Colors of the wind
: czw maja 14, 2026 12:37 am
Może pewnego dnia Max dostąpi tego zaszczytu i pozna historię, w której Cora przekonała Williamsa o istnieniu branży fotowalicznej i to w taki sposób, że sam tak zaczął mówić. Przynajmniej do momentu, aż nie wygooglował prawdziwej nazwy. - Rozumiem, że właśnie rzuciłeś mi wyzwanie?- spytała, a jej oczy aż rozbłysły. Przecież gdyby się postarała, to by go tak zagadała, że przekonałaby go, że grawitacja działa wybiórczo. Tym razem nie mógłby już użyć swojej siły, by wygrać z nią dyskusję. Minęło sporo lat i nie zdziwiłaby się, gdyby Korhonen miał dziewczynę, która stęskniona czeka właśnie na niego w domu. Dlatego dzisiaj nie mógłby użyć wobec niej siły, bo to i tak… - A to było akurat niesprawiedliwe!- wycelowała w niego palcem mrużąc przy tym oczy próbując wyglądać groźnie, a jak już wiadomo - wyglądała jak wściekła chihuahua. - Nie potrafiłeś mi przyznać racji, że dana piosenka jest lamerska tylko wykorzystywałeś swoją męską siłę i urok- przewróciła oczami jakby to było coś strasznego, że zamykał jej usta swoimi własnymi. Oczywiście, że się zgrywała. Ostatecznie nie pamiętała potem o co się kłócili, nawet jeśli wcześniej zawzięcie nie chciała dać za wygraną. Cora Marshall była uparta.
Była też uroczo szalona nie zastanawiając się nigdy nad konsekwencjami swoich działań. w końcu nie bez powodu Casspian mówił do niej Chmura, skoro wiecznie chodziła z głową w chmurach. Bywała też pewna siebie w ten uparty sposób, chociaż ta jej pewność ostatnio została zmiażdżona. Jednak najwyraźniej nie do końca, skoro przy Maxie wciąż odnajdywała w sobie tą dawną siebie i to w sposób całkowicie naturalny. Tak jakby wcale nie minęło osiem lat, a osiem miesięcy. - Wiem, zdolna jestem, co nie? - puściła mu oczko i uśmiechnęła się szeroko , co tylko potwierdziło, że zgrywała się. Chociaż rzeczywiście to imponujące jak szybko jego własne słowa przeniosła przeciwko niemu.
- Założę się, że każda Twoja była Cię wyszukiwała w sieci. My kobiety tak działamy- a Cora przynajmniej jest szczera. - Oh sorry, ale to już nie moja wina. Zawsze możesz zmienić imię na jakieś bardziej nietypowe tak jak na przykład Cora- bo Max? Naprawdę było mnóstwo kont psa o imieniu Max.
I gdyby właśnie nie zaproponował przejścia do łazienki, mogliby dalej stać tak beztrosko rozmawiając o przeszłości i przekomarzając się przy tym. Jednak czar prysł. Szła za nim jakby szła na ścięcie, bo tak się właśnie czuła. Bała się. Nagle panicznie się bała bycia z nim sam na sam. Przecież Daniel też był wcześniej zabawny, prawda? W dodatku był gwiazdą. Sprzedawał miliony płyt. Ludzie go kochali, a i tak się okazał potworem. Jak okrutnie mogło to brzmieć w tym momencie, Max w oczach Cory również mógł być potworem. Dlatego nie podeszła do niego, a panicznie wpatrywała się w jego dłonie. Najwyraźniej jej słowa szybko do niego dotarły, bo momentalnie się wycofał unosząc ręce ku górze. To nieco uspokoiło Córę. Tym bardziej, że zaczął zmierzać do wyjścia, ale wtedy zatrzymał się. - Dobrze, ale wyjdź już- odpowiedziała na jego słowa nie zastanawiając się teraz nad tym czy rzeczywiście miał na myśli żart czy mówił prawdę. Po prostu chciała żeby już wyszedł. Żeby mogła zostać ze swoim strachem sama. - Proszę- dodała wyraźnie ciszej i dopiero teraz podniosła głowę odszukując jego spojrzenie. W jej oczach mógł wyczytać przerażanie, ale w środku kotłowało się w niej znacznie więcej emocji, których wciąż nie potrafiła przepracować.
Kiedy wyszedł, zamknęła za nim drzwi i w razie możliwości, nawet na klucz. Zaczęła szybko ochlapywać mokre plamy wodą i pocierać niczym w panice. Pocierała coraz szybciej, coraz bardziej robiąc się cała mokra. Jednak nie tylko ubrania miała mokre, bo po jej twarzy spływały też łzy i dopiero po pewnym czasie się zorientowała się , że coś się dzieje. Wyłączyła wodę i oparła się dłońmi o umywalkę, opuszczając głowę i pozwalając sobie na płacz. Tylko kilka łez. Parę chwil, aż wzięła się znowu w garść. Wytarła oczy i policzki, które zdążyły się zaróżowić od łez. Wyglądała żałośnie. Już lepiej było sobie odpuścić walczenie z farbą w małej umywalce. Spojrzała na swoje odbicie przygładzając jeszcze włosy i w końcu ruszyła do wyjścia.
