Hello, welcome home
: pt sie 14, 2026 2:03 pm
Reece rzeczywiście nie był niczego świadomy, bo ledwo parę godzin wcześniej wylądował w Kanadzie. Internetowy algorytm był wciąż nastawiony na wiadomości z Australii, więc pewnie dlatego nie dotarły do niego jeszcze żadne informacje. Poza tym naprawdę nie miał dziś czasu śledzić mediów. Po raz pierwszy od bardzo dawna naprawdę odpoczywał od urządzeń elektronicznych.
— To daj mi wskazówk, jak powinienem dalej punktować, to może się bardziej postaram — rzucił ni to poważnie, ni żartobliwie, bo widział, że udało mu się dotrzeć do Adeline, kiedy patrzyła z uśmiechem na przywiezione przez niego pamiątki.
I dalej... Jakby nie patrzeć, Reece miał najmniejsze prawo, aby wtrącać się między Thomasa a Adeline. Nie był ani biologicznym bratem, ani biologicznym dzieckiem mężczyzny, więc zawsze, pomimo że podczas małżeństwa ich rodziców nigdy nie czuł się pominięty, miał świadomość, że w pewne sprawy nie powinien nazbyt wnikać.
Ade i Thomas dołączywszy do ich rodziny, nieśli ze sobą jakiś konflikt, który wybuchał w najmniej odpowiednich momentach.
Prychnął znacząco, kiedy kobieta stwierdziła, że odejmie mu gwiazdkę. Był pewien, że i tak wciągnie całego omleta, aż z zachwytu zatrzęsą jej się uszy!
— No cooo? — jęknął szyderczo, udając, że nie miał pojęcia, o co chodziło siostrze. W rzeczywistości sam mimowolnie się wzdrygnął na wzmiankę o ojcowskiej spuściźnie, a potem po prostu zarechotał rozbawiony.
W tym całym chwilowym smutku, który wcześniej w milczeniu opadł na ich ramiona, nie mógł pozwolić, aby do reszty zatracili się w nieprzyjemnych wspomnieniach. A zwłaszcza Adeline, którą przeszłość bolała najmocniej.
— A skoro od teraz będę mieszkał blisko ciebie, to nawet za troje — nie omieszkał skomentować również tego, przy czym spojrzał wymownie na rudowłosą, jakby chciał dać jej znać, aby przygotowała się na najgorsze i najbardziej intensywne miesiące. Zamierzał ją d r ę c z y ć. — Przecież wiem — dodał na wzmiankę o farbowaniu i odwrócił się do niej plecami, aby ostrożnie odkleić omlet od patelni. — Siwe włosy są teraz w modzie. Spójrz na swojego ojca — Znowu złośliwie powrócił do tematu Thomasa, o którym raptem chwilę temu rozmawiali.
Praca. Doskonale wiedział, ile znaczyła ona nie tylko dla Adeline, ale również dla niego samego. Pod tym względem byli podobni i równie zaangażowani w swoje zawodowe obowiązki. Z tą różnicą, że Reece dotychczas funkcjonował bardziej jak wolny strzelec i nie musiał przejmować się zobowiązaniami. Natomiast Ade męczyła się z kontraktami, umowami, zadowalaniem klientów oraz ojca.
Przerzucił danie na talerz i z impetem odwrócił się w stronę kobiety, gdy tylko napomknęła, że musi mu o czymś powiedzieć. Z pewnością nie spodziewał się takiej bomby, więc gdy usłyszał S u l l i v a n H a r t l e y, a potem wzmiankę, że Ade się z nim widziała, odruchowo wypuścił z dłoni talerz, który rozbił się wprost na jego nagiej stopie.
— Kurwa mać! — krzyknął i nerwowo złapał się za nogę, po czym od razu spojrzał z niedowierzaniem na Adeline. Co tu się wyprawiało? Miała tak poważną minę, a w tym momencie również pewnie zatroskaną, że nie sądził, aby stroiła sobie żarty. — Adeline, co ty, do cholery, wygadujesz? Przecież on zmarł! — Wyprostował się, choć przez ból nie położył stopy na podłogę i jedynie oburącz oparł się o blat kuchennej wyspy. — Byliśmy na pogrzebie — przypomniał jeszcze, chociaż naprawdę nie wątpił w to, że Adeline nie rozpoznałaby Sullivana i mogłaby z kimś go pomylić.
Po prostu Reece za wszelką cenę próbował sobie ułożyć wszystko w głowie, ale mimowolnie przypomniał sobie też o stresie, nerwach i wylanych przez Ade łzach, które wynikły jeszcze przed tą rzekomą śmiercią mężczyzny.
