gdzieś tam głęboką nocą
: pt cze 26, 2026 3:06 pm
Nawet na moment nie poluzował uścisku. Patrzył na Charly cierpliwie czekając, aż przestanie się szarpać. Jego spojrzenie znowu przesunęło się po drżach, drżących ramionach i rozedrganych wargach, aby zaraz znów wrócić do jej oczu, w których dostrzegał szeroką gamę zbolałych emocji.
Ha! Nie był to dla niego nowy widok. Widział go już wielokrotnie w oczach kobiet, którym złamał serce, i w oczach ludzi, którym na polecenie Giuseppe, łamał psychikę. Jednak tym razem mimowolnie zaczął rozumieć źródło cudzego cierpienia, a nawet w pewnym stopniu, choć nie potrafił tego przyznać, utożsamił się z nim. Problem w tym, że nauczony pokory i dystansu nie pozwolił sobie tego okazać.
— Histeryzujesz — prychnął celowo prześmiewczo. Nie chciał dopuścić do tego, aby choć przez moment podejrzewała go o współczucie.
W jego planach ten wieczór miał zakończyć się zupełnie inaczej. Miał wrócić do domu ze skradzionym obrazzem, zajrzeć do pokoju głęboko śpiącej Fredericki, pocałować ją w czoło, a potem wygodnie rozsiąść się w fotelu, aby uczcić udany skok kieliszkiem drogiego wina. Nie zamierzał zabierać ze sobą wspomnienia o smarkuli, którą wepchnął w ciemną alejkę i której zniszczył ostatnią pamiątkę po rodzicach.
Naprawdę nie zamierzał.
Sytuacja niespodziewanie jeszcze bardziej się zaogniła, gdy w oddali rozległ się ten cholerny dźwięk policyjnych syren. Od razu zrobił kilka kroków do przodu i przycisnął Charly jeszcze mocniej unieruchamiając jej ręce, aby pod żadnym pozorem nie zdradziła ich obecności. Nie zastanawiał się, co musiała czuć. Jak wielki strach przeżywała, gdy stanął nad nią jescze bliżej z nieznanymi zamiarami i bez wysiłku zamknął oba jej chude nadgarstki w jednej dłoni.
Przez głowę Zayna przemknął jedynie obraz małej Fredericki, a potem tych obrzydliwie brudnych pieniędzy, które miał zarobić na obrazie.
Nic, kurwa, więcej, dlatego z wyraźną przestrogą patrzył kobiecie głęboko w oczy i nieświadomie pozwalał, aby odkryła jak bardzo obawiał się złapania przez policję.
Wtem drgnął, gdy z głównej ulicy dobiegł jeszcze wyraźniejszy warkot silników, a policyjne światła rozeszły się po ścianach budynków. Oddech Zayna przyspieszył, stając się jeszzcze bardziej intensywny. Prędko rozejrzał się po zaułku, ale nie znalazł żadnej realnej drogi ucieczki. Zaułek kończył się wysoką ścianą sąsiedniego budynku, której nie dałby rady przeskoczyć. Cholera, nie mógł też zawrócić. Od frontu nadjeżdżał samochód, a z chodnika dobiegały go biegnące kroki, najpewniej należące do funkcjonariuszy, którzy już przeczesywali teren.
Uświadomił sobie, że od znalezienia go dzieliły raptem sekundy. Zareagował więc impulsywnie. Wypuścił Charly i szybko sięgnął za plecy, aby sciąnąć z nich tube z dziełem sztuki. Potem pośpiesznie wrzucił ją do stojącego obok śmietnika, a gdy zarejestrował ruch kobiety, natychmiast nerwowo przyciągnął ją z powrotem do siebie. W tym samym momencie uniósł maskę, odsłaniając usta i zanim zdążyła zareagować, przycisnął ją do ściany i zamknął jej wargi własnymi.
Nie był delikatny. Chciał za wszelką cenę zmyć z siebie ewentualne podejrzenia i upewnić się, że Charly nie będzie skłonna się odezwać. W tym celu wepchnął jej język do buzi, wzmagając wznoszące się pomiędzy nimi napięcie. Drugą dłonią zasłonił jej oczy, dzięki czemu na dobre odciął widok swojej twarzy, aby w przyszłości nie miała możliwości go rozpoznać.
Postanowił do cna wykorzystać jej obecność, dlatego chwyciwszy kobietę za pośladki, usadowił ją na metalowym koszu, w którym wcześniej ukrył tubę. Nie było w tym romantyzmu, ale jakimś cudem poczuł intensywny gorąc.
Adrenalina uderzyła mu do głowy z podwójną siłą.
