30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

45
Jak każda dorosła i odpowiedzialna osoba wiedziała, że problemy należy załatwiać alkoholem. Ostatnio alkohol je wywołał, to czemu by się nie najebać? No dobra, alkohol ich nie wywołał, to wszystko była wina April. Zrobiła się bez sensu strasznie zazdrosna o jakąś głupotę i popsuła narzeczonej humor. Wiedziała, że Teddy jest wierna jak pies, a i tak musiała zarobić afery. Wcale nie podobało jej się to wspólne przeglądanie telefonu, nie podobała jej się też wiadomość od tej pseudo ekspertki od sesji zdjęciowych, którą wysłała jej tamtej nocy, ale rano nic na jej temat nie powiedziała. Starała się zachowywać jak gdyby nigdy nic, a potem po prostu wrócić do ich codzienności.
Minęło kilka dni, zanim pojawiła się perfekcyjna okazja do picia. Na ratunek przyszła Emma, a właściwie jej siostra, która okazała się być w ciąży. Jak miałyby tego nie opić? No dobra, mogły sobie darować. Finch nie miała za dużo do czynienia z rodzeństwem przyjaciółki, które było rozsiane po całym świecie, ale potrafiła cieszyć się cudzym szczęściem! A może po prostu Burnett zauważyła, że April chodzi jakaś inna od kilku dni i chciała ją po prostu rozluźnić? To też całkiem możliwe. Wszystko jedno! Ważne, że ogarnęły sobie wolny wieczór i następny dzień, po czym ruszyły na miasto, żeby się razem radośnie zeszmacić.
Powroty do domu w takich momentach okazują się trudne. Z jakiegoś powodu uznały, że nie będą brały Ubera, tylko wrócą na piechotę. Musiały się jeszcze przecież nagadać! Cała noc mielenia ozorami najwyraźniej im nie wystarczyła. Problem w tym, że chyba się po drodze zgubiły. A może tylko April się zgubiła, a Burnett nawet nie ogarnęła, że są nieodnalezione? Cholera wie. W każdym razie miały jakiś kłopot. Okazało się, że wcale nie zabrnęły w jakieś nieznane rejony. Pinezka, którą wysłała do narzeczonej wskazywała na ulicę kilka minut z buta od ich mieszkania, ale April nie wpadła na to, żeby to sprawdzić. Siedziały wraz z Emmą na chodniku tuż nad rzeką Don. Spoglądały w dół, obserwując daleką trasę do wody i znajdujące się tam zabezpieczenia przeciwpowodziowe. Obie zdecydowanie wyglądały na pijane, choć nie brakowało im żadnych kończyn i chyba nawet żadnych części garderoby! Nie, chwila. April miała tylko jeden kolczyk. No trudno.
Podniosła się, kiedy zauważyła zbliżającą się do nich narzeczoną i od razu rzuciła jej się na szyję, przytulając mocno. Zachowywała się, jakby się nie widziały od miesiąca, a nie kilka godzin. Emma z kolei wciąż siedziała na swoim miejscu i nie zaszczyciła Teddy nawet jednym spojrzeniem.
— Przybyła ociecz! Nie, czekaj... Odśnież? Od... Odsiecz strażaków! Strażaczki znaczy się! — pogubiła się troszeczkę w tych skomplikowanych zbitkach głosek, ale w końcu dotarła do właściwego punktu. Wyrzuciła ręce w górę, by jeszcze mocniej podkreślić swoją radość.

Bo jesteś moją supergirl. Jesteś moją cat woman
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

058.
Ludzie mnożyli się w Toronto na potęgę, a podobno wskaźnik dzietności na świecie drastycznie spadał. Bzdura! Wystarczyło spojrzeć na Blaze'a i siostrę Emmy, którzy spokojnie wyrabiali normę za połowę miasta. Nikt nie powinien się martwić, że zabraknie komu robić na emerytury seniorów. Teddy jeszcze nie znała powodów, dla których April doprowadziła się do stanu, w którym nie była w stanie sklecić poprawnego zdania w wiadomościach, ale nie wydawało jej się to czymś szczególnie alarmującym. Ona sama też miała ostatnio swój melanżowy epizod i wróciła do domu w jednym kawałku, bez większych konsekwencji. Różnica była tylko taka, że April miała fatalną orientację w terenie i w takich sytuacjach potrafiła zgubić się nawet pod blokiem.
