29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I wish that I could lie
But my mind gets in the way


Minęły jakieś trzy tygodnie od ostatniego razu, kiedy spotkał się z Eleanor o irlandzkim nazwisku, którego tak cholernie ciężko było mu wymówić. Miał jej numer telefonu. Bardzo kusiło go, żeby do niej napisać, jednak coś mu mówiło, że byłby to zły pomysł. No bo… jak to możliwe, że nie mógł przestać myśleć o kobiecie, którą zobaczył pierwszy raz na oczy, z którą jadł burgery z Wendy’s i droczył się dosłownie przez większość wieczoru? Starał się sobie to jakoś wytłumaczyć w logiczny sposób, no ale jak tylko myślał, że miał na to odpowiedź, to szybko jednak się z niej wycofował.
Finnegan robił krok naprzód, ona robiła dwa. Próbowali sobie dotrzymać kroku, jakby brali udział w jakimś cholernym tangu, które każda ze stron uparcie próbowała prowadzić po swojemu. Więc… Arden, jak to Arden, postanowił rozegrać partię kart po swojemu i ją zignorować... chociaż była jedyną osobą, która przez cały ten czas wypełniała jego myśli.

Wychodząc z kolejnego zlecenia, podczas którego miał udawać oddanego partnera, wyszedł na świeże powietrze. Temperatura była cholernie wysoka. Poluzował krawat i odpiął kilka guzików koszuli, sięgając do kieszeni marynarki po telefon. Nie zastanawiając się zbyt długo, kliknął kontakt zapisany jako 'ognik'. Poczekał kilka sygnałów, aż w końcu usłyszał dźwięk oznaczający, że odebrała. - No proszę, ile trzeba czekać, aż odbierzesz telefon? - zapytał z nonszalanckim uśmieszkiem na twarzy, powoli idąc przed siebie i trzymając telefon przy uchu. - Pamiętasz, jak oglądaliśmy The Traitors? - rzucił, unosząc wzrok ku niebu. Pomimo dość późnej godziny wyglądało zajebiście pięknie. - W przyszłym tygodniu są castingi. Załatwiłem nam miejsce - dodał po chwili, jakby zupełnie go nie obchodziła czy przypadkiem nie miała już żadnych planów - Chcesz pójść tam razem i udawać, że się nie znamy? - No bo przecież wspominała, że chciała wziąć udział. A gdyby udało im się tam dostać, oznaczałoby to, że mógłby ją bliżej poznać. Nie, żeby tego chciał. Musiał po prostu trzymać na nią oko. W końcu nie chciał, żeby ośmieszyła się przed całą Kanadą. Prawda?

Prawda??


𝑜𝑔𝓃𝒾𝓀
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I'm mad at Disney, Disney
They tricked me, tricked me


Minęły bite trzy tygodnie, od kiedy z pełną premedytacją usunęła jego numer z komórki, bo nie chciała napisać do niego jako pierwsza. Chciała, żeby za nią zatęsknił i wykazał jakikolwiek effort, ale już po dwóch dniach doszła do wniosku, że się przeliczyła. Tylko kilka razy dała się wyciągnąć koleżankom do tego samego klubu, w którym spotkali się po raz pierwszy - na szczęście, nie spotkała go ani razu i mogła z powrotem rzucić się w wir pracy i imprez, tym razem omijając The Fifth Social Club szerokim łukiem. Najwyraźniej nie zawróciła Finnowi Ardenowi w głowie tak samo jak on jej.

No i w pewien gorący majowy wieczór, gdy siedziała nad stosem nudnych akt w kancelarii, jej telefon nagle zawibrował na biurku. Nie miała zapisanego w komórce tego numeru, ale uznała, że dzwonił jeden z klientów w celu umówienia spotkania lub uzupełnienia akt. Odetchnęła ciężko, przetarła zmęczone oczy i odebrała. - Eleanor O'Cahallan przy telefonie, słuch...? - rzuciła, ale urwała wpół słowa. No proszę, ile trzeba czekać, aż odbierzesz telefon? Och. Znała ten głos. - Arden...? - dodała, po czym z wrażenia zrzuciła segregator na podłogę i telefon wypadł jej na moment z ręki, ale złapała go w locie. Zanim jednak zdążyła zebrać myśli i rzucić jakąś złośliwą uwagę o tym, że dżentelmeni nie każą na siebie czekać przez trzy tygodnie, on po prostu dalej jechał ze swoim monologiem, jakby widzieli się wczoraj.

Pamiętasz, jak oglądaliśmy The Traitors? W przyszłym tygodniu są castingi. Załatwiłem nam miejsce. Chcesz pójść tam razem i udawać, że się nie znamy? Zamurowało ją. Otworzyła usta, ale przez pierwsze trzy sekundy nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Przeniosła wzrok z papierów na ścianę, kompletnie oszołomiona. Co?! Czy ten facet właśnie zadzwonił do niej po prawie miesiącu milczenia, żeby zaproponować jej udział w PROGRAMIE TELEWIZYJNYM? - Cooo? - wykrztusiła w końcu i poprawiła się na krześle. Zaraz jednak na jej twarzy pojawił się nikczemny uśmiech. - Tęskniłeś za mną - stwierdziła nagle, chichocząc pod nosem. Musiał za nią tęsknić. Myślał o niej przez bite trzy tygodnie. Załatwił im casting do Traitors, mimo że powiedziała mu tylko raz, że uwielbiała ten program... Pamiętał o niej. No i nie usunął jej numeru. Słodziak. Ogarnij się, Eleanor. Odchrząknęła i spoważniała, bo tego wymagała sytuacja, nie mogła zgodzić się tak od razu, heloł. - Nie odzywasz się trzy tygodnie, zero znaku życia, kompletna cisza i nagle dzwonisz z tekstem, że załatwiłeś nam casting do The Traitors? Finn. Jak to: załatwiłeś? - uniosła do góry jedną brew, po czym oparła głowę na łokciu i zaczęła bawić się długopisem, boooo... kurczę, zadzwonił do niej. Miło było usłyszeć jego głos po tej przerwie, mimo że była na niego jednocześnie wkurzona i... a, nieważne. Poza tym... The Traitors? Kurczę, już wcześniej chciała zgłosić się do tego programu, ale... czy powinna się zgadzać? Hmmm...

ℎ𝑎𝑛𝑑𝑠𝑜𝑚𝑒
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

i had a dream,
it was a real thing

Nie myślał o niej. Wcale. Skąąąąąądże.

