matką. Wiesz, chłopak nie jest niczemu winny — zauważyła. Mogło mu się to nie podobać, ale przecież taka była prawda. Jeśli chrześniak faktycznie kochał swojego wujaszka, to nie powinno mu się odbierać kontaktu tylko dlatego, że starzy mieli spinę. — A ci Ruscy to jaki właściwie mają problem? Przecież jesteś ich kurwa szefem — tego to akurat kompletnie nie rozumiała. Co to w ogóle znaczyło, że się nie stosowali do jego poleceń? To już szef Emptiness nie miał nic do powiedzenia, bo jakaś podstawiona przez matkę Noriegi laska im głównie rozkazywała? Pilar aż pokręciła głową. W dupach się tam wszystkim poprzewracało. Może i nie znała się na prowadzeniu biznesu, ale za to umiała z łatwością ocenić, kiedy ktoś komuś właził na głowę.
Zamknęła się jednak, żeby nie powiedzieć dwa słowa za dużo. W końcu Madox też dużo poświęcił przy akcji z Daltonem, żeby jej pomóc wyjść z dołka i wtedy też zaniedbywał klub. Nie chciała się obwiniać, ale gdzieś z tyłu głowy czuła, że mogła przyłożyć do tego cegiełkę. Może mogła mu jakoś pomóc? Może nikt ich dawno po prostu nie opierdolił?
Droga na North York minęła im zaskakująco szybko. Nawet światła współpracowały, bo mieli same zielone światła przez całą trasę, dlatego po kilku minutach Pilar już parkowała przed klubem. Nawet nie na tylnym parkingu — bezczelnie przy głównej ulicy, w dodatku z piskiem opon, pozostawiając krwiście czerwonego jaguara w blasku popołudniowego słońca. Goryle stojące przed klubem w ilości o wiele za dużej niż powinni obejrzeli się w ich stronę, ale wcale nie ruszyli z miejsca. Nawet nie stali przy samych drzwiach, a oparci o murek jakieś kilka metrów obok. Stewart spojrzała na Noriegę. Widziała to jego westchnięcie, widziała, że nawet nie chciało mu się z nimi dyskutować.
Całe szczęście ona była tego dnia w iście bojowym nastroju.
Dlatego nawet nie czekając aż Madox obejdzie samochód, ruszyła przodem, sztywnym krokiem, nawet nie ściągając z oczu okularów. Nie musiała. Jej mowa ciała sama w sobie zdradzała, że szła na pogawędkę. Dwóch z nich aż się wyprostowało.
Czemu nikt nie stoi przy drzwiach? — spytała stanowczo. Jej ton był chłodny. Mało miała w sobie z szefowania, ale za to władcza umiała być z komendy.
No bo ten, mamy przerwę — odezwał się jeden z nich, lekko zbity z tropu, a jego koledzy popatrzyli po sobie. Doskonale wiedzieli, że przecież Madox już jakiś czas temu wydał polecenie, że z a w s z e niezależnie od tego, co by się nie działo, ktoś miał być na drzwiach i w środku przy barze. Emptiness nie było przecież pierwszą lepszą kawiarnią, a kurwa miejscem, gdzie spotykał się jebany półświatek. Na przerwy chodziło się osobno.
Przerwę masz? — zrobiła krok w jego kierunku, zadzierając głowę. Sergiej może i był o niej wyższy i większy, ale tyle razy się już z nią szarpał, kiedy imprezowała na stołach po akcji z Nickiem, że doskonale wiedział, że już raz złamała mu dwa palce u stopy i prawie przysporzyła o impotencje. Była nieobliczalna i mogła to spokojnie zrobić drugi raz. — A jakby teraz kurwa wszedł tam jakiś debil z bronią i odpierdolił barmankę, to co byś powiedział? Że kurwa przerwę miałeś? — warknęła na niego, gromiąc go wzrokiem. Mogli sobie żartować i próbować zachować luz, ale akurat oni doskonale wiedzieli, jak średnio kilka razy na imprezę musieli pozbywać się argesorów, szczególnie tych naćpanych, którzy byliny niebezpieczni względem obsługi. Wiedzieli, że scenariusz, który zaprezentowała Pilar wcale nie był taki odklejony, chociaż niektórzy z nich wciąż próbowali udawać, że to po nich spływało. Dokładniej to jakiś nowy, którego Stewart nawet nie kojarzyła. I on ewidentnie jej też nie.
Słuchaj no paniusio, mi nikt… — zaczął, ale nim ktokolwiek zdążył chociażby złapać więcej powietrza, a Madox jakkolwiek zareagować, ona znowu zrobiła krok do przodu i praktycznie zetknęła się z nim klatkami.
Paniusia jest kurwa kobietą twojego szefa. Tego samego, który płaci ci GRUBY hajs, żebyś stał przy pieprzonych drzwiach — przerwała mu w pół słowa, podnosząc głos i wskazując dłonią na Noriegę. — Wiec jeśli chcesz jeszcze za pięć minut mieć robotę, rusz się kurwa z miejsca i zacznij ją wykonywać. Może Maddie już tu nie ma, ale to wcale nie znaczy, że nikt nie wypierdoli was na zbity pysk — rzuciła ostro, czując jak ciśnienie przekroczyło już maks granicy. Serce waliło jej mocno, ale nawet na moment nie dała tego po sobie poznać. Jedna Pilar Stewart kontra czterech ruskich. Mogło się to źle skończyć. Mogli jej nie posłuchać. Obśmiać ją. Ale tacy ludzie jak oni, szczególnie takie gryzące, wielkie psy bardzo często mieli kompleks matczyny i po prostu czasami… potrzebowali, żeby opierdoliła ich kobieca ręka.
Była gotowa na bójkę, chociaż wcale jej nie chciała.
Była też gotowa na to, że przez jej pierdolenie, Madox naprawdę będzie musiał szukać nowych ochroniarzy.
A jednak nic z tego nie było potrzebne. N i c. Goryl, z którym mierzyła się spojrzeniem westchnął ciężko i zrzucił peta prosto pod buta, a potem… mrucząc coś pod nosem po rusku, że wariatka, ze spuszczoną głową faktycznie poszedł stanąć przy drzwiach. Pozostałą trójka popatrzyła się po sobie i… również udała się do środka, wykonywać swoje jebane obowiązki. A Stewart? Stewart odwróciła się do Noriegi i uśmiechnęła bezczelnie.
Moluscosmięczaki, rzuciła pod nosem, a następnie przysunęła się do niego nieco bliżej. — To jaki jest ten protokół awaryjny?

