sing for me, i'll sing along
: pt lip 17, 2026 9:59 pm
Seks z Milagros nigdy nie był smutny. Coven, która na co dzień i tak miała w sobie ogrom pozytywnej energii, przy niej promieniała jeszcze bardziej. Nawet w najbardziej intymnych chwilach Bremers nie traciła tej swojej lekkości. Przy Fontaine nie musiała niczego udawać ani próbować być kimś innym. Właśnie wtedy najbardziej przypominała samą siebie.
— Po prostu powiedz, że chcesz dzisiaj na mnie wskoczyć — powiedziała, posyłając jej wyzywające spojrzenie. Dobrze wiedziała, że odpowiedź i tak była oczywista, a nie mogła powstrzymać się od tych drobnych zaczepek. Coven uwielbiała komplementy. Lubiła słuchać, kiedy ktoś doceniał ją i jej wygląd. Pewnie miała też więcej do zaoferowania, ale nie miała pojęcia, co to właściwie mogło być.
A Milagros zdecydowanie nie powinna narzekać na ilość ubrań, skoro tego dnia los wyjątkowo jej sprzyjał - Bremers miała na sobie jedynie lekką sukienkę. Zresztą nawet gdyby ubrała się w najgrubszy, najbardziej niepraktyczny świata, to i tak nie miałaby powodów do narzekania. Umęczyłaby się przy tym niemożebnie, ale przecież wyczekiwane zawsze smakowało najlepiej!
Pozwalała się prowadzić w tańcu, chociaż z jej gardła wyrwał się niezadowolony pomruk, kiedy dziewczyna wyciągnęła jej dłonie z kieszeni spodni. No co jest grane? Nie zamierzała przecież tak łatwo rezygnować z tego, co jeszcze przed chwilą sprawiało jej tyle przyjemności!
— A skąd wiesz, że w ogóle założyłam majtki? — poruszyła figlarnie brwiami. Na jej twarzy od razu pojawił się niewinny uśmiech. — Sama musisz to zweryfikować — dodała, najwyraźniej doskonale bawiąc się jej reakcją.
Sięgnęła po jej rękę i wprowadziła ją sobie pod materiał sukienki. Sunęła nią po wewnętrznej stronie uda aż w końcu zabrała ją, dokładnie w taki sposób, jak chwilę wcześniej Fontaine wyciągnęła jej ręce z kieszeni swoich spodni. Czy miała na sobie bieliznę? Trudno stwierdzić. Najlepiej przekonać się o tym jak najszybciej!
— Zapomniałaś dodać, że gwiazdy przy mnie to chuj — zauważyła elokwentnie. Kurczę, z tej Coven to jednak niezła bystrzacha! Umiała się dziewczyna upomnieć o swoje. Naprawdę była łasa na komplementy. Szczególnie, kiedy padały z ust tak fantastycznej dziewczyny jak Mili.
A skoro już o ustach mowa - podskoczyła do niej i zachłannie wpiła się w jej wargi. Pocałunek był tak intensywny, że Bremers mogła przysiąc, że pod powiekami zamigotały jej najprawdziwsze gwiazdy. Przez chwilę całkowicie zapomniała o wszystkim dookoła, skupiona wyłącznie na emocjach, które Fontaine potrafiła w niej wywołać. Oderwała się dopiero po dłuższym momencie, trochę zaskoczona własną reakcją. Miała wrażenie, że poczuła ten pocałunek całą sobą. To musiała być wina alkoholu. Albo jego zasługa. Wszystko zależało od tego, z której strony spojrzeć.
— Lew bywa próżny i potrzebuje ciągłego uwielbienia, co dla analitycznej i oszczędnej w emocjach Panny może być męczące. Panna z kolei może irytować Lwa ciągłą krytyką i skłonnością do analizowania każdego szczegółu — wypaliła na jednym oddechu, nawiązując do ich znaków zodiaku. — To znaczy co? — zamrugała kilkakrotnie, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co właśnie powiedziała. Całe szczęście, że Fontaine wiedziała o jej bziku na punkcie horoskopów, inaczej wzięłaby ją za totalną dziwaczkę.
