ODPOWIEDZ
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

ERIC'S BIRTHDAY (and gabs)
Rzuty kostkami
STATUS: CZAS START 23.05.2026
ObrazekObrazek
Przygotowałam dla chętnych listę losowych wpadek i zdarzeń rozpisanych pod rzuty kostką 1d6.


PLAŻA * DOMEK * OGNISKO I GRILL
KAJAKI I ROWERKI WODNE * LATARNIA MORSKA


Podzieliłam to na różne scenerie - jeśli Wasza postać robi akurat coś w danym miejscu, możecie rzucić kostką i sprawdzić, co zabawnego lub pechowego ją spotkało, a potem opisać to w swoim poście.

Uczestnictwo jest w 100% dobrowolne! Jeśli wolicie pisać w pełni po swojemu, nie musicie z tego korzystać! :hejo:

Żeby nie przedłużać też wątku, czas na napisanie pierwszego posta w pierwszej turze macie do wtorku, 26.05.2026. Miłej gry nam życzę!


Piątek, 08.05.2026, Toronto
Godz. 11:27
Pod mieszkaniem Madison Lennox


Trochę się stresował.

Nikomu - no, nie licząc Gabrieli, z którą zaplanował dzisiejszą podróż z Toronto do South Baymouth - nie powiedział, że zabierze ze sobą Madison Lennox. Z Maddie nie byli oficjalnie razem, ale spotykali się już na tyle intensywnie, że chciał, aby poznała jego znajomych. No i zamiast robić z tego jakąś wielką zapowiedź, postanowił po prostu postawić przyjaciół przed faktem dokonanym. Teoretycznie mógł napisać tylko jedną, krótką wiadomość, tak samo jak Eric... Teoretycznie wiedział też, że nikt z ekipy nie miałby nic przeciwko temu, aleee... no, właśnie, ale. Do ostatniego momentu nie wiedział, czy Lennox zdecyduje się z nim pojechać, więc wolał nie zapeszać i w dzień wyjazdu pojawił się pod jej mieszkaniem z Gabs u boku.

Gdy Maddie pojawiła się na dole, ubrana w skórzany kombinezon - tak samo jak Alex i Gabs - poczuł lekkie napięcie, bo nigdy wcześniej nie przedstawiał swojej potencjalnej dziewczyny swojej niepotencjonalnej (bo realnej, lol) przyjaciółce. - Maddie, Gabriela. Gabs, Madison - przedstawił je sobie, zanim wręczył Lennox kask z wbudowanym mikrofonem i słuchawkami, żeby wszyscy troje mieli ze sobą łączność podczas jazdy. Pogadali chwilę pod blokiem, pośmiali się i i cyk - już zaczęło mu się wydawać, że Gabs i Mads złapały wspólny vibe, więc w duchu odetchnął z ulgą i kilka minut później ruszyli w drogę. Maddie była jego plecaczkiem i czuł się zajebiście ze świadomością, że zgodziła się na ten wyjazd.

Godz. 13:53
Losowa stacja benzynowa gdzieś na drodze


Do przejechania mieli jakieś pięć, sześć godzin, więc nic dziwnego, że po dwóch godzinach zrobili sobie krótką przerwę na rozprostowanie nóg. Wypili po kawie, a Gabs zaczęła robić mu PRZYPAŁ. - Nie wierz w ani jedno jej słowo, jest ruda - rzucił do Maddie ostrzegawczo, ale chyba było już za późno, bo Gabs już zaczęła dzielenie się dziwnymi historiami z ich wspólnego życia.

Godz. 16:12
Pobocze


Po godzinie zrobili jeszcze jedną przerwę, żeby rozmasować karki i pozachwycać się widokiem, bo już zbliżali się do celu i robiło się coraz bardziej... hm, zielono (żeby nie powiedzieć, że wypiździarsko czy coś). Wydawało mu się, że Gabs i Mads zaczynały się ze sobą dogadywać, a nawet zaczęły tworzyć damski sojusz przeciwko niemu, ale równie dobrze serio mogło mu się to wydawać ze zmęczenia? - Ale bym już coś zjadł z grilla takiego mmm - rzucił do dziewczyn, przy okazji wypijając pół butelki wody, bo było, kurde, gorąco. Zwłaszcza, że miał na sobie dopasowany, skórzany kombinezon, heloł. Długo tam nie posiedzieli, bo ileż można oglądać motylki latające nad polem, nie? Totalne wypizdowo is coming.

Godz. 18:56
Domek letniskowy w South Baymoth


Do domku dotarli jako pierwsi, tuż przed dziewiętnastą. Słońce powoli chowało się za horyzontem, panowała cisza absolutna przerywana tylko cykaniem świerszczy. Domek był otoczony gęstymi drzewami, a kawałek dalej znajdowało się jezioro. Marzył o tym odludziu, odkąd dostał zgodę na urlop, serio.

Zaparkowali przed domkiem, bo okazało się, że garażu to tu nie było. Alex zdjął kask i zmierzwił wilgotne włosy dłonią, po czym pomógł Maddie zejść na ziemię. - Jestem pod wrażeniem, Lennox. Dałaś radę - mruknął jej do ucha, po czym dał jej kuksańca w bok. Chwilę później znaleźli klucze zostawione przez właściciela pod wycieraczką i wtarabanili się do środka - no i dopiero wtedy ogarnęli, że nawet nie mogą się przebrać, bo ich bagaże zabrał Eric, samochodem. Welp. - Dobra, nie ma co siedzieć, laski - zaczął, gdy już obejrzeli każdy zakamarek domku i zaklepali sobie sypialnie kurtkami motocyklowymi. - Idę ogarnąć ognisko, dopóki jeszcze cokolwiek widać. Reszta też powinna niedługo przyjechać - dodał, już kierując się ku drzwiom na zewnątrz. - Eric ze swoją ukochaną mieli zrobić zakupy? Czy Erica? Pamiętasz, Gabs? - zagadnął jeszcze, gdy już wkładał buty. - Mam nadzieję, że kupili steki - dokończył, po czym zostawił dziewczyny w domku, żeby się lepiej poznały, a sam poszedł rozpalać to nieszczęsne ognisko.

