27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001


Zayn nie bał się żadnej pracy. Przez lata podejmował się zleceń, których inni nie odważyliby się nawet rozważyć,aby tylko zarobić. Więc kiedy dostał propozycję kradzieży od tajemniczego klienta, słynnego obrazu The Massacre of the Innocents autorstwa Rubensa, natychmiast się zgodził. Tym bardziej że kwota, którą mu zaoferowano była naprawdę bardzo satysfakcjonująca.
Jak zawsze przed podobnym zleceniem ubrał się od stóp do głów w ciemne, niekrępujące ruchów ciuchy, na dłonie naciągnął skórzane rękawiczki, a twarz ukrył pod maską, która miała uniemożliwić jego identyfikację.
Kilka minut przed rozpoczęciem akcji zdalnie włamał się do systemu monitoringu muzeum. Ekran jego telefonu rozświetlił się na moment, gdy kolejne kamery przechodziły w tryb awaryjny.Dopiero wtedy wyruszył na podbój.
Przez ponad dwadzieścia minut sprawnie omijał zabezpieczenia, poruszając się zgodnie z planem, który przygotowywał od tygodni. Kiedy w końcu stanął przed obrazem, przez moment pozwolił sobie na krótkie oględziny, po czym ostrożnie wyjął płótno z ramy, zabezpieczył je specjalnym pokrowcem i zarzucił na plecy.
Pare minut później był już przy oknie na pierwszym piętrze. Następnie zaczepił linę o przygotowany wcześniej punkt, przerzucił nogi przez parapet i zaczął się opuszczać. Jeszcze przez chwilę wisiał kilka metrów nad ziemią, po czym zsunął się ostatni odcinek i ostatecznie wylądował na chodniku.
Wydawało mu się, że wszystko poszło idealnie, jednak niespodziewanie, gdzieś po drugiej stronie ulicy rozbłysło ostre światło. Nie od razu zrozumiał co się właśnie stało. Dopiero gdy dostrzegł drobną sylwetę, stojącą przy zaparkowanych samochodach i usłyszał charakterystyczny dźwięk migawki, poczuł ucisk w żołądku. Zółć natychmiast podeszła mu do gardła.
Wówczas Zaynowi wydało się, że nieznajomy również zdał sobie sprawę, że został zauważony, bo błyskawicznie odwrócił się i ruszył biegiem w głąb bocznej uliczki. Tymczasem Fontana jeszcze przez moment stał nieruchomo. Serce przyspieszyło mu gwałtownie, a przez głowę przemknęły dziesiątki okropnych scenariuszy, na które nie mół pozwolić.
Stój! — wrzasnął i ruszył sprintem za uciekającą postacią. — Zatrzymaj się. Fermati, porca puttana!

Charly Hayes
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Bezsenność była jednym z tych problemów, z którymi Charly nauczyła się nie walczyć. Im bardziej próbowała zasnąć, tym bardziej jej umysł odmawiał współpracy. Dlatego krótko po północy narzuciła na ramiona lekką kurtkę, przewiesiła aparat przez szyję i wyszła z mieszkania, uznając, że nocny spacer będzie znacznie produktywniejszy od bezsensownego przewracania się z boku na bok. Toronto nocą wyglądało zupełnie inaczej. Miasto zwalniało. Ulice pustoszały, hałas ustępował miejsca odległemu szumowi samochodów, a światła neonów odbijały się w mokrym asfalcie niczym rozlane farby. To właśnie za takie momenty kochała fotografię. Nie potrzebowała ludzi ani wydarzeń. Wystarczał odpowiedni kadr, cień budynku, pojedyncza latarnia albo przypadkowy przechodzień przecinający pustą ulicę.
Właśnie kończyła fotografować fasadę muzeum. Podniosła aparat do oka, poprawiła ostrość i nacisnęła spust migawki. Błysk rozdarł mrok na krótką sekundę. Charly opuściła aparat, zadowolona z efektu, i już miała ruszyć dalej, kiedy nagle po drugiej stronie ulicy rozległ się krzyk.
Zamarła.
Serce momentalnie podeszło jej do gardła. W pierwszej chwili nawet nie zrozumiała słów, dopiero po sekundzie dostrzegając sylwetkę wybiegającą spomiędzy budynków. Ubraną na czarno. W masce. Z czymś dużym przewieszonym przez plecy. — Co…? — wyrwało jej się cicho. Nie miała pojęcia, kim był mężczyzna ani czego od niej chciał. Wiedziała tylko jedno — biegł prosto w jej stronę i wyglądał dokładnie tak, jak według wszystkich filmów i podcastów kryminalnych wyglądać nie powinien nikt, kto ma dobre zamiary.

— O mój Boże. - krótki lament wzywający Wszechmogącego i adrenalina uderzająca natychmiast w drobną sylwetkę dziewczyny, zmusiły Charly do odwrócenia się na pięcie tak gwałtownie, że niemal wypuściła aparat z dłoni. Pasek boleśnie szarpnął ją za kark, kiedy ruszyła biegiem przed siebie. Nie oglądała się. Nie analizowała sytuacji. Nie próbowała jej zrozumieć. Wszystkie instynkty wrzeszczały dokładnie to samo.
Uciekaj!
Płuca zapiekły ją już po kilkunastu metrach. Ciężkie kroki odbijały się echem między budynkami, a świadomość, że ktoś biegnie za nią, tylko podsycała panikę. W głowie miała kompletny chaos. Czy to był napastnik? Psychopata? Złodziej? Morderca? Nie wiedziała. Wiedziała tylko, że właśnie znalazła się w sytuacji, którą do tej pory oglądała wyłącznie w serialach kryminalnych. W tym momencie żałowała, że nie poznała miasta na tyle, żeby móc zgubić nieznajomego.
