ODPOWIEDZ
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

009.
Obrazek
Normalnie nie przyszłaby do tak drogiego baru. Na co dzień nie biedowała, ale też nie zarabiała kokosów. Dla Milagros była jednak w stanie zrobić naprawdę wiele. Coven uległa jej namowom i zjawiła się w miejscu, w którym Fontaine miała dziś występować. Wyjątkowo przyszła nawet wcześniej, żeby usiąść zaraz przy scenie. Niby wiedziała, że dziewczyna i tak zaklepie jej miejsce, ale nie chciała zawracać jej głowy - pewnie i tak stresowała się przed występem. Może nie jakoś bardzo, ale jednak trochę na pewno. Bremers uważała, że taki stres potrafi napędzać do działania. Przynajmniej tak jej się wydawało, bo sama nigdy nie miała okazji występować publicznie. Chyba że liczyć karaoke, ale lepiej było tego nie liczyć. Była święcie przekonana, że w niektórych barach w Toronto wisi jej zdjęcie z dopiskiem, że tej pani się nie obsługujemy po tym, jak próbowała śpiewać Whitney Houston. Śpiewać to akurat za dużo powiedziane. Zawodziła, jakby ktoś ją skrzywdził, ale nie da się inaczej wykonywać utworu I will always love you. To znaczy, pewnie się da, ale to już było poza możliwościami Coven. W szkole brała też udział w różnych akademiach, ale też jakoś niespecjalnie jej to wychodziło. Pewnie dlatego pani Norris zawsze ustawiała ją gdzieś w tylnym rzędzie. Nie brała jednak pod uwagę faktu, że mała Bremers głos miała jednak donośny. No i całe przedstawienie mocno traciło na wizualizacji, bo przecież była śliczną dziewczynką i powinna stać na samiutkim przodzie.
Wracając do meritum - przyszła do baru wystrojona w zwiewną, kwiecistą sukienkę. W końcu było już kalendarzowe lato, prawda? Może pogoda w Toronto pozostawiała wiele do życzenia, ale jeśli już miały później gdzieś się szwendać, to jedynie do mieszkania którejś z nich. Przynajmniej na to po cichu liczyła Coven. Właściwie to liczyła na to bardzo głośno, ale na razie wolała skupić się na występie Mili, bo właśnie po to tutaj przyszła.
Zamówiła sobie drinka pod fikuśną nazwą Ekstravaganza. Miała nadzieję, że sponiewiera ją tak samo mocno, jak sponiewierał jej portfel. Rozsiadła się wygodnie przy stoliku i zagryzła słomkę w oczekiwaniu na Fontaine. Oby dziewczyna nie spędziła całego wieczory na scenie i dołączyła do niej jak najszybciej! Proszę nie zrozumieć jej źle, Bremers była bardzo podjarana nią jej wystąpieniem, ale fajnie byłoby też pogadać. Czy coś. Oby tylko w międzyczasie nikt się nie przysiadł, bo musiała go spławić. Zwykle nie miała z tym większych problemów, ale też nie zawsze była taka potrzeba. Dziś jednak miała wieczór zarezerwowany tylko dla Fontaine.

Milagros Fontaine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
24 y/o
For good luck!
