When the night, meet the light, turn to day
: czw cze 25, 2026 10:13 am
Potrafiła wyjść z sesji naprawdę wykończona emocjonalnie. Zawsze angażowała się najbardziej, jak tylko się dało. Nie akceptowała żadnych półśrodków, to była zabawa na poważnie, a nie jakieś pierdololo. Im mocniej się angażowała, tym bardziej potem była wymęczona – wiadomo. Jeżeli akurat na sesji nie działo się nic spektakularnego, to nie było tak źle, ale gdy Mistrz Gry zsyłał na nich plot twist za plot twistem, to potrafiło być różnie. Zawsz też mocno angażowała się w relacje między postaciami współgraczy. Czasami może nawet za mocno. Łapała się na tym, że przenosiła relacje, jakie miała z tymi ludźmi na postaci i odwrotnie. Na szczęście szybko się wtedy ogarniała i była w stanie oddzielić życie od udawania. No, może nie w kwestii flirtów, bo z tym przecież ponosiło ją zawsze, ale na szczęście to było dawno i nieprawda. Teraz była grzeczna grzeczniejsza.
Uśmiechnęła się rozkosznie, gdy dziewczyna przykleiła się do jej pleców, obejmując ją mocno. Mogły w sumie spędzić tak cały wieczór, totalnie bez sensu były te wszystkie durne przebieranki! W towarzystwie narzeczonej zawsze czuła się bezpieczna i totalnie na swoim miejscu. Mogłyby równie dobrze stać na szczycie świata, a ona i tak by się nie bała, że cokolwiek im grozi. Skierowała wzrok w stronę wskazaną przez strażaczkę, próbując wyłapać konkretne miejsce, w którym znajdował się ich loft. Oczywiście nie była w stanie. Nie wiedziała, czy ich budynek w ogóle jest stąd widoczny. Z drugiej strony, znając jej orientację w terenie, to nawet, gdyby mieszkały w najwyższym wieżowcu w całym mieście, pewnie by tego nie ogarnęła. Niestety zdolności nie pojawiały się w jej głowie nagle tylko przez to, że uznawała, że postać, którą odgrywa, je ma. Ale dobrze potrafiła to maskować! Czegoś jednak ją te erpeżki nauczyły. Widok miał naprawdę niesamowity klimat. A może to jednak zasługa obecności narzeczonej? Trudno było jej zgadywać, czy byłaby tak samo oczarowana, gdyby przyszła tutaj sama albo z kimkolwiek innym. Na pewno nie miałaby na co narzekać, ale pewnie nie rozpływałaby się w niczyich innych ramionach tak, jak rozpływała się w tych narzeczonej.
— W ogóle mnie nie słuchasz! Przecież mówiłam, że nie jestem stąd — przypomniała jej, twardo stojąc przy wersji, którą dla siebie wybrała. Podobało jej się to bycie dziewczyną z gwiazd. Pasowało to do June, było też bliskie April. Teddy przecież mówiła jej, że jest totalnie nieziemska! Nie raz też słyszała, ze jest kompletnie odklejona od rzeczywistości, więc to też by się zgadzało.
— To by było gdzieś mniej więcej tam — dodała, wskazując palcem w losowe miejsce na niebie. Nie było tu widać zbyt dużo gwiazd, bo nadal znajdowały się tuż obok wielkiego miasta, ale to nic. Od czegoś miały przecież wyobraźnie, prawda? To, że ich obecnie nie było widać, nie oznaczało, że ich tam nie ma. Gdzieś tam przecież musiała nadal istnieć planeta, z której się urwała. Jakaś taka mała, pokurwiona i tematyczna jak z Małego Księcia.
Że tam gdzie jej uśmiech, Tam czeka mnie dom
Uśmiechnęła się rozkosznie, gdy dziewczyna przykleiła się do jej pleców, obejmując ją mocno. Mogły w sumie spędzić tak cały wieczór, totalnie bez sensu były te wszystkie durne przebieranki! W towarzystwie narzeczonej zawsze czuła się bezpieczna i totalnie na swoim miejscu. Mogłyby równie dobrze stać na szczycie świata, a ona i tak by się nie bała, że cokolwiek im grozi. Skierowała wzrok w stronę wskazaną przez strażaczkę, próbując wyłapać konkretne miejsce, w którym znajdował się ich loft. Oczywiście nie była w stanie. Nie wiedziała, czy ich budynek w ogóle jest stąd widoczny. Z drugiej strony, znając jej orientację w terenie, to nawet, gdyby mieszkały w najwyższym wieżowcu w całym mieście, pewnie by tego nie ogarnęła. Niestety zdolności nie pojawiały się w jej głowie nagle tylko przez to, że uznawała, że postać, którą odgrywa, je ma. Ale dobrze potrafiła to maskować! Czegoś jednak ją te erpeżki nauczyły. Widok miał naprawdę niesamowity klimat. A może to jednak zasługa obecności narzeczonej? Trudno było jej zgadywać, czy byłaby tak samo oczarowana, gdyby przyszła tutaj sama albo z kimkolwiek innym. Na pewno nie miałaby na co narzekać, ale pewnie nie rozpływałaby się w niczyich innych ramionach tak, jak rozpływała się w tych narzeczonej.
— W ogóle mnie nie słuchasz! Przecież mówiłam, że nie jestem stąd — przypomniała jej, twardo stojąc przy wersji, którą dla siebie wybrała. Podobało jej się to bycie dziewczyną z gwiazd. Pasowało to do June, było też bliskie April. Teddy przecież mówiła jej, że jest totalnie nieziemska! Nie raz też słyszała, ze jest kompletnie odklejona od rzeczywistości, więc to też by się zgadzało.
— To by było gdzieś mniej więcej tam — dodała, wskazując palcem w losowe miejsce na niebie. Nie było tu widać zbyt dużo gwiazd, bo nadal znajdowały się tuż obok wielkiego miasta, ale to nic. Od czegoś miały przecież wyobraźnie, prawda? To, że ich obecnie nie było widać, nie oznaczało, że ich tam nie ma. Gdzieś tam przecież musiała nadal istnieć planeta, z której się urwała. Jakaś taka mała, pokurwiona i tematyczna jak z Małego Księcia.
Że tam gdzie jej uśmiech, Tam czeka mnie dom