Skręciła w prawo, a następnie w lewo, co spotkało się z głośnym jękiem rozpaczy, gdy ujrzała przed sobą ślepą uliczkę. Napastnik był tuż za nią. W uszach, poza biciem serca i szybko krążącą krwią, słyszała jego ciężkie kroki. Ponownie jęknęła, dostrzegając jego cień coraz bliżej. Panika całkowicie odebrała jej zdolność logicznego myślenia. Rozejrzała się gorączkowo wokół siebie i wtedy przy jednym z przepełnionych koszy dostrzegła leżącą metalową rurkę. Bez zastanowienia rzuciła się w jej stronę, chwyciła ją obiema dłońmi i odwróciła gwałtownie w stronę mężczyzny. — Nie zbliżaj się! — krzyknęła drżącym głosem. Wycelowała w niego rurką niczym bohaterka najtańszego filmu akcji. — Mam broń! - między nimi zapadła krótka cisza, Charly spojrzała na trzymany przedmiot. To nie była broń - to był fragment starej nogi od krzesła. — …i nie zawaham się jej użyć! — dodała szybko, uznając, że skoro już zaczęła kłamać, to nie ma sensu się wycofywać.




Zayn Fontana
wanilia
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zayn na pewno nie przewidział, że zwieńczeniem tej z pozoru udanej nocy będzie pościg za potencjalnym świadkiem całego przedsięwzięcia. Nie był nawet zmęczony. Po prostu natychmiast ogarnęła go irytacja, a w żyłach zawrzała adrenalina. Zawsze działał ostrożnie; z należytą rozwagą planował każdy etap kradzieży i rozglądał się nawet dziesięć razy, zanim wykonał kolejny krok.
Tymczasem przeoczył niewielką postać skrytą w cieniu, która ośmieliła się zrobić mu zdjęcie.
O zgrozo! Jaki był na siebie wsciekły!
Skręcił najpierw w prawo, a następnie w lewo. Trzymał się tuż za ciemnowłosą dziewczyną, która jak zdążył zauważyć, była zatrważająco sprawna. Albo tak śmiertelnie przerażona, że pędziła przez wąskie uliczki jak szalona. Nie przyszło mu nawet do głowy, że nie miała pojęcia o popełnionym przez niego przestępstwie, a jej obecność pod muzeum była wyłącznie wynikiem przypadku. Podobnie jak błysk aparatu, gdy schodził po ścianie budynku.
Uradowany, choć mocno zsapany, dopadł nieznajomą w ustronnej uliczce, dobry kawałek drogi od muzeum. Oparł dłonie na biodrach i zaczerpnął kilka głębszych oddechów, które i tak skutecznie utrudniała ciemna maska skrywająca jego twarz. Dzięki niej młoda kobieta nie mogła go rozpoznać.
Widział panikę malującą się na jej twarzy. Widział błysk przerażenia w ciemnych oczach i wszystkie chaotyczne, mniej lub bardziej skoordynowane ruchy, które wykonywała pod wpływem paraliżującego strachu. Nie robiło to jednak na nim wrażenia. Po uważnym zmierzeniu jej spojrzeniem uznał, że nie stanowiła żadnego zagrożenia.
Chciał jedynie aparat, dlatego szybko zmniejszył dzielący ich dystans. Zatrzymał się jednak gwałtownie, gdy krzyknęła i sięgnęła po prowizoryczną broń. Zaraz potem wybuchnął śmiechem. Głośnym, prześmiewczym i tak obrzydliwie zczerym, że przez moment musiał przytrzymać się za brzuch, który rozbolał go od tego nagłego aktu wesołości.
Naprawdę? — sarknął, uprzednio kręcąc głową. Nie wierzył, że mogłaby mu zrobić jakąkolwiek krzywdę.
Kiedy Zayn w końcu się uspokoił, śmiało wyciągnął dłoń i zanim zdążyła zareagować, szarpnął za nogę od krzesła, którą tak kurczowo ściskała w ręku. Jednym ruchem wyrwał jej prowizoryczną broń, a następnie oparł drewno o kolano i przełamał je na pół. Odłamek natychmiast odrzucił na bok.
Chwilę później złapał nieznajomą za kaptur. Materiał napiął się, gdy przyciągnął ją tak blisko, że przez moment dzieliły ich zaledwie centymetry.
Prze parę, dłużących się sekund patrzył dziewczynie w oczy, dostrzegawszy w nich wyłącznie błyski strachu. Tymczasem wzrok Zayna, jak przystało na profesjonaliste, pozostał niewzruszony. Po chwili uświadomił sobie, że podniósł ją na tyle wysoko, iż czubki trampek ledwie muskały ziemię, dlatego ostatecznie ustąpił. Wtedy odepchnął ją gwałtownie, aż zatoczyła się i z impetem uderzyła bokiem w metalowy śmietnik, aż wokół rozległ się brzdęk blachy.
Zaraz znowu zminimalizował odległość i nie dająć Charly czasu na odzyskanie równowagi, sięgnął po aparat wiszącego na jej szyi. Zerwał go jednym, porządnym pociąnięciem.
Dopiero wtedy cofnął się o krok i dokładnie obejrzał zdobycz. Obrócił urządzenie w dłoniach, aby sprawdzić go z każdej strony. Przesunął kciukiem po obudowie, obejrzał obiektyw, a następnie odnalazł ekran. Musiał upewnić się, że to właśnie nim wykonano zdjęcie i że wciąż znajdowało się ono w pamięci aparatu.


Charly Hayes
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

W momencie kiedy mężczyzna pojawił się przed nią, odziany w czarne ubranie i z maską na twarzy, która skutecznie ukrywała jego tożsamość, nie potrafiła ukryć paniki. Malowała się ona nie tylko w zielonych tęczówkach, ale także w każdym gwałtownym ruchu Charly. Instynktownie zrobiła krok w tył, czując ścisk w żołądku oraz piekący ból w płucach po szaleńczym biegu.