Za domkiem znalazł miejsce na palenisko i przygotowane przez właściciela suche polana. Wziął się do roboty i szybko ogarnął, co i jak - w końcu ojciec August nauczył go rozpalać ogniska, gdy był jeszcze dzieciakiem. Pierwsze płomienie bardzo szybko zaczęły buchać w górę, yay, Kanadyjczyk potrafi. Gdy ognisko już wesoło hulało, usiadł na jednym z drewnianych pieńków, oparł głowę na łokciu i zaczął się zastanawiać, kto wiózł ich weekendowe jedzenie, bo był już mega głodny, okej.

No i pozostało mu tylko CZEKAĆ.

Maddie Lennox
Gabriela R. Blais
Eric Stones
Shereen Winfield
Erika Lindberg
Lilian Davenport
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Duffy Summers
Ostatnio zmieniony pn maja 25, 2026 10:40 pm przez Alexander Hall, łącznie zmieniany 1 raz.
27 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Zastanawiała się jakim cudem to właśnie ona wylądowała w roli przyzwoitki u boku Alexa. Nie żeby miała coś przeciwko poznaniu nowej dupeczki przyjaciela, ale każdy mający choć odrobinę oleju w głowie raczej nie przedstawiał jej swojej potencjalnej dziewczynie na dzień dobry. Chociaż jeśli Maddie nie ucieknie po pierwszych paru godzinach, to znaczyło, że przeżyje całe ich pojebane towarzystwo. Miało to jakiś swój sens, więc niecierpliwie czekała z przyjacielem na blondynkę, zabijając czas swoją opowieścią.
- Pamiętasz Noe? Ten mój przyjaciel... - machała dłońmi tuż przed twarzą Alexa, próbując wytłumaczyć mu całą sytuację. - Wyznał mi miłość, czaisz? Myślałam, że pierdolnę. Pokłóciliśmy się o to i ostatnio zajebałam ojcu samochód. Stał sobie na podjeździe, więc zabrałam. No i wyciągnęłam Noe na przejażdżkę, bo przecież tak nie może być. I znowu zaczęliśmy się kłócić. Jakiś typ do mnie zadzwonił i prosił, żebym mu pomogła. Okazało się, że miał na chacie nielegalnego lisa, bo w Kanadzie ich nie można hodować i wplątałam się w akcje wywozu rudzielca do USA. Było mi w chuj przykro, no ale wiesz jaki jest Madox... Nie zgodziłby się, a Noe zrobił mi jazdę, że się przejmuję zdaniem innego faceta. Kurwa musiałam mu tłumaczyć, że to mój kuzyn i zaczęliśmy się całować. Środek akcji, wszystko pięknie i... - pstryknęła palcami przed twarzą przyjaciela, gdy wpatrywał się tępo w jeden punkt i to nie przez to, że wryło go przez jej słowotok. Przechyliła głowę na bok, gdy drobna blondynka stanęła przed nimi, a ona obdarzyła ją uśmiechem - w końcu obiecała, że będzie miła. - Alex gdzieś ją wyrwał? - zagwizdała cicho i zmierzyła ją od stóp do głów spojrzeniem. - Cześć jestem Gabi! - od razu przytuliła dziewczynę i trzymając dłoń na jej ramieniu wskazała na Alexa. - Cały dzień jest spięty biedaczek. Jak się zrazisz do mnie, to może mnie zamordować, więc jak coś chociaż udawaj, że mnie lubisz. - puściła oczko do przyjaciela i zaśmiała się wesoło obserwując miny, które uwalał chłopak. - No i słuchajcie dalej. Jest środek akcji i mu wyjęczałam imię mojego eks… A Maddie, bo ty nie wiesz o co chodzi. To zacznę od początku...
Pierwszy postój był jak zbawienie. Niemal od razu ruszyła biegiem na stację, żeby kupić energetyka i popić go kawą, bo Alex obudził ją brutalnie o nieziemsko wczesnej porze. A i tak sam się spóźnił kutas. - No i Maddie wyobraź sobie, że jak wyciągaliśmy walizki z taksówki, to Lex omyłkowo zabrał moją. Nadal był cały ujebany Amareną, takim najtańszym szczochem, bo wylałam na niego pół butelki podczas jazdy. No i jest w tym swoim pokoju, chce się przebrać, a tu kurwa moje rzeczy. Ja sobie fajnie chilluje na basenie, a ten napierdala mi połączeniami jak psychol. Pisze mu, że jestem na basenie, a on po godzinie wkurwiony schodzi w mojej sukience. Tylko to na jego ulane dupsko pasowało. Przez cały tydzień musiałam tłumaczyć kumplom, że Alex nie jest transem. Mark do dziś wspomina twoje zgrabne nóżki i prosi o numer. - posłała Alexowi niewinne spojrzenie, gdy rzucił swoje hasło, że rudym nie można wierzyć. Powinna za to później go dojechać z Erzą. - A wiesz jakim jest chujowym skrzydłowym?... - nie zrażona wzrokiem Alexa kontynuowała dzielenie się kolejnymi historiami z ich wypadów. W tej właśnie wiekopomnej chwili obie były świadkiem kryzysu emocjonalnego Alexa pod tytułem „o boże, dwie kobiety naraz, zaraz umrę”.
Na kolejnym postoju umierała już wewnętrznie, wachlowała twarz dłońmi marząc o tym, żeby ściągnąć z siebie kombinezon i wskoczyć do wody. Może bardziej doceniłaby widoki gdyby nie topiła się w swoim stroju. Zastanawiała się nawet przez chwilę czy ich przyjaciele również będą jechać tą drogą i znajdą w tym gąszczu zieleni ich zwłoki? Nie dane było jej to sprawdzić, bo musieli ruszać dalej...
Zwycięstwo.
Ziemia obiecana.
- A mnie już nie pochwalisz? - rzuciła zmęczonym głosem do Alexa i podreptała za nim do drzwi licząc, że w końcu będzie mogła się odświeżyć i zapalić. Marzyła również o zimnym piwie, bo kto to widział, żeby Blais od co najmniej dwudziestu godzin była trzeźwa. Nawet na odwyku mieli bardziej cywilizowane warunki. - Pierdolę to. Nie ma mowy, że w tym zostanę. - zaczęła powoli ściągać z siebie kombinezon i rzuciła spojrzenie Alexowi, który zbierał się do wyjścia. - A nie przypadkiem Duffy? - zapytała nie licząc nawet na odpowiedź, bo chłopak zostawił je same. - Nie ma co mała. Ściągaj to. Za domem musi być jakiś wąż ogrodowy. Spłuczemy się i obwiążemy ręcznikiem. Sami swoi. - westchnęła ciężko i spojrzała na Maddie, stojąc już praktycznie w samej bieliźnie.

