25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Śnieżynka
Pojadę z rodzicami na rozdanie dyplomów. Tata się uparł, że to taki... rodzinny czas.
Ale widzimy się na miejscu! <3
Nie mogę się doczekac aż zobaczę cię w tej todze...
Na pewno będziesz wyglądał mega hot! <3
Wiadomość...


Na miejsce dotarli chwilę przed czasem. Na placu zbierali się już uczniowie, tworząc grupki towarzyskie i zawzięcie dyskutując. Niektórzy byli praktycznie bladzi ze stresu. Bo przecież podanie wyników wcześniej było dla szkoły zbyt mało prestiżowe, więc postanowili, że każdy o tym czy zdał, czy też nie, dowie się właśnie podczas ceremonii. Odkryli chyba sposób na szybkie doprowadzenie młodych ludzi do zawału serca. Wiwat edukacjo!
Przed rozpoczęciem całej tej szopki niestety nie udało jej się namierzyć wzrokiem swojego najpilniejszego ucznia i to wcale nie dlatego, że jedynego. Ale nawet po zajęciu miejsca przeznaczonego dla jej klasy nie przestała się rozglądać, wiercąc się przy tym niemiłosiernie. I oczywiście, że najciemniej było pod latarnią – siedział sześć miejsc dalej, w tym samym rzędzie, jednak w części przeznaczonej dla jego klasy. Jednak szczęście się do niej uśmiechnęło i kiedy ona go znalazła, on również spojrzał w jej stronę. Cóż, może wszyscy w tych togach i biretach wyglądali tak samo, ale tych jej intensywnie fuksjowych włosów nawet ślepy by nie przeoczył. Uśmiechnęła się lekko, posyłając mu od razu całusa. Na więcej nie mogła sobie pozwolić, bo od razu zaczęło się całe przedstawienie.
Nic nadzwyczajnego – przemówienie dyrektora, przedstawiciela rodziców oraz uczniów. Trwało to jednak zdecydowanie za długo. Tak bardzo chciała mieć już w ręce swój dyplom i chełpić się sama przed sobą jak super jej poszło! Bo poszło… prawda?
– Teraz zaczniemy wyczytywać nazwiska osób, które zdały alfabetycznie. Zaczniemy od klasy A… – To jedno zdanie wystarczyło, że wszyscy, którzy przysnęli na poprzedniej części, nagle się ożywili. Było to widać po głowach, które jak jeden mąż uniosły się nagle, aby skierować spojrzenie na scenę, na którą to zaczęli wchodzić uczniowie wywołani przez dyrektora. O dziwo, cały proces odbywał się dosyć sprawnie – nazwisko, dyplom, uścisk dłoni, szybkie zdjęcie i powrót na swoje miejsce. Dlatego dosłownie po kilku minutach przyszła kolej na klasę Dantego. Skrzyżowała palce na szczęście, czekając aż nadejdzie jego kolej. To nie tak, że w niego nie wierzyła, bo przecież nie raz jej udowodnił, że był uosobieniem sformułowania zdolny, ale leniwy. I może akurat na którymś egzaminie miał zły humor? Może uznał, że ma to w dupie tak jak te wszystkie sprawdziany z fizyki, na które się z nią uczył? I nawet nie wiedziała, kiedy padło ze sceny jego nazwisko, ale jej ciało machinalnie wstało, a dłonie same uniosły się do gromkich oklasków. Nie wspominając o tym szerokim uśmiechu i błyszczącym spojrzeniu, którym pierw zaprowadziła go na scenę, a następnie odprowadziła na miejsce, gdzie już czekało na niego gorące powitanie przez kolegów z klasy. Ale była z niego dumna!
– Klasa C…
Serce momentalnie podskoczyło jej do gardła. Wyprostowała się w krześle tak gwałtownie, że materiał togi zaszeleścił cicho o oparcie. Dłonie zacisnęła na własnych kolanach, próbując powstrzymać chęć skubania skórek przy paznokciach, żeby nie odebrać dyplomu zakrwawionymi palcami.
Pierwsze nazwisko.
Potem kolejne.
I następne.
Ludzie wokół podnosili się pojedynczo ze swoich miejsc, kierując ku scenie wśród oklasków i westchnień ulgi. Kątem oka widziała poruszenie w rzędach, sylwetki przeciskające się pomiędzy krzesłami, błyski aparatów. Jednak sama praktycznie przestała rejestrować cokolwiek poza listą nazwisk. Znała ją oczywiście na pamięć, wiedziała po kim powinna zostać wyczytana.
– Ana Ellison… Michael Evans…
Zamarła. Przecież pomiędzy l a v powinno być r! Dlaczego więc dyrektor jej nie wyczytał? Oblała?
Ręce zaczęły jej drżeć, a obraz przed oczami zamazywać się od wzbieranych łez.
Siedziała nieruchomo. Nie potrafiła nawet odnaleźć wzrokiem Dantego, aby sprawdzić czy może on wiedział, co się właśnie stało. A może nawet nie zauważył? Może pochłonięty świętowaniem swojego dyplomu wśród kumpli nie odnotował, że na liści zabrakło jednego nazwiska?
Czuła się tak, jakby ktoś nagle obdarł ją ze skóry na oczach tych wszystkich ludzi. Jakby każdy szept, każde poruszenie i każde spojrzenie natychmiast mówiło tylko o niej.
To ta, która nie zdała.
Gardło ścisnęło jej się boleśnie. Opuściła głowę, zaciskając usta tak mocno, że aż zabolała ją szczęka. Nie chciała płakać. Nie tutaj. Nie teraz. Ale… przecież tyle się uczyła! Od razu jej mózg zaczął analizować każdy napisany egzamin, każde pytanie i udzieloną przez nią odpowiedź… czy naprawdę popełniła ich tak wiele, że nie zasłużyła na ukończenie liceum?
– A teraz chcielibyśmy wręczyć ostatni dyplom. Uczennica ta wyróżniała się od początku wysokimi wynikami nie tylko w sferze naukowej, ale także sportowej…
Bla, bla, bla… bla, bla… bla, bla
W ogóle do niej nie docierało to co mówił dyrektor. Słyszała jego głos, ale pojedyncze słowa zlewały się w jeden monotonny szum. Jakby ktoś nagle ściszył cały świat, zostawiając ją sam na sam z pulsującym uczuciem beznadziejności. Chciała zapaść się pod ziemię, zniknąć… zawiodła rodziców, zawiodła Dantego. Bo co była z niej za korepetytorka skoro sama nie zdała? I dlaczego to tak długo trwało, dlaczego nie mogli tego już skończyć, aby mogła wrócić do domu schować się pod swój koc w śnieżynki?
– Dyplom z wyróżnieniem otrzymuje Elsa Erisen.
Co…?
Podniosła gwałtownie głowę, spoglądając w stronę sceny. Słyszała oklaski, ale przez kilka sekund brzmiały dla niej całkowicie nierealnie. Jakby dochodziły z bardzo daleka, a przede wszystkim – jakby dotyczyły kogoś innego.
Dyrektor patrzył prosto na nią z uprzejmym, wyczekującym uśmiechem, a stojący obok nauczyciele również zaczęli klaskać. Dopiero wtedy zauważyła, że ludzie siedzący najbliżej odwrócili się w jej stronę.
To naprawdę chodziło o nią.
Nie pamiętała jak weszła na scenę. Nie pamiętała uścisku dłoni dyrektora ani którą ręką sięgnęła po elegancko zwinięty dokument. Zejście ze sceny było również dla niej niewyraźnym wspomnieniem, podobnie jak zajęcie swojego miejsca i poczekanie aż mężczyzna oficjalnie zakończy ceremonię. A gdy wszyscy uczniowie podnieśli swoje tyłki z tych niewygodnych krzeseł, ona pognała w to jedno miejsce – nie do rodziców, nie do brata, ani do żadnego nauczyciela.