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Jest takie przysłowie, że idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni. Ja jestem przerażona, że mi się to wszystko popierdoli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

001
𑣲𝄞 I want you to want me 𑣲𝄞
Spoiler
Obrazek Obrazek

Uwielbiała śpiewać w zasadzie odkąd pamięta, choć wcale nie była jakaś wybitna jak wydzierała się na całą japę do różowego mikrofonu z nagłośnieniem na baterie, które miało być dziecięcą zabawką, a okazało się zmorą dla całej rodziny zastępczej. Do dziś się zastanawia, czy to nie był jeden z głównych powodów zmiany rodziny, bo zaliczyła ich kilka. Z czasem przechodziła też okres śpiewania na śnieżkę czy inną księżniczkę, gdzie wyrzucała z siebie serię wysokich tonów falalalala i najwyraźniej to pomogło jej znaleźć jakąś równowagę pomiędzy dziecięcym darciem gardła, a jakimiś operowymi ciągotami. Z czasem zaczęła brzdąkać na gitarze, a nawet pisać własne teksty. Czy wiązała z tym przyszłość? Może gdzieś nieśmiało tak, ale przez większość czasu chyba sama sabotowała się tekstami, że stać ją tylko na wieczorne występy w jakiś klubach, gdzie ktoś narzuca zasady. I owszem, bywały miejsce gdzie mogła wyjść i pokazać swoją artystyczną duszę, zaśpiewać własną piosenkę i zanudzić jakiegoś typa w rogu po prawej, a tego z przodu po lewej zachwycić, ale nie dziś. Były takie lokale jak ten, co ściągały ją, ż niby fajnie bo sobie dorobi i coś zaśpiewa, a potem narzucały repertuar bo się okazywało, że mają wieczorek muzyki filmowej i to jeszcze w typie komedii romantycznych. Pół godziny na tym zapleczu wykłócała się z typem, że ona to pierdoli i wychodzi, bo nie przyszła na rom-com karaoke night.
I taka była asertywna, że właśnie wychodziła na scenę! Kątem oka dostrzegła Coven i puściła jej to swoje figlarne oczko, jakby było przezajebiście i wcale nie skręcała się od środka dlatego, że zaraz będzie odgrywać zakochaną złośnicę, a nie swoją piosenkę. Pocieszało ją tylko to, że gość płacił z góry i po wszystkim będzie mogła postawić Coven drinka, kupić gdzieś pizzę na wynos i jeszcze coś zostanie. — Cześć wam… — odparła ciepło, a jej głos nawet gdy mówiła brzmiał jakoś tak jakby melodię miała we krwi. — Mam nadzieje, że dobrze się bawicie dzisiaj, a jeśli nie… to może wkrótce zaczniecie. Ja zamierzam bawić się dzisiaj wyśmienicie — i tu znacząco przeniosła swoje spojrzenie na Coven, choć chyba wcale nie miała na myśli śpiewania. — Ptaszki ćwierkają, że mamy dziś wieczorek trochę komediowy — bo gość w rogu zaśmiewał się z kumplem z czegoś co zupełnie jej nie interesowało — a trochę romantyczny — zerknęła na parkę na środku sali, gdzie laska prawie połykała kolesia całusami siadając na nim okrakiem — choć zakrawa też o treści plus osiemnaście — rozłożyła ręce bezradnie po czym osunęła stojak zdejmując z niego mikrofon. — Zaczynajmy więc — i nim zdążyła policzyć do trzech, pierwsze nuty I want you to want me rozbrzmiały na sali, a ta uparta bestia co się zapierała, że na scenę nie wyjdzie teraz dawała z siebie wszystko i gdzieś przy trzeciej minucie piosenki nagle znalazła się przy stoliku, który zajmowała jej fanka numer jeden. Zaraz przed nią przykucnęła zadzierając głowę do góry i patrząc w te sarnie ciemne oczy. Jak ich nie uwielbiać? Zaśpiewała więc na koniec dla niej — I want you to want me, I want you to want me, I want you to want me, I want you to want meeeee…. — bawiąc się przy tym wybornie. Bo Mili już taka była, że czasem marudziła, a tak naprawdę gdy śpiewała czy to karaoke, czy nuty na jakiś rom-com night, czy własną piosenkę po prostu świetnie się bawiła. Bo śpiewać lubiła i Coven też lubiła. 2w1 dzisiaj miała, to jak miałaby się źle bawić jak jej jeszcze za to zapłacą?