Maddie Lennox
Alexander Hall
Eric Stones
Shereen Winfield
Erika Lindberg
Lilian Davenport
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Duffy Summers
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
178 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Eric planował wyjechać w południe, dlatego koło godziny 9 zwlekł się z łóżka, przebrał się w wygodne ciuchy - bo przecież czekało go prawie 6 godzin jazdy - czyli luźny t-shirt i spodnie do kolan, a następnie dorzucił do swojej walizki parę rzeczy typu dezodorant, szczoteczkę i pastę do zębów oraz perfumy. Uznając, iż nic więcej NIE będzie już dorzucał, zapiął i zaniósł walizkę do bagażnika, mając nadzieję, że jego Hondzia na radę i pomieści WSZYSTKIE bagaże - bo przecież oprócz niego, miało wejść jeszcze kilka walizek. Przypomniało mu się, jak kiedyś (Eryk miał może z 9/10 lat) całą rodziną jechali nad morze i jego ojciec układał wszystkie bagaże tak, by móc zamknąć bagażnik - różnica była taka, że samochód pana Stonesa był nieco większy od auta Erica (rodzinny suv vs sportowy hatchback), no ale planował tak wszystko poukładać, by się pomieściło nie ma, że się NIE da.
Po 10 pojechał zatankować i przy okazji skorzystał z myjni i zjadł hotdoga - bo z kartą stałego klienta miał zniżkę. Po powrocie ze stacji paliw, czekał na przybycie Shereen i Ericki. Nagle przypomniał sobie, że nie wziął BARDZO ważnych rzeczy tj. bezprzewodowego głośnika oraz ładowarki do telefonu. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że nie pamiętał, gdzie ostatnim razem ten głośnik odkładał, bo na miejscu go nie było. Rozpoczął więc akcję poszukiwawczą, a w międzyczasie usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł otworzyć i przywitał Sher lekkim pocałunkiem, po którym zaniósł walizkę dziewczyny do bagażnika.
Koniec końców znalazł to, czego szukał, i przy okazji zgarnął też powerbanka - dobrze, że nie musiał się martwić o Gustavo, bo opiekę nad nim miał dogadaną z siostrą (na szczęście to tylko rybka, więc wystarczyło mu wrzucić troszkę pokarmu raz dziennie). Po przybyciu Ericki, powitał ją uściskiem i postąpił tak samo z jej bagażem, co wcześniej ze swoim, Sher czy Alexa bo raczej ciężko byłoby im jechać z walizką na motorze.
- Shereen, to Ericka. Ericka, Shereen. - przedstawił sobie obie panie i upewniając się, że w schowku w aucie miał dokumenty, założył okulary przeciwsłoneczne. Oczywiście, jakiś wewnętrzny głos kazał Ericowi sprawdzić, czy na pewno zamknął dom, więc przed rozpoczęciem podróży szybkim krokiem podbiegł do drzwi, aby szarpnąć za klamkę. Odetchnął z ulgą, kiedy się nie otworzyły, i ponownie usiadł przed kierownicą.
Z głośników zaczęła lecieć współdzielona przez Erica, Sher i Erikę playlista, na której znajdowały się SAME SUPER kawałki Abbay, Madonny, Britney Spears, Cher, Nelly Furtado i Timbalanda, Gigida Agostino, Lady Gagi, Sandru Ciorby, O-zone, 4 Non Blondes czy Christiny Aguilerry, Outkast, Gorillaz oraz JLo (Let’s get loud musiało być na plejce OBOWIĄZKOWO). On oczywiście śpiewał zazwyczaj refreny i od czasu do czasu miział Sher po lewym udzie - bo chciał i bo mógł.

Pierwszy postój nastąpił po mniej więcej dwóch godzinach z hakiem. Zajechali na stację, bo sam Eric musiał skoczyć do toalety - tak to jest, kiedy podczas jazdy piło się colę. Nim wsiadł ponownie do auta, spojrzał w telefon, aby sprawdzić, ile jeszcze zostało oraz jak mniej więcej prezentowała się trasa. Zostały 3 godziny i 15 minut, więc nie tak źle. Dalej chciało mu się śmiać, gdy przypominał sobie o pierwszej propozycji miejscówki, oddalonej od Toronto o mniej więcej 30 godzin autem.
O tyle dobrze, że pogoda dopisywała, bo gdyby padało, to podróż by się raczej wydłużyła.
- Dajecie radę? - spytał, by mieć pewność, iż wszystko było okej.
- Jak chcecie, to za jakieś pół godziny powinien być Burger King i McDonald’s, to tam będzie można zajechać coś zjeść. - przynajmniej tak mówiła nawigacja. Natomiast jeśli ani jedna, ani druga nie były głodne, to nie planował zajeżdżać do żadnej z wymienionych restauracji.

Po dotarciu na miejsce i wyjściu z auta, rozprostował się, wyciągając ręce do góry i robiąc obroty tułowiem w obie strony - jak na jakiejś rozgrzewce. Zaraz potem poszedł do bagażnika, z którego zaczął wyciągać po kolei walizki oraz siatki z zakupami.
Zauważył stojące obok motory, co oznaczało, iż przyjechał jako drugi chyba, że Duffy zaparkowała gdzieś indziej. Tak czy inaczej, do jego nozdrzy wdarł się charakterystyczny zapach dymu, no ale nim poszedł pomóc i szukać miejsca z ogniskiem, poszedł zająć pokój - pewnie wziął Sher za rękę i poszli razem, żeby nie było, że wybrał im BEZNADZIEJNY pokój - gdzie zostawił swoją i swojej dziewczyny walizkę wraz z pozostałymi rzeczami typu plecak oraz wędki. Nie ukrywał, że miał ochotę na dłuższą chwilę zostać w pokoju, ale no… nie mogło być tak, że Alex sam ogarnia ognicho - Eryk zobaczył go przez okno górnej kondygnacji domku.