– Dante! – zawołała rozpromieniona, rzucając mu się na szyję i od razu przyciągając go do namiętnego pocałunku. Miała gdzieś jego kumpli. Nie interesowało ją nawet to, że w ich stronę szła właśnie rodzina Eriksenów, a także jego mama z ojczymem. Nie. Liczyło się tylko to, że wreszcie mogła się do niego przytulić i na nowo zasmakować tych miękkich ust.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie nie stałoby się nic wielkiego, gdyby na tym idiotycznym rozdaniu dyplomów w ogóle się nie pojawił. Nie dlatego, że miałby się nim jakkolwiek stresować – nie planował przecież marnować kolejnego roku w szkole średniej, a skoro tak, to nie miał w zasadzie żadnych wątpliwości co do tego, że będzie mógł się z nią definitywnie pożegnać – po prostu… to wciąż było zbyt nudne, by chcieć tracić na to czas. Rzucona gdzieś w przelocie uwaga Douglasa o tym, że przynajmniej raz mógłby zrobić coś co wypadało, a nie na co miał ochotę, może i mogłaby być całkiem niezłym wstępem do rozpoczęcia z nim sprzeczki, ale… poza tym jakoś nieszczególnie działała motywująco. Przeciwnie. Bo skoro Doug miałby od niego oczekiwać, by wybrał się na tę nikomu niepotrzebną uroczystość, to chyba oczywistym było, że tym bardziej wolałby znaleźć sobie jakieś bardziej interesujące zajęcie.
Właściwie niemal zdążył już podjąć decyzję, gdy tych kilka wiadomości od Elsy skłoniło go jednak do zmiany zdania. W porządku, dla niej może rzeczywiście był w stanie zmarnować trochę czasu. Mimo wszystko nie zamierzając wybierać się do szkoły wraz z matką i ojczymem – choć nie sądził, by to miało powstrzymać ich od pojawienia się na miejscu – a czas przed oficjalnym rozpoczęciem uroczystości spędzając wraz z kilkoma znajomymi za szkołą, w oparach dymu z wypalanego wspólnie skręta. Pomiędzy kolejnymi wymienianymi żartami rozglądając się mimo wszystko za tą charakterystyczną kolorową czupryną, która mogłaby pojawić się gdzieś w zasięgu wzroku i skutecznie przyciągnąć jego uwagę. Tę jednak mógł wypatrzyć dopiero później, gdy zajął już jedno z przeznaczonych dla jego klasy krzeseł. Stanowczo zbyt daleko od niej – zwłaszcza, że nie zanosiło się na to, by cała ta szopka miała się dość szybko zakończyć – jednak na to chyba niewiele dało się poradzić. Poza posłaniem jej szczerego uśmiechu i… zajęciu się rozmową z kilkoma siedzącymi najbliżej osobami. Tę przerwał zresztą tylko na chwilę, podczas której bez jakiekolwiek ekscytacji musiał ruszyć się, żeby odebrać ten nieszczęsny dyplom. Na którym zresztą też nie zamierzał się zbytnio skupiać, niemal natychmiast po zajęciu swojego miejsca wracając do wcześniejszego zajęcia i wciąż nie śledząc zbytnio dalszego przebiegu uroczystości – o ile coś nie wymagało akurat adekwatnego komentarza, czy też odrobinę zbyt głośnego śmiechu, gdy wyjątkowo trafna uwaga padła z ust kogoś innego.
O ile jednak pewnie rzeczywiście mógłby przeoczyć fakt, że Elsa nie została zaproszona na scenę w momencie, gdy mogłaby wskazywać na to alfabetyczna kolejność, o tyle nie przeoczył jej nazwiska, gdy to padło z ust dyrektora. Oczywiście, że wraz z innymi uraczył ją zasłużonymi oklaskami, a kiedy cała ta uroczystość powoli – zdecydowanie zbyt powoli – zbliżała się do końca, coraz częściej zdarzało mu się uciekać spojrzeniem w jej stronę.
Zniknęła mu jednak w tłumie w momencie, kiedy zapanowało ogólne poruszenie i kiedy wszyscy ruszyli się wreszcie ze swoich miejsc. Na szczęście… znalazła się całkiem szybko. A jednak nawet jeśli w pierwszej chwili zaskoczyło go jej pojawienie się tuż obok i ten spontaniczny pocałunek, nie zawahał się ani przez sekundę, odwzajemniając go i przyciągając ją do siebie jeszcze bliżej.
Zostałaś największym kujonem naszego rocznika – zauważył z rozbawieniem, nieznacznie odsuwając się od niej na moment. – Mam ci pogratulować, czy raczej pomóc ci się gdzieś schować, bo to jednak trochę wstyd…?
Zdążył zauważyć kątem oka to niekoniecznie mile widziane przez niego towarzystwo, które kierowało się w ich stronę. I może właśnie przez to, korzystając z okazji, że Douglas postanowił poświęcić chwilę, by wymienić kilka słów z Eriksenami – najpewniej zachwalając ich utalentowaną córkę – nie zostawił jej zbyt wiele czasu na ewentualną odpowiedź, niemal od razu nachylając się, by pocałować ją raz jeszcze. Póki jeszcze nie musiał wybierać pomiędzy taktycznym ulotnieniem się z miejsca, a mniej lub bardziej cierpliwym znoszeniem Douga i ojca Elsy.
Mam nadzieję, że nie masz żadnych planów na później. Bo zdecydowanie wypadałoby to jakoś uczcić – rzucił jeszcze, raczej za dość oczywiste uważając to, że wspomniane później mieliby spędzić razem. Tym bardziej, że… chyba wypadałoby wykorzystać je również do tego, by podzielić się z nią pomysłem, który zdążył dojrzeć już wystarczająco, by nieco wcześniej przedyskutować go z matką i Douglasem. Ale… to akurat mogło jeszcze trochę poczekać. Najlepiej dość długo, żeby nie psuć nikomu dobrego nastroju zbyt wcześnie i żeby faktycznie zdążyć uczcić zarówno jej dyplom z wyróżnieniem, jak i fakt, że od teraz żadne z nich przynajmniej nie musiało zawracać sobie głowy szkołą średnią.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie chciała się od niego oderwać, ale jednocześnie nie mogła. Była jak ta przysłowiowa ćma, którą ciągnęło do światła. Może i zachowywała się przez to jak zakochany szczeniaczek, co to latał wszędzie za swoim ukochanym człowiekiem, jednak naprawdę nie potrafiła nad tym zapanować. Dante był jej pierwszą prawdziwą miłością. Nie brała tu pod uwagę swojego "narzeczonego" z jak to podobno nazywała jednego z praktykantów w przedszkolu, który po obiedzie zawsze z nią siadał na pufach i uczył czytać. No i bawił się z nią w Frozen czym skradł wówczas jej dziecięce serduszko.
Jednak z nim wszystko było po prostu inne. Nie lepsze, nie gorsze. Po prostu inne. Tosty inaczej smakowały, kiedy podawał je z szerokim uśmiechem i głupimi żartami o tych, które ona chwilę temu spaliła. Inaczej się spało na poduszce, która przesiąkła jego zapachem. Inaczej spędzało się czas w szkole — nawet jeśli musiała się jeszcze poduczyć do sprawdzianu to wybierała dziedziniec. Opierała się plecami o drzewo, a na udach czuła przyjemny ciężar jego głowy i jeszcze te cudowne loczki… i nawet jeśli on drzemał, a ona wertowała uparcie kartki w swoim zeszycie to uważała to za najlepiej wykorzystany czas.