Nie rozumiała. Naprawdę nie rozumiała. Jeszcze kilkanaście minut temu spacerowała ulicami Toronto z aparatem przewieszonym przez ramię, szukając ciekawych kadrów. Tymczasem obecnie stała w ślepej uliczce naprzeciwko zamaskowanego faceta, który zachowywał się tak, jakby właśnie uciekła z miejsca zbrodni.
W następnej sekundzie przestrzeń między nimi wypełnił śmiech; głośny, bezczelny, który sprawił, że po plecach dziewczyny przebiegł lodowaty dreszcz. — Nie podchodź! — krzyknęła jeszcze raz, zaciskając mocniej palce na nodze od krzesła. Drżały jej dłonie. Drżały jej kolana. Drżała właściwie cała. Więc kiedy wyrwał jej prowizoryczną broń z dłoni, nawet nie zdążyła zaprotestować. Jedno szarpnięcie, potem drugie i trzask łamanego drewna, który odbił się echem między ścianami budynków.
Charly poczuła, jak serce niemal zatrzymuje się w piersi. — Ty kompletny psycholu… — syknęła bardziej odruchowo niż odważnie. A chwilę później świat gwałtownie znalazł się wyżej. Materiał kaptura wbił się boleśnie w szyję, gdy mężczyzna bez wysiłku poderwał ją do góry. Powietrze ugrzęzło jej w gardle. Przez krótką chwilę czubki trampek ledwie dotykały ziemi, a Charly była zbyt przerażona, by zrobić cokolwiek poza desperacką próbą zaczerpnięcia oddechu. Nigdy wcześniej nie czuła się tak bezbronna. Patrzyła w jego oczy i po raz pierwszy naprawdę uwierzyła, że może jej zrobić krzywdę. Nie było w nich wahania. Nie było gniewu ani szaleństwa, których spodziewałaby się po kimś takim. Był tylko chłodny spokój, a ten przerażał ją znacznie bardziej.
Kiedy odepchnął ją od siebie, nie zdążyła odzyskać równowagi. Bokiem uderzyła o metalowy kontener, a przez ciało przeszył ją tępy ból. Syknęła głośno, chwytając odruchowo za obolałe żebra. — Co jest z tobą nie tak?! — wyrzuciła z siebie, lecz nie dostała odpowiedzi. Zamiast niej przyszło jedynie gwałtowne szarpnięcie.
Aparat. - Nie! - krzyknęła, tym razem ruszając bez zastanowienia. Strach nadal ściskał jej gardło, ale oburzenie okazało się silniejsze. To był jej aparat. Jej praca. Jej pasja. Sprzęt, z którym praktycznie się nie rozstawała. Aparat, który dostała od ojca jako ośmiolatka i który przez lata stał się jedyną namacalną pamiątką po rodzicach. — Zostaw go! — kolejny krzyk opuścił usta ciemnowłosej, zrobiła krok w jego stronę. — Zwariowałeś?! - Poczuła nagły przypływ oburzenia, który na moment okazał się silniejszy od strachu. — Hej! — zawołała natychmiast. — To moja jedyna pamiątka po rodzicach! — wyrzuciła z siebie, nie dbając już o drżący głos. — Jeśli chcesz pieniądze, telefon czy cokolwiek innego, to bierz. Ale zostaw aparat. Dopiero wtedy zauważyła, że nawet na nią nie patrzył. Całą uwagę skupiał na ekranie urządzenia. I właśnie to po raz kolejny zmroziło jej krew w żyłach, bo coraz bardziej wyglądało na to, że od początku nie chodziło o nią.




Zayn Fontana
wanilia
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy był psycholem?
Być może.
Przez lata wychowywano go na członka włoskiej mafii. Taką drogę wyznaczył mu ojciec. Był to człowiek, który nauczył Zayna, że groźby były skuteczniejsze od próśb, a przemoc bywała najprostszym sposobem rozwiązywania wszystkich problemów.
Dziś niewiele się pod tym względem zmieniło. Wciąż obracał się po ciemnej stronie prawa. Kradł, zajmował się paserstwem, a część swoich interesów prowadził w cyberprzestrzeni. W środowisku kanadyjskiej przestępczości zajmował wysoką pozycję.
Czy to czyniło z niego psychola?
Może w oczach większości ludzi tak. Sam jednak nigdy nie postrzegał siebie w ten sposób. Był po prostu produktem świata, w którym przyszło mu dorastać w towarzystwie Giuseppe.
Zaśmiał się po raz drugi. Z pozoru zaczerpnął niezdrową satysfakcję z widoku młodej, przestraszonej kobiety. Krzyczała, szarpała się i desperacko próbowała odzyskać kontrolę nad sytuacją, ale wszystko na próżno. Najpierw pchnął ją na metalowy śmietnik, a później gwałtownie przyciągnął do siebie, nie pozostawiając jej nawet złudzenia, że mogłaby się wyrwać.
Ale... Tak naprawdę mu się to nie podobało.Prawda była jednak taka, że Zayn nie widział innego wyjścia. Nie mógł po prostu grzecznie poprosić o oddanie aparatu ani wyjaśnić, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym cholernym zdjęciu. Musiał sprawić, aby uwierzyła, że padła ofiarą zwykłego napadu. Musiała się bać i zapamiętać go jako agresora, a nie człowieka, który za wszelką cenę próbował zatrzeć ślady przestępstwa.
Nie wiem — wzruszył obojętnie ramionami. — Wszystko? — odpowiedział pytaniem na pytanie. Wówczas nawet już nie podniósł wzroku na Char. Całą uwagę poświęcił aparatowi. Jeszcze raz sprawdził każdy mankament urządzenia.
