-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Mimo wszystko Charly starała się nie traktować tego jak końca świata. Miała dach nad głową, aparat, pracę i jeszcze jako tako funkcjonujący poziom optymizmu. To już było więcej niż nic. Poza tym lubiła myśleć, że może wszechświat po prostu bardzo agresywnie zmuszał ją do wyjścia ze strefy komfortu. A skoro już i tak wszystko wywróciło się do góry nogami, mogła przynajmniej spróbować zrobić z tego jakąś przygodę.
Domek wyglądał dokładnie tak jak na zdjęciach z ogłoszenia — przytulny, trochę chaotyczny, otoczony zielenią i zdecydowanie bardziej „domowy” niż większość nowoczesnych mieszkań w Toronto. Charly stała właśnie przed wejściem z rozwianymi włosami, torbą przewieszoną przez ramię i dwoma kartonami opartymi o nogę. Reszta jej rzeczy została w aucie, ale po minie dziewczyny można było odnieść wrażenie, że psychicznie była już po piętnastej turze walki z własnym dobytkiem.
Westchnęła teatralnie, po czym poprawiła chwyt pudełka i nacisnęła dzwonek. Po chwili drzwi otworzyły się, a Charly automatycznie uniosła wzrok na współlokatora. Przez krótką sekundę mierzyła go spojrzeniem, po czym na jej twarzy pojawił się lekki, całkiem szczery uśmiech.
— Hej — rzuciła od razu pogodniej, niż sama się spodziewała. — Mam nadzieję, że nie rozmyśliłeś się z tym pokojem, bo jestem już emocjonalnie związana z tym domem po trzech kursach z kartonami. — Parsknęła cicho pod nosem i lekko uniosła pudło, które trzymała. — Charly. Oficjalnie przywożę chaos, aparat fotograficzny i prawdopodobnie zbyt dużo kubków do kawy.
Archie Miller
-
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Otworzył drzwi i spojrzał na dziewczynę tak jakby właśnie ducha zobaczył. Było to czysto teatralne zagranie ale ona była tak przeurocza i zabawna stojąc przed domem i obwieszczając, że się wprowadza choćby skały srały, że zwyczajnie nie mógł się powstrzymać. — Jak pracowałem w jednej firmie i też dymałem z kartonami to podobnie się czułem… no wiesz, z w i ą z a n y — zaczął, bo przecież w pełni rozumiał, a przynajmniej chciał zrobić takie wrażenie. Po chwili jednak beztrosko dodał. — Następnego dnia mnie zwolnili — no i masz babo placek, w życiu niczego nie można brać za pewnik. Trochę się zgrywał, ale dla lekko zaskoczonej miny i chwilowego zawieszenia systemu było warto. Szybko rozpromienił się uśmiechając od ucha do ucha i otworzył szerzej drzwi zapraszając do środka. — Żartuję, wbijaj. Zaraz ci pomoge z kartonami tylko muszę… — kilka dziwnych gestów dłonią miało chyba na celu powiadomić ją, że pilna sprawa czeka na niego w kuchni, ale omlet na kuchence to są kwestie priorytetowe, co nie? Więc zaraz szybko wyłączył palnik, zrzucił omlet na talerz i wbił w niego widelec. — Mam jeszcze trochę ciasta i mogę ci zrobić jak jesteś głodna — zaproponował opierając się o blat. — Ostatnio mieliśmy gruntowne sprzątanie kuchni, bo kultury bakterii w mleku poniosło i sfermentowały do tego stopnia, że wybuchło, ale sytuacja opanowana i już smród stęchłego mleka się tutaj nie unosi — Archibald taki już był, że po prostu dużo gadał i czasami ciężko było się przez to przebić. — Swoją drogą Donnie też ma aparat, więc może się dogadacie. fotografia i te sprawy — on w tym nie siedział, ale ta dwójka to się może w tym temacie dogadać. Oby tylko nie konkurowali, bo jednak ten dom to ma być jego safe space, a nie miejsce nieustającej wojny. I gdy tak pożarł całego omleta spojrzał na Charly, zaklaskał i założył ręce na biodra. — To w czym ci pomóc? — zapytał gotowy na dźwiganie tych ciężkich pudeł, choć z tym może być różnie bo jego obita kość ogonowa niekiedy dawała o sobie znaki.
Charly Hayes