coven ᯓ★🎸
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aż podskoczyła na krześle, kiedy Milagros w końcu pojawiła się na scenie. Na jej widok Coven zaczęła głośno klaskać - pewnie najgłośniej ze wszystkich - i uśmiechnęła się od ucha do ucha. A wszystko przez to oczko, które posłała jej Fontaine. To znacz Bremers miała ogromną nadzieję, że było skierowane właśnie do niej. Na wszelki wypadek obejrzała się jeszcze przez ramię, żeby się upewnić. Niewiele jej to dało. Za nią siedziało mnóstwo ludzi, więc nie pozostawało nic innego, jak uwierzyć, że dziewczyna naprawdę mrugnęła właśnie do niej. Śmiała się też głośno z jej żartów, może nawet do przesady, ale nie mogła się powstrzymać, okej? To nie jej wina, że Mili tak na nią działała. Pewnie tego wieczoru zbłaźni się przy niej sto tysięcy razy, ale tym będzie przejmować się później, gdy uświadomi sobie, ile głupot nagadała i jak bardzo się ośmieszyła. Ale to już problemy jutrzejszej Coven!
Milagros była stworzona do śpiewania. Autentycznie wyglądała tak, jakby urodziła się na scenie. Szybko porwała tłum, który śpiewał razem z nią. Bremers też nie szczędziła sobie gardła. Na szczęście publiczność skutecznie ją zagłuszała, więc jej skowyt mieszał się z setką innych głosów. W pewnym momencie Fontaine zeszła ze sceny i znalazła się tuż przy niej, a to sprawiło, że podekscytowała się niezdrowo. Jak tak kucała i patrzyła wyzywająco prosto w oczy Bremers, to aż prosiła się, żeby sięgnąć do jej włosów i szarpnąć do tyłu, eksponując szyję, na której można byłoby złożyć kilka słodkich pocałunków. Oczywiście Coven trzymała grzecznie ręce przy sobie, ale wyobraźnia zdążyła już zrobić swoje.
Tak mijały kolejne piosenki, większość ludzi poderwało się z miejsc i zaczęło tańczyć. Ona natomiast podparła głowę na ręce i wpatrywała się z rozmarzeniem w Fontaine, która z każdym momentem udowadniała, że jest w swoim żywiole. Nic dziwnego, że Bremers po prostu nie potrafiła oderwać od niej wzroku i z niecierpliwością oczekiwała końca występu. A kiedy wybrzmiały fragmenty ostatniej piosenki, znów była tą, która oklaskiwała dziewczynę z największym zaangażowaniem. Nawet zagwizdała kilkakrotnie na palcach, chcąc dać Mili do zrozumienia, że jest jej największa fanką ever.
Musiała jeszcze chwilę poczekać, aż dziewczyna wróci z zaplecza i zaszczyci ją swoją obecnością. W międzyczasie Coven zamówiła kolejne drinki.
Byłaś nie-sa-mo-wi-ta! — pochwaliła ją od razu, jak tylko dołączyła do stolika. Zaraz nachyliła się w jej kierunku i cmoknęła ja w policzek. — Serio! To było zajebiste! Powinnaś wyruszyć w wielką trasę koncertową! Kiedy będziesz grać jako suport dla jakieś Sabriny Carpenter? — zapytała, podsuwając Fontaine szklankę z drinki. — Wzięłam ci Ekstravaganzę. Piłaś kiedyś? Jest przepyszne! I chyba trochę zdradliwe, bo po dwóch drinkach czuję się trochę wstawiona? — zerknęła na Milagros, jakby chciała się upewnić, czy dziewczyna coś po niej widzi. Bremers nie miała jakiejś wybitnie mocnej głowy do alkoholu ze względu na swoją dość drobną posturę, więc upijała się w standardowym dla siebie tempie.

Milagros Fontaine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
24 y/o
For good luck!