Poszedł zatem na tyły domku, a po drodze przywitał się z dziewczynami stojącymi obok szlauchu.
- Cześć, Gabi, cześć… Maddie. - posłał w ich stronę lekki uśmiech, będąc zaskoczonym widokiem tej drugiej dziewczyny, gdyż absolutnie nie spodziewał się, że Hall zabierze ze sobą swoją drugą połówkę, bo nic o tym nie wspominał, ale z drugiej strony, Eric uważał, że to całkiem fajnie - poza tym, skoro on przyjechał z Sher, to czemu Alex nie mógłby zabrać swojej dziewczyny? On nie miał z tym najmniejszego problemu.
- To jest Shereen. Sher, to Gabi i Maddie. Maddie to dziewczyna Alexa. - wyjaśnił, wskazując Alexa ruchem głowy, a potem ruszył do paleniska - w prawej dłoni trzymając reklamówkę z kiełbasami, chlebem, ketchupem, musztardą, jednorazowymi tackami, sztućcami oraz serwetkami.
- Siema. Widzę, że ładnie się jara. - powiedział, witając się z Alexem piąteczką. Po przywitaniu, odłożył reklamówkę na pobliską ławkę, tuż obok ogniska, i wyciągnął przed siebie ręce tak, jakby chciał się ogrzać.
- Dobrze się jechało? - spytał, choć skoro sam nie miał większych problemów na drodze, to sądził, iż podczas jazdy Alexa nie powinno być inaczej.
- A tak w ogóle niezła niespodzianka. - dodał, zabawnie poruszając brwiami i uderzając kumpla w ramię, mając nadzieję, iż Alex ogarnie, co lub raczej kto, krył się pod słowem NIESPODZIANKA.
- Ciekawe, kiedy reszta dotrze. - rzucił, mając nadzieję, że dojadą w ciągu najbliższych kilkunastu minut. Nagle przypomniał sobie, że napoje zostały w bagażniku... no ale czy aktualnie były potrzebne?

Shereen Winfield
Erika Lindberg
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

12
off the grid


W y j a z d.

Denerwowała się na myśl o spędzeniu całego t y g o d n i a ze znajomymi Erica. Niektórych kojarzyła z jego dwudziestych pierwszych urodzin — przynajmniej powinna kojarzyć — niektórych miała dopiero poznać. Potrzebowała chwili, żeby zastanowić się nad odpowiedzią; czy w ogóle chciała jechać? W tym czasie dostała propozycję wyjazdu ze swoimi przyjaciółkami, ale… Uznała, że zrozumieją, jeśli im odmówi. Imprezę urodzinową Erica uznała za ważniejszą. W końcu on także był jej przyjacielem i nie chciała go rozczarować. Zwłaszcza teraz, gdy nie byli już tylko przyjaciółmi. Klasycznie obawiała się tego, że nie wkręci się w towarzystwo, że okaże się zbyt sztywna, poza tym musiała być pod telefonem. Pierwszy raz zostawiała salę pod opieką innej osoby. Najgorsze było pakowanie się do walizek. Zawsze brała zbyt dużo ubrań i kosmetyków, bo wolała być przygotowana na wszystko. Najlepiej każdą zmianę pogodową i sytuacje, których nikt nie brał pod uwagę — może poza nią. Poza problemem z pakowaniem miała cichą nadzieję, że jej były chłopak niczego nie rozpieprzy i nie postanowi zniszczyć jej tygodnia swoją (niechcianą) obecnością w pobliżu miejsca, w którym mieli spędzić całą grupą czas przez najbliższe kilka dni; albo niepokojącymi wiadomościami. W domu Erica była na umówioną godzinę. Idąc do niego, zastanawiała się jeszcze przez chwilę, czy wszystko wyłączyła. Dzień wcześniej zrobiła sobie listę rzeczy do ogarnięcia przed wyjazdem, więc przy każdym odhaczonym punkcie, stawiała parafkę. Po wyjściu z domu przejrzała jeszcze tę listę, żeby sprawdzić, czy faktycznie ogarnęła. O kota się nie martwiła, bo na czas jej nieobecności miał zostać pod opieką Audrey. Po przywitaniu z Erikiem i przedyskutowaniu spraw organizacyjnych; czas podróży, ogarnięcie trasy i sprawdzeniu punktów postojowych, była już całkowicie spokojna i gotowa do wyjazdu. Pierwszą osobą, którą poznała, okazała się Erika, z którą od razu się przywitała. Dosłownie chwilę po tym, jak Eric je sobie przedstawił.

Okay, no problem, I’ve got everything under control.


Z początku raczej niewiele mówiła, była zbyt zaabsorbowana podziwianiem miasta przez szyby fancy samochodu Erica. Pogoda była nawet przyjemna, jak na kanadyjskie realia, więc nie mogła narzekać na przeszywające zimno — na gorąc również nie bardzo. Po godzinie zaczęło jej się nieco nudzić. Winfield była przyzwyczajona do ciągłego ruchu i robieniu czegoś, dlatego siedzenie wydawało jej się uciążliwe. Tym bardziej, że po drodze mijali dość ciekawe punkty orientacyjne, których była ciekawa. Playlista, którą udało im się złożyć i do której Erika dorzuciła swoje kawałki, była wręcz i d e a l n a do karaoke, więc gdy tylko słyszała piosenki, które z jakichś powodów — mniej lub bardziej wstydliwych — znała, to zaczynała śpiewać. Na szczęście nie fałszowała, choć czasem przeginała, gdy próbowała wbić się w nieswoją tonację i kompletnie jej to nie wychodziło. No cóż, trudno. Wychodziła z założenia, że jej talent wokalny był głównie problemem słuchających. Po tym, jak znudziło jej śpiewanie, zaczęła opowiadać historie życia — bo Winfield była wygadana i w ten sposób Erika poznała historię o tym, jak na egzaminie z reżyserii wykładowca kazał odegrać scenę, w której czuć napięcie między postaciami. Wszystko wypadło idealnie, a dwójka aktorów zdała śpiewająco, bo byli bardzo przekonujący — okazało się, że dosłownie chwilę wcześniej zdążyli się między sobą pokłócić (o zupełną głupotę, bo problemem był rachunek o zakupione wcześniej śniadanie). Czas minął jej na tyle szybko, że nim się zorientowała, Eric wspomniał o postoju, na co zareagowała niedowierzającym: SERIO?
Przeciągnęła się po wyjściu z samochodu.
— Jest okej. Tylko trochę mi się nudzi. Poza tym nie jestem w sumie głodna. Chyba, że Erika ma ochotę coś zjeść… To wtedy kupię mcflurry, jeśli zajedziemy do Mc’a. — bo uznała, że to będzie d o s k o n a ł y pomysł. Ostatecznie decyzja należała do Lindberg.
Reszta drogi minęła jakoś szybciej, albo tak jej się wydawało. Być może było to spowodowane tym, że dalej mogła zagadywać Erica lub Erike — albo tym, że po zjedzeniu lodów z McDonalda (o ile ten przystanek zaliczyli), mogła iść umierać.