— Dobra, mniejsza — z trudem przełknął tą informację — Pal licho, że go chrząszcze nie wpierdoliły, ale po co się z nim widziałaś? Mało ci krwi napsuł? Zresztą co to za akcja ze zmartwychwstaniem, Ade?
Adeline Covington
— To daj mi wskazówk, jak powinienem dalej punktować, to może się bardziej postaram — rzucił ni to poważnie, ni żartobliwie, bo widział, że udało mu się dotrzeć do Adeline, kiedy patrzyła z uśmiechem na przywiezione przez niego pamiątki.
I dalej... Jakby nie patrzeć, Reece miał najmniejsze prawo, aby wtrącać się między Thomasa a Adeline. Nie był ani biologicznym bratem, ani biologicznym dzieckiem mężczyzny, więc zawsze, pomimo że podczas małżeństwa ich rodziców nigdy nie czuł się pominięty, miał świadomość, że w pewne sprawy nie powinien nazbyt wnikać.
Ade i Thomas dołączywszy do ich rodziny, nieśli ze sobą jakiś konflikt, który wybuchał w najmniej odpowiednich momentach.
Prychnął znacząco, kiedy kobieta stwierdziła, że odejmie mu gwiazdkę. Był pewien, że i tak wciągnie całego omleta, aż z zachwytu zatrzęsą jej się uszy!
— No cooo? — jęknął szyderczo, udając, że nie miał pojęcia, o co chodziło siostrze. W rzeczywistości sam mimowolnie się wzdrygnął na wzmiankę o ojcowskiej spuściźnie, a potem po prostu zarechotał rozbawiony.
W tym całym chwilowym smutku, który wcześniej w milczeniu opadł na ich ramiona, nie mógł pozwolić, aby do reszty zatracili się w nieprzyjemnych wspomnieniach. A zwłaszcza Adeline, którą przeszłość bolała najmocniej.
— A skoro od teraz będę mieszkał blisko ciebie, to nawet za troje — nie omieszkał skomentować również tego, przy czym spojrzał wymownie na rudowłosą, jakby chciał dać jej znać, aby przygotowała się na najgorsze i najbardziej intensywne miesiące. Zamierzał ją d r ę c z y ć. — Przecież wiem — dodał na wzmiankę o farbowaniu i odwrócił się do niej plecami, aby ostrożnie odkleić omlet od patelni. — Siwe włosy są teraz w modzie. Spójrz na swojego ojca — Znowu złośliwie powrócił do tematu Thomasa, o którym raptem chwilę temu rozmawiali.
Praca. Doskonale wiedział, ile znaczyła ona nie tylko dla Adeline, ale również dla niego samego. Pod tym względem byli podobni i równie zaangażowani w swoje zawodowe obowiązki. Z tą różnicą, że Reece dotychczas funkcjonował bardziej jak wolny strzelec i nie musiał przejmować się zobowiązaniami. Natomiast Ade męczyła się z kontraktami, umowami, zadowalaniem klientów oraz ojca.
Przerzucił danie na talerz i z impetem odwrócił się w stronę kobiety, gdy tylko napomknęła, że musi mu o czymś powiedzieć. Z pewnością nie spodziewał się takiej bomby, więc gdy usłyszał S u l l i v a n H a r t l e y, a potem wzmiankę, że Ade się z nim widziała, odruchowo wypuścił z dłoni talerz, który rozbił się wprost na jego nagiej stopie.
— Kurwa mać! — krzyknął i nerwowo złapał się za nogę, po czym od razu spojrzał z niedowierzaniem na Adeline. Co tu się wyprawiało? Miała tak poważną minę, a w tym momencie również pewnie zatroskaną, że nie sądził, aby stroiła sobie żarty. — Adeline, co ty, do cholery, wygadujesz? Przecież on zmarł! — Wyprostował się, choć przez ból nie położył stopy na podłogę i jedynie oburącz oparł się o blat kuchennej wyspy. — Byliśmy na pogrzebie — przypomniał jeszcze, chociaż naprawdę nie wątpił w to, że Adeline nie rozpoznałaby Sullivana i mogłaby z kimś go pomylić.
Po prostu Reece za wszelką cenę próbował sobie ułożyć wszystko w głowie, ale mimowolnie przypomniał sobie też o stresie, nerwach i wylanych przez Ade łzach, które wynikły jeszcze przed tą rzekomą śmiercią mężczyzny.
— Dobra, mniejsza — z trudem przełknął tą informację — Pal licho, że go chrząszcze nie wpierdoliły, ale po co się z nim widziałaś? Mało ci krwi napsuł? Zresztą co to za akcja ze zmartwychwstaniem, Ade?
Adeline Covington