Strona 2 z 3

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: pt cze 12, 2026 5:10 am
autor: Finn Arden
you give me more than a feeling...

Tutaj nie chodziło o to, że potrafił miauczeć na zawołanie, tylko po to, żeby się z nią wygłupić. Ani o to, że z taką przerażającą łatwością składał na jej ustach pocałunek, bo po prostu się za nią stęsknił. Ani nawet o to cholernie miłe uczucie, gdy jej kciuk ścierał z jego skóry tę przeklętą szminkę, o której wewnętrznie wręcz błagał, żeby została. Bo wtedy, patrząc później w lustro, widziałby ten ulotny ślad kobiecego kosmetyku. Namiastkę bliskości z jego płomyczkiem. Fuck. A może właśnie o to chodziło? O te wszystkie małe rzeczy, które przychodziły mu z przerażającą łatwością. O to, co czuł, chociaż jednocześnie chciał i nie chciał z tym walczyć. Chciał jej. Chciał mieć przy sobie. Jak na kogoś, kto cholernie bał się angażować w relacje z ludźmi spoza kręgu swojej pracy albo przyjaciół, lgnął do niej bez większego oporu. Niczym ćma do światła. Była powalająca, a to, jak seksownie wyglądała w tych swoich prawniczych ciuszkach, wcale mu nie pomagało. Nie mógł nic na to poradzić. Inteligentne kobiety zawsze skradały mu serce. A najwidoczniej jeszcze bardziej te, które za dnia odgrywały posłuszne córeczki, a nocą stawały się ich największym przekleństwem.

Taka właśnie była.

A jemu?
Jemu to za cholerę nie przeszkadzało.
Splecenie ich dłoni było czymś naturalnym. Tyle że w przeciwieństwie do wymogów w pracy, tym razem naprawdę chciał to zrobić. Nie miał wypisanego w kontrakcie, co mógł, a czego nie mógł z nią robić. Nie było żadnych zasad, żadnej roli, żadnych ustalonych granic zapisanych drobnym druczkiem. Zdawał się wyłącznie na własny instynkt i tę cząstkę uczuć, która pchała go ku temu, żeby był przy niej śmielszy. Idąc przez zatłoczony chodnik, zerkał na nią od czasu do czasu. Uniósł brew, gdy zauważył, że wydawała się trochę zmieszana, wpatrzona w swoje buty albo w chodnik pod nimi... Przez krótką chwilę zastanowił się nawet, czy wszystko było w porządku z jego gadułą. Jednak moment później zobaczył ten nikczemny wyraz twarzy. No tak. Wiedział, że zaraz uderzy go czymś, co będzie musiał niemal natychmiastowo odbić. Uniósł brew, uśmiechając się pod nosem. - Dobrze, nazwiemy to wtedy obopólną zgodą na porwanie, hm? - rzucił, wbijając spojrzenie w jej słodkie, orzechowe tęczówki. Poczuł ciepło rozchodzące się po jego ciele. Cholera, była urocza. Przełknął ślinę i odwrócił wzrok na moment. Czyżby Arden się zawstydził? No nowość. - Postaraj się, bo takiej szansy nie możesz zaprzepaścić..

Wchodząc do restauracji, rozejrzał się na boki, od razu zauważając, że miejsce wyglądało bardzo posh. No tak. Płomyczek przecież pewnie pochodziła z jakiejś rodzinki krawaciarzy, więc czemu miałby się dziwić, że to było jedno z jej ulubionych miejsc, żeby coś zjeść? Rozsiadł się wygodnie na krześle, chwycił menu i zaczął przyglądać się przeróżnym pozycjom. Gdy się odezwała, zerknął na nią znad menu, unosząc kącik ust. - Ta praca ma czasami swoje zalety. Jak teraz - odparł, po czym wzruszył lekko ramieniem. - I jasne, zjem cokolwiek. - Zamknął menu i odłożył je na bok, obserwując z jakim profesjonalizmem zamawiała im jedzenie i herbatę. Było w tym coś cholernie pociągającego. Wyprostował się na krześle, przyglądając się jej uważniej. I wtedy poczuł jej nogę ocierającą się o jego łydkę.

Oh.
Okej. Tak będziemy grać?
- Eleanor - odezwał się, wbijając w nią spojrzenie, które miało być ostrzegawcze, ale prawdopodobnie zdradzało trochę za dużo. - Interviews są jutro. Nagrywanie za dwa tygodnie - odpowiedział, starając się brzmieć normalnie, chociaż mięśnie napięły mu się mimowolnie, gdy przycisnęła stopę mocniej do jego łydki. Cholera jasna. - Będziesz wyglądała we wszystkim prześlicznie - dopowiedział, z dużo większą szczerością, niż początkowo zamierzał. Jej pytanie o to czy ktoś mu powiedział, że wyglądał jak Włochh zignorował kompletnie. Nie dlatego, że nie słuchał. Słuchał aż za dobrze. Po prostu w tamtym momencie jego cierpliwość miała już dość balansowania na cienkiej granicy pomiędzy udawaniem obojętności a chęcią zrobienia czegoś skrajnie nierozsądnego. Wstał z krzesła, obszedł stolik i podszedł do niej. Chwycił torbę leżącą na miejscu obok, przełożył ją na przód, po czym usiadł tuż przy Eleanor i nachylił się do jej ucha. - A czy mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś cholernie niegrzeczna? - wyszeptał nisko. W tym samym czasie przesunął nosem po jej szyi, powoli... a jego dłoń odnalazła jej udo pod stołem, a palce zacisnęły się na nim mocniej.

2 tygodnie później

Arden nie mógł uwierzyć, że naprawdę byli już w trasie do miejsca, w którym miały rozpocząć się nagrania do The Traitors. Miał cichą nadzieję, że to właśnie on zostanie wybrany na zdrajcę i że jeżeli Eleanor trafi do wiernych, będzie mógł ją chronić tak długo, jak tylko będzie miał ku temu okazję. W końcu nie mógł zaprzepaścić swojej szansy na wygraną, prawda? Chociaż…
Dlaczego najpierw myślał o tym, żeby ona była bezpieczna, zamiast o tej cholernej wygranej? Nie rozumiał tego. Nie rozumiał siebie, a przede wszystkim nie rozumiał swoich uczuć wobec tej rudowłosej, pyskatej dziewczyny, która w diametralnym tempie przewróciła jego życie do góry nogami. Nie potrafił powstrzymać się przed zerkaniem w telefon częściej niż zwykle, tylko po to, żeby sprawdzić, czy na ekranie nie pojawiło się jej imię. Mieszała mu w głowie. Nie miał co do tego nawet cienia wątpliwości.

Momentami zastanawiał się, czy z tej niedorzecznej sytuacji istniało jeszcze jakiekolwiek wyjście. Easy way out. Tylko że z drugiej strony… było mu dobrze tu, gdzie był. A posiadanie panny O’Cahallan w swoim życiu wcale nie okazało się tak złe, jak z początku mu się wydawało. Ekipa filmowa wyjaśniła im, co i jak. Finn ruszył pierwszy w kierunku dworca, czekając na pociąg. Po chwili podszedł do niego wysoki mężczyzna z długim wąsem i brodą, która niemal przypominała zarost Albusa Dumbledore’a. - Rupert, uszanowanko po mojej stronie - przedstawił się, posyłając mu nikczemny uśmiech. Arden uścisnął jego dłoń i odpowiedział takim samym, uprzejmie fałszywym uśmiechem. - Finnegan - rzucił, po czym rozejrzał się mimowolnie, szukając wzrokiem swojej towarzyszki sekretu. Chwilę później do dwójki mężczyzn powoli podeszła starsza kobieta, obdarzając ich delikatnym, ciepłym uśmiechem. - Witam, Caroline. Miło was poznać. - Obaj mężczyźni nachylili się, żeby przytulić ją bokiem, grzecznie, ostrożnie, jeszcze w tej dziwnej fazie, w której nie byli zbytnio pewni na co mogą a na co nie sobie pozwolić...
k o n f e s j o n a ł

Finnegan usiadł przed kamerami na wygodnym fotelu. Rozejrzał się na boki, po czym skierował wzrok prosto w obiektyw. - Już mogę zaczynać? - zapytał, odchrząkując, kiedy kamerzysta skinął głową. - Cześć, jestem Finnegan, mam dwadzieścia dziewięć lat i na co dzień zajmuję się pomocą w domu opieki.- Pierwsze kłamstwo w tej grze. Przecież nie powie im, że był mężczyzną do towarzystwa, prawda? Aż tak nie zgłupiał. Jeszcze. - Chciałbym zostać zdrajcą i uważam, że jestem w stanie wygrać tę grę - dodał z nonszalanckim uśmiechem, po czym wstał i opuścił konfesjonał.
Z każdą kolejną minutą robił się coraz bardziej niespokojny. Ludzi przybywało, ekipa kręciła kolejne ujęcia, uczestnicy wymieniali pierwsze uprzejmości, a po jego partnerce… to znaczy towarzyszce… nie było ani śladu. Może stchórzyła? Już wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego, choć oczywiście próbował to ukryć pod swoją zwyczajową maską obojętności, kiedy nagle zobaczył rudą burzę włosów sunącą w kierunku ludzi zebranych na peronie. Poczuł nieznany ucisk w klatce piersiowej. Spróbował ukryć uśmiech, który bezczelnie pchał mu się na usta, bo przecież nie mógł dać po sobie poznać, że wywoływała w nim jakiekolwiek emocje...no i to... że się znali.

płomyczek

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: ndz cze 14, 2026 11:28 pm
autor: eleanor o'cahallan
How do you feel right now
Game started


To nie tak, że nagle zapominała o tym, jak się oddychało, gdy Finn był obok niej. To nie tak, że lgnęła do niego jak ćma do światła. Miała przecież mnóstwo powodów, żeby trzymać się od Ardena na bezpieczny dystans. A jednak, im dłużej o tym myślała, tym bardziej docierało do niej, jak bardzo przepadła. Finn był jak zakazany owoc, a jej bezpieczna codzienność traciła przy nim na znaczeniu. Facet miał w sobie coś tak cholernie uzależniającego, że na sam dźwięk jego głosu w jej żołądku podrywało się do lotu całe stado motyli. Bała się tego? Może trochę tak, bo Finn... ze swoim zawodem i tą całą aurą tajemniczości... na pewno nie był szansą na spokojną, słodką relację, czuła to. Jednak z drugiej strony - gra pozorów, dreszcz emocji i fakt, że jako jeden z niewielu nie dawał się otwarcie oczarować jej urokowi, kręciły ją bardziej niż była w stanie przyznać. Wpadła po uszy i choć jej racjonalna strona krzyczała, by natychmiast wrzucić na luz, Eleanor już teraz wiedziała, że nie ma najmniejszego zamiaru się wycofać.


