faith can move mountains
: czw lip 30, 2026 3:05 pm
Każdy gest czy odruch Ade przy Maxie stawały się wyjątkowo naturalne. Niewymuszone, jakby nie dzieliły ich żadne bariery. Niewinne, jakby zupełnie nic nie oznaczały. We wszystkim bez trudu można było dostrzec całkowitą swobodę, która przecież do niczego nie prowadziła. Nie miała prowadzić. A jednak każdy z tych nieświadomych gestów po chwili sprowadzał myśli rudowłosej do jednego — burzenie jego przestrzeni personalnej przychodziło jej nad wyraz łatwo. I co więcej, najwyraźniej obojgu z nich to odpowiadało.
Dlatego nie oderwała się od niego w chwili, gdy tylko uświadomiła sobie, jak blisko niego się znalazła. Ulotny moment, jakich było między nimi zadziwiająco wiele, zwyczajnie chłonęła, dokładnie jak za dawnych czasów, gdy liczyło się tylko tu i teraz. Bez zbędnego analizowania, które tylko mąciło w głowie, podjęła jego spojrzenie z delikatnym uśmiechem, starając się myśleć wyłącznie o homarze, jakiego mu właśnie obiecała.
Kiedy więc mężczyzna powrócił wzrokiem do zdjęcia, dziewczyna również ponownie przeniosła na nie spojrzenie, żeby pod wpływem jej uwiecznionej tragicznej miny jeszcze raz się skrzywić. Na komentarz Maxa i odrobinę zaczepny uśmieszek przygryzła mocno wargę, a w jej oczach odbijała się mieszanina niezadowolenia, skrępowania i rozbawienia. — Która będzie mnie prześladować do końca życia — mruknęła niepocieszona faktem, jak bardzo przyglądał się temu nieszczęsnemu zdjęciu, trochę sobie z niej śmieszkując. Bez namysłu więc zwinnym ruchem wyciągnęła mu z dłoni to zdjęcie i schowała je za siebie. — Rekwiruję je — rzuciła zadziornie, w głowie już postanawiając, że schowa je gdzieś głęboko do szuflady, żeby nikt więcej nie mógł już zobaczyć tej kompromitującej ją pamiątki.
Wata cukrowa była równie dobrym pretekstem, by odwrócić jego uwagę od zdjęcia, dlatego nawet się nie wahała, żeby jak najszybciej trafić na miejsce. Tam było już tylko lepiej, bo kolorowe chmurki i ich nazwy, których smak w rzeczywistości ledwo przebijał się przez ilość cukru w wacie, wyglądały naprawdę zachęcająco. Przy czym Adeline wcale nie przejmowała się tym, że byli jedynymi dorosłymi w kolejce oraz że właśnie bez najmniejszych wyrzutów sumienia wciągała Maxa w kolejną swoją fanaberię, sprawiając, że jeszcze bardziej tracił na swoim wizerunku, o którym rozmawiali przed firmą. Skoro on obudził w niej dziecięcą radość, miała zamiar się nią z nim podzielić.
Gdy blondyn zrobił tę swoją poważną minę, sugerując jej, że tak łatwo nie wywinie się od zrealizowania jego nagrody, złożyła usta w dziubek, przez chwilę równie poważnie coś rozważając, po czym ostatecznie pokręciła głową. — Zupełnie nie znasz się na tym, co dobre — westchnęła teatralnie, a w jej oczach rozbłysły iskierki rozbawienia, bo dobrze wiedziała, jak absurdalnie to zabrzmiało. Porównywanie waty cukrowej do homara? Tylko on nie mógł się za to na nią obrazić.
W zasadzie nie wyobrażała sobie mężczyzny z watą, ale w chwili, gdy ugiął się pod wpływem jej stanowczego tonu i czarującego uśmiechu, czyli całej swojej broni, którą dysponowała, jej twarz radośnie pojaśniała. Pokiwała jeszcze ochoczo głową, podjadając swoją zieloną porcję i przyglądając się, jak odebrał swoją różową chmurę, nie potrafiąc powstrzymać coraz bardziej szerokiego uśmiechu, który na ten widok wstępował na jej twarz. Najwyraźniej jej dar przekonywania nadal działał. Poza tym z tą kulą cukru wyglądał doprawdy uroczo.
