Hello, it’s me
: pn cze 22, 2026 8:54 am
Brak powagi u współlokatora zupełnie nie przeszkadzał Charly, która sama słynęła z talentu do pakowania się w wyjątkowo irracjonalne sytuacje. Archie nie miał jeszcze okazji odkryć tej mniej rozsądnej strony jej osobowości, ale gdyby prześledził kilka wydarzeń z ostatnich lat, prawdopodobnie szybko doszedłby do wniosku, że zdrowy rozsądek bywał u niej gościem równie rzadkim, co u niego. Może właśnie dlatego rozmowa z Millerem przychodziła jej tak naturalnie. Bo zbędnym wydawało się zastanawianie nad każdym słowem czy filtrowanie własnych myśli przez sito rozsądku.— Raz na godzinę? — powtórzyła z niedowierzaniem, unosząc brew. — Czyli jednak potraficie się kontrolować. Jestem pod wrażeniem. Myślałam, że takie zjawisko występuje najwyżej raz na kwartał i to tylko przy świadkach. — pokręciła głową z teatralnym uznaniem, choć rozbawienie błyszczące w jej oczach skutecznie psuło efekt powagi.
Na wzmiankę o Talce uśmiechnęła się nieco szerzej. Nie znała dziewczyny, ale z opisu Archiego już zdążyła wyrobić sobie pewne wyobrażenie. A przynajmniej wydawało jej się, że wyrobiła. Z doświadczenia wiedziała jednak, że ludzie bardzo często zaskakiwali. — To brzmi trochę jak groźba albo ostrzeżenie, jeszcze nie zdecydowałam które — stwierdziła, wskazując go palcem. — Ale skoro jesteś taki pewny, to chyba będę musiała ją poznać i zweryfikować te rewelacje osobiście. - przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z rozbawieniem.— Chociaż mam dziwne przeczucie, że jeśli faktycznie połączymy siły, to nie dlatego, że od razu się polubimy. Bardziej dlatego, że wy dwaj dacie nam ku temu bardzo solidne powody. — kącik jej ust drgnął znacząco. — I coś mi mówi, że takich powodów raczej wam nie brakuje.
Nie do końca było tak, że Charly nie zaglądała do literatury dla dzieci. Pamiętała czasy, kiedy z utęsknieniem wyczekiwała kolejnych książek pojawiających się na półce w jej pokoju. Wieczory, podczas których któreś z rodziców czytało jej przed snem, należały do tych wspomnień, do których wracała coraz rzadziej. Obecnie przywoływały przede wszystkim nieprzyjemny ścisk żołądka i znajome ukłucie gdzieś pod żebrami. Na szczęście Archibald skutecznie nie pozwalał jej zatrzymać się przy tych myślach na dłużej. — Zaraz, zaraz. — uniosła dłoń, próbując nadążyć za potokiem jego słów. — Chcesz mi powiedzieć, że właśnie próbujesz sprzedać mi kryminał o zamordowanym i zjedzonym zającu jako książkę dla dzieci? spojrzała na niego z niedowierzaniem, choć rozbawiony błysk w oczach skutecznie zdradzał, że wcale nie była oburzona. — Właściwie nie wiem, co bardziej mnie niepokoi. To, że brzmi to całkiem interesująco, czy to, z jakim entuzjazmem opowiadasz o morderstwie leśnego zwierzęcia. - pokręciła głową z cichym śmiechem. — Detektyw Borsuk i Borsukot? Naprawdę? Ktoś usiadł i uznał, że to genialny pomysł? - po krótkiej chwili zmrużyła oczy podejrzliwie. — Chociaż znając życie, za dwa dni przyłapię się na tym, że chcę wiedzieć, kto zabił tego biednego zająca. A wtedy będę miała pretensje wyłącznie do ciebie. - wskazała go oskarżycielsko palcem. — I nie myśl sobie, że nie zauważyłam, jak sprytnie próbujesz zrobić ze mnie potencjalną fankę dziecięcych kryminałów. - skwitowała, chociaż musiała przyznać, że zrobił to w zaskakująco uroczy sposób. Archie najwyraźniej należał do tych ludzi, którzy potrafili opowiadać o najbardziej absurdalnych rzeczach z takim entuzjazmem, że człowiek mimowolnie zaczynał się nimi interesować. Jeszcze kilka minut temu Charly była gotowa przysiąc, że historia o jakimś Borsuku i tajemniczo pożartym Zającu nie ma najmniejszych szans przyciągnąć jej uwagi. Teraz natomiast złapała się na tym, że całkiem szczerze zastanawiała się, czy wilk faktycznie byłby winny, bo przecież to byłby pierwszy podejrzany o jakim by pomyślała, co było niepokojące. Bardzo niepokojące. Przez moment przyglądała mu się z ukosa. Im dłużej go słuchała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Archie nie był w stanie prowadzić zwyczajnej rozmowy. Każdy temat, nawet najbardziej błahy, zamieniał w barwną opowieść pełną gestów, dygresji i niespodziewanych zwrotów akcji. Co gorsza, robił to z taką naturalnością, jakby nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo potrafił zagadać drugiego człowieka.