o d d y c h a j


Dobrze, nazwiemy to wtedy obopólną zgodą na porwanie, hm? Uśmiechnęła się jak prawdziwy diabełek i skinęła potakująco głową. Przyszło jej do głowy, że komuś takiemu jak Arden dałaby się porwać o każdej porze dnia i nocy, ale przecież nie powiedziałaby tego na głos, nie była aż taką desperatką (no, może trochę była, bo Arden jako jeden z niewielu nie chciał jej jeść z ręki od pierwszego spotkania, a przecież... była rozpieszczoną córeczką tatusia i zazwyczaj dostawała to, co chciała). Postaraj się, bo takiej szansy nie możesz zaprzepaścić... Gdzieś pod skórą czuła, że słowa Finnegana miały drugie dno, ale... to wcale nie było takie złe - zły był fakt, że doskonale zdawała sobie sprawę z podwójnego znaczenia jego słów i ta druga wizja niesamowicie ją kręciła. A jaka wizja? Och, wizja jej samej, w jego objęciach, najlepiej nagich, w jakimś pięknym miejscu... Stop, stop, Eleanor, Finn teraz mówi. Ta praca ma czasami swoje zalety. Jak teraz. Tych słów również postanowiła nie komentować. Arden mógł się tylko domyślać, co działo się w jej słodkiej, rudej główce, gdy ostentacyjnie milczała, wodząc wzrokiem po sali. A mianowicie... Tak, jego praca miała wiele zalet. Ludzie płacili mu za samo towarzystwo, kupowali drogie wycieczki, pewnie nieraz towarzyszył bogatym kobietom na luksusowych wakacjach za granicą… A między tym całym luksusem, drogim szampanem i truskawkami z bitą śmietaną na pewno był też seks, a samo wyobrażenie sobie Finna bez koszulki powodowało rumieńce na jej twarzy. Tamtej nocy, gdy się poznali, do niczego między nimi nie doszło - no może oprócz kilku (bardzo dobrych) pocałunków - i teraz, z perspektywy czasu, Eleanor sądziła, że dobrze się stało i dziękowała niebiosom, że Finn zachował rozsądek w momencie, gdy jej go zabrakło. Jednak tego również nie chciała mu powiedzieć. Na pewno nie teraz, gdy miał nad nią taką przewagę, bo wydawało jej się, że... jej starania w ogóle go nie obchodziły.

Eleanor. Ahhh. Jego głos, ton i sposób, w jaki wypowiedział jej imię... To był miód na jej uszy. Czyżby czuł to samo, co ona? Słodziak. Uśmiechnęła się przeuroczo, t o p i ą c się w jego oczach. Interviews są jutro. Nagrywanie za dwa tygodnie. Słysząc konkrety, natychmiast sięgnęła po leżący na stole kalendarz, żeby zanotować tam wszystkie daty. Chwilę później, z obojętną miną, zaczęła szybko stukać w ekran telefonu, wysyłając wiadomość do swojej przełożonej, że z przyczyn osobistych będzie potrzebowała dłuższego urlopu. Nikomu nie zamierzała mówić o udziale w programie telewizyjnym, bo... może akurat nikt nie zauważy jej obecności? A jak zauważą... Cóż, dopiero wtedy będzie się tym martwić, eoeoeoe. Kurczę, chyba będzie musiała powiedzieć o wszystkim Aidenowi przed wyjazdem, bo jakby umarła w trakcie to... Jezu, o czym ona myślała w tej chwili? - Dobrze - ucięła krótko, po czym kontynuowała pisanie wiadomości, nawet nie patrząc w stronę Finna, za to dalej flirtując z jego nogą pod stołem. Będziesz wyglądała we wszystkim prześlicznie. Zerknęła na swojego ulubionego prawie-Włocha znad ekranu telefonu i lekko przechyliła głowę na bok, przyglądając mu się z ukosa. Finnegan Arden doskonale wiedział, jak flirtować z kobietami, ach. No jakżeby inaczej, w końcu to jego fach, a mimo to znów poczuła motylki w brzuchu, cholera. Posłała mu olśniewający uśmiech, bo jakoś tak po prostu… po raz pierwszy w życiu odebrało jej mowę, mimo że ten komplement nie był jakoś szczególnie wyszukany, jeju. Zapewne nie chodziło o słowa, które zostały wypowiedziane, ale o osobę, która je wypowiadała... Oj, Eleanor, uważaj na siebie i swoje serduszko, bo źle to się skończy. Jednak życie miało to do siebie, że rozum mówił jedno, a serce drugie, prawda? Oj.

A czy mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś cholernie niegrzeczna? Już otwierała usta, żeby powiedzieć, że wręcz przeciwnie, kiedy Finn poderwał się z krzesła, usiadł obok niej, po czym... zacisnął palce na jej udzie pod stołem. Spłonęła rumieńcem, ale wytrzymała jego spojrzenie i przyciągnęła go do siebie lekko za koszulę, żeby skraść mu słodki pocałunek. No i całowała go aż do momentu, w którym kelner chrząknął znacząco i, zachowując niespotykany wręcz profesjonalizm, po prostu postawił przed nimi ten głupi zestaw numer cztery.


2 tygodnie później


Boże. Boże. Jezu. Jezuniu.

Tylko Aiden wiedział o jej udziale w programie - oprócz Finna, oczywiście. Nie pisnęła słowa nawet Camelii, swojej najlepszej przyjaciółce. Teraz odrobinę tego żałowała, bo nikt nie zrozumiałby jej rozterek tak jak Camelia, ale nie chciała zwalać się przyjaciółce ze swoimi wszystkimi obawami dzień przed wyjazdem.

No i oczywiście - jak to ona - była cholernie spóźniona! Swoją gigantyczną, błękitną walizkę pakowała chyba z trzy razy, przerzucając markowe ciuchy i denerwując się, że nie miała odpowiednich kreacji, takich... hm... pasujących do zamku w Quebecu. Jednak jakoś udało jej się spakować, a na dworzec odwiózł ją Aiden. Przytulił ją mocno na pożegnanie i życzył powodzenia, mimo że w jego oczach Eleanor ewidentnie dostrzegała ślady ROZBAWIENIA zaistniałą sytuacją. Jednak Rudej nie było do śmiechu, zwłaszcza, gdy brat zostawił ją już samą. To właśnie wtedy dopadł ją pierwszy stres, przez który usiadła na walizce, a ludzie ją mijali, mijali... i mijali. Kurczę, mimo że udział w The Traitors od zawsze był jej cichym marzeniem, teraz rzeczywistość zaczynała ją przerastać. Poza tym… jechała tam z Finnem! Przez ostatnie dwa tygodnie nie spotkali się ani razu, a im bardziej Ruda starała się o nim nie myśleć, tym intensywniej wracał przed snem i rozpraszał ją podczas pracy w kancelarii. JEZU, każda najmniejsza komórka jej organizmu głośno krzyczała, że ten facet absolutnie nie był dobrym materiałem na… PRZYJACIELA, ale im mocniej próbowała wyrzucić go z głowy, tym bardziej pragnęła poświęcić mu każdą wolną chwilę. No i z tym całym emocjonalnym chaosem w głowie i ciężką walizką na kółkach wbiegła na peron dworca w tym samym momencie, co jakaś dziewczyna, która wyglądała jak rasowa movie star. Obcisła sukienka, kapelusz z wielkim rondem, apaszka, okulary, te sprawy...

k o n f e s j o n a ł

Eleanor usiadła na fotelu przed kamerami i odgarnęła zbłąkany kosmyk rudych włosów za ucho. - Czy często się spóźniam...? - zaśmiała się, po czym machnęła ręką. - Cóż, zdarza mi się, nie zaprzeczam. Czas to pojęcie względne, ale spokojnie, do sądu na rozprawy zawsze przychodzę przed czasem... Czym się zajmuję? Ach, jestem młodszym adwokatem w jednej z kancelarii prawniczych w Toronto - uśmiechnęła się delikatnie do kamery i założyła nogę na nogę. - Doskonale wiem, kiedy ludzie kłamią, ale sama mam ukrywanie prawdy we krwi, więc... byłabym idealnym zdrajcą - zakończyła swój wywód, po czym puściła operatorowi perskie oczko, wstała i wyszła. Pierwsze koty za płoty.
Gdy oficjalnie wbiła z walizką na peron, gdzie kłębił się już tłum uczestników, od razu przybrała najbardziej czarującą, towarzyską maskę i z promiennym uśmiechem zaczęła podchodzić do kolejnych osób, uparcie ignorując Finna. Poznała Ruperta, poznała Caroline... Poznała również Nancy, która wyglądała jak klasyczny nerd w okularach (a miała na sobie koszulkę z Witchera!), Adama (agenta ubezpieczeniowego z Burlington, wyglądał jak nudziarz), Penny (żywiołową studentkę malarstwa) oraz... Manuelę, z którą Eleanor pojawiła się na peronie jednocześnie. Manuela okazała się być azjatycką modelką i... jakby to ładnie ująć... żmiją, bo zamiast skupić się na rozmowie ze wszystkimi uczestnikami, zdaniem Rudej rozmawiała z Finneganem zdecydowanie zbyt długo. Ela zgromiła Manuelę lodowatym wzrokiem, po czym sama podeszła do Ardena - stanęła przed nim, uśmiechnęła się uroczo i wyciągnęła przed siebie dłoń. - Eleanor - przedstawiła się słodko, patrząc mu prosto w oczy. Jeju... udawanie, że wcale go nie znała, wymagało od niej doskonałej gry aktorskiej. Kiedy jej dłoń spoczęła w jego dłoni, musiała włożyć całą swoją silną wolę w to, by nie zacisnąć palców na jego skórze w ten sam bezczelny sposób, co on zacisnął swoją dłoń na jej udzie, dwa tygodnie temu w restauracji. Poza tym... Boże, wyglądał dziś tak nieziemsko dobrze. Fryzura, koszula... (fura i komóra...) i ten jego wzrok, który w końcu skupił się tylko i wyłącznie na niej. Na dodatek pachniał obłędnie. Już znała ten zapach. Jeju, spojrzała mu w oczy i cały dotychczasowy stres, który odczuwała, zniknął.