tu mujer esta loca

009. dirty money, quiet secrets

: pn kwie 27, 2026 8:48 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Może i tak. Mógł zadzwonić do matki, zapytać co tam i się rozłączyć, kiedy znowu próbowała by go zmanipulować. Tylko, że pewnie by tego nie zrobił, bo on mógł się rzucać, warczeć, a przecież tak na prawdę, to matka była też jego trochę słabym punktem. Może nie tak bardzo jak Stewart, ale jednak... To dla niej odwalili całą tą akcję z Gonzalesem.
- Wolę żebyś ty to zrobiła - pewnie Madox przed nikim innym by się do czegoś takiego nie przyznał, że on w ogóle... nie chce czegoś robić. A przed nią pokazywał swoje słabości. Chociaż i tak zaraz się zastanawiał, czy w ogóle dobrze zrobił, że jej o tym powiedział.
A potem jeszcze o Maddie i ochroniarzach.
- Nie... - oczywiście, że nie próbował wysłuchać jej wersji, bo wiedział jakby to wyglądało. Madox mógł być pierdolnięty, mógł udawać groźnego, ale prawda jest taka, że... kobiety zawsze robiły z nim co chciały. Bo on nie umiałby się na Maddie wydzierać. Umiał się na nią wkurwiać, kiedy nie było jej obok. Przeklinać na nią w klubie i mówić, że nie mają jej tam wcale wpuszczać. Miał coś powiedzieć, kiedy mówiła o tym, że dzieciak Maddie nie jest niczemu winny, pewnie coś, że ma to w dupie. Bo przecież to by był typowy Madox, który wszystko ma w dupie, ale w zasadzie... Pilar miała rację, to nie wina dziecka, że ma popierdoloną matkę, zdrajczynię - lubię tego dzieciaka. Wiesz, że on na dzień idola w przedszkolu zaprosił mnie - na pewno nie wiedziała. Bo kto normalny wziąłby sobie za idola Noriegę? Ale ten dzieciak jako jego chrześniak to pewnie nie do końca był normalny. Na to pytanie o ruskich wypuścił powietrze z płuc ze świstem.
- Ruscy nigdy mnie nie lubili, ale lubili Maddie, to ona ich sprowadziła, oni byli bardziej pod nią, niż pode mną - chociaż przecież w pewnym momencie ruscy byli przecież jego najbardziej zaufanymi ochroniarzami. Byli kolegami. Może też im powinien wyjaśnić, co w ogóle zaszło miedzy nim a Maddie, a nie rzucać tylko, że mają jej nie wpuszczać do klubu?
I może Pilar też powinien to dokładniej wyjaśnić?
Bo kiedy zaparkowała czerwonego Jaguara pod klubem, z piskiem opon, a zaraz wyrwała się do jego ochroniarzy, to Madox w pierwszej chwili się zatrzymał. Nie chciał z nimi gadać, bo nie po to tutaj przyjechali, on miał przecież dzisiaj wolne, a co za tym idzie... wyjebane na to co działo się w klubie. Ale Pilar chciała. I z jednej strony cholernie go kręciła taka bojowa, taka narwana... Prawdziwa kobieta gangstera, a już niedługo jego żona - Pilar Noriega.
Ale z drugiej... kim on był, że pozwalał swojej kobiecie na coś takiego? Jakimś kurwa pantoflarzem?
Mięczakiem?
Powinien od razu szarpnąć ją do siebie i powstrzymać. Ale... nie mógł się oprzeć. Stanął za nią, krzyżując ręce na piersi. Ze spojrzeniem wbitym nie w ochroniarzy, tylko w nią. Kiedy dyskutowała z nimi o tym, czy mają przerwę. Zrobił krok do przodu, odruchowo, kiedy ona też to zrobiła. Bo przecież był gotowy zareagować. Gdyby chłopakom nie spodobało się, że opierdala ich kobieta...
Kobieta szefa, jak się zaraz okazało. I kiedy ona się tak nad nimi wytrząsała, w tym bojowym nastroju, to Madox znowu się uśmiechnął. Nawet na moment nie spuszczając z niej spojrzenia. Niektórzy ochroniarze już zerkali na niego szukając w nim jakiegoś poparcia, dla jej słów? A może czekając na to, aż on ją uspokoi? I stanie po ich stronie?
No chyba nie zamierzał, bo tylko zrobił krok do przodu stając za plecami swojej kobiety.
I kiedy ruscy tak patrzyli po sobie zdezorientowani, gotowi udać się na swoje pozycje, a Pilar odwróciła się do Madoxa z tym słowem mięczaki na ustach, to Noriega szarpnął się do niej, zacisnął palce na jej nadgarstku.
- Pilar… - warknął i mogło to wyglądać, jakby rzeczywiście chciał ją skarcić? Tylko, że zamiast tego pociągnął ją do siebie - loca - rzucił, a już zaraz łapał ją pod kolanami, żeby przerzucić ją sobie przez ramię, poklepać po tyłku. Mogła się mu szarpnąć, bo... chyba wziął ją z zaskoczenia, ale mocniej wbił palce w jej udo i pośladek. A zaraz zwrócił się do ruskich.
- Słyszeliście, co kurwa powiedziała kobieta szefa? - i teraz to już warknął na nich, a ciemne tęczówki przesunęły się po każdym po kolei - wypierdalać na pozycje, albo możecie się pakować i od jutra stać kurwa pod chatą jebanej zdrajczyni Maddie, licząc, że coś wam odpali, bo u mnie nie będziecie mieli czego szukać - jeszcze sobie poprawił Pilar na ramieniu odchylając na bok głowę - Siergiej za mną, biuro. Grigorij drzwi. Sasha bar, a nowy... Kibel, i jeszcze raz powiesz do niej paniusiu, to będziesz tam kurwa siedział dożywotnio - znowu warknął i skinął tylko na nich głową.
Może to rzeczywiście ta reprymenda Pilar? A może to, że Madox też się postawił, ale ruscy ruszyli na swoje pozycje, a Siergiej za nimi.
Noriega postawił Stewart dopiero jak weszli do klubu, jak uderzył w nich chłód z klimatyzacji wymieszany z tym parnym powietrzem bijącym od parkietu, gdzie z głośników już leciała muzyka latynoska. Dopiero teraz, kiedy stała przed nim, w tej jego koszuli, z zawieszonym na piersi jego pierścionkiem, który teraz wypadł spod materiału, w jego klubie, jako jego kobieta, to wbił ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy, z zaczepnym uśmiechem. A zaraz już odwracał ją do siebie tyłem, żeby pchnąć ją na przód, opierając klatkę piersiową o jej plecy.
- Ale mnie taka kręcisz... - mruknął jej gdzieś do ucha, kiedy przechodzili przez klub, a Siergiej pilnował, żeby te kilka osób, które bawiło się na parkiecie nawet do nich nie podeszło, a kiedy jakiś pijany facet zatoczył się w kierunku Stewart, to zaraz został odciągnięty na bok - a co powiesz na to, żeby pierdolić protokół awaryjny, a zamiast tego zaliczyć... - i już jej chciał powiedzieć, że to jego szefowskie biurko, które robił na specjalne zamówienie. Bo Madox naprawdę chciał wyminąć bar i iść z nią prosto do biura, tylko, że kiedy zobaczyła go Laura, to zaraz wyrwała się zza baru.
- Madox, dobrze, że kurwa jesteś... - rzuciła, a Noriega wyminął Pilar, żeby stanąć przed brunetką. I znowu ręce skrzyżowane na piersi, ale akurat Laura zdawała się tym wcale nie przejmować, bo podeszła do niego bliżej nieustraszona.
- Mam wolne, nie ma mnie tu. Nie umiecie sobie kurwa poradzić sami? - mruknął, a Laura wywróciła oczami.
- Skończ pierdolić, przecież tu stoisz, zresztą... Jak chcesz to sobie poradzimy, ale jutro będziesz to sprzątał - Laura była pyskata, Madox ją lubił, a ona też sobie pozwalała na dużo. Wchodziła mu na głowę? Ale też... dużo mu pomagała.
Madox zmrużył oczy i chociaż jeszcze przez moment wahał się, czy nie kazać jej spierdalać, to chyba widział po jej minie, że coś jest nie tak.
- Co jest? - zapytał. A brunetka przysunęła się jeszcze bliżej, tak, żeby nikt ich nie słyszał.
- Jeden z twoich klientów VIP się awanturuje, na dole... - rzuciła.
- Kto? - zapytał od razu Madox.
- Tony - odpowiedziała Laura. A Noriega aż odchylił do tyłu głowę, a zaraz sunął palcami ozdobionymi złotymi pierścieniami po karku.
- Pierdolony Grubas, Siergiej za mną - skinął na ochroniarza, i już miał tam ruszyć, ale zatrzymał się w pół kroku i obejrzał na Pilar - vamos, mi mujer - była jego kobietą, to idą razem. I tym razem już wyciągnął do niej rękę, żeby spleść jej palce ze swoimi. Poprowadził ją na dół, do podziemia, i chociaż prowadził ją po schodach przodem, tuż przy sobie. To kiedy stanęli w tej dużej sali, gdzie na środku stał podest z rurką, wielka kanapa, a pod ścianą bar, to Madox wycofał Pilar za siebie. Chociaż i tak przed nimi stanął Siergiej, a po obu stronach, jeszcze dwóch kolejnych ochroniarzy, tym razem Latynosów, którzy pilnowali sali VIP. Grubas siedział na kanapie, palił cygaro, za plecami miał dwóch makaroniarzy, a przed nim na podłodze siedziała tancerka w kusym wdzianku. Zanosiła się płaczem, a Tony się nad nią wytrząsał. Madox od razu wyrwał się do przodu, od razu między Tony'ego, a dziewczynę.
- Gloria? Co się stało? - rzucił najpierw zerkając na tancerkę - co ty kurwa odpierdalasz Tony? - potem już warknął na Włocha. A na koniec popatrzył po swoich ochroniarzach - i czemu nikt kurwa nie reaguje?
Pierwszy odezwał się Tony.
- Bo jej się należało Noriega… Te twoje dziwki są takie głupie, myślała, że mnie okradnie - Tony skiepił cygaro gdzieś obok dziewczyny. A Madox wbił w nią czarne już spojrzenie. Wkurwiła go, było to po nim widać. Ale... Tony wkurwiał go chyba bardziej.
- Zabierzcie ją - zadecydował i machnął na Siergieja, ale Grubasowi się to nie spodobało, bo zaraz poderwał się z kanapy i krępe palce zacisnął na czarnej koszuli Noriegi.