Właściwie był już gotów cisnąć aparatem o chodnik, ale właśnie wtedy usłyszał sprzeciw nieznajomej. Zamarł na ułamek sekundy, po czym najpierw odruchowo omiótł wzrokiem okolicę, sprawdzając, czy ktoś nie zwrócił uwagi na całe zamieszanie, a dopiero potem jego spojrzenie wróciło do Charly.
Nieświadomie opuścił aparat nieco niżej i zaskoczony uniósł brwi. Z uwagą obserwował, jak z twarzy brunetki stopniowo znikał strach. W jego miejscu pojawiało się coś zupełnie innego; pojawiło się szczerze oburzenie, które zdaniem Zayna było kompletnie nieadekwatne do sytuacji w jakiej właśnie się znalazła.
Patrzył więc i nie dowierzał. Pomimo wszystkiego, co zrobił, zdobyła się na odwagę, aby zrobić krok w jego stronę. Następnie drżącym od emocji głosem, wyrzuciła z siebie, że trzymany przez niego aparat był najcenniejszą pamiątką po jej rodzicach. Rodzicach, którzy, tak sobie dopowiedział, najpewniej zmarli.
Przez krótką chwilę tylko się w nią wpatrywał. Potem jego wzrok powoli opadł na urządzenie. Jeszcze przed momentem był gotów bez wahania roztrzaskać je o beton, a teraz czuł, że dłoń mu się zatrzęsła. Nie potrafił całkowicie zignorować nieprzyjemnego ukłucia, które niespodziewanie pojawiło się w głowie. Giuseppe często mu powtarzał, że bywał zbyt sentymentalny, he.
W porządku — potaknął, po czym cmoknął zirytowany przebiegiem całej sytuacji. Uniósł aparat i delikatnie nim potrząsnął, aby wiedziała, że chodziło mu wyłącznie o to urządzenie. — Oddam ci go w swoim czasie — poinformował. — Jak się nazywasz? — zapytał całkiem poważnie.

Charly Hayes
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez kilka sekund po prostu patrzyła na niego w milczeniu. Oddychała szybko, nierówno, a każdy kolejny oddech przypominał o bólu rozlewającym się po żebrach. Serce nadal waliło jej jak oszalałe. Powinna się bać. Powinna szukać drogi ucieczki. Powinna zrobić wszystko, żeby znaleźć się jak najdalej od tego człowieka, a jednak nie ruszyła się z miejsca. Bo aparat nadal znajdował się w jego dłoni.
Zauważyła moment zawahania. Krótkie drgnięcie palców. Ledwie dostrzegalne opuszczenie urządzenia. Dla większości ludzi byłby to nic nieznaczący szczegół. Charly jednak od lat obserwowała ludzi przez obiektyw. Uczyła się wychwytywać rzeczy, których inni nie zauważali. Mikroskopijne reakcje. Ułamki emocji. Sekundy szczerości ukryte pomiędzy maskami. I właśnie dlatego wiedziała, że przez moment naprawdę go poruszyła. To nie sprawiło jednak, że przestała uważać go za niebezpiecznego. Wręcz przeciwnie - najgorsi byli ludzie, którzy potrafili zrobić komuś krzywdę i jednocześnie wyglądać tak, jakby sami nie wiedzieli, dlaczego to robią.
Kiedy usłyszała jego odpowiedź, zamrugała kilka razy ze szczerą dezorientacją. — W swoim czasie? — powtórzyła niedowierzająco. — Co to w ogóle ma znaczyć? Głos nadal lekko jej drżał, ale tym razem nie ze strachu. Z frustracji. Z bezsilności. Z oburzenia, które powoli zaczynało wypierać panikę. — Nie możesz po prostu zabrać komuś aparatu i powiedzieć, że oddasz go „w swoim czasie”. Urwała, przeczesując go wzrokiem od stóp do głów, jakby próbowała znaleźć choć jeden logiczny element tej absurdalnej sytuacji. — Kim ty w ogóle jesteś? — wyrzuciła z siebie. — Napadasz ludzi w ciemnych uliczkach i potem prowadzisz z nimi normalną rozmowę? Dopiero po chwili dotarło do niej, że sam zadał pytanie.
— Serio? — pokręciła głową. — Najpierw rzucasz mną o śmietnik, wyrywasz mi aparat, a teraz chcesz wiedzieć, jak się nazywam? Przez chwilę patrzyła na niego, jakby właśnie zadał najbardziej absurdalne pytanie świata. Napadł ją. Rzucił nią o śmietnik. Ukradł aparat. A teraz chciał znać jej dane osobowe. Genialne. Parsknęła krótkim, pozbawionym humoru śmiechem. — Jasne. Już podaję numer ubezpieczenia i adres zamieszkania. Zmrużyła oczy, przyciskając dłoń do obolałego boku.— Hannah Montana. — odpowiedziała z całkowitą powagą. — A dla przyjaciół Miley Cyrus.
Przez moment nawet nie mrugnęła. Jakby naprawdę oczekiwała, że kupi tę odpowiedź. Dopiero po chwili pokręciła głową. — Naprawdę myślisz, że po tym wszystkim podam ci swoje prawdziwe nazwisko? Jej spojrzenie ponownie zatrzymało się na aparacie. — Ty pierwszy. Kim jesteś i dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, co jest w pamięci mojego aparatu?



Zayn Fontana
wanilia
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wtrącił się ani razu, kiedy Charly wyrzucała z siebie pytanie za pytaniem z coraz większą pretensją w głosie. Słuchał wszystkiego, najpierw sztywno wyprostowany, aż w pewnym momencie luźno skrzyżował ramiona i uniósł brew w akcie coraz mocniejszego zdumionia. Jak na kogoś niższego i drobniejszeo, o wyraźnie niemuskularnej sylwecie, wydawała się zaskakująco pewna siebie w obliczu zagrożenia, jakim był Zayn.