Może tylko w jakichś randomowych momentach sobie o niej przypominał. Na przykład wtedy, gdy zobaczył gdzieś rudą falę włosów. Albo gdy dodawał cytrynę do herbaty. Albo gdy mijał Wendy’s. Albo gdy znalazł jedną z jej gumek we wnętrzu kanapy, robiąc porządek w mieszkaniu. Zabawne, jak bardzo dbał o porządek w swoim mieszkaniu, skoro w głowie pozwolił jej zrobić absolutny burdel. Weszła tam bez zaproszenia, w tych swoich wysokich obcasach, rozgościła się bezczelnie i zostawiła po sobie dokładnie taki sam rozgardiasz jak wtedy, gdy następnego ranka opuściła jego mieszkanie.

Arden nie przywiązywał się do ludzi. Byli raczej czymś w rodzaju dodatku do jego codziennego życia. Jego własną, osobistą formą rozrywki. Nie pozwalał sobie na więcej. Nie pozwalał sobie na rozmyślanie o drugiej osobie. Na jakieś cholerne przerwy w ciągu dnia, żeby zastanawiać się, czy ta długonoga świruska wypiła wystarczająco dużo wody, czy znowu wariuje po parkietach, prawie narażając się na kolejne niebezpieczeństwo.

Kurwa.

No robił to, co nie? Wszystko, czego tak bezwiednie przestrzegał, wszystkie zasady, których starał się nie naginać, rozwalił w momencie, w którym ją poznał. Tę cholerną Eleanor O’Cahallan. Nie mógł nawet zwalczyć delikatnego uśmiechu, kiedy usłyszał jej głos. I to, jak słodko się przedstawiła, pewnie myśląc, że rozmawia z kimkolwiek innym, byle nie z nim. Po chwili jednak wrócił do swojej mystery persony i prychnął pod nosem. - We własnej osobie - odezwał się, uśmiechając nonszalancko sam do siebie, a po chwili dodał, - Doczekać się nie mogłaś tego telefonu, co? - Zaśmiał się cicho, bo tak naprawdę sam cholernie chciał się odezwać. No ale z czym? ''Co tam, mała?'' Jakimś gównianym pick-up line’em? To nie było w jego stylu. Sam fakt, że załatwił im miejsce w castingu do The Traitors, wydawał mu się wyśmienitą wymówką do przedzwonienia. No geniusz.

Słysząc jej stwierdzenie, że RZEKOMO za nią tęsknił, tylko prychnął. - Whatever - wyrzucił z siebie, a po chwili wyjaśnił jej cel swojego telefonu. Przewrócił oczami, przykładając palce do skroni, i westchnął głośno, słuchając jej. Już prawie chciał się rozłączyć, kiedy nagle… ooo. Zaciekawienie? Uśmiechnął się pod nosem. - Tak jest, ogniku - zaśmiał się. - Miałem klientkę. Okazało się, że pracuje przy wyborze castu, więc tak na dobrą sprawę to dla nas tylko formalność. - Uśmiechnął się, drapiąc z tyłu głowy. - Babka nie będzie mogła przestać o mnie myśleć przez długie tygodnie, więc you’re welcome, redhead - dodał jeszcze, zanim zapytał, - Co robisz? Chcesz coś zjeść? Jestem właśnie w Distillery District. - Zapytał niby od niechcenia, ale prawda była taka, że cholernie chciał ją zobaczyć.
maybe i'm such a dreamer
maybe it won't be real
𝑜𝑔𝓃𝒾𝓀
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

met a cool guy,
on an out to get you night
must've known i'm bored
by the friends at my side


Kluby, głośna muzyka, nowe twarze i przygodne znajomości na jedną noc, po których kolejnego ranka nie pamiętała nawet imienia faceta leżącego obok? Nic nowego. Ot, czysta zabawa, reset po ciężkim tygodniu i ucieczka od codziennego życia. Ludzie pojawiali się i znikali, ale była do tego przyzwyczajona, dlatego do nikogo się nie przywiązywała.

A z Finnem, cholera, wszystko było inaczej. Nigdy nie myślała tak długo o jednej osobie.

Minęły trzy tygodnie, a on wciąż tkwił w jej głowie. Wciąż czuła smak jego ust, mimo że już dawno powinien być tylko wspomnieniem. Myśli o nim pojawiały się w najmniej oczekiwanych momentach - gdy analizowała nudne pisma procesowe, gdy zamawiała kawę w Starbucksie i gdy brała prysznic wieczorem. A imprezy? Od trzech tygodni każda z nich okazywała się jednym wielkim niewypałem. Każdy nowy facet, którego poznała, był nudny, przewidywalny i pozbawiony... tego czegoś, czym emanował Finn. Nie wiedziała, czy chodziło o jego pewność siebie, urok osobisty czy fakt, że potrafił zirytować ją w minutę? A może chodziło o inny rodzaj cholernego magnetyzmu, na który leciała? Fuck. Nie miała pojęcia. Po prostu nikt nie był nim i to wkurwiało ją najbardziej, bo w końcu poznała mężczyznę nie do zastąpienia.

Doczekać się nie mogłaś tego telefonu, co? - Chciałbyś, kocie - prychnęła rozbawiona, po czym założyła nogę na nogę i przełożyła telefon z jednego ucha do drugiego, żeby chwycić długopis prawą ręką. Mimowolnie zaczęła bazgrać jakieś kwiatuszki na marginesie swojego notatnika, bo tak było jej łatwiej skupić się na rozmowie. - Wiesz, dobrze się złożyło, bo miałam dużo pracy… całkiem wyleciałeś mi z głowy - przyznała po chwili, niby od niechcenia. Ciekawe, czy zdawał sobie sprawę, że kłamała? Poza tym, chwila moment. Czy on właśnie powiedział - Whatever? Mhm, taa, whatever. Ona wiedziała swoje. Dla niego było to takie samo whatever jak dla niej miałam dużo pracy. Zaśmiała się pod nosem i kontynuowała bazgroły, słuchając grzecznie jego historii o castingu. Jak dobrze, że jej teraz nie widział, bo nie mogła przestać się uśmiechać, mimo że gadali o całkowitych głupotach. No, jeśli głupotami można nazwać bycie chłopcem do wynajęcia i urabianie producentki telewizyjnej czy kogoś tam o casting dla dwojga. - Klientkę, tak? Więc teraz tak to się nazywa, Arden? Używasz swojego uroku osobistego do załatwiania nam wejściówek do reality show? - spytała z uśmiechem, po czym westchnęła, ale z takim... rozmarzeniem w głosie, bo już widziała siebie w miejscu nagrywek. Cholera, zajebiście to brzmiało. - Skoro jesteś taki skuteczny, to mam pytanie. Spotykasz się może z jakąś właścicielką biura podróży? Marzą mi się wakacje. Najlepiej jakieś tropiki, żebym mogła oglądać cię bez koszuli... - kontynuowała, ale odrobinę ściszyła głos, bo nie była pewna, czy została w biurze sama, fuck. Wstała, podeszła do drzwi, rozejrzała się niepewnie, no i mimo że nikogo nie zobaczyła, to zamknęła je i oparła się o nie jak jakaś nastolatka.