Mogło się wydawać, że w ciągu kilku dni ich problemy po prostu rozeszły się po kościach. Jak to mówią - z małej chmury duży deszcz i odwrotnie. I właśnie to całe wydawało się było tutaj kluczowe. Teddy po prostu założyła, że skoro następnego poranka nie wróciły już do tematu blondynki z baru, to znaczy, że nie ma o czym rozmawiać. Sprawa została zamknięta i przestała istnieć. Była przekonana, że April odpuściła, a ona sama - świadomie lub nie - postanowiła nie wychylać się z niczym, co mogłoby ten spokój zaburzyć. I tak jakoś funkcjonowały dalej. Albo raczej obok siebie. Bo trudno było to nazwać inaczej, kiedy większość dni i tak rozchodziła się w różnych kierunkach. Akurat dziś Darling miała wolne, ale trafił jej się tydzień popapranych zmian, które nie nie zawsze pokrywały się z grafikiem Finch. Czasem wracała do domu tak późno, że narzeczona już spała, a o świcie znów zrywała się na nogi, żeby stawić się w remizie. Równie dobrze mogła tam po prostu nocować, jak to miała w zwyczaju, ale obiecała ukochanej, że jeśli będzie taka możliwość, to zawsze będzie spać w domu.
Podsunięcie pomysłu z wysłaniem pinezki okazało się strzałem w dziesiątkę. Tak, jak szybko okazało się, że dwie zbłąkane owieczki są nad rzeką, która płynęła przez centrum. Teddy od razu stwierdziła, że bez sensu brać samochód i postanowiła, że przy okazji misji ratunkowej zrobi sobie nocną przebieżkę. Wskoczyła w swój obcisły strój do biegania i ruszyła w dół ulicy. Dotarcie na miejsce zajęło jej dosłownie kilka minut. I jednak bardzo dobrze, że nie zdecydowała się odpalać Toyoty, bo tutaj nie byłoby nawet gdzie zaparkować.
Gdzie tak zabalowałyście? — uśmiechnęła się na widok ukochanej i objęła ją mocno, kiedy ta uwiesiła się na jej szyi. Pachniała jagerbombą i trawką, czyli swoim standardowym, imprezowym pakietem. — Cześć, Emma — spojrzała ponad głową April na Burnett. — Podrzucić cię do domu? — zaproponowała, podejrzewając, że dziewczyna będzie wolała obudzić się nazajutrz we własnym łóżku. Oczywiście nie miała nic przeciwko, żeby przenocowała u nich. Miały w salonie do dyspozycji funkcjonalną i całkiem wygodną kanapę. Rano Teddy zafunduje im śniadanie, które postawi je na nogi, a potem podrzuci Emmę tam, gdzie sobie zażyczy.

ale wiem gdzie chadzasz pić i gdzie jesz ramen
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zbyt łatw zapominała o podstawach zdrowej komunikacji w związku. Zakładała jednak, że żeby zdrowo się komunikować, to trzeba mieć zdrowe problemy, a tego zdecydowanie nie miała. Czasem miała wrażenie, że wszystko, co sobie ujebywała, to był jakiś pieprzony absurd i powinna się za to ukarać. Czy tym właśnie był dzisiejszy wypad? Poniekąd. Dobrze, że nie zabalowała aż tak jak w styczniu. Chciała wierzyć, że nie byłaby już do tego zdolna, ale nie do końca sobie ufała. Wielokrotnie sama siebie zawodziła, więc może podobnie stałoby się w tym wypadku? Nie była w stanie sobie nawet wyobrazić uczestniczenia w podobnej akcji jak wtedy, ale łatwo też popadała w tendencje do zakładania najgorszego na własny temat. Może gdyby Teddy nie była taka perfekcyjna, to byłoby jej łatwiej? Czułaby się pewniej, gdyby była w związku z kimś równie pokopanym, co ona? Cóż, wiele jej poprzednich relacji tak właśnie wyglądało. Łatwiej było nie dostrzegać drzazgi we własnych oczach, gdy partnerki popierdalały przed nią z wielkimi kłodami. Chwila, to nie na odwrót? Na pewno nie! Tymczasem trafił jej się egzemplarz, który zawsze robi wszystko perfekcyjnie, zawsze wie, co powiedzieć, w życiu nie chciałby dla niej źle i nawet teraz postanowił przybyć na ratunek bez zadawania zbędnych pytań. Normalna kobieta po prostu cieszyłaby się tym fartem.
— Byłyśmy w Próżności i... gdzieś tam jeszcze? Nie pamiętam. Ale w Próżności mega! — wyjaśniła od razu rozentuzjazmowana. Wspominała kilka tygodni temu, że wkrótce w Toronto otwiera się nowy klub i to najwyraźniej o nim była mowa. Obie wyglądały na takie, które potrzebowały odreagować w ciemności i tańcu, ale chyba wyszły z tego dusznego pomieszczenia w innych stanach emocjonalnych. Burnett spojrzała na strażaczkę, gdy da się do niej odezwała i przyjrzała się jej bardzo uważnie i bardzo mało subtelnie. Zazwyczaj potrafiła zachować więcej kurtuazji, ale chyba to nie był jej dzień. Mruknęła tylko pod nosem, jakby była z czegoś niezadowolona.
Cześć. Nie trzeba. Mamy misjęodpowiedziała i znów spojrzała w stronę wody. Na te słowa April oderwała się od narzeczonej i złapała się za głowę. Najwyraźniej całkowicie o tym zapomniała. Tak ją rozproszyła obecność narzeczonej. Jak zwykle! Podeszła z powrotem do brzegu, przy którym siedziała Burnett i wskazała na coś palcem.