Niemniej mimo charyzmy i tego nieodpartego uroku, jakimi emanował, nic i nikt nie był w stanie przekonać Hayes do dramatów, te które dotyczyły jej w rzeczywistości były wystarczająco rujnujące. Dlatego, kiedy Archie, że jedną z zalet tego typu książek jest to, że dzięki nim można trochę się podbudować, że nasze życie nie takie straszne i zawsze mogłoby być gorzej, jedynie uśmiechnęła się subtelnie, chociaż uśmiech ten znacznie różnił się od poprzednich - nie sięgał oczu. — Chyba, że twoi rodzice zginęli w katastrofie samolotu, stryj zabrał cały majątek, ciebie nie stać na opłaty rachunków, a życie mimo to wciąż rzuca ci kłody pod nogi, wówczas nie wiem czy te książki podbudowują — mruknęła, starając się brzmieć spokojnie, chociaż coś nieprzyjemnie ścisnęło ją w gardle. Dopiero kiedy słowa wybrzmiały między nimi, dotarło do niej, jak bardzo odbiegły od lekkiego tonu ich rozmowy. Jak bardzo odbiegła od niego ona sama. Przez krótką chwilę wpatrywała się gdzieś przed siebie, unikając wzroku Archiego. To było dziwne. Zazwyczaj pilnowała się bardziej. Nie wspominała o rodzicach ot tak. Nie mówiła o pieniądzach. Nie mówiła o tym, jak bardzo wszystko się posypało. Zwłaszcza ludziom, których znała od kilkunastu minut. Kącik jej ust drgnął lekko, gdy spróbowała naprawić własną wpadkę. — Ale hej, przynajmniej nie zostałam zjedzona przez wilka, więc chyba rzeczywiście mogło być gorzej. — rzuciła z wymuszoną lekkością. Żart był kiepski. Tak samo jak próba ukrycia faktu, że przez krótką chwilę pozwoliła sobie powiedzieć zdecydowanie za dużo. Na szczęście Archie nie wyglądał na człowieka, który miał zwyczaj zatrzymywać się przy ciężkich tematach dłużej, niż było to konieczne. I całe szczęście.
Wzmianka o jego pracy pozwoliła jej odetchnąć. Znacznie łatwiej było rozmawiać o grach niż o własnym życiu. — Nadal brzmi jak całkiem niezły układ. — stwierdziła, unosząc brew. — Nawet jeśli raz na jakiś czas musisz godzinami klikać ten sam przycisk i patrzeć, czy świat się przypadkiem nie zawalił. - uśmiechnęła się pod nosem. Właściwie potrafiła sobie to wyobrazić; Archie siedzący przed monitorem i prowadzący wewnętrzną walkę o zachowanie resztek zdrowia psychicznego podczas wykonywania najbardziej monotonnej czynności świata. Z jakiegoś powodu ten obraz wydawał jej się wyjątkowo zabawny. Dopiero jego następne słowa sprawiły, że spojrzała na niego podejrzliwie. — O proszę. — zmrużyła oczy. — Czyli jednak jest szansa, że przygarnął mnie pod dach człowiek prowadzący podwójne życie. Przez chwilę przyglądała mu się z przesadną uwagą, jakby właśnie analizowała wszystkie niepokojące sygnały, które mogła wcześniej przeoczyć. Problem polegał na tym, że w przypadku Archiego równie prawdopodobne wydawało się bycie testerem gier, tajnym agentem, członkiem gangu motocyklowego albo samozwańczym królem gołębi. Trudno było ocenić, gdzie kończył się żart, a zaczynała rzeczywistość. — Dobrze, Archie. Masz moją uwagę. — wskazała go palcem. — Ale jeśli podczas tego nocnego oprowadzania po mieście okaże się, że próbujesz sprzedać mi pakiet premium swojej teorii spiskowej albo wciągnąć mnie do jakiejś sekty, to od razu wracam do domu.