Dlatego kiedy się od odsunął, pozwoliła mu powiedzieć te jakże trafną uwagę, ale zaraz po tym znów zainicjowała pocałunek. Nieco delikatniejszy, mniej namiętny i stęskniony od tego pierwotnego, jednak nadal wystarczająco długi, aby ktoś z jego klasy rzucił wymownym komentarzem ghh… znowu się liżą. Ale czy się tym przejęła? Ani trochę. Miała w końcu swojego Dantego tylko dla siebie. Zwłaszcza, że zaczynały się dla nich właśnie wakacje co oznaczało sporo czasu spędzonego we dwoje. A może rodzice znowu polecą na konferencję i zabiorą Larsa ze sobą?
— Wstyd? To chyba musisz się przestać pokazywać ze mną publicznie, nie wspominając o całowaniu… popsujesz sobie reputację czy coś — wymruczała mu przy ustach, drażniąc je delikatnie własnymi przy każdym wypowiedzianym słowie. Zsunęła delikatnie dłonie z jego szyi na tors, zaciskać je zaraz na todze. Och, wiedziała, że będzie wyglądał w niej seksownie. I zaczynała mieć wątpliwości czy jej serce waliło tak na jego widok czy nadal się nie uspokoiło po tej wpadce z niewyczytaniem jej nazwiska. Ale nawet nie próbowała rozwikłać tej zagadki tylko od razu odwzajemniła pocałunek, który Dante jej ofiarował.
— Nie wiem… myślałam, że może wybiorę się gdzieś z moim chłopakiem, któremu też należą się gratulacje. W końcu zdał pięknie wszystkie egzaminy i jestem taka dumna! Dlatego pomyślałam, że jeśli chciałby pójść dziś na jakąś imprezę ze znajomymi to zdecydowanie zasłużył. Pod warunkiem, że weźmie mnie ze sobą. — Uśmiechnęła sie szeroko, dostrzegając kątem oka, że ich rodzice wymienili już typowe dla siebie uprzejmości i zmierzali właśnie w ich stronę. Domyślała się, że Dante zaraz będzie chciał wykonać taktyczny zwrot i udawać, że wcale nie stał obok niej te kilka sekund temu, dlatego chwyciła go mocno za ramię, uniemożliwiając mu ucieczkę. To znaczy, mógłby nadal to zrobić, ale musiałby się mocno z nią poszarpać, a chyba na tym mu akurat nie zależało… prawda?
— Och, jak oni pięknie razem wyglądają. Taka urocza z was para… — Eline posłała im rozczulony uśmiech. I choć jej mąż nie rzucił żadnej kąśliwej uwagi to najwyraźniej usłyszała jak przewracał oczami, bo od razu dźgnęła go łokciem w żebra. — Dante, gratuluję ukończenia liceum. Elsa mówiła, że ciężko pracowałeś, więc nie jestem w ogóle zdziwiona. — dodała po chwili i znów dźgnęła męża łokciem, ale tym razem w bok.
— Nic nie powiedziałem…! Oczami też nie wywróciłem! — jęknął mężczyzna, patrząc na żonę z wyrzutem.
— Ale na pewno pomyślałeś. Przestań być złośliwy, a ja przestanę używać łokcia. Prosty układ.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niespecjalnie interesowały go jakiekolwiek komentarze znajomych z klasy, choć pewnie bez większego namysłu mógłby uprzejmie podpowiedzieć komentującemu, by ten po prostu znalazł sobie kogoś, kto chciałby pocałować też jego. Z obowiązkowym podkreśleniem, że własna matka pod tym względem nie powinna być brana pod uwagę, nawet jeśli dość mocno utrudniałoby to poszukiwania. Ale żeby jakkolwiek odpowiedzieć, musiałby najpierw oderwać się od ust Elsy i zwrócić uwagę na cokolwiek lub kogokolwiek innego poza nią. A na to zdecydowanie nie miał najmniejszej ochoty, uśmiechając się za to w odpowiedzi na jej słowa i ani myśląc o tym, żeby odsunąć się choćby odrobinę.
Faktycznie, chyba będę musiał wziąć to pod uwagę – stwierdził, choć raczej niewiele – jeśli w ogóle cokolwiek – wskazywało na to, by rzeczywiście miał zamiar przestawać pokazywać się z nią publicznie. Albo żeby nagle zaczęło mu jakkolwiek przeszkadzać całowanie się z nią. I chyba zdecydowanie bliżej było mu do tego, żeby wziąć pod uwagę ten kolejny komentarz, który pojawił się gdzieś w tle, a który sugerował rozbawionym tonem, żeby po prostu znaleźli sobie jakieś bardziej ustronne miejsce i tam zajęli się sobą.
Na pewno byłoby to bardziej kuszące rozwiązanie niż spędzenie kolejnych kilku – najpewniej zdecydowanie zbyt długich – chwil w towarzystwie jej ojca i Douga. Możliwe, że bardziej kuszące również od natychmiastowego ewakuowania się z miejsca w pojedynkę, co zresztą Elsa w porę całkiem skutecznie mu uniemożliwiła. Bo jasne, że nie miał zamiaru się z nią szarpać. Nawet, jeśli nie miał też zbytniej ochoty na to, by wdawać się w jakąkolwiek rozmowę ze zbliżającymi się do nich osobami. A przynajmniej dwiema spośród nich. Te pozostałe pewnie byłby w stanie bez większego problemu znieść.
Właściwie… a co jakby twój chłopak wcale nie chciał iść na żadną imprezę, a zamiast tego wolał spędzić trochę czasu tylko ze swoją dziewczyną…? – zaproponował, zanim jeszcze niechciane towarzystwo zdążyło do nich podejść. I tak, pewnie nie było to coś, czego należałoby się po nim spodziewać – bardziej oczywiste byłoby najpewniej, gdyby faktycznie miał już zaplanowany udział w jakiejś większej imprezie, ewentualnie uwzględniając w swoich planach to, że przed nią lub dopiero po niej mogliby spędzić trochę czasu we dwoje. Ale z drugiej strony… Elsa chyba miała już dość czasu, by móc przyzwyczaić się do tego, że niezbyt często decydował się na te rozwiązania, które można byłoby uznać za jakkolwiek przewidywalne. Zwłaszcza, że tym razem chyba rzeczywiście powinien brać pod uwagę, że później mogli już zwyczajnie nie mieć tego czasu, który dałoby się spożytkować na cieszenie się swoją obecnością – mimo perspektywy rozpoczynających się właśnie wakacji. Choć o tym akurat wiedzieć nie mogła, jemu natomiast w żaden sposób nie spieszyło się do tego, by ten stan rzeczy zmieniać.
Zwłaszcza, że najwyraźniej nawet to wyjątkowo wymowne, niezbyt uszczęśliwione spojrzenie, jakie jej posłał, nie mogło okazać się dość skuteczne, by pozwoliła mu się po prostu ulotnić z miejsca. A towarzystwo, które – niestety – zdążyło już do nich dołączyć, niespecjalnie sprzyjało kontynuowaniu tematu, czy tym bardziej spychaniu go na te nieco mniej przyjemne tory. Przynajmniej nie na te konkretne. Bo co do tego, że w jednej chwili rozmowa miała stać się zdecydowanie mniej przyjemna, nie powinno być chyba żadnych wątpliwości.
Chociaż może jeszcze przez chwilę mógł udawać, że wcale nie było aż tak beznadziejnie, uśmiechając się w odpowiedzi na słowa jej matki i kompletnie ignorując obecność męża tejże. Jego wywracanie oczami – czy to widoczne, czy też bardziej mentalne – również.
