one last ride
: wt maja 19, 2026 1:13 pm
Może i ludzie w szkole widywali ją głównie w bibliotece albo w klasie, ewentualnie przechadzającą się korytarzem z nosem w książce bądź powtarzającą sobie materiał pod nosem. Może i mogli uznać ją za mało rozrywkową nudziarę z dziwnym upodobaniem do częstego zmieniania koloru włosów. Ale jej notatki były najcudowniejsze na świecie! I każdy o tym dobrze wiedział, bo gdy groziło zagrożenie z danego przedmiotu, a w konsekwencji także i potężny szlaban od rodziców na całe wakacje to pół rocznika ustawiało się w kolejce, aby móc sobie skserować zeszyty Eriksenówny. Także można było ją obrażać, ale te kolorowe i nienaturalnie dokładne notatki należało szanować niemal jak święty gral.
Ostrożnie zaczęła opuszczać się na rękach, ale to nie dlatego, że mu nie ufała i nie wierzyła, że złapie ją zgodnie z obietnicą. Raczej miała wątpliwości czy jak nie zrobi tego jakoś zbyt zamaszyście to czy czasem nie zahaczy torebką o jakiś wystający element i się dosłownie nie powiesi. A chyba tego rodzaju rozrywki nie były im do niczego potrzebne, nie w dniu, kiedy mieli świętować, cieszyć się wolnością, a przede wszystkim – swoim towarzystwem.
Kiedy znalazła się już w ramionach chłopaka, wtuliła się w niego mocno, delektując się bijącym od niego ciepłem.
– Trochę wietrznie. I niewygodnie. Te metalowe pręty wbijały mi się w tyłek i trochę boli. Chcesz pomasować? – zapytała z zadziornym uśmieszkiem, poruszając przy tym prawą brwią. Ale kiedy ją mocniej do siebie przyciągnął i zainicjował pocałunek, czuła jak kolana jej miękną. Od razu oddała pieszczotę, odpowiadając słodkim jękiem, które zostało stłumione przez jego usta. Gdyby teraz pojawił się ktoś z ich szkoły i rzucił, aby znaleźli sobie jakieś ustronne miejsce, nie miałaby nic przeciwko. Chociaż w sumie… czy nieczynne wesołe miasteczko nie było właśnie takim ustronnym miejscem?
Kiedy po dłuższym czasie się od siebie oderwali, mógł zobaczyć jak jej oczy błyszczały, buzia ozdobiła się delikatnym rumieńcem, a rozchylone wargi – jakby czekały z utęsknieniem na ciąg dalszy – napuchły od tej intensywnej pieszczoty. I choć twarz zdobił promienny uśmiech, tak znikł on, gdy tylko Dante wypomniał jej słowa z tych dawnych czasów, gdy jeszcze siedziała sobie niewygodnie na płocie. Czy zamierzała ukrócić temat? Nie. Czy jej mózg właśnie pracował na najwyższych obrotach, aby wymyśleć jakąś ripostę? Jak najbardziej.
– No wiesz… skoro nie doszacowałam wysokość płotu to istnieje spora szansa, że rozmiar czegoś innego mogłam przeszacować, nie uważasz? Najwyraźniej nie jestem taka dobra z matmy jakbym chciała. Chyba trzeba mi anulować ten dyplom z wyróżnieniem. – Zatrzepotała rzęsami, starając się grać jak największe niewiniątko. Oczywiście, że się z nim droczyła. W końcu do tej pory nie zdarzyło jej się narzekać na jakiekolwiek rozmiary w anatomii Dantego. Nawet jeśli nie miała żadnego porównania, bo był jej pierwszym i jedynym partnerem to za każdym razem była w pełni usatysfakcjonowana.
Parsknęła cicho pod nosem, wyraźnie zadowolona z własnej odpowiedzi. Przez chwilę jeszcze utrzymywała tę niewinną minę, ale zdradzały ją te brązowe, sarnie oczy — roziskrzone, pełne zaczepnego ciepła i tej figlarności, którą pokazywała wyłącznie jemu. Tylko przy nim potrafiła być aż tak swobodna. Nie musiała pilnować każdego słowa, gestu, nie musiała udawać tej grzecznej i poukładanej Elsy z idealnie prowadzonym zeszytem.
– Ale spokojnie… gdyby było źle to bym nie wracała po więcej, hm? – Przejechała nosem po odsłoniętym skrawku jego szyi, starając się wydawać z siebie pomruki jak najbardziej podobne do kotka. Miała nadzieję, że faktycznie brzmiała podobnie do tego zwierzęcia, a przynajmniej żywego, a nie rozjechanego przez samochód.
Kiedy jednak wspomniał o tym, że prąd może działać, wyprostowała się momentalnie, posyłając mu trudne do zdefiniowania spojrzenie. Ciekawość i zdezorientowanie mieszały się z wyraźną ekscytacją.
– Oczywiście, że chcę zobaczyć co u kucyków! Krzaki poczekają aż jakiś niemiły pan uzna, że nie powinno nas tu być i zacznie gonić i straszyć policją. Do tego czasu, chcę wypróbować karuzelę! – zawołała radośnie i ściskając mocno jego dłoń, wręcz pobiegła w stronę najbliższej karuzeli, która klasyfikowała się jako ta dla dzieci. Nawet jeśli okazałoby się, że prąd działał i wystarczyło wcisnąć jakiś przycisk to chyba wolałaby nie testować rollercousterów bądź innych bardziej ekstremalnych atrakcji. Dlatego, gdy tylko jej oczom ukazała się konstrukcja przypominająca swym wyglądem mały namiot cyrkowy, z masą siedzisk w przeróżnych kształtach – koni, słoni, karoc bądź innych maszyn – jeszcze bardziej przyspieszyła, aby zaraz stanąć oko w oko z białym rumakiem. Ktoś mógłby stwierdzić, że była zbyt infantylna, że przecież w jej wieku to trochę wstyd tak się jarać karuzelami dla maluchów, ale…
– Wiesz, że nigdy nie byłam w wesołym miasteczku? Nawet w takich małych z trzema atrakcjami na krzyż, co rozkładają się na weekend – odparła szczerze.