— Musisz nam wszystkim koniecznie pomóc, Teddy. Patrz tam — poprosiła bardzo przejętym głosem. Na murowanej trasie, po której pewnie chodzą ludzie odpowiedzialni za to, by nie zalało miasta, siedział kot. A raczej kotka, bo to szylkret, a to zazwyczaj jednak kotki. Zwierzak siedział skulony i zmartwiony własnym położeniem. Nie sprawiał wrażenia, jakby chciał spędzać czas tak blisko szerokiej rzeki.
— Odpierdalacie taki szajs na co dzień w pracy, nie? Musimy ją ocalić! — Spojrzała na narzeczoną bardzo zmartwiona. Może i była zawiana, ale mówiła totalnie poważnie. Było w niej mnóstwo determinacji, była pewnie gotowa sama tam zleźć, ale w obcasach pewnie tylko zrobiłaby sobie krzywdę.

Moja mała pomagała mi jak szwy na bliznach
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że chociaż jedna z nich ufała April. Teddy czasami sama zastanawiała się, czy to zaufanie nie jest zbyt bezwarunkowe, bo przeszłość Finch pozostawała wiele do życzenia. Nawet styczniu posprzeczały się o to naprawdę mocno - mocno jak na nie, oczywiście. Może nie było krzyków ani trzaskania drzwiami, ale miło też nie było. Darling pamiętała, jak wtedy próbowała podnieść głos, ale wyszło jej z tego bardziej jakieś stłumione, nierówne zdanie niż faktyczna złość. W tamtej chwili miała wrażenie, że jest tylko następną pozycją na długiej liście dziewczyn, które przyjaciółka zaliczyła. Kolejną historią, która lubiła się powtarzać. Teraz wiedziała, że ukochana nie zrobiłaby niczego, żeby ją skrzywdzić i nie popełniłaby żadnego głupstwa. Chyba? Czasem trochę się w tym gubiła.
Słyszała o nowym klubie, ale jeszcze nie miała okazji w nim być. To znaczy, w sumie była tam już wcześniej, ale służbowo, kiedy robili z chłopakami kontrolę systemów przeciwpożarowych. Lokal wyglądał naprawdę dobrze. I najwyraźniej wykonali solidną robotę, skoro nikt nie spłonął. Poza tym jednak nie znalazła jeszcze czasu, żeby wybrać się tam prywatnie i po prostu się pobawić. Najwyraźniej narzeczona wolała zabrać Emmę, mimo że Teddy miała tego dnia wolne. Ale to nic. Nie była przecież z tych osób, które wypominają takie bzdety!
Sama Burnett nie była szczególnie rozmowna i w dodatku bredziła coś o jakiejś misji, jakby właśnie wróciła z Afganistanu. No cóż, ludzie miewali różne stadia najebania. Dopiero reakcja April sprawiła, że Teddy spojrzała we wskazanym przez nią kierunku.
Co? Ale ja tam nic nie widzę — odparła, ale dopiero po chwili zorientowała się, że patrzy zupełnie w innym kierunku. Podążyła wzrokiem za palcem Burnett i zatrzymała wzrok na wale przeciwpowodziowym. Faktycznie coś tam siedziało. I chyba ani April, ani Emma nie były aż tak porobione, bo to był kot. Najwyraźniej ukochana podchodziła do jej pracy bardzo stereotypowo, skoro uznawała, że na co dzień zajmowała się wyłącznie ściąganiem zwierząt z drzew.
Ją? — zdziwiła się, kiedy Finch z góry założyła, że mają do czynienia z kotką. Już chciała dodać, że na pewno sobie jakoś poradzi i wyjdzie stamtąd tak, jak tam wlazła, ale wystarczyło, że jeszcze raz zerknęła na przejętą narzeczoną i wszystkie jej argumenty stały się inwalidą. — No dobra — wzruszyła lekko ramionami. Niespecjalnie przejęła się, że łażenie po takich wałach jest skrajnie niebezpieczne. Teddy nie miała zbyt wiele wspólnego z pojęciem strachu. No i chyba to oczywiste, że dla April zrobiłabym wszystko, prawda? To był jeden z tych momentów, kiedy miała okazję, żeby to udowodnić.
Ściągnęła top i zsunęła spodenki, a Emma spojrzała na nią, jak na wariatkę.
Jest stromo. Jak wpadnę do wody, to przynajmniej będę miała coś suchego na przebranie — wyjaśniła pokrótce. Na nogach zostawiła jednak adidasy, żeby móc się wygodnie przemieszczać, a włosy związała w niedbałą kitkę gumką, którą miała na ręce. I w tej właśnie kitce i samej bieliźnie zamierzała ruszyć na ratunek kitce. — Zostańcie tutaj i nie podchodźcie za blisko — wydała polecenie, jak to miała w zwyczaju robić, kiedy na miejscu zdarzenia zbierało się zbyt dużo gapiów.

