one more day
: wt cze 23, 2026 5:08 pm
Nie miał najmniejszych powodów do tego, by czymkolwiek się przejmować. Nigdy nie pozwoliła mu odczuć choćby cienia wątpliwości, nigdy nie zrobiła niczego, co mogłoby naruszyć fundamenty zaufania, które budowała u niego przez tak długi czas.
Owszem, można było zarzucić jej wiele. Bywała pochopna, często wychodziła przed szereg, mówiła zanim pomyślała i podczas kłótni nie odpuszczała aż do samego końca, nawet wtedy, gdy doskonale wiedziała, że tym razem racja leży po jego stronie. Niemniej jednak n i g d y nie zrobiła niczego co mogłoby go zawieść.
Nie zamierzała też zrobić tego teraz. Była pewna każdej swojej decyzji. Tak samo dwa miesiące temu, kilka tygodni temu i dzisiaj. Nadal była gotowa skoczyć za nim w ogień, zrobić każdą najgłupszą rzecz, jeśli miałaby pomóc mu wydostać się z tego bagna. Pociągnąć za spust wycelowany prosto w Sergio Carbona, a później uciec na drugi koniec kraju albo świata, zostawiając za sobą wszystko, co do tej pory uważała za ważne.
Bo teraz najważniejszy był on. Jakkolwiek niezdrowo mogło to brzmieć dla ludzi stojących z boku.
Byłaby gotowa zrobić to wszystko nawet wtedy, gdyby każda z wymienionych kobiet naprawdę istniała. Gdyby przez jego życie przewinął się kolejny tuzin twarzy, które z czasem zlałyby mu się w jedną całość i gdyby któraś z nich nagle pojawiła się na ich drodze, usiłując przypomnieć mu o swoim istnieniu.
Rhys Madden n a l e ż a ł do niej. I świadomość tego nie spoczywała wyłącznie po jej stronie.
Dlatego zamiast reagować, po prostu się uśmiechała, słuchając kolejnych historii, które przytaczał. - Badałeś się zanim pierwszy raz mnie przeleciałeś? - jej chłodne dłonie przesunęły się jeszcze wyżej, później w bok, aż wreszcie spoczęły na jego plecach. Bez ostrzeżenia wbiła paznokcie w skórę, a na jej twarzy pojawił się wyraz nieskrywanej satysfakcji, gdy przeciągnęła nimi powoli w dół. Z pewnością zostawiła po sobie ślad, taki n a j b a r d z i e j czerwony z czerwonych. Taki, który miał przypominać o sobie jeszcze przez kilka następnych godzin. A może nawet jutro, podczas pierwszego plażowania w gorącym Meksyku.
- Też jestem ogromną fanką koni, nie mogę dziwić się Claudii - wtrąciła mimochodem. Wyciągnęła jedną dłoń spomiędzy nich, zaciskając palce na materiale jego koszulki, po czym przyciągnęła go bliżej i skradła jeden krótki, z a c h ł a n n y pocałunek. Słuchała go z rosnącym rozbawieniem, aż do chwili, w której rzucił swoim popisowym żartem. Tak bardzo upodobał sobie przytyki dotyczące jej relacji z ojcem, że zaczynała podejrzewać, iż nigdy nie przestanie do nich wracać. Robił to regularnie, przy niemal każdej możliwej okazji, a ona równie regularnie rwała się do przodu, by oddać mu z nawiązką.
- Tak? Naprawdę uważasz, że którakolwiek z tych dziewczyn była do mnie podobna? - dała mu chwilę na zastanowienie. Możliwość wycofania się, ubrania swoich słów w inaczej, zanegowania własnej teorii zanim sama odda strzał. - Teraz moja kolej. Evans był tylko drobną rozrywką. Wcześniej umawiałam się wyłącznie w jednym celu z Coltonem, który pracuje w przestępczości zorganizowanej. Kojarzysz? - odsunęła się od niego z pełną premedytacją. Dłonie założyła za plecami, odchylając się lekko do tyłu. Nogi przestały obejmować jego biodra, nie przyciągały go już bliżej, swobodnie opadając w dół.