Jednak najwidoczniej przyglądali się sobie w milczeniu zbyt długo, bo stojąca obok Manuela zastukała obcasem i posłała Rudej równie niemiłe spojrzenie, co wcześniej Eleanor jej, no i już Eleanor miała werbalnie pokazać jej miejsce w szeregu, gdy sytuację uratował donośny głos asystenta reżysera, który z megafonem w ręku ogłosił, że czas na wejście na pokład. - Wszyscy uczestnicy proszeni są o zajmowanie miejsc w pociągu! Ruszamy za pięć minut! - echo poniosło się po peronie. Ruda nie potrzebowała kolejnego zaproszenia. Ruszyła do przodu, a omijając Finna, jak gdyby nigdy nic przejechała dłonią po jego ramieniu i jej palce musnęły materiał jego koszuli. Wyminęła go z dumnie uniesioną głową, pociągnęła za sobą błękitną walizkę i z pełną gracją wślizgnęła się do wnętrza pierwszego wagonu. Usiadła przy oknie, po czym zerknęła na drzwi wagonu, niecierpliwie czekając, aż jego sylwetka pojawi się w przejściu.

Czas rozpocząć grę, my darling.

Game started
I'm burning now and it's wild
Lose control just like a child


𝓉𝓇𝒶𝒾𝓉𝑜𝓇

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: sob cze 27, 2026 1:00 pm
autor: Finn Arden
everything you said...
echoing in my head....


Miał jeden główny plan. Nieważne, kim miał zostać. Nieważne, kim miała zostać Eleanor. Chciał się upewnić, że zostaną w tej grze jak najdłużej. Jeżeli miał używać swojego uroku osobistego tylko po to, żeby wzbudzić w innych jakąkolwiek sympatię? So be it. Wiedział, jak bardzo płomyczkowi zależało na udziale w tym programie i pomimo tego, że cholera, naprawdę nie powinien aż tak jej lubić… to lubił. Burzyła każdą możliwą ścianę, każdą gardę, którą wyćwiczył sobie przez lata, byle tylko pozwolił sobie na to, żeby coś czuć. Czuć na własnych warunkach. Na własnych zasadach. Czuć coś, co nie opierało się na zapłacie ani wysokiej nocie w aplikacji. Eleanor była niczym spokojna morska bryza, która w jednej chwili potrafiła zmienić się w tsunami. Ogień rozprzestrzeniający się po lesie z tak cholernie niesamowitą prędkością, że nie dało się go ugasić. Trzeba było czekać, aż ten kataklizm sam ucichnie. Sęk tkwił w tym, że chociaż to zjawisko przerażało, skręcało żołądek i zostawiało po sobie to nieprzyjemne napięcie pod żebrami, to jednocześnie było obłędne. Nie dało się oderwać od niego spojrzenia. Było tak u z a l e ż n i a j ą c e. Zupełnie jak ona.

Kurwa, cały czas nie mógł uwierzyć, że zgrywał cholernego dżentelmena. Że po tym wszystkim, co przeżyli tamtej nocy, po tym jak znowu spotkał się z nią kilka razy, omawiając te całe przesłuchania do The Traitors, nawet się z nią nie przespał. Była chętna. Widział to w jej oczach, w tym, jak reagowała na jego dotyk, na to, jak szeptał jej prosto do ucha, próbując wzniecić w tej ognistej kobiecie płomień, który i tak już tlił się od lat. Zastanawiał się momentami, czy robił to, żeby sprawdzić, ile była w stanie wytrzymać, czy raczej robił to dla siebie. Czy może chodziło o fakt, że ktoś, do kogo czuł coś więcej, dalej się z nim widywał, nawet jeśli nie był z nim fizycznie? Tylko że on potrzebował tej bliskości.. ale nie był pewien, jak powinien do tego podejść, ale jedno wiedział na pewno. Musiał trzymać w tajemnicy swoją znajomość, relację, czy czymkolwiek można było nazwać to, co łączyło go z panienką O’Cahallan. Tak długo, by nie zostali przyłapani. Z całą resztą… z tymi uczuciami, których nie potrafił nazwać… poradzi sobie później. Teraz musiał skupić się na jednym. Na grze...

The Traitors.

Stojąc tam na peronie i czekając na swoją rudowłosą partnerkę w zbrodni, próbował udawać, że nic się nie dzieje. Że naprawdę był zainteresowany ludźmi wokół, choć wszyscy na tle jego towarzyszki wydawali się tacy… nudni. Po jakimś czasie wreszcie zobaczył, jak sunęła w ich stronę ze swoją walizką, a na jej widok Finn uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Zaraz się jednak na tym złapał, więc niemal od razu spoważniał i odkaszlnął cicho. Cholera, coś mu to udawanie nie wychodziło. Nieważne. Przyglądał się jej, gdy witała się z resztą ludzi. Sam też wymieniał uściski dłoni z nowoprzybyłymi, rzucał poboczne przytulenia i starał się analizować swoich rywali. Sprawdzał ich naturalny język ciała, to, jak poruszały się ich twarze, gdy wypowiadali konkretne słowa. Jak szybko reagowali. Jak bardzo chcieli być lubiani. Zdecydowanie miało to być jedno z najlepszych doświadczeń, w jakich kiedykolwiek wziął udział. Myślał już, że przywitał się dosłownie ze wszystkimi, gdy podeszła do niego azjatycka seksbomba. Zmierzył ją wzrokiem i uśmiechnął się, przedstawiając się z zadziornym, niemal nonszalanckim usmiechem. Uniósł brew, gdy kobieta zaczęła całować go w policzki i komplementować jego urodę. No cóż. Przynajmniej już miał jedną w swoich sidłach. Przyda mi się, pomyślał, zadowolony, że już na starcie mieli jakąś przewagę. Dumnie spojrzał więc na Eleanor, ale ta… wyglądała, jakby płomienie dosłownie unosiły się nad jej rudawą burzą włosów. FUCK.

Zmarszczył brwi i zaraz odsunął się od Manueli, a jego little trouble podeszła do niego, sekundę później wyglądając cholernie... uroczo???? Wyciągnął dłoń w jej kierunku, chwytając jej palce i zaciskając je stanowczo. - miło cię poznać - odparł, przyglądając się jej w bezruchu. Wyglądała nieziemsko. Mógłby patrzeć na nią godzinami. Jednak stukot obcasa oswobodził go z tego chwilowego zaczarowania ognistowłosą. Słuchał uważnie kolejnych instrukcji i ruszył w kierunku pociągu, by po chwili poczuć przyjemny dreszcz, gdy czyjeś palce przesunęły się po jego dłoni. Uśmiechnął się pod nosem, widząc, że była to jego łobuziara. Po chwili, znajdując się w wagonie, zauważył, że Manuela już machała w jego kierunku, ale zamiast do niej, wolał podejść do Eleanor. Siedzieli tam też Nancy i Rupert, więc wrzucił walizkę na górną półkę, zerknął na nich i rzucił, - wolne? - uśmiechnął się i usiadł po chwili. - To co, jesteście podekscytowani tym doświadczeniem? - zapytał, patrząc na Ruperta. - Tak, jestem ciekawy, kogo wybiorą na Traitorów. Podobno w tym sezonie ma być jeszcze więcej niespodzianek niż w ostatnim - dodał Rupert, wyraźnie przejęty. - Mam nadzieję, że mnie nie wybiorą na Traitora. Nie umiem kłamać - wyrzuciła z siebie Nancy niemal na bezdechu. Finnegan w myślach tylko prychnął pod nosem. Przecież każda osoba, która chciałaby być Traitorem, powiedziałaby dokładnie coś takiego. Następnie przesunął wzrokiem po dziewczynie siedzącej obok niego. - A ty… Eleanor, tak? - uniósł brew z rozbawieniem, bo podobało mu się to udawanie. - chciałabyś być Faithful czy Traitor? - specjalnie zadał to pytanie głośniej, tylko po to, żeby podroczyć się z nią przy wszystkich.

Po jakiejś godzinie dojechali na miejsce, po czym zostali przydzieleni do różnych samochodów, które zabrały ich pod sam zamek. Po wyjściu na zewnątrz czekała już prowadząca, Karine Vanasse, jak zawsze ubrana w jeden ze swoich dość ekscentrycznych ciuchów. - witam was w kolejnym sezonie The Traitors! W tej grze będziecie zmuszeni współpracować razem, aby zebrać sto tysięcy dolarów! Wszyscy przybyliście jako Faithfuls, ale nie wszyscy tacy pozostaniecie… Proszę, zbierzcie się wszyscy w pokoju narad. Tam niedługo dokonam mojego wyboru - powiedziała teatralnie. Wszyscy tylko spojrzeli po sobie z podekscytowaniem, zanim ruszyli prosto do pokoju narad. Okrągły stół robił wrażenie. Finn usiadł naprzeciwko Eleanor, po drugiej stronie stołu, żeby mieć na nią lepszy widok i większą kontrolę nad sytuacją. - dobrze, moi drodzy - zaczęła prowadząca. - pamiętajcie, to jest gra pełna kłamstw i podstępu. Nie możecie wierzyć każdemu na słowo… i czy oni mogą wierzyć wam? - zaczęła iść powolnym krokiem wokół stołu, za plecami graczy. - with all the guests seated at the round table, it's time for me to select my Traitors. Załóżcie maski. -Finnegan spojrzał na maskę, ułożył ją sobie na oczach i zacisnął palce na krawędzi stołu. Czekał. Słysząc to specyficzne stukanie obcasów o podłogę, zastanawiał się, kim będzie w tej grze. I czy uda mu się jakoś dotrzeć do siebie z Eleanor, czy może wyjdzie na to, że oboje wzajemnie…

siebie zdradzą?