Dante Levasseur
Ostrożnie zaczęła opuszczać się na rękach, ale to nie dlatego, że mu nie ufała i nie wierzyła, że złapie ją zgodnie z obietnicą. Raczej miała wątpliwości czy jak nie zrobi tego jakoś zbyt zamaszyście to czy czasem nie zahaczy torebką o jakiś wystający element i się dosłownie nie powiesi. A chyba tego rodzaju rozrywki nie były im do niczego potrzebne, nie w dniu, kiedy mieli świętować, cieszyć się wolnością, a przede wszystkim – swoim towarzystwem.
Kiedy znalazła się już w ramionach chłopaka, wtuliła się w niego mocno, delektując się bijącym od niego ciepłem.
– Trochę wietrznie. I niewygodnie. Te metalowe pręty wbijały mi się w tyłek i trochę boli. Chcesz pomasować? – zapytała z zadziornym uśmieszkiem, poruszając przy tym prawą brwią. Ale kiedy ją mocniej do siebie przyciągnął i zainicjował pocałunek, czuła jak kolana jej miękną. Od razu oddała pieszczotę, odpowiadając słodkim jękiem, które zostało stłumione przez jego usta. Gdyby teraz pojawił się ktoś z ich szkoły i rzucił, aby znaleźli sobie jakieś ustronne miejsce, nie miałaby nic przeciwko. Chociaż w sumie… czy nieczynne wesołe miasteczko nie było właśnie takim ustronnym miejscem?
Kiedy po dłuższym czasie się od siebie oderwali, mógł zobaczyć jak jej oczy błyszczały, buzia ozdobiła się delikatnym rumieńcem, a rozchylone wargi – jakby czekały z utęsknieniem na ciąg dalszy – napuchły od tej intensywnej pieszczoty. I choć twarz zdobił promienny uśmiech, tak znikł on, gdy tylko Dante wypomniał jej słowa z tych dawnych czasów, gdy jeszcze siedziała sobie niewygodnie na płocie. Czy zamierzała ukrócić temat? Nie. Czy jej mózg właśnie pracował na najwyższych obrotach, aby wymyśleć jakąś ripostę? Jak najbardziej.
– No wiesz… skoro nie doszacowałam wysokość płotu to istnieje spora szansa, że rozmiar czegoś innego mogłam przeszacować, nie uważasz? Najwyraźniej nie jestem taka dobra z matmy jakbym chciała. Chyba trzeba mi anulować ten dyplom z wyróżnieniem. – Zatrzepotała rzęsami, starając się grać jak największe niewiniątko. Oczywiście, że się z nim droczyła. W końcu do tej pory nie zdarzyło jej się narzekać na jakiekolwiek rozmiary w anatomii Dantego. Nawet jeśli nie miała żadnego porównania, bo był jej pierwszym i jedynym partnerem to za każdym razem była w pełni usatysfakcjonowana.
Parsknęła cicho pod nosem, wyraźnie zadowolona z własnej odpowiedzi. Przez chwilę jeszcze utrzymywała tę niewinną minę, ale zdradzały ją te brązowe, sarnie oczy — roziskrzone, pełne zaczepnego ciepła i tej figlarności, którą pokazywała wyłącznie jemu. Tylko przy nim potrafiła być aż tak swobodna. Nie musiała pilnować każdego słowa, gestu, nie musiała udawać tej grzecznej i poukładanej Elsy z idealnie prowadzonym zeszytem.
– Ale spokojnie… gdyby było źle to bym nie wracała po więcej, hm? – Przejechała nosem po odsłoniętym skrawku jego szyi, starając się wydawać z siebie pomruki jak najbardziej podobne do kotka. Miała nadzieję, że faktycznie brzmiała podobnie do tego zwierzęcia, a przynajmniej żywego, a nie rozjechanego przez samochód.
Kiedy jednak wspomniał o tym, że prąd może działać, wyprostowała się momentalnie, posyłając mu trudne do zdefiniowania spojrzenie. Ciekawość i zdezorientowanie mieszały się z wyraźną ekscytacją.
– Oczywiście, że chcę zobaczyć co u kucyków! Krzaki poczekają aż jakiś niemiły pan uzna, że nie powinno nas tu być i zacznie gonić i straszyć policją. Do tego czasu, chcę wypróbować karuzelę! – zawołała radośnie i ściskając mocno jego dłoń, wręcz pobiegła w stronę najbliższej karuzeli, która klasyfikowała się jako ta dla dzieci. Nawet jeśli okazałoby się, że prąd działał i wystarczyło wcisnąć jakiś przycisk to chyba wolałaby nie testować rollercousterów bądź innych bardziej ekstremalnych atrakcji. Dlatego, gdy tylko jej oczom ukazała się konstrukcja przypominająca swym wyglądem mały namiot cyrkowy, z masą siedzisk w przeróżnych kształtach – koni, słoni, karoc bądź innych maszyn – jeszcze bardziej przyspieszyła, aby zaraz stanąć oko w oko z białym rumakiem. Ktoś mógłby stwierdzić, że była zbyt infantylna, że przecież w jej wieku to trochę wstyd tak się jarać karuzelami dla maluchów, ale…
– Wiesz, że nigdy nie byłam w wesołym miasteczku? Nawet w takich małych z trzema atrakcjami na krzyż, co rozkładają się na weekend – odparła szczerze.
Dante Levasseur