dużo przekleństw, bo się wkurwił
Oczywiście, że to powiedział.
Pieniądze, chociaż przecież wiedział doskonale, że tylko ją tym zdenerwuje. Ale Madox taki był, to siedziało w nim gdzieś głęboko, że on po prostu... lubił wkurwiać ludzi. Tą swoją gadką, swoimi odzywkami. I nawet w stosunku do niej... czasem nie umiał się powstrzymać.
-
Ale to nie... szemrane - mruknął tylko, chociaż pewnie to były najbardziej szemrane pieniądze na świecie, bo z handlu bronią przecież. Ale z drugiej strony... To jakby Madox ich wtedy nie zabrał, zanim polecieli do Meksyku, to zgarnęłaby je policja jako dowody, i tyle by z tego było. A tak... No może Madox kupi sobie za to jakieś nowe koszule, nowy, złoty łańcuszek i coś ładnego Stewart, ale też przecież część pójdzie na zabawki do domu dziecka, albo na jakieś bezpańskie pieski. Bo w gruncie rzeczy Noriega nie był taki zły jak go malowali.
I nawet kupił jej
batona z żabcią, którego wyciągnął, gdy tylko dźgnęła go w klatę. Nawet na moment nie odwrócił od niej wzroku, kiedy tak zjechała spojrzeniem w dół, na jego palce zaciśnięte na czekoladce. Liczył na to, że jej przejdzie?
Trochę tak, ale kurwa... za dobrze ją chyba znał. Ale z drugiej strony... Po co im były kolejne sprzeczki? Chociaż prawda jest taka, że jakby on znalazł pieniądze u niej pod podłogą to na pewno drążyłby temat, póki by mu nie powiedziała...
I myślał, że ona też tak zrobi, przyciśnie go. A umiała to robić. Umiała to robić, tak, że on się łamał w dwie minuty. A tu proszę...
Masz rację, aż Madox otworzył usta ze zdumienia, ciemne oczy też jakoś szerzej, kiedy tak patrzył na jej uśmiech. Nie... coś mu nie pasowało. I zaraz okazało się co.
-
Co? - wypalił od razu i mina w jednej sekundzie mu zrzedła, skrzywił się -
nie... Kurwa Pilar... - zaczął, bo jak ona sobie gdzieś pojedzie? Sama? Czyli jednak postanowiła go docisnąć i to jeszcze od razu wyciągała
ciężką artylerię. Jak mogli spędzić trochę czasu razem, we dwoje, a ona mu chciała
uciec. To już wolałby to całe mieszkanie wysprzątać, kiedy ona by siedziała na kanapie, a później jeszcze zrobić jej jakiś masaż stópek... Chociaż akurat masaż stópek, to by był przyjemny dla obojga pewnie.
I jeszcze to
nie wiem, kiedy wrócę, aż nabrał mocno powietrze w płuca. Przez trzy sekundy jego złośliwa natura walczyła z tym, że on też powinien teraz pierdolnąć drzwiami, z
dobra na ustach, a potem iść sobie na siłkę i może po te nowe koszule. I przecież on by to zrobił, z Haddie, z Cherry, z Debbie. Miałby to w dupie i nie domagał się jej towarzystwa. Nie prosił się. Bo on się kurwa nikogo nie prosił.
Odchylił do tyłu głowę kiedy trzasnęła drzwiami sypialni i przeszedł gwałtownie po salonie, jak ten
tygrys w klatce... z
brudnego hajsu, aż kilka banknotów rzeczywiście uniosło się w powietrze. Powinien je chyba posprzątać? Włożyć do tej torby, rzucić na tylną kanapę BMW i jechać się zabawić. Sombra podniósł się z miejsca i polizał go po ręce i wtedy Madox spuścił na niego spojrzenie.
-
Wiem... kurwa - aż pokręcił głową, a zaraz szarpnął drzwi sypialni, które ona tak zamknęła z hukiem i już w nich stał, opierał się o framugę -
Pilar... - zaczął łagodnie, a doberman wszedł do środka i podszedł do Stewart, żeby ją też polizać po ręce, jakby chciał ich pogodzić.
Bo ten pies tak naprawdę miał więcej pierdolonej empatii, niż sam Madox. Kiedyś... Do póki nie poznał Stewart...
Bo teraz to stał w tych drzwiach, a zaraz już ruszył w jej kierunku, żeby stanąć za jej plecami. Złapać w palce materiał sukienki, czy tam bluzki, którą zamierzała na siebie wciągnąć przez głowę -
no weź, jest sobota, mamy wolne, mieliśmy sprzątać... - teraz się zasłaniał sprzątaniem? Ale to już lepsze niż kolejne kłótnie -
porobić coś fajnego... - może chociaż to ją przekona? -
Proszę cię - albo to? Jedyna kobieta... Może nawet jedyna osoba na
tym skurwiałym świecie, którą on umiał prosić. Sombra ich okrążył i korzystając z chwili nieuwagi wpakował się na łóżko. A Madox też wykorzystał spojrzenie Pilar w tamtym kierunku, żeby oprzeć jej wytatuowane palce na biodrze, musnąć nagą skórę opuszkami -
w ogóle... myślę, że... - zaczął i przysunął się do niej bliżej, tak, żeby już mogła czuć na plecach to jak jego serce znowu szalało w piersi. Wyrywało się do niej. I ciepły oddech na karku -
powinnaś wiedzieć gdzie trzymam forsę w razie czego... - czy on naprawdę to powiedział? Nikt kurwa, łącznie z Maddie, kiedy jeszcze byli blisko, NIKT na całym świecie nie wiedział, gdzie Madox trzyma gotówkę, nie wiedział ile on jej ma. I w jaki sposób ją zarobił.
A ona...
powinna wiedzieć.
Ale prawda... fakty, są taki, że Madox jeszcze nigdy nie był tak mocno z nikim związany. I chociaż mieli swoje momenty z Debbie, kiedy zabierała go do rodzinnego domu. Z Haddie, kiedy planowali przyszłość i nawet z Cherry, gdy kłócili się i godzili z należytym ogniem. Nawet z Willem, zupełnie inne, bo na płaszczyźnie najlepszych przyjaciół, albo z Richiem, swoim kuzynem, czy Gabi, to nigdy nie przyszło mu do głowy, żeby któremuś z nich powiedzieć, gdzie on trzyma gotówkę...
W razie czego.
A przecież Madox zawsze prowadził niebezpieczne życie, w każdej chwili mogli go odjebać. I co wtedy z tymi pieniędzmi?
-
Żebyś mogła je wziąć, gdyby... - miał powiedzieć prosto z mostu, że gdy go odjebią. Ale... kurwa... on pierwszy raz w życiu też, nie chciał być odjebanym, więc to był już czarny, ostateczny scenariusz -
chciałabyś? - zapytał. I może to było tylko głupie
chciałabyś zobaczyć gdzie trzymam pieniądze? Ale w jego wydaniu... Biorąc pod uwagę to jaki był Madox, jak żył, to może nawet... znaczyło to więcej niż zaręczyny? Albo coś na równi.
Kolejny jej krok, do tego, żeby już niedługo została Panią Noriega.
Chociaż mogła mu przecież odmówić. I chyba on w tym momencie bardziej się na to przygotował, niż na te odrzucone zaręczyny. Bo mogło to być trochę za dużo...
la única mujer a la que sabía preguntar °❀⋆.ೃ࿔*:・