if you turned wrong you forget what's right
: pn maja 04, 2026 12:53 pm
To powinno być ostatnim, co chciał usłyszeć.
Miłość niczego nie zmieniała - nie w tym racjonalnym sposobie myślenia, którym usiłował się posługiwać. Nie sprawiała, że jego ręce stawały się czystsze. Nie przywracała życia osobie, której go pozbawił. Nie usuwała wszystkich win, którymi splamił się przez lata, jego układów z Carbone'm, podrzuconych dowodów i zatajonych spraw.
Czy każdy, pieprzony film nie mówił o tym, że gdy się kogoś kochało, powinno pozwolić mu się odejść?
Ale to wszystko, co usiłował w sobie pogrzebać, nagle odżyło pod wpływem jej słów. Sprawiło, że zamarł na ułamek sekundy, oddalony zaledwie o milimetry od jej ust. Jej wyznanie było jak fala, przetaczająca się po jego ciele i porywająca za sobą jego serce.
- Starałem się trzymać z dala - szepnął w odpowiedzi, jego ręce zsunęły się z kobiecego karku, wypuściły z palców jej włosy. - Dać ci przestrzeń.
Którą teraz odbierał, bezmyślnie, nie patrząc na to, w jakim miejscu się znajdowali - wsuwając dłonie pod jej uda by przyciągnąć ją do siebie, wciągnąć na swoje kolana, na j e g o fotel i jego przestrzeń. Gdy ten dystans między nimi został skrócony, nagle stał się czymś niemożliwym do zniesienia, co musiał zniwelować do zera.
- Nigdy sobie tego nie wybaczę - westchnął, oplatając jej talię ramieniem, przyciągając ją blisko do siebie. Jego twarz wsunęła się w zasłonę kobiecych włosów, dotarła do wrażliwej skóry na jej szyi, po której pomknął jego oddech wraz z następnymi słowami. - Tego, że pozwoliłem ci wyjechać.
Tama runęła, a fala zabrała go ze sobą.
Do zapachu, który wciąż czuł w swojej szafie - w miejscu, do którego schował jej poduszkę. Do jej ciężaru na swoich kolanach, który uciszał nieustanny warkot jego myśli. Do ust, które dla niego zawsze smakowały słodyczą, która nie miała nic wspólnego z zakazem.
Jego miejsce zawsze było przy n i e j i teraz, gdy jego usta wyznaczały pocałunkami ślad po jej szyi, nie miał pojęcia, jakim cudem udało mu się trzymać z daleka tak długo. Wiedział za to, jak wiele go to kosztowało. Widział to w lustrze, z którego spoglądała na niego ponura twarz i czuł to w głębi siebie, gdy powoli miejsca, które owiał już chłód, zaczynały budzić się do życia.
- Nie potrafię bez ciebie żyć. - jego głos zabrzmiał ochryple, jakby nie używał go przez ten czas, który spędzili osobno. - Jesteś moim pieprzonym powietrzem, Margo.
Jego dłonie uniosły się w górę, oderwały od jej talii wyłącznie po to, by ująć kobiecą twarz, by spojrzeć na nią, choćby w półmroku. Jedynie patrząc na nią i czując ją obok był w stanie zduszać to ponure przeświadczenie, że ten raz, jak wszystkie poprzednie, również się skończy.
Ponieważ tym razem czuł, że mógł być ostatni.
- Kocham cię - szepnął, muskając ustami jej czoło nim owinął swoje ramiona wokół niej, niemal desperacko zamykając ją w swoich objęciach. - Przepraszam za wszystko, co zrobiłem. - musnął dłonią jej włosy, tęskniąc nawet za tym, w jaki sposób oplatały się wokół jego palców, utrudniając wyswobodzenie się. - I przepraszam za wszystko, co pewnie zrobię - mruknął pod nosem, jedynie zerkając na drzwi, które mieli obserwować.
Które wciąż były zamknięte.
margo mercer
Miłość niczego nie zmieniała - nie w tym racjonalnym sposobie myślenia, którym usiłował się posługiwać. Nie sprawiała, że jego ręce stawały się czystsze. Nie przywracała życia osobie, której go pozbawił. Nie usuwała wszystkich win, którymi splamił się przez lata, jego układów z Carbone'm, podrzuconych dowodów i zatajonych spraw.
Czy każdy, pieprzony film nie mówił o tym, że gdy się kogoś kochało, powinno pozwolić mu się odejść?
Ale to wszystko, co usiłował w sobie pogrzebać, nagle odżyło pod wpływem jej słów. Sprawiło, że zamarł na ułamek sekundy, oddalony zaledwie o milimetry od jej ust. Jej wyznanie było jak fala, przetaczająca się po jego ciele i porywająca za sobą jego serce.
- Starałem się trzymać z dala - szepnął w odpowiedzi, jego ręce zsunęły się z kobiecego karku, wypuściły z palców jej włosy. - Dać ci przestrzeń.
Którą teraz odbierał, bezmyślnie, nie patrząc na to, w jakim miejscu się znajdowali - wsuwając dłonie pod jej uda by przyciągnąć ją do siebie, wciągnąć na swoje kolana, na j e g o fotel i jego przestrzeń. Gdy ten dystans między nimi został skrócony, nagle stał się czymś niemożliwym do zniesienia, co musiał zniwelować do zera.
- Nigdy sobie tego nie wybaczę - westchnął, oplatając jej talię ramieniem, przyciągając ją blisko do siebie. Jego twarz wsunęła się w zasłonę kobiecych włosów, dotarła do wrażliwej skóry na jej szyi, po której pomknął jego oddech wraz z następnymi słowami. - Tego, że pozwoliłem ci wyjechać.
Tama runęła, a fala zabrała go ze sobą.
Do zapachu, który wciąż czuł w swojej szafie - w miejscu, do którego schował jej poduszkę. Do jej ciężaru na swoich kolanach, który uciszał nieustanny warkot jego myśli. Do ust, które dla niego zawsze smakowały słodyczą, która nie miała nic wspólnego z zakazem.
Jego miejsce zawsze było przy n i e j i teraz, gdy jego usta wyznaczały pocałunkami ślad po jej szyi, nie miał pojęcia, jakim cudem udało mu się trzymać z daleka tak długo. Wiedział za to, jak wiele go to kosztowało. Widział to w lustrze, z którego spoglądała na niego ponura twarz i czuł to w głębi siebie, gdy powoli miejsca, które owiał już chłód, zaczynały budzić się do życia.
- Nie potrafię bez ciebie żyć. - jego głos zabrzmiał ochryple, jakby nie używał go przez ten czas, który spędzili osobno. - Jesteś moim pieprzonym powietrzem, Margo.
Jego dłonie uniosły się w górę, oderwały od jej talii wyłącznie po to, by ująć kobiecą twarz, by spojrzeć na nią, choćby w półmroku. Jedynie patrząc na nią i czując ją obok był w stanie zduszać to ponure przeświadczenie, że ten raz, jak wszystkie poprzednie, również się skończy.
Ponieważ tym razem czuł, że mógł być ostatni.
- Kocham cię - szepnął, muskając ustami jej czoło nim owinął swoje ramiona wokół niej, niemal desperacko zamykając ją w swoich objęciach. - Przepraszam za wszystko, co zrobiłem. - musnął dłonią jej włosy, tęskniąc nawet za tym, w jaki sposób oplatały się wokół jego palców, utrudniając wyswobodzenie się. - I przepraszam za wszystko, co pewnie zrobię - mruknął pod nosem, jedynie zerkając na drzwi, które mieli obserwować.
Które wciąż były zamknięte.
margo mercer