...into the afterglow

𝓂𝓎 𝒻𝒾𝓇𝑒𝒻𝓁𝓎

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: pn cze 29, 2026 10:24 pm
autor: eleanor o'cahallan
I know all your secrets
I know all your lies


Nie spodziewała się, że Finnowi uda się załatwić ich udział w programie z taką łatwością. Gdy już siedziała w przedziale, dalej nie mogła uwierzyć, że otaczają ją kamery i inni uczestnicy The Traitors. Nawet uszczypnęła się w ramię, żeby sprawdzić, czy to nie był sen, serio. Zaraz miejsca naprzeciwko niej zajęli Nancy i Rupert, którzy - jak na razie - wydawali się grzeczni i uprzejmi. Chwilę później uśmiechnęła się promiennie do Ardena, gdy usiadł obok niej, ignorując nawoływania tej całej Manueli, której Leanor planowała nie lubić przez cały program. Uśmiechnęła się do niej przesłodko, gdy Finn już zajął miejsce, na co tamta znów posłała jej złowieszcze spojrzenie. Ach, Finn… Jeju, zapach jego perfum natychmiast wypełnił jej nos, siedział zbyt blisko, ach, pomocy. Dlaczego wyglądał w tej koszuli tak seksownie? She doesn’t get it! Znów miała ochotę skrócić między nimi dystans, tak samo jak ostatnio, w tamtej restauracji, but well, well, well - musiała się pilnować. Gra już trwała.

A ty… Eleanor, tak? Chciałabyś być Faithful czy Traitor? Ach, widziała to rozbawienie w jego oczach, miała ochotę złapać go za udo, ale grzecznie trzymała rączki przy sobie. - A jak myślisz? - odbiła piłeczkę na zadane jej pytanie, unosząc lekko kącik ust. Posłała mu zadziorne spojrzenie. Ach, Finn Arden. Kiedyś zostanie jej mężem, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi w życiu. Pochyliła się odrobinę do przodu, oparła łokcie na kolanach i zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu, który był przeznaczony wyłącznie dla Finna, Nancy i Ruperta. - Powiem wam sekret… - zaczęła i zmrużyła figlarnie oczy, wodząc wzrokiem między Nancy a Rupertem. - Przyszłam tutaj, żeby złapać wszystkich zdrajców. Och, czym się zajmuję? Pracuję w kancelarii, Phillips and Gardner LLP... Tak, Junior Associate. Mam oko do kłamców - w tym momencie odwróciła głowę w stronę swojego Ulubionego Przystojniaka i zatrzepotała grzecznie rzęsami, bo była grzeczną dziewczynką. - A ty czym się zajmujesz, Finn? - zadała mu pytanie. Boże, to było takie genialne. Patrzyła na niego z miną aniołka i była szczerze ciekawa, co odpowie. W końcu nie wiedziała jeszcze, że wymyślił sobie tę całą bajeczkę o domu opieki, hihihi.

Dalsza podróż minęła im w dziwnej, ekscytującej atmosferze. Mijali malownicze tereny Kanady, a uczestnicy wymieniali się pierwszymi, ostrożnymi uwagami. Eleanor dowiedziała się na przykład, że Manuela nie je glutenu, jest weganką, odmówiła sesji w Mediolanie ze względu na udział w programie i nie ma chłopaka ( :bonk: ). Dla porównania, Pan Conrad, siwy nauczyciel historii z fajką, nie powiedział przez całą drogę ani słowa, po prostu pykał tę swoją fajkę i oglądał widoczki za oknem, no i właśnie dlatego panna O’Cahallan bardzo go polubiła, takich ludzi należało doceniać. Gdy nareszcie dojechali na miejsce, przesiedli się do aut i dopiero w czasie tej krótkiej podróży Eleanor w końcu uwierzyła, że właśnie brała udział w kanadyjskiej edycji programu The Traitor. Jeny, kochała ten program i... wszystko było dokładnie tak, jak sobie wymarzyła i wyobrażała. AMAZING. Jarała się jak zapałka, mimo że jeszcze nie znalazła się w zamku.

I know where you keep 'em
Buried deep inside


Po wyjściu z aut już czekała na nich prowadząca. Karine Vanasse była przepiękna i wyglądała zajebiście, ale walnęła też odrobinę cringe’ową przemowę o współpracy, stu tysiącach dolarów i nadchodzącym wyborze Zdrajców. Eleanor zaczynała się trochę niecierpliwić, bo Karine musiała powtarzać swoją opowieść jeszcze trzy razy ze względu na wiatr i problemy z mikrofonem, ale w kooooońcu zaprowadziła ich do Pokoju Narad. WRESZCIE! Eleanor włożyła na tę okazję elegancką, obcisłą czarną sukienkę do kolan, a szyję ozdobiła sznurem białych pereł. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy usiadła na swoim miejscu, po czym wyprostowała się i zaczęła bacznie przyglądać się pozostałym graczom. Siedziała między Rustym, który był ekscentrycznym mechanikiem samochodowym, a Caroline, która po prostu pachniała tytoniem.
Spoiler
Obrazek
Obrazek
No i gdy tak przyglądała się nieznajomym, zauważyła coś ciekawego. Diego - naprawdę przystojny gość - wyjątkowo często zerkał w jej stronę, zawieszając na niej wzrok na dłużej niż sekundę. No, no, no… Noted. Co zabawniejsze, Diego siedział obok jeszcze większego ciacha tego programu. Finn, zajmujący miejsce dokładnie naprzeciwko niej po drugiej stronie stołu, również przyglądał jej się ukradkiem. Jeju, to było takie totalnie urocze… Ach. Karine w końcu rozkazała im włożyć maski. Eleanor bez wahania sięgnęła po aksamitną maskę, ułożyła ją na twarzy i zamknęła oczy. Czekała. Kurde, dopiero teraz do niej dotarło, jak bardzo chciała zostać Zdrajcą. Chciała poczuć to słynne dotknięcie w ramię, cholera! Chciała zostać Zdrajcą, bo to była najciekawsza i najbardziej wymagająca część gry, a jak już zdążyliśmy się dowiedzieć, Eleanor O’Cahallan uwielbiała wyzwania. Z drugiej strony… jeśli nie uda jej się zostać Zdrajcą, to nic straconego. Naprawdę zamierzała wtedy tropić kłamców jak prokurator.

Karine zaczęła przechadzać się powolutku wokół stołu. Ela nic nie wiedziała, dlatego pozostałe zmysły momentalnie jej się wyostrzyły. W pełnej napięcia ciszy nagle usłyszała, że ktoś nerwowo kichnął. Kawałek dalej ktoś inny cicho zakasłał. Kroki Karine zbliżały się i oddalały. Tuż obok Eli ktoś… cicho westchnął? Serce waliło jej jak oszalałe. Jeny, nie spodziewała się aż takich emocji!

No i wtedy to usłyszała. - Zdejmijcie maski - rozkazała Karine. Ela zdjęła maskę, mrużąc oczy od światła. Dotknięcie nie nadeszło. Była Lojalna. Poczuła lekkie ukłucie rozczarowania, że nie została wybrana na czarny charakter tego sezonu, ale zamiast użalać się nad swoim losem, wyprostowała się i zaczęła przyglądać się innym z drapieżną uwagą. Ba, w locie złapała nawet spojrzenie Finna. Wykorzystując chwilowe zamieszanie związane ze zdejmowaniem masek, puściła Ardenowi perskie oczko, po czym bezczelnie, od razu przeniosła wzrok na Diego i posłała mu lekki uśmiech.

- No i mamy zdhajców - odezwała się nagle Fleur, która była Francuzką i oczywiście, że nie potrafiła wymówić R.

- JAPIPI, CÓŻ ZA EMOCJE - podekscytował się Velour, który był drag queen. Zaszumiał swoim piórkowym boa, zaklaszczał teatralnie w dłonie i zachichotał. Eleanor również zachichotała. Dżizas, cóż za kolorowa, osobliwa persona, buahaha.

- Ej, a Karine też dotknęła waszego ramienia? - palnęła nagle Kenzie, popularna na Instagramie blondyna z ogromnym dekoltem i otworzyła usta ze zdziwienia, gdy w Pokoju Narad nastała cisza.

Eleanor uniosła brwi do góry i utkwiła pełen niedowierzania wzrok w influencerce. No dżizas, czy ta dziewczyna urwała się z choinki?! - Wiesz w ogóle, na czym polega ten program? - spytała dość ostrym tonem, JAK PRAWDZIWY PROKURATOR, nie odrywając wzroku od Kenzie. Zaczynało robić się… naprawdę ciekawie, lol. A przy okazji Eleanor miała szansę popisać się swoimi adwokackimi umiejętnościami ( :stickcute: ).
k o n f e s j o n a ł

Eleanor uśmiechnęła się do kamery i przechyliła głowę na bok. - Obiecałam bratu, że nie będę niemiła, więc komentarz na temat Kenzie zachowam dla siebie - powiedziała Elle z przeuroczym uśmiechem. - Mogę już iiiść? - dodała, po czym - po uzyskaniu potwierdzenia - wstała i wyszła, zostawiając pusty fotel.
No, you can't hide your secrets and lies
Your secrets and lies


𝓉𝓇𝒶𝒾𝓉𝑜𝓇?

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: czw lip 02, 2026 5:58 am
autor: Finn Arden
nothing's making sense at all...
i guess i'm out of luck?


She was good. Oh, so fucking good.

Przez krótką chwilę patrzył na Eleanor próbując zdecydować, czy bardziej chciał ją pocałować, czy udusić za to, że z taką łatwością odbijała każdą piłeczkę, którą rzucał w jej stronę. Siedziała tam z minką aniołka, która po prostu zasługiwała na owację, choć była malutką diablicą. - Pracuję w domu opieki - odpowiedział w końcu gładko, odchylając się wygodniej na siedzeniu. - Oficjalnie jako koordynator zajęć, a nieoficjalnie jako umilacz czasu starszym paniom. - uśmiechnął się do Eleanor - podobno kobiety uwielbiają moje towarzystwo… dacie wiarę? - Nancy od razu wydała z siebie ciche, rozczulone ‘awwww’, a Rupert uśmiechnął się z uznaniem. Przeniósł wzrok na Eleanor. - Poza tym gram w bingo z kobietami, które kłamią lepiej i częściej niż większość ludzi w tym wagonie będzie kłamać przy okrągłym stole - dodał, unosząc lekko brew. - więc chyba też mam oko do kłamców, pani mecenas. - powiedział to z niesamowitą swobodą, jednak gdzieś głęboko kusiło go by pochylić się teraz do jej ucha i powiedziec jej coś zdecydowanie mniej odpowiedniego dla kamer.. ale musiał się p i l n o w a ć.

