005. Z rodziną najlepiej na zdjęciu
: wt lip 14, 2026 5:05 pm
No i wykrakał. Jego zdziwienie nie trwało długo, bo Audrey w końcu raczyła się pojawić, cała na kremowo. Oczywiście spóźniona, ale u niej to norma. Od razu rzuciła mu się w oczy jej sukienka z długim rękawem, ale najlepsze były jej buty. Trampki! Trampki do eleganckiej kreacji na oficjalnej imprezie u Cordelii LeBlanc! Prawie parsknął śmiechem. Siostra ma u niego gigantycznego plusa za ten ruch, zwłaszcza że matka pewnie już w duchu szykowała dla niej stos ofiarny.
Audrey najpierw poleciała do Shereen i Erica, rzucając Grace na dzień dobry soczysty komentarz, że mama ją za tę sukienkę zabije, a dopiero potem z tym swoim typowym piskiem zauważyła Reeve'a.
– Też się cieszę, że cię widzę, Aud– uśmiechnął się, chociaż na to jej słodziaku musiał oczywiście przewrócić oczami. - I weź mnie tak nie duś, bo i tak koszula zaraz mnie wykończy.
Ta jednak nic sobie z tego nie zrobiła i dosłownie wbiła się w jego ramię, opierając na nim głowę, jakby szukała schronienia.
– Pewnie szykuje wejście smoka – mruknął pod nosem, czując, że ta chwila spokoju właśnie dobiega końca. I rzeczywiście, Cordelia LeBlanc zaszczyciła ich swoją obecnością, schodząc po schodach jak królowa wracająca na tron. Perfekcyjna, elegancka, z uniesionym podbródkiem, jak w wyreżyserowanym teatrze, którego tak nienawidził. Kiedy tylko jej wzrok spoczął na ich grupce, a zwłaszcza na dekolcie Grace, atmosfera momentalnie zrobiła się chłodniejsza. Matka oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie otworzyła ust tylko po to, żeby kogoś upokorzyć. Czekał na moment, w którym Grace się skuli, ale starsza siostra totalnie go zaskoczyła. Zamiast milczeć, dumnie uniosła głowę, upiła łyk szampana i odpysknęła starej prosto w twarz.
Synku to piękne słowo w ustach kogoś, kto jeszcze niedawno wymierzył mu policzek, żeby tylko udowodnić swoją dominację. Mamusia jak zwykle próbowała rozegrać to po swojemu, rzucić ciepłe słowo, a jednocześnie subtelnie wbić szpilę i ustawić go do pionu.
- Też się cieszę, mamo. W końcu to urodziny dziewczyn, nie mogłoby mnie tu zabraknąć - odpowiedział, cedząc słowa przez zęby i siląc się na najbardziej uprzejmy uśmiech, na jaki było go stać. – I nie jestem zły, tak samo jak nie zamierzam niczego udawadniać - odparł cierpliwie.
Widząc, że goście i znajomi zaczynają na nich zerkać, a atmosfera robi się tak gęsta, że można ją kroić nożem, uznał, że musi wkroczyć, zanim te Aud i Grave skoczą sobie do gardeł na środku sali.
- Ej, dajcie spokój, dziewczyny, nie przy ludziach - wtrącił cicho, stając lekko między nimi. - Audrey, ty w trampkach wyglądasz super, a Grace... no cóż, przynajmniej nikt nie powie, że w tej rodzinie wieje nudą. Po co się kłócić o szmaty?
Audrey na szczęście odpuściła dalszą wymianę uprzejmości. Postanowiła całkowicie odciąć się od napięcia – sięgnęła po bezalkoholowego szampana, uniosła kieliszek w stronę matki, dziękując za życzenia, a potem uroczo przesłodziła Shereen i Ericowi. Po tym całym miłosnym wyznaniu blondynka znowu oparła głowę o ramię Reeve'a. Zaczęła trajkotać, że chce już iść do stołu spróbować tortu, bo ma nadzieję, że jest tęczowy, a na koniec rzuciła pytaniem, czy nikogo więcej nie brakuje i czy robimy wspólne zdjęcia.
– Tęczowy tort? Audrey, kończysz dwadzieścia cztery lata, a nie pięć - zaśmiał się pod nosem, lekko szturchając ją łokciem w bok, żeby ostatecznie rozładować te resztki wiszącego w powietrzu jadu. – Ale dobra, zgadzam się, chodźmy już jeść, a z tymi zdjęciami to nie szalej, bo mój uśmiech numer pięć ma dzisiaj mocno ograniczoną ważność.