Miała w tym swój całkiem spory udział, więc o ile cokolwiek mówiła, to pewnie miała na myśli swoją ciężką pracę – przynajmniej przez moment ignorowanie tych dwóch najmniej mile widzianych osób wychodziło mu wystarczająco skutecznie, by zdobyć się nawet na krótkie parsknięcie śmiechem i całkiem swobodny, wyraźnie rozbawiony ton.
Nie trzeba było jednak długo czekać, by wcale nie takie ciche prychnięcie ze strony Douglasa, jeszcze skuteczniej wszystkie te starania popsuło.
No jasne, że to zasługa Elsy. Jakby nie ona…
Możesz mi przypomnieć, co tak właściwie tu robisz…? Masz jakieś swoje dziecko, które właśnie kończy szkołę? – oczywiście, że nie zamierzał ani gryźć się w język, ani dawać ojczymowi szansy dokończyć jego wizji tego, co miałoby wydarzyć się, gdyby Elsa nie mieszała się w żaden sposób do nauki Dantego. Z podobnego założenia musiał zresztą wychodzić Doug, już w zasadzie otwierając usta, żeby w podobnym tonie odpowiedzieć, gdy w porę wtrąciła się jego żona. Ewidentnie mając już w tym pewną wprawę. W przeciwieństwie do cierpliwości.
Możecie obaj odpuścić sobie przynajmniej na pięć minut…? – sama nie bardzo mogła wierzyć, że faktycznie podobny wyczyn z ich strony byłby możliwy, co całkiem wyraźnie wybrzmiało w tonie tego niewymagającego odpowiedzi pytania. Możliwe zresztą, że przynajmniej przez moment nawet ona mogła nabrać pewnych wątpliwości co do tego, czy obecność Douglasa podczas całej tej uroczystości rzeczywiście była niezbędna

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

W chwili gdy zaczęli się ze sobą spotykać, zaczęli też wzbudzać wśród uczniów swego rodzaju sensację. Bo chyba nikt się nie spodziewał, że chłopak, który częściej bywał na domówkach i imprezach w klubie niż w szkolnej bibliotece mógłby związać się z tą, która przychodziła do szkoły nawet z gorączką, aby tylko nie narobić sobie zaległości i nie stresować się później, że czegoś nie zrozumie przy samodzielnym opracowywaniu tematu. Pierwsze chodzenie za rękę po szkole, pierwsze przytulenie na korytarzu, pierwsze pocałunki na oczach innych uczniów… powiedzmy, że nie obyło się to bez jakichkolwiek komentarzy, które to ona z czasem nauczyła się ignorować, a nawet odpowiednio je kontrować, jak nie słowami to przynajmniej uniwersalnymi gestami.
I tak właśnie, kiedy jeden z kumpli Dantego rzucił, aby znaleźli sobie ustronne miejsce, nie odrywając wzroku od swojego ukochanego, tamtemu po prostu wystawiła środkowy palec. A na jego Widzieliście to? Eriksen mi pokazała fuckulca!, uśmiechnęła się niewinnie jakby chciała dać znać swojemu chłopakowi, że nie miała bladego pojęcia, o czym tamten idiota mówił.
Ale gdy ten wyprowadził ją z błędu i wspomniał, że nie myślał wcale o imprezie, a o spędzeniu czasu tylko z nią, jej oczy momentalnie się zaświeciły. Nie oczekiwała tego od niego, nie dziś. Wiedziała, że bawienie się z kumplami było dla niego jedną z ulubionych rozrywek. A w dniu, kiedy wszyscy wreszcie uwolnili się od szkoły, nauczycieli i tego ciągłego gadania to na pewno będzie na egzaminach!, to z pewnością jeden z nich zamierzał urządzić największą domówkę w swojej karierze. Nie spodziewała się więc, że Dante chciałby takie przedsięwzięcie odpuścić. A skoro tak to musiał mieć ważny powód. Czyżby… nie, byli zdecydowanie na to za młodzi. Ale może jednak…?
— To myślę, że dziewczyna byłaby zachwycona. Już jest… zwłaszcza, że nie może oderwać oczu od ciebie… w tej todze wyglądasz naprawdę seksownie — odpowiedziała z uśmiechem i zaczepnie pociągnęła go za materiał togi, który po chwili rozprasowała starannie dłonią, gdy tylko usłyszała jak podchodzą do nich ich rodzice. Cóż, oni akurat nie musieli wiedzieć jak Dante na nią działał, a przynajmniej nie musieli znać aż takich szczegółów. Bo z tego, że była w nim zakochana po uszy to chyba doskonale zdawali sobie sprawę. W końcu nie trzeba było mieć jakichś zdolności detektywistycznych, żeby widzieć jej uśmiech, gdy tylko chłopak był w pobliżu bądź gdy ktoś wspomniał w rozmowie jego imię. To jak na niego patrzyła, nieważne czy podirytowana jego kolejnym spóźnieniem czy szczęśliwa, że dostał tróję ze sprawdzianu — w tych brązowych oczach zawsze tliło się ciepło i jeszcze te iskierki pełne czułości.
Wizja wspólnie spędzanych wakacji naprawdę ją cieszyła! Oczywiście nie oczekiwała od niego, że miałby spędzić z nią każdą wolną chwilę. Nie była przecież aż tak zaborcza. Zresztą, sama miała swoje plany. Chciała zatrudnić się w jednym z salonów fryzjerskich jako asystentka mistrza i zacząć pracować w tym zawodzie, aby móc kiedyś bez stresu i problemów otworzyć własne studio. Oczywiście, nie pochwaliła się rodzicom co do swoich planów i nie uważała, że powinna to robić zaraz po otrzymaniu dyplomy z wyróżnieniem, który z pewnością mógłby jej pomóc w dostaniu się na studia prawnicze… nie, zdecydowanie to nie był dobry czas.
Uśmiechnęła się szeroko do swojej mamy, słysząc jak komplementuje Dantego. Cieszyła się, że go lubiła i akceptowała, w przeciwieństwie do taty, który najwyraźniej tylko zaakceptował fakt, że jego córka się zakochała w tym chłopaku i nie zamierzała tego zmieniać.
— Ej! Wcale nie! — zawołała i zaraz dźgnęła Dantego łokciem w bok. Najwyraźniej była do swojej matki podobna nie tylko z wyglądu. — Przecież ja ci tylko pomagałam w nauce. Sam musiałeś to sobie poukładać w głowie i potem napisać te wszystkie sprawdziany, a potem też egzaminy… masz ten dyplom, bo na niego zapracowałeś — dodała zaraz, marszcząc przy tym brwi czym sprawiła, że Eline się cicho zaśmiała. No tak, najwyraźniej doskonale wiedziała, że jej córkę trudno było przegadać. I chyba chciała właśnie zaproponować temu młodzieńcowi, aby nigdy tego nawet nie próbował, bo najprawdopodobniej i tak by przegrał tę nierówną walkę, ale do rozmowy wtrącił się Douglas. A zaraz po nim i Dante, i jego matka.
Elsa czuła to nieprzyjemne napięcie. Zresztą, nie tylko ona, ale dosyć mocno się tym jednak przejęła, co potwierdziły zaciskające się na dłoni chłopaka jej palce. Pociągnęła go nawet lekko za rękę jakby tym gestem chciała go poprosić, aby się odsunął i zrezygnował z tego niepotrzebnego konfliktu. Wiedziała, że do rękoczynów by między nimi nie doszło, ale takie słowne potyczki wcale nie były jakieś lepsze.