Co robisz? Chcesz coś zjeść? Jestem właśnie w Distillery District. Omójboże, chciał się z nią spotkać? Tu i teraz? Bez zapowiedzi? Gdy miała na sobie byle jakie spodnie i koszulę? Przygryzła na moment dolną wargę i wydała z siebie krótkie "Ummm...". - Jestem jeszcze w kancelarii, ale mogę wyskoczyć coś zjeść - zadecydowała po chwili. - Philips and Gardner LLP, mówi ci to coś? Możesz po mnie przyjść albo podjechać, jak ci pasuje - dodała. Chęć spotkania z nim okazała się silniejsza niż jakiś tam strój, lol, co z nią było nie tak?

ℎ𝑎𝑛𝑑𝑠𝑜𝑚𝑒
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Something is missing in my chest,
I think I need a medic

Życie potrafiło zaskakiwać, co? Życie przewrotne jest, czy jak to tam powiedzenie szło. No cholera, co by to nie było, zaskoczyło go z taką szybkością, że Arden, pomimo tego, iż był zazwyczaj bardzo stoicką i opanowaną osobą… no, nie dawał sobie rady. Spotkania z klientami coraz częściej uciekały mu myślami do tej cholernej złośnicy, która przekręciła jego życie do góry nogami. Wyobrażał sobie, jak przyjemnie jego dłonie odpoczywały na jej talii. Jak te ogniki w jej oczach tliły się za każdym razem, gdy mu odpyskiwała, gdy tupała nóżką, bo chciała, żeby wszystko było tak, jak ona sobie wymyśliła. Już chyba wtedy zdał sobie sprawę, że poznał godnego siebie przeciwnika. Kogoś, kto nie będzie dostawał wszystkiego, czego zapragnie. Ale działało to też w drugą stronę, bo on również musiał przyzwyczaić się do tego, że nie wszystko będzie tak, jak on to sobie w głowie poukładał. Nie miał przed spotkaniem z nią rozpisanego grafiku oczekiwań. Tego, co lubiła, czego nie lubiła, co należało powiedzieć, a czego absolutnie unikać. Nie była płacącą klientką. Była czymś w rodzaju bólu głowy, którego chciał się pozbyć, ale nie mógł. Migreną, o. Każda myśl o niej doprowadzała go do pieprzonej migreny. Czy był skłonny żyć z tą świadomością? Możliwe. Nie twierdził, że nie. Nie twierdził też, że tak. Zdecydował, że zobaczy, co los przyniesie po tej rozmowie.

Uśmiechnął się pod nosem, słysząc, jak nazwała go kotem. - Meow - wyrzucił z siebie niby to nonszalancko, przejeżdżając dłonią po włosach i w myślach parskając śmiechem. To, co z nim robiła, było absolutnie nie do wytrzymania i jeszcze trudniejsze do wytłumaczenia. Uniosł brew, słysząc jej kolejną odpowiedź. - Kłamczucha - nie dał jej nawet dokończyć ostatniego słowa. Wyleciał jej z głowy? Dobre sobie. Nie było w jego scenariuszu takiej możliwości, w której to on spędził ostatnie trzy tygodnie, myśląc o niej, a ona o nim nie. Kłamała. Na pewno kłamała i zapyta ją o to, jak już ją zobaczy. Będzie wypatrywał odpowiedzi w jej oczach, bo wiedział, że właśnie tam ją znajdzie. Nie miał nawet cienia wątpliwości w tej kwestii. Idąc przed siebie, omijając przechodniów i co jakiś czas zatrzymując się na pasach, gdy czerwone światło migało mu w zasięgu wzroku, zaśmiał się pod nosem. - No słuchaj, oboje uwielbiamy show… robią castingi, byłem w pracy... więc połączyłem przyjemne z pożytecznym - uśmiechnął się lekko. - Dam ci się porwać wyobraźni. Może wtedy przypomni ci się, jak często o mnie myślałaś. - Dorzucił to trochę złośliwie, jednak nie miał zamiaru się wycofywać. Lubił tę grę w kota i myszkę. Uwielbiał to, jak role odwracały się z każdą kolejną wymianą zdań. - A na wakacje zabiorę cię, jak wygram w The Traitors.- W końcu był tylko jeden zwycięzca, co nie? Szanse, że oboje zostaliby traitorami, były bardzo nikłe. Niewykluczone, ale cholernie nikłe. Więc sam fakt, że byłby w stanie zabrać ją na te wakacje, powinien jej wystarczyć, prawda? Poza tym chciał ją zobaczyć.

Teraz.

Nie jutro, nie pojutrze, ale właśnie teraz, dlatego zaproponował to spontaniczne spotkanie. Uśmiechnął się, gdy powiedziała, że jest głodna. - W sumie dostałem się tutaj metrem, ale jestem w okolicy. Za jakieś piętnaście minut powinienem być - dopowiedział, przechodząc przez pasy. - Chcesz zostać na linii i powiedzieć mi jak bardzo tęskniłaś? - Zapytał z autentycznym zainteresowaniem, ciekaw, czy panienka jednak będzie z nim rozmawiać i jak gdyby nigdy nic spotka go na dole budynku, w którym pracowała, czy może zaraz czmychnie do łazienki przypudrować nosek, byle tylko ładnie się przy nim prezentować. Arden miał wysokie ego, jasne. Ale znał też zagrania innych ludzi. Jej jeszcze tak dobrze nie znał, więc tym bardziej był ciekawy, co tak naprawdę znajdowało się w tej imprezowej, rudowłosej główce.

You know you got me good when you walked in
Got me good, the way that you walked in


(๑•̀ㅂ•́)و✧ 𝓶𝓸𝓾𝓽𝓱𝔂 𝓻𝓮𝓭𝓱𝓮𝓪𝓭
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

You walked in,
Caught my attention


Meow. - Meow - wyrwało jej się w odpowiedzi, zanim zdążyła pomyśleć, co najlepszego wyprawiała, a mianowicie dlaczego miauczała przez telefon wspólnie z chłopakiem, którego widziała na oczy… yyyy… raz? Jezu, co za obciach. - Jesteś absolutnie niemożliwy - wybrnęła z gracją, gdy nazwał ją kłamczuchą. Finn mógł się tylko domyślać, co sądziła naprawdę - a nie zamierzała ułatwiać mu zadania. Zgarnęła ze stołu swoją torebkę i zaczęła bezceremonialnie wrzucać do niej wszystko, co nawinęło jej się pod rękę. Portfel, klucze, jakiś zagubiony błyszczyk, długopis, notatnik...

