ODPOWIEDZ
42 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Zastępca komendanta Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiKe/bab
typ narracjiTypiczny
czas narracjiKażdy
postać
autor

Wieczór w Toronto był ciężki. Światła miasta rozmywały się na mokrym asfalcie, gdy czarny Camaro Scotta zatrzymał się przed Arizona Grill Lounge. Lokal nie należał do miejsc eleganckich ani szczególnie modnych i właśnie dlatego Letexier pojawiał się tam czasem po najgorszych dniach. Nikt nie zadawał zbędnych pytań. Nikt nie próbował robić zdjęć zastępcy komendanta policji. Dzisiejszy dzień był jednak czymś więcej niż tylko ciężkim dniem. Był jednym z tych, które zostają pod skórą.
Scott wszedł do środka powoli, wciąż w ciemnym garniturze, choć poluzowany krawat i rozpięty kołnierzyk zdradzały, że dawno przestał przejmować się tym, jak wygląda. W lokalu pachniało grillowanym mięsem, alkoholem i starym drewnem. Muzyka country leciała cicho gdzieś w tle, mieszając się z przytłumionym szumem rozmów. Przez moment stał nieruchomo przy wejściu. W głowie nadal słyszał informację przekazaną mu przez wydział antynarkotykowy. Strzelanina, wiele przypadkowych ofiar, w tym dwóch poległych funkcjonariuszy, a wśród nich Steve Ward. Steve pieprzony Ward, który zawsze pierwszy wchodził do melin, zawsze śmiał się najgłośniej i zawsze powtarzał, że on i Letexier są z tej samej gliny - psami się urodzili i jako psy zdechną.
Wicekomendant pamiętał go jeszcze z czasów pracy w terenie. Wydział zabójstw i antynarkotykowy wielokrotnie prowadzili wspólne sprawy - brutalne wojny gangów, przedawkowania, egzekucje upozorowane na porachunki. Steve był jednym z niewielu ludzi w tej robocie, którym Scott ufał bezwarunkowo. A teraz miał przed oczami jego ciało przykryte czarnym workiem.
Letexier ruszył w stronę baru ciężkim krokiem i usiadł na jednym z wysokich stołków. Oparł przedramiona o blat, przez chwilę wpatrując się w rząd butelek za ladą.
- Podwójną szkocką - odezwał się w końcu niskim, zmęczonym głosem. - I nie żałuj - dodał.
Barman skinął głową bez komentarza. Scott wyciągnął telefon tylko po to, by po chwili odłożyć go ekranem do dołu. Dziesiątki nieodebranych wiadomości. Raporty. Prośby mediów o oświadczenie. Burmistrz chciał konferencji prasowej rano. Miał ochotę rozpierdolić ten telefon o ścianę.
Szklanka pojawiła się przed nim chwilę później. Bursztynowy alkohol zadrżał lekko, gdy Scott ujął ją w dłoń.
- Za ciebie, Steve - mruknął pod nosem i wypił połowę jednym haustem.
Oparł się ciężej o blat, przymykając na moment oczy. Pogrzeb miał odbyć się za kilka dni. Będzie przemowa. Honorowa salwa. Flagi. Kamienne twarze funkcjonariuszy udających, że takie rzeczy ich nie łamią. Scott już teraz wiedział, że tego dnia będzie wkurwiony na cały świat, bo kolejna bliska mu osoba opuściła ten świat.
I właśnie wtedy, gdzieś obok, usłyszał kobiecy głos.

June Harrison
ODPOWIEDZ

Wróć do „Arizona Grill Lounge”