Domek był naprawdę ładny. Okolica wydawała się przyjemna — i zamierzała ją później zwiedzić. Pierwsze wrażenie? Bardzo pozytywne. Pokój, w którym mieli spać, również jej się spodobał. Zdenerwowanie, które towarzyszyło jej w samochodzie, zdążyło już dawno przeminąć. Teraz stresowała się nieco mniej, była bardziej rozluźniona i przede wszystkim zaintrygowana resztą grupy. Nie miałaby nic przeciw zostaniu dłużej w pokoju i rozpakowaniu rzeczy, ale w tamtym momencie bardziej ciągnęło ją na zewnątrz. Poza tym nie wypadało tak nagle znikać bez wcześniejszego przywitania się. Wyszła z pokoju razem z brunetem, ale po wyjściu z domku trzymała się raczej za nim. Nie musiała się go pilnować, poza tym, Eric musiał przywitać się z przyjaciółmi. Podeszła nieco bliżej, gdy ją przedstawił. Co miała powiedzieć, poza prostym miło mi was poznać? Najpierw minęli dziewczyny — Maddie i Gabi, jak zrozumiała. Rudowłosa stała już praktycznie w samej bieliźnie i najwidoczniej zamierzała się ochłodzić. Winfield natomiast nie zamierzała się moczyć, więc, zamiast zostać w damskim towarzystwie, podeszła do ogniska — nie bez powodu ogień był jej ulubionym żywiołem.
— Dawno przyjechaliście? — wtrąciła. Skoro Alex zdążył już rozpalić ognisko, podejrzewała, że byli tu już od kilku minut… Może nawet dłuższych minut.

Eric Stones Alexander Hall Duffy Summers Gabriela R. Blais Erika Lindberg Jason Choi Erza B. Fernandes Maddie Lennox Lilian Davenport
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten wyjazd może i w nieco chaotyczny sposób, ale jednak planowali od dłuższego czasu. W końcu obiecali sobie, że gdzieś wspólnie wyjadą, a urządzenie przy okazji urodzin Erica wydawało się być wspaniałym pretekstem do tego, aby urządzić imprezę na cześć ich przyjaciela w jakimś zapomnianym przez Boga miejscu.
Całe szczęście rzeczony kumpel był także tym, który wspaniałomyślnie zaproponował, że będzie mógł ją zawieźć do wynajmowanego domku w... gdzieś tam. Wbrew temu, co można byłoby o niej sądzić to zdołała dzień wcześniej spakować się w niezbyt pokaźnych rozmiarów torbę sportową (a na miejscu pewnie odkryje, że zapomniała kilku rzeczy) i pożegnawszy z samego rana swoją najcudowniejszą współlokatorkę, która uzyska nareszcie okazję do tego, aby odpocząć od Lindberg, wyruszyła pod dom Stonesa.
Na miejscu zastała już dziewczynę Erica, którą przyszło jej poznać tuż przed samym wyjazdem i po wymienieniu krótkich uprzejmości postanowiła dodać do już ich i tak pokaźnej playlisty Cheri Cheri Lady, bo impreza bez Modern Talking to wcale nie była impreza.
Większość drogi przebiegała im dosyć spokojnie. W zasadzie kiedy już tylko wyjechali z Toronto i zaczęli się kierować na te mniej odwiedzane przez ludzi tereny to mogli liczyć na brak większego ruchu oraz idealną okazję zarówno do tego, aby podziwiać rozciągające się przy drogach widoki oraz zdzierać gardła do kawałków, które mieli na swojej cudownej liście przebojów. Z pewnością niejedna osoba byłaby w stanie ich im zazdrościć.
Podczas pięciogodzinnej ponad jazdy oczywistym również było to, że zaliczą chociaż tą jedną słynną przerwę na siku, a przy okazji padła też propozycja tego, aby wpaść do którejś z flagowych knajp serwujących fast foody.
- Niekoniecznie. Mamy w aucie paluszki i jakieś inne chrupadła. Na ten moment chyba starczy - odpowiedziała, bo sama nie czuła również większej potrzeby, aby zajechać do jakiegoś lokalu serwującego żarcie. - Co do nudy to Eric coś wspominał, że chciał wziąć switcha.
Co prawda granie na konsoli w czasie jazdy potrafiło przyprawić o nudności, ale zawsze był to jakiś sposób na to, aby wyrwać się z nudy. Lindberg z kolei nie mogła na nią narzekać. W końcu miała przy sobie dwójkę kompanów, z którą dobrze jej się rozmawiało, przyjemne widoki za oknem, a zawsze też mogła na chwilę skupić uwagę na swoim telefonie.
W czasie trasy odkryła, że bardzo dobrze rozmawiało jej się z Shereen, która okazała się być dosyć ciekawą osóbką. Sama też zarzuciła jej jakąś zabawną historyjką z własnych studiów, gdy jeden z wykładowców zarzucił jej, że przeczytała pewien wierszyk dla dzieci niczym poezję erotyczną przez swoją intonację, a innym razem rzekomo tekst o miłości wybrzmiał z jej ust jakby był o tygrysie polującym na sarnę, a przy okazji wspomniała też coś o swoim podcaście, gdy temat gdzieś zszedł na temat pracy czy hobby. Ogólnie podróż była niezwykle udana.
Na pewno jednak mile przyjęła fakt, gdy w końcu zajechali na miejsce i mogła wysiąść z super-Hondy Erica, aby zaczerpnąć haust świeżego powietrza. Potoczyła jeszcze wzrokiem po najbliższej okolicy i wygrzebawszy swoją torbę z bagażnika postanowiła zanieść bagaż do domku. W przeciwieństwie do reszty nie zajęła jednak od razu konkretnej sypialni, a zwyczajnie rzuciła swoje rzeczy gdzieś w salonie, uznawszy, że później obierze swój pokój, gdy już ustali z kim miałaby go dzielić.
Zapach dymu, który ciągnął zza domku niemal od razu ją przywiódł do Alexa, który siedział na pieńku i najwyraźniej nadzorował całe to palenisko. Uśmiechnęła się niemal od razu na jego widok i podeszła bliżej, aby go zwyczajnie i po przyjacielsku przytulić.
- Cześć, Lex. Widzę, że dotarliście na miejsce. Jak droga? - zagadnęła go jeszcze, ale z pewnością nie zabawiła zbyt długo w jego towarzystwie, bo zaraz też jej uwagę zwróciły żeńskie głosy, które rozlegały się w pobliżu.
Musiała w końcu przywitać się ze wszystkimi i dlatego po krótkiej wymianie zdań z Hallem, ruszyła dalej, gdzie rzecz jasna mogła liczyć na całkiem ciekawy widok dwóch motocyklistek. Jakby to internet powiedział: 2 girls 1 szlauch.
- Dopiero przyjechaliśmy, a ty już nasz witasz w bieliźnie, Gabs? - zagadnęła, witając się z koleżanką po czym całkowicie niezrażona jej połowicznym negliżem oraz tym, że (prawdopodobnie) Blais była już przemoczona wodą z ogrodowego węża, przytuliła ją do siebie.
Dopiero wtedy jej uwaga skupiła się na znajdującej się obok blondynce, do której wyciągnęła rękę.
- Chyba się jeszcze nie znamy. Erika - przedstawiła się, uśmiechając się zachęcająco do dziewczyny. - Mam nadzieję, że miło spędzimy razem tydzień.
No, ale jak mogliby go spędzić niemiło? Udało im się zebrać naprawdę boską ekipę, a poza tym znajdowali się w naprawdę czarującym miejscu. Nic więcej nie było jej aktualnie trzeba.