Po dotarciu na miejsce i zajęciu miejsca przy okrągłym stole, który swoją drogą robił wrażenie… Finn coś zauważył, a raczej kogoś. DIEGO. I od razu wiedział, że będzie problemem. Nie dlatego, że zrobił coś konkretnego. Nie. Był po prostu przystojny, pewny siebie i patrzył na Eleanor o kilka sekund za długo. To wystarczyło, żeby w Finneganie obudziło się coś absurdalnie prymitywnego. Coś czego nie doświadczył od… nigdy? Zazdrość? W jego słowniku to było pojęcie względne, a teraz doświadczał tego na własnej skórze. Yippefuckingyay.

Karine kazała im założyć maski. Finn ułożył aksamitny materiał na oczach, oparł dłonie o blat i wziął spokojny oddech. Ciemność od razu wyostrzyła dźwięki. Stukanie obcasów prowadzącej, które raz zbliżało się, raz oddalało. Chciał zostać Traitor’em. Nie dlatego, że potrzebował tej roli do ego. Po prostu lubił wiedziec więcej niż inni. Kroki zatrzymały się gdzieś za nim. Przez ułamek sekundy ciało Finna zesztywniało. Nic. Karine ruszyła dalej. Nie dotknęła go. FUUUCK! Poczuł lekkie ukłucie rozczarowania. Nie został wybrany. Nie był jednym z tych, którzy mieli nocą decydować, kto odpada. Nie będzie szeptał w wieżyczce z resztą zdrajców decydując o losie innych uczestników. Bummer.


Był Faithful.

Czyli będzie musiał wygrać tę grę trudniejszą drogą. Kiedy padło polecenie zdjęcia masek, Finn zsunął swoją powoli, mrugajac kilkakrotnie, starając się przwyknąć do światła i od razu spojrzał na Eleanor. Nie powinien był robić tego tak szybko, ale zrobił. Cholera, nie był pewien czy była zadowolona, czy niezadowolona z wybory… ale ona po chwili puściła mu perskie oczko - a kącik jego ust drgnął. A sekundę później przeniosła wzrok na Diego i uśmiechnęła się do niego. Finnowi uśmiech zamarł na twarzy. Ach. Czyli tak się bawimy, little trouble? Finn oderwał spojrzenie od Diego, zanim zdążył zrobić coś głupiego, jak na przykład wyglądać na zazdrosnego chłopaka przed całą Kanadą. Velour zaczął klaskać, kilka osób parsknęło śmiechem, a ktoś rzucił nerwowy komentarz. A potem Kenzie otworzyła usta.

‘’Ej, a Karine też dotknęła waszego ramienia?’’

W pokoju zapadła cisza. Finn powoli przeniósł na nią wzrok. No proszę. To było albo najgłupsze zdanie, jakie mogła wypowiedzieć osoba w tym programie, albo najodważniejszy ruch, jaki widział od dawna. Pytanie brzmiało, czy Kenzie naprawdę była tak oderwana od zasad, czy właśnie próbowała udawać idiotkę, bo została dotknięta i spanikowała. Oczywiscie, że płomyczek zareagowała pierwsza. Finn musiał mocno zacisnąć usta, żeby się nie uśmiechnąć. Kurwa, była cudowna. Finn odchylił się lekko na krześle i spojrzał na Elkę, - Dobra, Eleanor, nie rozumiem, po co od razu te przytyki - wyrzucił z siebie... Może zabrzmiało to oschlej, niż zamierzał, ale kurwa, nie mógł pozwolić, żeby naraziła się traitorom już pierwszego dnia. Tym bardziej że on był pewien samego siebie. Wiedział, że był faithful, a skoro podejrzewał teraz Kenzie i najpewniej miał na nią głosować następnego dnia, musiał zachować ostrożność. Problem polegał na tym, że nie miał żadnej pewności co do Eleanor.

Pytanie brzmiało.. czy zachowywała się tak lekkomyślnie, bo po prostu chciała wykorzystać swoje doświadczenie pani adwokat, czy może już czuła władzę, bo została zdrajczynią? Tak czy owak, nie robiło mu to większej różnicy. Musiał się upewnić, że wytrzymają w tym programie jak najdłużej. - Finn ma rację, chodźmy się napić na drinkity drink! - rzucił Queen Velour. Rusty, cały naburmuszony, odparł tylko, - Cholera, mam nadzieję, że mają jakiegoś dobrego pajnta piwa. - Cała reszta się zaśmiała i ruszyli w kierunku pomieszczeń socjalnych, gdzie chwilę później zaczęli rozchodzić się w mniejsze grupki, obgadując, kto ich zdaniem był najbardziej podejrzany. - No ja nie wiem, ale Caroline od razu napiła się wody ze szklanki, jak tylko zdjęliśmy opaski - rzuciła Penny. - A Finnegan mrugał oczami niebezpiecznie szybko - dodał Adam. Wszyscy zaczęli przytakiwać, na co Finnegan tylko się zaśmiał. - Wow, zabronicie człowiekowi mrugnąć kilka razy po tym, jak z ciemni trafi prosto w światło? - prychnął pod nosem, przeczesując włosy palcami. - No właśnie, nie oskarżajcie mojego Finna! - rzuciła Manuela, przeciągając długim pazurem po jego ramieniu. Arden uśmiechnął się do niej tylko, a potem rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając wzrokiem swojego świetlika. Po chwili zauważył ją w holu. Stała przy ścianie, prawdopodobnie przyglądając się dekoracjom. - Zaraz wrócę - rzucił do reszty z uśmiechem, po czym ruszył szybko w kierunku korytarza.(kurde, czemu mnie to bawi XD)

Na całe szczęście Eleanor stała tuż obok jakiegoś pomieszczenia. Chwycił ją za ramię, jeszcze raz zerknął, czy w pobliżu nie kręci się ekipa filmowa ani żaden z uczestników, po czym pchnął drzwi i pociągnął ją za sobą do środka. Pomieszczenie było przepełnione starymi księgami, vintage meblami - jak i tym specyficznym zapachem starości, którego nie dało się pomylić z niczym innym. Ostatnie promyki zachodzącego słońca przedostawały się przez okno, rozlewając po ścianach ciepłe, przygaszone światło. Finn nie poświęcił temu jednak większej uwagi. Przycisnął Eleanor do ściany, chwycił ją palcami za brodę i uniósł jej twarz ku górze, zmuszając ją, żeby na niego spojrzała. - Wiem, że chcesz być odważna, kruszynko, ale do cholery, nie daj się zabić pierwszej nocy - rzucił, patrząc jej prosto w oczy. Próbował wyczytać z jej spojrzenia, kim naprawdę była. Czy Karine wybrała właśnie ją na traitorkę? Czy to dlatego rzucała się tak bardzo w oczy? Czy może po prostu była sobą, upartą, zadziorną i zbyt pewną własnego sprytu? Po chwili poluzował uścisk, zsuwając dłoń na jej biodro i zacisnął na nim mocno palce, - Ślicznie wyglądasz - mruknął ciszej. Nachylił się do jej szyi i złożył na niej kilka krótkich, wilgotnych pocałunków. - Coraz bardziej mi się podobasz, płomyczku - wyszeptał, zanim uniósł twarz, musnął nosem jej nos i złożył na jej ustach długi, czuły pocałunek. Oderwał się od niej z wyraźnym trudem. - Jestem w pokoju 405 - rzucił pospiesznie, chwytając za klamkę. Wyszedł na zewnątrz, wyprostował się i niemal od razu zauważył Steve’a w oddali. Bez większego namysłu podbiegł do niego i zarzucił mu ramię na barki. - STIIIIVOOOOO - zagadnął, uśmiechając się cwaniacko. - To co? Jak myślisz, kto jest traitorem? - Skejter tylko się zaśmiał. - Sheesh, nie mam pojęcia, stary, ale goddamn, jakbym se tera zajarał - rzucił przejęty. Arden poklepał go po plecach, a potem spędził resztę wieczoru na pogawędkach z przeróżnymi ludźmi. Od czasu do czasu znajdował się jednak blisko Eleanor. Niby przypadkiem muskał palcami jej palce. Niby przypadkiem nachylał się nad nią, tłumacząc, że akurat musiał po coś sięgnąć. UPS. Chciał być blisko niej. Świadomość, że nie mógł jej dotykać, kiedy tylko chciał, kurewsko go bolała. To nie było fair. Było bardziej irytujące, niż przypuszczał. A już szczególnie wtedy, gdy w pobliżu kręcił się ten pierdolony Diego, który dosłownie ślinił się na jej widok, a oczy lśniły mu jak jakieś pięciozłotówki za każdym razem, kiedy Eleanor się do niego odzywała. Ugh. Nie podobało mu się to. Jeszcze sobie z nią porozmawia, kiedy dzisiaj wieczorem przyjdzie do niego do pokoju. O ile przyjdzie...

k o n f e s j o n a ł

Wszedł do pokoju z dłonmi wsuniętymi w kieszenie. Usiadł wygodnie, spojrzał w kamerę i przez moment milczał, zastanawiajac się co ma powiedzieć, - Jestem Faithful - powiedział w końcu z uśmiechem na twarzy. - Co jest trochę rozczarowujące, i'm not gonna lie - Parsknął cicho pod nosem, po czym potarł palcami dolną wargę. - Ale dobrze. Mogę pracować z tym, co mam. Będę patrzył, słuchał i pozwolę innym popełniać błędy. A Kenzie... cóż. Kenzie właśnie albo popełniła pierwszy błąd sezonu, albo wykonała pierwszy bardzo sprytny ruch. Jeszcze nie wiem, która opcja jest prawdziwa. - Przez chwilę patrzył gdzieś obok kamery - wracając myślami do okrągłego stołu.- Eleanor wydaje się być bardzo silną uczestniczką, zdziwiłbym się gdyby Traitors się jej nie pozbyli - pochylił się odrobinę do przodu. - A Diego? Diego patrzy na nią za często. I wiem, wiem, to nie powinno mieć znaczenia w grze o sto tysięcy dolarów, kłamstwa i mordestwa, yaddiyaddayay... - jego uśmiech stał się delikatniejszy i wstając dorzucił tylko - Ale ma.
another day goes by
and all i see are lies
𝚜𝚘 𝚠𝚑𝚘 𝚊𝚛𝚎 𝚢𝚘𝚞, 𝚛𝚎𝚊𝚕𝚕𝚢?

