off the grid
: ndz maja 31, 2026 12:24 pm
Erika miała rację w kwestii związanej z przenośną konsolą zwaną switchem - Eric ogólnie długo dywagował nad zabraniem tejże konsoli i gdy był przekonany, że warto ją zostawić, to ostatecznie spakował ją do plecaka - pewnie ani razu jej (konsoli) nie odpali, bo nie będzie miał czasu, ALE zawsze będzie mógł pożyczyć ją chociażby podczas podróży. Posiadał na switcha między innymi takie gry jak Super Maro Bros, Star Wars i Pokemony. Ogólnie miał wrażenie, że switcha ostatni raz odpalił…jakoś w styczniu.
Słysząc o mcflurry, oczy mu się zaświeciły i koniec końców zajechali do mcdrive’a, gdzie Stones zamówił sobie ten lodowy deser o smaku pistacjowym, bo szczerze? To był jego ULUBIONY, odkąd spróbował go zaraz po premierze. Doskonale pamiętał znajomych, którzy tak się zachwycali nowym - wtedy - mcflurry i w sumie to przez nich postanowił spróbować, bo gdyby nie hype, to by odpuścił.Poczekał, aż każda z dziewczyn przedstawi swoje zamówienie, zapłacił - powiedział, że następnym razem one mu coś ogarną z maka lub innej fast foodowej knajpy. Albo po prostu kupią mu piwo - bo tym także nie pogardzi.
Żeby nie było, że Eric się wyłamał - bo gdzieżby śmiał?! - on także opowiedział kilka historii z czasów studiów m.in. o projekcie na zajęcia z programowania, który miał wyjść TAK SUPER, a ostatecznie wyszedł… mocno średni, zaspaniu na egzamin przez to, że wyłączył budzik i poszedł dalej spać oraz pranku jaki zrobił jednemu ziomkowi, polegającym na włączeniu na yt ekranu z niby aktualizacją systemu, zmianie języka na tajski, orientacji ekranu.
- Ciebie też miło poznać. - w końcu stwierdził z uśmiechem w kierunku Maddie, po tym, jak uścisnął jej dłoń i sam przedstawił siebie oraz Sher. Niby troszkę się pospieszył, gdy nazywał Maddie dziewczyną Alexa, ale na swoje usprawiedliwienie miał to, że nie uważał, by Hall zabrał ją, gdyby była WYŁĄCZNIE przyjaciółką. Tak samo przecież było w przypadku Stonesa - zabrał Sher, ponieważ od pewnego czasu ich etap relacji wskoczył o poziom wyżej.
Gdy przyjechała Duffy z Jasonem i Lilian, Eric pomachał w ich stronę, a słysząc o zimnym piciu, walnął się ręką w czoło i czym prędzej szybkim krokiem podążył do swojego samochodu (Hondy) aby wziąć dwie siatki z napojami i czteropakami. Wszystko zaniósł do kuchni, a piwka umieścił w lodówce, przy okazji wziął jeden czteropak, by gdy ponownie znalazł się obok ogniska, wręczyć puszkę Alexowi, Sher, Jasonowi (z którym w międzyczasie się przywitał) i Duffy.
- Sorry, że nie zimne, ale jakby co, to w lodówce coś tam się chłodzi. - powiedział zgodnie z prawdą, pozostawiając przyjaciółce decyzję, czy chce wypić to, co otrzymała, czy jednak wolała coś chłodniejszego - aczkolwiek jeżeli chodziło o drugą wersję, i tak należało poczekać, skoro dopiero co schował wszystko do lodówki. Sobie nie wziął, ponieważ planował brać łyka (albo nawet kilka łyków) od Sher.
- Nie tylko pierwsza klasa, ale nawet pierwsza klasa PREMIUM. - odparł z uśmiechem, wyciągając telefon i robiąc pamiątkowe zdjęcie dzieła stworzonego przez Alexa. A potem porobił też kilka fotek tak na pamiątkę - bo dokumentacja zdjęciowa to przecież ważna rzecz, szczególnie z wyjazdów/wypadów, a on specjalnie jeszcze robił przegląd plików, by mu zaraz nie wyskoczył komunikat o tym, aby zwolnił miejsce.
- A przestań, nie masz za co przepraszać. - machął ręką, bo tego typu niespodzianki zdaniem Erica na luzie mogły mieć miejsce. Poza tym uważał, że ten wypad był bardzo dobrym momentem na zapoznanie z ekipą.
