you are dead
: czw lip 16, 2026 11:52 am
Usłyszała Erica. Głośno, wyraźnie, dosadnie. Podnosząc na nią głos, dał po części upust swojej frustracji, kłębiącej się w jego wnętrzu jak stale zwiększająca swoją objętość kulka kurzu. Shereen także podniosła głos, lecz ostatecznie doszła do wniosku, że czasem tylko cisza ratowała sytuację. Podzieliła się swoimi obawami. Powiedziała Ericowi, dlaczego jest zła, wymieniła na palcach każdy z powodów jej złości i uznała, że więcej robić nie musi. Wystarczyło na nią spojrzeć, by zrozumieć, że była zła. Siedziała na stole z zaciętą miną i srogim spojrzeniem przewiercającym Erica. Gdyby byli bohaterami kreskówki, zauważyłby kłębiące się nad nią ciemne chmury, które początkowo groziły intensywną burzą. Z początku, bo im dłużej rozmawiali, im dłużej trwali w stanie tego emocjonalnego limbo, tym pokłady złości malały. Poruszała powoli nogą, jakby ten gest pełnił ważną funkcję w opanowywaniu napadów złości i liczyła w myślach do dziesięciu, próbując stłumić rwącego się do ucieczki, wściekłego cerbera pilnującego wejścia do Hadesu. Spuszczenie go z łańcucha i wpuszczenie między ludzi mogłoby wywołać falę przykrych sytuacji i decyzji, których nie podjęłaby normalnie. Stłuczenie butelek było tylko częścią jej buntu; choć i tak odniosła wrażenie, że zrobiła za mało, bo nie miała pewności czy za tydzień, lub dwa Eric nie popełni tego samego błędu. Wolałaby, żeby pomyślał, zanim zrobi cokolwiek, mimo tego, że z tyłu głowy miała świadomość, że ze Stonesem bywało po prostu różnie. Shereen była jednak cierpliwa i pokładała wiarę w Erica; prawdopodobnie większą niż niejedna osoba w jego towarzystwie. Gaszenie jego zapału, wątpliwości… Starała się ich nie mieć. Naprawdę wierzyła w swojego chłopaka i chciała go wspierać; słownie, albo byciem po prostu obok, gdy mierzył się z przerastającym go z jakiegoś powodu problemem.
Zamierzała dotrzymywać słowa za każdym razem.
Zostawać również, dopóki miała siłę i wiedziała, że jest o co walczyć.
Tamtej nocy nie zostawiła Erica z prostego powodu. Stęskniła się za nim, nie chciała zostawiać go samego i potrzebowała jego obecności. Czuła się przy nim bezpiecznie, a gdy położyli się do łóżka, zasnęła szybciej niż u siebie. Nie miała z tyłu głowy obawy przed czającym się pod oknem prześladowcą, a oddech Erica, który przenikał pasma jej włosów i jego ręce, gdy ją obejmował, zapewniły jej spokojny sen i poczucie bezpieczeństwa. Zawsze mogła na niego liczyć, zawsze jej pomógł, gdy go o to poprosiła… Miała do niego naturalną słabość. Spanie z nim było przyjemniejsze. Obecność, kojąca. Bliskość, obezwładniająca. Naprawdę chciała, żeby został z nią na dłużej, najlepiej na zawsze, choć zawsze to był szmat czasu. Niebezpieczny urok Erica tkwił w tym, że swoją empatią i wrażliwością potrafił roztopić każde serce — był cholernie urzekający w tym, jak się zachowywał. A Shereen wpadła w jego sidła i nie planowała się z nich uwalniać. Należała do tych odważnych ludzi, którzy nie bali się własnych uczuć i zamiast wybierać drogę ucieczki, wolała się z nimi mierzyć. Co złego mogło się stać? W najgorszym przypadku w pewnym momencie złamią sobie serca i to rozstanie będzie bolało dwa razy mocniej, w najlepszym, przetrwają każdą burzę i wzajemnie się uszczęśliwią. Na tym polegała miłość, prawda? Na tym emocjonalnym rollercoasterze, z którego nie da się zbyt szybko wydostać, bo zabezpieczenie jest na tyle mocne, że nie ulega tak łatwo awariom. I na niepewności. I obawie przed utratą drugiej osoby, bo życie bez niej wydawałoby się dziwnie… Puste. Ciche.
( Shereen nie była gotowa na ciszę.)
— Mogłam… Ale wiedziałam, co do ciebie czuję. Gdybym nie była tego pewna, nie bylibyśmy razem. Wciąż uważam, że jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Byłabym beznadziejną przyjaciółką, gdybym cię zwodziła — ceniła sobie relację z Erikiem. Niezależnie od tego, czy byli przyjaciółmi, czy tworzyli związek, czułaby się okropnie, gdyby dawała mu złudne nadzieje i wykorzystywała jego uczucia dla własnych korzyści. Nie była taka. Złośliwa, owszem. Wredna, być może, ale miała swój kodeks moralny i w relacjach przede wszystkim stawiała na szczerość.
