#jeszcze_świeższe_niż_poprzednie
Eric bardzo się ucieszył z zaproszenia na urodzinowe przyjęcie - choć pierwotnie nastawiał się na imprezę z głośną muzyką, mnóstwem alkoholu i tańcami do białego rana, lecz plany nagle uległy zmianie. Impreza zmieniła się w obiad, a on pamięcią zaczął wracać do tych wszystkich rodzinnych obiadów - choć taki prawdziwy rodzinny obiad to zdarzył się chyba.. ze dwa lub trzy razy; sam Eric był w szoku, że udało się do Toronto ściągnąć krewnych zarówno z Litwy, jak i z Korei (oczywiście dziadkowie spali u Stonesów, a reszta jakoś sobie hotele poogarniała). I jak tak dłużej dumał to dotarło do niego, że w sumie już dawno nie odwiedził ani jednej, ani drugiej strony rodziny co należało zmienić. Nie był pewien, czy uda mu się w tym roku, ale no... wypadało.
Nim się obejrzał, nastała sobota, a on pomagał Sher w wyborze kreacji, siedząc u niej w mieszkaniu na łóżku. Uważał, że poszło naprawdę całkiem sprawnie, bo mieli wystarczająco czasu, by dojechać do miejsca docelowego - poza tym Eric przybył do Sher PUNKTUALNIE. Nie spóźnił się ani o minutę, a nawet był o tę jedną minutę wcześniej, tj. o 12:59.
Widział, że Sher się denerwowała i dlatego włączył playlistę, na której znajdowały się jej ulubione piosenki - on oczywiście też odczuwał stresik, ale miał nadzieję, że mimo wszystko nie będzie AŻ TAK ŹLE. Miał nadzieję, że nie usłyszy głupich pytań, choć wiadomo, co mówią o nadziei…
Gdy dojechali, Eric nabrał powietrza do płuc, a następnie je wypuścił, bo musiał przyznać, że rezydencja robiła całkiem niezłe wrażenie.
Uśmiechnął się, gdy Sher poprawiła jego górne odzienie, na wysokości ramion.
- Jeżeli to Ci trochę pomoże, to uwierz, że mam obawy, ale wiem, że będziesz obok i to mnie też uspokaja jednocześnie. Także razem tam wejdziemy i razem wyjdziemy. Będzie dobrze. - powiedział, głaskając policzek Sher, który musnął ustami, chcąc jej nieco dodać otuchy i dać znać, że skoro już tu przyjechali, to głupio byłoby wykonać tył zwrot. Szczególnie że goście czekali na Shereen.
- W samochodzie na pewno jeszcze nieraz posiedzimy. - zadeklarował, bo przypuszczał, że tak właśnie będzie.
- Poza tym, jak faktycznie będzie aż tak drętwo, to zgarniemy Twoje kuzynostwo i pojedziemy gdzieś indziej. - zaproponował, uważając swój pomysł za całkiem dobrą alternatywę.
On oczywiście do prezentu dorzucił wino, które kupił kilka dni wcześniej, oraz bombonierkę - Sher dostała swój prezent w dniu swoich urodzin, a były to między innymi kwiaty (słoneczniki), bilety do spa, bielizna oraz zaproszenie na kolację do jednej z jej ulubionych restauracji - Eric sam to zaproszenie stworzył w Canvie.
Przekraczając próg sali, Eric ścisnął mocniej dłoń Sher. Oczywiście nie umknęła jego uwadze ciocia Cordelia we własnej osobie -dobrze, że w tamtej chwili Sher uścisnęła mocniej jego dłoń, bo inaczej pewnie podziwiałby to, co było wyłożone na stołach. Kobieta reprezentowała elegancję na prawie najwyższym poziomie - dla niego najwyżej byłą Sher.
- Dzień dobry. - rzucił na przywitanie, skinąwszy głową.
- Widzisz. Jedna rzecz z listy odhaczona. Opłacało się robić wspólnie urodziny. - stwierdził, parskając po krótkiej chwili śmiechem.
- Kiedy będzie można zacząć jeść? - spytał nagle, bo to wszystko zbyt ładnie pachniało, a on... chyba powoli robił się głodny.
Cordelia LeBlanc Shereen Winfield Audrey LeBlanc Grace LeBlanc Reeve LeBlanc