Maddie Lennox
Gabriela R. Blais
Eric Stones
Shereen Winfield
Alexander Hall
Lilian Davenport
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Duffy Summers
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

W końcu nastał ten właściwy dzień, gdy mogła sprawdzić jak się sprawdza nowa walizka kupiona na promocji. Fakt faktem, że trudno było się zdecydować, co zabrać. Więc nie do końca była pewna czy zabrała właście ubrania. A w razie czego nie dało się tak po prostu wyjść do długie i dokupić. Jakoś będzie musiała przeżyć, a nuż się okaże, że wzięła jednak dobre stroje.
Drogą jaj to droga minęła całkiem spoko, chociaż momentami się dłużyła. Mimo wszystko dobrze było się wyrwać z miasta na chwile i zmienić otoczenie. Zwłaszcza, że na miejscu miała się spotkać z fajnymi ludźmi i do tego świętować urodziny jednego z nich.
Dawno już nigdzie nie była, więc poza koszmarem związanym z pakowaniem, szczerze się cieszyła na te chwile. Nie był to pięciogwiazdkowy hotel, ale też nie zawsze były one potrzebne. Przede wszystkim liczyła się ekipa i nastrój, a prawie każde miejsce się nada. Przynajmniej miała takie nastawienie, gdy wreszcie nawigacja dała znać, że zostało już jej nie za dużo do celu. Szczerze się ucieszyła, bo zaczynały ją poleć ręce do trzymania kierownicy. Zazwyczaj nie prowadziła za dużo, więc brakowało wprawy i przyzwyczajenia.
Z ulgą pokonała ostatnią prostą, gdzie już najwyraźniej było parę osób. Zawsze to lepiej, że już ktoś zajechał i nie będzie pierwsza. Być tak pośrodku to w sam raz dla niej. Z resztą nie było sztywno powiedziane, że mają zjawić się o konkretnej godzinie.
- Cześć ludzie - przywitała się kierując się w stronę znajomych i nie znajomych twarzy. Dopiero teraz poczuła jak miała zesztywniałe ciało od siedzenia za kółkiem tyle czasu. - Jest może coś zimnego do picia?