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: śr lip 08, 2026 4:54 pm
autor: eleanor o'cahallan
Wanna make you mine

Zaczęła się zastanawiać, czy pójście do programu razem z Finnem było dobrym pomysłem. Jak miała skupić się na grze, kiedy Arden na każdym kroku rzucał jej wyzwania? Niski głos, bezczelny uśmiech, drapieżne spojrzenie… A oprócz tego doszedł jeszcze kolejny problem. Zazdrość. Powoli zaczynała nie dawać sobie z nią rady, a nie sądziła, że po zaledwie kilku spotkaniach będzie czuć… zazdrość… o Ardena. O każdy uśmiech. Spojrzenie. Dotyk. Nie wiedziała, że potrafiła być aż tak zaborcza, przecież Finn co chwila spotykał się z innymi kobietami… Może chodziło o fakt, że nie musiała oglądać jego spotkań na własne oczy, a tutaj był na wyciągnięcie ręki, ale jednak nieosiągalny? Cholera, jak miała trzymać zazdrość na wodzy w programie, w którym każdy musiał rozmawiać z każdym i budować sojusze? Miała ochotę zamordować Manuelę za same spojrzenia kierowane w stronę Finna, cholera! Ruda musiała zacisnąć palce na swoich perłach i wbić paznokcie w dłonie, żeby nie pokazać po sobie, jak bardzo irytował ją fakt, że Finn w tym programie nie należał wyłącznie do niej. Już nawet nie obchodziło jej, czy został Zdrajcą, mimo że na jego miejscu wyrzuciłaby siebie samą po jednym dniu, żeby ułatwić sobie grę.

A teraz jeszcze ta cała Kenzie. Durna, różowa landrynka. Ale, ale, chwila, moment, co powiedział Finn? Dobra, Eleanor, nie rozumiem, po co od razu te przytyki. Excuse me? Spojrzała na Finna, uniosła do góry jedną brew, i mimo że w środku odrobinę się zagotowała, na zewnątrz uśmiechnęła się jak aniołek. Aha, wszystko było jasne. Ardenowi spodobała się Kenzie. Uniosła dłonie do góry w obronnym geście. - Wybaczcie, myślałam, że to coś oczywistego - powiedziała, po czym wstała i poklepała Rusty’ego po ramieniu, bardzo delikatnie, jakby się go odrobinę brzydziła. - Na pewno mają pajnta, Rusty! - dodała jeszcze ze śmiechem, zanim posłała Finnowi krótkie, odrobinę niezadowolone spojrzenie przez ramię i tyle się widzieli.

Wszyscy uczestnicy udali się do pomieszczeń socjalnych. Rozmowy i toasty od razu wypełniły ciszę. Każdy szukał bezpiecznego kąta i pierwszych sojuszników, a Ela krążyła z drinkiem między jedną grupką a drugą. Oczywiście, że pomiędzy jednym łykiem a drugim, odnalazła w tłumie sylwetkę Ukochanego. Stał w grupie z Manuelą, która już zdążyła oczarować całą przestrzeń wokół niego, a Ela poczuła wzbierającą w niej falę irytuacji. Pięknie. Najpierw Manuela, potem Kenzie, teraz znowu Manuela. Zanim zdążyła wymyślić jakiś plan, aby go odciągnąć od Azjatki, obok niej zakręcił się Diego. Oparł się o ścianę obok Eleanor i spojrzał na nią jak na ciastko. - Na pewno jesteś lojalna, kwiatuszku, widzę to w twoich oczach - rzucił, nachylając się odrobinę zbyt blisko, jak dla Eli. Stłumiła śmiech i powstrzymała się od przekręcenia oczami. Kwiatuszku? For real? - Dziękuję, Diego - uśmiechnęła się, siląc się na uprzejmy ton, nie bardzo wiedząc, jak pozbyć się przystojnego natręta, zwłaszcza, że jej myśli cały czas zajmował ten drugi czarujący brunet. - Przyniosę ci coś do picia, seniorita - zaoferował się Diego. Chwała niebiosom! - Dobrze, dziękuję - powiedziała szybciutko, rzucając mu na odczepnego najsłodsze spojrzenie, na jakie było ją stać.

Gdy tylko Diego odwrócił się w stronę barku, Ela przemknęła obok pozostałych i udała się prosto do przestronnego holu. Musiała odetchnąć i przede wszystkim sprawić, żeby Diego nie znalazł jej zbyt szybko. Mimowolnie zaczęła przyglądać się dekoracjom i akurat przypatrywała się portretowi jakiejś księżniczki, kiedy ktoś pociągnął ją za ramię i wepchnął do pomieszczenia obok. Mój Boże, tylko nie to, oby to nie był Diego. Wzięła głęboki wdech i już miała zaprotestować, kiedy w przyciemnionym świetle pokoju… zobaczyła twarz Ardena. Na moment zabrakło jej tchu, gdy przycisnął ją do ściany, dominując nad nią swoją sylwetką, i złapał mocno za podbródek. Jeju, był tak bezczelny i pewny siebie, że Rudej zakręciło się w głowie. - A już myślałam, że właśnie chcesz mnie zamordować - odparła figlarnie i całkiem spokojnie jak na fakt, że serce biło jej oszalałe, a po ciele rozlała się fala obezwładniającego gorąca. Jęknęła mu cicho do ucha, gdy zacisnął dłoń na jej biodrze. Ślicznie wyglądasz. - Diego powiedział mi to samo - odpowiedziała przekornie. Skoro ona była zazdrosna przez cały wieczór, to chciała zobaczyć zazdrość również w jego spojrzeniu. Przymknęła jednak oczy, kompletnie kapitulując, gdy złożył na jej szyi kilka parzących pocałunków. Coraz bardziej mi się podobasz, płomyczku. - Mhm - wymruczała, odwzajemniając jego pocałunek i kompletnie tracąc kontakt z rzeczywistością. Och. Czy mówiła już, że mogłaby go całować do końca świata i jeden dzień dłużej...? Nie...?

Baby, don't be scared
Want you everywhere


I nagle, kiedy już wyciągała dłonie, aby zacisnąć je na jego karku, on się odsunął. Ojeju, czy naprawdę musiał się odsuwać? Otworzyła oczy, czując chłód w miejscach, gdzie przed chwilą były jego dłonie. Miała ochotę złapać go za koszulę i przyciągnąć z powrotem. Rozumiała, że byli w programie, że kamery, że sojusze… bla bla bla… ahhh. Przynajmniej na odchodne zdradził jej numer pokoju, więc musiała się bardzo dobrze zastanowić, czy zasłużył na odwiedziny dziś w nocy. No i czy w ogóle miała ochotę na małe łamanie zasad. Spoiler: miała, i to ogromną.

Odczekała dwie minuty, zanim również wyślizgnęła z pomieszczenia i stanęła oko w oko z… Sophie, która wyglądała na zdenerwowaną. - Nie ma tam łazienki - wyjaśniła Eleanor i wzruszyła ramionami. Nawet nie drgnęła jej powieka. - Wszystko w porządku? - dodała, mierząc dziewczynę uważnym wzrokiem. - Nie wiem - odpowiedziała Sophie. - Jeśli będziesz chciała porozmawiać… - dodała Ruda, ale przerwała, bo Sophie złapała ją za rękę. - Adam był dla mnie niemiły - wtrąciła Sophie i pociągnęła nosem. - Nie przejmuj się nim, to bałwan. A co ci powiedział? - spytała Elle i przestąpiła z nogi na nogę, przy okazji rozglądając się po holu, jakby wzrokiem chciała odnaleźć Adama i skopać mu dupę. - Nic. Nieważne, dziękuję, Elle - stwierdziła nagle Sophie i podążyła dalej korytarzem w kierunku łazienek.
k o n f e s j o n a ł

Eleanor wzruszyła ramionami. - Tak, bardzo szkoda mi Sophie, ale nie wiem, co zrobił Adam… Na pewno nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, to jakiś nadęty nudziarz, trzeba będzie go obserwować - rzuciła od niechcenia i strzepnęła niewidzialny pyłek ze swojej sukienki.
Niestety, chwila spokoju nie trwała długo, bo jak spod ziemi znowu wyrósł latynoski ogier. Boże. Czy w tym programie istnieli jeszcze inni uczestnicy? - Seniorita, wszędzie cię szukałem, przyniosłem ci drinka… - zaszczebiotał Diego, podsuwając jej pod nos szkło. - Ach, dziękuję, Diego, ale chyba napiję się wody, wzięłam leki na ból głowy… Chodź, porozmawiamy z resztą w saloniku - spławiła go zgrabnie, rzucając mu na osłodę ciepły uśmiech, po czym szybkim krokiem skierowała się w stronę grupy, żeby przypadkiem znowu nie spróbował odciąć jej od stada.

Po północy wszyscy wsiedli do samochodów i udali się do hotelu. Oficjalnie produkcja kazała im iść spać. Nieoficjalnie Elle miała inne plany na tę noc. Cierpliwie czekała do drugiej, żeby w końcu wyślizgnąć się ze swojego pokoju w samej bieliźnie (niebieska, Victoria’s Secret, jakby to kogoś interesowało), szlafroku i kapciach. Finn miał pokój piętro wyżej. Najciszej jak potrafiła, wślizgnęła się na klatkę schodową i pokonała dokładnie trzynaście stopni na górę, uważając, aby nikogo nie spotkać po drodze. Gdy znalazła się pod drzwiami jego pokoju, nawet nie zapukała, po prostu wślizgnęła się do środka - i bardzo dobrze, że Finn nie zamknął drzwi, bo już chwilę później ktoś zaczął przemierzać korytarz za drzwiami.

W pokoju panował półmrok, ale z łazienki dobiegał szum wody, co oznaczało, że Finn chyba brał prysznic… Och. Idealnie? Przekręciła zamek w drzwiach, usiadła grzecznie na fotelu w głębi pomieszczenia, po czym założyła nogę na nogę, pozwalając, aby poły szlafroka spoczęły miękko po obu stronach jej bioder, odsłaniając błękitną koronkę i zgrabne nogi. Miała czas, prawda? Ano miała. A cierpliwość była podobno kluczem do sukcesu.

