Strona 2 z 2

kiss me, baby? (part II)

: wt lip 07, 2026 11:02 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
Noe uśmiechnął się i wziął łyk kawy, która zdążyła już trochę ostygnąć. Odstawił kubek na stolik i popatrzył na Charly. Podobało mu się, że nie owija w bawełnę i mówi dokładnie to, co myśli. Sprawiała, że to początkowe spięcie powoli z niego schodziło. W kawiarni było dość głośno, ktoś obok stukał sztućcami o talerz, a z głośników leciała jakaś cicha muzyka, ale on i tak skupiał się tylko na niej.
- W takim razie bardzo się cieszę, że na chwilę straciłaś rozsądek - powiedział, pochylając się lekko w jej stronę. - Bo gdyby nie to, nie poznalibyśmy się, a tak przynajmniej siedzimy tutaj i jemy razem deser.
Zauważył, że dziewczyna na moment uciekła wzrokiem i zaczęła kręcić kubkiem. Przyglądał się jej palcom zaciśniętym wokół ciepłej ceramiki i czuł, jak w środku znowu robi mu się jakoś cieplej. Kiedy uniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały, poczuł lekkie ukłucie satysfakcji. Miała w oczach coś takiego, co sprawiało, że nie chciał przerywać tej ciszy za szybko. Siedział oparty o oparcie krzesła, bębniąc palcami o blat stołu. W głowie wciąż kręciły mu się myśli o tym, co wydarzyło się na ulicy. Sam przecież rzadko pozwalał sobie na takie akcje, a teraz siedział w kawiarni z dziewczyną, której godzinę temu nawet nie znał, i czuł, że to najlepsza rzecz, jaka spotkała go w tym tygodniu. Wyglądała na zadowoloną i to dawało mu pewność, że oboje myślą teraz o tym samym. Podniósł swój kubek, upił mały łyk kawy i uśmiechnął się do niej, dając jej znać, że milczenie wcale mu nie przeszkadza.
Noe zaśmiał się cicho pod nosem i pokręcił głową. Podobało mu się, jak zgrabnie potrafiła obrócić wszystko w żart, żeby nie zrobiło się zbyt poważnie, choć jej słowa o tym, że nie żałuje i tak do niego trafiły. - No dobra, z tą statystyką to muszę ci przyznać rację - odpowiedział, opierając się wygodniej i patrząc na nią z rozbawieniem. - Gdyby ktoś mi rano powiedział, że skończę w kawiarni z dziewczyną, która bez słowa pocałuje mnie na ulicy, pewnie pomyślałbym, że to jakiś wariat. Więc tak, oficjalnie też tego nikomu nie polecam. - Przesunął pusty talerzyk po cieście na bok, żeby mieć więcej miejsca na stole. Spojrzał na jej uśmiech i poczuł, że zupełnie nie ma ochoty kończyć tego spotkania, nawet jeśli minęła już godzina. - Ale skoro już oboje podjęliśmy to ryzyko i jesteśmy tym jednym, udanym przypadkiem na sto… to chyba wyszło całkiem nieźle, co? - dodał, mrugając do niej.
Wcale nie był zły ani zmieszany, po prostu jej słowa o braku żalu i tej całej statystyce dały mu do myślenia. Zaczął się zastanawiać, jak to właściwie z nimi jest – czy dla niej to też było tak dziwne i intensywne, czy po prostu miała dziś dobry humor i ochotę na pogawędkę z nieznajomym. Przesunął dłonią po karku, czując, że atmosfera zrobiła się trochę gęstsza, ale w przyjemny sposób. Nie chciał jej spłoszyć swoim milczeniem, więc w końcu uniósł głowę, rozluźnił ramiona i spojrzał jej prosto w oczy z lekkim uśmiechem, żeby widziała, że wszystko jest w porządku.
Chłopak zauważył, jak Charly przygryza wargę i od razu zarejestrował jej drobne zdenerwowanie. Kiedy rzuciła, żeby zapomnieć o tym, jak oceniła jego charakter, cicho parsknął śmiechem, ale łagodnie, bez złośliwości.