vamos, mi mujer ⋆༺𓆩☠︎︎𓆪༻⋆

009. dirty money, quiet secrets

: pn kwie 27, 2026 11:14 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Postanowiła, że to zrobi.
Zadzwoni do Esme, jak tylko wrócą wieczorem do domu.
Nie było co zwlekać, a skoro Madox ją prosił… jak mogła mu odmówić? Prosta odpowiedź: nie mogła. Nie miałaby serca zmuszać go do tego, kiedy ewidentnie nie był gotowy. Może kiedyś będzie i jak tylko przyjdzie ten czas, Stewart będzie obok, żeby dać mu odpowiednie wsparcie. Z żalem już tak było — przechodził z czasem. Nigdy od razu i u każdego we własnym tempie. Madox względem własnej matki miał go całkiem sporo i w dodatku był w pełni uzasadniony, miał prawo czuć się zdradzony.
Pilar za to nie miała prawa wydzierać się na jego ochroniarzy, a jednak i tak to zrobiła. Wszystko by dla niego zrobiła. Wystarczyło jego jedno westchnięcie, znak, że samemu nie chciało się im nawet zwrócić uwagi, a ona już szła do dopełnić za niego. Jak na prawdziwą kobietę gangstera przystało. Ruscy również nie byli przyzwyczajeni do tego, że jakakolwiek dziewczyna szefa ma w ogóle czelność do nich mówić, a co dopiero im rozkazywać. Może to tak wzięło ich z zaskoczenia? A może po prostu solidne argumenty, które Stewart wystosowała, bo jednak pod koniec dnia, to Madox zasilał ich portfele, a nie jebana Maddie. W dzisiejszych czasach, w tego typu pracy prawda była taka, że nic nie robiło się za darmo i chociaż można było mieć respekt do kogoś lub nie, to jednak w robocie było się dla zarobków, a nie koleżeństwa. I oni chyba w końcu to zrozumieli. Że mogli psioczyć się na Madoxa, ile chcieli za jego plecami, ale z własnych obowiązków powinni się wywiązać.
Kiedy Noriega warknął jej imię, swoje ciemne tęczówki jak na zawołanie zawiesiła na jego twarzy. Poczuła, jak jego palce zaciskając się na szczupłym nadgarstku, a potem już przyciągał ją do siebie. Chciała podasekurować się dłońmi, jednak nie zdążyła i wpadła prosto w jego ramiona, uśmiechając się przy tym bezczelnie. Na krótką chwilę po prostu zaciągnęła się jego przyjemnym zapachem, a do tego zapatrzyła w te błędnie ciemne oczy, w których teraz palił się prawdziwy ogień.
Uwielbiała go takiego.
Kiedy nazwał ją loca w pierwszej chwili chciała się do niego wyrwać. Wpić się w jego usta, kompletnie ignorując to, że wciąż gdzieś obok mieli czwórkę gapiów, tylko on znowu ją ubiegł i już przerzucał ją sobie przez ramię. Krzyknęła hiszpańskie przekleństwo, wyzywając go od wariatów, ale on oczywiście nic sobie z tego nie robił. Jedynie poklepał ją po tyłku i poszedł rozdawać rozkazy swoim gorylą. I chociaż Pilar chuja widziała (chociaż patrzyła na tyłek hehe), tak uśmiechnęła się pod nosem, słysząc, jaki był stanowczy. Jak rozrzucał ich po kątach i w kilku zdaniach przypomniał im, gdzie było ich miejsce. Była z niego dumna. Ze swojego mężczyzny, który nie dawał sobie wchodzić na głowę jakimś byłym sługusom Maddie. Nawet puściła oczko do Grigorijego, który został przy drzwiach, ale ten chyba był na nią lekko obrażony, bo wcale nie odwzajemnił. No nic, jakoś to będzie musiała przeżyć.
Wstrzymała powietrze, gdy kładł ją na ziemię, a następnie odwracał do siebie tyłem, by całym ciałem pchnąć na przód i przy okazji wyszeptać do ucha to, co lubiła najbardziej. Lubiła go kręcić. Była uzależniona od tego, jak fiksował się na jej punkcie, dlatego specjalnie nagle przystanęła, wypinając się nieznacznie w tył, by wpadł na nią tym najbardziej wrażliwym miejscem.
Pierdolmy protokół awaryjny — opowiedziała mu praktycznie od razu, odwracając się energicznie w jego kierunku. — Sé cosas mejores que follarznam inne, lepsze rzeczy, które można pierdolić, wbiła coraz ciemniejsze spojrzenie w twarz swojego narzeczonego i może powiedziałaby mu nieco więcej na ten temat, ale przecież dzień bez przerwania im był jebanym dniem straconym dla całego wszechświata. O c z y w i ś c i e, że ktoś do nich poszedł i oczywiście, że zamiast skierować się na górę do biura, musieli zejść na dół, zamiast jakieś sprawy z pieprzonym Tonym. Chociaż kiedy Stewart usłyszała to imię, to momentalnie się spięła i szarpnęła Madoxa za koszulkę.
Laine?! — bo przecież skurwiela nigdy nie złapali po ten całej akcji z Ruby. Uciekł, kiedy zrobiło się zamieszanie z barmanką Noriegi i tyle go widziano. Aż spojrzała na Madoxa z wyrzutem, bo jeśli on miał kontakt z Lainem i nawet jej o tym nie powiedział, była gotowa wyskoczyć na niego bardziej niż na ruskich przed klubem.
Tylko zaraz okazało się, że to wcale nie był Tony Laine, a jakiś grubas w dodatku włoch, którego Pilar wcale nie znała. Nawet nie kojarzyła, a jednak kilka osób z półświatka znała z akt. Stanęła za Madoxem, kiedy tylko ją przytrzymał za swoimi plecami. Wiedziała, że m u s i a ł a się zachowywać. Mieli się przecież nie wychylać, tak? Nie pokazywać słabości.
Chociaż kiedy zobaczyła na kolanach jedną z tancerek, automatycznie się skrzywiła. Mogła być najgroźniejszą dziewczyną gangstera, jaką tylko się dało, ale jednak ludzka krzywda, w dodatku bezpodstawna zawsze robiła na niej wrażenie. I to wcale nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie umiała być obojętna. Drgnęła delikatnie kurewsko walcząc ze sobą, by się nie odezwać, ale całe szczęście Madox zrobił to za nią. Serce zabiło jej szybciej, kiedy od razu spytał swojej pracownicy co się stało, a potem doskoczył do grubego.
I wszystko szło świetnie, do momentu, w którym Tony nie przysunął się do Madoxa i nie zacisnął plugawych łap na koszuli jej narzeczonego. Wstrzymała powietrze, momentalnie wbijając sobie paznokcie w środek dłoni. Aż ją kurwa s k r ę c a ł o, żeby się odezwać. Żeby stanąć w jego obronie. Żeby kurwa odciągnąć tego makaroniarza, który śmiał dotykać jej faceta.
Ale w tym duecie nie tylko Madox był tym, który się uczył.
Ona też próbowała.
Próbowała nie wyrywać się do przodu i dać mu działać. W jej naturze leżało wpierdalanie się do środka zamieszania od razu, łamanie nosów w jego imieniu, kiedy przez pewnie połowę tych przypakdów on spokojnie załatwiłby to na własną rękę. I to była właśnie taka chwila. Przecież Tony nie miał z nim szans. Jasne, miał swoich dwóch makaroniarzy z tyłu, ale Madox też miał — jednego pieroga ruskiego i dwóch latynoskich tacosów. Poza tym to był jego klub, jego zasady i jego kurwa klienci. I w tym wszystkim ona — pieprzony pies, który nie powinien się wtrącać.
Ja tylko chciałam wziąć to, co mi się należało za taniec i o… — Głowie próbowała się jeszcze tłumaczyć, kiedy jeden z goryli podnosił ją z podłogi. Rękę trzymała przy nosie, chociaż już wszystkie palce miałą z krwi.
Nic ci się kurwa nie należało, piccola troia — warknął Tony, spoglądając na nią przez chwilę, a po chwili nawet splunął prosto pod jej nogi. — Pozwoliłem jej wyjąć sobie stówkę, a ona wzięła z dziesięć banknotów — tłumaczył wciąż oburzony i zniesmaczony zachowaniem pracownicy Emptiness. — Takie tu teraz masz standardy, Noriega? Pierdolone złodziejki? Nie za to kurwa płacę, nie za takie ochłapy puttana — warczał jak wściekły pies, chociaż w pewnym momencie jego spojrzenie padło na Pilar. — A ty co tu masz za sukę? — machnął głową w kierunku Stewart, bo dłonie miał zajęte zaciskaniem ich na koszulce Madoxa. — Może ona mi zatańczy? Czy dziwkami się nie dzielisz? — spojrzał na swojego pertnera biznesowego? Kolegę z półświatka? Kogoś, komu płacił gruby hajs? Sama nie wiedziała kim dla Madoxa był Tony, ale przez moment myślała, że ją p o p i e r d o l i. Jednak Pilar nie była stworzona do bezczynnego stania w miejscu. Nie potrafiła. Nawet drgnęła do przodu, gotowa walczyć o drobne imię i może sprać temu makaroniarzowi twarz, ale wtedy on znowu popatrzył się na Stewart, przejechał wzrokiem po jej sylwetce, a potem się oblizał. I Pilar już wiedziała, jak to się skończy. Dlatego ostatkami sił, wycofała się nieco w bok i zajęła miejsce na jednym z wolnych foteli, oddając Madoxowi kompletną kontrolę. Nie-wia-ty-go-dne.