No i gdy kilka minut później Finn nareszcie wyłonił się z łazienki, uśmiechnęła się i puściła mu perskie oczko. Miała nadzieję, że wyglądała jak prezent na tym fotelu. - Nie ma tam przypadkiem Manueli? Albo Kenzie? - spytała zadziornie i wychyliła głowę do przodu, jakby chciała zajrzeć do pomieszczenia znajdującego się za Ardenem i upewnić się, że wredne zołzy nie wprosiły mu się do pokoju. - No chyba że lubisz się dzielić? - dodała po chwili, nie ruszając się z miejsca.

Closer I get
Can you resist?
It's relentless


𝑚𝑎𝑘𝑒 𝑦𝑜𝑢 𝑚𝑖𝑛𝑒

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: ndz lip 12, 2026 4:10 pm
autor: Finn Arden
i lost myself in her again but I don't care
even when I'm all alone she's standing there


Kurde, powinien był skupić się na grze.

Powinien obserwować ludzi, zapamiętywać ich reakcje i zastanawiać się, kto wcześniej poczuł dłoń Karine na swoim ramieniu. Zamiast tego od dobrych kilkudziesięciu sekund obserwował, jak Diego ponownie krąży wokół Eleanor niczym jakiś cholerny sęp w przyciasnej koszuli. Kurwa, czemu on tak dobrze wyglądał? Goddamit.

Seniorita.
Kwiatuszku.

Miał ochotę zwymiotować. Najgorsze było jednak to, że nie mógł po prostu podejść, objąć Eleanor w pasie i powiedzieć temu napalonemu idiocie, żeby znalazł sobie inną kobietę do obśliniania wzrokiem. Nie mógł zrobić tego pierwszego dnia, kiedy każda relacja mogła zostać wykorzystana przeciwko nim. Gdyby ludzie zorientowali się, że znali się wcześniej, staliby się łatwym celem. Para zawsze wyglądała podejrzanie, no bo wtedy przecież mogła sie chronić, głosować razem i przekazywać sobie informacje. Dlatego stał przy barku, udając, że słucha wywodu Steve’a o tym, dlaczego Rusty na sto procent był zdrajcą, ponieważ nikt normalny nie mówił tyle o pajntach piwka, woophs. - Mhm - mruknął tylko, nie odrywając wzroku od złośnicy.

Eleanor znowu uśmiechnęła się do Diego. Tylko dlaczego robiła to tym swoim grzecznie wyuczonym uśmiezskiem, który Finn znał już wystarczająco dobrze??? Mimo wszystko coś nieprzyjemnie zacisnęło mu się w żołądku. Może dlatego, że Diego nie wiedział, że ten uśmiech był fałszywy (miał taką kurna nadzieję). Pewnie już wyobrażał sobie ich wspólne wakacje gdzieś w ciepłych krajach i gromadkę dzieci. Arden wypił resztę drinka jednym haustem. To było absurdalne. Zazdrość absolutnie do niego nie pasowała. Przecież sam jeszcze kilkanaście minut wcześniej pozwalał Manueli dotykać swojego ramienia. Co prawda wyłącznie dlatego, że nie chciał odtrącać potencjalnego sojusznika, ale Eleanor o tym nie wiedziała. Czy właśnie dlatego rzuciła mu tekstem o Diego? Chciała go u k a r a ć?
Sprytna mała diablica.
Kącik jego ust drgnął, choć uśmiech zniknął niemal natychmiast, kiedy zauważył Sophie wychodzącą z korytarza. Dziewczyna wcześniej wyglądała na zdenerwowaną, ale teraz sprawiała wrażenie podejrzanie spokojnej. Finn zmrużył oczy. To mogła być zwykła panika. Hm, podejrzane. Sophie trafiała na jego listę. Zaraz pod Kenzie. I zdecydowanie nad Diego, którego Finn nie podejrzewał o bycie zdrajcą. Podejrzewał go jedynie o bycie irytującym kutasem. Już pomińmy sam fakt, że gdziekolwiek Eleanor się znalazła, Finn dzielnie kroczył w te samo miejsce, niby przypadkiem rozmawiając z innymi uczestnikami do końca wieczoru. Z tyłu głowy tylko miał jej piękne oczy, w które się przyglądał wtedy w gabinecie i miał nadzieję, że skorzysta z jego propozycji.
k o n f e s j o n a ł
Usiadł wygodnie w fotelu i spojrzał prosto w kamerę. - Jestem gotowy jutro wyśledzić wszystkich zdrajców - oznajmił z cwaniackim uśmieszkiem. - Ale najpierw muszę zająć się wyrzuceniem z głowy pewnego distraction. - Puścił perskie oczko do kamery, po czym podniósł się z fotela i wyszedł z pomieszczenia.
Wyszedł z łazienki, przecierając ręcznikiem mokre włosy. Miał na sobie jedynie luźne dresowe spodnie, które wisiały nisko na biodrach, a po jego klatce piersiowej wciąż spływały pojedyncze krople wody. Był kurewsko zmęczony, ale jego umysł ani przez chwilę nie przestawał analizować wydarzeń z całego dnia. Kenzie. Sophie. Adam. Diego. Szczególnie pieprzony Diego. Zatrzymał się jednak w pół kroku, kiedy dostrzegł sylwetkę siedzącą w fotelu i usłyszał ten melodyjny glosik. Przez sekundę był przekonany, że zmęczenie zaczęło płatać mu figle. Zamrugał kilkakrotnie, dokładnie tak samo jak przy okrągłym stole, za co prawdopodobnie znowu zostałby uznany za traitora. Eleanor siedziała tam z nogą założoną na nogę, wyglądając jak najpiękniejsza pułapka, w jaką kiedykolwiek miał przyjemność wpaść. Błękitna koronka od razu przyciągnęła jego wzrok. Oh. Naprawdę przyszła. Powoli opuścił ręcznik, a jego spojrzenie przesunęło się po odsłoniętych nogach rudowłosej i zatrzymało na koronkowej bieliźnie, a następnie powróciło na jej twarz. Cholera jasna. Produkcja powinna była uprzedzić go, że największym zagrożeniem w tym programie nie będą zdrajcy, tylko pewna ruda prawniczka. - Manuela wyszła pięć minut temu - odpowiedział całkowicie poważnym tonem, po czym rzucił ręcznik na oparcie łóżka.

Nie pozwolił jej jednak długo cieszyć się własnym żartem. Podszedł do drzwi, sprawdził zamek i dopiero wtedy ruszył w jej stronę, powoli. Chciał nacieszyć się tym widokiem, szczególnie po całym wieczorze udawania, że nie obchodziło go, kto kręcił się obok niej. Zatrzymał się przed fotelem i pochylił nad Eleanor, opierając dłonie na podłokietnikach po obu stronach jej ciała. - Kenzie czeka pod łóżkiem - dodał ciszej. - Powiedziałem jej, że może wyjść, kiedy z tobą skończę. - Kącik jego ust uniósł się w bezczelnym uśmiechu, ale spojrzenie pozostało skupione wyłącznie na niej. Przez chwilę nic nie mówił. Po prostu patrzył, jak siedziała przed nim w rozchylonym szlafroku, najwyraźniej przekonana, że to ona kontrolowała sytuację. Cute. Naprawdę przesłodkie. - A co do dzielenia się... - zaczął, przesuwając palcami po nagim udzie Eleanor. - Nie. - zacisnął lekko palce na jej nodze i nachylił się jeszcze bliżej, aż ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. - Nie lubię się dzielić - mruknął, muskając nosem jej policzek. - Szczególnie tobą. - Czy miał prawo mówić coś takiego? Prawdopodobnie nie. Ich relacja nie miała zadnych rozsądnie ustalonych zasad lub granic. On spotykał się na codzien z klientami, a ona mogła robić to czego dusza zapragnęła. W praktyce sam widok Diego pochylającego się nad nią sprawił, że Finn przez pół wieczoru zastanawiał się, jak trudno byłoby upozorować jego przypadkowe zniknięcie.. ups? - Chociaż to niezwykle interesujące, panienko O'Cahallan - dodał, przesuwając dłoń wyżej, pod materiał jej szlafroka. - To ty siedzisz w środku nocy w moim pokoju i pytasz o dwie kobiety, które nie zrobiły na mnie nawet najmniejszego wrażenia… - Wyprostował się odrobinę, żeby spojrzeć jej prosto w oczy. - Jesteś zazdrosna, płomyczku?

she's my best mistake
and I like paying for it

𝚙ł𝚘𝚖𝚢𝚌𝚣𝚎𝚔

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: ndz lip 19, 2026 1:29 am
autor: eleanor o'cahallan
Oh my.


Gdy tylko Finn wyszedł z łazienki, zmierzyła wzrokiem całą jego sylwetkę i w ciągu sekundy zrobiło jej się gorąco. Te wilgotne włosy, powoli spływające po klatce piersiowej krople i dresy wiszące nisko na jego biodrach… Jezu, jak facet mógł wyglądać tak cholernie seksownie w zwykłych spodniach dresowych? Normalnie reagowała tak tylko i wyłącznie na facetów w garniturach. Zresztą, Arden w ogóle nie wpisywał się w kanon mężczyzn, z którymi zwykle się widywała, o ile akurat nie celebrowała życia wiecznej singielki - nudziarz, sztywniak, duży portfel. Finn był inny i to było w nim najbardziej niebezpieczne. Po chwili uśmiechnęła się z satysfakcją, gdy zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, tak samo jak ona jego kilka sekund wcześniej. Właśnie tego oczekiwała.


A t e n c j i .


Nie było jej jednak dane rozkoszować się atencją zbyt długo, ponieważ Arden bardzo szybko podjął jej grę. Zmrużyła oczy. Manuela wyszła pięć minut temu. Nie odpowiedziała. Oczywiście, że kłamał, ale przekręciła oczami dopiero w momencie, kiedy odwrócił się do niej plecami, żeby podejść do drzwi i sprawdzić zamek. Ojeju, a kiedy z powrotem odwrócił się w jej stronę, postąpił kilka kroków do przodu i nachylił się nad fotelem, na którym siedziała… serce jej przyspieszyło. Kenzie czeka pod łóżkiem. Uniosła wyzywająco jedną brew. - Pod łóżkiem? Cóż, może w końcu się czegoś nauczy - mruknęła zadziornie, mimochodem zgarniając swoje rude kosmyki za ucho. Nie miała zamiaru odpuszczać. Skoro już podjęła tę grę, zamierzała brnąć w nią do samego końca. Nagle palce Finna zacisnęły się na jej nagim udzie i zaczęły przesuwać się coraz wyżej. Jego dotyk palił jej skórę, a bliskość sprawiała, że nie potrafiła skupić się na wymyśleniu żadnych innych błyskotliwych odpowiedzi. Przymknęła na chwilę oczy w momencie, gdy Arden delikatnie musnął nosem jej policzek. Ahhh. Nie mogła się skupić na jego słowach. Dlaczego tak na nią działał? Nie lubię się dzielić. Szczególnie tobą. Ahhh. - A co jeśli ja też nie lubię się dzielić? - odpowiedziała ciszej, odrobinę zbyt szybko niż powinna, przy okazji przechylając głowę na bok i posyłając mu długie, znaczące spojrzenie. To pytanie miało drugie dno, którego na razie niby preferowała głośno nie analizować, ale... jakoś samo jej się to wypsnęło.