Burzliwa relacja z Oliverem nauczyła ją przede wszystkim ostrożności i sumiennego oddzielania własnych uczuć od impulsu. Impulsem byłoby pójście do łóżka z Erikiem tylko, dlatego że podobał jej się fizycznie i chciałaby go przez chwilę mieć dla siebie. Rozstaliby się po zaspokojeniu cielesnych potrzeb, z — w przypadku Shereen — napompowanym ego, bo mogłaby się pochwalić, że zaliczyła przystojnego azjatę i ich relacja albo by się rozpadła, albo jakoś przetrwała. Ale oni zachowali się dojrzale. Shereen upewniła się w swoich uczuciach i to upewnienie nie było spowodowane tęsknotą, czy wracaniem myślami do Erica — choć to również miało na nią wpływ — lecz tym, że potrzeba sporo wysiłku, aby pokochać cechy, których się nie lubi. A jeśli się to uda, ten, którego kochasz, stanie się bliską ci osobą. Eric miał mnóstwo cech, które wzbudzały w Winfield irytację, ale przez tyle lat znajomości… Musiała je akceptować. Gdyby nie one, Eric byłby inną wersją siebie, obcą i nie wiedziała, czy mogłaby go wtedy pokochać.
Dużo bardziej niż areszt, uderzyła w nią lekkomyślność Erica. Gdyby nie znała całej sytuacji, wkurzyłaby się na niego, że spędził kilka godzin w areszcie, ale szczerze? Ten areszt przy Oliverze był bezpieczną opcją. Przymknięcie Erica na te kilka godzin, napawało ją ulgą. Martwiłaby się, gdyby policja nie zareagowała na czas, bo bałaby się, że jej były chłopak w przypływie wściekłości, wyrządzi krzywdę Ericowi. Nawet jeśli Stones potrafił się bić, bo trenował pod okiem Madoxa, tak w starciu z człowiekiem działającym w amoku nie miałby prawdopodobnie szans. Bo wtedy się nie myślało. Ulegało się nagłemu zrywowi wściekłości i atakowało pierwszy cel, który z jakiegoś powodu zaczynał przeszkadzać. A Eric był idealnym celem dla wściekłego narcyza, bo odebrał mu ulubioną zabawkę.
Westchnęła ciężko, wypuszczając spomiędzy palców nadgarstek Erica.
Odwzajemniła jego pocałunek, wsuwając dłoń między kosmyki połyskujących głęboką czernią włosów.
Nie chciała dotykać jego twarzy z oczywistego powodu; dotyk mógł być dla niego bolesny. Zwłaszcza że uraz był świeży.
— Jestem z siebie dumna, oczywiście. Ktoś musi cię w końcu ogarnąć. Jesteś dorosły i tak samo lekkomyślny, jak w wieku szesnastu lat — zrugała go cicho, gdy przerwał, by wyszeptać w nie podziękowania. — Narobisz sobie w ten sposób problemów.
To było oczywiste. Świat nie był bezpieczny. Ludzie nie byli przyjaźnie nastawieni, a ci sfrustrowani byli nieprzewidywalni. Zerknęła zza ramienia Erica na podłogę, przygryzając lekko wewnętrzną stronę policzka. Wygodnie jej się siedziało i rozmawiało, ale… Należało tutaj posprzątać, bo woń alkoholu była nie do zniesienia. — Przepuść mnie, musimy tutaj posprzątać. — klepnęła go po ramieniu, sugerując, że powinien się przesunąć. Jego dłonie oparte na stole tuż obok Shereen nieco jej przeszkadzały — w pewnym sensie była w potrzasku, a nie chciała kombinować ani przemykać pod jego ramionami. Cierpliwie czekała, aż sam ją wypuści — albo i nie.
A fallen angel in the dark
Never thought you'd fall so far
Fallen angel, close your eyes
I won't let you fall tonight
Zamierzała dotrzymywać słowa za każdym razem.
Zostawać również, dopóki miała siłę i wiedziała, że jest o co walczyć.
Tamtej nocy nie zostawiła Erica z prostego powodu. Stęskniła się za nim, nie chciała zostawiać go samego i potrzebowała jego obecności. Czuła się przy nim bezpiecznie, a gdy położyli się do łóżka, zasnęła szybciej niż u siebie. Nie miała z tyłu głowy obawy przed czającym się pod oknem prześladowcą, a oddech Erica, który przenikał pasma jej włosów i jego ręce, gdy ją obejmował, zapewniły jej spokojny sen i poczucie bezpieczeństwa. Zawsze mogła na niego liczyć, zawsze jej pomógł, gdy go o to poprosiła… Miała do niego naturalną słabość. Spanie z nim było przyjemniejsze. Obecność, kojąca. Bliskość, obezwładniająca. Naprawdę chciała, żeby został z nią na dłużej, najlepiej na zawsze, choć zawsze to był szmat czasu. Niebezpieczny urok Erica tkwił w tym, że swoją empatią i wrażliwością potrafił roztopić każde serce — był cholernie urzekający w tym, jak się zachowywał. A Shereen wpadła w jego sidła i nie planowała się z nich uwalniać. Należała do tych odważnych ludzi, którzy nie bali się własnych uczuć i zamiast wybierać drogę ucieczki, wolała się z nimi mierzyć. Co złego mogło się stać? W najgorszym przypadku w pewnym momencie złamią sobie serca i to rozstanie będzie bolało dwa razy mocniej, w najlepszym, przetrwają każdą burzę i wzajemnie się uszczęśliwią. Na tym polegała miłość, prawda? Na tym emocjonalnym rollercoasterze, z którego nie da się zbyt szybko wydostać, bo zabezpieczenie jest na tyle mocne, że nie ulega tak łatwo awariom. I na niepewności. I obawie przed utratą drugiej osoby, bo życie bez niej wydawałoby się dziwnie… Puste. Ciche.