Charly była nawet całkiem przekonująca w tej swojej otoczce brawury. Atakowała go słowem za słowem, mierzyła bacznym spojrzeniem, prychała śmiechem pozbawionym wesołości i słała w stronę Zayna wszechobecną ironię.
O zgrozo, jak bardzo go to wszystko bawiło! W pewnym momencie sam prychnął rozbawiony i pokiwał głową, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się działo! W otoczeniu nocy, w ciemnej uliczce, jakaś „małolata” pyskowała mu bez żadnego zawahania!
To wszystko sprawiło, że przestał próbować się z nią spoufalać, a historia aparatu nagle straciła dla Zayna jakiekolwiek znaczenie i współczucie.
W porządku, moja droga Miley — powiedział z wyraźną kpiną, po czym teatralnie rozprostował ramiona. W jednej ręce wciąż trzymał urządzenie, którego ciężar przeszłości nagle zniknął. Pozbawił się wszystkich skrupułów, które jeszcze przed chwilą powstrzymywały go przed kolejnym występkiem.
I nagle się zamachnął. Uderzył urządzeniem o beton z taką siłą, że dźwięk pękającej obudowy odbił się głucho od ścian wąskiej uliczki. Plastik pęknął, a metalowe elementy w środku brzydko zabrzęczały. Zayn obojętnym wzrokiem ocenił powstałe pobojowisko, po czym, aby upewnić się, że aparat nie będzie więcej zdatny do użytku, przydeptał go butem, łamiąc ostatnie całe fragmenty. Pod naciskiem podeszwy drobne części zachrzęściły i pokruszyły się jeszcze bardziej, aż w końcu zostały tylko szczątki, które ostatnim ruchem rozkopał po betonie.
Trzeba było odpowiedzieć, dopóki byłem uprzejmy — rzucił, a w jego głosie nie było już ani śladu wcześniejszej rozbawionej kpiny.

Charly Hayes
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nigdy nie była dobra w przeżywaniu podobnych sytuacji. W takich momentach zazwyczaj emocje brały górę nad zdrowym rozsądkiem, który uparcie alarmował, aby uciekała zamiast wdawać się w dyskusję z zapewne bardzo niebezpiecznym typem, o czym świadczyło nie tylko jego ubranie, ale także cała postawa. Chociaż każdy atom w ciele Charly krzyczał, że powinna się wycofać, odsunąć i przede wszystkim nie prowokować kogoś, kto najwyraźniej nie miał żadnych oporów przed przekraczaniem kolejnych granic, ona wciąż stała w miejscu. Jakby samo odejście oznaczało przyznanie mu racji.
Do tej pory była przekonana, że nic nie było w stanie sprawić, aby poczuła się bardziej bezradna niż chwile, w których życie odbierało jej rzeczy, na które nie miała żadnego wpływu. Śmierć rodziców. Utrata domu. Konieczność zaczynania wszystkiego od początku. Z czasem nauczyła się, że niektóre rzeczy po prostu się dzieją i pozostaje jedynie zacisnąć zęby oraz iść dalej. Aparat był jednak inny. Był jedyną rzeczą, której nikt jej wcześniej nie odebrał. Jedynym przedmiotem, który pozostał po osobach, których już nie mogła przytulić, usłyszeć ani zapytać o najzwyklejsze rzeczy. Przez lata nosiła go przy sobie nie dlatego, że był drogi albo wyjątkowy sam w sobie, zwyczajnie był kawałkiem przeszłości, którą mogła jeszcze trzymać w dłoniach.
Dlatego przez pierwsze sekundy po dźwięku pękającej obudowy po prostu patrzyła. Nie na niego, nie na Zayna. Tylko na resztki aparatu leżące na zimnym betonie. Umysł Charly przez chwilę nie nadążał za tym, co właśnie zobaczyła. Jakby próbował wmówić jej, że za moment ktoś się roześmieje i powie, że to tylko głupi żart. Że zaraz podniesie urządzenie, otrzepie je z kurzu i wszystko wróci do poprzedniego stanu. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Poczuła, jak coś zaciska się w jej klatce piersiowej. Nie był to gniew, przynajmniej nie na początku. Najpierw pojawił się ból. Cichy, głęboki i tak znajomy, że niemal od razu wiedziała, że nie da się go z niczym pomylić. Znowu coś jej zabrano. Znowu ktoś zdecydował za nią, że coś, co miało dla niej znaczenie, nie było warte nawet chwili zastanowienia.
Dopiero wtedy uniosła wzrok na Zayna. Łzy pojawiły się szybciej, niż chciałaby przyznać, ale tym razem nie próbowała ich ukrywać. Nie miały nic wspólnego ze strachem. Były mieszanką bezsilności, wściekłości i żalu, którego nie potrafiła już zatrzymać. — Ty… — głos załamał się jej na pierwszej sylabie, dlatego zacisnęła szczękę, próbując odzyskać kontrolę. — Ty nawet nie masz pojęcia, co zrobiłeś. I chyba właśnie to było najgorsze. Nie sam fakt, że zniszczył aparat. Nie nawet jego obojętność. Najgorsze było to, że zrobił to bez najmniejszego zawahania, jakby trzymał w dłoni zwykły kawałek plastiku, a nie coś, co przez lata było dla niej ważniejsze niż większość rzeczy, które posiadała. Charly nie myślała już o tym, że był większy. Że był silniejszy. Że prawdopodobnie nie powinna się do niego zbliżać. W tamtej chwili nie widziała niebezpiecznego mężczyzny w ciemnej uliczce. Widziała jedynie osobę, która właśnie zniszczyła ostatnią rzecz po jej rodzicach. I zanim zdrowy rozsądek zdążył ją zatrzymać, ruszyła w jego stronę.
