ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#1
Stellan zacisnął szczękę i oparł się o ścianę, próbując chociaż na chwilę uspokoić oddech. Dłonie mu drżały, więc ukrył je głęboko w kieszeni spodni. Została tylko jedna myśl — dawka, reszta przestała się liczyć. Obserwował ludzi niespokojnym wzrokiem, czekając na odpowiedni moment, a każda sekunda wydawała mu się wiecznością, ale nie potrafił ustać w jednym miejscu. Szedł bocznymi uliczkami, a gdy wychodził na główną drogę, zatrzymywał się bez sensu — wiązał but, udawał, że coś ogląda w witrynach, nie stojąc w miejscu zbyt długo.
Co chwila odwracał głowę, reagując na każdy głośniejszy dźwięk – pisk opon, czyjeś nagłe zawołanie czy otwierane drzwi. Patrzył na każdego, kto mijał go na chodniku. Szukał portfeli, otwartych torebek, ludzi zbyt zajętych sobą, żeby zauważyć, że coś jest nie tak. Kiedy po raz kolejny minął kogoś, kogo nie dało się łatwo podejść, przeklął pod nosem i kopnął pustą puszkę leżącą na chodniku i znów ruszył przed siebie, niemal biegnąc, byle tylko zmienić miejsce i spróbować szczęścia gdzie indziej, cały czas nerwowo przeszukując wzrokiem otoczenie, żeby zgarnąć cokolwiek, co pozwoli mu w końcu załatwić towar.
Wspomnienia wracały urywkami. Jeszcze trzy lata temu miał pracę i mieszkaniea, a teraz została mu tylko pustka między kolejnymi próbami przetrwania. Nie musiał się zastanawiać czy będzie miał gdzie spać, ani myśleć skąd wziąć pieniądze na kolejny dzień. Wszystko wydawało mu się wtedy dużo prostsze. Przewijał w głowie momenty, w których mógł postąpić inaczej, wybrać inną drogę, ale za każdym razem odpuszczał. W uszach brzmiały mu słowa rodziców, których dawniej w ogóle nie brał do siebie. Pamiętał, jak powtarzali, żeby wziął się w garść, skończył szkołę, poszedł na studia i pomyślał o tym, co będzie później. Wtedy wydawało mu się, że oni nie mają pojęcia o życiu, a on sam wie wszystko najlepiej i bez problemu poradzi sobie sam. Teraz patrząc z perspektywy czasu czuł wściekłość na siebie. Te myśli wracały jednak tylko na chwilę. Szybko wypierała je rzeczywistość, a razem z nią głód narkotykowy, który był silniejszy niż wyrzuty sumienia. To uczucie skutecznie zagłuszało wszystko inne, nie pozwalając mu dłużej rozwodzić się nad tym, co było kiedyś.
Znalazł się pod klubem nocnym, stwierdzając, że tutaj najszybciej kogoś okradnie. Siedział na krawężniku i czekał na kogoś, kto wypił za dużo i przestał ogarniać się wokół niego dzieje. W głowie świdrowała mu myśl: musi zdobyć kasę. Musiał znaleźć cokolwiek, bo był pewien, że długo nie wytrzyma. Patrzył na ludzi wychodzących z klubu – dobrze ubrani, rozbawieni, czuł się przy nich jak ktoś obcy. Kiedyś był jednym z nich, pamiętał to jeszcze, a teraz siedział na zimnym betonie, zmęczony i zdesperowany. To było wszystko, co zostało z jego dawnego życia. Niebo zaczynało szarzeć, a Stellan czuł się coraz gorzej – był wykończony, niewyspany i cały się trząsł. Coraz trudniej było mu zebrać myśli, błądził wzrokiem po chodniku przed klubem, na którym praktycznie nie było już ludzi. Muzyka ze środka niemal całkowicie umilkła i wtedy usłyszał imię.
Jason.
Znał w tym pieprzonym mieście tylko jednego Jasona – swojego przyrodniego brata i już samo usłyszenie go sprawiło, że w środku aż się w nim zagotowało. Mrużył oczy patrząc na mężczyznę, którego nazwano Jasonem, ale obraz przed nim był sprzeczny z tym, co pamiętał. To nie on. To niemożliwe, powtarzał sobie w duchu. Przełknął ślinę, czując w ustach gorycz i postanowił zignorować wszystko, co działo się kilka metrów dalej i odczekał, aż większość ludzi rozeszła się spod klubu. Oparł się o zimny mur i obserwował mężczyznę skupionego na kobiecie. Ruszył powoli i wykorzystał moment nieuwagi, wprawnym, choć drżącym ruchem, wsuwając palce do tylnej kieszeni jego spodni. Poczuł znajomy kształt skóry, ale wtedy ręce zawiodły go bardziej niż zwykle. Głód, niewyspanie i narastający atak paniki sprawiły, że portfel wysunął mu się z palców tuż przy krawędzi kieszeni i upadł na chodnik z głośnym plaskiem. Stellan zaklął w myślach i rzucił się, by go podnieść, ale w tej samej sekundzie mężczyzna obrócił głowę w jego stronę.