No te metas con la prometida de un gánster

009. dirty money, quiet secrets

: wt kwie 28, 2026 11:09 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Jakakolwiek inna dziewczyna szefa zostałaby już stąd wyszarpana, opierdolona od góry do dołu, że się wyrwała. Może nawet dostałaby w twarz, za zniewagę, bo Madox i jego rola pojebanego właściciela Emptiness, przecież nie miała hamulców. Co zresztą pokazał Pilar, kiedy szarpał Ruby, kiedy prawie rozwalił jej łeb.
A ona... Ona mogła wszystko, wejść do tego klubu jak do siebie i wydzierać się na jego ochroniarzy, a on... stał za nią murem. Jak ten kurwa wierny pies. Jak Sombra za swoim panem, kiedy Madox też się unosił.
Chociaż później musiał pokazać, chłopakom głównie, że Pilar też wiedziała gdzie jest jej miejsce. Było przy nim, ramię w ramię, ale odpierdolił teatrzyk, kiedy wnosił ją do klubu. Bo Madox przecież dużo grał... Zwłaszcza tutaj. Bo musiał.
Chociaż kiedy szeptał jej na ucho, że go kręciła, to był całkiem poważny, prawdziwy, mogła to zresztą poczuć, kiedy na nią wpadł i wypuścił powietrze z płuc prosto w jej rozgrzany kark. A zaraz już czarne oczy, zawiesił na jej twarzy, lepsze rzeczy, które można pierdolić, on też znał i wyrwał się do niej bliżej...
Ale wszechświat znowu im przeszkodził. Zawsze kurwa coś.
I tym razem okazało się, że tą sprawą był Tony.
- Nie... Laine się tak zaszył, że w ogóle go nie widać, podejrzewam, że smaży dupę gdzieś na Bali - mruknął do Pilar, kiedy już łapał ją za rękę, żeby pociągnąć ją za sobą na dół. Żeby ją uspokoić. Bo przecież miał przed nią coraz mniej tajemnic... Coraz mniej.
Chociaż kiedy zeszli na dół okazało się, że sytuacja jest jednak dość poważna. Bo o Madoxie można było mówić różne rzeczy, był zimny, oschły, ustawiał po kątach ochroniarzy, ale... zawsze dbał o swoje tancerki. Nie raz pobił kolesia, który ośmielił się podnieść na nie rękę. Bo w końcu to on im płacił i on tutaj powinien dbać o ich bezpieczeństwo... a właściwie to oni, tych dwóch latynoskich goryli, którzy popatrzyli na niego, gdy odezwał się Tony.
A gdy doskoczył do Madoxa, gdy zacisnął palce na jego koszuli, to Noriega tylko się skrzywił, ale nie ruszył z miejsca. Chociaż... kurwa... to była droga koszula. A Grubas mu ją gniótł, powinien mu się odwinąć już za to.
Gloria próbowała się tłumaczyć, kiedy Siergiej stawiał ją do pionu, jej krew spłynęła po jasnych palcach kapiąc na podłogę, na tą ciemną, marmurową posadzkę tworząc na niej czerwone wzory. I kiedy odezwał się Tony, to Madox przeniósł na niego spojrzenie, na te jego małe, świńskie oczka. Może to jak nazywał Glorię dziwką delikatnie go ruszyło, a jednak... Madox też nie tolerował kradzieży... i pazerności. Może sam by zrobił Glorii wykład, wściekając się i warcząc, że co... za mało jej płacił?
Tylko Tony wtedy zwrócił uwagę na Pilar. A czarne już oczy Noriegi też zaraz, momentalnie, odszukały jej spojrzenie.
Nabrał powietrze w płuca odchylając do tyłu głowę, a zaraz, zanim Gruby Tony zdążył oblizać te spierzchnięte wargi, Madox złapał go za te rzadkie włosy, zacisnął palce na jego potylicy, a potem szarpnął i wyjebał głową grubasa w blat stolika, który stał przy kanapie. Raz... Drugi i trzeci...
Zanim makaroniarze sięgnęli pod marynarki, Latynosi już do nich doskoczyli. Też byli sprawni. Narwani, jak ich szef, który pochylił się nad grubasem.
- Nic się kurwa nie nauczyłeś Tony - syknął i przycisnął jego łeb do stolika, opierając mu na policzku złote pierścioneczki, chciał mu nimi jebnąć, prosto w tą niewyparzoną mordę. Grubas się szarpnął, ale Madox trzymał go mocno, a Tony... nie miał szans, on w takich momentach wysługiwał się swoimi przydupasami. A Noriega, on przecież nie bał się pobrudzić sobie rączek. I teraz też już na knykciach miał krew grubasa, bo walnął jego łbem w stolik z całej siły. W ten ładny stolik z marmurowym blatem, który też robił tutaj na zamówienie.
- Znowu mam cię uczyć, jak się odzywać do kobiet? Mało ci kurwa było wtedy... - mocniej docisnął łeb grubasa do stolika i bardziej też się nad nim pochylił. Chociaż prawda jest taka, że jak Gruby Tony nazwał dziwką jego udawaną tłumaczkę, to Madox miał to gdzieś. A teraz autentycznie się wkurwił.
Szarpnął grubasa za włosy do góry, tak, że wylądował na kolanach, przed nim, koło stolika... Przed Pilar. Trzymał go za włosy chociaż chciał chwycić za gardło, ale pamiętał jak już ostatnio... Kiedyś tam. Tony płakał, że uszkodził mu gardło, że przez niego nie może wpierdalać spaghetti, czy czegoś tam. Madox miał na to wyjebane. I nawet przez moment chciał go znowu złapać za krtań, zacisnąć palce na krótkiej szyi, ale zamiast tego szarpnął go za łeb, żeby najpierw spojrzał na niego.
- Jeszcze raz się kurwa tak odezwiesz do mojej narzeczonej, a cię zajebie - nie powinien tego mówić. Nazywać Stewart swoją narzeczoną, mieli to ukrywać, negować nawet. A on makaroniarzowi to powiedział. Ale... to chyba ta adrenalina, które już krążyła w żyłach, pompowała krew, a może to... ona? I to jak spokojnie siedziała w fotelu, wbijając to ogniste spojrzenie prosto w nich. Hermosa.
Kurwa...
Najpiękniejsza na świecie.
Madox jeszcze raz szarpnął Grubasa, tym razem nakierowując jego spojrzenie na Pilar.
- Przeproś - warknął pochylając się nad grubym, zaciskając palce mocno na jego ramieniu. Tony znowu zmierzył spojrzeniem Stewart, teraz już jakoś inaczej.
- Narzeczona? - no i kurwa pięknie. Po co ten Madox to powiedział. Ale słowo się już rzekło. Nie miał zamiaru tego odwoływać, nawet jeśli zaraz rozniesie się wśród makaroniarzy. Akurat ich Madox nigdy się nie bał.
Może by spękał jakby stanął na przeciwko Giovanniego Salvatore, ale z nim nigdy nie mieli przyjemności.
- Jak to się mówiło Tony... Prze... - syknął Noriega do ucha Grubasa. Chociaż jego ciemne tęczówki zawieszone były na pięknych, czekoladowych oczach Pilar. Wścieknie się na niego, że nazwał ją przy makaroniarzach narzeczoną?
Pewnie tak. Ale, kurwa, on chyba nawet lubił ją wściekniętą. Mrugnął do niej zaczepnie jednym okiem.
Mocniej zacisnął palce na ramieniu Grubasa i szarpnął za te jego rzadkie włoski.
- Przepraszam - tym razem Tony nawet szybko załapał. Chociaż wpatrywał się w Pilar, jakby załapał coś jeszcze... Może ją skojarzył? A może chciał sobie ją zapamiętać?
Madox jednak szarpnął go znowu i tym razem pchnął na ten stolik. Grubas zaparł się na nim rękami, wciąż mierząc spojrzeniem Stewart. A Madox, zamachnął się tak, jakby chciał sprzedać grubasowi jeszcze kopniaka. Bo może chciał? Może mu się należało?
Ale odskoczył do tyłu, okręcił się w wokół własnej osi, szarpnął jakoś i pokręcił głową, żeby zrzucić z karku napięcie. Bo Noriega też przecież był narwany i nigdy nie wiedział, kiedy przestać.
Ale teraz stanął z boku, na przeciwko fotela, na którym siedziała Pilar.
- Wyjebać ich stąd - rzucił do Latynosów, a kiedy Tony zebrał się z miejsca, to Madox znowu do niego doskoczył, tak, że Grubas się zatoczył, bo przecież Noriega… bezczelnie w niego wlazł. Patrząc na niego z góry - a ty Tony, znowu masz bana, nie wiem kiedy mi przejdzie... Będę czekał na kolejny przeprosinowy prezent - bo już raz taki dostał od Grubasa. Co prawda nie było to Lambo, jak mu sugerował, ale... błyskotki. A to przecież Madox też lubił.
Zanim jeszcze ochroniarze Noriegi wywlekli z pokoju Włochów, to ten opadł na kanapę na samym środku, a zaraz zarzucił nogi na stolik, gdzie wciąż błyszczała krew Grubego Tonyego.