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Jest takie przysłowie, że idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni. Ja jestem przerażona, że mi się to wszystko popierdoli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Milagros bywała t w a r d z i e l k ą! Taką wyszczekaną laską, co to jeździ niekiedy jak wariatka, przyrządza dymiące i wybuchowe drinki, słucha rockowej muzyki i codziennie mierzy się z kapibarami drapieżnikami w zoo, a w środku… masz babo placek! Tam zachodzi tyle skomplikowanych procesów, że ona za tym nie nadąża, ale finalnie sprowadzają się one do tego, że jak się okazuje ma w sobie sporo z zakochanej złośnicy. Świat po prostu zawsze wydawał się jej niebezpieczny i głośny dlatego budowała wokół siebie mur i za wszelką cenę starała się sprawiać wrażenie pewnej siebie dziewczyny, co to niczego się nie boi. W wielu aspektach życia tak naprawdę było i nie musiała niczego udawać, ale gdy w grę wchodziły uczucia? O nie, to nie była jej mocna strona. Nic dziwnego, że menedżerowi zrobiła wielką dramę na zapleczu, że nie będzie śpiewać ckliwych piosenek z komedii romantycznych. Zrobiła to głównie dlatego, że panicznie bała się tego, że ktoś odkryje jej ckliwe wnętrze, a co za tym idzie uzna ją za słabą. Kłótnia na zapleczu była trochę takim mechanizmem obronnym, jakby chciała pokazać, że się jej to nie podoba, a potem i tak wyszła na scenę i … popłynęła, bo te wszystkie piosenki trafiały prosto w jej ukrywane przed światem romantyczne serducho. Prosto w tę dziewczynę, co pochłaniała komedie romantyczne za dzieciaka, bo tam świat był bezpieczny, bardzo przewidywalny i zawsze miał swoje szczęśliwe zakończenie. Uciekała tam i robiła to po dziś dzień, gdy nikt nie patrzył. W towarzystwie swoich lampek choinkowych, które wisiały przy karniszu cały rok, a nie tylko w święta i przy zapachu swoich kojących kadzidełek, najlepiej okryta kocem i bez żadnych świadków. Chyba nawet z Coven nie oglądała żadnej romantycznej komedii, bo to było dla niej takie… intymne dziwne. I nikomu nie przyznawała się, że po sto razy odpalała Zakochaną Złośnicę lub Szkołę Uczuć, gdy miała gorszy wieczór.
Jednak teraz, gdy była na scenie i śpiewała kolejne hity tj. Letters to Cleo - Cruel to be kind, Sixpence None the Richer - Kiss me, The Cardigans - Lovefool, The Ting Tings - That's Not My Name, Gabrielle - Out of reach i nie tylko, była w swoim żywiole i wybornie się bawiła. W końcu wydukała do mikrofonu zaraz po tym jak napiła się niewielkiego łyka wody z butelki, którą zawsze brała ze sobą na scenę.
Dobra, skoro jeszcze tu jesteście to mam ostatnia PODOBNO perełkę. Ktokolwiek nie płakał przy Szkole uczuć niech pierwszy rzuci we mnie lodem z drinka — zażartowała, choć ktoś faktycznie się do tego wyrwał z tymi kostkami. — To pora nadrobić proszę pana! — zawołała i zaśpiewała ostatni kawałek: Mandy Moore - Only hope.
A teraz spadam stąd zanim każą mi śpiewać nuty z Titanica, idę odebrać ciężko zarobioną kasę i przepuścić ją na drinki z moją fanką numer jeden. Dobranoc, Toronto! — pożegnała się, puściła oczko do Coven i zniknęła na zapleczu. Jak powiedziała, tak zrobiła. Po chwili wróciła do znajomej, a serce radowało się, gdy widziała jej entuzjazm. — Serio? Bo mi biło strasznie głupio, że ściągnęłam cię tu dla romcomowych coverów — wyznała cmokając ją w policzek. — Ekstravaganzy jeszcze nie piłam, ale już ją lubię. Podoba mi się, jak cię dziabnęła — wyznała odgarniając Coven kosmyk włosów za ucho szczerząc się przy tym wesoło. Zaraz też sięgnęła po swój drink upijając odrobinę, by po chwili wziąć większy łyk. — Ooooo mamuniu, wchodzi jak soczek więc z góry wiadomo, że będzie zdradliwe — stwierdziła radośnie i wzruszyła ramionami tak, jakby zupełnie się tym nie przejmowała. — Ładna sukienka! — skomplementowała siadając bok niej i myśląc sobie o tym, że jeszcze ładniej się będzie prezentować na podłodze. Sukienka... Coven zresztą też. Ona się wszędzie ładnie prezentowała.