ratuj mnie z pożarów i wyławiaj z rzek
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

April zdecydowanie nie starała się zrobić jej na złość! Wyszła z Emmą chcąc się nieco wyluzować i opić ciąże jej siostry, której imię pomyliła dzisiaj dwa razy. Niby była dobra w te klocki, ale widziała tę kobietę tylko raz w życiu, a Emma nigdy nie sprawiała wrażenia, żeby miała z nią jakąś bardzo głęboką relację, więc czuła się usprawiedliwiona. Sama nie była pewna, jak to się stało, że trafiły do klubu. To znaczy, jasne, pamiętała, jak do niego szły, pamiętała całą zabawę, ale coś nie mogła skojarzyć, czyj to był pomysł, by nagle dotrzeć akurat tam. Z pewnością z przyjemnością wybierze się tam z Teddy, jeżeli tylko w narzeczonej obudzi się chęć potańczenia, od którego zazwyczaj starała się trzymać raczej daleko. No, chyba że znowu się naćpają i wszystko problemy znikną. Może obie powinny się tak zachowywać w widmie choćby najmniejszego kryzysu? Tabletka na język i jechane. Na pewno żyłyby w bardzo szczęśliwym związku, gdyby się tego trzymały.
— Wygląda jak dziewczynka — wyjaśniła April tonem prawdziwej znawczyni. Mogła wprawdzie dodać, że to umaszczenie jest po prostu charakterystyczne dla kotek i bardzo rzadko występowało u samców, ale chyba uznała, że to oczywiste. No i przecież jej narzeczona była taka mądra, że na bank to wiedziała.
To na pewno dziewczynkaprzyznała poważnym tonem Burnett. Cała była bardzo poważna, ale w tę informację zdawała się wierzyć całą sobą. Może po prostu twardo trzymał się nawzajem w sowich delulu? To nie było wykluczone. Przyjaciółki powinny się przecież wspierać, a one miały w sobie coś podobnie postrzelonego! Burnett była wprawdzie spokojniejsza od Finch, ale o to nie było trudno.
Otworzyła szeroko buzię, widząc, że jej narzeczona zaczęła się rozbierać. Potem dotarło do niej, że to bardzo przyjemny widok, więc uśmiechnęła się z tego powodu szeroko, na co Emma tylko wywróciła oczami. Na koniec dotarło do niej, co Teddy właściwie powiedziała.
— Czekaj, czekaj! Do jakiej znowu wody? Ty masz właśnie nie wpadać, o to chodzi przecież, Teddy! — zawołała za nią bardzo zmartwiona, obserwując, jak w bardzo profesjonalny sposób związuje włosy. Co to za interes, jak ona się tam podtopi? Tyle to przecież były w stanie zrobić we dwie z Emmą.
— Nie masz w domu jakiejś super... drabiny? Czy czegoś tam? No żeby nikomu nic się nie stało. Ani tobie, ani kotce. — Spojrzała na Emmę, szukając jakiegoś wsparcia w tej sytuacji. Skoro była tą rozsądniejszą, to może będzie w stanie przemówić jej do rozumu? Burnett jednak wycelowała w kota telefon i skupiła się na robieniu mu zdjęć. Dobrze, że w tych nowoczesnych ajfonach te zoomy były takie duże.
Przecież nic jej nie będzie. Mówiłaś, że robi to na co dzieńprzypomniała jej Burnett i obróciła ekran w stronę Finch. Z tej odległości jednak niewiele było widać, więc April podeszła do przyjaciółki, przykucnęła obok i wyszczerzyła się znowu, mogąc obejrzeć koteczkę z bliska. Słodziak był z niej maksymalny, to trzeba było jej przyznać. Emma chyba też tak uważała, bo od razu nieco się rozpogodziła, gdy April zawisła tuż obok jej twarzy.
— No bo robi. Chcemy pomóc. Musisz nam powiedzieć, co robić, Teddy. — Odwróciła się znowu w stronę narzeczonej, tym razem z bardzo zawziętą miną Niby trochę się cykała, ale co tam, mogła równie dobrze tam skakać!

Ale Trzymajmy się razem, Ale, Kochanie, damy radę
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak naprawdę szczerze cieszyła się, że a April wyszła z domu, żeby się pobawić. Merdedith Grey zawsze powtarzała, że najlepiej jest wytańczyć wszystkie problemy. Teddy jednak miała pojęcia, że jakiś problem w ogóle był. Była pewna, że wszystko między nimi jest w porządku i że tamten wieczór poszedł po prostu w niepamięć. Tego właśnie się trzymała i będzie trzymać pewnie do momentu aż coś nie pierdolnie przy pierwszej możliwej okazji.
Trudno było jej uwierzyć, że obie z Emmą zauważyły z takiej odległości, że kot jest kotką, ale nie zamierzała w to wnikać. Gdyby to był kocur, też ruszyłaby mu na ratunek. Nigdy nikogo nie dyskryminowała ze względu na płeć czy rasę, to dlaczego miałaby to robić w przypadku zwierząt? W sumie mogły wcisnąć Teddy każdy kit, a ona łyknęłaby to jak gęś kluski.