- No i niby jak mam teraz o tym zapomnieć? - zapytał rozbawiony, kręcąc głową. - Przecież właśnie mi udowodniłaś, że masz rację. Skoro według ciebie nie lubię zostawiać spraw niedokończonych, to teraz tym bardziej będę drążył ten temat, żeby wyszło na twoje. - Odczekał chwilę, dając jej czas na złapanie oddechu, po czym uśmiechnął się szerzej. - A tak poważnie, to nie masz się z czego tłumaczyć. Trafiłaś w dziesiątkę, serio. Czasami faktycznie za bardzo kombinuję i analizuję rzeczy, zamiast po prostu odpuścić, więc wcale się nie wkopałaś z tą opinią o mnie. Dobrze wiedzieć, że widać to po mnie już po godzinie znajomości.
Poczuł, że siedzi mu się tu wyjątkowo wygodnie. Zwykle po godzinie z kimś nowym szukał już pretekstu, żeby zerknąć na zegarek albo zacząć się zbierać, a teraz kompletnie o tym nie myślał. Siedział zrelaksowany, wodząc wzrokiem po kawiarni, w której ruch powoli się zmniejszał. Pomyślał, że ta sytuacja z rachunkiem i jego głupim żartem o kelnerze wyszła całkiem gładko. Cieszył się w duchu, że dziewczyna nie zaczęła się z nim kłócić o to, kto ma zapłacić, bo spotkał już takie, które strasznie się o to spinały. Dla niego to była oczywistość – zaprosił ją, więc płaci. Kiedy w końcu znowu na niego spojrzała, odetchnął głęboko i poprawił się na krześle, czekając, co jeszcze przyniesie rozmowa.
Po tych słowach serce zaczęło mu bić trochę szybciej. Patrzył w jej brązowe oczy i przez chwilę zupełnie nie wiedział, co odpowiedzieć. Ta nagła zmiana – z pewnej siebie dziewczyny w kogoś tak ujmująco nieśmiałego – kompletnie go rozbroiła.
- Szczerze? Ja też nie — odpowiedział cicho, opierając brodę na dłoni i nie odrywając od niej wzroku. - I to jest w tym wszystkim najlepsze. Z reguły dość szybko brakuje mi tematów do rozmowy, a z tobą... no cóż, minęła godzina, a ja mam wrażenie, że dopiero usiedliśmy. - Uśmiechnął się do niej ciepło, chcąc dać jej do zrozumienia, że szczerość działa w obie strony i absolutnie nie musi się jej wstydzić. - Wygląda na to, że oboje mieliśmy farta, trafiając na siebie. Bo gdybyś trafiła na jakiegoś sztywniaka, pewnie faktycznie musiałabyś stąd uciekać - dodał z rozbawieniem.
Zaśmiał się pod nosem, chcąc trochę zmniejszyć jej zawstydzenie, choć sam czuł, że ta sytuacja coraz mocniej go wciąga. Podniósł swój kubek i delikatnie stuknął nim o jej w geście toastu. - Za to, żeby ta godzina nie była dzisiaj jedyną, która nam tak szybko minęła — dodał, patrząc jej prosto w oczy z szelmowskim uśmiechem. Uniósł brwi, uśmiechając się na to, jak szybko przejęła inicjatywę i zadała mu jego własne pytanie. Odstawił kubek na stół i przez chwilę bębnił palcami o blat, zbierając myśli. Popatrzył na nią i uznał, że nie ma sensu kombinować. - Chyba to, jak łatwo mi się z tobą rozmawia - odpowiedział prosto z mostu. - Serio. Normalnie jestem raczej ostrożny, potrzebuję czasu, żeby się otworzyć, a tutaj usiedliśmy i od pierwszej minuty mam wrażenie, jakbyśmy po prostu znali się od dawna. No i to, że potrafisz mnie tak szybko rozbroić. Mało kto to potrafi, a tobie zajęło to tylko pięć minut — dodał z lekkim rozbawieniem, mrugając do niej.
Charly Hayes