Zaraz zmienił ulożenie rąk. Teraz jedną dłonią trzymał jej kark, aby przypadkiem się nie odsunęła, a drugą ściskał udo, kierując się palcami w stronę najbardziej newralgicznego miejsca.
Charly Hayes
Ha! Nie był to dla niego nowy widok. Widział go już wielokrotnie w oczach kobiet, którym złamał serce, i w oczach ludzi, którym na polecenie Giuseppe, łamał psychikę. Jednak tym razem mimowolnie zaczął rozumieć źródło cudzego cierpienia, a nawet w pewnym stopniu, choć nie potrafił tego przyznać, utożsamił się z nim. Problem w tym, że nauczony pokory i dystansu nie pozwolił sobie tego okazać.
— Histeryzujesz — prychnął celowo prześmiewczo. Nie chciał dopuścić do tego, aby choć przez moment podejrzewała go o współczucie.
W jego planach ten wieczór miał zakończyć się zupełnie inaczej. Miał wrócić do domu ze skradzionym obrazzem, zajrzeć do pokoju głęboko śpiącej Fredericki, pocałować ją w czoło, a potem wygodnie rozsiąść się w fotelu, aby uczcić udany skok kieliszkiem drogiego wina. Nie zamierzał zabierać ze sobą wspomnienia o smarkuli, którą wepchnął w ciemną alejkę i której zniszczył ostatnią pamiątkę po rodzicach.
Naprawdę nie zamierzał.
Sytuacja niespodziewanie jeszcze bardziej się zaogniła, gdy w oddali rozległ się ten cholerny dźwięk policyjnych syren. Od razu zrobił kilka kroków do przodu i przycisnął Charly jeszcze mocniej unieruchamiając jej ręce, aby pod żadnym pozorem nie zdradziła ich obecności. Nie zastanawiał się, co musiała czuć. Jak wielki strach przeżywała, gdy stanął nad nią jescze bliżej z nieznanymi zamiarami i bez wysiłku zamknął oba jej chude nadgarstki w jednej dłoni.
Przez głowę Zayna przemknął jedynie obraz małej Fredericki, a potem tych obrzydliwie brudnych pieniędzy, które miał zarobić na obrazie.
Nic, kurwa, więcej, dlatego z wyraźną przestrogą patrzył kobiecie głęboko w oczy i nieświadomie pozwalał, aby odkryła jak bardzo obawiał się złapania przez policję.
Wtem drgnął, gdy z głównej ulicy dobiegł jeszcze wyraźniejszy warkot silników, a policyjne światła rozeszły się po ścianach budynków. Oddech Zayna przyspieszył, stając się jeszzcze bardziej intensywny. Prędko rozejrzał się po zaułku, ale nie znalazł żadnej realnej drogi ucieczki. Zaułek kończył się wysoką ścianą sąsiedniego budynku, której nie dałby rady przeskoczyć. Cholera, nie mógł też zawrócić. Od frontu nadjeżdżał samochód, a z chodnika dobiegały go biegnące kroki, najpewniej należące do funkcjonariuszy, którzy już przeczesywali teren.
Uświadomił sobie, że od znalezienia go dzieliły raptem sekundy. Zareagował więc impulsywnie. Wypuścił Charly i szybko sięgnął za plecy, aby sciąnąć z nich tube z dziełem sztuki. Potem pośpiesznie wrzucił ją do stojącego obok śmietnika, a gdy zarejestrował ruch kobiety, natychmiast nerwowo przyciągnął ją z powrotem do siebie. W tym samym momencie uniósł maskę, odsłaniając usta i zanim zdążyła zareagować, przycisnął ją do ściany i zamknął jej wargi własnymi.
Nie był delikatny. Chciał za wszelką cenę zmyć z siebie ewentualne podejrzenia i upewnić się, że Charly nie będzie skłonna się odezwać. W tym celu wepchnął jej język do buzi, wzmagając wznoszące się pomiędzy nimi napięcie. Drugą dłonią zasłonił jej oczy, dzięki czemu na dobre odciął widok swojej twarzy, aby w przyszłości nie miała możliwości go rozpoznać.
Postanowił do cna wykorzystać jej obecność, dlatego chwyciwszy kobietę za pośladki, usadowił ją na metalowym koszu, w którym wcześniej ukrył tubę. Nie było w tym romantyzmu, ale jakimś cudem poczuł intensywny gorąc.
Adrenalina uderzyła mu do głowy z podwójną siłą.
Zaraz zmienił ulożenie rąk. Teraz jedną dłonią trzymał jej kark, aby przypadkiem się nie odsunęła, a drugą ściskał udo, kierując się palcami w stronę najbardziej newralgicznego miejsca.
Charly Hayes