Nie będę teraz wracała do domu po drabinę — oznajmiła stanowczo. Gdzieś w piwnicy faktycznie miała jedną schowaną. Kupiła ją dawno temu w trakcie remontu, kiedy trzeba było pomalować wysokie ściany i zawiesić zasłony w tych wszystkich trudno dostępnych miejscach. — No przecież nie będę wpadała do wody celowo, to tylko tak na wszelki wypadek — dodała, uśmiechając się do narzeczonej, jakby to miało ją natychmiast uspokoić. Nikt nie planował się topić. A już na pewno nie Teddy, która pływała doskonale. Rzeka Don nie była szczególnie wymagająca - ani przesadnie rwąca, ani zdradliwa przy tej pogodzie. Wyjątkiem były jedynie gwałtowne ulewy, kiedy nurt potrafił nagle przyspieszyć i zrobić się znacznie mniej przyjazny. Tyle że od kilku dni nie spadła ani jedna kropla deszczu.
Słyszałaś? Nic mi nie będzie — zgodziła się z Emmą i poprawiła skręcone ramiączko stanika. Nie było sensu się tak przejmować, już nie takie rzeczy się robiło! Ściąganie kota z wału przeciwpożarowego? Drobnostka! W porównaniu z tym, co potrafiła zastać na akcjach, naprawdę niewielki pikuś. Przynajmniej tutaj nic nie miało jej spaść na głowę. No chyba że jakiś meteoryt.
Pomożecie, jak zostaniecie na brzegu i nie będziecie przeszkadzać. Nie chcę widzieć, że któraś się tam pcha — wymierzyła ostrzegawczo najpierw w Finch, a potem w Burnett.
Emma nawet nie zareagowała, taka była zafascynowana oglądaniem kota przez telefon. Albo po prostu tym, że April znalazła się tak blisko. Nie no, Teddy nie miała czasu na takie wymysły, kiedy ważyły się losy zwierzęcia!
Podskoczyła jeszcze do narzeczonej, żeby skraść jej szybki pocałunek i od razu ruszyła przed siebie. Od razu weszła na wał i zwolniła kroku, oceniając teren. Dopiero kiedy podeszła bliżej krawędzi, okazało się, że zejście w dół jest znacznie bardziej strome, niż sugerował widok z góry. Zsunęła stopę niżej, wyczuwając pod butem nierówną, kamienną strukturę. Nie było tu miękkiej ziemi ani trawy do łapania równowagi, więc trzeba było improwizować i zsuwać się bokiem. Co chwilę sprawdzała, czy kolejny kamień daje stabilne oparcie, zanim przenosiła ciężar dalej. Zatrzymała się jeszcze na moment w połowie, zerkając w dół. Jak na złość kot musiał zejść niżej. Westchnęła cicho, pokonując ostatnie metry już bez kombinowania. Nie żeby wcześniej to robiła, ale teraz musiała poruszać się ostrożniej, żeby nie spłoszyć futrzaka i faktycznie nie dać nura do rzeki.

a dla niej mógłbym iść nad rzekę missouri
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wydęła dolną wargę, niezadowolona, że jej pomysł nie spotkał się z ciepłym przyjęciem. Drabina to przecież była super opcja, totalnie powinny się po nią wrócić. Finch wprawdzie nie zdawała sobie sprawy, jak blisko domu się znajdują, ale nawet z drugiego końca miasta na bank udałoby się coś ogarnąć i uratować kotkę. Jej narzeczona jest przecież zdolna do wszystkiego! No dobra, to może w związku z tym poradzi sobie również bez drabiny? Oby, bo April nie chciałaby jej mieć na sumieniu przez coś takiego. Nawet skręcona kostka wprowadziłaby ją w stan kolosalnego poczucia winy.
— No dobra, to nie wpadaj, Teddy, okej? — poprosiła jeszcze dla pewności, wymawiając jej imię po raz sześćdziesiąty siódmy w ciągu ostatnich pięciu minut. Chyba potrzebowała takiego uziemienia. Albo bała się, że go zapomni, jak tego siostry Emmy? Albo było jej głupio, że tyle razy napisała je s z błędem w wiadomościach, więc teraz chciała się pochwalić, że przecież doskonale je pamiętała. Trudno zgadnąć, co się roi w jej bani nawet na trzeźwo, a co dopiero po pijaku. Można mieć tylko pewność, że raczej nic mądrego.
Uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi na całusa. Takie zapewnienia zdecydowanie jej odpowiadały. Uważała jednak, że ich zadanie brzmi trochę słabo. Liczyła, że zamieni się na moment w jakąś agentkę specjalną. Burnett zresztą też! Obie wyglądałyby na pewno mega zajebiście i poszłoby im super. Ale nie, to nie. Usiadła z powrotem obok przyjaciółki.