Nie pamiętała nawet momentu, w którym zacisnęła dłonie w pięści. Nie pamiętała, kiedy dokładnie podjęła decyzję, że podejdzie bliżej. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Jedna sekunda, w której jeszcze stała nieruchomo, próbując zrozumieć, dlaczego ktoś mógł zrobić coś tak okrutnego dla samej satysfakcji. Druga, w której już znajdowała się przy nim. Pierwszy cios był bardziej impulsem niż świadomym ruchem. Uderzyła go w ramię, nawet nie czując, czy zrobiło to na nim jakiekolwiek wrażenie. Ból przeszył jej własną dłoń, ale był niczym w porównaniu z tym, który od kilku sekund rozrywał ją od środka.
— Ty naprawdę jesteś popieprzony — wyrzuciła z siebie przez zaciśnięte zęby, a głos drżał jej niebezpiecznie. — Wiesz o tym? Kolejne uderzenie było już bardziej chaotyczne. W jego klatkę piersiową. W ramię. Tam, gdzie dosięgała. Nie dlatego, że chciała go zranić. Nie dlatego, że naprawdę wierzyła, że w ten sposób coś naprawi. Po prostu nie miała już żadnego innego sposobu, żeby wyrzucić z siebie tę mieszankę gniewu i bólu, która dławiła ją od środka.— To nie był jakiś cholerny gadżet! — krzyknęła, a łzy spływały jej już po policzkach, zupełnie niezależnie od tego, jak bardzo próbowała je powstrzymać. — Nie był zwykłym aparatem, rozumiesz?! - jej głos załamał się przy ostatnich słowach, ale nie zatrzymała się. Wciąż uderzała go otwartą dłonią, pięściami, wszystkim, czym mogła, chociaż z każdą kolejną sekundą coraz bardziej docierało do niej, że nie odzyska w ten sposób ani jednej części tego, co leżało roztrzaskane na betonie.— To było jedyne, co mi po nich zostało… — wyszeptała nagle znacznie ciszej, jakby te słowa wyrwały się z niej przypadkiem. — Jedyna rzecz, której nie straciłam. - właśnie wtedy gniew zaczął mieszać się z czymś znacznie gorszym. Z bezsilnością. Bo mogła go uderzyć sto razy, mogła krzyczeć tak długo, aż zabrakłoby jej głosu, ale aparat nadal był zniszczony. Zdjęcia nadal nie istniały. A wspomnienia, które przez lata mogła trzymać w dłoniach, właśnie rozsypały się pod jego butem.
Dopiero po chwili poczuła, jak bardzo drżą jej ręce. Jak bardzo brakuje jej siły. Jak bardzo cała ta złość była tylko cienką warstwą przykrywającą coś znacznie bardziej bolesnego. — Nienawidzę cię — powiedziała cicho, choć w jej głosie nie było już tej wcześniejszej pewności siebie. Była tylko rana, którą właśnie ktoś otworzył na nowo.


Zayn Fontana
wanilia
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zayn przywykł do tego, że życie regularnie wywracało wszystko do góry nogami, zmuszając go do budowania ram własnego świata od samego początku.
Najpierw było Chicago. Był wtedy jeszcze dzieciakiem, a mimo to bardzo szybko nauczył się, że świat nie działa sprawiedliwie. W tamtym okresie jego matka pobierała opłatę za seks, dzięki czemu mieli co jeść. Potem przyszło mu żyć we Włoszech. Miał zaledwie czternaście lat, kiedy zaczął uczyć się, jak przetrwać w świecie dorosłych; jak być twardym, jak nie okazywać strachu i jak odnaleźć się pośród ludzi, którzy od chłopca oczekiwali zachowania mężczyzny. Jeszcze później pojawiła się Frederica, a wraz z nią gorzka świadomość, że nie każdy nadaje się do roli rodzica. Wtedy zdał sobie sprawę, że wybrał złą kobietę na jej matkę.
A na samym końcu na własne oczy doświadczył brutalnej śmierci matki oraz ojczyma. Kolejny raz musiał zostawić za sobą wszystko co znał i zacząć od początku nie mając obok siebie nikogo, prócz małej córeczki.
Więc Zayn Fonana po prostu nauczył się żyć ze stratą. Nauczył się podnosić po upadkach i budować swoje życie od nowa, nawet gdy był w tym całkowicie sam. Nie oznaczało to jednak, że strata bolała mniej. Po prostu wiedział, że czasami jedyne, co człowiek może zrobić, to iść dalej, dlatego szczegolnie nie przywiązywał żadnej wagi do przedmiotów.
Dla Zayna aparat Charly był tylko rzeczą. Nawet gdy dostrzegł łzy w jej oczach, nie poczuł współczucia. Lata doświadczeń nauczyły go zachowywać dystans wobec cudzych dramatów, a zwłaszcza w takiej chwili, kiedy musiał zadbać przede wszystkim o siebie.
Ba, nawet nie drgnął. Stał w miejscu, obserwując młodą kobietę spokojnym spojrzeniem. Patrzył w jej wilgotne oczy i doskonale słyszał drżenie w głosie, ale w odpowiedzi jedynie westchnął zmęczony tym wszystkim co działo się dookoła. Nie mół uwierzyć, że świetny finał rabunku, skończył się spotkaniem jakiejś małolaty z aparatem.
Absolutnie nie czuł potrzeby tłumaczenia się z własnych decyzji. W końcu w tym brudnym i brutalnym świecie Zayna rzeczy psuły się, ginęły i znikały każdego dnia. Ludzie również. Jeden aparat fotograficzny nie wydawał mu się czymś, nad czym warto było się zatrzymywać, więc gdy ruszyła w jego stronę, nawet nie zmienił wyrazu twarzy pod maską. Uniósł jedynie lekko podbródek i w dalszym ciągu śledził, absurdalne jego zdaniem, poczynania Charly.
