Police academy assignment miami beach airboat chase
: pn maja 25, 2026 10:49 am
Scott słuchał jej w milczeniu, obracając powoli szklankę między palcami. Alkohol rozluźniał mu już nie tylko ciało, ale też ten wieczny mechanizm kontrolowania każdego słowa i każdego spojrzenia. A June, siedząca obok w tej sukience podkreślającej wszystkie jej atuty, pachnąca czymś lekkim i cholernie kobiecym, zdecydowanie nie pomagała mu zachować dystansu.
- Nie nauczysz starego psa nowych sztuczek - odparł nieco kąśliwie, choć zgodnie ze swoim podejściem. Był już za stary na to, by zmieniać swoje od lat uprawiane, alkoholowe praktyki.
Uniósł lekko brew, gdy June podchwyciła temat i poprosiła go, by wyłuszczył jeszcze dobitniej to, co miał na myśli. Letexier patrzył chwilę na swoją szklankę, po czym upił z niej łyk.
- Rozejrzyj się po tym barze - rzekł i sam omiótł spojrzeniem niemal cała salę za nimi. - Doliczyłem się tu jakichś 15 facetów poza mną i tylko jeden nie rżnie cię wzrokiem - rzucił bez ogródek. - Po jego wyglądzie i zachowaniu wnioskuję, że go po prostu nie interesują kobiety - dodał, po czym spojrzał na Harrison. - Zdziwiony jestem, że żaden dotąd nie kupił ci drinka, nawet mim obecności takiego księcia ciemności jak ja obok - przyznał i znów wychylił nieco zawartości ze szklanki.
- Możesz udawać przesadnie skromną, ale prawda jest taka, że wyglądasz jak milion dolarów - odezwał się znów po chwili. - Kobiety o takiej urodzie jak twoja widuje się jedynie na okładkach magazynów albo tych wyjebanych billboardach w centrum - alkohol już mocno rozwiązał mu język, ale sam Scott raczej nie bardzo przejmował się tym, że właśnie komplementował Harrison. Co prawda sam wprost nie zaliczył siebie do grona zainteresowanych nią, ale zrobił to jedynie przez zwykłą ogładę. Gdyby chodziło wyłącznie o jego preferencje, z pewnością dążyłby do tego, by ich wspólny wieczór stał się bardziej przyjemny.
Na wspomnienie konferencji machnął lekko ręką, jakby chciał odgonić temat.
- O mnie się nie martw. Jutro założę garnitur, zrobię minę człowieka, który ma wszystko pod kontrolą i jakoś to przeżyję. Możesz uważać to za wyjątkową sytuację, dla mnie to kolejny wtorek w robocie - wzruszył lekko ramionami, ale też nie brzmiał jak ktoś przekonany o tym, że taki tryb życia jest zdrowy.
Po chwili wrócił jeszcze do wcześniejszego tematu i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- A co do tego kretyna... - westchnął cicho. - To może nawet lepiej. Przynajmniej od razu dowiedziałaś się, że jest debilem, a nie dopiero wtedy, gdy cię zbajeruje kwiatkami i kilkoma pikantnymi smsami.
Scott upił jeszcze trochę whisky i oparł się wygodniej o blat baru.
- Poza tym… - spojrzał na nią z cieniem rozbawienia. - Powtórzę się: facet, który wystawia kobietę taką jak ty, nie jest najostrzejszą kredką w piórniku. Podtrzymuję wersję o debilu miesiąca - przytaknął sam sobie.
Kiedy zapytała, czy mieszka niedaleko i zaproponowała spacer, spojrzał na nią przez chwilę trochę zbyt długo. W jej głosie nie było podtekstu, przynajmniej nie świadomego, bardziej troska i próba upewnienia się, że nie skończy samotnie zalany whisky gdzieś na chodniku. To go trochę uderzyło.
Scott wypuścił powoli powietrze nosem i pokręcił lekko głową.