Każdy, kto znał Adeline, wiedział, że lubiła jeść i próbować dosłownie wszystkiego, nie raz podbierając innym jedzenie z ich talerzy. Nic więc dziwnego, że jedząc swoją zieloną chmurę, miała chrapkę na sprawdzenie, czy ta Maxowa była równie słodka i czy rzeczywiście smak robił tu jakąś różnicę. Na szczęście mężczyzna, jakby czytając jej w myślach, znacznie ułatwił jej to zadanie, samemu oferując kawałek. — Jak ty mnie znasz — zaśmiała się cicho w odpowiedzi, bez wahania odrywając część waty i chowając ją w ustach. — Mmm, twoja jest znacznie lepsza — mruknęła z uznaniem, beztrosko oblizując swoje palce z szybko rozpuszczającego się pod wpływem dotyku cukru.
W pierwszej chwili nie poczuła, że coś przylepiło się do jej kącików ust, po prostu delektując się słodkim ulepkiem w buzi. W zadowoleniu spojrzała na Maxa, by po chwili poczuć jego kciuk na własnych wargach. Zaskoczona, znieruchomiała na moment, zdając sobie sprawę, co było powodem jego czysto naturalnego odruchu. Ale gdy jego spojrzenie na chwilę przesunęło się na jej usta, serce zabiło jej mocniej. Dostrzegłszy jego wahanie, nie zrobiła nic więcej, czekając, aż… odsunie się od niej na bardziej bezpieczną odległość. Niepostrzeżenie odetchnęła, na chwilę odwracając wzrok gdzieś w bok, by powrócić myślami na ziemię. — Dzięki — mruknęła z taką lekkością, jak dotychczas, udając, że to było tylko tym, co widzieli przechodnie, gdy przesuwali po nich beznamiętnie wzrokiem. Chyba nikt, oprócz niej samej nie miał wrażenia, jak na te kilka sekund powietrze między nimi zgęstniało. Zamiast jednak zajmować tym myśli na dłużej, skupiła się na następnych słowach Maxa, czując, jak kąciki jej ust momentalnie w rozbawieniu unoszą się do góry. — Mam wiele talentów, ale gracja podczas jedzenia się w nie nie wlicza — przyznała zgodnie żartobliwym tonem, dojadając swoją zieloną chmurę, tym razem z trochę większą ostrożnością.
Kiedy mężczyzna zatrzymał się w miejscu, nieco zaalarmowana powiodła za jego wzrokiem, żeby dostrzec strzelnicę z mnóstwem pluszaków. Jeden wyglądał zdecydowanie bardziej imponująco od pozostałych. Sądząc po wyrazie twarzy Maxa, kiedy zaraz potem spojrzał na nią, przeczuwała, że wpadł na jakiś pomysł. Na jego krótkie Chodź ściągnęła brwi, zaintrygowana tym, co właściwie miał do załatwienia.
— Co takiego? — zapytała nawet, ale słowa rozpłynęły się gdzieś pomiędzy przechodniami, gdy blondyn bez dalszych wyjaśnień ruszył w tamtym kierunku, więc posłusznie ruszyła za nim, po chwili stając przy stanowisku obok niego. Jego pytający wzrok skwitowała uniesionymi wysoko brwiami, po czym spojrzała na największego misia, jakiego stoisko im oferowało. — Go big or go home — przyznała w zamian, finalnie uśmiechając się z rozbawieniem i niedowierzaniem, że tak wysoko postawił sobie poprzeczkę. Według niej był szalony, co z pewnością mógł odczytać z jej spojrzenia. — Jesteś bardzo pewny siebie, Max — zauważyła po chwili, kręcąc głową. Mimo to była dla niego pełna uznania, czego nie dało się ukryć. — Masz dzisiaj dobrą passę, więc możesz spróbować — finalnie zgodziła się z rozbawieniem, ale kiedy zobaczyła tę broń i usłyszała jego propozycję, przygryzła na chwilę wargę. — Chcę. — Błysk w jej oku mówił więcej, niż słowa. Nigdy wcześniej nie próbowała strzelać, więc miała szansę się wykazać. Zupełnie przy tym postanowiła zignorować swojego dzisiejszego pecha.
Aczkolwiek po wzięciu broni do ręki i poznaniu jej wagi, straciła trochę na pewności siebie, zdając sobie sprawę, że chyba dziś nie będzie miała się czym popisać. Mimo to podniosła ją do góry, i tak, jak jej się wydawało, jak powinno to wyglądać, wyciągnęła ją przed siebie. Pociągnięcie za spust uwolniło w niej adrenalinę. Nagły huk początkowo ją zaskoczył, przez co na chwilę zamarła, by zaraz z pewnym rozczarowaniem odkryć, że jedyne, co ustrzeliła, to misia zawieszonego nieopodal jej tarczy. Skrzywiła się przepraszająco do pana, który przyglądał się jej z rozbawieniem po drugiej stronie stanowiska. — Na filmach wygląda to o wiele prościej — stwierdziła z rozbawieniem, po czym spróbowała jeszcze raz, starając się bardziej skupić. Głośny huk i brzęk jednej z lampeczek girlandy wiszącej gdzieś ponad nimi spowodował, że zacisnęła oczy. — To chyba nie dla mnie — ściągnęła brwi z zakłopotaniem, spoglądając na Maxa z mocno zarumienionymi policzkami i wzrokiem, który mówił - ratuj!