Możesz pomóc...zaczęła Emma. — Nie pomagając — dokończyła April. Uśmiechnęły się do siebie, dumne jak diabli, że były obie takie stare, że potrafiły rozmawiać cytatami z Dawno temu w trawie. Finch zdążyła przez ostatnie miesiące przyzwyczaić się do faktu, że odhaczyła już trzydziestkę. Założyła, że teraz to będzie już tylko gorzej, więc nie może się przejmować początkiem tej drogi. być może na czterdziestkę dostanie jakiegoś załamania nerwowego, ale do tego było jeszcze mnóstwo czasu. Może zmądrzeje przez te dziesięć lat? Raczej nie, ale trzeba mieć nadzieję.
Obserwowały z większą i mniejszą (można się chyba domyślić kto z jaką) uwagą poczynania strażaczki. April nigdy nie widziała narzeczonej w takiej akcji. To znaczy, jasne, widziała, jak wyczynia dla jej durnych pomysłów masę głupot, ale jeszcze nigdy nie schodziła wałem, żeby ratować jakiegoś kotka. Szło jej naprawdę bardzo dobrze. Czegoś się typiara w tej straży nauczyła, no ewidentnie. Finch wciąż się jednak martwiła, że ukochana zrobi sobie jakąś krzywdę i nie będzie potrafiła jej pomóc. Czuła się, jakby oglądała jakiś wyjątkowo dramatyczny film akcji. Złapała Burnett mocno za nadgarstek, żeby dodać sobie otuchy, na co dziewczyna ujęła jej dłoń w swoją i ścisnęła, żeby tę otuchę przelać do jej wnętrza. Od razu lepiej!
— Powiedz jej, że jest bardzo ładna. Wygląda na takie, co lubi komplementy i wtedy nie ucieknie. — Po wodzie rozszedł się teatralny szept April. Dobrze, że chociaż zachowała konspiracyjny ton, bo akcja robiła się naprawdę gruba. Burnett pokiwała głową z miną specjalistki, zgadzając się z metodą wybraną przez przyjaciółkę.
Na bank jest łasa na pochwały jak April i zaraz zacznie się do ciebie łasićdodała takim samym tonem, co Finch.

Jak bóg, ty spełniasz każde z moich pragnień Wiem już, to z tobą mogę być na zawsze już
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo chciała udowodnić, że poradzi sobie bez drabiny. I bez niczyjej pomocy również. Oczywiście rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby zadzwonienie po Jetta i zorganizowanie całej akcji we dwójkę. W końcu właśnie tak wyglądała większość interwencji - mniej brawury, więcej współpracy. Tylko że zanim Donovan dotarłby na miejsce, kot pewnie zdążyłby zmienić lokalizację trzy razy albo zwyczajnie wpaść do rzeki. Poza tym Teddy naprawdę nie uważała, żeby potrzebowała wsparcia. Była lżejsza, szybsza i zdecydowanie bardziej zwinna. Nie bez powodu na kwartalnych testach sprawnościowych regularnie wykręcała lepsze wyniki od większości chłopaków z jednostki. Jett może i miał więcej siły, ale czasami siła nie była najważniejsza. Zwłaszcza kiedy trzeba było przecisnąć się w niewygodne miejsce albo utrzymać równowagę na czymś, co wyglądało tak, jakby za moment miało się złamać. Dlatego zamiast sięgać po telefon, po prostu skupiła wzrok na dole wału i ruszyła dalej. W końcu chodziło tylko o jednego kota!
Usłyszawszy sugestię narzeczonej, zadarła głowę i spojrzała na nią, lekko marszcząc brwi.
Ale mam to powiedzieć po angielsku czy w jakimś kocim języku? — zapytała całkiem poważnie. Bo jeśli chodziło o koty, jej doświadczenie było raczej ograniczone. Psy jeszcze jakoś ogarniała, ale koty? Koty rządziły się własnymi prawami i zazwyczaj robiły dokładnie to, na co miały ochotę. Co miała powiedzieć temu futrzakowi? Że wygląda tej nocy obłędnie i będzie lepiej, jak stamtąd zejdzie?
Na razie jedyne, co jej się udało, to zlokalizować futrzaka. Siedział wtulony w kamienną nawierzchnię i trząsł się jak osika. Już z tej odległości Darling zauważyła, że nie wyglądał na agresywnego ani gotowego do ucieczki. Raczej na kompletnie przerażonego i sparaliżowanego strachem.
Kici kici — zaczęła, przykucając i wyciągając w jego stronę rękę. Kurczę, może trzeba było mówić do nich jak do smoków? Jako ogromna fanka Gry o tron liznęła kiedyś trochę valyriańskiego. Co prawda nie pamiętała już połowy słówek, ale w tym momencie wydawały się równie sensowne jak próba negocjacji z przestraszonym kotem. — Lykiri — powiedziała próbnie w kierunku zwierzaka, chcąc go uspokoić. Sądząc po reakcji kota - a właściwie jej braku - najwyraźniej nie był smokiem. No trudno. Nie pozostało nic innego, jak improwizować, czyli robić dokładnie to, co Teddy robiła dotychczas.