TO KURWA, NIEMOŻLIWE — wyrwało mu się na głos, zanim zdążył to powstrzymać.
Wpatrywał się w osobę przed sobą z oszołomioną miną, próbując znaleźć wytłumaczenie, które miałoby sens, ale nic nie przychodziło do głowy. To nie mogła być prawda. Jakim cudem to był on? Ten sam Jason, którego pamiętał jako chudego, nijakiego chłopaka bez perspektyw, który teraz stał przed nim zupełnie inny. Ich spojrzenia się spotkały, a Stellan poczuł, jak w gardle rośnie mu gula.
- Co ty tu, do cholery, robisz? - wyrzucił z siebie, patrząc na brata z mieszaniną niedowierzania i wściekłości. - Myślałem, że… — urwał, kręcąc głową. — Nieważne.

Jason Choi
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Wieczory Jasona były zawsze nieprzewidywalne w swej przewidywalności. Ilekroć decydował, że musi oderwać się od swojej codzienności, wiedział, że pora była uderzyć na miasto. Nawet lubił swoją pracę, jednak powiedzieć, że bywała momentami obciążająca psychicznie i sztywna to jak nic nie powiedzieć. Samo obcowanie z nieboszczykami już nie robiło na nim większego wrażenia - chyba że w bardzo ekstremalnych przypadkach. Dużo gorsze były długie godziny z rodziną pogrążoną w żałobie. Nawet jeśli Jason bardzo im współczuł, nie dało się ukryć, że wydobywanie informacji z zawodzącej familii zmarłego było zwyczajnie żmudne i momentami niestety irytujące. Na swoje nieszczęście, on naprawdę musiał kazać im zdecydować, czy trumna ma być z drewna bukowego czy dębowego.
Toronto było ogromne, więc Choi oczywiście nie był w stanie odwiedzić wszystkich lokali oferujących nocną rozrywkę, ale znał ich dość, aby wybrać miejsce w oparciu o swoje samopoczucie danego wieczora. Dziś potrzebował nieco się zapomnieć, zaszaleć, pozwolić aby noc sama porwała go, może czymś zaskoczyła. Zależało mu na głośnej muzyce, której mógłby dać się porwać na parkiecie oraz alkoholu - wcale nie musiał być dobry, wystarczyło mu że drinki będą słodkie i kolorowe.
Początek był niestety słaby. DJ nie potrafił się popisać, puszczane przez niego kawałki nadawały się ledwie do bujania. Po dwóch utworach chyba jednak się ogarnął, albo ktoś postanowił go zastąpić i wykazać się nieco większymi umiejętnościami. Rytm w końcu zaskoczył. Bas staje się cięższy, głębszy. Każde uderzenie wibrowało, aż Choi czuł je w klatce piersiowej. Znalazł sobie miejsce pośród tłumu. Błyskające światła skakały po twarzach nieznajomych. To właśnie tam, pocąc się w tańcu, dając się ponieść muzyce, kusił i nęcił, dając szansę nocy, aby stała się niezapomniana. Aby wydarzyło się coś nieoczekiwanego, chociaż pożądanego.
Nie od razu poznał jej imię. Z początku z resztą starczyło mu, że dziewczyna ocierała się o niego w tańcu jak kotka. Mignęła mu wcześniej gdzieś w tłumie, ale dopiero kiedy podeszła bliżej, Jason okazał jej większe zainteresowanie. Tańczyli, aż oboje mieli problem ze złapaniem tchu. Kiedy jakieś trzy godziny później opuszczali lokal, oboje byli już lekko wstawieni, ale przy tym bardzo napaleni. Jason zdążył co prawda obejrzeć sobie w miarę dokładnie jej walory w klubowej toalecie, ale oboje po krótkim porozumieniu zgodzili się, że lepiej będzie dokończyć ich dzisiejszą randkę w jego mieszkaniu. Nie miał nic przeciwko seksowi w miejscach publicznych, ale tak po prawdzie, te toalety były zwyczajnie syfiaste i okropnie śmierdziały...