La más bella del mundo ˚˖𓍢🌷✧˚.🎀

009. dirty money, quiet secrets

: wt kwie 28, 2026 3:01 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Skręcało ją.
Autentycznie wszystkie mięśnie w jej ciele spinały się jak na zawołanie, a nogi chciały wyrwać się do przodu, kiedy Tony zaciskał łapska na koszuli Noriegi. Pilar nie była przyzwyczajona do bierności. Nie umiała tak po prosty stać z boku i przyglądać się tego typu scenerią. Była narwana, zawsze rzucała się w obronie jak jakieś dzikie zwierzę, chociaż niekiedy Madox nawet nie potrzebował jej pomocy. Z drugiej strony lubił, kiedy łamała nosy, więc może wcale nie miał jej za złe, kiedy się tak wtrącała?
Tutaj jednak postanowiła zachować się o d p o w i e d n i o. Jak kobieta, która pozwala swojemu mężczyźnie załatwiać własne brudne interesy, bez większej ingerencji. Poza tym, duża część półświatka wcale jej nie znała, nie była aż tak wyjątkowa, żeby o niej gadali, więc nie było sensu się wychylać tym, że umiałaby pobić takiego Tonego w kilku zwinnych ruchach.
Przysiadła wiec na fotelu, spokojnie osadzając przedramiona na skórzanych oparciach, zakładając nogę na nogę. Spojrzenie niezmiennie miała wbite w Noriegę oraz Tonego, uważnie przysłuchując się ich wymianie zdań. Nawet nie musiała się zastanawiać, co będzie dalej, bo kiedy tylko z ust Włocha padło określenie dziwka w jej stronę, doskonale wiedziała, co zrobi Madox. Ona zrobiłaby przecież to samo, gdyby stała na jego miejscu. Chociaż nie do końca. Bo Pilar po prostu wykręciłaby mu rękę i sprowadziła do parteru, może aż strzeliła mu w twarz. Noriega nie był tak łaskawy.
Skrzywiła się lekko, praktycznie niezauważalnie, gdy dłoń jej narzeczonego szarpała głową Tonego i obijała nim marmurowy stolik. Każde chrupnięcie kości i krzyk Włocha, wwiercał się jej gdzieś pod czaszkę. Sprawiał, że przede wszystkim miała ochotę stąd wyjść albo ich rozdzielić.
Siedziała jednak g r z e c z n i e.
Spokojnie, chociaż w środku wszystko w niej wrzało. Z chłodnym spojrzeniem wbitym w krwawiącego już Włocha, szczególnie kiedy padł na kolana, a Madox przysunął go pod nogi Stewart. Jak zwykle: nie potrzebowała przeprosin. Przyzwyczajona do tego, że ludzie jego pokroju wyzywali kobiety na porządku dziennym, nie wiedzieli co to szacunek, naprawdę obeszłaby się bez żadnej skruchy z jego strony, ale przecież doskonale wiedziała, że było to ważne dla Noriegi. On zawsze kazał im przepraszać. Za każdym, jebanym razem. I po części było to godne podziwu, chociaż kiedy po chwili z jego ust wyleciało o jedno słowo za dużo, Pilar na moment zamarła.
N a r z e c z o n a.
Na początku myślała, że się przesłyszała.
Że powiedział jakieś podobne słowo, które jej głowa odpowiednio przetłumaczyła, ale kiedy Tony dosłownie to po nim powtórzył, Pilar poczuła, jak wzdłuż jej pleców wędruje chłodny, kurewsko nieprzyjemny dreszcz. Widziała to spojrzenie Tonego. I wiedziała, że kurwa jeszcze za to bekną. Chociaż od razu miała ochotę wyskoczyć na Noriegę, przetrzymała kamienną twarz i bez najmniejszych emocji przyjęła przeprosiny Włocha, obserwując, jak kilka kropel krwi z jego nosa spada na wypolerowaną podłogę.
Nie odezwała się ani słowem. Jedynie skinęła głową, dając znać, że uznawała ten gest. Grubas nie ściągał z niej wzroku. Patrzył na nią intensywnie, nawet kiedy nim szarpano. Chciał ją sobie zapamiętać? Czy może skądś jednak ją kojarzył? Nie miała pojęcia, za to miała ochotę rozszarpać Noriegę za to, że to powiedział. Mieli się przecież ukrywać. Mieli nic nie dawać po sobie poznać, udawać może nawet, że tylko współpracowali, a może on pieprzył ją od czasu do czasu według własnych zachcianek. A tu co? A tu jebani makaroniarze wiedzieli, że Madox Noriega miał narzeczoną. Szkoda, że jeszcze imienia i nazwiska mu nie podał.
Westchnęła głośno, gdy w końcu padła komenda, żeby wyjebać gości z pokoju VIP. Odprowadziła ich wzrokiem i mogłaby dać sobie rękę uciąć, że ten cały Tony… się do niej uśiechnął. No tylko pytanie, czy chciał tym cokolwiek pokazać, czy może po prostu był napalonym dziadem, któremu Pilar się po prostu spodobała? Cóż, dzisiaj na pewno już się tego nie dowie. Gdy drzwi się zatrzasnęły, a oni zostali sami, Stewart przeniosła spojrzenie na Madoxa. Obserwowała, jak rzuca się na kanapę i naprawdę walczyła z chęcią powieszenia go za jaja.
Narzeczona? — spytała spokojnie, chociaż w jej głosie gdzieś z tyłu już czaił się o wiele większy wyrzut. — Czy ciebie kurwa popierdoliło?! — o proszę, szybko poszło. Jej spojrzenie momentalnie zaszło cieniem, chociaż ciało nawet na moment nie ruszyło z miejsca. Doskonale zdawała sobie sprawę, że była bardziej przytomna, zachowując od niego odpowiedni dystans. Głupiała kiedy był obok, więc postanowiła zostać na fotelu. — Mieliśmy się kurwa nie wychylać, udawać, że nic więcej nas nie łączy, a ty mówisz pierwszemu, lepszemu makaroniarzowi, że jestem twoją narzeczoną?! — warczała na niego, puszczając jakiekolwiek hamulce. — Jeszcze kurwa adres mu mogłeś dać i moje nazwisko, żeby od razu wiedział gdzie przyjść i nas zapierdolić! — miała ogień w oczach. Nie mogła zrozumieć, do czego mu to było. Naprawdę aż tak chciał się pochwalić? Jak tak dalej pójdzie to trzymanie się w ukryciu, to żadne pierdolone protokoły awaryjne im nie pomogą, bo odstrzelą ich szybciej niż którekolwiek z nich zgłosi się po skrzyneczkę. Nie był przecież głupi. Wiedział, że najgorsze co można było zrobić przy tego typu ludziach, to pokazywać swoje słabości, które potem oni mogli wykorzystać przeciwko niemu. A Madox wyłożył im wszystko na tacy. Przeczesała dłonią włosy, czując, jak serce kurewsko mocno wali jej w piersi, jak oddech robi się płytki, a krew pod skórą dosłownie wrze. — Mam ochotę cię kurwa rozszarpać — dodała, łapiąc za pierwszą, lepszą poduszkę, jaką miała pod ręką i kompletnie bez ostrzeżenia cisnęła nią w jego głowę.