Pierwszy cios trafił go w ramię, ale Zayn właściwie go nie poczuł. Co śmieszniejsze, nawet się nie zachwiał. Z obojętnością spojrzał na zaciśniętą dłoń nieznajomej, a potem wrócił wzrokiem do jej twarzy. Przez dłuższą chwilę pozwalał jej po prostu uderzać. Dłonie kobiety spadały kolejno na jego klatkę piersiową i ramiona, ale nie próbował ich unikać. Dalej stał nieruchomo i patrzył z góry, podczas gdy cały gniew i ból Charly wylewały się w bardzo niekontrolowany sposób.
Dopiero gdy zamachnęła się któryś raz, wyciągnął ręce i znienacka chwycił ją za nadgarstki.
Wystarczy — rzucił. Zacisnął palce znacznie mocniej, kiedy zapewne spróbowała się wyrwać. — Powiedziałem, wystarczy.
Najpierw znowu patrzył Charly prosto w oczy, a potem zsunął spojrzenie na mokre od łez policzki. Co czuł? Cholerną pustkę, choć na ułamek sekundy zaatakowało go takie dziwne, osobliwe i podejrzane znajome ukłucie. Nie do końca potrafił je sprecyzować, jednak własnie podejrzewał siebie o irytującą świadomość, że jednak rozumiał ból kobiety, który sam z uporem wypierał przez te wszystkie długie lata.
Zayn milczał, wciąż trzymając jej nadgarstki. Czuł, jak drżą pod jego palcami i jak z każdą sekundą chaotyczna siła Charly słabnie. Mogła go nienawidzić. Właściwie obecnie nie miało to dla nieo większego znaczenia, skoro nie mieli więcej się spotkać. Mogła go wyzywać i rzucać klątwy, skoro byli sobie obcy, dlatego w dalszym ciągu nie zamierzał wdawać się w zbędną dyskusję.
Niespodziewanie w oddali rozległ się dźwięk syren. I to wystarczyło, aby wywołać u Zayna szerszą gamę emocji. Coś zmieniło się w jego twarzy. Mięśnie szczęki napięły się gwałtownie, a wzrok natychmiast powędrował w stronę głównej ulicy. Całe jego ciało zesztywniało, jakby nagle zostało porażone prądem.
Jednym szarpnięciem przyciągnął do siebie kobietę, a potem pchnął ją kilka kroków do tyłu. Mogła zaraz poczuć za plecami chłód ceglanego muru, gdy jej ciało zetknęło się ze ścianą w tej wąskiej i obskurnej alejce. Sekundę później znalazł się tuż przed nią. W jedną rękę przełożył oba jej nadgarstki i przycisnął je do ściany. Drugą zasłonił usta, pragnąc jedynie uciszyć ewentualny protest, który spodziewał się usłyszeć.
Zaraz pochylił się tak nisko, że dzieliły ich zaledwie centymetry. Klatka piersiowa prawie stykała się z jej klatką, co blokowało drogę ucieczki. Oddech Zayna przyśpieszył i, cholera, nawet przez materiał maski mogła wyczuć gorące pwietrze które wypuszczał spomiędzy rozchylonych warg na skórę wokół oczu i policzków.
Ani słowa — rozkazał.

Charly Hayes
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charly wychowywała się w zupełnie innych warunkach niż Zayn. Miała kochających rodziców, którzy zawsze byli dla niej wsparciem mimo interesów, jakie prowadzili. Pokaźne konta bankowe sprawiały, że nigdy niczego jej nie brakowało. Uczyła się w najlepszych szkołach w Nowym Jorku, rozwijała swoje pasje i dorastała w przekonaniu, że świat jest miejscem bezpiecznym. Przynajmniej do czasu. Katastrofa lotnicza odebrała jej nie tylko rodziców, ale również poczucie stabilności, które budowała przez całe życie. Niedługo później stryj pozbawił ją niemal całego majątku, fałszując testament i odbierając jej wszystko, co materialnie łączyło ją z rodziną. Właśnie dlatego tak kurczowo trzymała się nielicznych pamiątek, które zdołała zachować. Nie przedstawiały dla niej wartości finansowej. Były ostatnimi namacalnymi dowodami na to, że tamto życie naprawdę istniało. I właśnie tutaj najbardziej różniła się od Zayna. On nauczył się iść naprzód, zostawiając za sobą przedmioty i miejsca, bo życie wielokrotnie zmuszało go do rozpoczynania wszystkiego od nowa. Dla niego rzeczy były tylko rzeczami. Dla Charly potrafiły stać się wspomnieniem zamkniętym w materiale, drewnie czy fotografii. Były jedynym, czego nikt nie mógł jej już odebrać. Dlatego zniszczony aparat bolał ją znacznie bardziej, niż mogłoby się wydawać komuś, kto nie znał jego historii. Nie oznaczało to jednak, że którekolwiek z nich przeżywało stratę lepiej lub gorzej. Po prostu nauczyli się radzić sobie z nią w zupełnie odmienny sposób. Zayn chronił się przed bólem, nie przywiązując się do rzeczy. Charly robiła dokładnie odwrotnie — właśnie w przedmiotach odnajdywała cząstki ludzi, których już przy niej nie było.