No dalej, koleżanko — odezwała się już normalnie. — Nie wyglądasz, jakby ci się tu specjalnie podobało — powoli przesunęła się bliżej, uważając, żeby nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Nie miała pojęcia, czy kotkę bardziej przestraszyła jej obecność, czy perspektywa pozostania tutaj na dłużej. Jedno było pewne - jeśli chciała ją stąd zabrać, najpierw musiała pokazać, że nie jest kolejnym problemem, tylko rozwiązaniem.
Znów wyciągnęła rękę, ale tym razem zwierzę zareagowało odrobinę bardziej nerwowo. Prychnęło cicho i w odpowiedzi na ruch musnęło pazurami skórę na jej dłoni, zostawiając po sobie powierzchowne zadrapanie. Darling tylko zerknęła na rękę, jakby oceniała, czy w ogóle jest sens się tym przejmować, ale kostki powiedziały, że nie szybko uznała, że nie i znów skupiła się na futrzaku. Przykucnęła niżej, żeby zmniejszyć dystans i nie wisieć tak nim z góry. Dała mu jeszcze chwilę, obserwując, czy się uspokoi albo chociaż przestanie tak się trząść. Nie przestał, więc po prostu wsunęła dłonie pod jego ciało i ostrożnie podniosła go z ziemi. Kotka zesztywniała natychmiast, ale nie zdążył już zareagować inaczej. Oddychający nierówno kłębek futra został w jej ramionach.
I wtedy okazało się, że najgorsze dopiero przed nimi. Bo zejście to jedno, ale powrót na górę to już zupełnie coś innego. Wspinaczka była długa i mozolna. Buty osuwały się ze stromej, kamiennej nawierzchni, kot wiercił się i dwa razy próbował wysmyknąć się z jej ramion, ale finalnie Teddy jakoś udało się uniknąć nurkowania w lodowatej rzece. A kiedy była już na szczycie, wyciągnęła ręce, żeby przekazać kotkę April.

chodzę własnymi drogami jak kot, czasem wchodzę z butami na spot
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zakładała, że jej partnerka jest w stanie zrobić właściwie wszystko sama i pójdzie jej doskonale, a te wszystkie chłopy, co latają wokół niej w mundurach, to taki dodatek, żeby jej się nie nudziło w robocie. Wciąż jednak miała z tyłu głowy ostatni poważniejszy wypadek Teddy, który zatrząsnął jej światem w posadach i uświadomił, że naprawdę nie była nieśmiertelna. Ale wał przeciwpowodziowym jej przecież nie mógł zniszczyć! Chyba.
Kocim — odpowiedziała tym samym szeptem April święcie przekonana o swojej racji.
Ludzkim — odpowiedziała w tym samym momencie, tym samym szeptem Emma święcie przekonana o swojej racji. No i bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze. Kiepskie z nich były doradczynie, skoro nie zgadzały się w tak podstawowych kwestiach. Spojrzały na siebie badawczo, próbując samym spojrzeniem ustalić, która miała rację. Żadna nie wyglądała tak, jakby miała odpuścić. Pewnie mogłyby zacząć teraz bardzo długą dyskusję opartą na wyjątkowo skomplikowanej argumentacji, a alkohol krążący w ich organizmie wcale by jej nie utrudnił, a raczej dodał jej pikanterii, ale sobie darowały. Nie powinny rozpraszać Darling przy pracy. Strażaczka, jak przystało na profesjonalistkę, postawiła na rozsądek. Zignorowała ich podpowiedzi i zwróciła się do kota w języku smoków, co według April było bardzo mądrym pomysłem. I seksownym! Lubiła, gdy z jej narzeczonej wychodził czasem zbyt mocno skrywany nerd. Niby wzbraniała się przed utopieniem się w nerodzie do reszty, ale na bank ją kusiło!
Co ona mówi? szepnęła Emma, nachylając się w stronę Finch. Ewidentnie nie mówiła u w valyriańskim. April również nachyliła się w jej stronę, nie spuszczając wzroku z przestraszonej kotki.
— Chuj wie — szepnęła szczere, bo też totalnie nie znała tego języka. Wiadomo, że lubiła to uniwersum, ale nigdy nie wkręciła się w to uniwersum na tyle, by zapamiętywać takie szczegóły. Burnett parsknęła rozbawiona i zasłoniła usta dłonią, żeby powstrzymać się od głośnego śmiechu, który mógłby rozproszyć Teddy albo przestraszyć kotka.