Po wyjściu z łazienki odszukała Maxa i stanęła przed nim ponownie na bezpieczną odległość i wyraźnie unikając jego wzroku. - Dobra, udało mi się nieco zmyć tą farbę, ale wciąż są ślady, więc będę już wracać do domu, żeby wrzucić ubrania do prania- zaczęła tłumaczyć , bo chciała już wyjść i zamknąć się w swoich (a raczej Cherry) czterech ścian. - Daj znać, kiedy skończysz remont, to zacznę się wprowadzać- dodała jeszcze zestresowana wyginając swoje palce obu dłoni. Sama nie wiedziała już dlaczego, ale czuła się niekomfortowo.
Max Korhonen
Była też uroczo szalona nie zastanawiając się nigdy nad konsekwencjami swoich działań. w końcu nie bez powodu Casspian mówił do niej Chmura, skoro wiecznie chodziła z głową w chmurach. Bywała też pewna siebie w ten uparty sposób, chociaż ta jej pewność ostatnio została zmiażdżona. Jednak najwyraźniej nie do końca, skoro przy Maxie wciąż odnajdywała w sobie tą dawną siebie i to w sposób całkowicie naturalny. Tak jakby wcale nie minęło osiem lat, a osiem miesięcy. - Wiem, zdolna jestem, co nie? - puściła mu oczko i uśmiechnęła się szeroko , co tylko potwierdziło, że zgrywała się. Chociaż rzeczywiście to imponujące jak szybko jego własne słowa przeniosła przeciwko niemu.
- Założę się, że każda Twoja była Cię wyszukiwała w sieci. My kobiety tak działamy- a Cora przynajmniej jest szczera. - Oh sorry, ale to już nie moja wina. Zawsze możesz zmienić imię na jakieś bardziej nietypowe tak jak na przykład Cora- bo Max? Naprawdę było mnóstwo kont psa o imieniu Max.
I gdyby właśnie nie zaproponował przejścia do łazienki, mogliby dalej stać tak beztrosko rozmawiając o przeszłości i przekomarzając się przy tym. Jednak czar prysł. Szła za nim jakby szła na ścięcie, bo tak się właśnie czuła. Bała się. Nagle panicznie się bała bycia z nim sam na sam. Przecież Daniel też był wcześniej zabawny, prawda? W dodatku był gwiazdą. Sprzedawał miliony płyt. Ludzie go kochali, a i tak się okazał potworem. Jak okrutnie mogło to brzmieć w tym momencie, Max w oczach Cory również mógł być potworem. Dlatego nie podeszła do niego, a panicznie wpatrywała się w jego dłonie. Najwyraźniej jej słowa szybko do niego dotarły, bo momentalnie się wycofał unosząc ręce ku górze. To nieco uspokoiło Córę. Tym bardziej, że zaczął zmierzać do wyjścia, ale wtedy zatrzymał się. - Dobrze, ale wyjdź już- odpowiedziała na jego słowa nie zastanawiając się teraz nad tym czy rzeczywiście miał na myśli żart czy mówił prawdę. Po prostu chciała żeby już wyszedł. Żeby mogła zostać ze swoim strachem sama. - Proszę- dodała wyraźnie ciszej i dopiero teraz podniosła głowę odszukując jego spojrzenie. W jej oczach mógł wyczytać przerażanie, ale w środku kotłowało się w niej znacznie więcej emocji, których wciąż nie potrafiła przepracować.
Kiedy wyszedł, zamknęła za nim drzwi i w razie możliwości, nawet na klucz. Zaczęła szybko ochlapywać mokre plamy wodą i pocierać niczym w panice. Pocierała coraz szybciej, coraz bardziej robiąc się cała mokra. Jednak nie tylko ubrania miała mokre, bo po jej twarzy spływały też łzy i dopiero po pewnym czasie się zorientowała się , że coś się dzieje. Wyłączyła wodę i oparła się dłońmi o umywalkę, opuszczając głowę i pozwalając sobie na płacz. Tylko kilka łez. Parę chwil, aż wzięła się znowu w garść. Wytarła oczy i policzki, które zdążyły się zaróżowić od łez. Wyglądała żałośnie. Już lepiej było sobie odpuścić walczenie z farbą w małej umywalce. Spojrzała na swoje odbicie przygładzając jeszcze włosy i w końcu ruszyła do wyjścia.
Po wyjściu z łazienki odszukała Maxa i stanęła przed nim ponownie na bezpieczną odległość i wyraźnie unikając jego wzroku. - Dobra, udało mi się nieco zmyć tą farbę, ale wciąż są ślady, więc będę już wracać do domu, żeby wrzucić ubrania do prania- zaczęła tłumaczyć , bo chciała już wyjść i zamknąć się w swoich (a raczej Cherry) czterech ścian. - Daj znać, kiedy skończysz remont, to zacznę się wprowadzać- dodała jeszcze zestresowana wyginając swoje palce obu dłoni. Sama nie wiedziała już dlaczego, ale czuła się niekomfortowo.
Max Korhonen