Tengo ganas de destrozarte

009. dirty money, quiet secrets

: wt kwie 28, 2026 5:46 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nigdy nie miał jej za złe, kiedy się wtrącała.
I pewnie gdyby teraz się wyrwała, to może... odrobinę wyszedłby z własnej roli, ale przecież, zaraz grałby nową. Bo Madox był w tym dobry, we wczuwaniu się, braniu tego co przynosił los. Nie zastanawiał się, on robił.
Wiedział, że Pilar przy nim czasem też to praktykowała. Bez zastanowienia, bez kalkulacji, w jego obronie. Lubił to, bo nigdy tego nie miał. Zawsze wszyscy mieli Madoxa w dupie, dla półświatka za mało ważny. Dla policji... przecież można go poświęcić. I tylko ona tak na ślepo potrafiła się za nim wstawić. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj siedziała na tym fotelu, i chociaż Madox łapał jej przenikliwe, ciemne spojrzenie, kiedy szarpał Tony'm, chociaż widział w nim ogień, i to, że ją... skręcało, to był z niej dumny. Powstrzymała się. Zrobiła to dla niego, żeby nie wyszedł z roli.
Tylko zaraz...
On sam powiedział dwa zdania za dużo... A właściwie to jedno to słowo, które Tony zaraz podłapał.
Narzeczona, narzeczona Madoxa Noriegi, szefa Emptiness. Tego samego, który przez tyle lat prowadzał się z różnymi panienkami, a żadnej nie nazwał nawet swoją dupą, a tutaj proszę... Jego narzeczona.
Nic dziwnego, że świńskie ślepka Tony'ego błądziły po jej twarzy. Jakby chciał z niej wyczytać czy to prawda? Jakby chciał ją zapamiętać? Jakby ją poznał? A może po prostu zastanawiał się, dlaczego ona jest taka wyjątkowa?
Zanim jeszcze wyjebał Włochów z podziemia, już wiedział, czuł to w kościach, że zaraz mu się za to oberwie. Nie za to jak potraktował Tony'ego, bo i tak był przecież łaskawy, jak na niego. A za to co powiedział, ale przecież...
- Nie zrobiłem tego specjalnie - rzucił od razu, wyciągając nogi na stoliku - wyrwało mi się - dodał i odchylił do tyłu głowę opierając ją o oparcie kanapy, zawieszając ciemne spojrzenie na podwieszanym suficie. Jakby to go tłumaczyło, wszystko tłumaczyło. A przecież tak nie było, bo umawiali się zupełnie inaczej. Już o tym rozmawiali.
Wiedział, że zrobił źle. Nie taka była umowa. Mieli to ukrywać, a jemu się wyrwało. Tylko przecież Madoxowi nigdy się to nie zdarza, bo on potrafi kręcić, owijać w bawełnę tak, że ciężko z niego cokolwiek wyciągnąć, a tutaj... on sam się wysprzęglił i to w tak istotnej kwestii.
Aż wypuścił ciężko powietrze z płuc, a kiedy Pilar się uniosła, rzuciła w niego tym czy ciebie kurwa popierdoliło, to już zrzucał te swoje eleganckie buty na ziemię i prostował się na kanapie, pochylił się do przodu opierając łokcie na kolanach.
- To ty zaczęłaś... od tego kobieta szefa - no tak... Typowy Madox, który zaraz będzie zrzucał winę na wszystkich dookoła, w tym na nią. Aż wyrwał się do przodu, kiedy znowu na niego warczała, ale jednak też nie podniósł tyłka z kanapy, chociaż... przysunął się bliżej - ale nas łączy - teraz on syknął przez zęby - i nie będzie jakiś pierdolony grubas tak cię nazywał, i nie dlatego, że... że taki mam kaprys, tylko kurwa dlatego, że jesteś moją narzeczoną i tutaj mają cię... szanować - i znowu opadł plecami na oparcie, znowu pierdolnął nogą w ten marmurowy stolik, który zatrząsł się pod jego butem, ale zanim zarzucił na niego drugą nogę - Tony to... On nic nie znaczy, jest kurwa niżej ode mnie. Mogłem go tutaj skopać, a nikt by nad nim nie zapłakał - coś w tym było. Chociaż... może Madox jak zwykle nie doceniał swojego rozmówcy. Dla niego przecież wszyscy byli głupi, nic nie znaczyli, nic nie warci...
Ale... ona była warta. I chociaż Emptiness już wcześniej wiedziało, że jest nietykalna, to teraz... Teraz Madox postanowił to jeszcze przedstawić Włochom.
Może chciał się pochwalić? A może po prostu chciał zaznaczyć to, że Pilar nie była jakąś jego kolejną fanaberią, laską na chwilę. Klatka piersiowa unosiła mu się w przyspieszonym oddechu, kiedy jeszcze o tym myślał. Nie powinien tego robić, zdradzać swojej słabości. Ale w zasadzie to Madox przecież często robił to, czego nie powinien.
Dopiero na jej kolejne słowa, kiedy powiedziała to mam ochotę cię kurwa rozszarpać, to spuścił na nią spojrzenie, z tego sufitu, który nagle był taki fascynujący. Ciemne tęczówki zawiesił na jej brązowych, ognistych oczach. Widział jaka była na niego wściekła, i przecież miała ku temu dobry powód. A on co...
A on znowu uśmiechnął się bezczelnie.
- Rozszarp - rzucił i założył drugą nogę na stolik, tylko, że wtedy oberwał bez ostrzeżenia poduszką. Po-du-szką. Oparł ją sobie na brzuchu wywracając oczami - tego to nawet nie wiem czy Tony by się wystraszył... Chociaż teraz jak wie, że jesteś moją na-rze-czo-ną, to może by się obsrał - specjalnie to słowo tak podkreślił, bo teraz to już się z nią drażnił. Prowokował. Spojrzeniem którego nawet na moment od niej nie odwrócił. I tym bezczelnym uśmieszkiem...
A zaraz tym, że też bez ostrzeżenia rzucił w nią poduszką.
- To załóż pierścionek skoro i tak już wszyscy wiedzą. A to miejsce przed klubem... To gdzie zaparkowałaś Jaguara, wystawić ci tabliczkę z napisem La prometida de Madox - dodał bezczelnie z ciemnymi tęczówkami utkwionymi w jej pięknych, czekoladowych... płonących oczach.

La prometida de Madox ˚ ༘♡ ⋆。˚ ❀

009. dirty money, quiet secrets

: wt kwie 28, 2026 6:39 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Oczywiście, że nie zrobił tego specjalnie.
Wypsnęło mu się.
Przez przy-pa-dek wygadał przed ludźmi z półświatka, że Madox Noriega miał narzeczoną. Szkoda, że jeszcze do tego wszystkiego nie powiedział im, że jest z policji. I najlepiej że on również.
No kurwa.
Nie rozumiała tego. Nie rozumiała, jak ktoś, kto tak pięknie kłamał jak z nut, potrafił wchodzić w różne role, odstawiać emocje na bok, tak po prostu wydał się jedyną rzeczą, którą nie powinien. Jedyny sekret, który wspólnie powinni dotrzymywać do jebanej grobowej deski, a przynajmniej dopóki sprawa z Eltonem się nieco bardzo nie wyklaruje i będą wiedzieć, na czym stali. No jak widać tego już nawet teraz nie mieli.
Była na niego poirytowana, chociaż kiedy spróbował zwalić na nią winę, spojrzała na niego ostro, praktycznie od razu gromiąc wzrokiem. Ona zaczęła? Ona kurwa zaczęła? Przecież jego pracownicy już kurwa od dawna wiedzieli, co ich łączyło. Szczególnie ochroniarze, którzy wielokrotnie musieli ściągać ją ze stołów, kiedy miała swój alkoholowy epizod. Akurat im już bardzo dawno temu Noriega oznajmił, że przecież Pilar była jego kobietą. Może nie narzeczona, ale kobietą. Osobą, której również mieli zapewnić bezpieczeństwo w klubie, którą mieli pilnować. Dlatego jego argument był jedynie bezczelną próbą przekierowania uwagi, która na Stewart nie zadziałała w ani jednym, jebanym procencie.
Zadziałało za to, kiedy mówił stanowczo o tym, że nikt nie będzie jej wyzywał. Że była j e g o, dlatego mieli ją tutaj szanować. Była na niego zła, wkurwiona nawet, ale a tym samym czasie cholernie kręciła ją ta jego stanowczość. To jak on stał za nią murem i zapewniał jej bezpieczeństwo. Może nie słowami, bo te kurwa wygadywał w zupełnie innym kierunku przy makaroniarzach, ale Stewart wiedziała, że nigdy naumyślnie nie pozwoliłaby na to, aby cokolwiek się jej stało. A to było już kurewsko dużo. Bo akurat tego Pilar nie miała przez większość swojego życia. Wsparcia. Nie zmieniało to jednak faktu, że Noriega był idiotą przez to co zrobił i to jak lekceważył Tonego.
Co z tego, że on nic nie znaczy? — wbiła w niego spojrzenie, mając szczerą ochotę zrzucić mu te nóżki z marmurowego stolika. — Wystarczy, że powie komuś kto znaczy. I co wtedy? — teraz to ona nachyliła się do przodu i oparła łokcie na kolanach. — Przecież w tych kręgach informacja jest najcenniejszą walutą. Kto jak kto, ale akurat ty k r e c i e powinieneś o tym wiedzieć najlepiej — ta wymiana zdań wcale nie była jednostronna, ona również nie miała problemu, żeby go zaczepić. Podważyć to, jak wykonywał swoją robotę. — Pomyśleć, że dalej cię trzymają, jak tak rozgadujesz wszystko na lewo i prawo… — próbowała mu wjechać na ambicje? Oczywiście, ze tak. Skoro ona była wkurwiona, chciała, żeby on również się poirytował. Wcale nie uważała, że źle wykonywał swoją pracę. Kto jak kto, ale akurat Madox do swojej przykładał się świetnie. Wystarczyło zobaczyć co trzymał pod podłogą i że chociażby Ferrari był za kratkami, a Gonzales… no też by był. Ale skończył gdzieś indziej.
Cały ten czas przyglądała mu się uważnie. Wodziła spojrzeniem nie tylko po twarzy, która skierowana była w górę do sufitu, ale także po reszcie ciała. Po klatce piersiowej, która unosiła się przyśpieszonym rytmem. Widziała, że go to ruszyło. Nawet jeśli nie chciał się do tego przyznać. Żałował, że się wygadał? I dobrze, kurwa, niech żałuje. Chociaż kiedy w końcu wbił w nią spojrzenie i zobaczył jej ogień w oczach, a na jego własnej twarzy wymalował się uśmiech, Pilar naprawdę myślała, że to rozszarpie. Temu dostał poduszką w łeb.
Rozszarp.
Ten cuidado con lo que pides uważaj, o co prosisz, rzuciła spokojnie, chociaż od tej wymiany spojrzeń jej serce waliło już o wiele szybciej niż powinno. Czuła jak skroń zaczyna niebezpiecznie pulsować, a rączki aż świerzbią, żeby jednak pokazać mu, że Stewart nie tylko na pogróżkach kończyła swoje gadanie. Zaś gadanie Madoxa jak zwykle podjudzało. Przewróciła oczami na ten tekst o Tonym. — Ciesz się, że nie wyrwałam się do przodu, jak zacisnął na tobie łapska. Wtedy dopiero by się obsrał — warknęła, pewna swego. Walczyła już z gorszymi, a biorąc pod uwagę, że grubas nawet nie próbował stawiać się Noriedze… Pilar wystarczyłoby kilka uderzeń, by również powalić go na ziemie. Może i nie miała tyle siły co Madox, ale doskonale wiedziała, gdzie uderzyć, żeby bolało.
Pilar w przeciwieństwie do swojego narzeczonego nawet na moment nie spuściła z niego spojrzenia i nie przeniosła go na jakiś jebany sufit, dlatego widziała moment, w którym Noriega ciska w nią poduszką. Złapała ją koślawo w powietrzu, tylko tym razem, zamiast po prostu odrzucić, zerwała się z miejsca i doskoczyła do niego, stając nad nim w kilka sekund. Bez żadnego słowa zamachnęła się raz, trzepiąc jego piękną narwaną głowę, a potem drugi. Tylko za drugim, on już był gotowy i złapał materiał poduchy w dłoń.
Nagrobek sobie lepiej postaw — warknęła w odpowiedzi na jego słowa o tabliczce dla Jaguara, a kiedy on próbował wyszarpać jej poduchę, Pilar zerwała się na bok i naskoczyła na niego, siadając na nim okrakiem. — Bo jestem naprawdę bliska tego, żeby cię kurwa udusić — nawet mu pokazała jak blisko prawą ręką, prawie stykając ze sobą palce, podczas gdy drugą sięgnęła po inną poduszkę, jakąś różową z frędzelkami i bez ostrzeżenia, przycisnęła mu ją do twarzy. — Przyznaj, że zjebałeś — warknęła, dociskając materiał jeszcze mocniej, żeby frędzelki weszły mu do nosa.