coven ᯓ★🎸
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
zostanę tylko w obietnicach, w myślach, niedopalonych papierosach - na nich moja szminka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W jej oczach Mili uchodziła za najprawdziwszą twardzielkę z krwi i kości. Nic dziwnego, że Coven była nią tak zauroczona. Dziewczyna imponowała jej pod każdym możliwym względem. Była niezależna, utalentowana i w ogóle nie przejmowała się opiniami innych. A przynajmniej dobrze się z tym kryła. No i była przy tym taka śliczna! Jak tu jej nie uwielbiać? Bremers miała do niej słabość, której wyjaśnić nie potrafiła. I chyba nawet nie chciała. Wystarczało jej, że Fontaine tak ślicznie się do niej uśmiechała, a ona totalnie w tym uśmiechu przepadała. I nieważne, jaki utwór wykonywała na scenie, w każdym prezentowała się doskonale! No głosisko, to ona miała nie z tej ziemi. A może cała była nie z tej planety? Może przybyła prosto z Venus właśnie po to, żeby zawrócić Coven w głowie?
Nie spodziewała się po niej takich ckliwych utworów, ale to tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że dziewczyna była stworzona do każdej piosenki, niezależnie od tego, czy to były rockowe numery, czy jakieś ballady. Właściwie to Mili mogła po prostu siedzieć na scenie i milczeć, a Bremers i tak wpatrywałaby się w nią, jak w obrazek. Trochę jednak szkoda, że nie zaśpiewała na koniec My Heart Will Go On, to byłoby zwieńczenie całego występu!
Oszalałaś? Uwielbiam romcomowych covery! — w przypływie ekscytacji aż musiała przyklasnąć w dłonie. — Ale że ty się na to zgodziłaś, to jestem w ciężkim szoku — dodała, bo chyba nie zliczyłaby, ile razy próbowała nakłonić do tego, żeby wspólnie obejrzały jakieś romansidło. Sama wciągała nosem wszystkie takie seriale i książki. No dobra, kiedy Milagros zostawała u niej na noc, to miały o wiele ciekawsze rzeczy do roboty i potem musiały przewijać połowę filmu, który zaczęły oglądać, ale dziewczyna za nic w świecie nie dała się namówić na włączenie miłosnych klasyków sprzed kilku dekad.
Już miała zaprzeczyć, że wcale nie była dziabnięta, ale kogo ona chciała oszukać? Zdążyła nieźle się wstawić podczas koncertu. Mimo to uśmiechnęła się promiennie, kiedy Mili odgarnęła niesforny kosmyk z jej twarzy. Nawet westchnęła sobie po cichu z rozmarzeniem. Teraz wszyscy mogli jej zazdrości, że taka dziewczyna siedzieć przy stoliku właśnie z nią!
Teraz musisz nadgonić, żeby mi dorównać — zaśmiała się i nieświadomie przygryzła dolną wargę. Dopiero komplement o sukience wyrwał ją z tego dziwacznego stanu. — Podoba ci się? Dorwałam ją na wyprzedaży w Zarze! Wydaje mi się, że jest na mnie trochę za luźna — chwyciła palcami za przód materiału, eksponując nieco za duży dekolt. Ale kto wie, może zrobiła to z premedytacją?
Musisz jeszcze wracać na scenę, czy masz już cały wieczór dla mnie? — zapytała, obracając słomkę językiem. Słowo daję, że to nie był już celowy zabieg! — Jak coś, to poczekam. Mam czas. Dużo czasu. Całe mnóstwo. No w każdym razie nigdzie się nie wybieram — wyjaśniła natychmiast, bo dokąd właściwie miałaby pójść? Przyszła tu specjalnie dla Fontaine i nie zamierzała stąd wychodzić. No chyba, że z nią.

Milagros Fontaine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Nightshade Lounge”