— My już musimy się zbierać. Mąż ma niedługo spotkanie z klientem. Miło było państwa zobaczyć. Ciebie Dante również. Wpadnij do nas któregoś dnia na obiad, dobrze?Elsa, wracasz z nami? — Eline najwyraźniej również zdawała sobie sprawę, że lepiej byłoby zakończyć rozmowę i spotkanie w tym miejscu. Na dodatek nadal zamierzała pokazywać, że bardzo lubiła i ceniła tego chłopaka, niezależnie od tego jakie miał relacje ze swoim ojczymem oraz jej mężem.
— Tak, tak. Daj mi chwilkę — odparła świeżo upieczona absolwentka i stanęła na palcach, aby sięgnąć wargami do kącika ust Dantego, który czule ucałowała. — To… dzisiejsze zaproszenie aktualne? Muszę wrócić do domu, żeby się przebrać, ale potem będę wolna. Gdzie się spotkamy i o której? — zapytała trochę niepewnie. Jakby naprawdę się obawiała, że ta jego sprzeczka z Douglasem sprzed kilku sekund mogłaby sprawić, że jednak wolałby ją odreagować w towarzystwie kumpli, zioła i dziwnych drinków, a ją faktycznie zostawił sobie na inny, bliżej nieokreślony dzień.


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet jeśli o tym jej sporym udziale Elsy w ukończeniu przez niego liceum wspomniał dość żartobliwym tonem, w gruncie rzeczy… wcale nie mijał się za bardzo z prawdą. Bo przecież nie chodziło tylko o pomoc w nauce, której może nawet nie potrzebowałby aż tak bardzo, gdyby nie uważał, że samo okazjonalne pojawianie się na lekcjach było już wystarczającym poświęceniem z jego strony. Możliwe, że istotniejsze było jednak to, jaki wpływ miała na jego motywację do tego, by w ogóle postarać się przynajmniej trochę. I pewnie mógłby jej o tym wspomnieć nawet mimo tego dźgnięcia łokciem, po którym skrzywił się na moment – niezbyt przekonująco, głównie przez towarzyszące temu rozbawione parsknięcie – gdyby właśnie w tym momencie nie postanowił odezwać się Doug. Całkiem skutecznie przypominając tym samym, że w jego obecności po prostu nie dało się przeprowadzić choćby i wyjątkowo krótkiej rozmowy, bez konieczności psucia sobie nastroju.
Również jego dłoń nieco mocniej ścisnęła tę należącą do Elsy. W geście trochę… uspokajającym? Bo to przecież nie było nic wielkiego. Nic, czym miałaby się jakoś szczególnie przejmować, nawet jeśli niezbyt często miała okazję widywać jego i Douglasa razem i jeśli przez to niekoniecznie mogła tak po prostu przywyknąć.
Mimo wszystko zdołał jeszcze na moment przywołać na twarz względnie przekonujący uśmiech, dziękując jej matce za zaproszenie i przy okazji skutecznie unikając znaczącego spojrzenia własnej, kiedy zapowiadał, że kiedyś na pewno wpadnie. W końcu… póki nie wspominał o tym, jak odległe miałoby być to kiedyś, chyba nawet nie mijał się z prawdą…
Krótka wymiana uprzejmości z ojczymem to zdecydowanie było za mało, by przez to miał chcieć odpuścić sobie późniejsze spotkanie z Elsą. Zwłaszcza, że nie było to też coś, do czego nie miałby być w pewien sposób przyzwyczajony, skoro niemal w identyczny sposób kończyła się w zasadzie każda próba rozmowy pomiędzy nim i Douglasem. Tym bardziej więc ukończenie szkoły wydawało się być świetnym pretekstem, by całkiem skutecznie na dobre uwolnić się od jego towarzystwa. Nawet jeśli miałoby to oznaczać uwolnienie się nie tylko od tego konkretnego towarzystwa… tymi mniej pozytywnymi stronami ewentualnego wyjazdu póki co nie zamierzał zawracać sobie głowy. Uśmiechnął się za to, zawieszając spojrzenie na twarzy Elsy i przykładając dłoń do jej policzka. Krótkim cmoknięciem w usta odpowiedział na jej całusa, powstrzymując się jednocześnie, żeby na oczach jej rodziców nie pocałować jej w dokładnie ten sam sposób, co jeszcze kilka chwil temu.
Wpadnę po ciebie – stwierdził jedynie, najwyraźniej niespecjalnie spiesząc się z tym, żeby dzielić się jakimiś dokładniejszymi szczegółami. Choć pewnie równie prawdopodobne zdawało się to, że te po prostu wciąż jeszcze wymagały pewnego dopracowania. Albo wymyślenia na bieżąco, co też mogłoby do niego pasować całkiem nieźle.
Odprowadziwszy ją spojrzeniem, kiedy oddalała się razem z rodzicami, sam wreszcie odwrócił się na pięcie, żeby ostatecznie zniknąć gdzieś w nieco już przerzedzonym tłumie absolwentów i ich rodzin. Widocznie tak samo, jak nie zamierzał przyjeżdżać do szkoły w towarzystwie matki i ojczyma, tak nie planował również wracać razem z nimi.

Choć w międzyczasie musiał przynajmniej na moment pojawić się w domu, choćby po to, by pozbyć się tej idiotycznej togi i przebrać w coś normalnego. Wieczorem za to, zgodnie z zapowiedzią, rzeczywiście pojawił się pod domem Elsy. Niewiele wcześniej wysyłając jej krótką wiadomość, by mogła spodziewać się go lada moment i żeby nie musiał fatygować się aż do drzwi, ryzykując tym samym, że miałby otworzyć je ktoś, kogo być może niekoniecznie miałby ochotę oglądać po raz drugi tego dnia. Przynajmniej mógł dzięki temu pominąć tę mniej przyjemną część wieczoru, która mogłaby wiązać się z koniecznością nawiązania jakiejkolwiek interakcji z jej ojcem, a zamiast tego od razu pocałować ją czule na powitanie i razem z nią wybrać się na wcale nie aż tak długi spacer w miejsce, które przyszło mu na myśl niewiele wcześniej. Po drodze oczywiście nie zamierzając w żaden sposób dawać jej podpowiedzi, dokąd tak właściwie się wybierają – bo to zepsułoby przecież niespodziankę, a do tego dopuścić nie zamierzał.
No to jesteśmy – oznajmił z rozbawieniem, kiedy już dotarli do ewidentnie nieczynnego wesołego miasteczka. Możliwe, że to zamierzało otworzyć się dopiero wtedy, gdy wakacje zaczną się już na dobre. Albo przestało działać już jakiś czas temu i wcale nie planowano ponownego otwarcia. Co do tego nie był pewien i… właściwie chyba nie za bardzo go to obchodziło. Tak samo zresztą jak fakt, że w tym konkretnym momencie miejsce było zamknięte. Bo… czemu niby miałby to być jakiś problem?
Możliwe, że jest trochę nieczynne, ale… przynajmniej nie będzie kolejek. I raczej nikt nie będzie miał nic przeciwko, jak na chwilę wejdziemy – co do tego drugiego pewnie można było mieć jakieś wątpliwości, które mimo wszystko raczej nie pojawiły się ani na moment w głowie Dantego. Pojawiły się za to inne, kiedy zerknął najpierw w kierunku płotu stojącego im na drodze, a następnie ponownie na Elsę. – Dasz radę…?