Algún día te estrangularé ᥫ᭡.ִֶָ𓂃

009. dirty money, quiet secrets

: wt kwie 28, 2026 9:33 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Ochroniarze wiedzieli... Całe Emptiness wiedziało, bo przecież on wiecznie to powtarzał Maddie, kiedy Pilar właśnie, miała swój alkoholowy epizod, że mają jej pilnować, że nikt nie ma prawa jej ruszyć, co by się nie działo.
A teraz on, po powrocie z Meksyku, przecież też od razu pochwalił się zaręczynami. Przecież tylko przed załogą swojego klubu, a to zaufani ludzie...
Już nie raz się przekonywał jak ci zaufani ludzie potrafią wbić mu nóż w plecy. Jak Ruby, jak Maddie, a teraz ruscy ochroniarze, mieli go gdzieś. Chociaż z nimi może jeszcze się dogada?
Liczył, że tak. I liczył też na to, że ta informacja się nie rozniesie, bo Madox on przecież zakładał same najlepsze scenariusze, tych najgorszych nie biorąc pod uwagę. Ale kiedy Pilar tak na niego warczała, to się zastanowił.
Pierwszy raz kurwa, on się zastanawiał, czy jego paplanie nie sprowadzi, nie na niego... na nią, niebezpieczeństwa.
I chociaż jak zwykle nie dawał tego po sobie poznać, idąc za ciosem, w zaparte, to żałował.
Żałował tego, że się wygadał, akurat przed Tonym.
Ale zaraz i tak zasłaniał się tym, że Gruby Tony jest nikim. Może i był, ale kurwa... przecież Madox już się kiedyś przekonał, jaki miał długi jęzor, po tym, jak rozpowiadał wszystkim o jego tłumaczce. I dopiero teraz przez kark, po całym kręgosłupie przeszedł mu jakiś nieprzyjemny dreszcz, ale przecież też nie dał tego po sobie poznać.
- Zabije go - rzucił poważnie w odpowiedzi na jej słowa, co wtedy, jeśli Tony powie komuś. Ale nie mówił serio, miał krew na rękach, ale Madox nie był mordercą, chociaż... zaczął się zastanawiać, czy nie wysłać kogoś za Grubasem i nie dać mu do zrozumienia, że jak puści parę, to pożałuje... Mógłby.
Znowu spuścił nogi, znowu pochylał się do niej, kiedy ona też to zrobiła. Specjalnie. Już miał jej coś powiedzieć, że zabiłby za nią, ciemne tęczówki zawieszając na jej pięknych oczach. Ale wtedy powiedziała to krecie, a Madox strzelił oczami w sufit, lądując plecami na oparciu kanapy, pokręcił głową.
- Ładnie to tak o narzeczonym, krecie? Psy to w ogóle nie mają wyczucia - ładnie się tak ponazywali od zwierzątek, brakowało tylko... - co żabciu? - i już mamy komplet.
A do tego kolejny bezczelny uśmieszek przyklejony do twarzy Noriegi. Chociaż na jej kolejne słowa już się skrzywił.
Nie to, że go to dotknęło, nie pierwsza i nie ostatnia prowokowała go w ten sposób, ale trzeba było przyaktorzyć. Sięgnął wytatuowanymi palcami do połów swojej czarnej koszuli i zacisnął na niej palce, szarpnął za materiał, tak, że złote łańcuszki powpadały pod niego lądując na jego torsie - łamiesz mi serce mi amor - powiedział teatralnie.
Nie irytowała go, wręcz przeciwnie nakręcała, ale w ten dziki, nieokiełznany sposób. Tak, że on już się wiercił na tej kanapie, już zarzucał nonszalancko nogę na nogę.
- Lo prometes... lo prometes... lo prometes... - obiecujesz... obiecujesz... obiecujesz..., mruknął kręcąc głową, bo w zasadzie... Ostatnio już mu tyle naobiecywała, a jakoś nic z tego nie miało pokrycia, więc jej groźba nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia. Wręcz przeciwnie. On gadał dalej, i dalej nie spuszczał z niej wzroku, prowokował ją.
- Trochę żałuję, że się nie wyrwałaś, bo jednak lubię kiedy jesteś taka salvaje, ale z drugiej strony taka frío y dominante też mnie trochę kręcisz - zupełnie nowa odsłona dzikiej i gorącej Pilar Stewart - zimna i władcza. Też mu się podobała, ale...
Jednak lepsza dzika, bo kiedy stanęła nad nim z poduszką, to od razu zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć, od razu się uśmiechnął i chociaż pierwszy raz przyjął cios, prosto w łeb. To za drugim już złapał poduszkę, szarpnął ją i chciał ją złapać za nadgarstek, chciał ją do siebie pociągnąć, ale mu się wyrwała i poduszkę też.
- A może już mam? Może on wchodzi w ten protokół awaryjny? - i znowu się do niej wyrwał, znowu chciał ją złapać, ale ona już siedziała na nim okrakiem, a Madox się uśmiechnął, ale już nie tak wyzywająco, tak po prostu. Jego palce od razu wylądowały na jej udach, przesunął nimi na jej biodra zaczepiając o kawałek odkrytej skóry między jego koszulą, a jeansami, ale zaraz dostał w głowę po-du-szką. Znowu.
Jakby nie dociskała jej do jego twarzy, to pewnie zobaczyłaby jak wywrócił oczami. Odchylił się do tyłu, ale Pilar docisnęła mocniej poduszkę, a te frędzelki zaczęły łaskotać go w nos.
- Pilar... - mruknął spod tej poduszki i to na nią przeniósł palce. Zacisnął je na różowym materiale. I co? Będzie się z nią szarpał?
Wiadomo, że nie. Bo już zaraz oparł dłonie na jej nadgarstkach i jednym sprawnym ruchem przerzucił ją na kanapę, zaciskając palce na jej nadgarstkach i krępując je nad jej głową, na tej różowej poduszce z frędzlami. Docisnął ją mocniej do kanapy.
- Przyznam ci się do czegoś... - zaczął, pochylając się nad nią niżej, tak, że jego przyspieszony, ciepły oddech lądował na jej policzkach - gdyby nie ten pierdolony Elito, to wszyscy by wiedzieli, że jesteś moją narzeczoną, nawet jeśli musielibyśmy przez to chodzić po mieście z ochroną, albo bronią - wypuścił powietrze z płuc prosto w jej dekolt pochylając głowę, spojrzenie zawieszając na pierścionku z literą M, który teraz leżał na jej piersi - chodzi tylko o to, żeby... cię nie odesłali, nie odsunęli od mnie... - znowu spojrzał w jej oczy. Bo w tym układzie, to jednak policja... była gorsza niż półświatek, a przynajmniej według Madoxa. Puścił ją i wyprostował się, żeby usiąść na kanapie.
Może i zjebał, i może jeszcze tego pożałuje, ale Noriega i tak w tym momencie bardziej obawiał się tego, co od nich żądać może komendant, niż tego co z tą informacją zrobi Tony. Bo przecież on już raz rzucił wszystko, po to tylko, żeby zostać w policji, ale teraz nie zamierzał.