Archie Miller
Na wzmiankę o Talce uśmiechnęła się nieco szerzej. Nie znała dziewczyny, ale z opisu Archiego już zdążyła wyrobić sobie pewne wyobrażenie. A przynajmniej wydawało jej się, że wyrobiła. Z doświadczenia wiedziała jednak, że ludzie bardzo często zaskakiwali. — To brzmi trochę jak groźba albo ostrzeżenie, jeszcze nie zdecydowałam które — stwierdziła, wskazując go palcem. — Ale skoro jesteś taki pewny, to chyba będę musiała ją poznać i zweryfikować te rewelacje osobiście. - przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z rozbawieniem.— Chociaż mam dziwne przeczucie, że jeśli faktycznie połączymy siły, to nie dlatego, że od razu się polubimy. Bardziej dlatego, że wy dwaj dacie nam ku temu bardzo solidne powody. — kącik jej ust drgnął znacząco. — I coś mi mówi, że takich powodów raczej wam nie brakuje.
Nie do końca było tak, że Charly nie zaglądała do literatury dla dzieci. Pamiętała czasy, kiedy z utęsknieniem wyczekiwała kolejnych książek pojawiających się na półce w jej pokoju. Wieczory, podczas których któreś z rodziców czytało jej przed snem, należały do tych wspomnień, do których wracała coraz rzadziej. Obecnie przywoływały przede wszystkim nieprzyjemny ścisk żołądka i znajome ukłucie gdzieś pod żebrami. Na szczęście Archibald skutecznie nie pozwalał jej zatrzymać się przy tych myślach na dłużej. — Zaraz, zaraz. — uniosła dłoń, próbując nadążyć za potokiem jego słów. — Chcesz mi powiedzieć, że właśnie próbujesz sprzedać mi kryminał o zamordowanym i zjedzonym zającu jako książkę dla dzieci? spojrzała na niego z niedowierzaniem, choć rozbawiony błysk w oczach skutecznie zdradzał, że wcale nie była oburzona. — Właściwie nie wiem, co bardziej mnie niepokoi. To, że brzmi to całkiem interesująco, czy to, z jakim entuzjazmem opowiadasz o morderstwie leśnego zwierzęcia. - pokręciła głową z cichym śmiechem. — Detektyw Borsuk i Borsukot? Naprawdę? Ktoś usiadł i uznał, że to genialny pomysł? - po krótkiej chwili zmrużyła oczy podejrzliwie. — Chociaż znając życie, za dwa dni przyłapię się na tym, że chcę wiedzieć, kto zabił tego biednego zająca. A wtedy będę miała pretensje wyłącznie do ciebie. - wskazała go oskarżycielsko palcem. — I nie myśl sobie, że nie zauważyłam, jak sprytnie próbujesz zrobić ze mnie potencjalną fankę dziecięcych kryminałów. - skwitowała, chociaż musiała przyznać, że zrobił to w zaskakująco uroczy sposób. Archie najwyraźniej należał do tych ludzi, którzy potrafili opowiadać o najbardziej absurdalnych rzeczach z takim entuzjazmem, że człowiek mimowolnie zaczynał się nimi interesować. Jeszcze kilka minut temu Charly była gotowa przysiąc, że historia o jakimś Borsuku i tajemniczo pożartym Zającu nie ma najmniejszych szans przyciągnąć jej uwagi. Teraz natomiast złapała się na tym, że całkiem szczerze zastanawiała się, czy wilk faktycznie byłby winny, bo przecież to byłby pierwszy podejrzany o jakim by pomyślała, co było niepokojące. Bardzo niepokojące. Przez moment przyglądała mu się z ukosa. Im dłużej go słuchała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Archie nie był w stanie prowadzić zwyczajnej rozmowy. Każdy temat, nawet najbardziej błahy, zamieniał w barwną opowieść pełną gestów, dygresji i niespodziewanych zwrotów akcji. Co gorsza, robił to z taką naturalnością, jakby nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo potrafił zagadać drugiego człowieka.