- O, to faktycznie fajnie, że się udało. Jak się witaliśmy, nie widziałem niczego niepokojącego, więc na razie chyba jest git. - dodał od siebie, rozumiejąc obawy Alexa - bo bądź co bądź, sam miał nadzieję, że Sher złapie dobry kontakt z ekipą i będzie czuła się przy nich swobodnie. Jeśli komuś na drugiej osobie zależy, naturalnym jest, że chce, aby została dobrze przyjęta przez ludzi, którzy są dla niego ważni. Eric zerknął przelotnie na Sher, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Skinął głową, potwierdzając, iż bagaże Alexa (i Madds) znajdowały się w bagażniku, który otworzył pilotem - dobrze, że stał w jego zasięgu (znaczy, i tak musiał zrobić kilka kroków, by kluczyk odnalazł autko) i wykonał to, za co odpowiadał wciśnięty przycisk.
- Popilnujemy i dzięki Alex, wy też do siebie pasujecie. - zdążył jeszcze rzucić, zanim Hall poszedł po swoje rzeczy. Objął Sher w pasie i cmoknął ją w czoło.
- Ale żeśmy misję dostali. - rzucił żartobliwie, choć zaraz poszedł po leżące obok drewienka, by je dorzucić, a potem znów stanął obok Sher.
Zdawało mu się, że słyszy coś o komarach, ale nic nie odpowiedział, bo nie usłyszał, o co dokładnie chodziło - ale swoją drogą NIE wziął nic, bo… zapomniał. Jakby miało się okazać, że nikt nie wziął, to zostawała wycieczka do sklepu.
Nagle dostrzegł Alexa z okna i do jego uszu dotarło kolejne polecenie.
- EJ ALE MY Z JASONEM MAMY SWOJE KIJKI! A PICIE JUŻ DOSTAŁA! - odkrzyknął, nie mogąc się powstrzymać, by tego nie palnąć, lecz zaraz potem zaslutował i poszedł w kierunku lasu, aby poszukać badyli, nadających się do tego, aby nabić na nie kiełbaski i chlebki - oczywiście wyciągnął rękę w kierunku Sher, by w razie co poszła z nim, ale decyzję pozostawił jej samej, tj. mogła albo iść z nim i Jasonem, albo zostać i pilnować ognia.
- Obyśmy się nie zgubili, bo będzie słabo. A tak w ogóle, jak żyjesz? - spytał nagle Eric Jasona, chcąc upewnić się, że u przyjaciela wszystko w porządku. Ostatnio nie mieli zbyt wielu okazji do spokojnej rozmowy, a krótkie wymiany wiadomości nigdy nie mówiły całej prawdy o tym, co działo się u drugiej osoby. Po chwili jego uwagę przykuło jednak coś zupełnie innego.
- Patrz! To wygląda jak nora. Ciekawe, czy jakiś zwierz tu sobie pomieszkuje. - rzucił, wskazując niewielki otwór w ziemi przy kępie trawy. Odruchowo zrobił kilka kroków w jego stronę i przyjrzał się znalezisku z zaciekawieniem. Nie był specjalistą od leśnych stworzeń, ale wyglądało na to, że faktycznie mogło należeć do jakiegoś mieszkańca okolicy.
Nie było łatwo, ale koniec końców połamali kilka gałęzi - trzeba było je wykorzystać, bo na ziemi leżały głównie suche, cienkie patyki.
Po powrocie, Eric poszedł do pokoju, ponieważ w plecaku miał scyzoryk, który planował wykorzystać do ostrzenia kijków, a Jasonowi zgarnął nóż z kuchni. Chyba, że sam to będzie robił to nóż i tak na pewno się do czegoś przyda, więc po prostu sobie leżał gdzieś obok kiełbasek.
Także usiadł sobie na wolnym krześle ze scyzorykiem w jednej, a kijkiem w drugiej ręce i zabrał się do pracy. Powolnymi, pewnymi ruchami przejeżdżał ostrzem po końcówce badyla od dołu do góry, raz za razem ścinając cienkie wiórki drewna. Po kilku chwilach kij stopniowo nabierał kształtu porządnego szpikulca.
- Piwo się chłodzi. - odpowiedział Gabie, nie odrywając wzroku od swojego dzieła.Na pytanie o pianki zawahał się jednak na moment i przerwał struganie, jakby próbował sobie przypomnieć, gdzie ostatnio je widział.
- Powinny być w kuchni razem z żelkami. - odparł w końcu, po czym wrócił do pracy. Gdy uznał, że kijek jest już gotowy, odłożył go obok i wziął się za kolejny i kolejny, i kolejny, a kiedy już wszystkie miały ostre końcówki, wstał z miejsca by wziąć dwie kiełbaski (jedną planował zagrzać dla Sher) i chlebek, a następnie stanął obok ogniska.
- To kto chce, niech bierze kijek w dłoń i grzeje, co tam chce. - rzucił do ekipy, dając zielone światło na sięganie po produkty, nadające się do grzania nad (lub w) ogień.