frío y dominante ༘⋆🤍˚ .❄️₊˚ෆ

009. dirty money, quiet secrets

: wt kwie 28, 2026 10:54 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa i takie tam...
Krecie…
Ładne było.
Zawsze mogła iść w coś gorszego i nazwać go szczurem. Tez przecież pasowało. A jednak została przy krecie. Cwanym, poruszającym się w ukryciu krecie, którym był. Chociaż trzeba przyznać, że w ostatnim czasie wraz z jego priorytetami zmieniła się również jego widoczność. Fakt, że tak łatwo obnosił się z nowym związkiem i pokazywał, jak bardzo zależało mu na Pilar mógł mocno w najbliższym czasie na mieszać w jego relacjach z półświatkiem. Nie chciała jednak teraz o tym myśleć. Wolała skupić się na tym co tu i teraz i na tym jak on rozwodził się nad tym, że psy nie miały wyczucia.
A ty co kurwa, suka? — prychnęła przewracając oczami. — Jesteś takim samym psem jak ja, cariño — zacmokała zadowolona, powołując się przecież na suche fakty. Jakby na to nie spojrzeć, Noriega był policjantem, więc jego żarty o funkcjonariuszach w ostatnim czasie, odkąd Pilar znała prawdę, lekko przestały mieć odpowiedni wydźwięk. Chociaż tą żabcia to trafił w samo sedno i z wielkim sukcesem sprawił, że Pilar przewróciła oczami. Już wtedy miała ochotę się na niego rzucić, ale jakoś wytrzymała.
Nawet kiedy mówił, że łamała mu serce i wytykał wszystkie obietnice, jakich nie dotrzymała, trzymała się na dystans. Słuchała go, kręcąc przy okazji głową, bo przecież każdy tu zgromadzony wiedział, że to był jeden wielki stek bzdur. A przynajmniej ona wiedziała, że to jedynie kwestia czasu, kiedy zacznie je spełniać. Ona po prostu czekała na odpowiedni moment, a tego nie było w ostatnim czasie kurwa nigdy, biorąc pod uwagę, że każda ich rozmowa kończyła się kłótnią i dochodzeniem się, wyjaśnianiem coraz to nowszych tajemnic i problemów, z którymi musieli się zmierzyć. To kiedy tutaj przebierać się w mundurku lub fartuszki? Chociaż trzeba było im przyznać, że w rozwiązywaniu kłopotów byli coraz lepsi, i szybsi, biorąc pod uwagę, że chwile temu na siebie warczeli, a teraz Madox żalił się, ze mogła się wyrwać do przodu, bo jednak to kręciło go najbardziej.
Jedno twoje słowo i pójdę skopać tyłek któremuś z twoich ochroniarzy — uśmiechnęła się do niego zaczepnie. I chociaż trwało to króciutko, tak bez problemu była w stanie wyłapać błysk w jego oku. Oczywiście chwile przed tym, jak nie dostał poduszką prosto w głowę, a ona nie siedziała na nim okrakiem, słuchając o tym, jak to jego własny nagrobek mógł być częścią protokołu awaryjnego. — Też mi protokół. Krok pierwszy Pilar bierze cały hajs, krok drugi Pilar spierdala, krok trzeci, opcjonalny, jeśli Pilar ma czas, wraca się na chatę po Sombre i jej ulubione parówki — pokręciła głową, znowu go przedrzeźniając. Wiedziała, że przyjechali tutaj rozmawiać o rzeczach poważnych i zająć się faktycznie planem awaryjnym w razie potrzebny, ale tak na dobrą sprawę, jak trudny mógł być? Pokaże jej skrytki i tyle? A tak się składało, że Pilar miała zaraz o wiele większy problem niż jakiś tam plan B na czarną godzinę.
Bo kiedy Noriega bezczelnie złapał ją za nadgarstki i przerzucił na kanapę, krępując jej dłonie nad głową, poczuła, jak momentalnie zalewa ją fala gorąca. Jego ciało przycisnęło się do niej bardziej, a obłędny zapach w pomieszaniu z nagłą bliskością kompletnie ją otumaniał. Lubiła, kiedy ją sobie tak przerzucał. Kiedy pokazywał jej kto tutaj rozdawał karty i że jeśli tylko chciał, mógł zrobić z nią, co tylko dusza zapragnie. A ona w tamtej chwili chciała… jego. S m a k o w a ć pełnych, obłędnych ust. Dać upuść napięciu, które kłębiło się między nimi już od jakiegoś czasu. Przypieczętować wymianę zdań ognistym, wkurwionym pocałunkiem.
Chociaż kiedyś powiedział to Przyznam ci się do czegoś… Wstrzymała oddech. Kolejne sekrety? Kolejne niedomówienia? Była gotowa przyjąć na siebie kolejną dawkę skrajnych emocji. Jego ciepły oddech na policzkach nie pomagał. Chciała go ponaglić. Serce zaczęło uderzać szybciej, bo przez moment naprawdę nie wiedziała, czego mogła się po nim spodziewać. A kiedy zaczął mówić… odetchnęła. Kurwa jak ona odetchnęła. Biorąc pod uwagę ilość czarnych scenariuszy, jakie miała w głowie, wieść, że gdyby nie Eliot, Madox chodziłby i rozpowiadał wszystkim, że będzie jego żoną, sprawiła, że na twarzy Pilar zagościł szczery uśmiech. Widziała jednak, że go to męczyło. Dlatego kiedy usiadł do pionu, jeszcze przez moment po prostu na niego patrzyła.
Tylko po co wszyscy mają o tym wiedzieć? — spytała całkiem szczerze, zaglądając mu głęboko w oczy. Następnie spięła mięśnie brzucha i podniosła się z poduszek, znowu ładując się na niego i siadając okrakiem na jego udach. — Ludzie mogą się pierdolić — złapała jego spojrzenie, a żeby przypadkiem jej nie uciekł, osadziła dłonie na szorstkich polikach i przytrzymała. — Ważne, że wiesz ty i że wiem ja. Że kurwa któregoś dnia będę twoją żoną… — nachyliła się jeszcze bliżej, napierając na niego całym ciałem. Niby nie była to już taka świeża nowina, a ona za każdym razem, gdy o tym wspominała, miała autentyczne ciary na plecach. — Że wiesz, jak bardzo cię kocham… — przysunęła się do jego ust, jednak zamiast go pocałować, szarpnęła jego głowę w bok i odchyliła sobie szyję, na której zaraz zaczęła zostawiać mokre pocałunki, po chwili drażniąc jego ucho. — Jak życie bym za ciebie oddała… I też komuś je zabrała — zrobiła to raz z Pablo i zrobiłaby to po raz kolejny. — A Eliotem się zajmę — złapała płatek jego ucha w zęby i przygryzła delikatnie, by następnie odchylić głowę i spojrzeć mu w oczy. — Nie odsunie mnie od ciebie, już ci mówiłam, że mu na to nie pozwolę, ile można ci to powtarzać, co, k r e c i e? — widziała, jak go to męczy. Że myśli o tym, rozważa. I chociaż Pilar wiedziała, że jej argumenty (a w raczej manipulacje) będą miały prokrycie we wsparciu komendanta, tak była przekonana, że karze im się publicznie trzymać od siebie z daleka, udawać, że się nie lubią, a już na pewno nie rozpowiadać, że są zaręczeni. I jeszcze jak sobie mogła w tej kwestii ufać, tak szczerze mówiąc nie była pewna, czy Madox byłby w stanie. Tylko tutaj nie było co gdybać. Tu trzeba było działać, jak tylko będzie okazja. A na razie… był weekend. I mieli wolne, jak zresztą on sam zauważył, więc po co się tak katować? Rozejrzała się dookoła, na koniec wracając spojrzeniem do Noriegi.
Ta rura o tam… — wskazała gestem ręki niewielką scenę za swoimi plecami. — Ją też ci kiedyś obiecałam — dokładniej to on proponował, że mógłby ją zabrać do piwnicy w klubie, żeby mu zatańczyła, ale ona przytaknęła, więc wychodziło na jedno. Wbiła ciemne oczy w jego obłędnie czekoladowe, podczas gdy na jej twarzy pojawił się bezczelny uśmiech. Nie chciała, żeby się zadręczał Eliotem, chciała nieco zdjąć z jego myśli te cięższe cegły. Dlatego zaraz zsunęła się z jego kolan i powoli przeszła się w tamtym kierunku. Palcami musnęła delikatnie chłodny metal, przechodząc dookoła, jednak finalnie oparła się o nią plecami i nie ściągając wzroku z Noriegi ani na moment, na szerokich nogach zjechała w dół, rozpinając jego własną, kolorową koszulę i tym samym uwydatniając czarny, koronkowy stanik.


Déjame cuidarte, cariño