Strona 2 z 2

i don't need no lecture

: sob cze 20, 2026 5:52 am
autor: benjamin thallman
Uwielbiał wyzwania.

Coś z pozoru nieosiągalnego, skazanego na przegraną albo po prostu cholernie ciężkiego do zdobycia. Nie był osobą, która się poddawała, kiedy już wbiła sobie do głowy jakiś cel. Było to dość paradoksalne, bo w kwestii własnego zdrowia i diagnozy, którą od niedawna nosił - wszystko wyglądało zupełnie inaczej. O siebie nie dbał. Chodził spać po nocach, budził się o absurdalnych godzinach, przesypiał zajęcia i właśnie dlatego dzisiaj wylądował u dziekana na dywaniku. Od tamtej wizyty w szpitalu stracił motywację do wszystkiego poza śpiewaniem i muzyką. Reszta rozmyła się gdzieś po drodze. Przestała mieć jakiekolwiek znaczenie...
Aż do teraz.
Do tego momentu, w którym rzucił plecakiem, a ten uderzył o nogi chłopaka wyglądającego tak, jakby ktoś wyjął go z zupełnie innej rzeczywistości. Wziął go sobie za zadanie. Chciał go poznać. Chciał dowiedzieć się, co siedziało mu w głowie i co ukrywało się za tymi błękitnymi tęczówkami, w których, gdyby pozwolił sobie na odrobinę głupoty, pewnie mógłby utonąć. Chciał sprawdzić, jak daleko będzie w stanie się posunąć... jak bardzo będzie musiał nacisnąć, żeby go odepchnął?

Co by było, gdybym go przeleciał?
Ta myśl pojawiła się nagle, bez zaproszenia, ale Benji nawet nie próbował jej przegonić. Zamiast tego przyjął ją, jakby była kolejnym wyzwaniem do pokonania. Nie obchodziło go, czy po drodze uczucia chłopaka zostaną jakoś naruszone. Zresztą blondas wyglądał, jakby ich nie miał. Nie miał też ochoty dyskutować z tym chłopakiem w kwestii imienia. W głowie i tak zdążył już ułożyć sobie scenariusz, w którym tamten pojękuje w nocy jego imię bliżej ucha. A jego plan zaczął się od pozostawienia numeru na dłoni chłopaka.

Bawiło go to, jak blondyn reagował na jakikolwiek dotyk, na każdą zaczepkę, na każde słowo, które Benjamin wypowiadał z pełną świadomością, że coś tam ruszą. Czy on mówił w jakimś kosmicznym języku? Serio, nie rozumiał. To nie było aż tak skomplikowane. - Faceci też lubią takie rzeczy - zmrużył oczy, przyglądając się chłopakowi z rosnącym rozbawieniem. - Czemu nie powinienem? - chciał sprawdzić, jak bardzo kręciły go rzekomo kobiety, które tak usilnie stawiał przed sobą jak tarczę. Zresztą, co on się przejmował? Nawet jeśli chłopak faktycznie był hetero, nie stanowiło to dla Benjamina powodu, żeby się zniechęcić. Wręcz przeciwnie. To była po prostu kolejna przeszkoda do pokonania. Kolejne 'nie', które aż prosiło się o sprawdzenie, czy naprawdę było takie pewne. - Męskie ciało to też arcydzieło - rzucił z szerokim uśmiechem. - Mogę ci pokazać wieczorem. - Zaśmiał się, a kiedy blondyn nazwał go niemożliwym, Benjamin tylko uniósł dłoń do twarzy i teatralnie się nią wachlował - Ach, dziękuję, my pleasure.

Duma, która przepływała przez całe jego ciało została przerwana w momencie, gdy zarzucił ramię za szyję chłopaka. No takiej reakcji to się po sztywniaku nie spodziewał! Benjamin tylko mu się przyglądał, skanując jego minę, która wyglądała na cholernie zirytowaną. Oho. Nie był zadowolony. W żadnym wypadku i dodatkowo mówił do niego innym językiem… francuskim bodajże? Umiał zaśpiewać pokracznie tylko jedną piosenkę po francusku, ale to po pijaku, na trzeźwo wolał nie próbować. Zważywszy na to w jaki sposób tamten wypowiadał słowa, musiał nauczyć się języka od małego. Wpływowa rodzina, eh? Wszystko powoli zaczynało mieć cholernie dużo sensu. Zerknął na swoje przedramię, które jeszcze chwilę wcześniej było trzymane przez Kierana z niemałą siłą, i naprawdę, jak cholera, się zdziwił. Powinien przeprosić, prawda? To byłaby najrozsądniejsza rzecz, jaką mógłby teraz zrobić...

Problem polegał na tym, że Thallman do osób rozsądnych nie należał. Nawet gdyby bardzo chciał. Dlatego jakakolwiek konsternacja, jakikolwiek cień miny sugerującej, że może zrobiło mu się przykro, bo doprowadził tamtego do takiego stanu, zniknęły z jego twarzy równie szybko, jak się pojawiły. Zamiast tego uśmiechnął się szeroko i podszedł o krok bliżej. - I like it when you’re talking dirty to me. - Wybuchnął śmiechem, bo no przecież musiał. Głupio było nie skorzystać z okazji, skoro Kieran sam podsunął mu ją pod nos, - Wyluzuj! To tylko żarty. Tak się zachowują koledzy, nie? - Spojrzał na niego z rozbawieniem i miną typu hellooo, czy to nie jest najbardziej oczywista rzecz na świecie? Jasne, gdzieś tam w głowie miał świadomość, że może właśnie przekroczył kolejną granicę. - Dobra, to co mamy w planach? - zapytał, - Idziemy się uczyć? Czy chcesz, żebym sobie poszedł? - Wyciągnął telefon z kieszeni i pomachał nim przed twarzą blondyna - Pójdę tylko i wyłącznie, jeżeli obiecasz mi, że do mnie napiszesz i... - uniósł drugi palec, - I że będziesz odpisywać na moje wiadomości. - Uśmiechnął się szerzej, po czym opuścił dłoń i wsunął jedną rękę do kieszeni, przyglądając się kujonkowi z tą zbyt pewną siebie miną. - To jak?

Burreau