- Mój wieczór jeszcze się nie kończy - odezwał się spokojnie. - I raczej nigdzie się jeszcze nie wybieram - uniósł lekko szklankę. - Znam siebie. Jeszcze posiedzę. Wypiję jednego albo dwa drinki, zjem coś na mieście i dopiero wtedy wrócę do domu - powiedział to z tą charakterystyczną dla siebie obojętnością człowieka, który od dawna przywykł do samotnych, zbyt długich wieczorów. Trochę ją jednak okłamał, bo w rzeczywistości planował dziś zalać się w trupa, a dwa drinki to zdecydowanie było za mało do tego, by poskładać takiego ziutka jak on.
Zaraz spojrzał na nią cieplej niż wcześniej.
- Za to ty naprawdę nie musisz już pilnować, żebym bezpiecznie wrócił do domu, June - mruknął z lekkim rozbawieniem. - I tak zrobiłaś dziś więcej, niż oczekiwałem od kogokolwiek - powiedział spokojnie, a kącik jego ust drgnął delikatnie. - Poprawiłaś mi nastrój, serio - przyznał, bo faktycznie taka była prawda. Od dobrych kilkudziesięciu minut nie rozmawiał już zbyt dużo o zabitym przyjacielu, potrafił rzucić jakimś żartem i ogólnie wieczór stał się jakkolwiek do zniesienia. Wszystko to za sprawą śledczej, która dotrzymywała mu towarzystwa przez prawie 2 godziny.
Scott odwrócił na moment wzrok w stronę półek z alkoholem, jakby łatwiej było mu mówić nie patrząc jej prosto w oczy.
- Jeszcze dwie godziny temu miałem ochotę rozjebać telefon o ścianę i upierdolić połowę awansów - prychnął pod nosem. - A teraz przynajmniej siedzę tutaj i nie mam ochoty robić głupot - spojrzał na nią z boku. - Więc dziękuję, June. Za wysłuchanie mnie, za to, że zostałaś i że nie rzucałaś banałami, tylko faktycznie mówiłaś, co myślisz. Obok twojej inteligencji, to właśnie to cenię w tobie najbardziej - przyznał i spojrzał na nią, mając na końcu języka to, że poza docenieniem jej kompetencji, chciał też skomplementować jej wygląd, bo siłą rzeczy trochę go oczarowała sobą, ale ostatecznie poprzestał na stopie zawodowej.
June Harrison
- Nie nauczysz starego psa nowych sztuczek - odparł nieco kąśliwie, choć zgodnie ze swoim podejściem. Był już za stary na to, by zmieniać swoje od lat uprawiane, alkoholowe praktyki.
Uniósł lekko brew, gdy June podchwyciła temat i poprosiła go, by wyłuszczył jeszcze dobitniej to, co miał na myśli. Letexier patrzył chwilę na swoją szklankę, po czym upił z niej łyk.
- Rozejrzyj się po tym barze - rzekł i sam omiótł spojrzeniem niemal cała salę za nimi. - Doliczyłem się tu jakichś 15 facetów poza mną i tylko jeden nie rżnie cię wzrokiem - rzucił bez ogródek. - Po jego wyglądzie i zachowaniu wnioskuję, że go po prostu nie interesują kobiety - dodał, po czym spojrzał na Harrison. - Zdziwiony jestem, że żaden dotąd nie kupił ci drinka, nawet mim obecności takiego księcia ciemności jak ja obok - przyznał i znów wychylił nieco zawartości ze szklanki.
- Możesz udawać przesadnie skromną, ale prawda jest taka, że wyglądasz jak milion dolarów - odezwał się znów po chwili. - Kobiety o takiej urodzie jak twoja widuje się jedynie na okładkach magazynów albo tych wyjebanych billboardach w centrum - alkohol już mocno rozwiązał mu język, ale sam Scott raczej nie bardzo przejmował się tym, że właśnie komplementował Harrison. Co prawda sam wprost nie zaliczył siebie do grona zainteresowanych nią, ale zrobił to jedynie przez zwykłą ogładę. Gdyby chodziło wyłącznie o jego preferencje, z pewnością dążyłby do tego, by ich wspólny wieczór stał się bardziej przyjemny.