- To serio niedaleko, obejdzie się bez ubera - zdecydował, gdy dziewczyna już chciała wzywać taksówkę. Chyba nie do końca jej się to spodobało, ale nie zaprotestowała. Choi tylko objął ją w talii, pocałował namiętnie choć krótko i pociągnął ją we właściwym kierunku. Pozytywy mieszkania blisko centrum, w sporą część miejsc miał jednak bardzo blisko. Obejrzał się za siebie jeszcze tylko raz, kiedy usłyszał jak ktoś woła jego imię. Znajomy, którego wcześniej nie zauważył w roztańczonym tłumie też właśnie opuszczał klub i wołał, chcą zwrócić na siebie uwagę mężczyzny. Choi jednak tylko odmachał mu ręką, kontynuując swój marsz. Wbrew pozorom to nie znalezienie towarzystwa na noc było skomplikowane. Trudniejszą sztuką było utrzymanie zainteresowania potencjalnego partnera lub partnerki. Nie mógł przystawać na pogaduszki, musiał zaciągnąć swoją kotkę do mieszkania, żeby móc się tam nią odpowiednio zaopiekować.
Ich spacer nie potrwałby dłużej niż dziesięć minut. Przez ten czas Jason był tak skupiony na swojej towarzyszce, że nie zauważył, że doczepił się do nich swoisty ogon. Dopiero odgłos czegoś upadającego na chodnik wyrwał go z cichej konwersacji ze swoją towarzyszką. Zaskoczony mężczyzna odwrócił się, napotykając wzrok nieznajomego chłopaka. I być może na tym skończyłaby się cała ta interakcja, gdyby nie słowa blondyna.
- Słucham? - odezwał się, absolutnie nie rozumiejąc, skąd u obcego takie oburzenie. Brak światła sprawiał, że ciężko było mu rozpoznać szczegóły jego twarzy, ale po krótkim zastanowieniu, wydała mu się ona nieco znajoma. Tylko właściwie skąd? - Znamy się? - cóż, sądząc po wypowiedzi chłopaka, owszem znali się. Jason jednak za nic nie mógł przypisać żadnego imienia do osoby stojącej w tym momencie przed nim. Jego pierwszym domysłem byłoby - że kiedyś się ze sobą przespali. Jason nie był wybredny, kiedy chodziło o dobrą zabawę. - I czy to jest mój portfel? - dopytał, zerkając na skórzany przedmiot leżący na chodniku.

Stellan Thompson
Solhy
Posty z AI
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wpatrywał się w niego, nie potrafiąc oderwać wzroku. Wszystko w tym mężczyźnie krzyczało o innym świecie — garnitur, pewna postawa, zapach drogiej wody kolońskiej, to nie pasowało do chłopaka, którego Stellan zapamiętał jako kogoś nijakiego.
W jego brzuchu wciąż wiercił się ból głodu, ale na widok brata żołądek zacisnął się jeszcze mocniej, tym razem z czystej zazdrości, bo Jason wyglądał na kogoś, kto ma zaplanowany każdy krok, kto nie musi się zastanawiać, czy wieczorem będzie miał na jedzenie.
Wstyd, który tłumił narkotykami, zamiast go upokorzyć, wywołał w nim jeszcze większą agresję. Nie potrafił stać spokojnie. Serce waliło mu w piersi, a w głowie pulsowało pytanie: jakim cudem on tu w ogóle jest i dlaczego wygląda jakby był właścicielem tego całego klubu? Chciał krzyczeć, chciał go popchnąć, zadać mu tysiąc pytań, ale głód narkotykowy zaciskał mu gardło, a dodatkowo widok zadbanego mężczyzny przy nim, tylko potęgował poczucie, że jest teraz kompletnym zerem.
I właśnie wtedy ich spojrzenia się spotkały, a Stellanowi odpłynęła krew z twarzy. Portfel nadal leżał na chodniku, ale w tej chwili przestał mieć znaczenie, bo liczyło się tylko to, że brat patrzył na niego, bez żadnego rozpoznania w oczach. Blondyn poczuł, jakby ktoś uderzył go w brzuch. Pytanie o znajomość zabolały go mocniej niż się spodziewał, a ciemnowłosy mężczyzna patrzył na niego jak na przypadkowego natręta, jak na ćpuna z ulicy, którego widzi pierwszy raz w życiu.
Znamy się? — powtórzył pod nosem, cedząc każde słowo przez zęby. — Naprawdę mnie nie poznajesz, Jason? - Zaśmiał się krótko, nerwowo i zrobił krok w jego stronę, nie dbając o to, że kobieta stojąca obok niego, może się przestraszyć. Miał gdzieś jej obecność, miał gdzieś wszystko. — To jest twój portfel — odparł szorstko, wskazując ruchem głowy na ziemię, ale nie schylił się, żeby go podnieść. — Prawie go ukradłem, bo nie mam za co żyć, ale to nie jest teraz najważniejsze, nie sądzisz? Widzę, że odcięcie się od rodziny wyszło ci na zdrowie. Wyglądasz jak milion dolarów, podczas gdy ja gniję w tym samym mieście, czekając, aż w końcu kopnę w kalendarz - wziął głęboki oddech, czując, że zaraz albo się rozpłacze z bezsilności, albo rzuci się na brata. — Nie poznajesz mnie, bo nie chcesz, czy dlatego, że w końcu możesz się uważać za lepszego ode mnie, po tylu latach gnojenia? - Nie wierzył, że go nie rozpoznał, najwidoczniej tak bardzo odciął się od rodziny, że postanowił udawać, że w ogóle nie istnieli.