No słuchaj, oboje uwielbiamy show… robią castingi, byłem w pracy... więc połączyłem przyjemne z pożytecznym. - Przyjemne z pożytecznym, mówisz? - powtórzyła, po czym zaczęła nawijać kosmyk włosów na palec z nieprzeniknionym uśmiechem na ustach. Ciekawe, co tu było pożyteczne, a co przyjemne? Hihi. Kurczę, dopiero teraz w jej głowie pojawiła się myśl, że Arden spełniał zachcianki tych wszystkich bogatych ludzi, niezależnie od tego, jakie one były, ale przecież… on też mógł czerpać z tego przyjemność, prawda? Gdyby cierpiał tam katorgi, to pewnie szybko by się z tego wykręcił? Będzie musiała go o to później zapytać. Koniecznie. Jezu, jak dobrze, że Arden nie słyszał jej myśli, bo dopiero by zobaczył, jak bardzo poniosła ją wyobraźnia. - Zobaczymy, kogo tu porwie wyobraźnia, kowboju - palnęła, po czym zatkała usta dłonią na moment. Kowboju? Powiedziała do niego - KOWBOJU? Przeniosła dłoń na czoło i pokręciła głową z niedowierzaniem. Serio to powiedziała? Dobrze, że to była rozmowa telefoniczna i nie widział jej czerwonych z zażenowania policzków, dżizas.

You got me daydreaming…

A na wakacje zabiorę cię, jak wygram w The Traitors. - Ktoś tu jest pewny siebie, łohoho... - rzuciła ze śmiechem, po czym przyłożyła telefon do ucha ramieniem, aby zwolnić obie ręce i znaleźć w czeluściach torebki ulubioną szminkę. Gdy już ją wyłowiła, sprawnie pomalowała usta, wrzuciła ją z powrotem i wyciągnęła małe lusterko. - Pamiętasz, jak kończą ci zbyt pewni siebie? - przypomniała mu, przeglądając się w lusterku. Okej, wyglądała znośnie, mogła wyjść. - W The Traitors, zanim coś sobie dopowiesz - uzupełniła jeszcze naprędce, a zaraz Finn jej przekazał, że może pojawić się w ciągu kwadransa. Okej, luz, to nic takiego. Tylko spotkanie. Szamka. Ze znajomym. - Dobrze, już się zbieram - oznajmiła, po czym zatrzasnęła laptopa i poszła do kuchni, aby odnieść do zmywarki kubek po kawie. Przewróciła oczami na ten tekst o zostaniu na linii, ale jednocześnie uśmiechnęła się pod nosem. Czy wypadało tęsknić za kimś, kogo widziało się raz w życiu? Pewnie nie, ale za tym, jak niesamowicie czuła się dzięki niemu, tęskniła cholernie. - Jasne, i może mam ci jeszcze zaśpiewać? - parsknęła, gdy już wróciła do swojego gabinetu po torebkę. - Ale zostanę na linii, przynajmniej będę miała pewność, że nie zgubisz się gdzieś po drodze. No i skoro już jednak zapytałeś, to ci coś powiem - zaczęła, zarzucając torbę na ramię i kierując się w stronę windy. Zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu, bo nie była pewna, czy była sama na piętrze, a istniała możliwość, że ktoś życzliwy przekazałby jej słowa ojcu, więc sami rozumiecie. - Zaliczyłam przez ten czas z dziewczynami chyba z trzy imprezy, no i przysięgam ci, Arden, to był jakiś totalny dramat. Faceci w tych klubach zrobili się ostatnio tak nudni, że miałam ochotę zasnąć im na ramieniu w trakcie podrywu. Jeden próbował mi zaimponować swoją kolekcją zegarków, drugi przez godzinę opowiadał o diecie pudełkowej, a trzeci… jezu, nawet nie pamiętam - akurat dotarła do windy i nacisnęła przycisk. - Chodziłam tylko od jednego do drugiego i byłam na ciebie tak potwornie wściekła! Żaden nie potrafił mnie nawet porządnie zirytować, rozumiesz? Masz u mnie takiego minusa za zniszczenie mojego życia towarzyskiego, że nawet nie wiesz… Dobra, wchodzę do windy, zaraz będę na do… Dzień dobry - w tym momencie winda cicho piknęła, drzwi się rozsunęły, a Elle wyprostowała się jak struna i skinęła głową jakiemuś mężczyźnie w garniturze, który znajdował się w środku. Weszła do windy i tak ją zamurowało, że parter wybrała dopiero dwa piętra niżej. - Daleko… jesteś? - zagadnęła do Finna spokojniejszym głosem i uśmiechnęła się uprzejmie do swojego towarzysza… yyy… podróży, gdy napotkała jego wzrok.

You got me daydreaming.

𝑠𝑡𝑖𝑙𝑙 ℎ𝑎𝑛𝑑𝑠𝑜𝑚𝑒
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I just wanna put you
in my pocket


Podobało mu się to, że nie musiał udawać. Mógł dosłownie miauczeć z nią na linii, a ona zamiast go zbesztać… po prostu do tego dołączała? Z każdą kolejną chwilą coraz bardziej go zaskakiwała i wcale nie przestawała zadziwiać. - Nigdy nie powiedziałem, że jestem możliwy - prychnął pod nosem. W dalszym ciągu zastanawiał się, co ona tak naprawdę myślała o jego profesji. Żadne poważniejsze relacje nie kończyły się najlepiej, gdy próbował się do kogoś zbliżyć. Zazdrość i obrzydzenie zazwyczaj brały górę, stając się głównymi reakcjami i emocjami, które z czasem zaczynały się panoszyć w relacjach niepotrafiących zaakceptować tego, czym się zajmował. Nie na dłuższą metę. Uśmiechnął się tylko sam do siebie, nie odpowiadając na jej pytanie, zanim wybuchnął śmiechem na… kowboja? - IIIHA? Czy jak to tam szło? - zaśmiał się, po czym odparł, - Ktoś chyba za dużo czasu spędził przed komputerem. - Pokiwał głową z niedowierzaniem. - W grze nie będę pewny siebie. Przynajmniej nie będę tego pokazywać na pierwszy rzut oka - zaśmiał się. - Poza tym jestem przystojny. Może jakaś ładna dziewczyna się do mnie przyczepi i nikt nie będzie mnie osądzał za jakiegoś mastermind. - Oczywiście, że miał na myśli ją, ale kto wie? Może jakaś inna atrakcyjna kobieta też się napatoczy, a on będzie miał okazję zobaczyć, czy iskierka byłaby o niego zazdrosna?
Czemu ty w ogóle o tym myślisz, Arden?!
Wybił się z tego zażenowania dopiero jej kolejnym tekstem. - Zaśpiewać? Nie jestem pewien, czy moje bębenki to przetrwają - parsknął pod nosem. Oczywiście, że musiał dopowiedzieć coś złośliwego. Nie chciał odkrywać wszystkich swoich kart, a tym bardziej nie tych, które pokazywały, że jednak cholernie go ciekawiła. Oczywiście, że zostaniesz na linii, pomyślał, uśmiechając się do siebie, zanim odpowiedział. - Dziękuję za troskę, płomyczku - prychnął pod nosem, przewracając oczami. - Zamieniam się w słuch - dodał, idąc przez przeludnioną ulicę.