- Wziąłem Ci jedną. - powiedział do Sher, ale oczywiście jeśli ona sama chciała, to też miała prawo, by sobie podgrzać, a on po prostu najwyżej zje dwie. Żaden problem.
Shereen Winfield
Erika Lindberg
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport
Słysząc o mcflurry, oczy mu się zaświeciły i koniec końców zajechali do mcdrive’a, gdzie Stones zamówił sobie ten lodowy deser o smaku pistacjowym, bo szczerze? To był jego ULUBIONY, odkąd spróbował go zaraz po premierze. Doskonale pamiętał znajomych, którzy tak się zachwycali nowym - wtedy - mcflurry i w sumie to przez nich postanowił spróbować, bo gdyby nie hype, to by odpuścił.Poczekał, aż każda z dziewczyn przedstawi swoje zamówienie, zapłacił - powiedział, że następnym razem one mu coś ogarną z maka lub innej fast foodowej knajpy. Albo po prostu kupią mu piwo - bo tym także nie pogardzi.
Żeby nie było, że Eric się wyłamał - bo gdzieżby śmiał?! - on także opowiedział kilka historii z czasów studiów m.in. o projekcie na zajęcia z programowania, który miał wyjść TAK SUPER, a ostatecznie wyszedł… mocno średni, zaspaniu na egzamin przez to, że wyłączył budzik i poszedł dalej spać oraz pranku jaki zrobił jednemu ziomkowi, polegającym na włączeniu na yt ekranu z niby aktualizacją systemu, zmianie języka na tajski, orientacji ekranu.
- Ciebie też miło poznać. - w końcu stwierdził z uśmiechem w kierunku Maddie, po tym, jak uścisnął jej dłoń i sam przedstawił siebie oraz Sher. Niby troszkę się pospieszył, gdy nazywał Maddie dziewczyną Alexa, ale na swoje usprawiedliwienie miał to, że nie uważał, by Hall zabrał ją, gdyby była WYŁĄCZNIE przyjaciółką. Tak samo przecież było w przypadku Stonesa - zabrał Sher, ponieważ od pewnego czasu ich etap relacji wskoczył o poziom wyżej.
Gdy przyjechała Duffy z Jasonem i Lilian, Eric pomachał w ich stronę, a słysząc o zimnym piciu, walnął się ręką w czoło i czym prędzej szybkim krokiem podążył do swojego samochodu (Hondy) aby wziąć dwie siatki z napojami i czteropakami. Wszystko zaniósł do kuchni, a piwka umieścił w lodówce, przy okazji wziął jeden czteropak, by gdy ponownie znalazł się obok ogniska, wręczyć puszkę Alexowi, Sher, Jasonowi (z którym w międzyczasie się przywitał) i Duffy.
- Sorry, że nie zimne, ale jakby co, to w lodówce coś tam się chłodzi. - powiedział zgodnie z prawdą, pozostawiając przyjaciółce decyzję, czy chce wypić to, co otrzymała, czy jednak wolała coś chłodniejszego - aczkolwiek jeżeli chodziło o drugą wersję, i tak należało poczekać, skoro dopiero co schował wszystko do lodówki. Sobie nie wziął, ponieważ planował brać łyka (albo nawet kilka łyków) od Sher.
- Nie tylko pierwsza klasa, ale nawet pierwsza klasa PREMIUM. - odparł z uśmiechem, wyciągając telefon i robiąc pamiątkowe zdjęcie dzieła stworzonego przez Alexa. A potem porobił też kilka fotek tak na pamiątkę - bo dokumentacja zdjęciowa to przecież ważna rzecz, szczególnie z wyjazdów/wypadów, a on specjalnie jeszcze robił przegląd plików, by mu zaraz nie wyskoczył komunikat o tym, aby zwolnił miejsce.
- A przestań, nie masz za co przepraszać. - machął ręką, bo tego typu niespodzianki zdaniem Erica na luzie mogły mieć miejsce. Poza tym uważał, że ten wypad był bardzo dobrym momentem na zapoznanie z ekipą.
- O, to faktycznie fajnie, że się udało. Jak się witaliśmy, nie widziałem niczego niepokojącego, więc na razie chyba jest git. - dodał od siebie, rozumiejąc obawy Alexa - bo bądź co bądź, sam miał nadzieję, że Sher złapie dobry kontakt z ekipą i będzie czuła się przy nich swobodnie. Jeśli komuś na drugiej osobie zależy, naturalnym jest, że chce, aby została dobrze przyjęta przez ludzi, którzy są dla niego ważni. Eric zerknął przelotnie na Sher, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Skinął głową, potwierdzając, iż bagaże Alexa (i Madds) znajdowały się w bagażniku, który otworzył pilotem - dobrze, że stał w jego zasięgu (znaczy, i tak musiał zrobić kilka kroków, by kluczyk odnalazł autko) i wykonał to, za co odpowiadał wciśnięty przycisk.