( Shereen nie była gotowa na ciszę.)
— Mogłam… Ale wiedziałam, co do ciebie czuję. Gdybym nie była tego pewna, nie bylibyśmy razem. Wciąż uważam, że jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Byłabym beznadziejną przyjaciółką, gdybym cię zwodziła — ceniła sobie relację z Erikiem. Niezależnie od tego, czy byli przyjaciółmi, czy tworzyli związek, czułaby się okropnie, gdyby dawała mu złudne nadzieje i wykorzystywała jego uczucia dla własnych korzyści. Nie była taka. Złośliwa, owszem. Wredna, być może, ale miała swój kodeks moralny i w relacjach przede wszystkim stawiała na szczerość.
Burzliwa relacja z Oliverem nauczyła ją przede wszystkim ostrożności i sumiennego oddzielania własnych uczuć od impulsu. Impulsem byłoby pójście do łóżka z Erikiem tylko, dlatego że podobał jej się fizycznie i chciałaby go przez chwilę mieć dla siebie. Rozstaliby się po zaspokojeniu cielesnych potrzeb, z — w przypadku Shereen — napompowanym ego, bo mogłaby się pochwalić, że zaliczyła przystojnego azjatę i ich relacja albo by się rozpadła, albo jakoś przetrwała. Ale oni zachowali się dojrzale. Shereen upewniła się w swoich uczuciach i to upewnienie nie było spowodowane tęsknotą, czy wracaniem myślami do Erica — choć to również miało na nią wpływ — lecz tym, że potrzeba sporo wysiłku, aby pokochać cechy, których się nie lubi. A jeśli się to uda, ten, którego kochasz, stanie się bliską ci osobą. Eric miał mnóstwo cech, które wzbudzały w Winfield irytację, ale przez tyle lat znajomości… Musiała je akceptować. Gdyby nie one, Eric byłby inną wersją siebie, obcą i nie wiedziała, czy mogłaby go wtedy pokochać.
Dużo bardziej niż areszt, uderzyła w nią lekkomyślność Erica. Gdyby nie znała całej sytuacji, wkurzyłaby się na niego, że spędził kilka godzin w areszcie, ale szczerze? Ten areszt przy Oliverze był bezpieczną opcją. Przymknięcie Erica na te kilka godzin, napawało ją ulgą. Martwiłaby się, gdyby policja nie zareagowała na czas, bo bałaby się, że jej były chłopak w przypływie wściekłości, wyrządzi krzywdę Ericowi. Nawet jeśli Stones potrafił się bić, bo trenował pod okiem Madoxa, tak w starciu z człowiekiem działającym w amoku nie miałby prawdopodobnie szans. Bo wtedy się nie myślało. Ulegało się nagłemu zrywowi wściekłości i atakowało pierwszy cel, który z jakiegoś powodu zaczynał przeszkadzać. A Eric był idealnym celem dla wściekłego narcyza, bo odebrał mu ulubioną zabawkę.
Westchnęła ciężko, wypuszczając spomiędzy palców nadgarstek Erica.
Odwzajemniła jego pocałunek, wsuwając dłoń między kosmyki połyskujących głęboką czernią włosów.
Nie chciała dotykać jego twarzy z oczywistego powodu; dotyk mógł być dla niego bolesny. Zwłaszcza że uraz był świeży.
— Jestem z siebie dumna, oczywiście. Ktoś musi cię w końcu ogarnąć. Jesteś dorosły i tak samo lekkomyślny, jak w wieku szesnastu lat — zrugała go cicho, gdy przerwał, by wyszeptać w nie podziękowania. — Narobisz sobie w ten sposób problemów.
To było oczywiste. Świat nie był bezpieczny. Ludzie nie byli przyjaźnie nastawieni, a ci sfrustrowani byli nieprzewidywalni. Zerknęła zza ramienia Erica na podłogę, przygryzając lekko wewnętrzną stronę policzka. Wygodnie jej się siedziało i rozmawiało, ale… Należało tutaj posprzątać, bo woń alkoholu była nie do zniesienia. — Przepuść mnie, musimy tutaj posprzątać. — klepnęła go po ramieniu, sugerując, że powinien się przesunąć. Jego dłonie oparte na stole tuż obok Shereen nieco jej przeszkadzały — w pewnym sensie była w potrzasku, a nie chciała kombinować ani przemykać pod jego ramionami. Cierpliwie czekała, aż sam ją wypuści — albo i nie.
Never thought you'd fall so far
Fallen angel, close your eyes