Alexander Hall Eric Stones Erika Lindberg Gabriela R. Blais Shereen Winfield Maddie Lennox Jason Choi Lilian Davenport
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pojedź ze mną, chcę przedstawić Cię przyjaciołom.
Tylko tyle zapamiętała z ich rozmowy, która miała miejsce kilka dni temu przed wyjazdem. Jezu, doskonale też pamiętała uczucia jakie wywołały w niej te proste zdanie. Uśmiech nie potrafił zejść z jej twarzy, przyjemne ciepłe mrowienie zalewało jej ciało. Czuła się...dobrze, nawet bardzo dobrze. Ekscytacja rosła, nawet w momencie, w którym musieli wybrać się na zakupy aby kupić dla Mads kombinezon na motor. I nagle, w dniu wyjazdu wszystko uderzyło w nią z podwójną siłą, stojąc przed lustrem i obserwując swoje odbicie zaczęły nachodzić ją dziwnego rodzaju wątpliwości. Poprawiła wysoką blond kitę i zacisnęła usta w wąską kreskę. Boże, czy robiła dobrze, że się zgodziła? A co jeśli jego przyjaciele jej nie polubią? Znała siebie, była ciężkim przypadkiem i nawet jeśli obiecała sobie, że będzie grzeczna to nie mogła przewidzieć wszystkiego. Zależało jej, cholernie zależało jej na tym aby ludzie z jego otoczenia ją polubili, a przede wszystkim zaakceptowali. I potem pojawiła się kolejna myśl, Alex przedstawi ją jako kogo? Swoją koleżankę? Przyjaciółkę? Czy może jako laskę, z którą tylko dobrze się bawi? Tyle pytań, zero odpowiedzi. Bo najgorsze w tym wszystkim jest to, że żadne z nich dalej nie znalazło w sobie na tyle odwagi aby rozpocząć ten temat. Nie mogła się jednak wycofać, chciała jechać, poznać Halla z totalnie innej strony, nie mogła się bać, była przecież pewna siebie. Da radę, poradzi sobie. Madison Lennox nie wymiękała.
Powiedzmy, bo na miękkich nogach to ona wychodziła ze swojego apartamentowca kiedy dostała wiadomość od chłopaka, że ten na nią czeka. I faktycznie tam stał, ubrany w ten skórzany kombinezon, na którego widok dziewczynie o mało co ślina z buzi nie poleciała, gdyby nie to, że w ich towarzystwie był ktoś inny to na bank rzuciłaby się na niego i wciągnęła do budynku.
- Cześć! Maddie, miło Cię poznać. - uśmiech na twarzy Lennox był autentyczny i szczery, przyznać też musiała, że z Gabs była dobra dupa, Japierdole to i tak za mało aby opisać jak dobrze wyglądała. Blondynka parsknęła cicho śmiechem na słowa dziewczyny, a potem spojrzała na Alexa, zbyt długo i zbyt intensywnie. Stresował się? Czym? Miała nadzieje, że nie tym, że Mads zrobi mu wstyd, umiała się zachować, czasami.
- Spoko, jak będzie do Ciebie skakał to daj znać, ustawię go do pionu. - puściła dziewczynie oczko, a potem poklepała swojego...Alexa w ramię. I pewnie powiedziałaby coś jeszcze, ale Gabs się rozgadała, boże bardzo mocno się rozgadała i gadała i gadała i gadała. Maddie dawno nie słyszała aby jakiś człowiek mówił tyle słów na raz, szczególnie, że dziewczyna dzieliła się jedną ze swoich historii, a że robiła to przy blondynce, którą poznała chwilę wcześniej to chyba wróżyło dobrze, nie? Miejmy taką nadzieję.
Alex pomógł jej założyć kask, ogarnęli się i pojechali. I przyznać musiała, że motor był zajebisty. Naprawdę dobrze jej się jechało, kurczowo trzymała się chłopaka, od czasu do czasu nawet swoimi rączkami zjechała gdzieś niżej aby go trochę pozaczepiać, Mads jak to ona nie mogła się powstrzymać i nawet rzuciła jakieś mało grzeczne komentarze kompletnie nie przejmując się tym, że wszystko słyszy Gabs. Ta wydawała się nawet całkiem rozbawiona sądząc po śmiechu jaki Maddie słyszała w swoim kasku.
I potem dziewczyna zaczęła opowiadać kolejną historię jak stali na postoju na jednej ze stacji, blondynka śmiała się nie mogąc tego opanować, bo wyobraziła sobie Alexa w tych ubraniach.
- Błagam, powiedz, że masz jakieś zdjęcia albo filmik, bo jak nie zobaczę to nie uwierzę, plis. I fakt, przyznać trzeba, że ten pajac ma naprawdę świetne nogi, czasami sama zazdroszczę. - rzuciła rozbawiona. Starała się ukryć dziwnego rodzaju szok, który spadł na nią po usłyszeniu tej historii. Bo nie znała go z tej strony, tego wyluzowanego i zabawnego gościa, w sensie przy niej też taki był, ale na pewno nie tak samo jak w swoim gronie.
Dojechali, okolica była malownicza i naprawdę przyjemna. Czy czuła się tutaj dobrze? Owszem, ale również nieswojo. Bo wstyd się przyznać, ale nigdy nie była w takim miejscu, nigdy też nie jeździła z przyjaciółmi (albo znajomymi bo ludzie z którymi się zadawała nie byli przyjaciółmi.) w takie miejsca, bo jedyne ognisko jakie akceptowali to to w kominku w willi w Aspen.
- Nie rozumiem Twojego zdziwienia, Hall. To ja powinnam powiedzieć, że dałeś radę, bo myślałam, że zjedziesz z drogi i zaliczysz jakiś las. - rzuciła poruszając zabawnie brwiami, na myśli miała ten moment, w którym jej ręka zjechała zdecydowanie niżej na jego ciele niż powinna. Ale cóż...lubiła prowokować, szczególnie jego.
- Dałaś radę Gabs, zajebista robota! - zdecydowała się ją pochwalić w razie gdyby ciemnowłosy tego nie zrobił, taka dobra była.
A potem zaczęło się już dziać bardzo wiele, Mads jednak nie zdecydowała się na szalony pomysł Gabs (chociaż w chuj chciała) bo nie wypadało biegać w samej bieliźnie przy osobach, które miała poznać i przed którymi chcąc nie chcąc chciała wypaść dobrze. Bo dalej się stresowała tym wszystkim.
Zaraz na miejscu pojawiały się kolejne osoby, z którymi Mads wymieniła przywitania. I prawie się opluła kiedy Eric przedstawiając Mads Sheri nazwał ją dziewczyną Alexa. Dobra, to było dziwne, ale serce to zabiło jej szybciej niż powinno.
- Cześć, miło Was poznać. - wymieniła kolejne grzeczności uśmiechając się lekko. Boże, czuła się tak dziko i nieswojo, pewność siebie, którą zazwyczaj w sobie miała gdzieś uleciała. Była z obcymi ludźmi, na obcym terenie i jeszcze wszyscy mają ją za dziewczynę Alexa, zgubiła się, w chuj. Już wolałaby zgubić się w lesie.
- Jak droga? Było spokojnie? - zapytała tym razem Ericki, która dalej stała najbliżej Mads i Gabs, wypadało jakoś utrzymać rozmowę, tak. A ona była kulturalna, o.
Alexander Hall Eric Stones Erika Lindberg Gabriela R. Blais Shereen Winfield Jason Choi Duffy Summers Lilian Davenport
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Pozwolę sobie uznać, że Jason przyjechał z Duffy i Lili