Możliwe, że wcześniej powinien ją uprzedzić, że powinna założyć coś, co nadawałoby się do przeskakiwania płotów. Albo w ogóle wspomnieć, że jakiekolwiek przeskakiwanie płotów wpisane jest w plan tego wieczoru. Choć z drugiej strony… w razie, gdyby miało okazać się, że mógłby to być jakiś problem, mogli przecież poszukać jakiegoś alternatywnego wejścia. Być może nieco mniej wymagającego.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Najchętniej to w ogóle nie wracałaby do domu, a od razu udała się z nim w miejsce, o którym nie miała pojęcia i o którym Dante nie zamierzał jej najwyraźniej zdradzić ani słowa. Ale nawet jakby postanowiła oddać rodzicom togę z prośbą o zawiezienie jej do domu, to ubrania, które miała pod spodem nadal nijak się nadawały na jakiekolwiek wyjście o charakterze bardziej na luzie bądź romantycznym, bo przecież mogła to traktować jako randkę, prawda? A to co się nauczyła przez cały okres ich związku to to, że na randki z nim nie należało się ubierać na galowo.
Ostatni raz go cmoknęła i po grzecznym pożegnaniu pani mamy i pana ojczyma, podbiegła do rodziców, którzy zdążyli w tym czasie oddalić się od nich, aby najwyraźniej dać młodym chwile dla siebie. Ewentualnie to Casper został do tego przymuszony przez swoją żonę, a kogo jak kogo, ale tej kobiety naprawdę się słuchał. I kiedy byli już przy wyjściu z dziedzińca, Elsa odwróciła się jeszcze raz w stronę chłopaka, aby mu pomachać, ale jedyne co zobaczyła to jak oddala się od swoich rodziców. Czyżby przez te kilka sekund znów zdążył się pokłócić z Douglasem? Wiedziała, że nie miał z nim najlepszych relacji. Słyszała też plotki, że Dante zaczął się z nią spotykać właśnie po to, aby zrobić mu na złość, bo przecież załatwienie pasierbowi korepetycji u nazbyt ambitnej i najprawdopodobniej w ogóle nierozrywkowej dziewczyny miało być swego rodzaju torturami. Jednak usłyszała to na którejś imprezie od jakiejś pijanej laski, która chyba nawet nie zdawała sobie sprawy z kim dzieliła się ową sensacją, którą usłyszała od kogoś, kto usłyszał od kogoś innego, kto z kolei podsłuchał to z rozmowy Dantego i jakiegoś innego chłopaka. Równie dobrze pierwotna wersja mogła brzmieć zupełnie inaczej, a sama Norweżka jakoś nigdy nie miała okazji potwierdzić którejkolwiek z nich u swojego lubego. Najwyraźniej musiała uznać, że mogła to być ta jedna rzecz na świecie, której wcale nie musiała wiedzieć. Nie zmieniało to jednak faktu, że jego relacje z ojczymem najzwyczajniej w świecie ją martwiły i stresowały. Nie była świadkiem ich wielu kłótni, bo nawet jak bywała w ich mieszkaniu to raczej mężczyzny akurat przebywał w pracy . Ale jeśli już jakimś cudem na siebie wpadali to oczywiście obydwoje raczyli ją akompaniamentem nieprzyjemnych sprzeczek. I za każdym razem reagowała tak samo — ściskała dłoń swojego chłopaka i ciągnęła ją w swoją stronę. Nigdy potem do tego nie wracali w rozmowach, ale dawała mu jasno do zrozumienia, że całusami mógłby jej wynagrodzić ten nagły wyrzut kortyzolu.

W domu od razu pognała do pokoju się przebrać i nieco odświeżyć. Odpuściła sobie sukienki i spódniczki, a założyła jasne jeansy i białą koszule w różowe kwiatki. Włosy związała w kucyka i potem już tylko czekała.
Czy miała jakiś typ, gdzie Dante mógłby ją zabrać? Wiedziała tylko tyle, a może raczej się domyślała, że na pewno nie będzie to teatr czy filharmonia. Chociaż może, gdyby wiedział, że wystawiają jej ukochany musical to by się poświęcił na te kilka godzin? Na żadną kolację też się nie nastawiała. Raczej by ją uprzedził, żeby nic wcześniej nie jadła, a przynajmniej nie za dużo, co by dała radę jeszcze coś w siebie wcisnąć. Ale na wszelki wypadek i tak odmówiła rodzicom posiłku. Co okazało się być dobrym posunięciem, bo zaraz dostała wiadomość, że mogła się już zbierać. Zgarnęła więc tylko torebkę i praktycznie wybiegła z domu wprost w ramiona ukochanego.
Przez cały spacer zadawała mu masę pytań, które mogły ją naprowadzić na to, gdzie ją zabierał.
Będziemy na dworze czy w budynku? Można tam jeść? Jest głośno? Czy to jak się ubrałam jest odpowiednie do tego miejsca? Będziemy biegać? Przebierać się? Będziemy tam "sami sami" czy może ktoś jeszcze tam będzie?
I oczywiście, że za cholerę by się nie spodziewała, że chodziło i nieczynne wesołe miasteczko. Stanęła jak wryta, gdy poinformował ją, że to tu i spojrzała na wyrastającą zza wysokiego płotu jedną z atrakcji.
— Raczej? To nie brzmi przekonująco… — odparła z niemrawym uśmiechem. Może to kwestia tego, że wychowało ją dwóch prawników, ale od razu zaczęła się zastanawiać czy monitoring działał, czy na pewno po placu nie przechadzała się ochrona… ale nie zamierzała wybrzydzać! To w końcu miał być jej prezent na ukończenie szkoły z wyróżnieniem, a ona prezentom mówiła głośne i wyraźne bardzo chętnie.
— Myślę, że tak… to tylko jakieś dwa metry… na, dwa dwadzieścia maks — powiedziała spokojnie i podskoczyła, aby złapać się jednego z poziomych elementów tej metalowej konstrukcji, a potem podciągnęła się dosyć sprawnie i złapał tę najwyższą, aby zaraz znów się podciągnąć i po przełożeniu nóg na drugą stronę, na chwilę usiąść. Chyba musiała podziękować samej sobie, że tak zawzięcie chodziła na treningi pływania, bo dzięki temu miała naprawdę silne ręce i cały core. No ale pozostawała jeszcze kwestia zejścia na dół, a to okazało się być już sporym wyzwaniem.
— Chyba utknęłam. Nie skoczę. Za wysoko — wymamrotała, próbując zlokalizować Dantego i licząc, ze jednak przyjdzie jej z pomocą. Co jak co, ale miała nadzieję, że jednak nie postanowi jej tak zostawić. Nadal nie była pewna czy włamywanie się na teren wesołego miasteczka było dobrym pomysłem. Ale wiedziała, że jak ojciec się dowie to na pewno będzie mogła przez jakiś czas zapomnieć o olaniu studiów prawniczych. Jednakże była w stanie się poświęcić. Jesli dzięki temu mogła spędzić wspaniały dzień ze swoim chłopakiem to czemu by nie…?


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba całkiem dobrze składało się, że znała go już wystarczająco, by nie wpaść na jakiś absurdalny pomysł, że mógłby chcieć zabrać ją do jakiejś eleganckiej restauracji, czy w jakiekolwiek inne miejsce, w które należałoby się ubrać w sposób kompletnie wykluczający możliwość wspinania się na jakieś płoty. Zwłaszcza, że dość mało prawdopodobne wydawało się, by w porę – na widok jej potencjalnie niezbyt adekwatnego stroju, jeśli na taki miałaby się zdecydować – albo zasugerował jej szybkie przebranie się, albo spontanicznie zmienił plan, który… i tak miał już w sobie całkiem sporo ze spontaniczności. A chociaż forsowanie płotu w szpilkach i eleganckiej sukience z pewnością mogłoby być dość widowiskowe, trudno byłoby zakładać jego powodzenie…
I oczywiście, że na każde z jej pytań odpowiadał tak bardzo wymijająco, jak tylko było to możliwe. Zanim więc dotarli na miejsce, mogła wiedzieć jedynie tyle, że być może znajdzie się jakiś budynek. A także, że pewnie mogłaby coś zjeść, gdyby bardzo miała na to ochotę, choć aktualnie mógłby być z tym pewien problem… Mogła też uzyskać bardzo wiele mówiącą informację o tym, że na co dzień powinno być tam dość głośno, jednocześnie jednak dowiadując się, że nie planował raczej żadnego dodatkowego towarzystwa. Przy okazji trudno byłoby nie zauważyć, że najwyraźniej świetnie się bawił, zdając sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie żadna z jego odpowiedzi – a już z pewnością nie wszystkie razem, jeśli część z nich ewidentnie się wykluczała – nie mogła raczej nakierować jej na to, dokąd faktycznie się wybierali.
