Strona 2 z 2

it's fucking impossible

: wt lip 14, 2026 10:15 pm
autor: Stellan Thompson
Ty zostałeś... – warknął pod nosem, mierząc brata wściekłym wzrokiem. – Bo miałeś gdzieś wszystko i wszystkich. Łatwo podjąć taką decyzję, jak się myśli tylko o sobie.
Kolejne słowa Jasona, ten jego ociekający sarkazmem ton o tym, że niby marzył o patrzeniu na upodlenie brata i rzucaniu mu pieniędzy, sprawiły, że poczuł wstyd. Widział, jaki jest już zniecierpliwiony.
Próbuję ci dokopać? – odezwał się chrapliwie, kręcąc z niedowierzaniem głową. – Może i tak. Chcesz, żebym cię przepraszał? Za co, kurwa? Za to, że żyję? To nie będę przepraszał, za nic.
Kiedy brat zaczął go prowokować, żądając, by zarzucił mu kłamstwo, i znowu zaczął nadawać na jego matkę, która potrafiła tylko wyżywać się na nim, Stellan poczuł, jak krew uderza mu do głowy.
Zamknij gębę! – wrzasnął nagle, aż głos mu się załamał. – Nie masz prawa tak o niej mówić! - Jasne, oczywiście, że nie będzie jej wychwalał pod niebiosa, skoro uwielbiała tylko swojego biologicznego syna, no ale to chyba powinno być logiczne, nie? To jednak nie dało mu prawa, by wypowiadać się w ten sposób o jego matce.
Gdy Jason zaczął drwić z jego zakłamania i z tego, że w głębi duszy liczył na pomoc jedynej bliskiej osoby, jaka mu została Stellan poczuł potworne upokorzenie, bo brat przejrzał go na wylot – może rzeczywiście po cichu liczył na jakiś ratunek. Ta prawda zabolała tak bardzo, że zamieniła się w czystą agresję. Ruch był jednak fatalny, chwiejny i powolny. Mężczyzna bez najmniejszego trudu uniknął ciosu, cofając się, a Thompson poczuł, jak traci grunt pod nogami i leci do przodu, ale zanim rąbnął twarzą w beton, Choi złapał go za nadgarstek. Wisiał w jego uścisku, szarpiąc się słabo, ale Jason trzymał go mocno, po czym rzucił mu prosto w twarz swoje słowa o ucieczce do bezpiecznego domu, kończąc jadowitym pytaniem i w tym samym momencie odepchnął go od siebie.
Nie, kurwa, nie mogę! – wydyszał w końcu, a w jego głosie była już tylko wściekłość wymieszana z bólem. – Zapytałeś mnie, czy mogę powiedzieć to samo, żeby jeszcze bardziej mi dopierdolić! Masz swoją odpowiedź, nie jestem szczęśliwy! Zdycham tu, jasne?! Zadowolony jesteś?! - Dopiero teraz po tej szarpaninie, poczuł, jak resztki sił go opuszczają. Cały się trząsł, a głód narkotykowy zaczął wykręcać mu żołądek z taką siłą, że ledwo powstrzymywał odruch wymiotny.
Wtedy zobaczył, jak brunet sięga do kieszeni płaszcza, i wyciąga zielony banknot dwudziestodolarowy. Wpatrywał się w ten świstek, a w jego głowie szalała burza. Resztka dumy kazała mu splunąć na te pieniądze i kazać mu spierdalać, ale przymus zdobycia kolejnej działki, okazał się silniejszy. Drżącymi palcami sięgnął po banknot i wepchnął go głęboko do kieszeni kurtki. Popatrzył na brata wzrokiem pełnym upokorzenia i rezygnacji.
Masz rację – wykrztusił cicho. – Jestem zerem. Idę. - Odwrócił się na pięcie, nie oglądając się za siebie. Miał nadzieję, że już go nigdy nie spotka, bo nie zniesie kolejnej porcji takiego upokorzenia. Poza tym, 20 dolców?! Kupi tylko marną porcję dragów, żeby złagodzić głód i nic więcej, to za mało. Taki bogacz, a rzucił mu marny ochłap jak psu!
Jason Choi
KONIEC