You've been craving for me
Don't deny


Cholera, nie rozumiała, dlaczego w ogóle to powiedziała, a po drugie... dlaczego zaczynała odczuwać lęk, który znów usiłowała zakopać w środku? Zazwyczaj to ona była tą stroną, która dyktowała warunki, bawiła się facetami i pociągała za sznurki, nie angażując w to głębszych emocji. Tymczasem Arden… ustawiał ją tak, jak chciał, za pomocą jednego chłodnego spojrzenia i zaledwie kilku aroganckich słów. Czuła się przy nim bezbronna i obnażona ze swojej pewności siebie - i to było jednocześnie najgorsze, a zarazem najbardziej uzależniające uczucie na świecie.

A przecież… Ich relacja nie miała żadnych ram. Nie byli nawet klasycznymi friends with benefits - nie sypiali ze sobą, a cała ta chora relacja opierała się na elektryzującym flircie i kradzionych pocałunkach. Ela szczerze wątpiła, by była teraz gotowa na jakikolwiek związek, bo to oznaczało masę zobowiązań, przed którymi zawsze uciekała, a jednak… gdzieś głęboko w środku… skręcało ją na samą myśl, że Finn mógłby uwodzić inne kobiety w dokładnie ten sam sposób. Chciała być jedyna. Chciała go na własność, nawet jeśli sama nie mogła dać mu nic w zamian. Westchnęła cicho, gdy jego dłoń wsunęła się głębiej pod materiał szlafroka. Cholera. Musiała coś natychmiast zrobić, zanim kompletnie stopnieje pod jego dotykiem. Otworzyła oczy i wbiła w niego swoje drapieżne spojrzenie.

To ty siedzisz w środku nocy w moim pokoju i pytasz o dwie kobiety, które nie zrobiły na mnie nawet najmniejszego wrażenia… Jesteś zazdrosna, płomyczku?

Zamiast przyznać mu rację i wyłożyć karty na stół, postanowiła odbić piłeczkę. - Siedzę w środku nocy w twoim pokoju, bo mnie zaprosiłeś, pamiętasz? - przypomniała, nie odpowiadając na jego pytanie, choć oboje wiedzieli, jak było naprawdę. Chciała zagarnąć go tylko dla siebie i już dawno przestała się z tym kryć. - Masz bardzo wysokie ego, Arden - dodała, po czym skrzyżowała ręce na piersi i przygryzła prowokacyjnie dolną wargę, patrząc na jego usta. Napięcie między nimi stało się tak gęste, że… Ahh. Nie mogła już dłużej trzymać rąk przy sobie. Pękła. Zanim jednak straciła resztki rozsądku, w jej głowie zakiełkował szatański plan. Skoro on mógł sobie z nią pogrywać, ona zamierzała podnieść stawkę do granic możliwości, żeby doprowadzić go do szaleństwa, zniszczyć jego pozorny spokój i sprawić, by tej nocy zapomniał o całym bożym świecie. Uniosła dłonie, oplotła palce wokół jego karku i szarpnęła go lekko w dół. Pocałowała go - szybko i zachłannie - jakby chciała dać mu jasny sygnał, do kogo należał tej nocy. Czekała na tę chwilę od momentu, gdy zostawił ją samą w tamtym pokoju. Całowała go tak chwilę, wkładając w ten gest całą swoją niecierpliwość i frustrację z dzisiejszego dnia, głęboko i niemal agresywnie, nawet rozchyliła wargi, zapraszając go do tej niebezpieczniej gry, i... zaraz przerwała, ale nie odsunęła się od jego ust. Jej oddech był szybki, a serce biło nierówno. Czas na realizację planu. - Brakuje tylko Diego - wyszeptała prosto w jego usta, zanim powoli musnęła je ponownie w oczekiwaniu na jego reakcję.

Nie miała za grosz instynktu samozachowawczego? Prawda. Chciała zobaczyć jego pazury? Prawda. Chciała, żeby pokazał jej, jak bardzo był zaborczy i jak bardzo nie lubił się nią dzielić? Prawda. Chciała, żeby w końcu wziął to, co od dawna należało do niego?

Też prawda.

Let me be yours for the night
I'll make sure you'll be so in love


𝑚𝑎𝑘𝑒 𝑦𝑜𝑢 𝑚𝑖𝑛𝑒

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: ndz lip 19, 2026 2:50 pm
autor: Finn Arden
did i leave a little mark
on your neck?


To, że miał wygórowane ego, nie zdziwiłoby chyba nikogo. Finn doskonale wiedział, jak wyglądał, a przez lata wyrobił sobie umiejętność komunikowania się z ludźmi do tego stopnia, że potrafił stać się dokładnie tym, kogo dana osoba chciała przed sobą zobaczyć. Czaruś, któremu można było się zwierzyć. Bezczelny dupek, jeśli ktoś właśnie tego potrzebował. Uroczy chłopak z sąsiedztwa albo niebezpieczna fantazja, o której później nie dało się zapomnieć. Przy Eleanor jednak po raz pierwszy od bardzo dawna był po prostu s o b ą.

Momentami go to krępowało. Sprawiało, że czuł się niemal jak jakiś impostor, bo przecież dawno nie zdarzyło mu się tak po prostu być. Bez odgrywania roli. Bez zastanawiania się, czego oczekiwała od niego druga osoba i jak najlepiej jej to dać. Przy niej nie musiał niczego kalkulować. Reagował instynktownie, czasami może nawet zbyt szczerze, a ona za każdym razem zdawała się wyciągać z niego coś, o czego istnieniu sam nie miał pojęcia. Uwielbiał, jak zadziornie mu odpowiadała. Jak unosiła kącik tych ponętnych ust, a w jej oczach pojawiał się błysk, od którego nie potrafił oderwać spojrzenia. Nachylił się nad nią z uśmiechem. - A czego ją nauczysz? - Zacisnął dłoń na jej udzie, po czym powoli przesunął opuszki wyżej po nagiej skórze, wyczuwając pod nimi rozlewające się ciepło. Ich relacja nie opierała się na seksie. Jeszcze nie. Bardziej na skradzionych pocałunkach i nieustannym sprawdzaniu, które z nich dłużej wytrzyma atmosferę budowaną pomiędzy nimi. To ciche napięcie gęstniało z każdym urywanym oddechem, każdym spojrzeniem i kolejnym pocałunkiem, który zawsze trwał odrobinę zbyt krótko. Przysunął się bliżej i przesunął nosem po jej policzku. Uwielbiał jej zapach. Pachniała tak cholernie słodko.

''A co, jeśli ja też nie lubię się dzielić?''

Odsunął się na moment, nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu, który rozlał się po jego oliwkowej twarzy. Oh. Czyli jednak była zazdrosna. Wiedział to wcześniej, oczywiście, że wiedział, ale usłyszenie tego z jej ust było o wiele bardziej satysfakcjonujące, niż powinno. - Nie musisz się mną dzielić, firefly - odpowiedział ciszej. Wsunął dłoń w jej płomienne włosy i delikatnie zacisnął na nich palce. Drugą objął jej policzek, po czym pochylił się i pocałował ją długo, bez pośpiechu. Muskał jej usta czule, raz po raz pogłębiając pocałunek, aż z każdym kolejnym ruchem robiło mu się coraz goręcej. Oderwał się dopiero wtedy, kiedy naprawdę musiał zaczerpnąć powietrza. Działała na niego jak narkotyk. Jakaś chora substancja, która wraz z każdą spędzoną razem chwilą rozprzestrzeniała się po jego organizmie. Najgorsze było jednak to, że kiedy nie znajdowała się blisko, zaczynał za nią tęsknić. Brakowało mu jej głosu, tego irytująco zadowolonego uśmieszku, który pojawiał się na jej twarzy za każdym razem, kiedy udało jej się go zaskoczyć.
Potrzebował kolejnej dawki.
Ta rudowłosa złośnica wkroczyła do jego życia i przewróciła je do góry nogami w momencie, którego nigdy by się nie spodziewał. Jeszcze nie tak dawno temu dzisiejszy wieczór spędziłby pewnie na jakimś zleceniu. Z pewnością nie w hotelu, biorąc udział w programie rozrywkowym z kobietą, którą na dobrą sprawę uprowadził kiedyś z klubu. Dla jej własnego dobra, rzecz jasna. A teraz pragnął jej bardziej, niż kiedykolwiek pragnął kogokolwiek innego. Cień zazdrości tlący się w jej błękitnych oczach was doing things to him, okay? W tej wersji Eleanor wyglądała jeszcze bardziej seksownie. Pokazywała mu cechy, których wcześniej nie miał okazji poznać, a świadomość, że potrafiła być o niego zaborcza, działała na niego zdecydowanie zbyt dobrze. Parsknął śmiechem, gdy odpowiedziała zadziornie na jego pytanie, robiąc z niego skończonego idiotę. - No tak, zaprosiłem cię - odparł, jakby naprawdę zapomniał o propozycji, którą złożył jej wcześniej w gabinecie. Oczywiście, że nie zapomniał. Myślał o niej bez przerwy, odkąd tylko skończyli nagrania. Zastanawiał się, czy rzeczywiście przyjdzie. Czy może zostawi go samego tylko po to, żeby następnego ranka patrzeć, jak próbował ukryć rozczarowanie.

now i'm in your wet dreams...
you said you don't know what it means...


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


𝓯𝓲𝓻𝓮𝓯𝓵𝔂

are you a Faithful… or are you a Traitor?

: wt lip 28, 2026 3:15 pm
autor: eleanor o'cahallan
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


𝑚𝑎𝑘𝑒 𝑦𝑜𝑢 𝑚𝑖𝑛𝑒