Max Korhonen
Dlatego nie oderwała się od niego w chwili, gdy tylko uświadomiła sobie, jak blisko niego się znalazła. Ulotny moment, jakich było między nimi zadziwiająco wiele, zwyczajnie chłonęła, dokładnie jak za dawnych czasów, gdy liczyło się tylko tu i teraz. Bez zbędnego analizowania, które tylko mąciło w głowie, podjęła jego spojrzenie z delikatnym uśmiechem, starając się myśleć wyłącznie o homarze, jakiego mu właśnie obiecała.
Kiedy więc mężczyzna powrócił wzrokiem do zdjęcia, dziewczyna również ponownie przeniosła na nie spojrzenie, żeby pod wpływem jej uwiecznionej tragicznej miny jeszcze raz się skrzywić. Na komentarz Maxa i odrobinę zaczepny uśmieszek przygryzła mocno wargę, a w jej oczach odbijała się mieszanina niezadowolenia, skrępowania i rozbawienia. — Która będzie mnie prześladować do końca życia — mruknęła niepocieszona faktem, jak bardzo przyglądał się temu nieszczęsnemu zdjęciu, trochę sobie z niej śmieszkując. Bez namysłu więc zwinnym ruchem wyciągnęła mu z dłoni to zdjęcie i schowała je za siebie. — Rekwiruję je — rzuciła zadziornie, w głowie już postanawiając, że schowa je gdzieś głęboko do szuflady, żeby nikt więcej nie mógł już zobaczyć tej kompromitującej ją pamiątki.
Wata cukrowa była równie dobrym pretekstem, by odwrócić jego uwagę od zdjęcia, dlatego nawet się nie wahała, żeby jak najszybciej trafić na miejsce. Tam było już tylko lepiej, bo kolorowe chmurki i ich nazwy, których smak w rzeczywistości ledwo przebijał się przez ilość cukru w wacie, wyglądały naprawdę zachęcająco. Przy czym Adeline wcale nie przejmowała się tym, że byli jedynymi dorosłymi w kolejce oraz że właśnie bez najmniejszych wyrzutów sumienia wciągała Maxa w kolejną swoją fanaberię, sprawiając, że jeszcze bardziej tracił na swoim wizerunku, o którym rozmawiali przed firmą. Skoro on obudził w niej dziecięcą radość, miała zamiar się nią z nim podzielić.
Gdy blondyn zrobił tę swoją poważną minę, sugerując jej, że tak łatwo nie wywinie się od zrealizowania jego nagrody, złożyła usta w dziubek, przez chwilę równie poważnie coś rozważając, po czym ostatecznie pokręciła głową. — Zupełnie nie znasz się na tym, co dobre — westchnęła teatralnie, a w jej oczach rozbłysły iskierki rozbawienia, bo dobrze wiedziała, jak absurdalnie to zabrzmiało. Porównywanie waty cukrowej do homara? Tylko on nie mógł się za to na nią obrazić.
W zasadzie nie wyobrażała sobie mężczyzny z watą, ale w chwili, gdy ugiął się pod wpływem jej stanowczego tonu i czarującego uśmiechu, czyli całej swojej broni, którą dysponowała, jej twarz radośnie pojaśniała. Pokiwała jeszcze ochoczo głową, podjadając swoją zieloną porcję i przyglądając się, jak odebrał swoją różową chmurę, nie potrafiąc powstrzymać coraz bardziej szerokiego uśmiechu, który na ten widok wstępował na jej twarz. Najwyraźniej jej dar przekonywania nadal działał. Poza tym z tą kulą cukru wyglądał doprawdy uroczo.
Każdy, kto znał Adeline, wiedział, że lubiła jeść i próbować dosłownie wszystkiego, nie raz podbierając innym jedzenie z ich talerzy. Nic więc dziwnego, że jedząc swoją zieloną chmurę, miała chrapkę na sprawdzenie, czy ta Maxowa była równie słodka i czy rzeczywiście smak robił tu jakąś różnicę. Na szczęście mężczyzna, jakby czytając jej w myślach, znacznie ułatwił jej to zadanie, samemu oferując kawałek. — Jak ty mnie znasz — zaśmiała się cicho w odpowiedzi, bez wahania odrywając część waty i chowając ją w ustach. — Mmm, twoja jest znacznie lepsza — mruknęła z uznaniem, beztrosko oblizując swoje palce z szybko rozpuszczającego się pod wpływem dotyku cukru.