Gwar samochodów, rozmowy ludzi dookoła, którzy wracali po pracy, i ten typowy miejski chaos uderzały go z każdej strony. Toronto dzisiejszego późnego popołudnia było niesamowicie zatłoczone, ale trudno było się dziwić, skoro znajdowali się w samym centrum miasta. Był podekscytowany na samą myśl, że już niedługo znowu ją ujrzy. Tym razem trzeźwą. Tak w stu procentach. No chyba, że ta rudowłosa piękność lubiła pocałować się z małpką w kancelarii, choć nie sądził, żeby była aż tak lekkomyślna. No ale nic. Przedarł się przez tłum ludzi, którzy zmierzali ku metru, żeby potem stać tam ściśnięci niczym sardynki, i słuchał z zaciekawieniem tego, co miała mu do powiedzenia. Zmarszczył brwi, słuchając jej niesamowitej opowieści o niczym innym, jak imprezowaniu. Nowość. No, prawie się nie spodziewał takiego zbiegu okoliczności. Trzy imprezy, nudni faceci… oho, czyżby poczuł maluteńkie ukłucie zazdrości, które było mu kompletnie obce? Tak. Definitywnie to poczuł, choć nie miał do tego żadnego prawa. Trzech facetów. Coś ta liczba trzy będzie się za nim ciągnęła. Już chciał jej powiedzieć, że nie ma ochoty słuchać o nieudolnych wannabe macho, gdy… wspomniała o nim? Oh, goddammit. Ego Ardena zostało właśnie tak porządnie połechtane i pogłaskane, że nawet nie zauważył, jak szeroko uśmiechał się w tamtym momencie. Automatycznie przyspieszył kroku. Nic nie odpowiedział, bo nagle chciał ją zobaczyć.

Teraz.

Daleko jesteś?

Trzymając telefon przy uchu, zauważył swojego płomyczka. Zaszł ją od tyłu, wolną ręką obejmując ją w talii, zanim przeszedł na przód i stanął przed nią. Wpatrywał się w jej piękną buźkę, w te cholernie pociągające piegi rozsypane na twarzy niczym pocałunki słońca, i w to niebezpieczne spojrzenie, które powoli zżerało jego serce od środka. - Myślałaś o mnie - powiedział jeszcze przez telefon, choć stał tuż przed nią. Dopiero wtedy nacisnął czerwoną słuchawkę, zakończył rozmowę i wsunął telefon do kieszeni spodni. - Urocze - uśmiechnął się nonszalancko. Wysunął dłoń na jej szyję, po czym nachylił się, przechylając twarz delikatnie, by złożyć na jej ustach pocałunek. Nie spotykali się. Nie byli parą. To było dopiero ich drugie spotkanie, ale Finnegan nie mógł przestać myśleć o tamtej nocy. O cytrynie. O połączeniu ich ust w tym czułym geście, który przez ostatnie dwa tygodnie siedział mu w głowie jak przekleństwo. Chciał tym razem sam go sobie skraść. Dla siebie. Dla własnej satysfakcji. Odsunął się od niej po chwili z uśmiechem. - Ładnie pachniesz, płomyczku.- Stanął obok niej, zerkając na nią z góry. - Na co masz ochotę? Mamy biznes do obgadania - dopowiedział, jak gdyby nigdy nic. Jakby właśnie jej nie pocałował. Jakby nie poczuł tych dziwnych motylków w brzuchu, które rozpychały całe jego wnętrze, jakby za wszelką cenę chciały się z niego wydostać. Jakby nie czuł tego dziwnego ciepła, które od wielu lat było mu cholernie obce.

płomyczek
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I've never known someone like you
Tangled in love stuck by you
From the glue


Nigdy nie powiedziałem, że jestem możliwy. Przewróciła jedynie oczami na te słowa i uśmiechnęła się pod nosem. Cały Finn Arden, pff. Cholera, nie wiedziała dlaczego, ale czuła dziwne, przyjemne ciepło, gdy w ogóle z nim rozmawiała. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego - owszem, miewała jakieś tam motylki w brzuchu, kiedy umawiała się na randki z facetami z aplikacji czy z klubu, ale z Finnem... wszystko było takie... inne. Na szczęście, nie miała zbyt wiele czasu, żeby się nad tym głębiej zastanawiać, bo Arden właśnie przeszedł do porządku dziennego nad jej nieszczęsnym kowbojem. Boże, serio go tak nazwała? UCH, jej policzki chyba zrobiły się jeszcze bardziej czerwone niż wcześniej. IIHA? Czy jak to tam szło? Niech by to szlag. Przygryzła policzek od środka, żeby nie zacząć się gęsto tłumaczyć, a chwilę później bezwiednie przygryzła też kosmyk własnych rudych włosów. Zaczynał ją potwornie irytować fakt, że przy tym facecie zupełnie nie panowała nad własnymi słowami i reakcjami. Jakby… wtf? Co w nim było takiego, że aż tak przy przy nim głupiała? No, halo, what the hell?!

Aha, i jeszcze ktoś tu spędził zbyt wiele czasu przed komputerem? Chyba ty, kocie. Oj, miała powiedzieć to na głos. JEZU. - Chyba ty - powiedziała po dość długiej chwili milczenia, co zapewne wyszło przekomicznie, zupełnie jakby musiała przejść przez bardzo skomplikowany proces myślowy, żeby wymyślić tę niesamowicie błyskotliwą odpowiedź. Niebiosa, zlitujcie się nad biedną Elą, błagam. - Obyś był dobrym aktorem, bo z taką twarzą pewnie nigdy nie brakowało ci pewności siebie - skomentowała rozbawiona, a gdy rzucił tekstem o przyczepieniu się jakiejś ładnej dziewczyny, prychnęła. - Jak zaczniesz zbyt mocno kombinować, to inni gracze szybko uznają, że jedynego masterminda to ty masz w spodniach, czy coś. I tyle będzie z twoich sojuszy - parsknęła. Chwilę później Ela już czekała na windę i... Zaśpiewać? Nie jestem pewien, czy moje bębenki to przetrwają. Excuse me? - Ach, tak? To ci zaśpiewam, ale nie teraz. Nie znasz dnia, ani godziny, kiedy pękną ci bębenki - skomentowała z wrednym uśmiechem na ustach. Pff, Finn Arden. No a potem weszła do windy.

