ODPOWIEDZ
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Can you paint with all the colors of the wind?

Wiadomość o mieszkaniu w formie prezentu była pierwszą pozytywną rzeczą w życiu Cory w ostatnich miesiącach, a już na pewno w tym roku. 2026 zdecydowanie nie będzie należeć do najlepszych w jej życiu, a przynajmniej pierwsza jego połowa przebiega jak na razie katastrofalnie. U niej nie ma wzlotów i upadków, a po prostu odbija się co rusz od dna. Chociaż w momencie, gdy nagle człowiek, którego uważałaś całe życie za ojca, wyrzuca Cię z domu, można już powiedzieć, że puka od spodu w to dno?
Starała się jednak znajdować pozytywne aspekty. Tak duży gest od rodzeństwa i matki był dla niej czymś wzruszającym, bo nie musiała się już tułać między apartamentem Cherry, a Maddie. Kochała obie , ale jednak pomimo ich szczerych chęci czuła się tam po prostu tylko gościem. Potrzebowała własnej przestrzeni, którą będzie mogła urządzić według własnej wizji. Potrzebowała lokum tylko dla siebie. Wiedziała, że ekipa już tam weszła i przygotowuje je według projektu Charity, ale Cora chciała pójść i sprawdzić etap pracy. Może uda się jeszcze na koszt darczyńców wprowadzić ewentualne zmiany w aranżacji? W końcu Cora teraz liczy skrupulatnie każdy grosz.
Podjechała pod wskazany, przez Charliego, adres i od razu po wyjściu z taksówki rozglądała się po okolicy. Była to widoczna degradacja o kilka klas, ale czy to stanowiło dla niej problem? Nie. Od dziecka żyła w luksusie, ale to nie on ją określał i to nie jego goniła. Pieniądze potrafiły uszczęśliwiać, ale nie dawały szczęścia. Dlatego konieczność przeprowadzenia się do gorszej dzielnicy nie była dla niej niczym strasznym. Budynek był mniej luksusowy od jej poprzedniego, ale była to średnia klasa. Weszła do mieszkania korzystając z otrzymanych kluczy i jej oczom się ukazało duże, wysokie i przestronne mieszkanie. Wszędzie była jeszcze rozłożona folia malarska świadcząca, że prace remontowe się nie zakończyły. - Wow…- szepnęła rozglądając się wokół i skupiając na dużych oknach idących przez całą wysokość loftowego mieszkania, a także wychodzące na antresolę. Już w jej głowie pojawiały się wizje jak je urządzi! Możliwość tego dodawała wiatru w jej żagle, więc nawet nie wiedziała czy oprócz niej jest ktoś jeszcze w mieszkaniu czy nie. Szła podziwiając miejsce, które miała od teraz nazywać swoim nowym domem.
I wszystko byłoby piękne, gdyby nagle nie poczuła jak jej noga wpada w coś mokrego, a następnie całe jej ciało leci do przodu. Z głośnym odgłosem upadła na podłogę, ale największy odgłos wydała z siebie duża, metalowa puszka, którą blondynka rozlała wpadając na nią. - O żesz kurwa!- krzyknęła patrząc pod siebie, a raczej za siebie, bo wciąż leżała na ziemi na brzuchu wpatrując się jak oniemiała jak biała farba rozlewa się po folii, a tym samym brudzi jej spodnie i spływa coraz dalej i dalej…. Czy kiedyś jej złą passa się skończy?

Max Korhonen
25 y/o
For good luck!
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Maximilian pojawiał się w mieszkaniu tuż przed wschodem słońca i zostawał w nim aż do późnego wieczora. Z uwagi na to, że większość prac wykonywał sam, remont przeciągał się znacznie bardziej, niż początkowo zakładał, co odrobinę działało mu na nerwy. Jednocześnie był jednak zbyt skrupulatny, by przejść obojętnie obok jakiegokolwiek mankamentu mieszkania, poprawiając rzeczy, których prawdopodobnie nikt poza nim nawet by nie zauważył. W dodatku lubił tę pracę - surową, fizyczną i wymagającą skupienia. Pozwalała mu uporządkować myśli znacznie skuteczniej niż cokolwiek innego.
Wysokie wnętrze loftu pachniało świeżą farbą i drewnem, a rozłożone folie oraz porozstawiane narzędzia tworzyły kontrolowany chaos, w którym odnajdywał się zaskakująco dobrze. Przynajmniej do momentu, w którym ciszę przeciął huk. — Co do… — rzucił odruchowo, ruszając w stronę salonu. Widok, który tam zastał, był na tyle absurdalny, że przez krótką chwilę po prostu stał i patrzył z niedowierzaniem malującym się na twarzy.
Blondynka leżała na podłodze pośród rozlewającej się białej farby, wyglądając jak ofiara wyjątkowo brutalnego starcia z puszką i grawitacją. Metalowy przedmiot turlał się jeszcze leniwie po folii, jakby sama był dumny z wywołanego chaosu. Max westchnął, przesuwając dłonią po karku, choć w niebieskich oczach wyraźnie błysnęło rozbawienie, którego nawet specjalnie nie próbował ukrywać. — Powiedz proszę, że to nie jest twój sposób na sprawdzanie jakości wykonania podłóg — odezwał się w końcu, podchodząc bliżej. Dopiero wtedy wyciągnął do niej rękę, wcześniej ostrożnie omijając rozlaną farbę. — Bo jeśli tak, to muszę przyznać, że bardzo angażujesz się w remont. - dodał z naturalną dla siebie, subtelną zaczepnością w tonie głosu, w którym pobrzmiewało rozbawienie. Choć może nie powinno?
Kącik jego ust drgnął lekko ku górze. Właściwie powinien być zirytowany. Farba była świeżo przygotowana, podłoga zabezpieczona ledwie prowizorycznie, a on od rana walczył z tym mieszkaniem praktycznie bez przerwy. Problem polegał na tym, że ciężko było się złościć, kiedy dziewczyna wyglądała jednocześnie na oburzoną i kompletnie załamaną własnym losem. — Nic sobie nie zrobiłaś? — zapytał już nieco poważniej. — Poza wypowiedzeniem wojny podłodze.



Cora Marshall
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#17”