Tego dobrego nastroju nie mógł popsuć nawet jej niezbyt przekonujący uśmiech, jaki zaprezentowała, gdy już dotarli na miejsce. W końcu… o ile wiedział przecież doskonale, że jego dziewczyny zdecydowanie nie dałoby się określić mianem nudziary – jak wciąż mogliby sądzić ci, którzy kojarzyli ją tylko przez świetne wyniki w nauce… – tak równie dobrze musiał zdawać sobie sprawę z tego, że do pewnych rzeczy miała mimo wszystko odrobinę inne nastawienie niż on. Nawet jeśli naiwnie można byłoby zakładać, że spędzając tych kilka lat pod jednym dachem z policjantem – a także całkiem sporo czasu na komisariacie – mógłby wreszcie zacząć wykazywać się choćby i minimalną odpowiedzialnością, to… tak, zdecydowanie wciąż byłoby to bardzo naiwne przekonanie. W dodatku niemające kompletnie nic wspólnego z rzeczywistością.
Raczej musi ci wystarczyć. A jak będziesz chciała się upewnić, to musisz poczekać aż ktoś nas nakryje – zaśmiał się, najwyraźniej niespecjalnie przejmując się tym, że być może faktycznie istniało jakieś prawdopodobieństwo, że ktoś mógłby ich w tym miejscu złapać i może niekoniecznie nie widzieć żadnego problemu w tym, że tu weszli. Choć może jednak wolałby, żeby obeszło się tym razem bez podobnych atrakcji. W nieco innych okolicznościach pewnie nie miałby nic przeciwko, konfrontację z policją, czy ewentualną ochroną uznając po prostu za dodatkową rozrywkę. Jakoś jednak nie sądził, by podobnie miała do tego podejść Elsa – a już z pewnością nie jej ojciec… – może więc lepiej byłoby oszczędzić jej tego typu przeżyć. Co pewnie najskuteczniej zrobiłby, zabierając ją w jakieś normalne – nudne – miejsce… Ale skoro takie rozwiązanie najwyraźniej nie wchodziło w grę, pozostawało jedynie liczyć na to, że szczęście rzeczywiście miałoby im dopisać.
Nie zamierzał samemu wspinać się na płot, póki nie miałby upewnić się, że faktycznie poradziła sobie z nim bez większego problemu. I… początkowo chyba nawet się na to zanosiło. Przynajmniej do momentu, kiedy oznajmiła, że właśnie utknęła i że nie zamierzała już z tego płotu schodzić…
Poczekaj chwilę… – mruknął, co pewnie równie dobrze można było sobie odpuścić. W końcu… chyba i tak póki co nigdzie się nie wybierała, prawda? Ale może jednak warto byłoby, żeby wiedziała, że oczywiście nie zamierzał jej tam zostawiać. Żeby jednak cokolwiek zdziałać, sam musiał najpierw wspiąć się na ten cholerny płot i znaleźć się wkrótce po jego drugiej stronie. Z czym zresztą poradził sobie chyba dość sprawnie, by śmiało można było zakładać, że zdecydowanie nie był to pierwszy raz, gdy właził tam, gdzie niekoniecznie powinien. Jakby miało to być w ogóle jakimś zaskoczeniem…
No dobra, w końcu to tylko jakieś dwa metry, nie? – uśmiechnął się, podchodząc do niej i zerkając w górę. Faktycznie uważał, że wypomnienie jej słów wypowiedzianych przez nią chwilę wcześniej było w tej sytuacji zabawne? Cóż… poniekąd z pewnością było. – Po prostu opuść się trochę niżej na rękach. Złapię cię.
Przynajmniej w tym ostatnim zapewnieniu nie kryła się już ta charakterystyczna żartobliwa nuta. Zamierzał ją przecież złapać i dopilnować, żeby bezpiecznie wróciła na ziemię. I nawet jeśli dokładnie z tym samym drobnym problemem mieliby spotkać się w drodze powrotnej… najwyżej mogliby po prostu powtórzyć całe to przedsięwzięcie z opuszczaniem się i łapaniem jej raz jeszcze. Zakładając, że miałaby faktycznie zaufać mu – choć pewnie nawet w tym dość banalnym kontekście, mogłoby znaleźć się co najmniej kilka osób, które mogłyby jej podobne idiotyzmy odradzać – i nie utknąć na tym płocie na dobre.
No i pamiętaj, żeby rozejrzeć się za jakąś drabiną, jak już będziemy wracać – mimo wszystko dobry humor ewidentnie go nie opuszczał. Jeszcze. – O ile wcześniej faktycznie nikt nas tu nie przyłapie. Ale wtedy może przynajmniej łatwiej będzie wyjść, na pewno będzie to miało jakieś plusy…
Możliwe, że zamiast obracać sytuację w żart, mógłby na przykład pomyśleć choćby przez chwilę o tym, że może jednak zabranie jej w jakieś normalne miejsce wcale nie byłoby aż tak beznadziejnym pomysłem. Ale… wciąż z cała pewnością niemiłosiernie nudnym. I chyba tyle wystarczyło, by w ogóle nawet nie brać pod uwagę podobnej możliwości.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Od kiedy zaczęła spotykać się z Dante to wszyscy ich znajomi ze szkoły mogli się przekonać, że wcale nie była taką nudziarą za jaką ją mieli. Pokazała w końcu, że też potrafiła się bawić na każdej z imprez, tańcząc do tego przysłowiowego białego rana, a i tak nastepnego dnia pojawić się w szkole i na dodatek napisać najlepiej wszystkie sprawdziany i kartkówki. Raz nawet zapaliła z nim w kółeczku skręta, ale przy drugiej kolejce dostała takiego napadu kaszlu i zawrotów głowy, że już nigdy więcej się nie skusiła na jakiekolwiek jaranie. Ale wchodzenie na dachy różnych budynków, chodzenie po ich krawędzi… jednak chyba większość osób najbardziej zapamiętało jak chwyciła jedną blondynkę za włosy i zagroziła, że powyrywa jej wszystkie te chujowo pofarbowane kłaki jak jeszcze raz tylko dotknie loczków Dantego. Cóż, była zazdrosna, ok? Nawet jeśli sam chłopak nie zrobił nic, o co powinna się martwić to i tak wolała się upewnić, że nikt inny również nie będzie go zaczepiał.
Dlatego chyba nikogo nie powinno dziwić, że włamanie się do wesołego miasteczka, mimo że nie było w jej bingo na ten rok, nie wywołało w niej jakiegoś większego zawahania. Chociaż już sobie wyobrażała rozmowę ojca z dyżurującym policjantem.
— Eriksen przy telefonie. Który z moich klientów tym razem do was trafił?
— Pana córka…
— … co?!

