put your boots on and yeehaw
: pn sie 10, 2026 7:59 pm
No akurat z festiwalu to bym nawet nie chciał się wykręcać, więc kiwam głową, że jesteśmy umówieni, co więcej zbijamy nawet piątkę, że teraz to już przyklepane, nie ma przeproś, choćby skały srały lecimy na pustynię. Warunki pewnie będą tragiczne -w dzień garówa, w nocy ziąb, ale chuj, raz się żyje, najwyżej umrzemy szczęśliwi - Aha, czyli taki chłopek do towarzystwa, w zastępstwie za zajętego - brzmi trochę brutalnie, ale ja się śmieję - Nieźle się urządziłaś, normalnie moja szkoła - znowu parskam śmiechem, kiwając przy tym głową - A co fajnego razem robicie? - dopytuję, a barman także wbija w nią spojrzenie - No dawajcie jakieś dobre pomysły na randki, bo umawiam się na tym walonym tinderze z różnymi ludźmi i co kolejna randka to gorsza, ostatnio jeden chłopak zabrał mnie na bingo, czujecie to? - wywraca oczami i opada ciężko na ladę. Ja marszczę na moment brwi - Serio ktoś jeszcze gra w bingo? Myślałem, że nawet emerytów już to nudzi - zwracam twarz w kierunku Wendy, bo mam nadzieję, że jej wypady z nowym nie-chłopakiem są jednak ciekawsze - No i bardzo dobrze mu powiedziałaś, szczególnie, że pewnie nie trudno będzie znaleźć kogoś kto będzie cię uwielbiał za to jaka jesteś - mi na przykład to przychodzi bardzo łatwo. Nasz barman też potwierdza, chociaż widzą się pierwszy raz w życiu - Intercyza nie jest taka zła w sumie, to ma chronić obie strony - rzucam prawniczo, chociaż ja akurat też z tych, którzy pewnie by tego nie zrobili, głównie dlatego, że nie przywiązywałem wielkiej wagi do majątku. Mogłem umrzeć w każdej chwili i co wtedy? Pieniędzy do grobu nie zabiorę, a tak przynajmniej ktoś by skorzystał, ostatecznie wszyscy byliby zadowoleni - No to co? Za miłość, do dnia! - wznoszę kolejny toast i nawet nie muszę prosić, bo kolejne szociki już stoją przed nami. Znowu walimy na raz. Przecieram usta wierzchem dłoni, po czym wbijam spojrzenie w przyjaciółkę i słucham jej rozmarzonego głosu, kiedy opowiada o kowbojach, ranczach oraz sianie - Na sianie jeszcze nie miałem okazji, ale - zaczynam, jednak chłopak zza lady wcina mi się wpół zdania - A ja miałem! Słomki wbijają się dosłownie wszędzie, ale klimacik jest, także polecam i nie polecam - chichocze, polewając nam kolejne kieliszki. Ktoś obok już go zaczepia, więc pijemy kolejne dwa, a w końcu ponownie zagaduję Wendy - Dobra, chodź spróbujemy poskromić byka, myślę, że teraz mi się uda - bo już mam trochę w czubie, szczerze mówiąc - Niech to będzie wstęp do wycieczki do Teksasu, jak opanujemy rodeo to jedziemy tam na miesiąc wyrywać wieśniaków - w sumie taka rumiana, wiejska baba to by była dobra odskocznia od tych wszystkich miastowych panienek. Nawet jeśli lubiłem miastowe panienki. Podnoszę się ze stołka, poprawiam spodnie i zamawiam jeszcze po drinku, zanim nie ruszymy w kierunku mechanicznej krowy, która po kilku strzałach tequili wydawała się jakaś bardziej przyjazna. Chętnych jest znacznie więcej, więc musimy odstać swoje. Trochę kibicujemy, a w międzyczasie opowiadam Wendy o swoich wakacjach na La Palmie, o moim niespodziewanym spotkaniu z Charlotte, o tym, że w sumie skorzystałem z jej rad i powiedziałem Kovalski co mi siedzi w bani, o naszych pięknych chwilach oraz kilku drobnych kłótniach po drodze. Generalnie mocne streszczenie, chociaż i tak nawijałem jej bite piętnaście minut, aż mi trzy razy zdarzyło zaschnąć w gardle.
Wendy Gardner
Wendy Gardner