Na wspomnienie konferencji machnął lekko ręką, jakby chciał odgonić temat.
- O mnie się nie martw. Jutro założę garnitur, zrobię minę człowieka, który ma wszystko pod kontrolą i jakoś to przeżyję. Możesz uważać to za wyjątkową sytuację, dla mnie to kolejny wtorek w robocie - wzruszył lekko ramionami, ale też nie brzmiał jak ktoś przekonany o tym, że taki tryb życia jest zdrowy.
Po chwili wrócił jeszcze do wcześniejszego tematu i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- A co do tego kretyna... - westchnął cicho. - To może nawet lepiej. Przynajmniej od razu dowiedziałaś się, że jest debilem, a nie dopiero wtedy, gdy cię zbajeruje kwiatkami i kilkoma pikantnymi smsami.
Scott upił jeszcze trochę whisky i oparł się wygodniej o blat baru.
- Poza tym… - spojrzał na nią z cieniem rozbawienia. - Powtórzę się: facet, który wystawia kobietę taką jak ty, nie jest najostrzejszą kredką w piórniku. Podtrzymuję wersję o debilu miesiąca - przytaknął sam sobie.
Kiedy zapytała, czy mieszka niedaleko i zaproponowała spacer, spojrzał na nią przez chwilę trochę zbyt długo. W jej głosie nie było podtekstu, przynajmniej nie świadomego, bardziej troska i próba upewnienia się, że nie skończy samotnie zalany whisky gdzieś na chodniku. To go trochę uderzyło.
Scott wypuścił powoli powietrze nosem i pokręcił lekko głową.
- Mój wieczór jeszcze się nie kończy - odezwał się spokojnie. - I raczej nigdzie się jeszcze nie wybieram - uniósł lekko szklankę. - Znam siebie. Jeszcze posiedzę. Wypiję jednego albo dwa drinki, zjem coś na mieście i dopiero wtedy wrócę do domu - powiedział to z tą charakterystyczną dla siebie obojętnością człowieka, który od dawna przywykł do samotnych, zbyt długich wieczorów. Trochę ją jednak okłamał, bo w rzeczywistości planował dziś zalać się w trupa, a dwa drinki to zdecydowanie było za mało do tego, by poskładać takiego ziutka jak on.
Zaraz spojrzał na nią cieplej niż wcześniej.
- Za to ty naprawdę nie musisz już pilnować, żebym bezpiecznie wrócił do domu, June - mruknął z lekkim rozbawieniem. - I tak zrobiłaś dziś więcej, niż oczekiwałem od kogokolwiek - powiedział spokojnie, a kącik jego ust drgnął delikatnie. - Poprawiłaś mi nastrój, serio - przyznał, bo faktycznie taka była prawda. Od dobrych kilkudziesięciu minut nie rozmawiał już zbyt dużo o zabitym przyjacielu, potrafił rzucić jakimś żartem i ogólnie wieczór stał się jakkolwiek do zniesienia. Wszystko to za sprawą śledczej, która dotrzymywała mu towarzystwa przez prawie 2 godziny.
Scott odwrócił na moment wzrok w stronę półek z alkoholem, jakby łatwiej było mu mówić nie patrząc jej prosto w oczy.
- Jeszcze dwie godziny temu miałem ochotę rozjebać telefon o ścianę i upierdolić połowę awansów - prychnął pod nosem. - A teraz przynajmniej siedzę tutaj i nie mam ochoty robić głupot - spojrzał na nią z boku. - Więc dziękuję, June. Za wysłuchanie mnie, za to, że zostałaś i że nie rzucałaś banałami, tylko faktycznie mówiłaś, co myślisz. Obok twojej inteligencji, to właśnie to cenię w tobie najbardziej - przyznał i spojrzał na nią, mając na końcu języka to, że poza docenieniem jej kompetencji, chciał też skomplementować jej wygląd, bo siłą rzeczy trochę go oczarowała sobą, ale ostatecznie poprzestał na stopie zawodowej.
June Harrison