Jason Choi
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Kobieta u jego boku zaczęła nerwowo przestępować z nogi na nogę, zdecydowanie bycie zaczepianą przez agresywnego ćpuna nie było w jej dzisiejszym bingo. Jason odruchowo zasłonił ją trochę swoją osobą, chcąc ją w jakiś sposób odgrodzić od napastnika. Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta, niemal dało się ją pociąć nożem - metaforycznie oczywiście.
Kolejne słowa padające z ust nieznajomego, były podpowiedzią, której Jason potrzebował. Szczególnie jedna wzmianka - ta o rodzinie. O odcięciu się od niej. Choi nie traktował tej części swojej przeszłości jako jakiejś tajemnicy. Jeśli ktoś go o to zapytał, poznał prawdę. Niemniej, nie chwalił się tym na prawo i lewo, więc niewiele osób o tym wiedziało. No i to przemożne poczucie, że gdzieś już tego chłopaka widział. Oczywiście że go widział. Widywał go przez niemal połowę swojego życia, chociaż wtedy ta twarz była dużo młodsza, dużo bardziej pucołowata i zadbana, wykrzywiona raczej pogardliwym uśmieszkiem, a nie wściekłością.
Zaniemówił. Na krótki moment doznał takiego samego szoku jak Thompson jeszcze kilka chwil wcześniej.
- Stellan. Jak...? - odezwał się cicho, jakby smakując to imię na języku. Nie wypowiadał go od dobrej dekady. Nie miał po co. Szok szybko minął, zastąpiony zaraz przez pewną irytację. Ależ im spotkanie po latach zafundowano, nie ma co.
Straciwszy niemal całe zainteresowanie kobietą, Jason puścił jej rękę, podchodząc do chłopaka bliżej - a raczej do swojego portfela, który w końcu podniósł z bruku. Otrzepał skórę i schował go do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki - miejsca skąd trudniej byłoby go ukraść. Stojąc tak może ledwie pół metra od swojego brata, Choi zmierzył go bardzo uważnym i bardzo oceniającym spojrzeniem. Miał do czynienia z narkotykami, więc potrafił rozpoznać ćpuna na głodzie. Dostrzegł tez wszystko to, co bezdomność zrobiła z chłopakiem - złotym dzieckiem, które kiedyś miało podsuwane pod sam nos dosłownie wszystko. A kto stał przed nim w tym momencie? Ktoś głodny, brudny, zmarznięty, wychudzony, w znoszonych ciuchach. Zupełne przeciwieństwo Stellana Thompsona, którego Jason miał w pamięci.
- Nie schlebiaj sobie - odpowiedział starając się brzmieć beznamiętnie, chociaż to spotkanie jednak dość nim wstrząsnęło. Co on tu w ogóle robił? Przecież przenieśli się z rodzicami do Ameryki. I co robił na ulicy? - Nie poznaję cię, bo wyglądasz jak gówno - odpowiedział na pytanie. Już się przed nim nie kulił, już nie krył głowy w piasek, jak lata temu. Okazało się, że znacznie prościej było ogarnąć swoje życie i zbudować pewność siebie w momencie, kiedy twój gnębiciel znajdował się tysiące kilometrów od ciebie. Jason także zdawał sobie sprawę z przepaści, jaka ich teraz dzieliła. Może nie był bogaczem, może nie posiadał milionów na koncie, ale na pewno żył wygodnie i w miarę dostatnie, w przeciwieństwie do brata. Jakże się role odwróciły.
- Nie poznaję cię, bo przestałeś cokolwiek znaczyć w moim życiu - dodał. Miał ochotę powiedzieć mu jeszcze kilka miłych słów, jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak to się może skończyć. Siłowo położyłby Stellana na miejscu, jeśli jednak chłopak faktycznie tułał się po ulicach, kto wie czy nie chował gdzieś w kieszeni jakiegoś scyzoryka. Albo zużytej igły po jakimś gównie. Wolał uniknąć wycieczki na SOR. - I tak też pozostanie. Wracaj do domu, Stellan.

Stellan Thompson
Solhy
Posty z AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Shop”