Po tym jak w windzie nastała krępująca cisza, odetchnęła z ulgą, gdy metalowe drzwi w końcu rozsunęły się na parterze. Mężczyzna z kancelarii został w windzie sam - zapewne zjeżdżał na parking podziemny - a Ela energicznym krokiem wyszła z budynku, głośno stukając obcasami o marmurową posadzkę lobby, a potem o chodnik. Rozejrzała się po ulicy, ale nigdzie nie widziała Finna. - No to... daleko czy nie? - mruknęła jeszcze do telefonu, gdy dalej nie kwapił się do odpowiedzi.

I dokładnie w tym momencie usłyszała go tuż za swoimi plecami. Zanim zdążyła się obrócić, poczuła, jak objął ją od tyłu w talii. Myślałaś o mnie. Urocze. Gdy się rozłączył, trzymała telefon przy uchu jeszcze przez kilka sekund, bo ją, no, po prostu zaskoczył. Po prostu ją zatkało. Pisałam już, że kompletnie ją zaskoczył? Chwilę później Finn obszedł ją dookoła i stanął naprzeciwko, a ona wreszcie mogła spojrzeć mu prosto w te jego hipnotyzujące oczy. - A ty o mnie - skwitowała krótko, gdy odzyskała fason i uśmiechnęła się do niego przesłodko, choć uśmiech zszedł z jej twarzy, gdy tylko jego palce znalazły się na jej szyi. Czy on właśnie... CHWILA, MOMENT... nachylił się bez słowa i... o kurde. Pocałował ją.

Mózg na ułamek sekundy odciął jej zasilanie, ale ciało zareagowało natychmiast. Odwzajemniła pocałunek, a żeby było śmieszniej, nawet uniosła się odrobinę na palcach, żeby go pogłębić. Gdy się od niej odsunął, nie mogła opanować uśmiechu, no bo... cholera, nie spodziewała się tego, ale musiała przyznać, że bardzo jej się to podobało. Ładnie pachniesz, płomyczku. - Dziękuję - odpowiedziała na komplement i znowu się uśmiechnęła, bo... hihi, pocałował ją. Swoją drogą, tak, on też pachniał obłędnie, ale nie zamierzała mu tego mówić. O nie, niech chociaż raz w życiu żyje w błogiej niewiedzy, nie będzie karmiła jego wielkiego ego jeszcze bardziej. Swoją drogą... ach... Musiał ją lubić, skoro ją pocałował na przywitanie, co nie? Ach. Znów zerknęła na jego twarz i... och, szminka. Pobrudziła go szminką. - Szminka - poinformowała go jedynie, po czym znów stanęła na palcach i przejechała powoli kciukiem po jego dolnej wardze, jak gdyby nigdy nic. Na co masz ochotę? - Ulicę dalej jest dobre sushi, często zamawiamy je z dziewczynami do biura, z kolei dwie ulice stąd są całkiem smaczne włoskie makarony. Bardzo fancy miejsce, mają białe obrusy i w ogóle. A naprzeciwko jest kawiarnia z croissantami, ale nie wiem, czy wolisz coś słodkiego, czy słonego, bo w sumie mam ochotę na oba, ale nie zjem przecież dwóch porcji… - zaczęła mówić bardzo szybko, o kurde, miała wrażenie, że paplała bez ładu i składu, ale jakoś nie potrafiła uporządkować myśli i zaczynała się... STRESOWAĆ? SERIO? Kurczę, to było zupełnie nowe, wręcz dziwne doświadczenie - rozmawiać z Finnem i być w stu procentach trzeźwą. Może dlatego ten jeden, niespodziewany pocałunek aż tak nią... yyy... tąpnął? Jezu.

Boże, i na dodatek uświadomiła sobie, że w trakcie tego całego słowotoku cały czas trzymała kciuk tuż przy kąciku jego ust. No idiotka, po prostu idiotka. Gwałtownie opuściła dłoń i roztarła resztkę kosmetyku w palcach. - No to ten, tak jak mówiłam, nie wiem. Ty podejmij decyzję, Arden - wzruszyła ramionami i strzepnęła niewidzialny pyłek ze swoich nieskazitelnych spodni, próbując przy tym udawać, że wszystko miała kontrolą.

Don't forget to kiss me
Or else you'll have to miss me


𝑠𝑡𝑖𝑙𝑙 ℎ𝑎𝑛𝑑𝑠𝑜𝑚𝑒
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

kiss me like there is no tomorrow
like the world’s gonna fold in two…


Była inna.

She was like a breath of fresh air... ...something unexpected.
Była niczym śnieg opadający powoli na plażę w ciepły dzień. Czymś cholernie niespodziewanym, a jednocześnie tak wyjątkowym i pięknym, że aż odbierało dech w piersiach. Jej charakterek mu się podobał, chociaż udawał, że go irytował. No bo irytacja miała więcej sensu niż zauroczenie, jeżeli w ogóle mógł to… cokolwiek, co było między nimi, tak właśnie nazwać. Finnegan Arden się nie zauraczał. On wykonywał zlecenia. Wcielał się w role wyznaczone mu w kwestionariuszu przed pierwszym spotkaniem. Nie myślał o kobietach… ani o mężczyznach bez żadnego celu. To nie był on. A jednak.
Cholera, nie mógł się bardziej mylić. Zawładnęła jego umysłem i sercem. Zaczął łapać się na tym, że gryzł się w język za każdym razem, gdy słyszał teraz jej głos i myślał sam do siebie, że w sumie… mógłby do tego melodyjnego tonu przywyknąć. Żałosne, no nie? Ktoś, kto spędził ostatnie lata życia na wyliczaniu, ile godzina z nim jest warta, na starannym dobieraniu słów i gestów, teraz rozmawiał z nią w tak niedbały sposób, wysuwając na zewnątrz wersję siebie, której nie okazywał innym. Finnegan parsknął pod nosem, słysząc jej 'ripostę'. - Chyba ja? Wow, panienko O’Cahallan, wydawało mi się, że prawnicy mają bardziej wyszukany słownik, ale może się myliłem? - zaśmiał się pod nosem. Po chwili jednak, słuchając jej uważnie, uśmiechnął się tylko zadziornie, przejeżdżając palcami po brodzie na dźwięk jej komplementu. - No proszę, czyli jednak cholernie tęskniłaś - rzucił pewny siebie. Czy jeszcze musiał czekać na jakiekolwiek znaki? Tęskniła za nim. Myślała o nim. Uważała, że był przystojny. Nie potrzebował niczego więcej, żeby ją pocałować. Oczywiście, że ją pocałuje. Myślał o tym od dłuższego czasu, a teraz, gdy ją zobaczy, weźmie to, o czym tak długo rozmyślał. Skradnie pocałunek. Po chwili jednak mało co nie zakrztusił się własną śliną i zaczął kaszleć dramatycznie, stukając się w klatkę piersiową. - Cholera, płomyczku - wydusił z siebie ledwie, zanim wybuchnął śmiechem i odparł, - Uwierz, jakbyś zobaczyła tego masterminda, to nie wiem, czy potrafiłabyś myśleć tylko o grze… - Parsknął pod nosem. - Ale spokojnie, zrobię wszystko, co w mojej mocy, by cię nie rozkojarzać.

Nie wiedział, czy była to obietnica dla niej, czy raczej postanowienie dla samego siebie, żeby nie przekroczyli tej granicy podczas nagrywania. Bo… bo Arden nie uprawiał seksu dla uczuć! To było tylko transakcyjne. Nic nieznaczące. Poza tym… nie chciał jej zranić. A może tak naprawdę chodziło mu o siebie? Już nie był niczego pewien. Za bardzo mąciła mu w głowie. Ah… jELLA, jELLA… Co ty mi robisz w głowie? - pomyślał niczym Filip w Love is Blind podczas składania przysięgi małżeńskiej, zanim znowu wrócił do rozmowy, próbując jej dogryźć. - Try me - rzucił tylko, idąc w kierunku jej pracy. Z każdym krokiem czuł się coraz bardziej podekscytowany i zestresowany. Nie odczuwał tego typu emocji. Nigdy… no, poza właśnie tą chwilą.

Widząc jej włosy, to zgrabne ciało przykryte warstwami biznesowych ciuchów, przełknął tylko ślinę, zbliżając się do niej. Objął ją w talii, a woń jej perfum uderzyła jego nozdrza w tak odurzający sposób, że przez moment pomyślał, że zaraz tam zejdzie. Pachniała zajebiście słodko. Niemal uzależniająco. Obchodząc ją naokoło, ustawił się przed nią. Myślał o niej? No pewnie, że myślał… ale nie zamierzał jej tego powiedzieć. Chciał trochę z nią poigrać, pobawić się, o. - Tak? Myślałem? - zapytał, jakby nie wiedział, o czym do niego mówiła. Jakby nie spędził ostatnich dni na rozmyślaniu o jej kształtach, buzi, rysach… tym słodkim odbiciu iskierek w jej tęczówkach.
No wpadł po uszy.
Ale nie musiała tego wiedzieć. Teraz miał okazję, której nie chciał zmarnować, a było nią pocałowanie jej. Skosztowanie jej słodkich ust. Zabranie sobie tego, o czym myślał przez tak długi czas. Nachylając się i całując ją, poczuł się ciut nerwowo, ale przecież całował się nie raz, więc czemu fakt, że miał robić to z nią, wpływał na niego tak, jakby był gówniarzem, który uczył się całować w jakiejś szafie na imprezie? Siedem minut w niebie czy coś w tym stylu? What the fuck? Anyways. Wyprostowując się, uśmiechnął się i rzucił komplementem. Tak o. Bo chciał zobaczyć jej reakcję. Jego brwi uniosły się w zaskoczeniu, gdy zobaczył, jak zbliżyła dłoń do jego twarzy. Przez chwilę pomyślał, że może capnie go w tę piękną buźkę za to, że faktycznie ją pocałował, ale wspomniała coś o szmince? Oh. Wpatrywał się w nią jak zaczarowany, gdy ścierała ją z jego ust. Uśmiechnął się delikatnie i odparl, - Nie podobał ci się ten kolor na mnie? - westchnął głośno, udając rozczarowanie. Po chwili wpatrywał się w nią lekko zszokowany z powodu jej yappania. O cholera, mówiła właśnie jak jakaś katarynka. Sushi, włoskie… obrusy… croissanty? Parsknął pod nosem, gdy szybko odsunęła dłoń od jego twarzy, po czym stanął obok niej. A gdy strzepywała cholera wie co ze spodni, po prostu wysunął rękę i splótł swoje palce z jej palcami. - Dobra, to prowadź na to sushi - uśmiechnął się pod nosem, zerkając na nią z góry. - Pewnie mają jakieś desery, no nie? To się podzielimy, żebyś zjadła i coś słodkiego, i coś słonego.- Uśmiechnął się, zanim dodał, - To co, dadzą ci wolne w pracy, pani prawnik? Czy będę musiał cię porwać do tego Quebecu?

płomyczek
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

You make me feel like a teenager in love


To było całkowicie n i e d o r z e c z n e.


Rozmawiała z Finnem przez telefon, czekała na niego na chodniku przed kancelarią i czuła się jak… nastolatka. Jak zakochana gówniara, do której zadzwonił jej pierwszy chłopak z pytaniem, czy wyszłaby z nim na podwórko. Do kompletu brakowało tylko tego, żeby leżała teraz na brzuchu, na łóżku w swoim starym pokoju u rodziców, machała w powietrzu zgiętymi w kolanach nogami i z rumieńcami na twarzy owijała wokół palca spiralny kabel od starego, stacjonarnego telefonu, lol. A przecież nie umawiali się na randkę!!! Zadzwonił do niej, bo spotkał się z producentką The Traitors (czy kimś tam innym, ale równie ważnym), no i... mieli iść razem coś zjeść i po prostu omówić szczegóły dotyczące udziału w programie telewizyjnym. Proste jak drut. Tylko kogo ona próbowała oszukać? Eleanor wcale nie myślała o zamku w Quebecu, castingach ani misjach. Czekała na niego. Czekała, aż ten bezczelny i magnetyczny przystojniak w końcu pojawi się obok niej. No i się pojawił, a jej serce przestało bić na moment z wrażenia, gdy przyglądała się jego opalonej twarzy, ciemnym, chmurnym oczom i… I ten uśmiech. Ten cholerny uśmiech.

Tak? Myślałem? - No tak - przyznała otwarcie z delikatnym uśmiechem, jakby stwierdzała coś tak oczywistego jak dzisiejsza pogoda w Toronto (a musicie wiedzieć, że słonko świeciło, a na niebie nie było żadnej chmurki). Przecież… Myślał o niej, bo ona myślała o nim. Tęsknił za nią, bo ona tęskniła za nim. Tak po prostu było i już, czuła to gdzieś głęboko w środku i żadne zaprzeczenia ze strony Ardena nie były w stanie jej zmylić. A potem ten słodki pocałunek i... ta nieszczęsna szminka. Ahh. Przyglądała się jego minie, gdy z udawanym rozczarowaniem zapytał, czy ten kolor mu nie pasował. Z taką twarzą każdy kolor by mu pasował, ale czy musiał o tym wiedzieć? Zatrzepotała rzęsami, po czym przeniosła ciężar ciała na pięty, bo właśnie zdała sobie sprawę, że dalej stała na palcach. Ogarnij się, Eleanor. - Pasowałby ci ciemniejszy, mam taką fajną pomadkę w domu, jak do mnie wpadniesz to przetestujemy - rzuciła z naturalną dla siebie pewnością siebie i puściła mu perskie oczko.

Zanim zdążyła nacieszyć się swoją udaną - w jej mniemaniu - ripostą, Finn bez słowa splótł ich palce ze sobą. Zamarła na ułamek sekundy i utkwiła wzrok w ich złączonych dłoniach - Jezus Maryja, serce zaczęło jej bić mocniej, a przecież on ją tylko złapał za rękę, gdy chciała wyczyścić swoje nieskazitelne spodnie, oh my. Widzieli. Się. Raz. Dlaczego tak reagowała na takie simple, nic nieznaczące gesty? Jejku, brunet tak gładko przejmował kontrolę nad sytuacją, jakby… robił to codziennie. Cholera, on przecież robił to codziennie! Z innymi ludźmi. Chyba. Jednak... teraz… był tu z nią. Dla niej. Tylko i wyłącznie dla niej. Kurczę, Finn Arden roztaczał wokół siebie zbyt wiele uroku osobistego, na który w ogóle nie potrafiła być odporna. - Okej, no to sushi - mruknęła z radosnym błyskiem w oku.

Gdy szli ramię w ramię przez zatłoczony chodnik, na chwilę zamilkła. Utkwiła wzrok w czubkach swoich butów i - niestety - pozwoliła niechcianym myślom się rozwinąć, cholera jasna. Czy Aiden, jej brat, wyszedł już z pracy? No… musiał, było już grubo po godzinach, nawet jak na standardy ich kancelarii, ale z drugiej strony… potrafił być pracoholikiem, tak samo jak ona. Gdyby nagle wyłonił się zza rogu i zobaczył ją idącą za rękę z jakimś obcym, cholernie przystojnym facetem, to… no, w sumie ciekawe, co by zrobił? Prawdopodobnie urządziłby jej przesłuchanie roku, a tego wolała dziś uniknąć, bo przy Finnie nie potrafiła myśleć jasno i bardzo ją to wytrącało z równowagi zen i feng shui. Jak dobrze, że z rozmyślań wyrwały ją słowa Finna o porwaniu do Quebecu. - Porwanie prawnika to paragraf - wtrąciła z szatańskim uśmiechem, zanim w ogóle przemyślała jego słowa. Zadarła głowę do góry, żeby tym razem zawiesić swoje orzechowe spojrzenie na jego twarzy. - Wiesz, że jeszcze nie byłam na urlopie w tym roku? Muszą się zgodzić. Poza tym nie odpuściłabym takiej okazji - skomentowała i znowu się uśmiechnęła. Owszem, udział w Zdrajcach był jej pobocznym marzeniem, odkąd wyszła pierwsza edycja, ale... teraz głównym powodem, dla którego chciała wziąć udział, był Finn. Oh my.

Kilka minut później pchnęli ciężkie, szklane drzwi restauracji. To było jedno z tych miejsc, które można było określić jednym słowem - FANCY. Ciemne drewno, minimalistyczne, ciepłe oświetlenie, cichy szum rozmów, obsługa z nienagannymi manierami… No, po prostu wow. Nagle przeszło jej przez głowę, czy Arden kiedykolwiek był w takim miejscu, ale chyba raczej powinna zadać mu pytanie, w jakim miejscu nie był - pewnie jego klienci nieraz zabierali go w naprawdę eleganckie miejscówki, co nie? Chwilę później próbowała sobie jeszcze wmówić, że zastanawiała się nad tym tylko dlatego, żeby nie zrobił jej wstydu w knajpie, w której często jadała razem ze znajomymi z pracy i... Aidenem, ale nie udało się, niestety. No, anyway, poczekali chwilę na usadzenie, po czym kelner poprowadził ich do przytulnego, nieco ustronnego stolika w głębi sali. Rozgościli się na siedzeniach, Ela postawiła torebkę na krześle obok siebie, po czym oparła łokcie o blat z zadowolonym uśmiechem na ustach. - Cholera, dalej nie mogę uwierzyć, że nam to załatwiłeś - zaczęła, gdy tylko kelner podał jej menu. Zaczęła wertować je w zamyśleniu, ale po chwili je zamknęła. - Wezmę mój ulubiony zestaw i się podzielimy, masz coś przeciwko? - zagadnęła, jednak nie poczekała na odpowiedź Ardena i od razu zamówiła zestaw numer cztery oraz dwie zielone herbaty.

Kiedy kelner w końcu zostawił ich samych, Ela oparła głowę na łokciu i wlepiła wzrok w Finna. Nie zmienił się, odkąd widzieli się pierwszy raz, dalej był tak samo przystojnym Sztywniakiem, chociaż musiała przemyśleć to określenie po tym, jak pocałował ją na przywitanie i splótł jej palce z tymi swoimi. Jednak Ela nie byłaby sobą, gdyby tak po prostu grzecznie siedziała przy stoliku i czekała na jedzenie. Z pełną premedytacją wysunęła nogę pod stołem i odnalazła łydkę Ardena, po której zaczęła go bardzo powoli gładzić. Powinien wiedzieć, na co się pisał, prawda? Na chaos, na przykład. - Finnegan - zaczęła bardzo poważnie, nie spuszczając z niego swojego spojrzenia, choć kącik jej ust drgnął niebezpiecznie. Przez chwilę mierzyła go spojrzeniem, zaraz jednak wyjęła z torebki kalendarz i zaczęła go wertować, nie przerywając miziania pod stołem. - Skoro już ogarnąłeś nam udział, muszę wiedzieć kilka rzeczy… Kiedy są przesłuchania? Mam niedługo sympozjum w Chicago i bardzo chciałam tam polecieć - przerwała na moment, mocniej dociskając stopę do jego nogi i badając jego reakcję. - I kiedy zaczynają kręcić? Muszę skompletować garderobę - dodała, w najlepsze kontynuując sabotaż pod blatem. Nagle znieruchomiała i uśmiechnęła się słodko. - Mówił ci ktoś kiedyś, że wyglądasz jak Włoch? - zmieniła temat, po czym odłożyła kalendarz, skrzyżowała ręce na piersi i oparła się o oparcie krzesła z zadziornym uśmiechem.

𝑂ℎ, 𝑀𝑎𝑚𝑚𝑖𝑎 𝑀𝑖𝑎! 𝐻𝑒'𝑠 𝐼𝑡𝑎𝑙𝑖𝑎𝑛𝑜!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”