Charly wcale nie zdziwił brak współczucia ze strony zamaskowanego mężczyzny. W tej chwili jawił się jej jak najgorszy koszmar — człowiek, który odebrał jej coś znacznie cenniejszego niż zwykły aparat fotograficzny. Dla niego był tylko kolejną rzeczą. Dla niej stanowił ostatni namacalny fragment świata, którego już nie było. Pamiątkę po rodzicach, wspomnienie ich wspólnych podróży i dzieciństwa, do którego nigdy nie mogła wrócić. Zniszczył coś, czego nie dało się już naprawić. Dlatego nie potrafiła przestać. Kolejne uderzenia nie miały zrobić mu krzywdy — doskonale wiedziała, że nie miała z nim żadnych szans. Były jedynie rozpaczliwą próbą wyrzucenia z siebie bezsilności, która od lat zbierała się gdzieś głęboko w niej. Najpierw katastrofa lotnicza odebrała jej rodziców. Później stryj zabrał cały ich dorobek. A teraz los postanowił odebrać jej jedną z ostatnich pamiątek, jakie po nich posiadała. Miała wrażenie, że cokolwiek kochała, prędzej czy później znikało.
Kiedy jego dłonie zacisnęły się na jej nadgarstkach, odruchowo spróbowała się wyrwać. Szarpała się jeszcze przez krótką chwilę, lecz im mocniej próbowała odzyskać swobodę, tym wyraźniej czuła, że opuszczają ją siły. W końcu przestała walczyć. Ramiona opadły bezwładnie, a oddech rwał się w krótkich, nierównych wdechach. Łzy wciąż spływały po policzkach, choć sama nie była już pewna, czy płakała z powodu aparatu, rodziców, czy po prostu wszystkiego naraz. Podniosła na niego zaczerwienione oczy. Po raz pierwszy naprawdę mu się przyjrzała. Maska skutecznie ukrywała twarz, ale nie spojrzenie. I właśnie ono zirytowało ją najbardziej. Ta obojętność. Ten spokój. Jakby nic z tego nie miało znaczenia.— Dla ciebie to tylko rzecz… — wydusiła ochryple. — Ale nie masz pojęcia, co mi właśnie odebrałeś. — głos załamał się na ostatnich słowach. Opuściła wzrok, zaciskając powieki, jakby próbowała powstrzymać kolejną falę łez. — Nie masz pojęcia…
Ostatnie zdanie zdążyło wybrzmieć z ust Charly, gdy z oddali dobiegł dźwięk policyjnych syren. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie miała nawet czasu zareagować. Jedno gwałtowne szarpnięcie wyrwało ją z miejsca, a chwilę później plecami uderzyła o zimny, ceglany mur. Powietrze uszło z jej płuc, kiedy zamaskowany mężczyzna znalazł się tuż przed nią, skutecznie odcinając każdą drogę ucieczki. Próbowała wyrwać nadgarstki, lecz jego chwyt był zbyt pewny. Dopiero gdy druga dłoń zacisnęła się na jej ustach, zamarła. Serce zaczęło walić jej o żebra tak mocno, że przez moment miała wrażenie, iż on również musi je słyszeć. I dopiero teraz, w tej absurdalnej bliskości, zwróciła uwagę na coś, co wcześniej całkowicie jej umknęło. Pachniał zaskakująco dobrze. Nie papierosami, potem ani tanimi perfumami, których spodziewałaby się po człowieku bezbronne kobiety. Wręcz przeciwnie. Zapach był cięższy, elegancki, wyraźnie męski, z nutą drewna i czegoś korzennego, kojarzącego się z drogimi perfumami. Zupełnie nie pasował do maski, rękawiczek i chłodu jaki od niego bił. Jeszcze bardziej nie pasował do obrazu przestępcy, jaki zdążyła sobie o nim stworzyć. Ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. Czuła ciepło jego oddechu przenikające przez materiał maski, dostrzegała napięcie mięśni szczęki i gwałtownie unoszącą się klatkę piersiową. Przez ułamek sekundy kompletnie zapomniała o własnym gniewie. Pozostało jedynie dziwne, trudne do nazwania napięcie, które ścisnęłou jej żołądek. Dopiero jego ciche, stanowcze polecenie przywróciło ją do rzeczywistości.
Charly mimowolnie zamarła. Jeszcze przed chwilą chciała go uderzyć, odepchnąć od siebie i zrzucić z twarzy tę cholerną maskę. Teraz nie była w stanie wykonać nawet najmniejszego ruchu. Jego spojrzenie było twarde, skupione i zupełnie pozbawione wcześniejszej obojętności. Po raz pierwszy zobaczyła w nim coś przypominającego… nie strach, lecz instynkt przetrwania. Kilka sekund później z końca uliczki dobiegł odgłos silników. Niebiesko-czerwone światła zatańczyły na mokrym asfalcie, odbijając się również od ceglanej ściany tuż obok nich. Dopiero wtedy zrozumiała. Nie uciszał jej dlatego, że chciał ją skrzywdzić. Robił to dlatego, że oboje znajdowali się dokładnie na linii wzroku nadjeżdżającego radiowozu. Oddychała płytko. Każdy gwałtowniejszy wdech sprawiał, że klatka piersiowa niemal ocierała się o jego tors. Sama świadomość tej bliskości była dezorientująca. Jeszcze bardziej dezorientujące było to, że mimo gniewu nie potrafiła odwrócić wzroku od jego oczu. Tak niewiele mogła o nim zobaczyć spod maski, a mimo to miała absurdalne wrażenie, że przez tę krótką chwilę znała go bardziej niż powinna. Radiowóz zwolnił. Zayn odruchowo napiął mięśnie, jeszcze mocniej osłaniając ją własnym ciałem przed spojrzeniami z ulicy. Trwali tak w całkowitym bezruchu, wsłuchani jedynie w syreny i własne oddechy. Charly po raz pierwszy od dłuższej chwili przestała walczyć z jego uściskiem. Nie dlatego, że mu ufała. Po prostu instynkt podpowiadał jej, że najmniejszy ruch może zdradzić ich obecność.






Zayn Fontana
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”