Wycieczka z dala od cywilizacji brzmiała... dwojako. Z jednej strony, Jason był typowym mieszczuchem. Online 24/7, bardzo lubił fakt że mijał sklep na każdym rogu, hałasy ulicy pomagały mu zasypiać niczym najlepsza kołysanka, a kluby i dyskoteki odwiedzał średnio co drugi wieczór, obracając się wśród dzikich tłumów nieznanych sobie ludzi. Idea, że teraz miał zostawić to wszystko, nawet jeśli tylko na kilka dni, była, cóż, zdecydowanie niecodzienna. Porywająca, ale niecodzienna. W jego idealnej wizji wypadu z paczką przyjaciół, widział raczej jakieś plaże znajdujące się nieopodal dużego, bogato turystycznie miasta - a nie hacjendę na jakimś odludziu. Nie zamierzał jednak narzekać, w końcu udało im się wypracować jakiś kompromis - wśród atrakcji miała być w końcu i plaża i łażenie po lasach i nawet ognisko. Tylko sklepów i klubów z dyskoteką jak na lekarstwo - ale to drugie mogli sobie przecież zawsze urządzić w salonie w domu.
Z uzyskaniem wolnego w pracy nie miał większego problemu. W jego zawodzie nie było stricte czegoś takiego jak "bardziej pracowity okres". Zdarzały się drobne wyjątki - na przykład w lecie, gdy szczególnie starsi ludzie mieli problem z unikaniem udarów cieplnych. Ale dom pogrzebowy zawsze miał klientów, więc Jason wierzył w to, że poradzą sobie, kiedy jego zabraknie przez kilka dni. Nawet trochę się ekscytował na tę wycieczkę. Nie miał jeszcze okazji tak naprawdę wyrwać się z miasta na odludzie - za dzieciaka powstrzymywały go problemy rodzinne, a później po prostu za bardzo przywykł do wygodnego, mieszczuchowego stylu bycia. Generalnie był otwarty na różne aktywności na łonie natury - z pewnymi wyjątkami bo za żadne skarby nie da się namówić na całodniowe szukanie grzybów po lesie. Nie dość, że brzmiało to jak straszne nudziarstwo, to jeszcze nazbierałby pewnie samych trujących grzybów.
Pakował się dość długo, nie będąc do końca pewnym, co powinien zabrać na taką wyprawę. W którymś momencie poradził się nawet internetu, finalnie jednak był nawet usatysfakcjonowany tym że dał radę zmieścić się w zaledwie jedną walizkę i jeden plecak. Nawet jeśli wybierał się do lasu, nie mógł przecież wyglądać jak wieśniak. Zaakceptowałby estetykę drwala, niestety nie posiadał ku temu brody. Kiedy wybiła właściwa godzina, zjawił się w miejscu, w którym umówił się z Duffy i Lilian. Czekająca ich jazda miała być dość długa, ale Choi liczył na to, że zleci szybko. W którymś momencie chciał nawet zaoferować się, że zmieniłby Summers za kierownicą, ale wiedział, że niektórzy kierowcy nie lubili pozwalać innym sterować ich autkami. Musiał zadowolić się więc rolą Passager Princess, DJa i podawacza przekąsek - bo przecież w trakcie drogi trzeba było ich drivera nieco posilić.
Nieprzyzwyczajony do tak długich podróży, pod koniec trasy Jason zaczął nieco marudzić, ale nie mogło to być bardzo uciążliwe - bo Duffy nie wyrzuciła go z auta. Niemniej, odczuł dużą ulgę kiedy w końcu w oddali zamajaczył domek, o którym wspominał im Alex. Choi wyskoczył z auta jak w procy, najpierw usłużnie zanosząc ich bagaże do środka, a dopiero potem szukając wszystkich, którzy zdążyli zjawić się już na miejscu. Wyglądało na to, że mieli prawie komplet.
- Siemka, siemka - już z daleka dało się dostrzec ognisko i coraz liczniejszą grupkę ludzi stłoczonych dookoła, więc to tam Jason udał się w pierwszej kolejności. Wymienił się męskim przywitaniem z Alexem i Erickiem. Dużo łagodniejszym uściskiem obdarował Shereen, całe wieki się nie widzieli, więc bardzo cieszył się, że udało jej się wkręcić w ten wyjazd. - Przyznaję, fajna miejscówka Alex. Mam tylko nadzieję, że nas komary nie zeżrą w całości - zażartował. - Zaraz do was wrócę, nie zaczynajcie pieczenia kiełbasek beze mnie. Ide się przywitać z resztą - Jason zostawił znajomych, poszukując pozostałej ekipy - bo skoro był tu Alex, musiała być także Gabs, a skoro był Eric, musiała być i Erika. Znalazł je zaraz w towarzystwie nieznajomej sobie blondynki. Jego wzrok w pierwszej chwili oczywiście musiał zahaczyć o skąpe odzienie Blais, niemniej maniery wymagały, aby najpierw przedstawić się obcej.
- Hej, ty musisz być Maddie. Dobrze cię w końcu poznać - Jason uśmiechnął się szeroko i serdecznie. Skoro była dziewczyną Alexa, z miejsca zyskiwała w jego oczach status członkini paczki. Sam Choi mógł nie wierzyć w związki, ale cieszył się, gdy inni byli ze sobą szczęśliwi. - Jestem Jason. Jakby Alex ostawiał dziwne akcje, albo gdybyś rano zobaczyła na ganku niedźwiedzia, uderzaj do mnie. - rzucił znów nieco żartobliwie. A potem zaraz odwrócił się do rudowłosej.
- Gabs, nie tak się robi Miss Mokrego Podkoszulka - chyba zaczynało mu się podobać na tym wypadzie. Widoki były na pewno ładne - Podzieliliście się jakoś pokojami? Mam jakąś jedynkę czy dzielę z kimś lokum? Gabi, mam ci znów poudawać męża? - dopytywał. Pary pewnie będą spać ze sobą, a jak to miało być z resztą?

Gabriela R. Blais Alexander Hall Eric Stones Duffy Summers Lilian Davenport Erika Lindberg Shereen Winfield Maddie Lennox
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”