Weszli do środka, gdzie poczuli zapach świeżo palonych ziaren kawy. Kawiarnia była urządzona w przyjemnym dla oka stylu, ale to wielki taras z widokiem na spokojnie falujący ocean stanowił jej największy atut. Noe ustąpił pierwszeństwa Charly, pozwalając jej wybrać stolik. Przeszli przez środek, kierując się prosto na taras, gdzie wiatr od razu potargał im włosy. Dziewczyna wybrała stolik przy samej balustradzie, skąd widok na spienione fale był najlepszy. Gdy zajęli miejsca, a kelner położył przed nimi menu, Noe otworzył swoją kartę i niemal natychmiast uniósł brwi w zdziwieniu. Przesunął wzrokiem po liście, a potem, nie mogąc powstrzymać lekkiego rozbawienia, odezwał się do swojej towarzyszki.
— Widzę, że płaci się tutaj głównie za widok na ocean, bo przy takich cenach za espresso, oczekuję się, że ziarna były zbierane ręcznie przez mnichów z Etopii i transportowane jest na grzbietach złotowłosych wielbłądów — rzucił, nie odrywając wzroku od cen, po czym złożył kartę na blat. — Ale sądząc po tym, ile sobie liczą, ta kawa musi smakować obłędnie. Jeśli po pierwszym łyku nie poczuję przypływu energii, to chyba oficjalnie złożę reklamację za bycie oszukanym klientem.
Oparł się wygodnie o krzesło, splatając dłonie na stoliku i przez chwilę przyglądał się Charly z ciekawością, która zdawała się nie mieć końca.
— Wiesz, tak sobie myślę o tym, co mówiłaś wcześniej — zaczął, obniżając głos. — Skoro aparat wyłapuje to, co ludzie próbują schować, to zastanawiam się, co ty czujesz, gdy wiesz, że masz już to idealne ujęcie. To jest dla ciebie rodzaj triumfu, że kogoś przejrzałaś, czy raczej czujesz wtedy, że stajesz się tylko świadkiem cudzego sekretu? Zawsze mnie zastanawiało, czy fotografowanie innych ludzi zmienia sposób, w jaki sama patrzysz na świat.
Dla niego fotografia zawsze była czymś obcym, czymś, co dzieje się obok rzeczywistości, a nie w jej środku. Zastanawiał się, czy ona naprawdę widzi więcej, czy może tylko utrwala jedną wybraną interpretację zdarzenia. Przecież każde zdjęcie to wybór – kadr, ostrość, moment. To nie jest sama prawda, tylko to, co fotograf zdecydował się pokazać. Złapał się na tym, że zazdrości jej tej pewności, że w jednym ujęciu potrafi zawrzeć coś istotnego. Sam, pisząc reportaże, musi używać tysięcy słów, żeby zbudować obraz, a ona robi to jednym kliknięciem. To go drażniło, ale też nie pozwalało przestać o tym myśleć. W jego głowie wciąż kłębiły się różnice między dziennikarstwem, a jej fotografią. Zastanawiał się, czy ona też odczuwa tę samą presję, czy może dla niej to po prostu sposób na życie, który przestał być wyzwaniem. Nie chciał snucia domysłów, wolał poznać ją bardziej bezpośrednio, więc zapytał wprost:
— Tak mnie jeszcze zastanawia jedna rzecz — powiedział, patrząc na nią z uśmiechem i czekając czy zdecydowała się już na jakąś kawę i ciastko. — Jesteś fotografem z wykształcenia czy to raczej pasja, którą zajmujesz się po godzinach? Bo wiesz w sali bankietowej nie ma raczej nic szczególnego do fotografowania.
Charly Hayes