Akcja na dole się zagęszczała. Teddy wszystko szło jak po maśle. Czegoś się w tej straży przez te lata ewidentnie nauczyła. Finch czuła, jak jej serce przyspiesza w oczekiwaniu na każdy kolejny ruch. Aż się cała wyprostowała, gdy narzeczona dorwała kotkę w swoje ramiona i z trudem powstrzymała się od krzyknięcia, które mogłoby wszystko zepsuć. Wiedziała, że ukochaną czeka teraz droga powrotna do góry, która będzie zdecydowanie trudniejsza i w jej trakcie naprawdę nie potrzebowała jakiejś durnej paplaniny albo rozproszeń. Kiedy Darling dotarła na górę, dziewczyny podniosły się od razu z chodnika. Finch wyciągnęła przed siebie ręce i przejęła kotkę, po czym przytuliła ją do piersi. Zwierzak był kompletnie skołowany i zestresowany, a ona bardzo chciała przynieść mu nieco komfortu.
— Ale to było niesamowite! I mega seksowne. Co nie? — Nadal mówiła szeptem, nie chcąc stresować kotki, która zastygła w jej ramionach, udając, że wcale nie istnieje. April spojrzała na Burnett oczekując najwyraźniej potwierdzenia, ale ta tylko wzruszyła ramionami.
— No i co my teraz z tobą zrobimy, maluszku? — zwróciła się do zwierzaka, uśmiechając się do niego z czułością. Miała zdecydowanie zbyt miękkie serce do futrzaków.

Ja tak jak kot 7 żyć i baluję całą noc
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mała Rada, w której zasiadły April i Emma, była nie tylko mała, ale też wyjątkowo niezgodna. Dobrze, że Teddy miała własny rozum i nie kierowała się każdym podsuwanym pomysłem. Język valyriański może i niespecjalnie się przydał, ale cała misja zakończyła się pomyślnie - pomijając niewielkie draśnięcie na ręce. Oby tylko kot nie miał wścieklizny. No i jeszcze chyba było coś takiego jak choroba kociego pazura, ale Darling kompletnie się na tym nie znała. Strasznie głupio, jeśli umrze od jakiejś infekcji bakteryjnej, a nie pomiędzy płomieniami podczas bohaterskiej interwencji, po której dostałaby pośmiertne odznaczenie. Tego wyczynu nikt jej przecież nie wynagrodzi. Co najwyżej narzeczona podziękuje jej buziakiem. A nawet i tak się nie stało, bo ta od razu dorwała się do kota, przytulając do piersi. To by było na tyle z kaskaderskich wyczynów strażaczki. Na szczęście Teddy była najbardziej bezinteresowną osobą na świecie i nie oczekiwała niczego w zmian.
Schyliła się po swoje ubrania i przełożyła przez głowę top. Kostki nie chciały, żeby była mokra i postanowiły, że do końca wieczoru pozostanie sucha jak wiór. Gdyby los tylko chciał inaczej, to może przynajmniej ktoś by się nią na chwilę przejął, a tak to całe zainteresowanie przypadło kotu. Totalnie bez sensu. Gdzie w tym wszystkim była sława, uznanie i medialny rozgłos dla bohaterki całej akcji? Nie od dziś wiadomo, że strażaczka miała parcie na szkło, przecież regularnie udzielała się w mediach społecznościowych i miała naprawdę dużo obserwujących. W tym tamtą blondynkę z baru.
Jak to co? — spojrzała na April, wciągając na tyłek szorty. — Zawieziemy ją do schroniska i tam się wszystkim zajmą — przedstawiła jeden z najbardziej rozsądnych pomysłów, jakie przyszły jej do głowy. Miała jeszcze kilka w zanadrzu, ale wszystkie krążyły w podobnym kierunku. W każdym razie zwierzak musiał trafić w bezpieczne miejsce, a wcześniej pewnie do kliniki weterynaryjnej.
Albo Emma weźmie go do domu — dodała, przenosząc wzrok na Burnett, bo akurat ten wariant wymagał już czyjejś zgody. — Chcesz kota, Emma? Na pewno chcesz — uśmiechnęła się do niej zachęcająco. Czyli pewnie tak, jak szczerzyła się do innych kobiet.
Nie przyszło jej nawet do głowy, żeby mogły zabrać znajdę do loftu. Niby miały do tego warunki, ale każde zwierzę to obowiązek. Może i koty nie były aż tak absorbujące jak psy, ale nadal trzeba pamiętać, że Teddy częściej bywała w domu niż faktycznie w nim była, a i Finch dość często gdzieś się przemieszczała. A jak w końcu znajdą czas, żeby wyjechać gdzieś na dłużej, to trzeba będzie upychać futrzaka po znajomych i prosić ich o przysługę, żeby pod ich nieobecność zajęli się zwierzakiem. A co, jak narobi im problemów i coś zniszczy? Nie dość, że będą musiały to odkupić, to już nigdy więcej nie zaproponują pomocy. Już nawet pomijając fakt, że Darling zawsze wolała psy od kotów. Wystarczy tylko na nią spojrzeć - przecież to golden retriever w ludzkiej skórze! Mimo wszystko adopcja psa odpadała. W lofcie było zbyt mało przestrzeni, a przy ich trybie życia psiak musiałby przez większość dnia być całkiem sam.

dla ciebie mógłbym zrobić wszystko
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”