ODPOWIEDZ
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Emptiness wyglądało dzisiaj zupełnie inaczej i dam sobie rękę ujebać przy samym ramieniu, że nie był to pomysł Madoxa. On to tylko latino, ewentualnie jakiś twerk, a tymczasem dzisiaj po klubie walało się siano, a wokół kręciły kowbojskie kapelusze, wysokie buty z ostrogami, koszule w kratę i dżinsy, po oczach waliły błyskiem przesadnie duże klamry. Oczywiście nie mogło także zabraknąć ozdobnych sukienek, chociaż większość kobiet zdecydowała się jednak na króciutkie spodenki, ledwo zasłaniające pośladki, ale czy to mnie dziwi? Niespecjalnie, znałem przecież doskonale klientelę tego zacnego przybytku. Był nawet byk. Mechaniczny, ale wciąż trochę przerażający, od czasu do czasu w jego oczach świecą czerwone lampki, a z metalowego pyska bucha para. Kilku już próbowało go okiełznać i każdy poległ, chyba było jeszcze za wcześnie na takie zabawy, wieczór dopiero się zaczynał. Ja w zasadzie nie odstaję od reszty, też mam kowbojski kapelusz, elegancką koszulę, sprane dżinsy, a nawet sznurek z bogato zdobioną spinką pod szyją. No i buty, buty mam zajebiste, czerwone kowbojki wyhaczone kiedyś w okolicznym lumpie praktycznie za bezcen. Na byka jednak nie miałem odwagi się jeszcze zasadzić. Teraz opieram się nonszalancko o bar i klepię w podświetlony ekran iPhona, wystukując kilka wiadomości do Wendy. Czekam na ciebie w Emptiness. Mam ci tyle do powiedzenia. Weź kapelusz ;) Odkładam telefon na blat, szukając wzrokiem barmana, a kiedy wpada mi w oko to w pierwszej chwili nie wiem czy powinienem zostać czy jednak uciekać, bo to był ten sam koleś, z którym się kiedyś przelizałem na bani po pigułach i wszyscy już o tym kurwa wiedzieli. Nasze spojrzenia się krzyżują, więc jest już za późno na angielskie wyjście, co więcej przebiega mi przez myśl, że wcale nie dziwne, że się skusiłem, skoro był tak zajebiście przystojny, a w tym kowbojskim kapeluszu to już w ogóle. Niemniej przestaję wisieć na barze, w zamian usadzając dupsko na wysokim krzesełku, ale podbija do mnie i pyta co dzisiaj? A ja, żeby mi zrobił jakiś virgin drink, bo tak się składa, że nie piję - Dopisz mi do rachunku Madoxa - kiwam głową. On na to, że jak za hajs szefa to mi takiego mocktaila dopierdoli, że mi gacie same przez głowę zlecą, po czym uśmiecha się trochę flirciarsko i puszcza mi zalotne oczko. Właściwie teraz to co Madoxa to i moje, a skoro już zeszliśmy na temat Noriegi to się pytam czy dotarły już do niego wieści. Kręci głową, w międzyczasie wrzucając do szejkera kolejne smakołyki. Wyciągam usta w uśmiechu, opowiadając mu o moim ślubie z Madoxem i w pierwszej chwili to ma takie gały, że chyba nie dowierza, to pokazuję mu nawet filmik i obydwoje ciśniemy bekę. Kątem oka obserwuję jednak drzwi wejściowe, w oczekiwaniu na znajomą sylwetkę i kiedy pojawia się na horyzoncie, to macham do niej jedną ręką - Wendy, tutaj! - wołam ją do baru, zwracając się jeszcze do gościa za ladą - Jej drinki też dopisuj do rachunku Madoxa - puszczam mu oczko, po czym obydwoje parskamy śmiechem.

Wendy Gardner
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”