W pierwszej chwili nie poczuła, że coś przylepiło się do jej kącików ust, po prostu delektując się słodkim ulepkiem w buzi. W zadowoleniu spojrzała na Maxa, by po chwili poczuć jego kciuk na własnych wargach. Zaskoczona, znieruchomiała na moment, zdając sobie sprawę, co było powodem jego czysto naturalnego odruchu. Ale gdy jego spojrzenie na chwilę przesunęło się na jej usta, serce zabiło jej mocniej. Dostrzegłszy jego wahanie, nie zrobiła nic więcej, czekając, aż… odsunie się od niej na bardziej bezpieczną odległość. Niepostrzeżenie odetchnęła, na chwilę odwracając wzrok gdzieś w bok, by powrócić myślami na ziemię. — Dzięki — mruknęła z taką lekkością, jak dotychczas, udając, że to było tylko tym, co widzieli przechodnie, gdy przesuwali po nich beznamiętnie wzrokiem. Chyba nikt, oprócz niej samej nie miał wrażenia, jak na te kilka sekund powietrze między nimi zgęstniało. Zamiast jednak zajmować tym myśli na dłużej, skupiła się na następnych słowach Maxa, czując, jak kąciki jej ust momentalnie w rozbawieniu unoszą się do góry. — Mam wiele talentów, ale gracja podczas jedzenia się w nie nie wlicza — przyznała zgodnie żartobliwym tonem, dojadając swoją zieloną chmurę, tym razem z trochę większą ostrożnością.
Kiedy mężczyzna zatrzymał się w miejscu, nieco zaalarmowana powiodła za jego wzrokiem, żeby dostrzec strzelnicę z mnóstwem pluszaków. Jeden wyglądał zdecydowanie bardziej imponująco od pozostałych. Sądząc po wyrazie twarzy Maxa, kiedy zaraz potem spojrzał na nią, przeczuwała, że wpadł na jakiś pomysł. Na jego krótkie Chodź ściągnęła brwi, zaintrygowana tym, co właściwie miał do załatwienia.
— Co takiego? — zapytała nawet, ale słowa rozpłynęły się gdzieś pomiędzy przechodniami, gdy blondyn bez dalszych wyjaśnień ruszył w tamtym kierunku, więc posłusznie ruszyła za nim, po chwili stając przy stanowisku obok niego. Jego pytający wzrok skwitowała uniesionymi wysoko brwiami, po czym spojrzała na największego misia, jakiego stoisko im oferowało. — Go big or go home — przyznała w zamian, finalnie uśmiechając się z rozbawieniem i niedowierzaniem, że tak wysoko postawił sobie poprzeczkę. Według niej był szalony, co z pewnością mógł odczytać z jej spojrzenia. — Jesteś bardzo pewny siebie, Max — zauważyła po chwili, kręcąc głową. Mimo to była dla niego pełna uznania, czego nie dało się ukryć. — Masz dzisiaj dobrą passę, więc możesz spróbować — finalnie zgodziła się z rozbawieniem, ale kiedy zobaczyła tę broń i usłyszała jego propozycję, przygryzła na chwilę wargę. — Chcę. — Błysk w jej oku mówił więcej, niż słowa. Nigdy wcześniej nie próbowała strzelać, więc miała szansę się wykazać. Zupełnie przy tym postanowiła zignorować swojego dzisiejszego pecha.
Aczkolwiek po wzięciu broni do ręki i poznaniu jej wagi, straciła trochę na pewności siebie, zdając sobie sprawę, że chyba dziś nie będzie miała się czym popisać. Mimo to podniosła ją do góry, i tak, jak jej się wydawało, jak powinno to wyglądać, wyciągnęła ją przed siebie. Pociągnięcie za spust uwolniło w niej adrenalinę. Nagły huk początkowo ją zaskoczył, przez co na chwilę zamarła, by zaraz z pewnym rozczarowaniem odkryć, że jedyne, co ustrzeliła, to misia zawieszonego nieopodal jej tarczy. Skrzywiła się przepraszająco do pana, który przyglądał się jej z rozbawieniem po drugiej stronie stanowiska. — Na filmach wygląda to o wiele prościej — stwierdziła z rozbawieniem, po czym spróbowała jeszcze raz, starając się bardziej skupić. Głośny huk i brzęk jednej z lampeczek girlandy wiszącej gdzieś ponad nimi spowodował, że zacisnęła oczy. — To chyba nie dla mnie — ściągnęła brwi z zakłopotaniem, spoglądając na Maxa z mocno zarumienionymi policzkami i wzrokiem, który mówił - ratuj!
Max Korhonen