Gettin' high to deal with my problems, fucking bitches, getting drunk as shit
: wt cze 30, 2026 1:55 pm
Kompletnie zaabsorbowana obecnością kotki zapomniała trochę o swojej bohaterce, ale oczywiście wcale nie chciała sprawić jej przykrości. Pochwaliła ją przecież bardzo szczerze, a to, że Teddy najwyraźniej zawsze było mało, to już insza inszość. Ciekawe czy oczekiwała takiej samej wdzięczności od wszystkich ludzi, których regularnie ratowała i czy ocalone kobiety regularnie mdlały w jej ramionach, a ona cuciła je tylko po to, by obsypały ją pocałunkami. Taka była na nie łaska, że to nie wiadomo w sumie.
— No jak do schroniska! Tyle się już biedaczka nacierpiała, po co mamy jej dokładać stresów. — April obróciła ciało od narzeczonej, jakby strażaczka chciała jej co najmniej wyrwać kociaka szponami i wrzucić go z powrotem do rzeki. Schronisko zdecydowanie nie wchodziło w grę. Pewnie miałaby tam dobrze i dość szybko zostałaby adoptowana, ale co się po drodze nadenerwuje, to przecież w niej zostanie! I tak już miała bardzo słaby dzień. Nie wylądowała przecież w tym kanale bez żadnego powodu. musiała przytrafić się jej jakaś przykrość. April spojrzała ostrożnie na jej szyję, ale nie miała na sobie żadnej obróżki. Nie wyglądała też na jakąś wielce zadbaną, więc szansa, że zwiała komuś z mieszkania w przeciągu ostatnich kilku godzin była marna. Wyglądała też na dość młodą, ale na tym akurat Finch się tak dobrze nie znała i to były tylko jej domysły. Totalną staruszkę by rozpoznała, a ta kotka zdecydowanie nią nie była.
— Cholera, nie wiem, czy właściciel mojego mieszkania się zgodzi... — Emma spojrzała zmartwiona na Teddy, potem na kotkę, a na końcu na April. Sprawiała wrażenie szczerze zmartwionej. Zycie w wynajmowanym mieszkaniu nie było łatwe, trzeba było się liczyć ze zdaniem landlorda, a jeśli trafił się jakiś frajer, który nie lubił zwierząt, to niewiele się na to poradzi.
— Ten dziwny Francuz? Na pewno się zgodzi, musisz tylko z nim pogadać — zachęciła przyjaciółkę April, choć nie wyglądała nadal na taką, która ma zamiar wypuścić kotkę z ramion w najbliższej przyszłości. Albo w ogóle kiedykolwiek. Zwierzak sprawiał wrażenie nieco uspokojonego. Wciąż daleko jej było do pełnej czilery i poczucia bezpieczeństwa, ale nie wyglądała już na taką, która szuka pierwszej okazji do ucieczki pod jakiś samochód. Pozostawała czujna, ale pewnie po prostu cieszyła się, że ktoś ją zabrał z daleka od rzeki. Burnett wpatrywała się w przyjaciółkę bez słowa, wyraźnie bijąc się z myślami. Podobnie jak Teddy miała zbyt duże problemy ze stanowczym odmawianiem jej. Asertywność w tej sytuacji byłaby na wagę złota.
— A my ją do tego czasu przechowamy, prawda? Żeby nie było, że robisz coś za jego plecami i w ogóle. — Spojrzała na narzeczoną, uśmiechając się słodko... chyba dość celowo. Była absolutnie oczarowana kicią, więc miękkość jej uśmiechu opierała się głównie na tym, ale zdawała się jednak trochę wykorzystywać słabość, jaką miała do niej Teddy. W kwestii Burnett robiła to chyba nie do końca świadomie.
Lecz to Ty tracisz głowę, gdy wzrokiem mnie obcinasz
— No jak do schroniska! Tyle się już biedaczka nacierpiała, po co mamy jej dokładać stresów. — April obróciła ciało od narzeczonej, jakby strażaczka chciała jej co najmniej wyrwać kociaka szponami i wrzucić go z powrotem do rzeki. Schronisko zdecydowanie nie wchodziło w grę. Pewnie miałaby tam dobrze i dość szybko zostałaby adoptowana, ale co się po drodze nadenerwuje, to przecież w niej zostanie! I tak już miała bardzo słaby dzień. Nie wylądowała przecież w tym kanale bez żadnego powodu. musiała przytrafić się jej jakaś przykrość. April spojrzała ostrożnie na jej szyję, ale nie miała na sobie żadnej obróżki. Nie wyglądała też na jakąś wielce zadbaną, więc szansa, że zwiała komuś z mieszkania w przeciągu ostatnich kilku godzin była marna. Wyglądała też na dość młodą, ale na tym akurat Finch się tak dobrze nie znała i to były tylko jej domysły. Totalną staruszkę by rozpoznała, a ta kotka zdecydowanie nią nie była.
— Cholera, nie wiem, czy właściciel mojego mieszkania się zgodzi... — Emma spojrzała zmartwiona na Teddy, potem na kotkę, a na końcu na April. Sprawiała wrażenie szczerze zmartwionej. Zycie w wynajmowanym mieszkaniu nie było łatwe, trzeba było się liczyć ze zdaniem landlorda, a jeśli trafił się jakiś frajer, który nie lubił zwierząt, to niewiele się na to poradzi.
— Ten dziwny Francuz? Na pewno się zgodzi, musisz tylko z nim pogadać — zachęciła przyjaciółkę April, choć nie wyglądała nadal na taką, która ma zamiar wypuścić kotkę z ramion w najbliższej przyszłości. Albo w ogóle kiedykolwiek. Zwierzak sprawiał wrażenie nieco uspokojonego. Wciąż daleko jej było do pełnej czilery i poczucia bezpieczeństwa, ale nie wyglądała już na taką, która szuka pierwszej okazji do ucieczki pod jakiś samochód. Pozostawała czujna, ale pewnie po prostu cieszyła się, że ktoś ją zabrał z daleka od rzeki. Burnett wpatrywała się w przyjaciółkę bez słowa, wyraźnie bijąc się z myślami. Podobnie jak Teddy miała zbyt duże problemy ze stanowczym odmawianiem jej. Asertywność w tej sytuacji byłaby na wagę złota.
— A my ją do tego czasu przechowamy, prawda? Żeby nie było, że robisz coś za jego plecami i w ogóle. — Spojrzała na narzeczoną, uśmiechając się słodko... chyba dość celowo. Była absolutnie oczarowana kicią, więc miękkość jej uśmiechu opierała się głównie na tym, ale zdawała się jednak trochę wykorzystywać słabość, jaką miała do niej Teddy. W kwestii Burnett robiła to chyba nie do końca świadomie.
Lecz to Ty tracisz głowę, gdy wzrokiem mnie obcinasz