Poprawił tę cholerną marynarkę, która znowu wpijała mu się w kark, i pomyślał, że jeśli ma przeżyć pozowanie do wspólnej fotki, to ten tęczowy tort będzie musiał być cholernie dobry.
Cordelia LeBlanc Eric Stones Shereen Winfield Audrey LeBlanc Grace LeBlanc
Audrey najpierw poleciała do Shereen i Erica, rzucając Grace na dzień dobry soczysty komentarz, że mama ją za tę sukienkę zabije, a dopiero potem z tym swoim typowym piskiem zauważyła Reeve'a.
– Też się cieszę, że cię widzę, Aud– uśmiechnął się, chociaż na to jej słodziaku musiał oczywiście przewrócić oczami. - I weź mnie tak nie duś, bo i tak koszula zaraz mnie wykończy.
Ta jednak nic sobie z tego nie zrobiła i dosłownie wbiła się w jego ramię, opierając na nim głowę, jakby szukała schronienia.
– Pewnie szykuje wejście smoka – mruknął pod nosem, czując, że ta chwila spokoju właśnie dobiega końca. I rzeczywiście, Cordelia LeBlanc zaszczyciła ich swoją obecnością, schodząc po schodach jak królowa wracająca na tron. Perfekcyjna, elegancka, z uniesionym podbródkiem, jak w wyreżyserowanym teatrze, którego tak nienawidził. Kiedy tylko jej wzrok spoczął na ich grupce, a zwłaszcza na dekolcie Grace, atmosfera momentalnie zrobiła się chłodniejsza. Matka oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie otworzyła ust tylko po to, żeby kogoś upokorzyć. Czekał na moment, w którym Grace się skuli, ale starsza siostra totalnie go zaskoczyła. Zamiast milczeć, dumnie uniosła głowę, upiła łyk szampana i odpysknęła starej prosto w twarz.
Synku to piękne słowo w ustach kogoś, kto jeszcze niedawno wymierzył mu policzek, żeby tylko udowodnić swoją dominację. Mamusia jak zwykle próbowała rozegrać to po swojemu, rzucić ciepłe słowo, a jednocześnie subtelnie wbić szpilę i ustawić go do pionu.
- Też się cieszę, mamo. W końcu to urodziny dziewczyn, nie mogłoby mnie tu zabraknąć - odpowiedział, cedząc słowa przez zęby i siląc się na najbardziej uprzejmy uśmiech, na jaki było go stać. – I nie jestem zły, tak samo jak nie zamierzam niczego udawadniać - odparł cierpliwie.
Widząc, że goście i znajomi zaczynają na nich zerkać, a atmosfera robi się tak gęsta, że można ją kroić nożem, uznał, że musi wkroczyć, zanim te Aud i Grave skoczą sobie do gardeł na środku sali.
- Ej, dajcie spokój, dziewczyny, nie przy ludziach - wtrącił cicho, stając lekko między nimi. - Audrey, ty w trampkach wyglądasz super, a Grace... no cóż, przynajmniej nikt nie powie, że w tej rodzinie wieje nudą. Po co się kłócić o szmaty?
Audrey na szczęście odpuściła dalszą wymianę uprzejmości. Postanowiła całkowicie odciąć się od napięcia – sięgnęła po bezalkoholowego szampana, uniosła kieliszek w stronę matki, dziękując za życzenia, a potem uroczo przesłodziła Shereen i Ericowi. Po tym całym miłosnym wyznaniu blondynka znowu oparła głowę o ramię Reeve'a. Zaczęła trajkotać, że chce już iść do stołu spróbować tortu, bo ma nadzieję, że jest tęczowy, a na koniec rzuciła pytaniem, czy nikogo więcej nie brakuje i czy robimy wspólne zdjęcia.
– Tęczowy tort? Audrey, kończysz dwadzieścia cztery lata, a nie pięć - zaśmiał się pod nosem, lekko szturchając ją łokciem w bok, żeby ostatecznie rozładować te resztki wiszącego w powietrzu jadu. – Ale dobra, zgadzam się, chodźmy już jeść, a z tymi zdjęciami to nie szalej, bo mój uśmiech numer pięć ma dzisiaj mocno ograniczoną ważność.
Poprawił tę cholerną marynarkę, która znowu wpijała mu się w kark, i pomyślał, że jeśli ma przeżyć pozowanie do wspólnej fotki, to ten tęczowy tort będzie musiał być cholernie dobry.
Cordelia LeBlanc Eric Stones Shereen Winfield Audrey LeBlanc Grace LeBlanc