Milagros Fontaine
— Po prostu powiedz, że chcesz dzisiaj na mnie wskoczyć — powiedziała, posyłając jej wyzywające spojrzenie. Dobrze wiedziała, że odpowiedź i tak była oczywista, a nie mogła powstrzymać się od tych drobnych zaczepek. Coven uwielbiała komplementy. Lubiła słuchać, kiedy ktoś doceniał ją i jej wygląd. Pewnie miała też więcej do zaoferowania, ale nie miała pojęcia, co to właściwie mogło być.
A Milagros zdecydowanie nie powinna narzekać na ilość ubrań, skoro tego dnia los wyjątkowo jej sprzyjał - Bremers miała na sobie jedynie lekką sukienkę. Zresztą nawet gdyby ubrała się w najgrubszy, najbardziej niepraktyczny świata, to i tak nie miałaby powodów do narzekania. Umęczyłaby się przy tym niemożebnie, ale przecież wyczekiwane zawsze smakowało najlepiej!
Pozwalała się prowadzić w tańcu, chociaż z jej gardła wyrwał się niezadowolony pomruk, kiedy dziewczyna wyciągnęła jej dłonie z kieszeni spodni. No co jest grane? Nie zamierzała przecież tak łatwo rezygnować z tego, co jeszcze przed chwilą sprawiało jej tyle przyjemności!
— A skąd wiesz, że w ogóle założyłam majtki? — poruszyła figlarnie brwiami. Na jej twarzy od razu pojawił się niewinny uśmiech. — Sama musisz to zweryfikować — dodała, najwyraźniej doskonale bawiąc się jej reakcją.
Sięgnęła po jej rękę i wprowadziła ją sobie pod materiał sukienki. Sunęła nią po wewnętrznej stronie uda aż w końcu zabrała ją, dokładnie w taki sposób, jak chwilę wcześniej Fontaine wyciągnęła jej ręce z kieszeni swoich spodni. Czy miała na sobie bieliznę? Trudno stwierdzić. Najlepiej przekonać się o tym jak najszybciej!
— Zapomniałaś dodać, że gwiazdy przy mnie to chuj — zauważyła elokwentnie. Kurczę, z tej Coven to jednak niezła bystrzacha! Umiała się dziewczyna upomnieć o swoje. Naprawdę była łasa na komplementy. Szczególnie, kiedy padały z ust tak fantastycznej dziewczyny jak Mili.
A skoro już o ustach mowa - podskoczyła do niej i zachłannie wpiła się w jej wargi. Pocałunek był tak intensywny, że Bremers mogła przysiąc, że pod powiekami zamigotały jej najprawdziwsze gwiazdy. Przez chwilę całkowicie zapomniała o wszystkim dookoła, skupiona wyłącznie na emocjach, które Fontaine potrafiła w niej wywołać. Oderwała się dopiero po dłuższym momencie, trochę zaskoczona własną reakcją. Miała wrażenie, że poczuła ten pocałunek całą sobą. To musiała być wina alkoholu. Albo jego zasługa. Wszystko zależało od tego, z której strony spojrzeć.
— Lew bywa próżny i potrzebuje ciągłego uwielbienia, co dla analitycznej i oszczędnej w emocjach Panny może być męczące. Panna z kolei może irytować Lwa ciągłą krytyką i skłonnością do analizowania każdego szczegółu — wypaliła na jednym oddechu, nawiązując do ich znaków zodiaku. — To znaczy co? — zamrugała kilkakrotnie, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co właśnie powiedziała. Całe szczęście, że Fontaine wiedziała o jej bziku na punkcie horoskopów, inaczej wzięłaby ją za totalną dziwaczkę.
Milagros Fontaine