I chyba pierwszy raz usłyszałaby od niego, że Dante miał na nią bardzo zły wpływ i że może nie był dla niej odpowiedni. Pierwszy, bo do tej pory naprawdę się starał się wtrącać do jej miłosnych wyborów, upewniając się tylko, że na pewno była szczęśliwa i ten jej nigdy nic zrobił. Bo chyba nikogo nie powinno dziwić, że chciał mieć pewność, że nikt nie podnosil ręki na jego córkę. Tak raczej by postępował każdy kochający ojciec.
Gdy już zasiadła na tym przeklętym płocie i musiała przyznać sama przed sobą, że nie było opcji, żeby stamtąd zeskoczyła, nie łamiąc sobie przy okazji nogi, ręki albo innych kości, które jednak wolałaby mieć w całości, poczuła, że musi ogłosić swoją porażkę. Liczyła jednak, że Dante zrozumie aluzje i jej pomoże, nie wpadając wcześniej na pomysł, żeby ją tam bezczelnie zostawić.
— Dobrze, że mówisz, bo właśnie zamierzałam przebiec maraton. Ale myślę, że mogę jeszcze chwilę poczekać. — Wywróciła teatralnie oczami, po chwili obserwując jak ten jednym susem pokonuje ten nieszczęsny płot.
—Już się skończyłeś nabijać? Bo może wypadałoby zamienić się w księcia i pomóc swojej księżniczce? Chyba że chcesz porozmawiać o innych rozmiarach, z którymi sobie całkiem nieźle radzę? — Uśmiechnęła się zadziornie, słuchając po chwili jego instrukcji. Złapała się mocno tego elementu płotu, na którym do tej pory spoczywał jej szanowny tyłek, po czym ostrożnie zaczęła się opuszczać w dół. I dopiero kiedy poczuła, jak dłonie chłopaka suną po jej udach, gotowe ją złapać w każdej chwili, puściła się, lądując wprost w jego ramionach.
— Dzień dobry… — wymruczała rozbawiona i cmoknęła go czule w usta. —Może lepiej będzie jak po prostu schowam się w jakichś krzakach, a potem przenocuję w jednym z wagoników? Liczę, że nie zapomnisz wrócić po mnie następnego dnia. — Usmiechnęła się szeroko. Tego następnego dnia nie czekała na nich szkoła ani żadne inne obowiązki, więc mogli naprawdę bawić się ile wlezie. A że te konkretne wakacje miały trwać naprawdę długo to nie musieli się ograniczać. Nawet do nocowania w nieczynnym wesołym miasteczku.
— I wiesz, to nie tak, że marudzę czy coś… ale co można robić w tym miejscu skoro żadna z atrakcji nie działa? Przecież nawet na karuzeli z kucykami sobie nie pojeździmy jeśli nikt nam tego nie uruchomi…


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zanim zaczął się z nią spotykać, nawet jeszcze podczas tych ich początkowych niezwykle porywających posiedzeń w bibliotece, prawdopodobnie sam mógłby bez większego zastanowienia uznać, że musiała być potwornie nudna. Albo przynajmniej w potwornie nudny sposób spędzać czas, za zabawę uznając wertowanie kolejnych książek, rozwiązywanie idiotycznych zadań i tworzenie tych swoich absurdalnie starannych notatek. A jednak mimo wszystko chyba nie było sensu zaprzeczać, że zaczął dogadywać się z nią i może trochę za bardzo zwracać na nią uwagę jeszcze zanim mógłby faktycznie przekonać się, jak bardzo nie była nudna. Co zresztą też wcale nie zajęło zbyt wiele czasu. Za to z pewnością przyczyniło się całkiem skutecznie do tego, by rzeczywiście mógł kompletnie stracić dla niej głowę, w jej towarzystwie nie tylko nie musząc jakkolwiek silić się na jakąś kompletnie niepasującą do niego odpowiedzialność, ale też z całą pewnością nie nudząc się ani przez moment. Może z wykluczeniem tych nieszczęsnych korepetycji. Chociaż… i te trudno byłoby uznać za faktycznie nudne od czasu, gdy nauka coraz częściej schodziła podczas nich na dalszy plan…
W porządku, nie krępuj się, mogę w takim razie poczekać aż skończysz – zaśmiał się całkiem szczerze na tę jej uwagę o maratonie. Choć przecież nawet mimo tych wypowiadanych chwilę później drobnych uszczypliwości, ani przez chwilę nie pomyślał o tym, że mógłby ją na tym nieszczęsnym płocie zostawić. Wprawdzie niespecjalnie miał jeszcze pomysł na to, jak mógłby ją skutecznie – i względnie bezpiecznie – ściągnąć, gdyby to najprostsze rozwiązanie również miało ją przerosnąć, ale… na szczęście pod tym względem nie musiał wykazywać się większą kreatywnością. I może dobrze. Bo o ile tej może i mu nie brakowało, to jednak trudno byłoby orzec, czy kolejny pomysł faktycznie miałby mieć przy okazji cokolwiek wspólnego z bezpieczeństwem…
Oczywiście, że złapał ją dokładnie tak jak obiecał, w dodatku przytulając ją do siebie także wtedy, gdy już całkiem stabilnie stała na ziemi i raczej nie wymagała dodatkowej asekuracji.
No hej, jak było na górze? – to krótkie cmoknięcie zdecydowanie trudno byłoby uznać za jakkolwiek satysfakcjonujące, toteż wymagało natychmiastowego przekształcenia go w pełnoprawny pocałunek. Jeden z tych, który prawdopodobnie nie obyłby się bez komentarzy ze strony potencjalnych świadków, gdyby akurat jakichkolwiek w tym momencie mieli… – I co to za inne rozmiary, o których tak bardzo chciałaś porozmawiać?
Nie sądziła chyba, że miałby tak po prostu puścić te jej słowa mimo uszu i nie skomentować ich w żaden sposób, prawda? W dodatku najwyraźniej przynajmniej jeszcze przez chwilę nie zamierzał nigdzie puszczać również jej, skoro już tak sama wpadła mu w ramiona i skoro zdecydowanie nigdzie nie musieli się spieszyć.
Tak, zdecydowanie trochę jednak marudzisz… – zaśmiał się, wywracając przy okazji oczami. – Zresztą… Chcesz mi powiedzieć, że chowanie się w krzakach i nocowanie w wagoniku to nie jest wystarczająca atrakcja…? Ok, niech ci będzie, marudo. Możliwe, że prąd działa, nawet jeśli jest nieczynne. I możliwe, że coś da się jednak włączyć…
Co pewnie nie było ani trochę dobrym pomysłem, nawet jeśli dość wymowny uśmiech i ton jego wypowiedzi mógł całkiem jasno sugerować, że możliwe było również to, że miał już okazję to sprawdzić. Przynajmniej częściowo, na tyle, by rzeczywiście przekonać się, że miejsce raczej nie było zamknięte na stałe, skoro wciąż działał w nim prąd. A samo uruchomienie jakiejś karuzeli… nie mogło być przecież szczególnie skomplikowane, prawda? W końcu do ich obsługi nie trzeba było jakichś szczególnych kwalifikacji… Chyba.
To jak? Wolisz najpierw poszukać sobie jakiegoś przytulnego krzaka na nocleg, czy sprawdzić co u kucyków? – cofnął się wreszcie nieco, od razu łapiąc ją za rękę i ciągnąc w głąb wesołego miasteczka. Zwłaszcza, że takie dalsze tkwienie tuż przy płocie zakrawałoby już chyba o zwykłe proszenie się o to, by ktoś w końcu rzeczywiście zainteresował się nimi i zakończył tę niecodzienną randkę zdecydowanie zbyt wcześnie. Przy okazji spełniając wyobrażenia Elsy o tym, jak mógłby wyglądać dialog jej ojca z dzwoniącym do niego policjantem…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”