Niemniej mimo charyzmy i tego nieodpartego uroku, jakimi emanował, nic i nikt nie był w stanie przekonać Hayes do dramatów, te które dotyczyły jej w rzeczywistości były wystarczająco rujnujące. Dlatego, kiedy Archie, że jedną z zalet tego typu książek jest to, że dzięki nim można trochę się podbudować, że nasze życie nie takie straszne i zawsze mogłoby być gorzej, jedynie uśmiechnęła się subtelnie, chociaż uśmiech ten znacznie różnił się od poprzednich - nie sięgał oczu. — Chyba, że twoi rodzice zginęli w katastrofie samolotu, stryj zabrał cały majątek, ciebie nie stać na opłaty rachunków, a życie mimo to wciąż rzuca ci kłody pod nogi, wówczas nie wiem czy te książki podbudowują — mruknęła, starając się brzmieć spokojnie, chociaż coś nieprzyjemnie ścisnęło ją w gardle. Dopiero kiedy słowa wybrzmiały między nimi, dotarło do niej, jak bardzo odbiegły od lekkiego tonu ich rozmowy. Jak bardzo odbiegła od niego ona sama. Przez krótką chwilę wpatrywała się gdzieś przed siebie, unikając wzroku Archiego. To było dziwne. Zazwyczaj pilnowała się bardziej. Nie wspominała o rodzicach ot tak. Nie mówiła o pieniądzach. Nie mówiła o tym, jak bardzo wszystko się posypało. Zwłaszcza ludziom, których znała od kilkunastu minut. Kącik jej ust drgnął lekko, gdy spróbowała naprawić własną wpadkę. — Ale hej, przynajmniej nie zostałam zjedzona przez wilka, więc chyba rzeczywiście mogło być gorzej. — rzuciła z wymuszoną lekkością. Żart był kiepski. Tak samo jak próba ukrycia faktu, że przez krótką chwilę pozwoliła sobie powiedzieć zdecydowanie za dużo. Na szczęście Archie nie wyglądał na człowieka, który miał zwyczaj zatrzymywać się przy ciężkich tematach dłużej, niż było to konieczne. I całe szczęście.
Wzmianka o jego pracy pozwoliła jej odetchnąć. Znacznie łatwiej było rozmawiać o grach niż o własnym życiu. — Nadal brzmi jak całkiem niezły układ. — stwierdziła, unosząc brew. — Nawet jeśli raz na jakiś czas musisz godzinami klikać ten sam przycisk i patrzeć, czy świat się przypadkiem nie zawalił. - uśmiechnęła się pod nosem. Właściwie potrafiła sobie to wyobrazić; Archie siedzący przed monitorem i prowadzący wewnętrzną walkę o zachowanie resztek zdrowia psychicznego podczas wykonywania najbardziej monotonnej czynności świata. Z jakiegoś powodu ten obraz wydawał jej się wyjątkowo zabawny. Dopiero jego następne słowa sprawiły, że spojrzała na niego podejrzliwie. — O proszę. — zmrużyła oczy. — Czyli jednak jest szansa, że przygarnął mnie pod dach człowiek prowadzący podwójne życie. Przez chwilę przyglądała mu się z przesadną uwagą, jakby właśnie analizowała wszystkie niepokojące sygnały, które mogła wcześniej przeoczyć. Problem polegał na tym, że w przypadku Archiego równie prawdopodobne wydawało się bycie testerem gier, tajnym agentem, członkiem gangu motocyklowego albo samozwańczym królem gołębi. Trudno było ocenić, gdzie kończył się żart, a zaczynała rzeczywistość. — Dobrze, Archie. Masz moją uwagę. — wskazała go palcem. — Ale jeśli podczas tego nocnego oprowadzania po mieście okaże się, że próbujesz sprzedać mi pakiet premium swojej teorii spiskowej albo wciągnąć mnie do jakiejś sekty, to od razu wracam do domu.
Archie Miller