- Popilnujemy i dzięki Alex, wy też do siebie pasujecie. - zdążył jeszcze rzucić, zanim Hall poszedł po swoje rzeczy. Objął Sher w pasie i cmoknął ją w czoło.
- Ale żeśmy misję dostali. - rzucił żartobliwie, choć zaraz poszedł po leżące obok drewienka, by je dorzucić, a potem znów stanął obok Sher.
Zdawało mu się, że słyszy coś o komarach, ale nic nie odpowiedział, bo nie usłyszał, o co dokładnie chodziło - ale swoją drogą NIE wziął nic, bo… zapomniał. Jakby miało się okazać, że nikt nie wziął, to zostawała wycieczka do sklepu.
Nagle dostrzegł Alexa z okna i do jego uszu dotarło kolejne polecenie.
- EJ ALE MY Z JASONEM MAMY SWOJE KIJKI! A PICIE JUŻ DOSTAŁA! - odkrzyknął, nie mogąc się powstrzymać, by tego nie palnąć, lecz zaraz potem zaslutował i poszedł w kierunku lasu, aby poszukać badyli, nadających się do tego, aby nabić na nie kiełbaski i chlebki - oczywiście wyciągnął rękę w kierunku Sher, by w razie co poszła z nim, ale decyzję pozostawił jej samej, tj. mogła albo iść z nim i Jasonem, albo zostać i pilnować ognia.
- Obyśmy się nie zgubili, bo będzie słabo. A tak w ogóle, jak żyjesz? - spytał nagle Eric Jasona, chcąc upewnić się, że u przyjaciela wszystko w porządku. Ostatnio nie mieli zbyt wielu okazji do spokojnej rozmowy, a krótkie wymiany wiadomości nigdy nie mówiły całej prawdy o tym, co działo się u drugiej osoby. Po chwili jego uwagę przykuło jednak coś zupełnie innego.
- Patrz! To wygląda jak nora. Ciekawe, czy jakiś zwierz tu sobie pomieszkuje. - rzucił, wskazując niewielki otwór w ziemi przy kępie trawy. Odruchowo zrobił kilka kroków w jego stronę i przyjrzał się znalezisku z zaciekawieniem. Nie był specjalistą od leśnych stworzeń, ale wyglądało na to, że faktycznie mogło należeć do jakiegoś mieszkańca okolicy.
Nie było łatwo, ale koniec końców połamali kilka gałęzi - trzeba było je wykorzystać, bo na ziemi leżały głównie suche, cienkie patyki.
Po powrocie, Eric poszedł do pokoju, ponieważ w plecaku miał scyzoryk, który planował wykorzystać do ostrzenia kijków, a Jasonowi zgarnął nóż z kuchni. Chyba, że sam to będzie robił to nóż i tak na pewno się do czegoś przyda, więc po prostu sobie leżał gdzieś obok kiełbasek.
Także usiadł sobie na wolnym krześle ze scyzorykiem w jednej, a kijkiem w drugiej ręce i zabrał się do pracy. Powolnymi, pewnymi ruchami przejeżdżał ostrzem po końcówce badyla od dołu do góry, raz za razem ścinając cienkie wiórki drewna. Po kilku chwilach kij stopniowo nabierał kształtu porządnego szpikulca.
- Piwo się chłodzi. - odpowiedział Gabie, nie odrywając wzroku od swojego dzieła.Na pytanie o pianki zawahał się jednak na moment i przerwał struganie, jakby próbował sobie przypomnieć, gdzie ostatnio je widział.
- Powinny być w kuchni razem z żelkami. - odparł w końcu, po czym wrócił do pracy. Gdy uznał, że kijek jest już gotowy, odłożył go obok i wziął się za kolejny i kolejny, i kolejny, a kiedy już wszystkie miały ostre końcówki, wstał z miejsca by wziąć dwie kiełbaski (jedną planował zagrzać dla Sher) i chlebek, a następnie stanął obok ogniska.
- To kto chce, niech bierze kijek w dłoń i grzeje, co tam chce. - rzucił do ekipy, dając zielone światło na sięganie po produkty, nadające się do grzania nad (lub w) ogień.
- Wziąłem Ci jedną. - powiedział do Sher, ale oczywiście jeśli ona sama chciała, to też miała prawo, by sobie podgrzać, a on po prostu najwyżej zje dwie. Żaden problem.
Shereen Winfield
Erika Lindberg
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport