my mama don't like you and she likes everyone
: czw maja 21, 2026 12:10 pm
Wielokrotnie żartowała, że rodzice April to chyba specjalnie zaprogramowane androidy. Nie w sensie, że byli nieludzcy, tylko że ich powściągliwość była wręcz konsekwentna do granic możliwości. Zero zbędnych gestów, żadnego wchodzenia sobie w słowo, żadnych emocjonalnych wybuchów radości (albo złości), które normalnie zdarzają się przy rodzinnych rozmowach. Wszystko było poukładane - pytanie, odpowiedź, chwila ciszy, kolejne pytanie. Abigail szczególnie wpisywała się w ten schemat. Słuchała do końca, nie reagowała od razu, nie przerywała, nawet jeśli coś ją zainteresowało albo względnie zaskoczyło. Najpierw był ten moment milczenia, a dopiero potem ewentualna odpowiedź. Istniało duże prawdopodobieństwo, że nawet tempo picia wina nie było tutaj przypadkowe.
Tylko ta cisza trwała zdecydowanie za długo. Teddy miała wrażenie, że wszystko już zostało powiedziane, a mimo to żadna reakcja nie nadchodziła. Abigail dalej milczała, jakby potrzebowała jeszcze chwili, żeby to sobie poukładać, ale ta chwila zaczynała się niebezpiecznie przeciągać. Może utknęła na etapie wysyłania wiadomości i zapomniała kliknąć dalej? Nikt jednak nie wyglądał na zainteresowanego restartem systemu. A może kopnięcie w łydkę przyspieszyłoby ten proces? To by się dopiero pani Finch zdziwiła! Darling miała bardzo głupi odruch, żeby coś powiedzieć tylko po to, żeby przerwać tę ciszę. Cokolwiek. O pogodzie, o winie, o tym, że tarta była naprawdę dobra.
Na co dzień nie była aż tak zestresowana. W pracy wiedziała przynajmniej, co się dzieje - ktoś krzyczy, coś się pali, jest konkret. Dobrze, że teraz April przez cały czas była była obok. I to serio pomagało. Darling ścisnęła jej dłoń trochę mocniej, jakby sprawdzała, czy nadal jest po tej samej stronie rzeczywistości. I bardzo starała się nie zerkać co chwilę na Abigail. Tylko trudno było udawać luz, kiedy po czymś takim dostaje się spuszczony wzrok.
Wyczekiwane słowa w końcu nadeszły. W nowym stanie rzeczy nie było nic nieprzyjemnego. Kiedy dla pani Darling rozwinięcie ich relacji było jedynie kwestią czasu, dla pani Finch był to ewidentny szok. Nie spodziewała się, że przyjaźń córki ze strażaczką może skręcić w taką stronę. Ale nie można jej za to winić, nawet dla nich to nie było ani trochę oczywiste! Kolejna wypowiedź za to była bardzo miła i Teddy pierwszy raz do dłuższego czasu naprawdę poczuła się dobrze. Nie całkiem swobodnie, ale wystarczająco, żeby uśmiechnąć się do narzeczonej i tym samym uśmiechem obdarowała przyszłą teściową.
— Bez przesady! Świetnie sobie pani radzi — zapewniła całkiem nieironicznie, bo nie dało się nie zauważyć, że Abigail naprawdę chciała być częścią tego spotkania. Poza tym nie przyjechałaby tutaj, gdyby jednak nie spróbowała dogadać się z córką. — Za piękne wesele — skinęła głową i przystawiła swój kieliszek do pozostałych. Po lofcie uniósł się krótki brzdęk szkła.
Pani Finch zamoczyła usta w alkoholu, ale zaraz drgnęła na krześle, jakby jeszcze przypomniała sobie o czymś istotnym.
— Skoro już o tym mówimy, to jak sobie to wyobrażacie? — zaczęła tym swoim wyważonym tonem, jednocześnie przechodząc do kolejnego punktu rozmowy. — Macie już jakieś miejsca na oku, czy to bardzo wstępny etap? Kameralne przyjęcie czy raczej duża uroczystość? Bo od tego zależy cała reszta. No i termin, oczywiście. Chcecie zrobić to szybko, czy raczej dać sobie więcej czasu na przygotowania? — zasypała ich pytaniami i niewiele brakowało, żeby wyjęła kajecik, w którym zaczęłaby to wszystko notować.
Teddy próbowała wyłapać moment, w którym rozmowa przestała być tylko toastem i przeszła w coś, co brzmiało jak wstępne przygotowania do ślubu. Jeszcze chwilę temu siedziały przy winie i próbowały przetrwać niezręczne momenty, a teraz pani Finch autentycznie starała się zagłębić w ich pomysły. Ale one nie miały jeszcze żadnych pomysłów! To znaczy, Darling ich nie miała, w głowie April na pewno zrodziła się już jakaś wizja.
czy chcesz zamieszkać na wyspie, pewnego dnia i ze mną?
Tylko ta cisza trwała zdecydowanie za długo. Teddy miała wrażenie, że wszystko już zostało powiedziane, a mimo to żadna reakcja nie nadchodziła. Abigail dalej milczała, jakby potrzebowała jeszcze chwili, żeby to sobie poukładać, ale ta chwila zaczynała się niebezpiecznie przeciągać. Może utknęła na etapie wysyłania wiadomości i zapomniała kliknąć dalej? Nikt jednak nie wyglądał na zainteresowanego restartem systemu. A może kopnięcie w łydkę przyspieszyłoby ten proces? To by się dopiero pani Finch zdziwiła! Darling miała bardzo głupi odruch, żeby coś powiedzieć tylko po to, żeby przerwać tę ciszę. Cokolwiek. O pogodzie, o winie, o tym, że tarta była naprawdę dobra.
Na co dzień nie była aż tak zestresowana. W pracy wiedziała przynajmniej, co się dzieje - ktoś krzyczy, coś się pali, jest konkret. Dobrze, że teraz April przez cały czas była była obok. I to serio pomagało. Darling ścisnęła jej dłoń trochę mocniej, jakby sprawdzała, czy nadal jest po tej samej stronie rzeczywistości. I bardzo starała się nie zerkać co chwilę na Abigail. Tylko trudno było udawać luz, kiedy po czymś takim dostaje się spuszczony wzrok.
Wyczekiwane słowa w końcu nadeszły. W nowym stanie rzeczy nie było nic nieprzyjemnego. Kiedy dla pani Darling rozwinięcie ich relacji było jedynie kwestią czasu, dla pani Finch był to ewidentny szok. Nie spodziewała się, że przyjaźń córki ze strażaczką może skręcić w taką stronę. Ale nie można jej za to winić, nawet dla nich to nie było ani trochę oczywiste! Kolejna wypowiedź za to była bardzo miła i Teddy pierwszy raz do dłuższego czasu naprawdę poczuła się dobrze. Nie całkiem swobodnie, ale wystarczająco, żeby uśmiechnąć się do narzeczonej i tym samym uśmiechem obdarowała przyszłą teściową.
— Bez przesady! Świetnie sobie pani radzi — zapewniła całkiem nieironicznie, bo nie dało się nie zauważyć, że Abigail naprawdę chciała być częścią tego spotkania. Poza tym nie przyjechałaby tutaj, gdyby jednak nie spróbowała dogadać się z córką. — Za piękne wesele — skinęła głową i przystawiła swój kieliszek do pozostałych. Po lofcie uniósł się krótki brzdęk szkła.
Pani Finch zamoczyła usta w alkoholu, ale zaraz drgnęła na krześle, jakby jeszcze przypomniała sobie o czymś istotnym.
— Skoro już o tym mówimy, to jak sobie to wyobrażacie? — zaczęła tym swoim wyważonym tonem, jednocześnie przechodząc do kolejnego punktu rozmowy. — Macie już jakieś miejsca na oku, czy to bardzo wstępny etap? Kameralne przyjęcie czy raczej duża uroczystość? Bo od tego zależy cała reszta. No i termin, oczywiście. Chcecie zrobić to szybko, czy raczej dać sobie więcej czasu na przygotowania? — zasypała ich pytaniami i niewiele brakowało, żeby wyjęła kajecik, w którym zaczęłaby to wszystko notować.
Teddy próbowała wyłapać moment, w którym rozmowa przestała być tylko toastem i przeszła w coś, co brzmiało jak wstępne przygotowania do ślubu. Jeszcze chwilę temu siedziały przy winie i próbowały przetrwać niezręczne momenty, a teraz pani Finch autentycznie starała się zagłębić w ich pomysły. Ale one nie miały jeszcze żadnych pomysłów! To znaczy, Darling ich nie miała, w głowie April na pewno zrodziła się już jakaś wizja.
czy chcesz zamieszkać na wyspie, pewnego dnia i ze mną?