- Teraz pora, żebyśmy wymienili się szczegółami - zerknęła ponad jego ramieniem, pozornieniewzruszona kierunkiem w jakim zmierzała rozmowa. Skupiła uwagę na jeziorze i promieniach słońca, które powoli traciły pomarańczową barwę, przechodząc w piękne, miękkie złoto rozlewające się po tafli wody.
Rhys Madden
Owszem, można było zarzucić jej wiele. Bywała pochopna, często wychodziła przed szereg, mówiła zanim pomyślała i podczas kłótni nie odpuszczała aż do samego końca, nawet wtedy, gdy doskonale wiedziała, że tym razem racja leży po jego stronie. Niemniej jednak n i g d y nie zrobiła niczego co mogłoby go zawieść.
Nie zamierzała też zrobić tego teraz. Była pewna każdej swojej decyzji. Tak samo dwa miesiące temu, kilka tygodni temu i dzisiaj. Nadal była gotowa skoczyć za nim w ogień, zrobić każdą najgłupszą rzecz, jeśli miałaby pomóc mu wydostać się z tego bagna. Pociągnąć za spust wycelowany prosto w Sergio Carbona, a później uciec na drugi koniec kraju albo świata, zostawiając za sobą wszystko, co do tej pory uważała za ważne.
Bo teraz najważniejszy był on. Jakkolwiek niezdrowo mogło to brzmieć dla ludzi stojących z boku.
Byłaby gotowa zrobić to wszystko nawet wtedy, gdyby każda z wymienionych kobiet naprawdę istniała. Gdyby przez jego życie przewinął się kolejny tuzin twarzy, które z czasem zlałyby mu się w jedną całość i gdyby któraś z nich nagle pojawiła się na ich drodze, usiłując przypomnieć mu o swoim istnieniu.
Rhys Madden n a l e ż a ł do niej. I świadomość tego nie spoczywała wyłącznie po jej stronie.
Dlatego zamiast reagować, po prostu się uśmiechała, słuchając kolejnych historii, które przytaczał. - Badałeś się zanim pierwszy raz mnie przeleciałeś? - jej chłodne dłonie przesunęły się jeszcze wyżej, później w bok, aż wreszcie spoczęły na jego plecach. Bez ostrzeżenia wbiła paznokcie w skórę, a na jej twarzy pojawił się wyraz nieskrywanej satysfakcji, gdy przeciągnęła nimi powoli w dół. Z pewnością zostawiła po sobie ślad, taki n a j b a r d z i e j czerwony z czerwonych. Taki, który miał przypominać o sobie jeszcze przez kilka następnych godzin. A może nawet jutro, podczas pierwszego plażowania w gorącym Meksyku.
- Też jestem ogromną fanką koni, nie mogę dziwić się Claudii - wtrąciła mimochodem. Wyciągnęła jedną dłoń spomiędzy nich, zaciskając palce na materiale jego koszulki, po czym przyciągnęła go bliżej i skradła jeden krótki, z a c h ł a n n y pocałunek. Słuchała go z rosnącym rozbawieniem, aż do chwili, w której rzucił swoim popisowym żartem. Tak bardzo upodobał sobie przytyki dotyczące jej relacji z ojcem, że zaczynała podejrzewać, iż nigdy nie przestanie do nich wracać. Robił to regularnie, przy niemal każdej możliwej okazji, a ona równie regularnie rwała się do przodu, by oddać mu z nawiązką.
- Tak? Naprawdę uważasz, że którakolwiek z tych dziewczyn była do mnie podobna? - dała mu chwilę na zastanowienie. Możliwość wycofania się, ubrania swoich słów w inaczej, zanegowania własnej teorii zanim sama odda strzał. - Teraz moja kolej. Evans był tylko drobną rozrywką. Wcześniej umawiałam się wyłącznie w jednym celu z Coltonem, który pracuje w przestępczości zorganizowanej. Kojarzysz? - odsunęła się od niego z pełną premedytacją. Dłonie założyła za plecami, odchylając się lekko do tyłu. Nogi przestały obejmować jego biodra, nie przyciągały go już bliżej, swobodnie opadając w dół.
- Teraz pora, żebyśmy wymienili się szczegółami - zerknęła ponad jego ramieniem, pozornie
Rhys Madden